Posts Tagged ‘USA’

adamek_foto

Tak naprawdę Tomek Adamek od trzech lat powinien być już na emeryturze. Stoczył przecież już prawie pożegnalną walkę z Przemkiem Saletą. Skusił się jednak i wracał na ring. Dostał drugie bokserskie życie i wycisnął je jak cytrynę.

Za każdym razem pakował torbę, przylatywał na obóz do Polski i ciężko pracował na treningach. Zbił trzech rywali z trzeciej dziesiątki wagi ciężkiej i pokazał, że pan po 40-stce może być jeszcze groźny w ringu. W międzyczasie potknął się też na Eriku Molinie, ale wstał, otrzepał się i dalej robił swoje. Przede wszystkim wierzył, że może jeszcze wdrapać się na szczyt.

Wygrywał walki, więc zaczęły się pojawiać oferty. To tak działa w tym biznesie. Aż w końcu dostał propozycję konfrontacji z Jarrellem Millerem. Mógł ją odrzucić i nabijać rekord wygranymi z łatwiejszymi rywalami. Tylko na dłuższą metę to nie miało żadnego sensu, bo Adamek ścigał się z czasem. Chciał spróbować jeszcze czegoś dużego.

Nie ukrywam, byłem zdziwiony, że „Góral” podpisał kontrakt na walkę z Amerykaninem. Ryzyko skaleczenia się było ogromne, bo „Big Baby” to wielki chłop z czołówki wagi ciężkiej. Podczas ważenia okazało się, że Miller jest cięższy od „Górala” o ponad czterdzieści kilogramów.

Dzień później, w ringu, było widać wielką siłę Amerykanina. Był jak walec, który taranuje wszystko na swojej drodze. W pierwszej rundzie Adamek jeszcze stawiał opór, ale egzekucja wisiała w powietrzu. Nie było szybkości, nogi nie pracowały tak jak kiedyś. Adamek kilka razy trafił, ale na Millerze te ciosy nie robiły żadnego wrażenia. Były jak ukąszenia komara.

W drugiej rundzie było już po wszystkim. Miller załatwił sprawę dwoma mocnymi podbródkowymi. Walka trwała krótko i pokazała, że Adamek nie jest już w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Większość ekspertów wiedziała to już przed pojedynkiem w Wintrust Arenie. „Góral” i jego team przekonali się dopiero po konfrontacji z Millerem.

Adamek poszedł o jeden most za daleko, ale nie musi nikogo przepraszać. Swoje w boksie zrobił. Na pewno nie rozmienił kariery na drobne. Przegrać z Millerem to żaden wstyd. „Góral” może iść na bokserską emeryturę z podniesioną głową. Tylko szkoda, że godnych następców nie widać.

Krzysztof Smajek

Reklamy

adamek_noc_zemsty

(więcej…)

borek_adamek

– Jeśli Tomek wygra z Millerem, to jesteśmy już z panem Hearnem po słowie w sprawie bardzo dużej walki z jednym z jego zawodników. Czarny scenariusz? Z Tomkiem na ten temat nie rozmawiam, bo on nie dopuszcza myśli o porażce. Ale ja zakładam różne warianty – mówi Mateusz Borek w rozmowie z Krzysztofem Smajkiem.

(więcej…)

kownacki

W najbliższą sobotę Adam Kownacki będzie zdawał najważniejszy test w swojej karierze. Na jego drodze stanie były mistrz świata wagi ciężkiej – Charles Martin. Przed pojedynkiem w Barclays Center poszukaliśmy odpowiedzi na kilka pytań.

Czy Charles Martin będzie najtrudniejszym rywalem w karierze Adama Kownackiego?

Wszystko na to wskazuje, bo Amerykanin jest wielkim chłopem z ciężkimi łapami. Kownacki nie bił się jeszcze z przeciwnikiem o takich gabarytach i umiejętnościach, ale jeśli chce dorwać Joshuę lub Wildera, to pojedynek z Martinem będzie dla niego dobrą zaprawą przed konfrontacjami z dużymi chłopcami.

Amerykanin z 25 wygranych pojedynków aż 23 skończył przed czasem. Te liczby robią wrażenie, ale ze statystykami jest jak z krótką spódnicą u kobiety – niby wszystko widać, ale najważniejsze i tak jest zakryte. W przypadku Martina liczby zakrywają jakość rywali, których on pokonał. Wśród jego ofiar nie znajdziemy wirtuozów boksu, ale „Babyface” musi być przygotowany na to, że przeciwnik nie będzie go głaskał.

Jak dużym znakiem zapytania jest Charles Martin?

Ogromnym. W przypadkowych okolicznościach zdobył tytuł mistrza świata (więcej piszemy o tym TUTAJ). Później pojechał do Londynu i bez walki oddał swój pas Joshui. Martin może opowiadać, że był na szczycie wagi ciężkiej, ale na nikim nie zrobi to wielkiego wrażenia. Miał po prostu farta i tyle.

Po stracie pasa stoczył dwie walki, ale nie miał zbyt wymagających rywali. Ostatnio w ringu widziany był 14 miesięcy temu. Do konfrontacji z Kownackim przygotowywał się pod okiem Jeffa Mayweathera. Teraz twierdzi, że jest przygotowany na bardzo trudną walkę. Trzeba wierzyć mu na słowo.

Ile rund potrwa walka?

Jakoś trudno sobie wyobrazić, że ten pojedynek potrwa cały dystans. Adam Kownacki twierdzi, że nie da Martinowi wyjść poza szóstą rundę. W tej walce bomby będą latały w obu kierunkach, bo obaj panowie wiedzą, o co toczy się gra. Obaj też nie lubią brać nadgodzin, więc w trakcie tego pojedynku lepiej nie mrugajcie.

Co będzie największym atutem Kownackiego?

W tym pojedynku sfera mentalna może odegrać bardzo ważną rolę. „Babyface” jest gościem, który nie pęka w ringu. W szatni na pewno tej walki nie przegra. Artur Szpilka straszył Kownackiego i ewidentnie go lekceważył. Zaczepki „Szpili” spływały po Adamie. On tylko się uśmiechał. Później w ringu z uśmiechem na ustach dokonał egzekucji.

Kownacki twierdzi, że jego najbliższy przeciwnik nie ma serducha do walki. Coś w tym może być. Martin w pojedynku z Joshuą szybko wymiękł i nie miał ochoty na walkę. Nie chcemy pisać, że Martin jest leszczem, ale charakteru wojownika to on raczej nie ma. Zobaczymy, jak Amerykanin zachowa się, gdy polski czołg z Brooklynu ruszy na niego i będzie chciał go rozjechać.

Jakie drzwi Kownackiemu może otworzyć wygrana z Martinem?

Jeśli „Babyface” wygra, to wielu niedowiarkom zamknie usta, bo jeszcze nie wszyscy traktują go poważnie. Wygrana z Amerykaninem przybliży go też do walki o mistrzostwo świata. Pytanie tylko, czy Kownacki za wszelką cenę musi dążyć do pojedynków z Joshuą i Wilderem? Wydaje się, że ma jeszcze na to czas. Adam twierdzi, że już jest gotowy na takie wyzwania. – Do odważnych świat należy – mówi.

„Babyface” może stoczyć jeszcze ze dwie walki (zakładając, że w wygra z Martinem), najlepiej dobrze płatne, w których nabierze doświadczenia i podniesie swoje umiejętności. W boksie Adama jest sporo do poprawy. Musi pracować nad obroną i pracą nóg, bo te dwa elementy u niego kuleją.

W Barclays Center będzie zdawał bardzo ważny test. Jeśli znokautuje Martina, to zanim pójdzie do szatni, będzie mógł krzyknąć do Wildera (ma być na walce): idę po ciebie.

Zrzut ekranu 2018-09-06 o 19.46.01

Adam Kownacki w ringu przypomina czołg. Idzie do przodu i taranuje kolejne przeszkody. W nocy z soboty na niedzielę stoczy najważniejszą walkę w swojej karierze. Pojedynek z Charlesem Martinem może być dla niego przepustką do dużych walk i pieniędzy. Przeciwnik Kownackiego jest wielkim chłopem i jeszcze większą zagadką.

1. Runda.

Dokładka do biznesu

Jeszcze niedawno nikt w bokserskim świecie nie traktował Adama Kownackiego poważnie. Postrzegany był jako sympatyczny grubasek, który wygrywa z przeciętnymi przeciwnikami. Za walki dostawał po 2 tysiące dolarów. Po opłaceniu wszystkiego wychodziło, że dokłada do biznesu. Dlatego pracował na budowie i dorabiał na bramce w restauracji znajomego na Manhattanie. Karta się jednak odwróciła.

W efektownym stylu zbił Artura Szpilkę, podskoczył w rankingach i dzisiaj jest klasyfikowany w czołówce wagi ciężkiej. – Nie chcę być znany tylko z tego, że pokonałem Szpilkę. Mam trochę wyższe cele – mówił niedawno Kownacki w rozmowie z Po Gongu.

2. Runda

Przypadkowy mistrz

Jeśli Charlesa Martina nazwiemy przypadkowym mistrzem świata wagi ciężkiej, to chyba nikt nie będzie zgłaszał pretensji. Do walki o pas IBF wszedł kuchennymi drzwiami. Tyson Fury nie miał zamiaru walczyć z Wiaczesławem Głazkowem, więc federacja IBF zabrała tytuł Brytyjczykowi i do pojedynku o pas wyznaczyła Głazkowa i Martina. Czyli pięściarzy, których (wtedy) Fury rozwaliłby tego samego wieczoru.

Konfrontacja Głazkowa z Martinem nie trwała zbyt długo. Ukrainiec doznał kontuzji kolana i po trzech rundach było po wszystkim. Martin został (przypadkowym) mistrzem świata.

3. Runda

Rozwalony nos i komplementy

Kownacki w swoim ostatnim pojedynku pokonał Iago Kiladze. Zrobił to w efektownym stylu, bo dopisał do swojego rekordu kolejne KO. Po stronie strat musiał zapisać rozwalony nos. W trakcie walki przyjął sporo ciosów od Gruzina, ale mimo wszystko pod jego adresem spłynęły komplementy. „On może sporo namieszać w wadze ciężkiej” – mówił Al Bernstein.

„Babyface” coraz głośniej i częściej wspomina o walkach z Anthonym Joshuą i Deontayem Wilderem. Chciałby nosić na biodrach pasy, które posiadają ci dwaj panowie. Żeby zbliżyć się do walki o mistrzostwo świata, w najbliższą sobotę musi pokonać Charlesa Martina.

4. Runda

Wycieczka po czek

Martin mistrzem świata był tylko przez trzy miesiące. Za grubą kasę (podobno kilka milionów funtów) wybrał się do Anglii i podał na tacy swój pas Joshui. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby dojść do wniosku, że Martin wybrał się do Anglii tylko po czek. W trakcie walki kilka razy pomachał prawą ręką, przyjął dwie bomby od Joshui i mógł wracać do domu. Bez pasa, ale z czekiem w kieszeni.

kownacki

5. Runda

Bez serca do walki

– Pojedynek z Joshuą pokazał, że Martin nie ma wielkiego serca do walki. Moja ciągła presja będzie kluczem do sukcesu. Poza Głazkowem i Joshuą, on nie walczył z nikim poważnym. Nie licząc tej dwójki, Martin nie mierzył się z nikim mojego kalibru – mówił Kownacki w rozmowie z The Ring.

6. Runda

Pełne portki Martina

Jeżeli Charlesa Martina mielibyśmy oceniać tylko przez pryzmat walki z Joshuą, to możemy stwierdzić, że chojakiem to on nie jest. W trakcie pojedynku w Londynie miał pełne portki. Pewnie sobie przekalkulował, że nie ma sensu zbierać więcej po głowie, bo prędzej czy później Joshua dokona na nim egzekucji i dlatego pomachał białą chusteczką.

Teraz w ringu spotka się z Kownackim, który nie lubi stawiać kroku w tył. Polak wyprowadza ciosy szybciej niż niektórzy jego rywale myślą. Podczas pojedynku w Barclays Center okaże się, czy Martin jest facetem z jajami. Nie możemy jednak wykluczyć scenariusza, że po przyjęciu kilku ciosów, klęknie na kolanko i powie: mi już wystarczy.

7. Runda

Głupotą przebił Bińkowskiego

Martin jest pięściarzem-zagadką. Jego CV nie rzuca na kolana. Bije mocno, jest wielkim chłopem, ale ostatnio głośniej było o jego poza ringowych perypetiach. W sierpniu 2016 roku został postrzelony w przedramię, ale jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Później w internecie umieścił film, w którym głupotą przebił nawet Artura Bińkowskiego.

Te dwa incydenty pokazują, że Martin na tamtym etapie życia miał na głowie ważniejsze sprawy od boksu. Amerykanin od walki z Joshuą tylko dwa razy wszedł do ringu. W ciągu trzech rund zbił dwóch słabiutkich przeciwników. Przetarcie przed konfrontacją z Kownackim miał słabe. Ostatni pojedynek stoczył 14 miesięcy temu.

8. Runda

Gotowy na wszystko

– Wiem, że to twardy i agresywny pięściarz, ale jest także łatwy do trafienia [cytat za ringpolska.p] – tak Martin mówi o Kownackim. I dodaje: Miałem naprawdę dobre przygotowania. Spędziłem sześć tygodni z Jeffem Mayweatherem i jesteśmy gotowi na wszystko, co zaprezentuje Kownacki. Jestem przygotowany na bardzo trudną walkę.

Amerykanin mówiąc, że Kownacki jest łatwy do trafienia, niestety nie gadał bzdur. Taka jest prawda. Defensywa jest największą bolączką polskiego pięściarza. Martin potrafi skarcić rywala bardzo mocnym ciosem, więc Kownacki musi uszczelnić obronę. Nie możemy wykluczyć, że „Babyface” w tej walce wyląduje na deskach. Na pewno tak wielki i silny chłop jak Martin może go naruszyć.

9. Runda

Przepustka do dużej walki

Jeżeli Martin przegra z Kownackim to raczej już nikt nie będzie go poważnie traktował. Jeżeli nie rozwalił kasy zarobionej na walce z Joshuą, to po ewentualnej porażce może nawet zakończyć karierę, bo droga do mistrzostwa świata bardzo mu się wydłuży.

„Babyface” nie stoi pod ścianą. Jeżeli zwycięży, zrobi duży krok w kierunku walki o mistrzowski pas i największej wypłaty w karierze. Polak twierdzi, że dla niego jest to pojedynek o być albo nie być. Na pewno jest przepustką do dużej walki. Stawka pojedynku jest ogromna, dlatego obstawiamy, że bomby będą latały w obu kierunkach. Możemy być pewni, że „Babyface” nie pęknie przed walką. On chyba ma wycięty układ nerwowy i psychikę ze stali.

10. runda

Nie będzie miękkiej gry

Grzmoty z Barclays Center pewnie będzie słychać w Polsce. Kownacki na pewno przyjmie kilka bomb od Martina, ale w drugiej części walki polski czołg z Brooklynu powinien rozjechać swojego rywala. „Babyface” załatwi sprawę przed czasem. Taki zakładamy scenariusz.

Warto nastawić budziki i zarwać noc z soboty na niedzielę, bo w ringu zobaczymy dwóch pięściarzy z czołówki wagi ciężkiej, którzy chcą się bić o mistrzowskie pasy i zapowiadają, że nie będzie miękkiej gry.

Transmisja gali w Canal+.

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

Wilder-Ortiz-Official-Poster

(więcej…)

Zrzut ekranu 2018-01-22 o 20.57.17

Adam Kownacki wszedł do ringu w Barclays Center i wykonał swoją robotę. Załatwił Kiladze bez wydawania reszty. Przed Polakiem coraz większe pojedynki. Czy to już czas na konfrontacje z gigantami wagi ciężkiej?

„Babyface” nie był do końca zadowolony ze swojej postawy, bo przyjął sporo ciosów i kończył pojedynek z rozwalonym nosem. Miał jednak walkę pod kontrolą, Iago Kiladze już od czwartej rundy szukał drzwi wyjściowych. – Adam przyjął sporo ciosów na własne życzenie, bo był za pewny siebie. Jego waga świadczy o tym, że zlekceważył rywala. Nie można mu jednak niczego zarzucić. Nie potraktował Kiladze poważnie, ale miał do tego prawo, bo Gruzin nie gra w jego lidze. Walka to potwierdziła – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Miszkiń.

Szukamy kolejnego rywala dla Kownackiego

„Babyface” przed pojedynkiem z Kiladze nie przejmował się zbytnio dietą, na wagę wniósł prawie 118 kilogramów, czyli o osiem więcej niż przed walką z Arturem Szpilką. W rozmowie z Onetem tłumaczył, dlaczego tych kilogramów było tak dużo: Pół roku przerwy, stres przed walką. Ja mam tak, że nie piję, nie palę, nie biorę narkotyków, ale gdy się stresuję, to zaczynam podjadać. Najgorzej, jak w grę wchodzą słodycze. Wtedy zanim człowiek się zorientuje, to już ma 20 funtów do przodu.

Po walce z Kiladze zaczęły się spekulacje dotyczące przyszłości Kownackiego. Wybraliśmy kilku potencjalnych przeciwników dla Adama. Z którymś z tych panów może wejść on do ringu w niedalekiej przyszłości. Oddajemy głos Maciejowi Miszkiniowi, który charakteryzuje potencjalnych rywali Kownackiego i ocenia szanse polskiego pięściarza w konfrontacjach z nimi:

Gerald Washington. To jest poprawny pięściarz, ale nie ma ani jednego elementu na bardzo wysokim poziomie. Atleta, ale mięśnie częściej mu przeszkadzają w boksowaniu niż pomagają. Ma problemy kondycyjne, często staje przy linach i to byłaby idealna okazja dla Kownackiego, żeby skończyć go przed czasem.

Typ: Kownacki przed czasem w późniejszych rundach.

Charles Martin. Przypadkowo został mistrzem. Pas dostał w prezencie od losu, ale Anthony Joshua brutalnie go zweryfikował. Po tej walce Martin miał problemy osobiste. Na pewno potrafi mocno uderzyć, ale Kownacki potrafi uderzyć i przyjąć. Tego Martin już nie umie.

Typ: Kownacki przez TKO.

Jarrell Miller. To jedna z najbardziej ekscytujących walk, jaką można zrobić z udziałem Kownackiego. Panowie mają podobne style, Miller też idzie jak czołg do przodu. Ostatnio Amerykanin męczył się z Mariuszem Wachem, zwyciężył tylko dlatego, że Polak rozwalił sobie rękę.

Typ: Lekkim faworytem byłby dla mnie Kownacki, ale to typowa walka na przełamanie. Kto pierwszy skruszy rywala, ten wygra.

Dominic Breazeale. Na miejscu Adama unikałbym tego gościa. Amerykanin ma świetne warunki fizyczne, bardzo dobrze boksuje ciosami prostymi. Mimo gabarytów dobrze pracuje na nogach, ma doświadczenie w pojedynkach z mocnymi rywalami. Kownackiemu walka z Breazeale’em nie da większego splendoru i pieniędzy niż konfrontacje z Martinem, Millerem czy Washingtonem. Nie ma sensu ryzykować, odstawiłbym tego rywala na dalszy plan.

Typ: Lekkim faworytem Breazeale.

Izu Ugonoh. Izu jest po długiej przerwie, nie lubi rywali wywierających presję. Nie byłby w stanie utrzymywać Kownackiego na dystans przez 12 rund. Ich walkę można sprzedać w Polsce i USA. Tu i tu wygenerowałaby zainteresowanie. W Stanach obaj uchodzą za bezkompromisowych pięściarzy. O Ugonohu wyrobili sobie taką opinię po jego konfrontacji z Breazeale’em.

Typ: Kownacki przed czasem.

Dillian Whyte. To druga, obok konfrontacji z Millerem, najbardziej ekscytująca walka z udziałem Adama. Whyte ma za sobą ringowe wojny, więc byłby gotowy na kolejną. Z Chisorą dali świetną walkę, tam były mocne wymiany. Whyte potrafi przyjąć i mocno oddać. Pytanie, czy wytrzymałby tempo narzucone przez Kownackiego. Wydaje mi się, że w tym momencie są małe szanse na taki pojedynek, bo Whyte zyskał uznanie na rynku i szykowany jest do walki za dużą kasę. Może Eddie Hearn będzie chciał go wypromować w USA. Jeśli tak, to wątpię, by użył do tego Kownackiego.

Typ: Nie wiem, na kogo postawić, walka 50/50.

Deontay Wilder. Chyba jest za wcześnie na taką walkę dla Adama. Wilder to dynamiczny, niebezpieczny i mocno bijący facet. Niby jest niesprawdzony, ale ja Wildera postawiłbym przed Joshuą. Kownacki nie miałby zbyt wielu argumentów w tej konfrontacji.

Typ: Wilder przez KO.

Na Wildera jeszcze przyjdzie czas

Kownacki po zwycięstwie nad Kiladze idzie dalej. Wkrótce okaże się, jakie plany wobec pięściarza z Brooklynu ma Al Haymon. Nie można wykluczyć, że „Babyface” niebawem dostanie walkę o mistrzostwo świata. – Jeśli Kownacki będzie mądry, to na razie, mimo że kasa kusi, odrzuci oferty walk z gigantami królewskiej kategorii. Ma na to czas. – pisze w swoim felietonie Mateusz Borek.

Po co teraz Adamowi konfrontacja z Wilderem? – zastanawia się Miszkiń i dodaje: Nie ma sensu rwać się za wszelką cenę do takiego pojedynku. Kownacki w drodze po pas może stoczyć jeszcze 2-3 walki. Na przykład: z Martinem czy Washingtonem. Przy okazji może zarobić bardzo dużo pieniędzy, podnieść swoje umiejętności i dalej się promować. Dopiero potem może skusić się na złoty strzał w postaci konfrontacji z Wilderem czy Joshuą.

Trochę innego zdania jest Steve Farhood, który komentował walkę Kownackiego z Kiladze. Ekspert Showtime uważa, że „Babyface” nie powinien zbyt długo zwlekać z dużym pojedynkiem. Farhood twierdzi, że braki w defensywie w końcu odbiją się na Kownackim. – Adam, gdy przystosuje się do szybkości rywala, to widzi jego ciosy, często odprowadza je skrętem głowy, nastawieniem czoła czy balansem tułowia. Czyli te ciosy nie wyrządzają mu takiej szkody, jak się wielu osobom wydaje. Nie martwiłbym się mocno o jego uszczerbek na zdrowiu – kończy Miszkiń.

Krzysztof Włodarczyk nikomu nie obiecywał, że z Newark przywiezie pas federacji IBF. Jego występem możemy być jednak rozczarowani. Diablo bił się o mistrzostwo świata, a w ciągu trzech rund zadał raptem cztery celne ciosy. Pojechał na ryby i nie chciało mu się zarzucać wędki. Już po 30 sekundach pojedynku było wiadomo, że to będzie trudny wieczór dla niego.

Włodarczyk przygotował misterny plan, chciał wygrać walkę, nie zadając ciosów. Gassijew go przechytrzył, bo postanowił te ciosy jednak zadawać. W 3. rundzie trafił lewym hakiem na dół i można było iść spać.

Tomasz Babiloński po pojedynku pisał na Twitterze, że sztab trenerski przemienił Włodarczyka z tygrysa w kotka. Można polemizować z tymi słowami, ale po powrocie z USA Diablo musi zastanowić się nad swoją przyszłością. Na gorąco mówił, że kariery kończyć jeszcze nie zamierza.

Zrzut ekranu 2017-10-22 o 17.06.18.png

Trudno za porażkę z Gassijewem obwiniać Fiodora Łapina, bo przecież to nie on zabronił Krzyśkowi używać pięści w ringu. Szkoda tylko, że nie potrafił do niego dotrzeć, przekonać go, że w boksie warto jednak bić przeciwnika. W tym miejscu warto zacytować fragment z Alfabetu Andrzeja Wasilewskiego:

Jestem przekonany, że Krzysztof Włodarczyk jest właścicielem najsilniejszego lewego prostego w Europie i to być może bez podziału na kategorie wagowe. Diablo wiele razy tym ciosem nokautował rywali. To nie jest tak, że tylko Walery Brudow padł po jego lewych prostych. Nawet Drozd mówił, że był zamroczony po ciosach z lewej ręki Krzyśka. Gdyby Włodarczyk miał tak aktywny lewy jak Darek Michalczewski, zunifikowałby wszystkie tytuły. Pewnie śmiejecie się teraz pod nosem. Niepotrzebnie, wiem, co mówię. Niestety, jakaś blokada powoduje, że Krzysiek jest mało aktywny w ringu. Zbyszek Raubo i Fiodor Łapin wykonali ogromną pracę, żeby zmusić go do pracy lewym prostym, ale Krzysiek używa go zdecydowanie za rzadko.

Dzisiaj Włodarczyk stoi pod ścianą. Czołówka wagi junior ciężkiej odjechała mu, o dużych walkach chyba może zapomnieć. Jeśli chce się dalej w to bawić, musi coś zmienić.

Może faktycznie dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana trenera. Tomasz Adamek też kiedyś zapowiadał, że do końca kariery będzie pracował z Rogerem Blodworthem, bo z nikim innym nie wyobraża sobie współpracy. Po porażce z Erikiem Mioliną zmienił zdanie i dzisiaj pod okiem Gusa Currena widzimy trochę innego „Górala”. Przede wszystkim z inną motywacją do pracy, bardziej energicznego, jakby dziesięć lat młodszego.

Żeby było jasne, nie podpisuję się pod słowami Tomasza Babilońskiego, ale wydaje się, że duet Włodarczyk-Łapin doszedł już do ściany. Trudno sobie wyobrazić, że panowie za jakiś czas wrócą na salę treningową i znajdą motywację do wspólnej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że Włodarczyk bardzo dużo zawdzięcza Łapinowi, bez niego nie odniósłby swoich największych sukcesów.

Możliwe, że Diablo będzie musiał dokonać więcej zmian. W Polsce nowego trenera będzie mu trudno znaleźć, więc może trzeba będzie spakować walizki i ruszyć w świat. Może warto pomyśleć także nad przejściem do kategorii ciężkiej i rozpocząć nowy rozdział w karierze. Krzysiek już dawno o tym wspominał. Opcji jest kilka, Włodarczyk nie musi kończyć kariery. Pytanie, czy chce mu się jeszcze angażować w boks na 100 procent?

W Polsce Diablo też będzie miał okazję dorobić do bokserskiej emerytury. Nadal gorącym tematem jest jego walka z Arturem Szpilką. Panowie mają jakieś tam sprawy do wyjaśnienia, kibice na pewno nie pogardziliby takim pojedynkiem.

Za chwilę konfrontacji z Diablo mogą domagać się Michał Cieślak lub Adam Balski (fajne zestawienie). Może wpłynie oferta z KSW. W Newark bokserski świat Włodarczyka się nie zawalił. Stawało się tylko jasne, że nie jest on już w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie w wadze junior ciężkiej. Może jednak zostać królem na swoim podwórku.

Newark to bardzo szczęśliwe dla polskiego boksu miasto w Ameryce. W 2008 roku w Prudential Center Tomasz Adamek wygrał ze Stevem Cunninghamem i zdobył pas mistrza świata w kategorii junior ciężkiej. Siedem lat później podobną historię napisał Krzysztof Głowacki, który po ringowej wojnie z Marco Huckiem przywiózł do Polski pas WBO. W nocy z soboty na niedzielę w ich ślady może pójść Krzysztof Włodarczyk.

Trudna zagadka

Włodarczyk nie będzie wchodził do ringu jako faworyt. Na dodatek będzie miał do rozwiązania bardzo trudną zagadkę, bo Murat Gasijew zna się na swojej robocie. Jeśli wygra Diablo, wiele osób w środowisku bokserskim uzna to za niespodziankę.

Kariera Krzysztofa Włodarczyka znalazła się na zakręcie po porażce z Grigorijem Drozdem. Stracił wtedy pas federacji WBC i schodek po schodku musiał odbudowywać swoją pozycję. Miał stoczyć rewanżowy pojedynek z Drozdem, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Warto przypomnieć, jak tę sytuację wspomina Andrzej Wasilewski:

Za największą klęskę naszej grupy uznaję to, że Krzysztof Włodarczyk nie pojechał na walkę rewanżową z Grigorijem Drozdem. Po czasie wiem, że nie powinien wychodzić do pierwszego pojedynku z Rosjaninem, bo był wtedy kompletnie rozdeptany psychicznie. Krzysiek przyznał się po walce, że będąc już w Moskwie, miał głupie myśli. Chciał uszkodzić sobie rękę, żeby mieć pretekst do odwołania konfrontacji z Drozdem. Nie zrobił tego. Później stracił pas.

Nikt mnie nie przekona, że Drozd jest wielkim pięściarzem, Krzysiek w normalnej formie rozjechałby go lewym prostym. Mówię poważnie. Dlatego marzyłem o rewanżu, który był zagwarantowany w kontrakcie. Trzy tygodnie przed ich drugą potyczką Włodarczyka dopadł brzydki wirus. Nie symulował, faktycznie był wtedy chory. Problem polegał jednak na czymś innym. Diablo nawet nie chciał sprawdzić, czy choroba się rozwija i czy ma jakieś szanse na wyleczenie, tylko od razu „zawinął się” z obozu w Wiśle.

Lekarz, który badał Krzyśka powiedział mi: Wirus jest paskudny, ale możemy podjąć próbę leczenia. Tylko mam wrażenie, że pan Krzysztof nie chce tej walki. Przez telefon prosiłem, a nawet błagałem Diablo, żeby podjął próbę leczenia, ale on nie chciał mnie słuchać (…)

Może wypchać kieszenie dolarami

Od porażki z Drozdem minęły już trzy lata. W tym czasie Włodarczyk stoczył cztery walki z przeciętnymi lub słabymi rywalami. W żadnej nie zachwycił, robił swoje, szedł dalej i czekał na ekstra propozycję. Doczekał się, bo udział w turnieju WBBS otwiera przed nim nowe możliwości, może mu też wypchać kieszenie dolarami. Jest jeden warunek, Diablo musi się dobrze bić. Tu jest jednak mały problem, bo on dawno tego nie robił.

Włodarczyk kilka razy zaskakiwał nas negatywnie, więc może tym razem zaskoczy pozytywnie. Jednak wielkiej kasy na jego wygraną lepiej nie stawiać, bo można zostać z niczym. Z drugiej strony, warto przypomnieć, że Krzysztof Głowacki do walki z Marco Huckiem też nie przystępował w roli faworyta, a w Prudential Center został mistrzem świata. Może będzie powtórka z rozrywki.

Bez wycierania butów

Maciej Sulęcki od dawna mówił, a nawet krzyczał, że chce dużych walk, że nie chce tracić czasu na potyczki ze słabymi przeciwnikami. Wreszcie dostał konkretnego rywala, wreszcie będzie mógł pokazać swój warsztat. Najlepszy w Polsce, tak przynajmniej uważa wielu fachowców. W rankingu Po Gongu jest w tym momencie najlepszym polskim pięściarzem bez podziału na kategorie wagowe.

Sulęcki twierdzi, że walka z Jackiem Culcay’em to dla niego przepustka do wielkich rzeczy. Tak to wygląda. Drzwi do dużych pojedynków są uchylone, Maciek musi wejść do środka bez wycierania butów, najlepiej z futryną. Tego od niego oczekujemy, tego on wymaga od siebie.

Musi jednak zachować chłodną głowę, bo jego rywal ma podobne plany – też chce wygrać walkę. Culcay nie stanie koło niego i nie powie: „Maćku, bij mnie. Wiem, że chcesz być mistrzem świata.”

Nie ma czasu na potknięcia

Teoretycznie najłatwiejsze zadanie z trójki Polaków, którzy wejdą do ringu w Prudential Center będzie miał Mateusz Masternak. Stivens Bujaj nie został wyciągnięty z pobliskiego baru, ale w jego rekordzie nie znajdziemy rywala pokroju „Mastera”. Polak dawno temu boksował w USA, teraz będzie miał okazję przypomnieć się na tamtym terenie. Na tle tego rywala może wypaść efektownie.

Po gali Polsat Boxing Night 7 oczekiwania wobec Masternaka poszybowały w górę. Podopieczny Andrzeja Gmitruka stoi na zapleczu czołówki wagi junior ciężkiej i ma ochotę na rywalizację o najwyższe trofea. Nie ma czasu na potknięcia. Na pewno nie z Bujajem.

Idealny dla nas scenariusz zakłada wygrane Włodarczyka, Sulęckiego i Masternaka. Wtedy będzie można otworzyć szampana i świętować.

Czekamy na ucztę.

Galę można obejrzeć w Polsat Sport.