Posts Tagged ‘tomasz adamek’

adamek_foto

Tak naprawdę Tomek Adamek od trzech lat powinien być już na emeryturze. Stoczył przecież już prawie pożegnalną walkę z Przemkiem Saletą. Skusił się jednak i wracał na ring. Dostał drugie bokserskie życie i wycisnął je jak cytrynę.

Za każdym razem pakował torbę, przylatywał na obóz do Polski i ciężko pracował na treningach. Zbił trzech rywali z trzeciej dziesiątki wagi ciężkiej i pokazał, że pan po 40-stce może być jeszcze groźny w ringu. W międzyczasie potknął się też na Eriku Molinie, ale wstał, otrzepał się i dalej robił swoje. Przede wszystkim wierzył, że może jeszcze wdrapać się na szczyt.

Wygrywał walki, więc zaczęły się pojawiać oferty. To tak działa w tym biznesie. Aż w końcu dostał propozycję konfrontacji z Jarrellem Millerem. Mógł ją odrzucić i nabijać rekord wygranymi z łatwiejszymi rywalami. Tylko na dłuższą metę to nie miało żadnego sensu, bo Adamek ścigał się z czasem. Chciał spróbować jeszcze czegoś dużego.

Nie ukrywam, byłem zdziwiony, że „Góral” podpisał kontrakt na walkę z Amerykaninem. Ryzyko skaleczenia się było ogromne, bo „Big Baby” to wielki chłop z czołówki wagi ciężkiej. Podczas ważenia okazało się, że Miller jest cięższy od „Górala” o ponad czterdzieści kilogramów.

Dzień później, w ringu, było widać wielką siłę Amerykanina. Był jak walec, który taranuje wszystko na swojej drodze. W pierwszej rundzie Adamek jeszcze stawiał opór, ale egzekucja wisiała w powietrzu. Nie było szybkości, nogi nie pracowały tak jak kiedyś. Adamek kilka razy trafił, ale na Millerze te ciosy nie robiły żadnego wrażenia. Były jak ukąszenia komara.

W drugiej rundzie było już po wszystkim. Miller załatwił sprawę dwoma mocnymi podbródkowymi. Walka trwała krótko i pokazała, że Adamek nie jest już w stanie rywalizować na najwyższym poziomie. Większość ekspertów wiedziała to już przed pojedynkiem w Wintrust Arenie. „Góral” i jego team przekonali się dopiero po konfrontacji z Millerem.

Adamek poszedł o jeden most za daleko, ale nie musi nikogo przepraszać. Swoje w boksie zrobił. Na pewno nie rozmienił kariery na drobne. Przegrać z Millerem to żaden wstyd. „Góral” może iść na bokserską emeryturę z podniesioną głową. Tylko szkoda, że godnych następców nie widać.

Krzysztof Smajek

Reklamy

adamek_noc_zemsty

(więcej…)

borek_adamek

– Jeśli Tomek wygra z Millerem, to jesteśmy już z panem Hearnem po słowie w sprawie bardzo dużej walki z jednym z jego zawodników. Czarny scenariusz? Z Tomkiem na ten temat nie rozmawiam, bo on nie dopuszcza myśli o porażce. Ale ja zakładam różne warianty – mówi Mateusz Borek w rozmowie z Krzysztofem Smajkiem.

(więcej…)

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

DSC_7173

Tomasz Adamek zbił w Częstochowie Joeya Abella i idzie dalej. Po walce nie chciał za dużo mówić o swojej przyszłości, ale w tym roku planuje jeszcze wejść do ringu. Najpierw musi przekonać żonę, która nie jest zadowolona z jego przedłużającej się kariery. – Może Mateusz Borek będzie musiał przyjechać do New Jersey na negocjacje. Ciężko jest z moją babą dyskutować – żartował Tomek.

Adamek wygrał trzy walki z rzędu. Po pojedynku z Abellem awansował na piętnaste miejsce w rankingu wagi ciężkiej portalu boxrec.com. Za chwilę mogą rozdzwonić się telefony z propozycjami, bo „Góral” ma nadal duże nazwisko w branży. Pięściarzy z czołówki wagi ciężkiej chętnych do walki z Adamkiem nie powinno brakować.

„Góral” na tle ostatnich przeciwników wyglądał, jakby miał o kilka lat mniej. Widać, że Guss Curren rozpalił w nim ogień, który przestał się nawet tlić, gdy w jego narożniku stał Roger Bloodworth. Musimy jednak pamiętać, że Haumono, Kassi i Abell nie są zawodnikami z czołówki wagi ciężkiej. Nie stoją nawet na jej zapleczu.

Dlatego szukając kolejnego rywala dla Adamka, trzeba iść tokiem myślenia Mateusza Borka i uważać na to, żeby Tomek nie dał sobie zrobić krzywdy. Lepiej nie zawracać sobie głowy walkami z wielkimi chłopami, którzy mają ciężkie łapy. Joshua, Wilder, Ortiz, Tyson Fury, Whyte czy Breazeale odpadają. Ci panowie już odjechali Tomkowi. Ani Guss Curren, ani Jakub Chycki nie są cudotwórcami, żeby zrobić z „Górala” równorzędnego przeciwnika dla wspomnianych kolosów.

(więcej…)

(więcej…)

borek

  • Dlaczego Joey Abell został rywalem Tomasza Adamka?
  • Czy były prowadzone negocjacje z Erikiem Moliną?
  • Jaką najwyższą kwotę usłyszał Mateusz Borek od pięściarza lub jego promotora, któremu zaproponował występ na Polsat Boxing Night?
  • Którą walkę na Polsat Boxing Night w Częstochowie było najtrudniej dopiąć?

(więcej…)

DSC_4085

W jakim stanie jest polski boks zawodowy? Jeżeli spojrzymy na podnoszącego się z desek Krzysztofa Zimnocha, którego w Radomiu zbił rzemieślnik Joey Abell, jeżeli policzymy celne ciosy zadane przez Krzysztofa Włodarczyka w pojedynku o mistrzostwo świata z Muratem Gassijewem (cztery sztuki), jeżeli przypomnimy sobie o dopingowej wpadce Andrzeja Wawrzyka, jeżeli poczytamy ostatnie wypowiedzi Kamila Łaszczyka żalącego się na promotorów, jeżeli posłuchamy Marcina Najmana, który z pełną powagą opowiada, że ściągnie do Polski Tysona Fury’ego, jeżeli zacytujemy słowa Macieja Miszkina, który podczas komentowania walki zawodowców, mówi do redaktora Kostyry: panie Andrzeju, Fekete nie potrafi boksować, to bez chwili zastanowienia możemy stwierdzić, że marnie to wszystko wygląda, trumna się zatrzasnęła i idzie już ksiądz z kropidłem.

Na szczęście możemy jeszcze spojrzeć w drugą stronę. Tam widzimy Michała Syrowatkę nokautującego Robbiego Daviesa Jr na jego terenie, tam widzimy Macieja Sulęckiego, który za chwilę powinien dostać mistrzowską szansę, tam widzimy ambitnego Roberta Talarka, który na co dzień w kopalni zjeżdża na dół, ale w rankingach jedzie do góry aż miło, tam widzimy Tomasza Adamka, który pokazuje, że 40-latek nie musi zbierać po głowie i może jeszcze przyciągnąć publikę na trybuny i przed telewizory, tam widzimy też dwie gale: Polsat Boxing Night 7 i „Noc Wojowników”, na których można było obejrzeć kawałek dobrego boksu.

Pięściarz roku w Polsce? Wakat

Podsumowując 2017 rok w wykonaniu polskich pięściarzy stworzyliśmy trzy kategorie i tam powrzucaliśmy poszczególne nazwiska. Teoretycznie z pierwszej kategorii powinniśmy wybrać pięściarza 2017 roku w Polsce. Na to miano najbardziej zasłużył chyba Maciej Sulęcki, ale w tym roku lepiej zostawić wakat w tej kategorii, bo żaden zawodnik nie błyszczał jakoś wyjątkowo na tle innych.

Kategoria 1. To był dobry lub bardzo dobry rok w ich wykonaniu:

Michał Syrowatka – trzy walki, trzy wygrane. Pojedynki z Trayą i Szotem były tylko zaprawką przed konfrontacją z Daviesem. Michał po porażce z Rafałem Jackiewiczem chciał kończyć karierę, niecałe dwa lata później przywiózł z terenu wroga pas WBA Continental w wadze superlekkiej.

Maciej Sulęcki – trzy walki, trzy zwycięstwa. Zbił dwóch leszczy, ale później dostał walkę z Jackiem Culcayem i miał pełne ręce roboty. Zdał ważny egzamin i jedzie dalej. Już zarzucił wędkę do stawu, w którym pływają mistrzowie świata.

Adam Kownacki – dwie walki, dwie wygrane. Prawie nikt mu nie wierzył, gdy twierdził, że znokautuje Artura Szpilkę. Zrobił to bez problemu i dzisiaj może mierzyć coraz wyżej. Miesiąc temu w rozmowie z Po Gongu mówił: „Nie chcę być znany tylko z tego, że pokonałem Artura Szpilkę. Mam trochę wyższe cele.” Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku zobaczymy go na polskim ringu. To dobra wiadomość, bo pojedynki Kownackiego ogląda się przyjemnie.

Robert Talarek – trzy pojedynki, trzy zwycięstwa. W Polsce długo był niedoceniany. Brał walki w różnych zakątkach Europy, raz wygrywał, raz przegrywał i tak toczyło się jego bokserskie życie. W końcu zaczął kolekcjonować zwycięstwa. Pokonując na PBN 7 Norberta Dąbrowskiego, ładnie przedstawił się polskim kibicom. Pod koniec roku przywiózł z Francji pas IBO Inter-Continental kategorii średniej.

Mateusz Tryc – cztery walki, cztery wygrane. W 2017 roku stawiał pierwsze kroki na zawodowych ringach. Robił to bez kompleksów, wybił czterech rywali – każdego przed czasem. Może być o nim głośno.

Kategoria 2. To był całkiem niezły rok w ich wykonaniu:

Tomasz Adamek – dwa pojedynki, dwa zwycięstwa. Jeszcze chce mu się zasuwać na treningach, jeszcze dostaje zgodę od żony na wejścia do ringu, dlatego boksuje i zarabia dutki. W tym roku pokonał Haumono i Kassiego, więc nie ma się do czego przyczepić. Swoje zrobił i ma apetyt na więcej. Musi jednak uważać, żeby nie pójść o jeden most za daleko.

Robert Parzęczewski – cztery walki, cztery wygrane. Trochę się w ostatnich 12 miesiącach narobił, ale nie miał zbyt wymagających rywali. Po walce z Tomasem Adamkiem wyglądał, jakby pracował bez kombinezonu w rzeźni.

Adam Balski – cztery pojedynki, cztery razy ręka w górze. Kombinację ciosów, którą wykończył w Ełku rywala z Ukrainy, mamy do dzisiaj przed oczami. To był pokaz boksu. O walce z Łukaszem Janikiem nie ma sensu wspominać, bo to były jaja. Złamana szczęka podczas „Nocy Wojowników” trochę skomplikowała jego plany. Miał trenować w USA, ale na razie ten wyjazd stanął pod znakiem zapytania.

Mateusz Masternak – trzy walki, trzy wygrane. Podczas PBN 7 wraz z Siłłachem odpalili fajerwerki, fajnie się to oglądało. Ostatnio „Master” zaczął romansować z KSW, więc nie wiadomo, jak dalej potoczy się jego bokserska kariera.

Mariusz Wach – dwie walki, wygrana i przegrana. Sam się zdziwił, gdy sędziowie uznali, że wygrał na punkty z Erkanem Teperem w Niemczech. Patrząc obiektywnie, Mariusz zasłużył na zwycięstwo. Szkoda porażki z Millerem, bo gdyby nie kontuzja, Wach mógłby zbić tego wyszczekanego grubasa i dzisiaj byłby w zupełnie innym miejscu.

Łukasz Wierzbicki – 3 pojedynki, trzy do przodu. Pod koniec 2017 roku jego dorobek na zawodowych ringach to 14-0. Na papierze ładnie to wygląda, ale musi jeszcze ostro zasuwać, bo podczas „Nocy Wojowników” wyszło sporo jego braków. Musi dać Michałowi Żeromińskiemu rewanż, bo inaczej nie wypada.

Do tej kategorii możemy wrzucić jeszcze: Przemysława Runowskiego, Kamila Szeremetę, Patryka Szymańskiego (tylko jedna walka w 2017 roku), Pawła Stępnia, Marka Matyję, Norberta Dąbrowskiego (porażka z Talarkiem to dwa kroki do tyłu), Jordana Kulińskiego, Rafała Jackiewicza (dla niego boks to już zabawa, dostał walkę o pas EBU-EU i to się liczy) i Siergieja Werwejko, dla którego ostatnie miesiące były szalone. Najpierw zebrał po głowie od Nascimento, później pokonał faworyzowanego (przereklamowanego) Aguilerę, a na koniec roku wszedł do ringu z rywalem, który między linami robił za klauna.

Kategoria 3. To był fatalny rok w ich wykonaniu:

Andrzej Fonfara – dwie walki, jedna wygrana, druga w plecy. W zasadzie mógł się znaleźć w kategorii wyżej, bo w końcu pokonał Chada Dawsona, ale jego celem było zdobycie mistrzowskiego pasa. Niestety, w walce z Adonisem Stevensonem nie miał nic do powiedzenia. Od Andrzeja musimy wymagać znacznie więcej.

Artur Szpilka – jedna przegrana walka. Na początku roku miał mieć duży pojedynek, ale nic z tego nie wyszło. Później dostał lanie od Adama Kownackiego i to byłoby na tyle. Po operacji ręki i rehabilitacji zaczął treningi z Andrzejem Gmitrukiem. Promotorów Szpilki może martwić fakt, że Artur coraz częściej spogląda w stronę MMA.

Andrzej Wawrzyk – brak pojedynków. Miał walczyć z Deontayem Wilderem, ale wpadł na dopingu i cały rok przeleżał na kanapie. Dzisiaj nie wiadomo, czy on jeszcze jest w tym biznesie, czy już go nie ma.

Izu Ugonoh – jedna walka, jedna przegrana. Po porażce z Dominikiem Breazeale’em zebrał sporo komplementów. Trzecia runda tej walki została nominowana do „Rundy Roku 2017” w plebiscycie The Ring. Słabe to jednak dokonania, bo trzeba pamiętać, że Izu został znokautowany, a później wypadł z obiegu na długie miesiące.

Krzysztof Głowacki – dwie walki, dwie wygrane. Na papierze niby wszystko się zgadza, ale pamiętajmy, że „Główka” jeszcze niedawno był mistrzem świata. W 2017 roku miał kłopoty zdrowotne, walczył ze śmiesznymi rywalami, był rezerwowym w WBSS. Na plus należy zapisać to, że po słabym roku jest bardzo wysoko w rankingach.

Kamil Łaszczyk – jedna wygrana walka/sparing. Swoją sytuację najlepiej przedstawił pięściarz w rozmowie z Hubertem Kęską: „A ja jestem w dupie, inaczej tego nie nazwę. Nawet nie stoję w miejscu, cofam się. Lata lecą, a ja boksuję ze słabszymi zawodnikami niż na samym początku kariery.” Nie trzeba nic dodawać.

Krzysztof Zimnoch – trzy pojedynki, dwa zwycięstwa i porażka. Rok zaczął od wyrównania rachunków z Mike’em Mollo, później obił wyciągniętego z sanatorium Michaela Granta, na koniec Joey Abell wybił mu z głowy boks. Dzisiaj Zimnoch chce walczyć w MMA, a jeszcze niedawno mówił, że chce być mistrzem świata w boksie.

Krzysztof Włodarczyk – dwie walki, wygrana i przegrana. Pojedynek z Gassijewem pokazał, że Diablo nie jest już w stanie rywalizować ze światową czołówką w swojej kategorii wagowej.

Do powyższego grona możemy jeszcze dodać: Dariusza Sęka, Michała Cieślaka, Krzysztofa Kopytka i Marcina Rekowskiego (pamiętny nokaut z rąk Takama).

Wrzucając nazwiska pięściarzy z tych trzech kategorii do jednego kotła i mieszając, wychodzi na to, że tragedii z polskim boksem zawodowym jeszcze nie ma, ale czerwona lampka kilka razy się zapaliła. Najbardziej niepokojące jest to, że w ostatniej kategorii znalazły się nazwiska zawodników, którzy są, albo jeszcze niedawno byli wizytówką polskiego boksu zawodowego. Mowa o byłych mistrzach świata i pretendentach do walk o pasy, którzy ostatnie 12 miesięcy mogą spisać na straty.

FOT 400MM.PL

  • Tomasz Adamek już kilka razy wspominał o zakończeniu kariery, ale nie odłożył rękawic do szafy.
  • W sobotę w Częstochowie znów zobaczymy go w ringu. Jego rywalem będzie Fred Kassi.
  • Kameruńczyk zapewniał na konferencji, że nie przyjechał do Częstochowy tylko po pieniądze.
  • „Góral” nie może się potknąć, bo w jego przypadku jest prosta matematyka: porażka=emerytura.
  •  
    Gus Curren w trzecim odcinku „Drogi do Częstochowy” przytoczył swoją pierwszą rozmowę z Tomkiem Adamkiem. Trener spytał wprost: Po co to robisz? Dla pieniędzy? Chcesz jeszcze raz wygrać i odejść na emeryturę?

    „Góral” odpowiedział: Nie. Chcę być mistrzem świata.

    Curren twierdzi, że bez takiego podejścia Adamka ich współpraca nie miałaby sensu. Później panowie wzięli się do roboty.

    Nie dla niego wędka i ryby

    Na chwilę cofnijmy się w czasie. Sierpień 2015 roku, fragment wywiadu PoGongu.pl z Tomaszem Adamkiem.

    W środowisku słychać opinię, że Roger Bloodworth nie jest w stanie z pana już więcej wycisnąć. Myślał pan o zmianie trenera?

    Nigdy o tym nie myślałem, bo od Rogera nauczyłem się bardzo dużo. Dzisiaj mam 39 lat i jestem zdrowy, nie przyjąłem zbyt wiele ciosów w wadze ciężkiej, a boksowałem z pięściarzami, którzy potrafią mocno uderzyć i to jest jego zasługą. Zostaję z Rogerem do końca mojej kariery.

    Adamek nawet po przegranych walkach twierdził, że jego współpraca z Bloodworthem dobrze się układa i za każdym razem powtarzał, że nie chce zmieniać trenera. Jednak gołym okiem było widać, że to nie ma sensu. Pojawiły się porażki, „Góral” gasł z walki na walkę. Było nawet słychać opinie, że na sali treningowej to ogon kręci psem. W końcu ich współpraca dobiegła końca. Roger Bloodworth po raz ostatni był w narożniku „Górala” podczas walki z Erikiem Moliną.

    Od 2014 roku Adamek nieśmiało żegna się z ringiem. O chęci zakończenia kariery wspominał po przegranych z Głazkowem, Szpilką i Moliną. Każda porażka go bolała, wiedział, że czas ucieka. Ziggy Rozalski proponował mu wędkę i ryby, ale Adamek nie skorzystał z tej propozycji. Pakował torbę, wsiadał w samolot i leciał do Polski na obóz.

    Warto zauważyć, że obozy w Osadzie Śnieżka, współpraca z Jakubem Chyckim i zmiana trenera, mocno go odmieniły. Adamkowi chce się zasuwać na sali, nie widać po nim tych 40 lat na karku. Mateusz Borek na konferencji prasowej stwierdził nawet, że „Tomek jest chyba najmłodziej wyglądającym 40-latkiem w świecie boksu”.

    Fajnie o Adamku wypowiedział się też Adam Balski, który na łamach „Gazety Wrocławskiej” stwierdził: „Muszę powiedzieć, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak szybkim zawodnikiem musiał być Tomek 10 lat temu, skoro teraz jest taki szybki.”

    40-latek bije seriami

    Niektórzy twierdzą, że Adamek wraca na ring dla pieniędzy. Kiedyś zarzucał mu to choćby Dariusz Michalczewski. „Góral” za każdym razem na takie zaczepki odpowiada w ten sam sposób: „Bogu dziękować, mam dobrą żonę, która potrafi gospodarować pieniędzmi. Nie wychodzę do ringu dla pieniędzy.”

    Adamka po raz ostatni widzieliśmy w akcji podczas gali Polsat Boxing Night 7. Bez żadnych problemów rozprawił się z Salomonem Haumono. Wtedy w jego narożniku stał już Gus Curren. „Góral” na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 10 rund. Nie zapominajmy jednak, że Haumono to pięściarz z trzeciej ligi.

    Kolejnym rywalem Adamka też nie będzie żaden artysta ringu. Fred Kassi to solidny rzemieślnik z przeciętnym rekordem. Warto jednak podkreślić, że Kameruńczyk stawiał twardy opór w pojedynkach z takimi rywalami jak: Dominic Breazeale, Hughie Fury czy Chris Arreola. Z Adamkiem też będzie się bił. Kassi miał dziesięć tygodni na przygotowania, więc powinien być w dobrej formie.

    Duża walka na horyzoncie?

    Kameruńczyk zapewniał na konferencji, że nie przyjechał do Częstochowy tylko po pieniądze. Twierdzi, że jest gotowy na ringową wojnę. Adamek nie chce głośno mówić o swoich sportowych planach, ale wiadomo, że pojedynek z Kassim ma mu uchylić drzwi do większych wyzwań.

    „Góral” marzy jeszcze o jednej dużej wale. – Gdzieś z tyłu głowy myślimy już o wiośnie 2018 roku. Może będzie to gala Polsat Boxing Night, może Wyspy Brytyjskie, ale najpierw trzeba pokonać Kassiego – twierdzi Mateusz Borek w rozmowie z „Gazetą Wrocławską”. Promotor MB Promotions i dziennikarz Polsat Sport podkreśla, że walka w Częstochowie, może być ostatnim pojedynkiem Adamka w ojczyźnie.

    Eksperci i bukmacherzy nie mają żadnych wątpliwości – faworytem konfrontacji Adamek vs Kassi jest polski pięściarz. „Góral” może mieć w sobotę pełne ręce roboty, ale jeśli chce zostać w tym biznesie, musi wygrać. – Jeśli to się nie uda, to będzie to game over naszego mistrza – dodaje Borek.

    balski

    Adam Balski na zawodowych ringach postawił dopiero dziesięć kroków, ale już zrobiło się o nim głośno, bo widać, że drzemie w nim spory potencjał. Jego promotor w kolejnym pojedynku chętnie zestawiłby go z Krzysztofem Włodarczykiem.

    Prawy na dół – lewy na dół – lewy podbródkowy – prawy prosty. Po tej kombinacji Adama Balskiego Taras Oleksijenko padł na deski. Ukrainiec próbował się podnieść, ale został wyliczony przez sędziego. W końcu wstał, ale jeszcze przez chwilę chwiał się na nogach. Komentujący walkę Andrzej Kostyra mówił: „On jest jeszcze nieprzytomny. Nie wie, czy jest we Lwowie, Dessau czy Ełku. Ależ fenomenalnie zakończył ten pojedynek Balski.” [tutaj skrót walki]

    Komplementy od Szpilki

    Takiej kanonady w wykonaniu polskiego pięściarza dawno nie widzieliśmy. Pod wrażeniem był też Artur Szpilka, który pisał na Twitterze: „Obejrzałem walkę Adama Balskiego i powiem tak: ma to coś chłopak. Pierwszy raz widziałem go w akcji, rzadko u polskich zawodników ogląda się łatwość zadawania podbródkowych i ogólnie kombinacji.”

    – Obawiałem się tej walki, bo wiedziałem, że pięściarze z Ukrainy potrafią boksować, że Taras Oleksijenko nie przyjedzie tylko po wypłatę. Balski zdał trudny egzamin w Ełku – mówi Po Gongu Mariusz Grabowski, promotor Tymex Boxing Promotions. To była dziewiąta walka Balskiego na zawodowych ringach. Wcześniej tylko dwóch rywali przetrwało z nim cały dystans – Łukasz Rusiewicz i Dariusz Skop.

    Pięściarz z Kalisza szerszej publiczności przedstawił się podczas gali Polsat Boxing Night 7. Pierwotnie jego rywalem miał być Vikapita Meroro, ale Namibijczyk z powodu spraw rodzinnych nie mógł wpaść do Polski. Zastąpił go Łukasz Janik. Na papierze zestawienie Balski va Janik wyglądało interesująco, ale w 4. rundzie było już po wszystkim, bo nieprzygotowany Janik zebrał oklep. „Lucky Look” nie chciał pogodzić się z werdyktem i próbował wszystkim wmówić, że otrzymał cios poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że nie miał racji.

    O walce w Ergo Arenie pisaliśmy tak:

    Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie.

    – Chcieliśmy dać Janikowi rewanż, skoro tak się tego domagał. Był pomysł, żeby panowie weszli do ringu w Częstochowie. Na początku Łukasz powiedział, że porozmawia z trenerem i da mi znać. Później widziałem, że był na sparingach u Wacha i ponowiłem pytanie. Odpowiedział, że ma problem z kolanem i zrezygnował z walki z Adamem – mówi Grabowski.

    Z sali treningowej do roboty

    Zamiast Janika rywalem Balskiego 18 listopada w Częstochowie będzie Demetrius Banks (9-2). Do tego pojedynku pięściarz Tymexu przygotowuje się w towarzystwie Tomasza Adamka oraz trenerów – Gusa Currena i Jakuba Chyckiego w „Osadzie Śnieżka”. – Nigdy nie trenowałem tak ciężko jak teraz – na każdym kroku podkreśla Balski. To są jego pierwsze profesjonale przygotowania, wcześniej boks łączył z pracą zawodową.

    Pracował jako kierowca w firmie transportowej. O 8 rano był na sali treningowej, później ruszał w drogę. – Przewożę armaturę łazienkową. Najpierw załadowuję busa, ok. 50 kartonów. Jadę na niemiecką granicę i jeśli wrócę ok. 21, to jeszcze idę na salę potrenować – tak kilka miesięcy temu Balski opisywał swoje życie codzienne w rozmowie z „Super Expressem”.

    – Już jakiś czas temu doszliśmy do wniosku, że nie ma sensu, żeby Adam łączył pracę zawodową z boksem. Tylko problem polega na tym, że on nawet teraz mówi, że po pojedynku w Częstochowie chciałby wrócić do pracy. Jest bardzo pracowity i nie może usiedzieć w jednym miejscu. Śmieję, że ma ADHD, bo cały czas musi coś robić. Mam nadzieję, że po walce z Banksem wybijemy mu z głowy ten pomysł i zajmie się tylko boksem – mówi Grabowski.

    – Moim zdaniem da się połączyć pracę zawodową z boksem. Jako przykład niech posłuży tutaj Robert Talarek, który jest na etacie w kopalni. Takie rozwiązanie często jest praktykowane w USA. Boks bardzo wymęcza zarówno fizycznie jak i psychicznie. Jeśli Adam będzie się dobrze prowadził, a jego praca nie będzie mocno absorbująca, to da mu luz psychiczny i odciągnie go mentalnie od boksu. Oczywiście tak można robić do pewnego momentu. Gdy przyjdzie czas na ważniejsze walki, trzeba skoncentrować tylko na boksie – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Miszkiń.

    Laurka od Currena

    Gus Curren po kilku tygodniach wspólnych treningów wystawił Balskiemu na łamach „SE” taką oto laurkę:

    „To świetny dzieciak, jest bardzo pilnym uczniem. Zostaje po treningach, by podglądać Tomasza Adamka, słucha, co się do niego mówi, zadaje też dużo pytań. Chłonie wiedzę i nie mam wątpliwości, że będzie mistrzem świata.

    – Nie chcę podważać słów trenera, bo on jest codziennie z Adamem na sali, ale ja spokojnie podchodzę do tego typu opinii. Oczywiście nie mam nic przeciwko temu, żeby słowa Gusa miały w przyszłości pokrycie w faktach. Jedno jest pewne, Balski jest jednym z większych talentów w polskim boksie – twierdzi Grabowski.

    – Amerykańscy trenerzy mają takie podejście do pięściarzy. W ten sposób budują relacje z zawodnikami, motywują ich. Podobnie postępuje Andrzej Gmitruk, który od początku wmawia zawodnikowi, że stać go na wiele – dodaje Miszkiń.

    Z Włodarczykiem nawet jutro

    Mariusz Grabowski jeszcze niedawno wspominał, że w przyszłości chciałby zobaczyć Balskiego w ringu z Krzysztofem Włodarczykiem. W czerwcu w rozmowie z bokser.org mówił: Jeśli Włodarczykowi nie powiodłoby się w turnieju WBSS, to taki pojedynek miałby sens. Jeśli spadać, to tylko z wysokiego konia.” Diablo przegrał z Gassijewem, więc warto wrócić do tego tematu.

    Grabowski: Nadal jestem otwarty na walkę Balski vs Włodarczyk. Tylko nie wiem, czy druga strona się na to zgodzi i przede wszystkim nie mam pojęcia, jakie miałaby żądania finansowe. Diablo to w końcu były mistrz świata i za darmo walczyć nie będzie.

    Miszkiń: Za takim pojedynkiem musiałyby iść duże pieniądze, a przecież w tym momencie konfrontacja Włodarczyka z Balskim nie sprzeda się w systemie PPV, więc nie będzie miał, kto pokryć gaży Krzyśka. Andrzej Wasilewski będzie chciał na nim zarobić, więc pewnie postawi zaporowe warunki. Gdyby promotor Krzyśka był przekonany, że Diablo wygra z pięściarzem Tymexu, dałby mu zielone światło, bo przecież odniósłby same korzyści z takiego pojedynku. Włodarczyk miałby walkę na odbudowanie i jeszcze ktoś zapłaciłby mu gażę. Podejrzewam jednak, że pan Wasilewski może mieć wątpliwości, czy Diablo wygrałby z Balskim, dlatego nie wierzą, że dojdzie do takiej walki. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłby chyba pojedynek Szpilki z Włodarczykiem. Niezależnie od tego, kto wygra, Andrzej Wasilewski wyjdzie na tym dobrze pod względem finansowym.

    Grabowski: Jestem święcie przekonany, że Balski pokonałby Włodarczyka. Nawet w swojej następnej walce.

    Miszkiń: Balski w takim pojedynku dałby z siebie wszystko, to byłaby jego walka życia. Krzysiek już niekoniecznie miałby takie podejście. Adam jest na tym samym poziomie co Noel Gevor, który postawił Krzyśkowi trudne warunki, więc też miałby szanse w konfrontacji z Włodarczykiem. Na pewno nie można go skreślać.

    Będą patrzeć mu na ręce

    Teraz Balski nie może zawracać sobie głowy potencjalną walką z Włodarczykiem, bo najpierw musi uporać się z Banksem w Częstochowie. Oczekiwania wobec pięściarza z Kalisza są duże, wszyscy będą patrzeć mu na ręce. W ringu pokaże się przed Tomkiem Adamkiem.

    – To będzie dla Adama najtrudniejszy test w zawodowej karierze – uważa Grabowski. – Banks to przeciwnik walczący w innym stylu niż dotychczasowi oponenci Balskiego. Stawiam jednak, że to będzie łatwa robota dla Polaka – dodaje Miszkiń.

    Promotor Balskiego twierdzi, że dalsza współpraca pięściarza z Gusem Currenem jest nieunikniona. W planach jest wylot zawodnika do USA. Balski nie może sobie pozwolić na potknięcie w najbliższym pojedynku. – Pod względem rankingowym walka z Banksem niewiele da Adamowi. To jest raczej inwestycja w promocję tego zawodnika. Po 18 listopada może być bardziej rozpoznawalny w naszym kraju, a wtedy jego promotor będzie mógł zrobić galę z Balskim w walce wieczoru w kilku miastach w Polsce – kończy Miszkiń.

    Po pojedynku w Częstochowie będziemy trochę więcej wiedzieć o Balskim. Zobaczymy, ile dały mu wspólne treningi z Adamkiem, czego nauczył się od Currena. Mariusz Grabowski zdaje sobie sprawę, że w swojej stajni ma konia, w którego warto zainwestować. Dla promotora to też jest spore wyzwanie, bo karierę Balskiego trzeba umiejętnie poprowadzić, nie można go od razu rzucić na zbyt głęboką wodę.

    Krzysztof Smajek