Posts Tagged ‘tomasz adamek’

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

Reklamy

DSC_7173

Tomasz Adamek zbił w Częstochowie Joeya Abella i idzie dalej. Po walce nie chciał za dużo mówić o swojej przyszłości, ale w tym roku planuje jeszcze wejść do ringu. Najpierw musi przekonać żonę, która nie jest zadowolona z jego przedłużającej się kariery. – Może Mateusz Borek będzie musiał przyjechać do New Jersey na negocjacje. Ciężko jest z moją babą dyskutować – żartował Tomek.

Adamek wygrał trzy walki z rzędu. Po pojedynku z Abellem awansował na piętnaste miejsce w rankingu wagi ciężkiej portalu boxrec.com. Za chwilę mogą rozdzwonić się telefony z propozycjami, bo „Góral” ma nadal duże nazwisko w branży. Pięściarzy z czołówki wagi ciężkiej chętnych do walki z Adamkiem nie powinno brakować.

„Góral” na tle ostatnich przeciwników wyglądał, jakby miał o kilka lat mniej. Widać, że Guss Curren rozpalił w nim ogień, który przestał się nawet tlić, gdy w jego narożniku stał Roger Bloodworth. Musimy jednak pamiętać, że Haumono, Kassi i Abell nie są zawodnikami z czołówki wagi ciężkiej. Nie stoją nawet na jej zapleczu.

Dlatego szukając kolejnego rywala dla Adamka, trzeba iść tokiem myślenia Mateusza Borka i uważać na to, żeby Tomek nie dał sobie zrobić krzywdy. Lepiej nie zawracać sobie głowy walkami z wielkimi chłopami, którzy mają ciężkie łapy. Joshua, Wilder, Ortiz, Tyson Fury, Whyte czy Breazeale odpadają. Ci panowie już odjechali Tomkowi. Ani Guss Curren, ani Jakub Chycki nie są cudotwórcami, żeby zrobić z „Górala” równorzędnego przeciwnika dla wspomnianych kolosów.

(więcej…)

(więcej…)

borek

  • Dlaczego Joey Abell został rywalem Tomasza Adamka?
  • Czy były prowadzone negocjacje z Erikiem Moliną?
  • Jaką najwyższą kwotę usłyszał Mateusz Borek od pięściarza lub jego promotora, któremu zaproponował występ na Polsat Boxing Night?
  • Którą walkę na Polsat Boxing Night w Częstochowie było najtrudniej dopiąć?

(więcej…)

DSC_4085

W jakim stanie jest polski boks zawodowy? Jeżeli spojrzymy na podnoszącego się z desek Krzysztofa Zimnocha, którego w Radomiu zbił rzemieślnik Joey Abell, jeżeli policzymy celne ciosy zadane przez Krzysztofa Włodarczyka w pojedynku o mistrzostwo świata z Muratem Gassijewem (cztery sztuki), jeżeli przypomnimy sobie o dopingowej wpadce Andrzeja Wawrzyka, jeżeli poczytamy ostatnie wypowiedzi Kamila Łaszczyka żalącego się na promotorów, jeżeli posłuchamy Marcina Najmana, który z pełną powagą opowiada, że ściągnie do Polski Tysona Fury’ego, jeżeli zacytujemy słowa Macieja Miszkina, który podczas komentowania walki zawodowców, mówi do redaktora Kostyry: panie Andrzeju, Fekete nie potrafi boksować, to bez chwili zastanowienia możemy stwierdzić, że marnie to wszystko wygląda, trumna się zatrzasnęła i idzie już ksiądz z kropidłem.

Na szczęście możemy jeszcze spojrzeć w drugą stronę. Tam widzimy Michała Syrowatkę nokautującego Robbiego Daviesa Jr na jego terenie, tam widzimy Macieja Sulęckiego, który za chwilę powinien dostać mistrzowską szansę, tam widzimy ambitnego Roberta Talarka, który na co dzień w kopalni zjeżdża na dół, ale w rankingach jedzie do góry aż miło, tam widzimy Tomasza Adamka, który pokazuje, że 40-latek nie musi zbierać po głowie i może jeszcze przyciągnąć publikę na trybuny i przed telewizory, tam widzimy też dwie gale: Polsat Boxing Night 7 i „Noc Wojowników”, na których można było obejrzeć kawałek dobrego boksu.

Pięściarz roku w Polsce? Wakat

Podsumowując 2017 rok w wykonaniu polskich pięściarzy stworzyliśmy trzy kategorie i tam powrzucaliśmy poszczególne nazwiska. Teoretycznie z pierwszej kategorii powinniśmy wybrać pięściarza 2017 roku w Polsce. Na to miano najbardziej zasłużył chyba Maciej Sulęcki, ale w tym roku lepiej zostawić wakat w tej kategorii, bo żaden zawodnik nie błyszczał jakoś wyjątkowo na tle innych.

Kategoria 1. To był dobry lub bardzo dobry rok w ich wykonaniu:

Michał Syrowatka – trzy walki, trzy wygrane. Pojedynki z Trayą i Szotem były tylko zaprawką przed konfrontacją z Daviesem. Michał po porażce z Rafałem Jackiewiczem chciał kończyć karierę, niecałe dwa lata później przywiózł z terenu wroga pas WBA Continental w wadze superlekkiej.

Maciej Sulęcki – trzy walki, trzy zwycięstwa. Zbił dwóch leszczy, ale później dostał walkę z Jackiem Culcayem i miał pełne ręce roboty. Zdał ważny egzamin i jedzie dalej. Już zarzucił wędkę do stawu, w którym pływają mistrzowie świata.

Adam Kownacki – dwie walki, dwie wygrane. Prawie nikt mu nie wierzył, gdy twierdził, że znokautuje Artura Szpilkę. Zrobił to bez problemu i dzisiaj może mierzyć coraz wyżej. Miesiąc temu w rozmowie z Po Gongu mówił: „Nie chcę być znany tylko z tego, że pokonałem Artura Szpilkę. Mam trochę wyższe cele.” Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku zobaczymy go na polskim ringu. To dobra wiadomość, bo pojedynki Kownackiego ogląda się przyjemnie.

Robert Talarek – trzy pojedynki, trzy zwycięstwa. W Polsce długo był niedoceniany. Brał walki w różnych zakątkach Europy, raz wygrywał, raz przegrywał i tak toczyło się jego bokserskie życie. W końcu zaczął kolekcjonować zwycięstwa. Pokonując na PBN 7 Norberta Dąbrowskiego, ładnie przedstawił się polskim kibicom. Pod koniec roku przywiózł z Francji pas IBO Inter-Continental kategorii średniej.

Mateusz Tryc – cztery walki, cztery wygrane. W 2017 roku stawiał pierwsze kroki na zawodowych ringach. Robił to bez kompleksów, wybił czterech rywali – każdego przed czasem. Może być o nim głośno.

Kategoria 2. To był całkiem niezły rok w ich wykonaniu:

Tomasz Adamek – dwa pojedynki, dwa zwycięstwa. Jeszcze chce mu się zasuwać na treningach, jeszcze dostaje zgodę od żony na wejścia do ringu, dlatego boksuje i zarabia dutki. W tym roku pokonał Haumono i Kassiego, więc nie ma się do czego przyczepić. Swoje zrobił i ma apetyt na więcej. Musi jednak uważać, żeby nie pójść o jeden most za daleko.

Robert Parzęczewski – cztery walki, cztery wygrane. Trochę się w ostatnich 12 miesiącach narobił, ale nie miał zbyt wymagających rywali. Po walce z Tomasem Adamkiem wyglądał, jakby pracował bez kombinezonu w rzeźni.

Adam Balski – cztery pojedynki, cztery razy ręka w górze. Kombinację ciosów, którą wykończył w Ełku rywala z Ukrainy, mamy do dzisiaj przed oczami. To był pokaz boksu. O walce z Łukaszem Janikiem nie ma sensu wspominać, bo to były jaja. Złamana szczęka podczas „Nocy Wojowników” trochę skomplikowała jego plany. Miał trenować w USA, ale na razie ten wyjazd stanął pod znakiem zapytania.

Mateusz Masternak – trzy walki, trzy wygrane. Podczas PBN 7 wraz z Siłłachem odpalili fajerwerki, fajnie się to oglądało. Ostatnio „Master” zaczął romansować z KSW, więc nie wiadomo, jak dalej potoczy się jego bokserska kariera.

Mariusz Wach – dwie walki, wygrana i przegrana. Sam się zdziwił, gdy sędziowie uznali, że wygrał na punkty z Erkanem Teperem w Niemczech. Patrząc obiektywnie, Mariusz zasłużył na zwycięstwo. Szkoda porażki z Millerem, bo gdyby nie kontuzja, Wach mógłby zbić tego wyszczekanego grubasa i dzisiaj byłby w zupełnie innym miejscu.

Łukasz Wierzbicki – 3 pojedynki, trzy do przodu. Pod koniec 2017 roku jego dorobek na zawodowych ringach to 14-0. Na papierze ładnie to wygląda, ale musi jeszcze ostro zasuwać, bo podczas „Nocy Wojowników” wyszło sporo jego braków. Musi dać Michałowi Żeromińskiemu rewanż, bo inaczej nie wypada.

Do tej kategorii możemy wrzucić jeszcze: Przemysława Runowskiego, Kamila Szeremetę, Patryka Szymańskiego (tylko jedna walka w 2017 roku), Pawła Stępnia, Marka Matyję, Norberta Dąbrowskiego (porażka z Talarkiem to dwa kroki do tyłu), Jordana Kulińskiego, Rafała Jackiewicza (dla niego boks to już zabawa, dostał walkę o pas EBU-EU i to się liczy) i Siergieja Werwejko, dla którego ostatnie miesiące były szalone. Najpierw zebrał po głowie od Nascimento, później pokonał faworyzowanego (przereklamowanego) Aguilerę, a na koniec roku wszedł do ringu z rywalem, który między linami robił za klauna.

Kategoria 3. To był fatalny rok w ich wykonaniu:

Andrzej Fonfara – dwie walki, jedna wygrana, druga w plecy. W zasadzie mógł się znaleźć w kategorii wyżej, bo w końcu pokonał Chada Dawsona, ale jego celem było zdobycie mistrzowskiego pasa. Niestety, w walce z Adonisem Stevensonem nie miał nic do powiedzenia. Od Andrzeja musimy wymagać znacznie więcej.

Artur Szpilka – jedna przegrana walka. Na początku roku miał mieć duży pojedynek, ale nic z tego nie wyszło. Później dostał lanie od Adama Kownackiego i to byłoby na tyle. Po operacji ręki i rehabilitacji zaczął treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Promotorów Szpilki może martwić fakt, że Artur coraz częściej spogląda w stronę MMA.

Andrzej Wawrzyk – brak pojedynków. Miał walczyć z Deontayem Wilderem, ale wpadł na dopingu i cały rok przeleżał na kanapie. Dzisiaj nie wiadomo, czy on jeszcze jest w tym biznesie, czy już go nie ma.

Izu Ugonoh – jedna walka, jedna przegrana. Po porażce z Dominikiem Breazeale’em zebrał sporo komplementów. Trzecia runda tej walki została nominowana do „Rundy Roku 2017” w plebiscycie The Ring. Słabe to jednak dokonania, bo trzeba pamiętać, że Izu został znokautowany, a później wypadł z obiegu na długie miesiące.

Krzysztof Głowacki – dwie walki, dwie wygrane. Na papierze niby wszystko się zgadza, ale pamiętajmy, że „Główka” jeszcze niedawno był mistrzem świata. W 2017 roku miał kłopoty zdrowotne, walczył ze śmiesznymi rywalami, był rezerwowym w WBSS. Na plus należy zapisać to, że po słabym roku jest bardzo wysoko w rankingach.

Kamil Łaszczyk – jedna wygrana walka/sparing. Swoją sytuację najlepiej przedstawił pięściarz w rozmowie z Hubertem Kęską: „A ja jestem w dupie, inaczej tego nie nazwę. Nawet nie stoję w miejscu, cofam się. Lata lecą, a ja boksuję ze słabszymi zawodnikami niż na samym początku kariery.” Nie trzeba nic dodawać.

Krzysztof Zimnoch – trzy pojedynki, dwa zwycięstwa i porażka. Rok zaczął od wyrównania rachunków z Mike’em Mollo, później obił wyciągniętego z sanatorium Michaela Granta, na koniec Joey Abell wybił mu z głowy boks. Dzisiaj Zimnoch chce walczyć w MMA, a jeszcze niedawno mówił, że chce być mistrzem świata w boksie.

Krzysztof Włodarczyk – dwie walki, wygrana i przegrana. Pojedynek z Gassijewem pokazał, że Diablo nie jest już w stanie rywalizować ze światową czołówką w swojej kategorii wagowej.

Do powyższego grona możemy jeszcze dodać: Dariusza Sęka, Michała Cieślaka, Krzysztofa Kopytka i Marcina Rekowskiego (pamiętny nokaut z rąk Takama).

Wrzucając nazwiska pięściarzy z tych trzech kategorii do jednego kotła i mieszając, wychodzi na to, że tragedii z polskim boksem zawodowym jeszcze nie ma, ale czerwona lampka kilka razy się zapaliła. Najbardziej niepokojące jest to, że w ostatniej kategorii znalazły się nazwiska zawodników, którzy są, albo jeszcze niedawno byli wizytówką polskiego boksu zawodowego. Mowa o byłych mistrzach świata i pretendentach do walk o pasy, którzy ostatnie 12 miesięcy mogą spisać na straty.

FOT 400MM.PL

  • Tomasz Adamek już kilka razy wspominał o zakończeniu kariery, ale nie odłożył rękawic do szafy.
  • W sobotę w Częstochowie znów zobaczymy go w ringu. Jego rywalem będzie Fred Kassi.
  • Kameruńczyk zapewniał na konferencji, że nie przyjechał do Częstochowy tylko po pieniądze.
  • „Góral” nie może się potknąć, bo w jego przypadku jest prosta matematyka: porażka=emerytura.
  •  
    Gus Curren w trzecim odcinku „Drogi do Częstochowy” przytoczył swoją pierwszą rozmowę z Tomkiem Adamkiem. Trener spytał wprost: Po co to robisz? Dla pieniędzy? Chcesz jeszcze raz wygrać i odejść na emeryturę?

    „Góral” odpowiedział: Nie. Chcę być mistrzem świata.

    Curren twierdzi, że bez takiego podejścia Adamka ich współpraca nie miałaby sensu. Później panowie wzięli się do roboty.

    Nie dla niego wędka i ryby

    Na chwilę cofnijmy się w czasie. Sierpień 2015 roku, fragment wywiadu PoGongu.pl z Tomaszem Adamkiem.

    W środowisku słychać opinię, że Roger Bloodworth nie jest w stanie z pana już więcej wycisnąć. Myślał pan o zmianie trenera?

    Nigdy o tym nie myślałem, bo od Rogera nauczyłem się bardzo dużo. Dzisiaj mam 39 lat i jestem zdrowy, nie przyjąłem zbyt wiele ciosów w wadze ciężkiej, a boksowałem z pięściarzami, którzy potrafią mocno uderzyć i to jest jego zasługą. Zostaję z Rogerem do końca mojej kariery.

    Adamek nawet po przegranych walkach twierdził, że jego współpraca z Bloodworthem dobrze się układa i za każdym razem powtarzał, że nie chce zmieniać trenera. Jednak gołym okiem było widać, że to nie ma sensu. Pojawiły się porażki, „Góral” gasł z walki na walkę. Było nawet słychać opinie, że na sali treningowej to ogon kręci psem. W końcu ich współpraca dobiegła końca. Roger Bloodworth po raz ostatni był w narożniku „Górala” podczas walki z Erikiem Moliną.

    Od 2014 roku Adamek nieśmiało żegna się z ringiem. O chęci zakończenia kariery wspominał po przegranych z Głazkowem, Szpilką i Moliną. Każda porażka go bolała, wiedział, że czas ucieka. Ziggy Rozalski proponował mu wędkę i ryby, ale Adamek nie skorzystał z tej propozycji. Pakował torbę, wsiadał w samolot i leciał do Polski na obóz.

    Warto zauważyć, że obozy w Osadzie Śnieżka, współpraca z Jakubem Chyckim i zmiana trenera, mocno go odmieniły. Adamkowi chce się zasuwać na sali, nie widać po nim tych 40 lat na karku. Mateusz Borek na konferencji prasowej stwierdził nawet, że „Tomek jest chyba najmłodziej wyglądającym 40-latkiem w świecie boksu”.

    Fajnie o Adamku wypowiedział się też Adam Balski, który na łamach „Gazety Wrocławskiej” stwierdził: „Muszę powiedzieć, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak szybkim zawodnikiem musiał być Tomek 10 lat temu, skoro teraz jest taki szybki.”

    40-latek bije seriami

    Niektórzy twierdzą, że Adamek wraca na ring dla pieniędzy. Kiedyś zarzucał mu to choćby Dariusz Michalczewski. „Góral” za każdym razem na takie zaczepki odpowiada w ten sam sposób: „Bogu dziękować, mam dobrą żonę, która potrafi gospodarować pieniędzmi. Nie wychodzę do ringu dla pieniędzy.”

    Adamka po raz ostatni widzieliśmy w akcji podczas gali Polsat Boxing Night 7. Bez żadnych problemów rozprawił się z Salomonem Haumono. Wtedy w jego narożniku stał już Gus Curren. „Góral” na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 10 rund. Nie zapominajmy jednak, że Haumono to pięściarz z trzeciej ligi.

    Kolejnym rywalem Adamka też nie będzie żaden artysta ringu. Fred Kassi to solidny rzemieślnik z przeciętnym rekordem. Warto jednak podkreślić, że Kameruńczyk stawiał twardy opór w pojedynkach z takimi rywalami jak: Dominic Breazeale, Hughie Fury czy Chris Arreola. Z Adamkiem też będzie się bił. Kassi miał dziesięć tygodni na przygotowania, więc powinien być w dobrej formie.

    Duża walka na horyzoncie?

    Kameruńczyk zapewniał na konferencji, że nie przyjechał do Częstochowy tylko po pieniądze. Twierdzi, że jest gotowy na ringową wojnę. Adamek nie chce głośno mówić o swoich sportowych planach, ale wiadomo, że pojedynek z Kassim ma mu uchylić drzwi do większych wyzwań.

    „Góral” marzy jeszcze o jednej dużej wale. – Gdzieś z tyłu głowy myślimy już o wiośnie 2018 roku. Może będzie to gala Polsat Boxing Night, może Wyspy Brytyjskie, ale najpierw trzeba pokonać Kassiego – twierdzi Mateusz Borek w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”. Promotor MB Promotions i dziennikarz Polsat Sport podkreśla, że walka w Częstochowie, może być ostatnim pojedynkiem Adamka w ojczyźnie.

    Eksperci i bukmacherzy nie mają żadnych wątpliwości – faworytem konfrontacji Adamek vs Kassi jest polski pięściarz. „Góral” może mieć w sobotę pełne ręce roboty, ale jeśli chce zostać w tym biznesie, musi wygrać. – Jeśli to się nie uda, to będzie to game over naszego mistrza – dodaje Borek.

    balski

    Adam Balski na zawodowych ringach postawił dopiero dziesięć kroków, ale już zrobiło się o nim głośno, bo widać, że drzemie w nim spory potencjał. Jego promotor w kolejnym pojedynku chętnie zestawiłby go z Krzysztofem Włodarczykiem.

    Prawy na dół – lewy na dół – lewy podbródkowy – prawy prosty. Po tej kombinacji Adama Balskiego Taras Oleksijenko padł na deski. Ukrainiec próbował się podnieść, ale został wyliczony przez sędziego. W końcu wstał, ale jeszcze przez chwilę chwiał się na nogach. Komentujący walkę Andrzej Kostyra mówił: „On jest jeszcze nieprzytomny. Nie wie, czy jest we Lwowie, Dessau czy Ełku. Ależ fenomenalnie zakończył ten pojedynek Balski.” [tutaj skrót walki]

    Komplementy od Szpilki

    Takiej kanonady w wykonaniu polskiego pięściarza dawno nie widzieliśmy. Pod wrażeniem był też Artur Szpilka, który pisał na Twitterze: „Obejrzałem walkę Adama Balskiego i powiem tak: ma to coś chłopak. Pierwszy raz widziałem go w akcji, rzadko u polskich zawodników ogląda się łatwość zadawania podbródkowych i ogólnie kombinacji.”

    – Obawiałem się tej walki, bo wiedziałem, że pięściarze z Ukrainy potrafią boksować, że Taras Oleksijenko nie przyjedzie tylko po wypłatę. Balski zdał trudny egzamin w Ełku – mówi Po Gongu Mariusz Grabowski, promotor Tymex Boxing Promotions. To była dziewiąta walka Balskiego na zawodowych ringach. Wcześniej tylko dwóch rywali przetrwało z nim cały dystans – Łukasz Rusiewicz i Dariusz Skop.

    Pięściarz z Kalisza szerszej publiczności przedstawił się podczas gali Polsat Boxing Night 7. Pierwotnie jego rywalem miał być Vikapita Meroro, ale Namibijczyk z powodu spraw rodzinnych nie mógł wpaść do Polski. Zastąpił go Łukasz Janik. Na papierze zestawienie Balski va Janik wyglądało interesująco, ale w 4. rundzie było już po wszystkim, bo nieprzygotowany Janik zebrał oklep. „Lucky Look” nie chciał pogodzić się z werdyktem i próbował wszystkim wmówić, że otrzymał cios poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że nie miał racji.

    O walce w Ergo Arenie pisaliśmy tak:

    Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie.

    – Chcieliśmy dać Janikowi rewanż, skoro tak się tego domagał. Był pomysł, żeby panowie weszli do ringu w Częstochowie. Na początku Łukasz powiedział, że porozmawia z trenerem i da mi znać. Później widziałem, że był na sparingach u Wacha i ponowiłem pytanie. Odpowiedział, że ma problem z kolanem i zrezygnował z walki z Adamem – mówi Grabowski.

    Z sali treningowej do roboty

    Zamiast Janika rywalem Balskiego 18 listopada w Częstochowie będzie Demetrius Banks (9-2). Do tego pojedynku pięściarz Tymexu przygotowuje się w towarzystwie Tomasza Adamka oraz trenerów – Gusa Currena i Jakuba Chyckiego w „Osadzie Śnieżka”. – Nigdy nie trenowałem tak ciężko jak teraz – na każdym kroku podkreśla Balski. To są jego pierwsze profesjonale przygotowania, wcześniej boks łączył z pracą zawodową.

    Pracował jako kierowca w firmie transportowej. O 8 rano był na sali treningowej, później ruszał w drogę. – Przewożę armaturę łazienkową. Najpierw załadowuję busa, ok. 50 kartonów. Jadę na niemiecką granicę i jeśli wrócę ok. 21, to jeszcze idę na salę potrenować – tak kilka miesięcy temu Balski opisywał swoje życie codzienne w rozmowie z „Super Expressem”.

    – Już jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu, żeby Adam łączył pracę zawodową z boksem. Tylko problem polega na tym, że on nawet teraz mówi, że po pojedynku w Częstochowie chciałby wrócić do pracy. Jest bardzo pracowity i nie może usiedzieć w jednym miejscu. Śmieję, że ma ADHD, bo cały czas musi coś robić. Mam nadzieję, że po walce z Banksem wybijemy mu z głowy ten pomysł i zajmie się tylko boksem – mówi Grabowski.

    – Moim zdaniem da się połączyć pracę zawodową z boksem. Jako przykład niech posłuży tutaj Robert Talarek, który jest na etacie w kopalni. Takie rozwiązanie często jest praktykowane w USA. Boks bardzo wymęcza zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jeśli Adam będzie się dobrze prowadził, a jego praca nie będzie mocno absorbująca, to da mu luz psychiczny i odciągnie go mentalnie od boksu. Oczywiście tak można robić do pewnego momentu. Gdy przyjdzie czas na ważniejsze walki, trzeba skoncentrować tylko na boksie – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Miszkiń.

    Laurka od Currena

    Gus Curren po kilku tygodniach wspólnych treningów wystawił Balskiemu na łamach „SE” taką oto laurkę:

    „To świetny dzieciak, jest bardzo pilnym uczniem. Zostaje po treningach, by podglądać Tomasza Adamka, słucha, co się do niego mówi, zadaje też dużo pytań. Chłonie wiedzę i nie mam wątpliwości, że będzie mistrzem świata.

    – Nie chcę podważać słów trenera, bo on jest codziennie z Adamem na sali, ale ja spokojnie podchodzę do tego typu opinii. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby słowa Gusa miały w przyszłości pokrycie w faktach. Jedno jest pewne, Balski jest jednym z większych talentów w polskim boksie – twierdzi Grabowski.

    – Amerykańscy trenerzy mają takie podejście do pięściarzy. W ten sposób budują relacje z zawodnikami, motywują ich. Podobnie postępuje Andrzej Gmitruk, który od początku wmawia zawodnikowi, że stać go na wiele – dodaje Miszkiń.

    Z Włodarczykiem nawet jutro

    Mariusz Grabowski jeszcze niedawno wspominał, że w przyszłości chciałby zobaczyć Balskiego w ringu z Krzysztofem Włodarczykiem. W czerwcu w rozmowie z bokser.org mówił: Jeśli Włodarczykowi nie powiodłoby się w turnieju WBSS, to taki pojedynek miałby sens. Jeśli spadać, to tylko z wysokiego konia.” Diablo przegrał z Gassijewem, więc warto wrócić do tego tematu.

    Grabowski: Nadal jestem otwarty na walkę Balski vs Włodarczyk. Tylko nie wiem, czy druga strona się na to zgodzi i przede wszystkim nie mam pojęcia, jakie miałaby żądania finansowe. Diablo to w końcu były mistrz świata i za darmo walczyć nie będzie.

    Miszkiń: Za takim pojedynkiem musiałyby iść duże pieniądze, a przecież w tym momencie konfrontacja Włodarczyka z Balskim nie sprzeda się w systemie PPV, więc nie będzie miał, kto pokryć gaży Krzyśka. Andrzej Wasilewski będzie chciał na nim zarobić, więc pewnie postawi zaporowe warunki. Gdyby promotor Krzyśka był przekonany, że Diablo wygra z pięściarzem Tymexu, dałby mu zielone światło, bo przecież odniósłby same korzyści z takiego pojedynku. Włodarczyk miałby walkę na odbudowanie i jeszcze ktoś zapłaciłby mu gażę. Podejrzewam jednak, że pan Wasilewski może mieć wątpliwości, czy Diablo wygrałby z Balskim, dlatego nie wierzą, że dojdzie do takiej walki. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłby chyba pojedynek Szpilki z Włodarczykiem. Niezależnie od tego, kto wygra, Andrzej Wasilewski wyjdzie na tym dobrze pod względem finansowym.

    Grabowski: Jestem święcie przekonany, że Balski pokonałby Włodarczyka. Nawet w swojej następnej walce.

    Miszkiń: Balski w takim pojedynku dałby z siebie wszystko, to byłaby jego walka życia. Krzysiek już niekoniecznie miałby takie podejście. Adam jest na tym samym poziomie co Noel Gevor, który postawił Krzyśkowi trudne warunki, więc też miałby szanse w konfrontacji z Włodarczykiem. Na pewno nie można go skreślać.

    Będą patrzeć mu na ręce

    Teraz Balski nie może zawracać sobie głowy potencjalną walką z Włodarczykiem, bo najpierw musi uporać się z Banksem w Częstochowie. Oczekiwania wobec pięściarza z Kalisza są duże, wszyscy będą patrzeć mu na ręce. W ringu pokaże się przed Tomkiem Adamkiem.

    – To będzie dla Adama najtrudniejszy test w zawodowej karierze – uważa Grabowski. – Banks to przeciwnik walczący w innym stylu niż dotychczasowi oponenci Balskiego. Stawiam jednak, że to będzie łatwa robota dla Polaka – dodaje Miszkiń.

    Promotor Balskiego twierdzi, że dalsza współpraca pięściarza z Gusem Currenem jest nieunikniona. W planach jest wylot zawodnika do USA. Balski nie może sobie pozwolić na potknięcie w najbliższym pojedynku. – Pod względem rankingowym walka z Banksem niewiele da Adamowi. To jest raczej inwestycja w promocję tego zawodnika. Po 18 listopada może być bardziej rozpoznawalny w naszym kraju, a wtedy jego promotor będzie mógł zrobić galę z Balskim w walce wieczoru w kilku miastach w Polsce – kończy Miszkiń.

    Po pojedynku w Częstochowie będziemy trochę więcej wiedzieć o Balskim. Zobaczymy, ile dały mu wspólne treningi z Adamkiem, czego nauczył się od Currena. Mariusz Grabowski zdaje sobie sprawę, że w swojej stajni ma konia, w którego warto zainwestować. Dla promotora to też jest spore wyzwanie, bo karierę Balskiego trzeba umiejętnie poprowadzić, nie można go od razu rzucić na zbyt głęboką wodę.

    Krzysztof Smajek

    saleta_foto
    Fot. http://www.maciejgillert.pl

    Po kilku ostatnich pojedynkach wydaje się, że polska waga ciężka istnieje tylko na papierze. Patrzysz w lewo: na deskach leży Artur Szpilka, patrzysz w prawo: znokautowany zostaje Krzysztof Zimnoch. Znów patrzysz w lewo: widzisz poturbowanego Izu Ugonoha. Źle to wygląda. Przemek Saleta bez cienia wątpliwości mówi w rozmowie z Po Gongu, że sytuacja jest fatalna.

    JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAPRASZAMY NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

    Czemu się zaśmiałeś, gdy powiedziałem, że chcę porozmawiać o polskiej wadze ciężkiej?

    Bo tak naprawdę nie ma teraz, o czym rozmawiać. Gdybyś poruszył ten temat rok temu, nastrój do rozmowy był zupełnie inny.

    W jakim stanie jest dzisiaj polska waga ciężka?

    W fatalnym, bo jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Adam Kownacki. Ci, którzy uważali, że są najlepsi, czyli Artur Szpilka i Krzysztof Zimnoch, zostali rozjechani w ostatnich walkach i nie wiadomo, czy będą w stanie się odbudować. Mariusz Wach, mówiąc żartem, nie wiem, czy jeszcze żyje. Izu Ugonoh też jest po przegranej, jego kariera znalazła się w fazie zawieszenia. Generalnie problem z polskim pięściarzami jest taki, że żaden nie ma swojego stylu. Swój styl miał Szpilka, ale moim zdaniem przegrał z własnym ego. Po porażce z Wilderem powinien stoczyć 1-2 łatwe, mało płatne walki, żeby się odbudować, ale on szukał kasy i uważał, że jest gotowy na duże pojedynki. Nie ocenił realnie swoich możliwości. Było widać, że nokaut z rąk Wildera został w jego głowie. Artur jest bardzo charakternym zawodnikiem, gdy lądował na deskach w walkach z Mollo, to wstawał i wygrywał przez nokaut. A w pojedynku z Kownackim wydaje mi się, że dopadło go przerażenie.

    W jaki sposób powinna być poprowadzona kariera Szpilki, żeby go przywrócić na właściwie tory?

    Przede wszystkim spokojnie i bez szaleństw. Artur potrzebuje kilku pojedynków, żeby się odbudować i zdobyć pewność siebie. Być może walka z Krzysztofem Zimnochem byłaby teraz w jego zasięgu i do wygrania. Na pewno za taki pojedynek więcej by mu wpadło do kieszeni niż za zwykłą konfrontację na przetarcie.

    Trwają przymiarki, żeby do tej walki doszło w grudniu. Starcie Szpilki z Zimnochem ma sens?

    Ze sportowego punktu widzenia ich walka nigdy nie miała sensu. Oni byli zupełnie inaczej prowadzeni. Wcześniej ten pojedynek opłacał się tylko Zimnochowi, bo po wygranej z Arturem mógł zaistnieć w rankingach. Szpilka miał do załatwienia tylko osobiste sprawy, przy okazji mógł zarobić kasę. Teraz ich konfrontacja budzi emocje, bo opiera się na konflikcie, który ciągnie się od kilku lat.

    Ta walka może sprzedać PPV w ilościach hurtowych i być biznesowym strzałem w dziesiątkę?

    Wydaje mi się, że nie. W tym momencie ciężko mi sobie wyobrazić walkę w polskim boksie, która by się dobrze sprzedała w PPV. Obojętnie, w jakiej kategorii wagowej.

    Czy przegrany pojedynku Zimnoch vs Szpilka będzie musiał zmienić branżę?

    Nie wiem, ale musiałby na pewno skorygować swoje aspiracje. Jest wielu pięściarzy, którzy jeżdżą po świecie i zarabiają pieniądze w ringu. Nie mają ambitnych celów sportowych, ale żyją z boksu. Im lepszy rekord, tym więcej zarabiają. Tylko nie wiem, czy któregoś z nich to by interesowało.

    Federacja KSW delikatnie romansuje z Arturem Szpilką. Widziałbyś go w oktagonie?

    To zależy od tego, z kim by walczył. Ja pierwszy pojedynek wziąłem z gościem, który był zapaśnikiem. Miał ponad 20 stoczonych walk w MMA. To był bez sensu pomysł, ale taką dostałem propozycję i ją przyjąłem. Jeśli w przypadku Artura w grę wchodziłaby walka ze stójkowiczem o podobnym doświadczeniu, to może miałoby to rację bytu. Na pewno z komercyjnego punktu widzenia ma to sens. „Szpila” budzi emocje, sprzedaje walki, ale moim zdaniem ma coś jeszcze do udowodnienia, choćby sobie, w boksie. Większą kasę też może zarobić w ringu niż oktagonie. Oczywiście, jeśli wróci na odpowiedni poziom. Artur ma talent, żyje boksem, jest bardzo pracowity. Ma oczywiście też wady, ale dałbym mu kredyt zaufania. Niech jeszcze boksuje.

    Krzysztof Zimnoch jest przeciętnym pięściarzem, czy walka z Abellem mu po prostu nie wyszła?

    Krzysiek jest przeciętny we wszystkim, nie ma choćby jednej rzeczy, która byłaby bardzo dobra. Są pięściarze, którzy są słabi albo przeciętni w wielu elementach, ale mają coś ekstra: błysk, timing, mocne uderzenie, kondycję. Jakiś element, z którego korzystają w trudnych momentach. Z Zimnochem problem jest taki, że ma poprawną technikę, kondycję i szybkość, przeciętne warunki fizyczne i uderzenie, ale nie ma niczego wybitnego. Ja przynajmniej nie dostrzegam.

    Chyba możemy powiedzieć, że jest odporny na ciosy. Od Abella sporo przyjął.

    Na stojąco oglądałem walkę parę metrów od ringu i powiem szczerze, że przerażający był odgłos rękawicy Abella, która uderzała w głowę Zimnocha. Krzysiek stał, nie chwiał się po zainkasowaniu wielu mocnych ciosów, ale nie możemy od razu mówić, że ma szczękę z betonu. Jest jakiś limit ciosów, które można zebrać na głowę. W jednej walce przyjmujesz dużo, w drugiej nie masz już takiej odporności na ciosy. Pojedynek w Radomiu kosztował Zimnocha sporo zdrowia, w końcu skończył go na deskach po bardzo ciężkim nokaucie.

    Joey Abell to średniak, niektórzy mówią o nim: ekskluzywny journeyman. Czy któryś z polskich „ciężkich” mógłby go pokonać?

    Wydaje mi się, że „Szpila” z walki z Wilderem dałby sobie z nim radę. Dzisiaj chyba tylko Wach… Mariusz jest dużym znakiem zapytania, ale przy swoich warunkach fizycznych mógłby wygrać z Abellem. Wydaje mi się, że byłaby to dobra walka, bo Mariusz mógł i może przyjąć. Tylko mam wątpliwości, czy pomiędzy pojedynkami dba o formę.

    Powiedziałeś na początku rozmowy, że jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Kownacki. Adam może być poważnym graczem w wadze ciężkiej?

    Obecnie w wadze ciężkiej jest wielu wielkich chłopów, a wydaje mi się, że Kownacki z dwumetrowcami będzie miał problem.

    Czyli nie wyjdzie z zaplecza czołówki królewskiej dywizji?

    Nie chciałbym tak mówić, bo Adam jest niepokonany, wygrał walkę ze Szpilką, w której prawie nikt na niego nie stawiał. Trzeba oceniać go z tego punktu widzenia. Ma trudny styl boksowania. Zadaje dużo ciosów, ma ciężkie ręce, cały czas idzie do przodu, może przyjąć. Dla rywali jest to frustrujące. Z Adamem nie można się bić. Trzeba boksować, schodzić z linii, ale tak, żeby mieć go cały czas w zasięgu. Wydaje mi się, że jeszcze jedna-dwie walki i Kownacki może dostać pojedynek o tytuł. Zależy, z kim będzie walczył jesienią. Teraz, gdy jest kilku mistrzów świata, łatwiej otrzymać pojedynek o pas.

    Boxing.pl podał informację, potwierdził ją Mateusz Borek, że było blisko walki Tomasza Adamka z Dereckiem Chisorą. „Górala” stać jeszcze na pojedynki z takimi rywalami? 

    Jestem ostatnią osobą, która odradzałaby komuś boksowania. Jeśli Tomek czuje się na siłach, żeby walczyć z takimi przeciwnikami, to nic mi do tego. Chisory jednak nie przeceniajmy. Też jest po przejściach, ma za sobą sporo trudnych walk. Nie jest wielkim ciężkim, czasami bywa nieprzygotowany do pojedynków. Konfrontacja z Whyte’em kosztowała go sporo zdrowia.

    Adamek może jeszcze namieszać?

    Namieszać nie, ale może jeszcze zarobić pieniądze w ringu.

    Wierzysz Albertowi Sosnowskiemu, że zakończy karierę. Po porażce z Łukaszem Różańskim mówił, że to była prawdopodobnie jego ostatnia walka.

    Słowo „prawdopodobnie” trochę mnie przeraziło. Szczerze mówiąc, nie pozwoliłbym mu walczyć już teraz. Znam Alberta, znam też Różańskiego i wiedziałem, że taki będzie scenariusz ich konfrontacji. Albert nie powinien już boksować, bo to może źle się skończyć dla jego zdrowia. Podam przykład Johna Braya, mojego znajomego, z którym przesparowaliśmy setki rund. Był bardzo odporny na ciosy, kipiał z tego powodu z dumy. Stoczył niewiele walk, bo karierę bokserską zakończył z bilansem 15-3. Sparował jednak ze wszystkimi pięściarzami z czołówki wagi ciężkiej, między innymi z Mikiem Tysonem. Chłopak jest ode mnie dwa lata młodszy. Rok temu zdiagnozowali u niego Alzheimera, encefalopatię bokserską, urazy mózgu, brak pamięci krótkiej. Za wszystko się płaci, niekoniecznie od razu. Pewne rzeczy mogą wyjść po 10 latach. Dla Alberta ten przykład powinien być przestrogą. Poza tym John lubił się zabawić, wypić, a alkohol i boks nie idą w parze. Dzisiaj płaci za to straszną cenę.

    Rozmawiał: Krzysztof Smajek

    FOT 400MM.PL

    Opadł już kurz po gali Polsat Boxing Night 7. Tomasz Adamek faktycznie był Jokerem, ale show skradł mu Mateusz Masternak. Swoje pięć minut miał Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Nie zabrakło też kontrowersji. Z jajami Łukasza Janika w roli głównej. Z Ergo Areny raczej nikt nie wyszedł zawiedziony. 

    Gdy po zakończeniu szóstej rundy Tomasz Adamek szedł do swojego narożnika, wiedzieliśmy już, że ma walkę pod kontrolą i że jeśli nie zdrzemnie się na moment, to spokojnie wygra. Solomon Haumono w każdej rundzie zbierał sporo ciosów, ale nie był ani razu podłączony, dlatego było też wiadomo, że pojedynek potrwa cały dystans.

    „Góral” faktycznie był Jokerem

    Adamek na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 12 rund. „Góral” był w tej walce Jokerem, tak jak anonsowano go na plakacie promującym galę. Jokerem na pewno nie był jego rywal. Mateusz Borek żartował po gali, że Haumono w hierarchii ważności kart spadł na „9”.

    FOT 400MM.PL

    Po gali próbowaliśmy ustalić, co czeka Adamka w najbliższej przyszłości, ale żadne konkrety nie padły. Ani z ust głównego zainteresowanego, ani promotora Borka. Jedno jest pewne, „Góral” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze zobaczymy go w ringu. Może wojować za granicą, ale w Polsce też nie zabraknie chętnych do walki z nim. Swoją kandydaturę już zgłosił Krzysztof Zimnoch. Tak na marginesie, to dobry pomysł na promocję. „Chcę walki z Adamkiem” – chwytliwe hasło, prawda?

    Masternak skradł show Adamkowi

    Mateusz Masternak i Robert Talarek to bez wątpienia najwięksi wygrani gali PBN 7. Ten pierwszy w pojedynku z Siłłachem zdał test na męskość i przy okazji skradł show Adamkowi. Był w tarapatach (rozcięty łuk brwiowy, liczenie), momentami walka wymykała mu się spod kontroli, ale dał radę. Ukłony, „Master”. Z obu stron oglądaliśmy boks w najlepszym wydaniu. Wynik był na styku, werdykt mógł pójść w obie strony. Masternak takie historie już przerabiał. Na wyjeździe tego typu walki przegrywał, teraz to jego ręka powędrowała w górę. Warto zwrócić uwagę, że „Master” nie ma w tej chwili promotora. Niektórym osobom powinno dać to do myślenia.

    FOT 400MM.PL

    Mocnego zaplecza promotorskiego nie ma też za sobą Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Ta gala powinna być dla tego chłopaka trampoliną. Pokazał, że ciężka robota, w którą wkłada się serce i charakter, przynosi efekty. Jeżeli odbędzie się kolejna gala PBN, Talarka wypadałoby zaprosić w pierwszej kolejności. Szkoda też, żeby chłopak dalej jeździł po Europie i dostawał po uszach nie od rywali, ale od sędziów. Przed galą Talarek w talii kart był tylko „10”. Po walce z Dąbrowskim nie został od razu asem, ale na pewno o jeden stopień przesunął się w górę.

    Sulęcki i Głowacki wygrali… sparingi

    Maciej Sulęcki i Krzysztof Głowacki wykonali swoją robotę i mogą iść dalej. Szkoda, że mieli mało wymagających przeciwników. W ich przypadku szkoda czasu na walki, które przypominają sparingi. Plusem jest to, że pokazali się na tak dużej imprezie. Obaj twierdzą, że są gotowi na pojedynki o pasy. Teraz wszystko w rękach ich promotorów i menedżerów.

    Andrzej Gmitruk przed walką Łukasza Wierzbickiego przekonywał, że jego podopieczny w Ergo Arenie będzie grał na pianinie. Trzeba przyznać, że Wierzbicki na tle Tlatlika wypadł bardzo korzystnie i wygrał bez problemu. Może nie grał jeszcze na pianinie, ale pokazał, że ma smykałkę do boksu. Andrzej Gmitruk musi jeszcze pracować nad tym chłopakiem. Potencjał na pewno jest.

    Były też kontrowersje. Z jajami Janika w roli głównej

    Na PBN 7 nie obyło się bez kontrowersji. Sporo dyskutowało się o werdykcie po walce Ewy Brodnickiej. O skandalu nie możemy mówić, ale Ewa na pewno wygrała szczęśliwie.  Viviane Obenauf nie zgadzała się z werdyktem i zaprosiła Brodnicką na rewanż do Szwajcarii. – Jak mi dobrze zapłaci, to czemu nie” – stwierdziła na gorąco „Kleo”.

    _IGA1815.jpg

    Rewanżu domaga się też Łukasz Janik, który twierdzi, że Adam Balski trafił go poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że Janik nie ma racji. O samej walce za dużo nie można napisać, bo Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie. Poza tym Janik powinien spełnić dwa warunki:

    1. Nie może się przygotowywać na wariackich papierach
    2. Musi kupić sobie suspensor, bo w innym przypadku znowu mogą być jaja

    Nie ma powodów do marudzenia

    Mateusz Borek przyznał po gali, że rozważany był undercard w stylu braci Kliczko. Czyli wielka kasa idzie na jeden pojedynek, reszta walk interesuje tylko rodzinę i przyjaciół walczących pięściarzy. Szef MB Promotions postawił jednak na inne rozwiązanie.

    Zakontraktował Adamkowi rywala z niższej półki, ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć w akcji innych, czołowych pięściarzy z polskiego podwórka. To było dobre rozwiązanie, nikt nie powinien marudzić.

    Krzysztof Smajek

    pbn_nowe rozdanie

    • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
    • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
    • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
    • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
    • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

    Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

    Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

    Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

    Kto ma najwięcej do stracenia? 

    Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

    JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

    Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

    To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

    Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

    Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

    Czy będzie jak u Hitchcocka?

    „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

    Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

    Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

    Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

    „Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

    Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

    Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

    W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

    Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

    Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

    Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

    Ile będzie nokautów?

    Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

    Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

    Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.