Posts Tagged ‘Tomasz Babiloński’

talarek_foto

– Po porażce z Norbertem Dąbrowskim nie mogłem usiąść i użalać się nad sobą. Gdy rany po walce się zagoiły, od razu wróciłem na salę treningową – mówi Robert Talarek w rozmowie z Po Gongu. – Moim celem jest zdobycie mistrzostwa świata i do tego dążymy z moim teamem – dodaje pięściarz. Roberta Talarka ponownie zobaczymy w ringu w najbliższą niedzielę. Podczas gali w Międzyzdrojach będzie walczył z Artemem Karpetsem.

Po Gongu: Jak długo siedziała w twojej głowie porażka z Norbertem Dąbrowskim podczas gali na Stadionie Narodowym?

Robert Talarek: Cały czas mam ją w głowie. Porażka z Dąbrowskim zabolała mnie, bo w rankingu boxrec spadłem aż o dwadzieścia miejsc, a przecież wcześniej bardzo ciężko pracowałem na swoją pozycję. Jednak porażki w sporcie są nieuniknione. Już trzynaście razy czułem jej smak, więc jestem przyzwyczajony. Trzeba żyć dalej, wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Prawie każdy tak mówi po przegranej. Powiedz szczerze, miałeś momenty zwątpienia po tej walce?

Nie było takich momentów, bo cały czas chcę osiągnąć sukces. To jest moim marzeniem, a marzenia się realizuje, a nie czeka aż same się spełnią, bo można się nie doczekać. Nie mogłem usiąść i użalać się nad sobą. Gdy rany po walce się zagoiły, od razu wróciłem na salę treningową.

Jakie wnioski wyciągnąłeś po pojedynku z „Norasem”? Co zawiodło?

Bardzo duży wpływ na przebieg walki miało rozcięcie, które powstało po przypadkowym zderzeniu głowami. Krew zalewała mi oczy i przez to trudno mi się boksowało. Byłem w bardzo dobrej formie i podejrzewam, że gdyby nie ta kontuzja, to mógłbym zdominować Norberta. Szkoda, że sędzia nie przerwał walki po trzeciej czy czwartej rundzie, ale nie mam pretensji do Roberta Gortata. Nie znam się na sędziowaniu i nie chcę krytykować jego decyzji. Mam tylko wrażenie, że w takich sytuacjach walki się przerywa. W Anglii w konfrontacji ze Smithem odniosłem podobną kontuzję i sędzia szybko zakończył pojedynek.

JUŻ WKRÓTCE PREMIERA DOKUMENTU „CZARNE ZŁOTO”

(więcej…)

Reklamy

zimnoch_foto

Miał ambitny cel, chciał zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Plany pokrzyżował mu przeciętny rywal z USA. Teraz Krzysztof Zimnoch bije na sali treningowej manekina i szykuje się do debiutu w MMA. Może właśnie w klatce dojdzie do jego konfrontacji z Arturem Szpilką.

Wrzesień 2017 r. Krzysztof Zimnoch deklaruje, że za chwilę dobierze się do skóry światowej czołówce wagi ciężkiej.

Grudzień 2017 r. Krzysztof Zimnoch oznajmia: Teraz czas na MMA.

Między jedną a drugą wypowiedzią doszło do jego spotkania w ringu z Joey’em Abellem. Rzemieślnik z USA w trzeciej rundzie wykonał wyrok i bokserska kariera Zimnocha wpadła w turbulencje. Na gorąco, tuż po walce w Radomiu, Krzysiek mówił: „Nie poddam się, przynajmniej teraz, przynajmniej na razie. Jeżeli Tomasz Babiloński zrobi mi rewanż, to bardzo chętnie ponownie zaboksuję z Abellem.

Krok w kierunku MMA

Życie napisało jednak inny scenariusz. Tomasz Babiloński jako promotor skręcił w kierunku mieszanych sztuk walki. Oprócz gal bokserskich będzie organizował też pojedynki w formule MMA. Debiut w nowym środowisku ma już za sobą. Zimnoch też obrał taką ścieżkę.

babilon_MMA_ok

Krzysiek nie zmienia dyscypliny, nie rzuca boksu, ale podobnie jak ja próbuje innego sportu. 2 grudnia był na naszej gali MMA i powiedział, że chciałby spróbować swoich sił w klatce. Chwała mu za to, że dalej chce walczyć, bo niejeden po porażce z Abellem zwinąłby zabawki i poszedłby na bramkę w dyskotece. Zobaczymy, jak mu pójdzie w MMA. Nie wszyscy się do tego sportu nadają, było kilka przypadków, że pięściarze nie odnaleźli się w klatce. – mówi Po Gongu Tomasz Babiloński, promotor Zimnocha.

Pięściarz w klatce MMA ma zadebiutować w marcu podczas gali Babilon MMA 3. Przygotowuje się już do startu, trenuje zapasy i brazylijskie jiu-jitsu. Na razie sparuje tylko z manekinem. W rozmowie z ringpolska.pl opowiadał, jak to wygląda: „Wchodzę mu w nogi, rzucam na matę, zakładam dźwignię, ale on ciągle wstaje i się ze mnie śmieje. Ma namalowaną twarz i szczerzy do mnie zęby.”

Pierwsze obalenie i po Krzysiu

Pojawił się pomysł, żeby Krzysztof Zimnoch w debiucie spotkał się w oktagonie z Szymonem Kołeckim. Były ciężarowiec od ponad roku trenuje MMA, ma na koncie już cztery zwycięstwa, wszystkie przed czasem. – Rozmawiamy o tym, na razie jest to bardziej pytanie do kibiców, czy chcieliby zobaczyć taką konfrontację. Chciałbym organizować walki, które będą ciekawe dla fanów. Trzeba mieszać sztuki walki, po to jest przecież MMA – twierdzi Babiloński.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAPRASZAMY NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Po ogłoszeniu informacji, że możliwy jest pojedynek Zimnocha z Kołeckim pojawiło się wiele głosów i to one dominują, że pięściarz nie miałby żadnych szans w tym starciu. Oto kilka z brzegu opinii znalezionych na Twitterze: „Kołecki parafrazując klasyka zrobi mu dziecko”, „Jak na moje Kołecki poradzi sobie bez problemu”, „Kołecki kończy Zimnocha w parterze”, „Pierwsze obalenie i po Krzysiu”.

Trudno wskazać faworyta, ta walka to spora zagadka. Wiadomo, że Krzysiek ma większe doświadczenie w stójce, ale pamiętajmy, że Szymon ma niesamowitą siłę, mistrzem olimpijskim nie został przypadkiem – mówi promotor obu zawodników.

Szpilka vs Zimnoch łatwiej zrobić w MMA niż w boksie

Wróćmy jeszcze na chwilę do sparingów Zimnocha z manekinem. – Co ciekawe, mój manekin ma też napisane na plecach Artur. Nie ma jednak wiele wspólnego z Arturem, o którym teraz wszyscy pomyślą, bo manekin Artur w odróżnieniu od tego drugiego chociaż podaje mi rękę – mówi pięściarz.

zimnoch_2

Zimnoch mówiąc „ten drugi”, ma oczywiście na myśli Artura Szpilkę, który też ostatnio zaczął treningi MMA. Ich konfrontacja w ringu była już parę razy zapowiadana, ale do walki nigdy nie doszło. Może w przyszłości panowie spotkają się w klatce?

Czemu nie. Ich walka powinna się odbyć, nawet dla świętego spokoju, bo przecież mają sobie coś do wyjaśnienia. Tylko wiadomo, że jeden i drugi mają jakieś tam finansowe wymagania. Dzisiaj promotorów bokserskich nie stać na to, żeby zorganizować taki pojedynek, ale MMA rządzi się swoimi prawami. Wystarczy spojrzeć na to, co robi KSW, jak zapełnia trybuny, w jaki sposób przykuwa uwagę. W przypadku pojedynku Zimnocha ze Szpilką można pójść w tym kierunku, w stronę oktagonu – twierdzi Babiloński.

Podobnie na sprawę patrzy Zimnoch, który w rozmowie z „Super Expressem” powiedział: „W kontrakcie mam możliwość wystąpienia na gali innego promotora po opłaceniu konkretnego procenta z wynagrodzenia, myślę, że Artur ma podobnie, więc może chłopaki z KSW chcieliby coś takiego zorganizować? Jestem otwarty na wszelkie propozycje.”

Plan na Zimnocha? Walki z rodakami

Pięściarze coraz częściej spoglądają w stronę MMA. Tego chleba w przeszłości spróbowali Przemysław Saleta i Rafał Jackiewicz. Teraz coraz głośniej o występach w oktagonie mówi Mateusz Masternak. Boks mu się jeszcze nie znudził, ale ma ochotę wejść do klatki. Krzysztof Włodarczyk też nie mówi „nie”, gdy słyszy o MMA.

Moim zdaniem pięściarze, którzy za długo przesiadują na ławce rezerwowych w boksie, powinni zawitać do MMA i spróbować swoich sił w klatce – mówi Babiloński i dodaje: Jako organizator gal bokserskich zauważyłem, że inny kibic przychodzi na MMA, inny na boks. Wkrótce te dwa środowiska będą się mieszać.

Krzysztof Zimnoch nie pożegnał się definitywnie z ringiem. Jednak po porażce z Abellem może zapomnieć o dużych zarobkach i walkach z czołówką wagi ciężkiej. Jego nazwisko w świecie boksu nic nie znaczy. Promotorom nie łatwo będzie znaleźć sposób na odbudowanie jego kariery.

Jeżeli chodzi o boks, to w przypadku Krzyśka koncentrujemy się dzisiaj na walkach polsko-polskich. Są w naszym kraju pięściarze, których moglibyśmy z nim skonfrontować. Chcemy go sprawdzić z rodakami, bo on musi przekonać promotorów, sponsorów i telewizję, że warto ściągnąć Abella na rewanż. Poprzez polskie podwórko chcemy sprawdzić, czy on się jeszcze do boksu nadaje. Mam nadzieję, że ta ostatnia przegrana nie zostawiła żadnego śladu na jego psychice – kończy Tomasz Babiloński.

Krzysztof Smajek

zimnoch_foto

Krzysztof Zimnoch po ostatnich wygranych uwierzył, że jest najlepszym pięściarzem wagi ciężkiej w Polsce. Mówi o tym głośno i dosadnie, chyba wierzy w swoje słowa. Pewnie Tomasz Adamek, Izu Ugonoh, Adam Kownacki i inni mają na ten temat odmienne zdanie. Żeby rozstrzygnąć tę kwestię, trzeba byłoby zorganizować turniej. W tym momencie nie ma w ogóle takiego tematu, więc niech każdy pozostanie przy swojej opinii. Niech Krzysiek czuje się najlepszy. Z jego samooceną trudno się jednak zgodzić…

Dzisiaj o Zimnochu możemy powiedzieć, że jest solidnym rzemieślnikiem. W lutym 2016 roku wydawało się, że jego kariera nie ma sensu. Przegrał z Mike’em Mollo i znalazł się w poważnych tarapatach. Niektórzy zaczęli wypisywać mu bokserski nekrolog, ale Tomasz Babiloński nie postawił na nim krzyżyka. Dał mu drugą szansę, Zimnoch ją wykorzystał. Wykorzystał w tym sensie, bo pokazał, że porażka z pięściarzem z trzeciej ligi była wypadkiem przy pracy.

Z Krzysztofem Zimnochem jest pewien problem. Ma już 34 lata, a nie pływał jeszcze na głębokiej wodzie. Wybił kilku rywali z bokserskiego sanatorium (Olivier McCall 48 lat, Michael Grant 45 lat, Marcin Rekowski 38 lat, Artur Bińkowski 38 lat – wszyscy po przejściach) i to by było na tyle. W przeszłości wśród jego potencjalnych przeciwników padały nazwiska Powietkina, Haye’a (w tym przypadku na przeszkodzie stanęła porażka z Mollo), Whyte’a, ale do tych pojedynków nie doszło. Ostatnio Zimnoch miał opcję występu na organizowanej przez Mateusza Borka gali Polsat Boxing Night, ale nie był zainteresowany pojedynkiem z Adamem Kownackim.

W sobotę stoczy walkę, która wyznaczy kierunek jego dalszej kariery. Joey Abell nie jest pięściarzem z czołówki wagi ciężkiej, ale z sanatorium też nie uciekł. Amerykanin jest zaprawiony w bojach, w lewej ręce trzyma odbezpieczony granat, przyjmował ciosy od Tysona Fury’ego, Kubrata Pulewa i Chrisa Arreoli. Do walki z Zimnochem wyjdzie bez respektu, nie pęknie przed nim.

Poza tym Abell też chce pozostać w tym biznesie, dlatego Krzysiek musi uważać, bo jego szczęka może być wystawiona na ciężką próbę. Jeśli wygra, pójdzie dalej. Banał, ale tak w boksie jest. Tomasz Babiloński nie chce mówić, jakie furtki mogą otworzyć się przed jego pięściarzem po ewentualnej wygranej w Radomiu. Może i lepiej, po co zapeszać. Propozycje na pewno się pojawią.

Zimnoch wierzy też w to, że zostanie mistrzem świata. Nie śmiejcie się z tego, przecież wszystko zaczyna się od marzeń. Żeby je zrealizować, musi pokonać pierwszą poważną przeszkodę w swojej karierze. I to bez wydawania reszty. W sobotę w Radomiu w pojedynku wieczoru mogą być niezłe turbulencje.