Posts Tagged ‘tomasz adamek’

Grupa MB Promotions zorganizowała cztery gale boksu. Odbyło się na nich 29 walk. Z tej puli wybraliśmy najlepsze pojedynki i ułożyliśmy ranking walk, które trzymają w napięciu nawet, gdy oglądamy ich powtórki.

5. Łukasz Wierzbicki vs Michał Żeromiński I (gala Noc Wojowników)

wierzbicki_żeromiński_foto2

Faworytem walki był Wierzbicki, ale Żeromiński postawił mu trudne warunki. W Częstochowie oglądaliśmy dziesięć twardych rund z obu stron. Było dużo wymian, ale żaden z pięściarzy nie był liczony. Niejednogłośną decyzją sędziów zwyciężył Wierzbicki i zdobył pas Mistrza Polski wagi półśredniej. Werdykt był dyskusyjny. Żeromiński nie mógł pogodzić się z porażką i tuż po zejściu z ringu mówił nawet o zakończeniu kariery. Kilka miesięcy później doszło do ich rewanżowej walki i Wierzbicki nie pozostawił już pola do dyskusji. Był zdecydowanie lepszy.

Norbert Dąbrowski vs Robert Talarek (gala Nowe Rozdanie)

(więcej…)

Reklamy

Skoro zamykamy rozdział pod tytułem „2018 rok”, to warto podsumować ostatnie 12 miesięcy w polskim boksie. Zrobiliśmy to w dwanaście rund.

1. runda

Tomasz Adamek dwa razy wszedł do ringu. Najpierw zbił Joe Abella w Częstochowie, później chciał oszukać przeznaczenie. Nie oszukał, bo Jarrell Miller był za wielki i za silny. Po czterech minutach Amerykanin odesłał „Górala” na emeryturę.

2. runda

Adam Kownacki jest coraz bliżej pojedynku o mistrzowski pas. Z Iago Kiladze miał trochę problemów, ale w końcu w szóstej rundzie posłał go na deski. Z Charlesem Martinem było już o wiele trudniej, bo Amerykanin miał serducho do walki. Kownacki zdał trudny test i już może szykować pięści na najlepszych.

3. runda

Artur Szpilka z Dominikiem Guinnem nie miał żadnych problemów. Wygrał po brzydkiej walce. Z Mariuszem Wachem przeżył chwile grozy w ostatniej rundzie, ale przetrwał i nie musiał wybierać między boksem a MMA. Co dalej? Musi znaleźć trenera i wspólnie z Andrzejem Wasilewskim ustalić plan działania.

Na rewanż ze Szpilką czeka Mariusz Wach, który w 2018 roku tylko raz pojawił się w ringu i był blisko zwycięstwa przed czasem. Wach miał też walczyć z Erikiem Moliną, ale nic z tego nie wyszło. Kariera znów na zaciągniętym ręcznym.

4. runda

Izu Ugonoh znów stoczył tylko jedną walkę. Choć nie wypada używać słowa „walka” w przypadku jego spotkania w ringu z Fredem Kassim. Rywala rozbolała głowa i przedstawienie skończyło się po 2. rundzie. Izu miał walczyć w grudniu o pas WBO Europe, ale gala Dariusza Michalczewskiego została odwołana. Czas ucieka, kariera Izu stoi w miejscu. Może Tiger jako promotor ją rozrusza. Jeśli nie, to chyba nic już z tego nie będzie.

5. runda

W lutym Krzysztof Głowacki był w tarapatach w walce z Radczenką. Zlekceważył rywala i mało brakowało, a jego kariera znalazłaby się na zakręcie. Później wygrał z Silgado, który przewrócił się od przeciągu w hali.

„Główka” dostał się do turnieju WBSS. Tam stoczył dwanaście trudnych rund z Własowem i wrócił do Polski z tymczasowym pasem mistrza świata federacji WBO. Następne miesiące mogą należeć do niego.

Spore problemy w walce z Radczenką miał także Adam Balski, który w ostatniej rundzie zebrał lanie życia na zawodowych ringach. Pięściarz z Kalisza musi się wziąć do roboty, bo z taką defensywą strach go wypuścić w świat.

6. runda

Mateusz Masternak stoczył dwa trudne pojedynki z Kalengą i Dorticosem. Jeden wygrał, drugi przegrał i znów wszystko musi zaczynać od nowa. Po ostatniej walce nazwaliśmy „Mastera” Syzyfem polskiego boksu, bo gdy jest blisko celu, zawsze musi zawracać.

7. runda

Od nowa swoją pozycję buduje też Krzysztof Włodarczyk. W 2018 roku wygrał trzy walki. Gadajew i Sands nie byli rywalami z jego półki, ale konfrontacja z Durodolą pokazała, że Diablo może być jeszcze groźny w ringu. Jednak w jego przypadku w mistrzowskie pasy już nie wierzymy.

8. runda

Andrzej Fonfara zmienił kategorię wagową i na polskiej ziemi obił Siłłacha. Po walce na Torwarze trudno jednoznacznie ocenić, czy „Polski Książę” pasuje do kategorii junior ciężkiej. Na pewno musi mniej przyjmować, bo teraz za rywali będzie miał większych chłopów niż w kategorii półciężkiej.

9. runda

Maciej Sulęcki w pojedynku z Danielem Jacobsem udowodnił, że należy do światowej czołówki w swojej kategorii wagowej. Sędzia, który wypunktował walkę 117-110 dla Jacobsa był po prostu głupi. „Striczu” musi teraz uzbroić się w cierpliwość, bo duże walki nie przychodzą z dnia na dzień.

10. runda

Kamil Szeremeta zdobył pas EBU, później go obronił, czyli ma za sobą bardzo dobry okres. Widać, że jego współpraca z Fiodorem Łapinem idzie w dobrym kierunku.

Fiodor Czerkaszyn jest powiewem świeżości w polskim boksie. Za chłopakiem ciągnie się ciekawa historia. Gołym okiem widać, że ma papiery do tego sportu. Niektórzy już zachłysnęli się jego talentem i wróżą mu mistrzowską karierę. Spokojnie. Dajcie mu czas. Niech trenuje i idzie do przodu. Jest w dobrych rękach.

11. runda

Robert Parzęczewski nikomu się nie kłaniał w ringu. Petardy odpalił jeszcze przed Sylwestrem, gdy bił w Radomiu solidnego Dariusza Sęka. „Arab” nie chce już walk z rodakami, ale zobaczylibyśmy go jeszcze w ringu z Norbertem Dąbrowskim. Jego kariera musi być prowadzona ostrożnie.

Paweł Stępień mógł pod koniec roku zaliczyć wpadkę w walce z Suchockim, ale wyszedł z opresji i wygrał. Potrzebna była mu taka walka, bo po wcześniejszych zwycięstwach nad słabszymi rywalami mógł uwierzyć, że już wiele może. Nie powinien walczyć z rywalami słabszymi od Suchockiego.

12. runda

Łukasz Wierzbicki krok po kroku idzie do przodu. W 2018 roku spędził 30 rund w ringu z solidnymi rywalami. Wyjaśnił sprawę z Michałem Żeromińskim, wygrał też z Claytonem i Kiduku. Wszystkie walki wygrywał na punkty, bo brakuje mu nokautującego ciosu. Unika ringowych wojen, ale to nie jest wada. Dzisiaj żaden ekspert nie powie, że Wierzbicki w przyszłości zdobędzie mistrzostwo świata, bo to ryzykowna teza, ale w Polsce „Pretty Boy” ma wyrobioną markę.

adamek_foto

Tak naprawdę Tomek Adamek od trzech lat powinien być już na emeryturze. Stoczył przecież już prawie pożegnalną walkę z Przemkiem Saletą. Skusił się jednak i wracał na ring. Dostał drugie bokserskie życie i wycisnął je jak cytrynę.

Za każdym razem pakował torbę, przylatywał na obóz do Polski i ciężko pracował na treningach. Zbił trzech rywali z trzeciej dziesiątki wagi ciężkiej i pokazał, że pan po 40-stce może być jeszcze groźny w ringu. W międzyczasie potknął się też na Eriku Molinie, ale wstał, otrzepał się i dalej robił swoje. Przede wszystkim wierzył, że może jeszcze wdrapać się na szczyt.

Wygrywał walki, więc zaczęły się pojawiać oferty. To tak działa w tym biznesie. Aż w końcu dostał propozycję konfrontacji z Jarrellem Millerem. Mógł ją odrzucić i nabijać rekord wygranymi z łatwiejszymi rywalami. Tylko na dłuższą metę to nie miało żadnego sensu, bo Adamek ścigał się z czasem. Chciał spróbować jeszcze czegoś dużego.

Nie ukrywam, byłem zdziwiony, że „Góral” podpisał kontrakt na walkę z Amerykaninem. Ryzyko skaleczenia się było ogromne, bo „Big Baby” to wielki chłop z czołówki wagi ciężkiej. Podczas ważenia okazało się, że Miller jest cięższy od „Górala” o ponad czterdzieści kilogramów.

Dzień później, w ringu, było widać wielką siłę Amerykanina. Był jak walec, który taranuje wszystko na swojej drodze. W pierwszej rundzie Adamek jeszcze stawiał opór, ale egzekucja wisiała w powietrzu. Nie było szybkości, nogi nie pracowały tak jak kiedyś. Adamek kilka razy trafił, ale na Millerze te ciosy nie robiły żadnego wrażenia. Były jak ukąszenia komara.

W drugiej rundzie było już po wszystkim. Miller załatwił sprawę dwoma mocnymi podbródkowymi. Walka trwała krótko i pokazała, że Adamek nie jest już w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Większość ekspertów wiedziała to już przed pojedynkiem w Wintrust Arenie. „Góral” i jego team przekonali się dopiero po konfrontacji z Millerem.

Adamek poszedł o jeden most za daleko, ale nie musi nikogo przepraszać. Swoje w boksie zrobił. Na pewno nie rozmienił kariery na drobne. Przegrać z Millerem to żaden wstyd. „Góral” może iść na bokserską emeryturę z podniesioną głową. Tylko szkoda, że godnych następców nie widać.

Krzysztof Smajek

adamek_noc_zemsty

(więcej…)

borek_adamek

– Jeśli Tomek wygra z Millerem, to jesteśmy już z panem Hearnem po słowie w sprawie bardzo dużej walki z jednym z jego zawodników. Czarny scenariusz? Z Tomkiem na ten temat nie rozmawiam, bo on nie dopuszcza myśli o porażce. Ale ja zakładam różne warianty – mówi Mateusz Borek w rozmowie z Krzysztofem Smajkiem.

(więcej…)

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

DSC_7173

Tomasz Adamek zbił w Częstochowie Joeya Abella i idzie dalej. Po walce nie chciał za dużo mówić o swojej przyszłości, ale w tym roku planuje jeszcze wejść do ringu. Najpierw musi przekonać żonę, która nie jest zadowolona z jego przedłużającej się kariery. – Może Mateusz Borek będzie musiał przyjechać do New Jersey na negocjacje. Ciężko jest z moją babą dyskutować – żartował Tomek.

Adamek wygrał trzy walki z rzędu. Po pojedynku z Abellem awansował na piętnaste miejsce w rankingu wagi ciężkiej portalu boxrec.com. Za chwilę mogą rozdzwonić się telefony z propozycjami, bo „Góral” ma nadal duże nazwisko w branży. Pięściarzy z czołówki wagi ciężkiej chętnych do walki z Adamkiem nie powinno brakować.

„Góral” na tle ostatnich przeciwników wyglądał, jakby miał o kilka lat mniej. Widać, że Guss Curren rozpalił w nim ogień, który przestał się nawet tlić, gdy w jego narożniku stał Roger Bloodworth. Musimy jednak pamiętać, że Haumono, Kassi i Abell nie są zawodnikami z czołówki wagi ciężkiej. Nie stoją nawet na jej zapleczu.

Dlatego szukając kolejnego rywala dla Adamka, trzeba iść tokiem myślenia Mateusza Borka i uważać na to, żeby Tomek nie dał sobie zrobić krzywdy. Lepiej nie zawracać sobie głowy walkami z wielkimi chłopami, którzy mają ciężkie łapy. Joshua, Wilder, Ortiz, Tyson Fury, Whyte czy Breazeale odpadają. Ci panowie już odjechali Tomkowi. Ani Guss Curren, ani Jakub Chycki nie są cudotwórcami, żeby zrobić z „Górala” równorzędnego przeciwnika dla wspomnianych kolosów.

(więcej…)

(więcej…)

borek

  • Dlaczego Joey Abell został rywalem Tomasza Adamka?
  • Czy były prowadzone negocjacje z Erikiem Moliną?
  • Jaką najwyższą kwotę usłyszał Mateusz Borek od pięściarza lub jego promotora, któremu zaproponował występ na Polsat Boxing Night?
  • Którą walkę na Polsat Boxing Night w Częstochowie było najtrudniej dopiąć?

(więcej…)

DSC_4085

W jakim stanie jest polski boks zawodowy? Jeżeli spojrzymy na podnoszącego się z desek Krzysztofa Zimnocha, którego w Radomiu zbił rzemieślnik Joey Abell, jeżeli policzymy celne ciosy zadane przez Krzysztofa Włodarczyka w pojedynku o mistrzostwo świata z Muratem Gassijewem (cztery sztuki), jeżeli przypomnimy sobie o dopingowej wpadce Andrzeja Wawrzyka, jeżeli poczytamy ostatnie wypowiedzi Kamila Łaszczyka żalącego się na promotorów, jeżeli posłuchamy Marcina Najmana, który z pełną powagą opowiada, że ściągnie do Polski Tysona Fury’ego, jeżeli zacytujemy słowa Macieja Miszkina, który podczas komentowania walki zawodowców, mówi do redaktora Kostyry: panie Andrzeju, Fekete nie potrafi boksować, to bez chwili zastanowienia możemy stwierdzić, że marnie to wszystko wygląda, trumna się zatrzasnęła i idzie już ksiądz z kropidłem.

Na szczęście możemy jeszcze spojrzeć w drugą stronę. Tam widzimy Michała Syrowatkę nokautującego Robbiego Daviesa Jr na jego terenie, tam widzimy Macieja Sulęckiego, który za chwilę powinien dostać mistrzowską szansę, tam widzimy ambitnego Roberta Talarka, który na co dzień w kopalni zjeżdża na dół, ale w rankingach jedzie do góry aż miło, tam widzimy Tomasza Adamka, który pokazuje, że 40-latek nie musi zbierać po głowie i może jeszcze przyciągnąć publikę na trybuny i przed telewizory, tam widzimy też dwie gale: Polsat Boxing Night 7 i „Noc Wojowników”, na których można było obejrzeć kawałek dobrego boksu.

Pięściarz roku w Polsce? Wakat

Podsumowując 2017 rok w wykonaniu polskich pięściarzy stworzyliśmy trzy kategorie i tam powrzucaliśmy poszczególne nazwiska. Teoretycznie z pierwszej kategorii powinniśmy wybrać pięściarza 2017 roku w Polsce. Na to miano najbardziej zasłużył chyba Maciej Sulęcki, ale w tym roku lepiej zostawić wakat w tej kategorii, bo żaden zawodnik nie błyszczał jakoś wyjątkowo na tle innych.

Kategoria 1. To był dobry lub bardzo dobry rok w ich wykonaniu:

Michał Syrowatka – trzy walki, trzy wygrane. Pojedynki z Trayą i Szotem były tylko zaprawką przed konfrontacją z Daviesem. Michał po porażce z Rafałem Jackiewiczem chciał kończyć karierę, niecałe dwa lata później przywiózł z terenu wroga pas WBA Continental w wadze superlekkiej.

Maciej Sulęcki – trzy walki, trzy zwycięstwa. Zbił dwóch leszczy, ale później dostał walkę z Jackiem Culcayem i miał pełne ręce roboty. Zdał ważny egzamin i jedzie dalej. Już zarzucił wędkę do stawu, w którym pływają mistrzowie świata.

Adam Kownacki – dwie walki, dwie wygrane. Prawie nikt mu nie wierzył, gdy twierdził, że znokautuje Artura Szpilkę. Zrobił to bez problemu i dzisiaj może mierzyć coraz wyżej. Miesiąc temu w rozmowie z Po Gongu mówił: „Nie chcę być znany tylko z tego, że pokonałem Artura Szpilkę. Mam trochę wyższe cele.” Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku zobaczymy go na polskim ringu. To dobra wiadomość, bo pojedynki Kownackiego ogląda się przyjemnie.

Robert Talarek – trzy pojedynki, trzy zwycięstwa. W Polsce długo był niedoceniany. Brał walki w różnych zakątkach Europy, raz wygrywał, raz przegrywał i tak toczyło się jego bokserskie życie. W końcu zaczął kolekcjonować zwycięstwa. Pokonując na PBN 7 Norberta Dąbrowskiego, ładnie przedstawił się polskim kibicom. Pod koniec roku przywiózł z Francji pas IBO Inter-Continental kategorii średniej.

Mateusz Tryc – cztery walki, cztery wygrane. W 2017 roku stawiał pierwsze kroki na zawodowych ringach. Robił to bez kompleksów, wybił czterech rywali – każdego przed czasem. Może być o nim głośno.

Kategoria 2. To był całkiem niezły rok w ich wykonaniu:

Tomasz Adamek – dwa pojedynki, dwa zwycięstwa. Jeszcze chce mu się zasuwać na treningach, jeszcze dostaje zgodę od żony na wejścia do ringu, dlatego boksuje i zarabia dutki. W tym roku pokonał Haumono i Kassiego, więc nie ma się do czego przyczepić. Swoje zrobił i ma apetyt na więcej. Musi jednak uważać, żeby nie pójść o jeden most za daleko.

Robert Parzęczewski – cztery walki, cztery wygrane. Trochę się w ostatnich 12 miesiącach narobił, ale nie miał zbyt wymagających rywali. Po walce z Tomasem Adamkiem wyglądał, jakby pracował bez kombinezonu w rzeźni.

Adam Balski – cztery pojedynki, cztery razy ręka w górze. Kombinację ciosów, którą wykończył w Ełku rywala z Ukrainy, mamy do dzisiaj przed oczami. To był pokaz boksu. O walce z Łukaszem Janikiem nie ma sensu wspominać, bo to były jaja. Złamana szczęka podczas „Nocy Wojowników” trochę skomplikowała jego plany. Miał trenować w USA, ale na razie ten wyjazd stanął pod znakiem zapytania.

Mateusz Masternak – trzy walki, trzy wygrane. Podczas PBN 7 wraz z Siłłachem odpalili fajerwerki, fajnie się to oglądało. Ostatnio „Master” zaczął romansować z KSW, więc nie wiadomo, jak dalej potoczy się jego bokserska kariera.

Mariusz Wach – dwie walki, wygrana i przegrana. Sam się zdziwił, gdy sędziowie uznali, że wygrał na punkty z Erkanem Teperem w Niemczech. Patrząc obiektywnie, Mariusz zasłużył na zwycięstwo. Szkoda porażki z Millerem, bo gdyby nie kontuzja, Wach mógłby zbić tego wyszczekanego grubasa i dzisiaj byłby w zupełnie innym miejscu.

Łukasz Wierzbicki – 3 pojedynki, trzy do przodu. Pod koniec 2017 roku jego dorobek na zawodowych ringach to 14-0. Na papierze ładnie to wygląda, ale musi jeszcze ostro zasuwać, bo podczas „Nocy Wojowników” wyszło sporo jego braków. Musi dać Michałowi Żeromińskiemu rewanż, bo inaczej nie wypada.

Do tej kategorii możemy wrzucić jeszcze: Przemysława Runowskiego, Kamila Szeremetę, Patryka Szymańskiego (tylko jedna walka w 2017 roku), Pawła Stępnia, Marka Matyję, Norberta Dąbrowskiego (porażka z Talarkiem to dwa kroki do tyłu), Jordana Kulińskiego, Rafała Jackiewicza (dla niego boks to już zabawa, dostał walkę o pas EBU-EU i to się liczy) i Siergieja Werwejko, dla którego ostatnie miesiące były szalone. Najpierw zebrał po głowie od Nascimento, później pokonał faworyzowanego (przereklamowanego) Aguilerę, a na koniec roku wszedł do ringu z rywalem, który między linami robił za klauna.

Kategoria 3. To był fatalny rok w ich wykonaniu:

Andrzej Fonfara – dwie walki, jedna wygrana, druga w plecy. W zasadzie mógł się znaleźć w kategorii wyżej, bo w końcu pokonał Chada Dawsona, ale jego celem było zdobycie mistrzowskiego pasa. Niestety, w walce z Adonisem Stevensonem nie miał nic do powiedzenia. Od Andrzeja musimy wymagać znacznie więcej.

Artur Szpilka – jedna przegrana walka. Na początku roku miał mieć duży pojedynek, ale nic z tego nie wyszło. Później dostał lanie od Adama Kownackiego i to byłoby na tyle. Po operacji ręki i rehabilitacji zaczął treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Promotorów Szpilki może martwić fakt, że Artur coraz częściej spogląda w stronę MMA.

Andrzej Wawrzyk – brak pojedynków. Miał walczyć z Deontayem Wilderem, ale wpadł na dopingu i cały rok przeleżał na kanapie. Dzisiaj nie wiadomo, czy on jeszcze jest w tym biznesie, czy już go nie ma.

Izu Ugonoh – jedna walka, jedna przegrana. Po porażce z Dominikiem Breazeale’em zebrał sporo komplementów. Trzecia runda tej walki została nominowana do „Rundy Roku 2017” w plebiscycie The Ring. Słabe to jednak dokonania, bo trzeba pamiętać, że Izu został znokautowany, a później wypadł z obiegu na długie miesiące.

Krzysztof Głowacki – dwie walki, dwie wygrane. Na papierze niby wszystko się zgadza, ale pamiętajmy, że „Główka” jeszcze niedawno był mistrzem świata. W 2017 roku miał kłopoty zdrowotne, walczył ze śmiesznymi rywalami, był rezerwowym w WBSS. Na plus należy zapisać to, że po słabym roku jest bardzo wysoko w rankingach.

Kamil Łaszczyk – jedna wygrana walka/sparing. Swoją sytuację najlepiej przedstawił pięściarz w rozmowie z Hubertem Kęską: „A ja jestem w dupie, inaczej tego nie nazwę. Nawet nie stoję w miejscu, cofam się. Lata lecą, a ja boksuję ze słabszymi zawodnikami niż na samym początku kariery.” Nie trzeba nic dodawać.

Krzysztof Zimnoch – trzy pojedynki, dwa zwycięstwa i porażka. Rok zaczął od wyrównania rachunków z Mike’em Mollo, później obił wyciągniętego z sanatorium Michaela Granta, na koniec Joey Abell wybił mu z głowy boks. Dzisiaj Zimnoch chce walczyć w MMA, a jeszcze niedawno mówił, że chce być mistrzem świata w boksie.

Krzysztof Włodarczyk – dwie walki, wygrana i przegrana. Pojedynek z Gassijewem pokazał, że Diablo nie jest już w stanie rywalizować ze światową czołówką w swojej kategorii wagowej.

Do powyższego grona możemy jeszcze dodać: Dariusza Sęka, Michała Cieślaka, Krzysztofa Kopytka i Marcina Rekowskiego (pamiętny nokaut z rąk Takama).

Wrzucając nazwiska pięściarzy z tych trzech kategorii do jednego kotła i mieszając, wychodzi na to, że tragedii z polskim boksem zawodowym jeszcze nie ma, ale czerwona lampka kilka razy się zapaliła. Najbardziej niepokojące jest to, że w ostatniej kategorii znalazły się nazwiska zawodników, którzy są, albo jeszcze niedawno byli wizytówką polskiego boksu zawodowego. Mowa o byłych mistrzach świata i pretendentach do walk o pasy, którzy ostatnie 12 miesięcy mogą spisać na straty.