Posts Tagged ‘Władimir Kliczko’

Przed pojedynkiem Joshui z Kliczką pisałem, że waga ciężka potrzebuje walki mistrzowskiej, o której będziemy rozmawiać dłużej niż trzy minuty po jej zakończeniu. Główni bohaterowie wieczoru stanęli na wysokości zadania i między linami urządzili niezłą imprezę. Były grzmoty, były fajerwerki. To była walka, której powtórki śmiało można sprzedawać w systemie PPV.

Zanim Joshua i Kliczko weszli do ringu, kreślono różne scenariusze ich pojedynku. Dominowała opinia, że konfrontacja tych panów nie potrwa całego dystansu. Faktycznie, sędziowie punktowi byli niepotrzebni, ale impreza i tak potrwała trochę dłużej niż wiele osób zakładało.

Andrzej Kostyra komentując walkę, powiedział, że Kliczko zabrał Joshuę z liceum na uniwersytet. Tak było. Anglik w sobotni wieczór zdał trzy trudne egzaminy. Pierwszy, z charakteru, bo wstał z desek i był w stanie odwrócić losy pojedynku. Drugi, z ringowej inteligencji. Gdy się wystrzelał i był zraniony, wziął sobie chwilowy urlop od walki. W odpowiednim momencie wypluł też ochraniacz na zęby, dzięki czemu zyskał cenne sekundy. Inna sprawa, że Kliczko pozwolił mu na dojście do siebie. Trzeci egzamin Joshua miał z presji. Też dał radę, wytrzymał ciśnienie i poradził sobie z oczekiwaniami 90 tysięcy ludzi, którzy dla niego kupili bilety.

Boks potrzebował w wadze ciężkiej kogoś takiego jak Joshua. Faceta, który nie boi się wyzwań. Brytyjczyk mógł przecież pompować swój rekord jak Deontay Wilder, unikać Kliczki, prężyć muskuły poza ringiem, ale wybrał inną drogę. Dzisiaj jest właścicielem trzech pasów i waga ciężka należy do niego.

Na horyzoncie widać już gdzieś walkę Joshuy z Tysonem Furym. Zanim jednak na poważnie zaczniemy rozmawiać o takiej konfrontacji, olbrzym z Wilmslow musi zrzucić zbędne kilogramy i pozbyć się rdzy. Musi w ogóle wrócić na ring. Możemy być jednak pewni, że Anthony nie schowa się przed Tysonem do szafy. Może na Wembley przyjedzie też Wilder, który już zadeklarował taką chęć. Do jego zapowiedzi trzeba jednak podchodzić z dystansem, bo Amerykanin nie lubi wchodzić do głębokiej wody. Jednego możemy być pewni, z Joshuą na tronie nie będzie nudy.

Co dalej z Władimirem Kliczko? Jeżeli jeszcze będzie mu się chciało zakładać rękawice i iść do roboty, to nie musi kończyć kariery. Przecież wciąż zalicza się do czołówki wagi ciężkiej, wciąż Wilder ma pełnego pampersa, gdy myśli o pojedynku z nim. Wciąż może zarabiać kasę w ringu. Po sobotniej walce nikt już nie powie, że Kliczko jest szklany, że nie ma charakteru. Ukrainiec przegrał, ale swoje wygrał. Wygrał szacunek kibiców. Do ringu wchodził przy akompaniamencie gwizdów, po walce gwizdy zamieniły się w brawa. Rewanż z Joshuą? Z punktu widzenia kibiców, czemu nie. Zróbcie to jeszcze raz. Tylko Wembley na taką imprezę może być już za małe.

Pytanie tylko, czy Władimirowi chce się jeszcze w to bawić? Ale to już nie jest problem Joshuy.

Krzysztof Smajek

Reklamy

kliczkovsjoshua

Przez wiele lat wydawało się, że rywal Władimira Kliczki musi wejść do ringu z pistoletem i mieć pod ręką ze dwa granaty, żeby odebrać mu mistrzowskie pasy. Ukrainiec przez lata był tyranem w wadze ciężkiej i każdego oponenta, który chciał położyć łapy na jego pasach, obijał bez litości. Warto podkreślić, że to nie były dobre czasy dla królewskiej dywizji. Wiało nudą z każdej strony.

Przyszedł jednak Tyson Fury, tupnął nogą i okazało się, że ten ukraiński dyktator wcale nie jest taki straszny. Kliczko został mentalnie zniszczony przez Brytyjczyka i praktycznie bez walki oddał mu mistrzowskie pasy. W ciągu 12 rund zadał raptem 52 celne ciosy, żaden z nich nie zrobił wrażenia na olbrzymie z Wilmslow. Tyran oddał władzę i wypadł z obiegu na kilkanaście miesięcy, bo Fury nie za bardzo kwapił się do walki rewanżowej.

Zresztą Fury pasami, które dostał od Kliczki, długo się nie nacieszył. Miał problemy z narkotykami, alkoholem i depresją, dlatego musiał zwakować i wypuścić swoje skalpy na rynek. Trafiały one w różne ręce. Właścicielem jednego z nich został Anthony Joshua. Zdobył go w pojedynku, tfu, pas federacji IBF przyniósł i podał mu na tacy Charles Martin. Brytyjczyk bronił go dwa razy, ale Dominic Breazeale ani tym bardziej Eric Molina nie byli w stanie zrobić mu krzywdy.

Joshua to facet, który do ringu zawsze wchodzi z ostrą amunicją. Liczby w jego rekordzie robią wrażenie: 18 walk i 18 „zastrzelonych” przed czasem rywali. Teraz na jego drodze stanie podrażniony Władimir Kliczko, który chce odzyskać władzę w wadze ciężkiej i zmazać plamę po ostatnim występie. Gdy panowie wejdą do ringu, ziemia powinna zadrżeć, a 90 tysięcy ludzi na Wembley pewnie wstrzyma oddech.

Eksperci mają twardy orzech do zgryzienia, bo tutaj zdarzyć może się wszystko. Można powiedzieć pół żartem, pół serio, że ta walka odzieli mężczyzn od chłopców. Wśród ekspertów oczywiście. Wydaje się, że w tym pojedynku sędziowie punktowi nie będą potrzebni, bo przecież do ringu wejdzie dwóch uzbrojonych po zęby facetów. Powinna być strzelanina. Żaden z nich nawet na moment nie może się zagapić.

Waga ciężka potrzebuje walki mistrzowskiej, o której będziemy rozmawiać dłużej niż trzy minuty po jej zakończeniu. Bo przecież tyle mniej więcej dyskutuje się po dobrowolnych obronach Deontaya Wildera. O walce Parker ve Cojanu (chyba nie przekręciłem nazwiska) nie będziemy w ogóle gadać. Dlatego musimy liczyć na to, że Kliczko i Joshua nie będą grać w warcaby. Że dadzą taką walkę, o której będziemy rozmawiać przy piwie nawet za kilka lat.

Mimo że pas federacji IBF należy do Joshui, to więcej do stracenia ma Władimir Kliczko. On już nie ma czasu na porażki. Obaj w sobotę znajdą się w nowych dla siebie sytuacjach. Ukrainiec będzie czekał przed pojedynkiem na swojego rywala w ringu. Do tej pory to jego przeciwnicy patrzyli, jak Władimir idzie wykonać egzekucję. Z kolei Joshua po raz pierwszy będzie pływał w tym samym akwarium z grubą rybą. Na dodatek podrażnioną.

Jak to się skończy? Pewnie nokautem. Gdybym miał wykupić reklamę na podeszwach któregoś z nich, to wybrałbym buty Kliczki, bo przecież Joshua nie bierze jeńców.

Krzysztof Smajek

Po wielu latach waga ciężka uwolniła się spod dyktatury Władimira Kliczki. Ukrainiec sprawował rządy twardej ręki, ale abdykował w bardzo słabym stylu i praktycznie bez walki oddał pasy rywalowi. Tyson Fury przed pojedynkiem zapowiadał, że to może być jego najłatwiejsza walka w karierze. Można było się śmiać z tych słów, ale Fury… miał rację! Przecież on się zbyt wiele nie napracował między linami (choć walczył bardzo mądrze), a mimo to wrócił do domu z czterema mistrzowskimi pasami. Jednak w sobotę trudniej byłoby zabrać dziecku lizaka niż odebrać pasy Kliczce. Tak to niestety wyglądało.

O samym pojedynku nie da się napisać niczego dobrego, bo z ringu wiało nudą. Obaj boksowali bardzo ostrożnie i nie było mowy o żadnych wymianach ciosów. Wnukom o ich konfrontacji opowiadać nie będziemy. Więcej zwrotów akcji i emocji jest w długiej kolejce w supermarkecie niż było w tym pojedynku. Fury realizował swój misterny plan, a Kliczko nie potrafił dobrać mu się do skóry i z każdą minutą walki był coraz bardziej bezradny i sfrustrowany. Ukrainiec wybrał się na wojnę praktycznie bez amunicji (fatalne statystyki ciosów!), ale wygląda na to, że walkę przegrał w głowie. Gierki psychologiczne Brytyjczyka przyniosły efekty, bo Kliczko był w ringu bardzo spięty, a każdy jego ruch paraliżował strach. Trudno w to uwierzyć, ale tak było.

Przed pojedynkiem zastanawiano się, czy Fury wytrzyma ciśnienie i nie pęknie przed tak dużym wyzwaniem. Nic z tych rzeczy. On wszedł do ringu wyluzowany i pewny siebie. Mało tego, wyglądał na faceta, który ma wycięty układ nerwowy. Od początku dobrze się bawił, prowokował Kliczkę i co najważniejsze, miał cały czas walkę pod kontrolą. Nie był ani razu zagrożony i wygrał zasłużenie. Mógł nawet zwyciężyć przed czasem, ale gdy wstrząsnął Kliczką, temu w sukurs przyszedł sędzia Tony Weeks, który dopatrzył się ciosu w tył głowy.

Kliczce w tej walce ewidentnie zabrakło charakteru. Wiedział przecież, że przegrywa na punkty, ale mimo to nie wziął się do roboty. W końcówce nie zrobił nic, aby odwrócić losy tego pojedynku. Na szczęście sędziowie punktowi nie wycięli żadnego numeru i mistrzowskie pasy trafiły we właściwe ręce. W kontrakcie był zapis dający Kliczce prawo do rewanżu w przypadku porażki. Ukrainiec pewnie z tego skorzysta. Zresztą już zapowiedział, że ta historia jeszcze się nie skończyła i nastąpi ciąg dalszy. W tym momencie nie ma sensu zastanawiać się nad ich rewanżową walką, ale w drugim pojedynku Kliczko na pewno nie będzie faworytem. Fakty są takie: w wadze ciężkiej nastąpiło nowe rozdanie i teraz rządzi Tyson Fury. Czy to się komuś podoba czy nie.

28 listopada, Duesseldorf. W tym dniu skończy się pewna era w historii boksu, bo Tyson Fury przejmie od Władimira Kliczki władzę w wadze ciężkiej. Wróć, jeszcze raz. Tyson Fury przejmuje od… Stop. To wszystko brzmi tak mało realnie jak przedwyborcze obietnice polityków…

Brytyjczyk twierdzi, że pojedynek z Kliczką będzie jego najłatwiejszą walką w karierze. Tych słów akurat nie można brać na serio, bo to typowa gadka-szmatka pod publiczkę, w którą on sam pewnie nie wierzy. Choć to jest tak szalony i nieobliczalny (a raczej głupi) gość, że może i wierzy w te pierdoły.

Fury sprawia wrażenie pewnego siebie pięściarza. Piszę, że sprawia wrażenie, bo przecież nie wiemy, co siedzi w jego głowie. Na pozór może być twardzielem i facetem z jajami, a tak naprawdę, co godzinę może zmieniać pampersa. Tego nie wiemy. Wygląda jednak na to, że stawka pojedynku go nie sparaliżuje i do ringu wyjdzie na luzie i bez żadnego strachu. Pewnie też bez respektu dla rywala (i to może być jego największy błąd). Niedawno rozmawiałem z Albertem Sosnowskim, który stwierdził, że Fury ma mentalność mistrza i nie wymięknie na robocie. Ciekawa opinia, ale jakoś nie jestem do niej przekonany.

Brytyjczyk we wciskaniu kitu i robieniu szumu wokół swojej osoby, nie ma sobie równych. Spokojnie mógłby prowadzić szkolenia ze „śmieciowego gadania”. Szkoda czasu i miejsca, żeby cytować jego wszystkie wypowiedzi, ale trzeba przyznać, że we właściwy sposób wypromował sobotni pojedynek. Powinien za to otrzymać osobny czek. Tacy ludzie jak Fury są potrzebni w boksie, ale przecież gadaniem nie wygrywa się pojedynków. Często można usłyszeć opinię, że olbrzym z Wilmslow może być jednym z najtrudniejszych rywali Kliczki w ostatnich latach. Jeśli weźmiemy pod uwagę jego atuty, czyli warunki fizyczne, zasięg ramion, łatwość zmiany pozycji z normalnej na mańkuta oraz luz w wyprowadzaniu ciosów, to na papierze mamy obraz groźnego rywala dla Kliczki.

Ukrainiec w ostatnich dziesięciu walkach nie był ani razu w poważnych tarapatach. Wchodził do ringu, robił swoją robotę i było po zabawie. Krótko mówiąc, twardą ręką sprawuje rządy w wadze ciężkiej. W ostatnim pojedynku wygrał zdecydowanie na punkty z Bryantem Jenningsem, ale nie zdołał znokautować Amerykanina. „To był pierwszy rywal Ukraińca, który przyszedł po pojedynku na konferencję i wyglądał jak po wizycie u kosmetyczki a nie po 12 rundach z królem wagi ciężkiej. W walce z Kliczką był zakryty, szczelny, ogólnie pokazał świetną defensywę”- tak o ostatniej walce Kliczki mówił Mateusz Borek w swoim „Alfabecie” na Po Gongu.

Gdyby Fury miał tak szczelną obronę jak Jennings, to moglibyśmy na poważnie zastanawiać się nad sensacją w Duesseldorfie, ale obrona Brytyjczyka pozostawia wiele do życzenia. Fury ma też podejrzaną szczękę, bo leżał na deskach po ciosach Steve’a Cunninghama (sic!) i Nevena Pajkicia. Co będzie, gdy trafi go Kliczko? Na pewno będzie duży huk. Pytanie tylko, kiedy go usłyszymy? Stawiam, że w drugiej części walki. I wtedy będziemy mogli się pośmiać z samozwańczego mistrza wagi ciężkiej.

Krzysztof Smajek