Posts Tagged ‘tomasz adamek’

saleta_foto
Fot. http://www.maciejgillert.pl

Po kilku ostatnich pojedynkach wydaje się, że polska waga ciężka istnieje tylko na papierze. Patrzysz w lewo: na deskach leży Artur Szpilka, patrzysz w prawo: znokautowany zostaje Krzysztof Zimnoch. Znów patrzysz w lewo: widzisz poturbowanego Izu Ugonoha. Źle to wygląda. Przemek Saleta bez cienia wątpliwości mówi w rozmowie z Po Gongu, że sytuacja jest fatalna.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAPRASZAMY NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Czemu się zaśmiałeś, gdy powiedziałem, że chcę porozmawiać o polskiej wadze ciężkiej?

Bo tak naprawdę nie ma teraz, o czym rozmawiać. Gdybyś poruszył ten temat rok temu, nastrój do rozmowy był zupełnie inny.

W jakim stanie jest dzisiaj polska waga ciężka?

W fatalnym, bo jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Adam Kownacki. Ci, którzy uważali, że są najlepsi, czyli Artur Szpilka i Krzysztof Zimnoch, zostali rozjechani w ostatnich walkach i nie wiadomo, czy będą w stanie się odbudować. Mariusz Wach, mówiąc żartem, nie wiem, czy jeszcze żyje. Izu Ugonoh też jest po przegranej, jego kariera znalazła się w fazie zawieszenia. Generalnie problem z polskim pięściarzami jest taki, że żaden nie ma swojego stylu. Swój styl miał Szpilka, ale moim zdaniem przegrał z własnym ego. Po porażce z Wilderem powinien stoczyć 1-2 łatwe, mało płatne walki, żeby się odbudować, ale on szukał kasy i uważał, że jest gotowy na duże pojedynki. Nie ocenił realnie swoich możliwości. Było widać, że nokaut z rąk Wildera został w jego głowie. Artur jest bardzo charakternym zawodnikiem, gdy lądował na deskach w walkach z Mollo, to wstawał i wygrywał przez nokaut. A w pojedynku z Kownackim wydaje mi się, że dopadło go przerażenie.

W jaki sposób powinna być poprowadzona kariera Szpilki, żeby go przywrócić na właściwie tory?

Przede wszystkim spokojnie i bez szaleństw. Artur potrzebuje kilku pojedynków, żeby się odbudować i zdobyć pewność siebie. Być może walka z Krzysztofem Zimnochem byłaby teraz w jego zasięgu i do wygrania. Na pewno za taki pojedynek więcej by mu wpadło do kieszeni niż za zwykłą konfrontację na przetarcie.

Trwają przymiarki, żeby do tej walki doszło w grudniu. Starcie Szpilki z Zimnochem ma sens?

Ze sportowego punktu widzenia ich walka nigdy nie miała sensu. Oni byli zupełnie inaczej prowadzeni. Wcześniej ten pojedynek opłacał się tylko Zimnochowi, bo po wygranej z Arturem mógł zaistnieć w rankingach. Szpilka miał do załatwienia tylko osobiste sprawy, przy okazji mógł zarobić kasę. Teraz ich konfrontacja budzi emocje, bo opiera się na konflikcie, który ciągnie się od kilku lat.

Ta walka może sprzedać PPV w ilościach hurtowych i być biznesowym strzałem w dziesiątkę?

Wydaje mi się, że nie. W tym momencie ciężko mi sobie wyobrazić walkę w polskim boksie, która by się dobrze sprzedała w PPV. Obojętnie, w jakiej kategorii wagowej.

Czy przegrany pojedynku Zimnoch vs Szpilka będzie musiał zmienić branżę?

Nie wiem, ale musiałby na pewno skorygować swoje aspiracje. Jest wielu pięściarzy, którzy jeżdżą po świecie i zarabiają pieniądze w ringu. Nie mają ambitnych celów sportowych, ale żyją z boksu. Im lepszy rekord, tym więcej zarabiają. Tylko nie wiem, czy któregoś z nich to by interesowało.

Federacja KSW delikatnie romansuje z Arturem Szpilką. Widziałbyś go w oktagonie?

To zależy od tego, z kim by walczył. Ja pierwszy pojedynek wziąłem z gościem, który był zapaśnikiem. Miał ponad 20 stoczonych walk w MMA. To był bez sensu pomysł, ale taką dostałem propozycję i ją przyjąłem. Jeśli w przypadku Artura w grę wchodziłaby walka ze stójkowiczem o podobnym doświadczeniu, to może miałoby to rację bytu. Na pewno z komercyjnego punktu widzenia ma to sens. „Szpila” budzi emocje, sprzedaje walki, ale moim zdaniem ma coś jeszcze do udowodnienia, choćby sobie, w boksie. Większą kasę też może zarobić w ringu niż oktagonie. Oczywiście, jeśli wróci na odpowiedni poziom. Artur ma talent, żyje boksem, jest bardzo pracowity. Ma oczywiście też wady, ale dałbym mu kredyt zaufania. Niech jeszcze boksuje.

Krzysztof Zimnoch jest przeciętnym pięściarzem, czy walka z Abellem mu po prostu nie wyszła?

Krzysiek jest przeciętny we wszystkim, nie ma choćby jednej rzeczy, która byłaby bardzo dobra. Są pięściarze, którzy są słabi albo przeciętni w wielu elementach, ale mają coś ekstra: błysk, timing, mocne uderzenie, kondycję. Jakiś element, z którego korzystają w trudnych momentach. Z Zimnochem problem jest taki, że ma poprawną technikę, kondycję i szybkość, przeciętne warunki fizyczne i uderzenie, ale nie ma niczego wybitnego. Ja przynajmniej nie dostrzegam.

Chyba możemy powiedzieć, że jest odporny na ciosy. Od Abella sporo przyjął.

Na stojąco oglądałem walkę parę metrów od ringu i powiem szczerze, że przerażający był odgłos rękawicy Abella, która uderzała w głowę Zimnocha. Krzysiek stał, nie chwiał się po zainkasowaniu wielu mocnych ciosów, ale nie możemy od razu mówić, że ma szczękę z betonu. Jest jakiś limit ciosów, które można zebrać na głowę. W jednej walce przyjmujesz dużo, w drugiej nie masz już takiej odporności na ciosy. Pojedynek w Radomiu kosztował Zimnocha sporo zdrowia, w końcu skończył go na deskach po bardzo ciężkim nokaucie.

Joey Abell to średniak, niektórzy mówią o nim: ekskluzywny journeyman. Czy któryś z polskich „ciężkich” mógłby go pokonać?

Wydaje mi się, że „Szpila” z walki z Wilderem dałby sobie z nim radę. Dzisiaj chyba tylko Wach… Mariusz jest dużym znakiem zapytania, ale przy swoich warunkach fizycznych mógłby wygrać z Abellem. Wydaje mi się, że byłaby to dobra walka, bo Mariusz mógł i może przyjąć. Tylko mam wątpliwości, czy pomiędzy pojedynkami dba o formę.

Powiedziałeś na początku rozmowy, że jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Kownacki. Adam może być poważnym graczem w wadze ciężkiej?

Obecnie w wadze ciężkiej jest wielu wielkich chłopów, a wydaje mi się, że Kownacki z dwumetrowcami będzie miał problem.

Czyli nie wyjdzie z zaplecza czołówki królewskiej dywizji?

Nie chciałbym tak mówić, bo Adam jest niepokonany, wygrał walkę ze Szpilką, w której prawie nikt na niego nie stawiał. Trzeba oceniać go z tego punktu widzenia. Ma trudny styl boksowania. Zadaje dużo ciosów, ma ciężkie ręce, cały czas idzie do przodu, może przyjąć. Dla rywali jest to frustrujące. Z Adamem nie można się bić. Trzeba boksować, schodzić z linii, ale tak, żeby mieć go cały czas w zasięgu. Wydaje mi się, że jeszcze jedna-dwie walki i Kownacki może dostać pojedynek o tytuł. Zależy, z kim będzie walczył jesienią. Teraz, gdy jest kilku mistrzów świata, łatwiej otrzymać pojedynek o pas.

Boxing.pl podał informację, potwierdził ją Mateusz Borek, że było blisko walki Tomasza Adamka z Dereckiem Chisorą. „Górala” stać jeszcze na pojedynki z takimi rywalami? 

Jestem ostatnią osobą, która odradzałaby komuś boksowania. Jeśli Tomek czuje się na siłach, żeby walczyć z takimi przeciwnikami, to nic mi do tego. Chisory jednak nie przeceniajmy. Też jest po przejściach, ma za sobą sporo trudnych walk. Nie jest wielkim ciężkim, czasami bywa nieprzygotowany do pojedynków. Konfrontacja z Whyte’em kosztowała go sporo zdrowia.

Adamek może jeszcze namieszać?

Namieszać nie, ale może jeszcze zarobić pieniądze w ringu.

Wierzysz Albertowi Sosnowskiemu, że zakończy karierę. Po porażce z Łukaszem Różańskim mówił, że to była prawdopodobnie jego ostatnia walka.

Słowo „prawdopodobnie” trochę mnie przeraziło. Szczerze mówiąc, nie pozwoliłbym mu walczyć już teraz. Znam Alberta, znam też Różańskiego i wiedziałem, że taki będzie scenariusz ich konfrontacji. Albert nie powinien już boksować, bo to może źle się skończyć dla jego zdrowia. Podam przykład Johna Braya, mojego znajomego, z którym przesparowaliśmy setki rund. Był bardzo odporny na ciosy, kipiał z tego powodu z dumy. Stoczył niewiele walk, bo karierę bokserską zakończył z bilansem 15-3. Sparował jednak ze wszystkimi pięściarzami z czołówki wagi ciężkiej, między innymi z Mikiem Tysonem. Chłopak jest ode mnie dwa lata młodszy. Rok temu zdiagnozowali u niego Alzheimera, encefalopatię bokserską, urazy mózgu, brak pamięci krótkiej. Za wszystko się płaci, niekoniecznie od razu. Pewne rzeczy mogą wyjść po 10 latach. Dla Alberta ten przykład powinien być przestrogą. Poza tym John lubił się zabawić, wypić, a alkohol i boks nie idą w parze. Dzisiaj płaci za to straszną cenę.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy

FOT 400MM.PL

Opadł już kurz po gali Polsat Boxing Night 7. Tomasz Adamek faktycznie był Jokerem, ale show skradł mu Mateusz Masternak. Swoje pięć minut miał Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Nie zabrakło też kontrowersji. Z jajami Łukasza Janika w roli głównej. Z Ergo Areny raczej nikt nie wyszedł zawiedziony. 

Gdy po zakończeniu szóstej rundy Tomasz Adamek szedł do swojego narożnika, wiedzieliśmy już, że ma walkę pod kontrolą i że jeśli nie zdrzemnie się na moment, to spokojnie wygra. Solomon Haumono w każdej rundzie zbierał sporo ciosów, ale nie był ani razu podłączony, dlatego było też wiadomo, że pojedynek potrwa cały dystans.

„Góral” faktycznie był Jokerem

Adamek na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 12 rund. „Góral” był w tej walce Jokerem, tak jak anonsowano go na plakacie promującym galę. Jokerem na pewno nie był jego rywal. Mateusz Borek żartował po gali, że Haumono w hierarchii ważności kart spadł na „9”.

FOT 400MM.PL

Po gali próbowaliśmy ustalić, co czeka Adamka w najbliższej przyszłości, ale żadne konkrety nie padły. Ani z ust głównego zainteresowanego, ani promotora Borka. Jedno jest pewne, „Góral” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze zobaczymy go w ringu. Może wojować za granicą, ale w Polsce też nie zabraknie chętnych do walki z nim. Swoją kandydaturę już zgłosił Krzysztof Zimnoch. Tak na marginesie, to dobry pomysł na promocję. „Chcę walki z Adamkiem” – chwytliwe hasło, prawda?

Masternak skradł show Adamkowi

Mateusz Masternak i Robert Talarek to bez wątpienia najwięksi wygrani gali PBN 7. Ten pierwszy w pojedynku z Siłłachem zdał test na męskość i przy okazji skradł show Adamkowi. Był w tarapatach (rozcięty łuk brwiowy, liczenie), momentami walka wymykała mu się spod kontroli, ale dał radę. Ukłony, „Master”. Z obu stron oglądaliśmy boks w najlepszym wydaniu. Wynik był na styku, werdykt mógł pójść w obie strony. Masternak takie historie już przerabiał. Na wyjeździe tego typu walki przegrywał, teraz to jego ręka powędrowała w górę. Warto zwrócić uwagę, że „Master” nie ma w tej chwili promotora. Niektórym osobom powinno dać to do myślenia.

FOT 400MM.PL

Mocnego zaplecza promotorskiego nie ma też za sobą Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Ta gala powinna być dla tego chłopaka trampoliną. Pokazał, że ciężka robota, w którą wkłada się serce i charakter, przynosi efekty. Jeżeli odbędzie się kolejna gala PBN, Talarka wypadałoby zaprosić w pierwszej kolejności. Szkoda też, żeby chłopak dalej jeździł po Europie i dostawał po uszach nie od rywali, ale od sędziów. Przed galą Talarek w talii kart był tylko „10”. Po walce z Dąbrowskim nie został od razu asem, ale na pewno o jeden stopień przesunął się w górę.

Sulęcki i Głowacki wygrali… sparingi

Maciej Sulęcki i Krzysztof Głowacki wykonali swoją robotę i mogą iść dalej. Szkoda, że mieli mało wymagających przeciwników. W ich przypadku szkoda czasu na walki, które przypominają sparingi. Plusem jest to, że pokazali się na tak dużej imprezie. Obaj twierdzą, że są gotowi na pojedynki o pasy. Teraz wszystko w rękach ich promotorów i menedżerów.

Andrzej Gmitruk przed walką Łukasza Wierzbickiego przekonywał, że jego podopieczny w Ergo Arenie będzie grał na pianinie. Trzeba przyznać, że Wierzbicki na tle Tlatlika wypadł bardzo korzystnie i wygrał bez problemu. Może nie grał jeszcze na pianinie, ale pokazał, że ma smykałkę do boksu. Andrzej Gmitruk musi jeszcze pracować nad tym chłopakiem. Potencjał na pewno jest.

Były też kontrowersje. Z jajami Janika w roli głównej

Na PBN 7 nie obyło się bez kontrowersji. Sporo dyskutowało się o werdykcie po walce Ewy Brodnickiej. O skandalu nie możemy mówić, ale Ewa na pewno wygrała szczęśliwie.  Viviane Obenauf nie zgadzała się z werdyktem i zaprosiła Brodnicką na rewanż do Szwajcarii. – Jak mi dobrze zapłaci, to czemu nie” – stwierdziła na gorąco „Kleo”.

_IGA1815.jpg

Rewanżu domaga się też Łukasz Janik, który twierdzi, że Adam Balski trafił go poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że Janik nie ma racji. O samej walce za dużo nie można napisać, bo Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie. Poza tym Janik powinien spełnić dwa warunki:

  1. Nie może się przygotowywać na wariackich papierach
  2. Musi kupić sobie suspensor, bo w innym przypadku znowu mogą być jaja

Nie ma powodów do marudzenia

Mateusz Borek przyznał po gali, że rozważany był undercard w stylu braci Kliczko. Czyli wielka kasa idzie na jeden pojedynek, reszta walk interesuje tylko rodzinę i przyjaciół walczących pięściarzy. Szef MB Promotions postawił jednak na inne rozwiązanie.

Zakontraktował Adamkowi rywala z niższej półki, ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć w akcji innych, czołowych pięściarzy z polskiego podwórka. To było dobre rozwiązanie, nikt nie powinien marudzić.

Krzysztof Smajek

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

IMG_3864

Z Maciejem Miszkiniem, byłym pięściarzem i komentatorem boksu, porozmawialiśmy o gali Polsat Boxing Night 7, która 24 czerwca odbędzie się w Ergo Arenie. – Tomek Adamek na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość. W rozmowie poruszyliśmy też wątki dotyczące Artura Szpilki i Andrzeja Fonfary. – „Szpila” nie jest na żadnym zakręcie swojej kariery. Zakręt pojawi się, gdy Adam Kownacki go trafi, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Mateusz Borek mówi, że gala Polsat Boxing Night 7 da nam odpowiedź na pytanie, czy my jeszcze chcemy dużych gal. Wypali ten projekt?

W Polsce mocno zmieniło się podejście do wydarzeń sportowych i rozrywkowych. Wszystko poszło w tym kierunku, że nie da się już nikomu wcisnąć bubla. Nie sprzedają się wyblakłe gwiazdy z lat 90-tych. Jeśli event ma być w PPV, to musi być duże wydarzenie i duże nazwiska. PBN 7 spełnia te warunki. Poza tym ma świetną promocję. Żadna gala w Polsce nie była jeszcze promowana z takim rozmachem i w stylu zbliżonym do amerykańskiej TV. Myślę, że ten projekt wypali.

„Koniem pociągowym” gali PBN 7 jest Tomasz Adamek. Da radę w tej roli? Ludzie nadal chcą go oglądać?

Na rynku niemieckim walka wieczoru sprzedaje 85 procent biletów i w ogóle generuje największe zainteresowanie galą. Moim zdaniem PBN 7 ma ciekawszą kartę walk niż gale Kliczki, na których tylko walka wieczoru przykuwa uwagę, reszta jest mało interesująca. Wracając do pytania, myślę, że nazwisko Tomasza Adamka przyciągnie jeszcze publikę. Promocyjnie wyciśnięto z niego bardzo dużo. Warto podkreślić jeszcze jedną rzecz, przed „Góralem” otwiera się droga, której w życiu się nie spodziewałem. On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko. Coś się wokół Tomka dzieje.

O jaką drogę chodzi?

Są dwie albo trzy ścieżki. Nie jestem upoważniony, żeby zdradzać szczegóły, ale każda z nich jest atrakcyjna. Jedna nawet bardzo.

Coś więcej?

O jednej z tych opcji marzyłem, gdy Adamek wdrapywał się na szczyt wagi ciężkiej. Żałowałem wtedy, że trafił na Kliczkę, bo chciałem dla niego innego przeciwnika. Teraz jest szansa, że zaboksuje z takim rywalem i ja na to czekam.

Czyli Gus Curren wcale nie zagalopował się, twierdząc, że w przypadku Tomka myślenie o zdobyciu MŚ nie jest przesadą?

Jeśli myślimy w kontekście Fresa Oquendo, to Curren się nie zagalopował. Briggs wpadł na dopingu i teraz pas WBA Regular jest dostępny. Oquendo jest zawodnikiem, którego Adamek spokojnie może wyboksować, a w dobrej formie mógłby zrobić z niego zwykłe przyrządy. O walkach Tomka z Joshuą czy Wilderem nie mówimy, bo w rywalizacji z tymi przeciwnikami Polak stoi na straconej pozycji.

Jakiego „Górala’ spodziewasz się 24 czerwca w Ergo Arenie?

Lepszego niż w pojedynkach z Przemkiem Saletą i Erikiem Moliną. Tomek jest w dobrej formie, obóz przygotowawczy zaczął wcześniej niż zwykle. Widziałem go na sparingu z Adamem Kownackim i już wtedy prezentował się z dobrej strony. Na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość.

Adamek może być jeszcze tak dobry jak w walce z Chrisem Arreolą?

To będzie zupełnie inny Adamek. Wątpię, żeby był tak szybki, jak w tamtym pojedynku. Mnie Tomek w wadze ciężkiej najbardziej podobał się w walce z Andrzejem Gołotą. Był wtedy jeszcze typowym cruiserem. Imponował kombinacjami i szybkością.  Być może obraz tamtego pojedynku zaciemnia forma Gołoty, który był wtedy już mocno ograniczony ruchowo, ale debiutujący w wadze ciężkiej Adamek robił z nim, co chciał.

Czy Haumono może „Góralowi” zawiesić wyżej poprzeczkę niż Molina?

Nie. Haumono jest innym typem pięściarza niż Molina. Wprawdzie mają tę samą broń w arsenale, ale są inni. Haumono jest typem zawodnika siłowego, który cały czas wywiera presję i próbuje zamęczyć rywala. Jednak jest mniej cierpliwy i wolniejszy od Moliny, który w szukaniu ciosu z prawej ręki jest bardziej wyrafinowany. Adamek musi uważać na prawą rękę Haumono, ale powinien dać sobie radę z tym rywalem.

Wróćmy jeszcze do tematu promocji zawodników i sprzedaży PPV. Czy widzisz w Polsce pięściarza, który w niedalekiej przyszłości może przejąć od „Górala” pałeczkę, jeśli chodzi o sprzedaż PPV?

Najbliżej tego jest chyba Krzysztof Głowacki. Musiałby jednak stoczyć jeszcze ze 2-3 takie ringowe wojny jak z Marco Huckiem. Koniecznie z rywalami z najwyższej półki i najlepiej medialnymi postaciami. Długa droga przed nim, bo dzisiaj Krzysiek nie jest rozpoznawalny. W krótkiej perspektywie nie widzę następców Adamka. Sięgając dalej, może Maciej Sulęcki? Jeśli pobiłby jakiegoś mistrza świata, wtedy można byłoby go na tej podstawie promować.

Głowackiemu ciężko będzie się wypromować na PBN 7, bo Hizni Altunkaya, który zastąpił Briana Howarda, jest w Polsce anonimowy. Czy sportowo będzie dla Krzyśka wyzwaniem?

Racja, przeciwnik „Główki” jest anonimowy, a Krzysiek to przecież najlepszy polski pięściarz bez podziału na kategorie wagowe. Altunkaya jest słabszą wersją Hucka. Stoi za gardą i zrywa się pojedynczymi, agresywnymi uderzeniami, które próbuje złożyć w serie. Jednak w trakcie ataku opuszcza prawą rękę i tu widzę szansę, żeby Krzysiek go efektownie znokautował.  Po cichu stawiam, że to będzie KO wieczoru.

Na myśl, o którym pojedynku najbardziej przebierasz nogami?

W tej kwestii sporo się u mnie zmieniło. Na początku bardzo ciekaw byłem walki Masternaka z Sillachem. Szczególnie dlatego, że stawiam na Ukraińca. Jednak, gdy do karty walk wskoczył Łukasz Janik, teraz najbardziej czekam na jego pojedynek z Adamem Balskim.

Janik jest dużym znakiem zapytania, ostatnią walkę stoczył dwa lata temu. Miałeś z nim jakiś kontakt w ostatnim czasie?

Jakiś czas temu rozmawialiśmy i już wtedy mówił mi, że jest w treningu. Łukasz jest spragniony walki, splendoru i poklasku. Chce znów zaistnieć.  To jego kolejna szansa w życiu. Miał ich już kilka, część wykorzystał, większość jednak zaprzepaścił. Jeśli pokona Balskiego, wróci do gry. Może nie zaproszą go od razu do walki mistrzowskiej, ale jest wielu Polaków, z którymi może walczyć za coraz większe pieniądze.

Janika czeka trudne zadanie, bo przecież Adam Balski z walki na walkę zbiera coraz więcej komplementów. Wypłynie ten chłopak na szerokie wody?

Najwięcej komplementów spłynęło na Adama po pojedynku z Tarasem Oleksiyenko. To był pokaz boksu w jego wykonaniu. Ukrainiec to przeciętny pięściarz, ale Balski wypadł na niego tle rewelacyjnie. Nie każdy potrafi zaprezentować się z dobrej strony w konfrontacji ze słabszym rywalem. Widziałem walkę Oleksiyenko z Arturem Mannem i niemiecki prospekt wypadł blado. Balski z tym samym rywalem błyszczał. Na Adama pierwszy raz zwróciłem uwagę, gdy w fajnym stylu rozprawił się z Walerym Brudowem.

Balski jest dość odważnie prowadzony. Dobrą drogę obrał jego promotor?

Tak naprawdę Mariusz Grabowski nie ma innego wyjścia, bo Balski jest jedynym pięściarzem, który ciągnie jego grupę. Oczywiście w Tymexie jest jeszcze Ewa Brodnicka, ale jestem sceptykiem kobiecego boksu. Ewa robi dobre wrażenie na ważeniu, ale później w ringu jest nuda. Balski potrafi zelektryzować publiczność. Ci, którzy znają się na boksie, doceniają jego walory.

Janik będzie dla Balskiego trudniejszym rywalem niż Vakapita Meroro?

Nie sądzę. Meroro dawał dobre pojedynki z bombardierami, nie czuł przed nikim respektu. Podejmował wymiany z Kudriaszowem, który podłącza do prądu każdego rywala. Skoro nie pękł przed Rosjaninem, to z Balskim też wchodziłby w wymiany. Z ringu leciałyby iskry. Pod względem medialnym lepszym strzałem jest jednak Janik. Łukasz jest rozpoznawalny, prężnie działa w mediach społecznościowych. Wokół tego pojedynku będzie głośno.

Panowie mogą skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Oni już teraz trochę je skradli. Wystarczy spojrzeć, ile pojawiło się komentarzy w sieci po ogłoszeniu ich walki. Temperatura wokół pojedynku już teraz jest wysoka, a będzie jeszcze wyższa. Wydaje mi się, że ciekawie będzie też w walce Masternaka. Moim zdaniem Sillach ma więcej argumentów, bo jest szybszy, mocniej bije i ma doskonałą pracę nóg. Może wypunktować Mateusza, ale jest też w stanie go znokautować. Nie twierdzę, że Masternak jest bez formy, wręcz przeciwnie, obserwuje go na Legii i imponuje mi swoją dyspozycją. Stawiam jednak na Sillacha.

Kończąc wątek PBN 7, Mateusz Borek składał Ci propozycję występu na gali?

Były z jego strony jakieś insynuacje na Twitterze, ale raczej w formie żartu. Bezpośredniej rozmowy na ten temat nie było, bo Mateusz wie, że nie wrócę już z bokserskiej emerytury.

Naprawdę nie kusiło Cię do zmiany decyzji?

Nie.

Stawiałeś, że Andrzej Fonfara przegra przed czasem z Adonisem Stevensonem, ale tak słabej walki w jego wykonaniu chyba nie brałeś pod uwagę?

Dlaczego? Stevenson jest jednym z najmocniej bijących zawodników bez podziału na kategorie wagowe, a Andrzej ma luki w obronie, dlatego to się mogło skończyć zarówno w dziesiątej jak i pierwszej rundzie. Scenariusz walki nie był zaskakujący.

Trener Andrzeja doleciał do niego chwilę przed walką. Hunter nie jest człowiekiem od wiaderka tylko trenerem, a jego zawodnik walczył o mistrzostwo świata. Czy to nie była patologiczna sytuacja?

Jest to dla mnie trochę dziwne, bo przeważnie trenerzy przed takimi pojedynkami spędzają dużo czasu ze swoimi zawodnikami. Była to duża walka za duże pieniądze. Nie startowałem nigdy na tym poziomie, co Andrzej, ale przerabiałem podobne sytuacje i nigdy nie miałem z tym żadnego problemu. Nie traciłem spokoju, gdy nie było przy mnie trenera, czułem się dobrze sam ze sobą. Myślę, że brak trenera nie miał wpływu na przebieg pojedynku. Wpływ miał sierpowy, który prawie urwał głowę Fonfarze. Czy Hunter będąc z Andrzejem przed walką 24 godziny na dobę, zmieniłby na tyle jego głowę, że byłby on w stanie przyjąć taki cios? Nie sądzę.

Andrzej zrobił jakiś postęp pod wodzą Huntera?

Na samym początku walki widziałem, że przesunął balans na środek a nawet na nogę zakroczną. Dzięki temu przez pierwsze sekundy walki unikał ciosów Stevensona.  Niestety, gdy po pierwszym mocnym ciosie doszedł stres, od razu powrócił nawyk przechodzenia na nogę wykroczną. To nawyk, którego nikt przez lata u Andrzeja nie poprawiał. Hunter miał za mało czasu, żeby „naprawić” Fonfarę.

Po walce ze Stevensonem pojawiły się informacje, że Andrzej planuje przeprowadzkę do kategorii junior ciężkiej. Podoba Ci się ten pomysł?

Tak. Andrzej w kategorii cruiser będzie miał lepszy przegląd, będzie widział więcej ciosów, bo jest z niższej kategorii, w której szybciej się bije. Jak nabierze kilogramów, będzie uderzał jeszcze mocniej. Ma niezłą szybkość, warunkami fizycznymi przewyższa wielu cruiserów, dlatego nie widzę żadnych przeciwskazań, żeby zmienił kategorię wagową.

Ja jestem sceptycznie nastawiony do tej przeprowadzki. Może niech Andrzej najpierw popracuje nad obroną, a dopiero później pomyśli o zmianie kategorii wagowej.

To może zrobić jednocześnie, bo przechodząc do kategorii junior ciężkiej, będzie miał co najmniej jednego lub dwóch rywali, zanim dojdzie do walki o mistrzostwo świata. To potrwa około roku, więc będzie czas na poprawę obrony z nową wagą. To proces płynny i równoległy, więc nie widzę w tym żadnego problemu. Zresztą pięściarze z topu kategorii półciężkiej, mam tu na myśli Stevensona, Kowaliowa czy Beterbijewa, wcale nie biją słabiej od czołowych cruiserów.

Fonfara może jeszcze liczyć na dobre walki za duże pieniądze?

Andrzej już teraz jest rozpoznawalną marką w USA. Miał dwie walki o mistrzostwo świata, był pokazywany w dużej telewizji, więc jest odpowiednio wypromowany. W takiej sytuacji jest łatwiej o kolejny pojedynek za konkretne pieniądze. Myślę, że jeszcze dostanie dużą walkę.

Na taki pojedynek czeka też Artur Szpilka, który przez moment był na małym zakręcie swojej kariery.

Dzisiaj nie jest już na żadnym zakręcie. Ma rywala z dobrym rekordem, który będzie mu idealnie pasował. Jeśli wygra z Adamem Kownackim, dostanie Krzysztofa Zimnocha, który też będzie dla niego łatwym przeciwnikiem. Wygra te dwie walki i znów zaistnieje w rankingach. Zakręt pojawi się, gdy Kownacki trafi Szpilkę, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza. Adam nie ma praktycznie żadnych szans. Jeśli Szpilka będzie pracował na nogach i robił swoje, to stanie się nieuchwytny dla swojego rywala. Będzie dla niego znikającym punktem.

Adam ma inne zdanie na ten temat. „Ja mam ciężkiej ręce, a on słabą szczękę” – zapewnia Kownacki. 

Artur nie ma słabej szczęki. Jeśli Adam wyrobił sobie taką opinię po walce z Wilderem, to jest w błędzie. Po takim ciosie Amerykanina odfrunąłby każdy. Artur leżał też po ciosach mocno bijącego Mike’a Mollo, ale podnosił się po nich i brał sprawy w swoje ręce. Ten sam Mollo trafił Zimnocha i Krzysiek już się nie podniósł. Szpilka przyjął mocniejsze uderzenie, ale wstał i wygrał. Opinia, że Artur ma słabą szczękę jest nietrafiona. Owszem, popełnia błędy w obronie, unosi brodę do góry i to jest jego problemem, ale nie szklana szczęka.

Arturowi potrzebny był wyjazd do USA?

Jak najbardziej. Szpilce potrzebny był nowy rodzaj obrony. Taki, który pozwoli mu dłużej zostać w półdystansie i będzie opierał obronę na balansie. Amerykański styl, ta większa swoboda w pracy w półdystansie zdecydowanie mu się przyda. Nie oszukujmy się, w Polsce pięściarze w półdystansie średnio potrafią boksować, a Artur w USA pod tym względem zrobił postęp. Oczywiście nie wszystko w Ameryce szło po jego myśli, bo sporo czekał na datę walki. Jednak to, że przygotowywał się już kilka razy do pojedynku, wyjdzie mu tylko na zdrowie. Do konfrontacji z Kownackim będzie znakomicie przygotowany fizycznie, będzie mocniej uderzał i będzie szybszy niż kiedykolwiek.

Wierzysz, że w tym roku dojdzie jeszcze do jego walki z Krzysztofem Zimnochem?

Jest na to rynek i zapotrzebowanie, więc do końca roku panowie powinni spotkać się w ringu. Po drodze wiele może się jednak zdarzyć. Szpilka po walce z Kownackim może dostać kogoś z czołówki wagi ciężkiej za dobre pieniądze. Podobnie może być w przypadku Zimnocha. Jeśli wygra z Abellem w Radomiu, może otrzymać ciekawą ofertę. Jeżeli promotorzy będą mieli do wyboru: zarobić dobre pieniądze na Szpilce i Zimnochu oddzielnie lub zarobić na ich wspólnym pojedynku, to prawdopodobnie wybiorą pierwszą opcję i na pojedynek Szpilka vs Zimnoch jeszcze poczekamy.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Wystarczyło, że Tomek Adamek wspomniał coś o powrocie na ring i już wybuchła burza. Może inaczej. Na Twitterze rozpoczęła się burzliwa dyskusja na temat potencjalnego przeciwnika dla Górala. Pojawiły się też pierwsze nazwiska. Poważne i mniej poważne.

Zacznijmy jednak od wywiadu, którego Tomek Adamek udzielił Przemkowi Garczarczykowi. Oto najważniejsze cytaty z tej rozmowy:

Tomek Adamek: „Jestem na tak. Po rozmowie z Mateuszem Borkiem powiedziałem, że wracam na ring.”

Skoro ma ochotę wracać na ring, niech wraca. Nic nam do tego. Przypominamy, że w Polsce nie ma obowiązku oglądania jego pojedynków. Pewnie zaraz pojawią się komentarze, że Góral wraca, bo kasa się skończyła. Spokojnie, główny zainteresowany twierdzi, że z dutkami wszystko jest ok. Wierzcie, komu chcecie, ale lepiej trzymać się zasady, że do cudzego portfela nie ma sensu zaglądać.

TA: „Chciałbym pożegnać się z kibicami w dobrym stylu, żeby zapamiętali mnie jako wojownika.”

W dobrym stylu można pożegnać się na różne sposoby. Na przykład: można wpaść w garniaku na galę Polsat Boxing Night, powiedzieć kilka zdań do kibiców, odebrać pamiątkowy puchar, zebrać owację na stojąco i tyle. Góralowi jednak nie o to chodzi. On chce się pożegnać kolejną walką. Tomek musi też pamiętać o jednym: tak czy siak kibice (zwłaszcza ci trochę starsi) zapamiętają go jako wojownika. Niczego już nikomu nie musi udowadniać.

Wiadomo, że nikt nie lubi schodzić ze sceny pokonanym. Zresztą pięściarze często powtarzają tę wyświechtaną formułkę: „chciałbym pożegnać się w dobrym stylu”. Pytanie, co należy rozumieć przez dobry styl? Zbicie jakiegoś kelnera? W przypadku Adamka odpowiedź brzmi: nie.

TA: „Jeżeli wygrywać to z czołówką. Co mi daje zwycięstwo z przeciętnym pięściarzem?

Krótko mówiąc, Tomek Adamek nie ma ochoty na walkę, jakby to powiedział redaktor Andrzej Kostyra, z puszką soku pomidorowego. Ma być rywal z czołówki. Nie chodzi o to, żeby dać mu przeciwnika, który będzie przypominał porcelanową figurkę, która stłucze się po pierwszym ciosie.

Czas przejść do wspomnianej na wstępie rozmowy na temat kolejnego rywala dla Górala, w której w rolach głównych wystąpili: Mateusz Borek i Andrzej Wasilewski.

Promotor grupy Sferis KnockOutPromotions zaproponował dla Adamka dwie opcje: walkę z Krzysztofem Włodarczykiem lub Andrzejem Wawrzykiem.

tweet1

Pomysł spodobał się Maciejowi Miszkiniowi, który napisał: „Zapomniałem o tym zestawieniu. Dla mnie ciekawie, ppv jeden z lepszych wyników myślę”.

Jednak zupełnie bez entuzjazmu do tych propozycji podszedł Mateusz Borek.

tweet3

Dalsza część rozmowy mięrzy panami Borkiem i Wasilewskim wyglądała mniej więcej tak (pisownia oryginalna, wszystkie cytaty pochodzą z Twittera):

Andrzej Wasilewski: „Jestem zdecydowanie za walka pozegnalna Tomka ale albo z Polakiem albo nie jako glowna walka.”

AW: „Diablo albo Wawrzyk. Mlody ciezki. Kiedys bylo Adamek – Golota, teraz Adamek nie chce…”

Mateusz Borek: „Niech Wawrzyk wygra eliminator z Wachem a Diablo niech idzie droga IBF bo nie chciał walczyć o pas WBO”

AW: „Mati, dlaczego tak sie obawiasz walki z innym Polakiem? Zwyciezca bedzie Polakiem, zostanie w rodzinie”

MB: „Nigdy juz nie da zarobić innemu Polakowi. Niech każdy sobie zasłuży na wypłatę. TA ma z kim walczyć”

AW: „Wygra TA to jest w grze i pozniej zawalczy z kolejnym Polakiem, z korzyscia dla wszystkich”

MB: „Ludzie chętnie obejrzą fajna walkę, choćby rewanż z EM, choćby sie to miało skończyć tak samo”

MB: „Niech Ci w Prime zaczną sprzedawać bilety i PPV. A nie, każdy sie chce promować na Adamku. Over.”

AW: „Zeby zaczeli musza byc wypromowani. Trzeba tworzyc produkt. Za chwile nie bedzie w ogole kim boksowac.”

AW: „Dlaczego Glowki, Diabl Sulek, Wawrzyk, Laszcz, Szyman i inni nie boksuja regularniena PBN?”

MB: „Ale Ty możesz ich zawsze wystawić, wziąć ryzyko finansowe i zrobić galę jak 17 września pod szyldem PBN.”

AW: „Dlaczego nie budowac polskiego boksu razem? TV i promotor – wieloletni partnerzy..nie chcemy wspolnego produktu?”

MB: „Zrób walke Diablo vs Adamek lub Wawrzyk vs Adamek i dogadaj sie z Tomkiem na kasę. Nie mam nic przeciw.”

AW: „on mnie odesle do Ciebie -;)))”

MB: „Czyli Was nie stać :-)”

AW: Pewnie na mniej niz caly Polsat. Zgoda -;)

Oczywiście wymiana zdań nie została zakończona w tym miejscu, ale my stawiamy tutaj kropkę.

Opcja walki Krzysztof Włodarczyk vs Tomasz Adamek pod każdym względem wydaje się interesująca dla kibiców. Panowie mogliby sprzedać PPV w ilościach hurtowych. To zestawienie broni się przede wszystkim sportowo, bo to pojedynek z gatunku 50/50. A przecież w tym biznesie, oprócz oczywiście biznesu, chodzi właśnie o sport. Pytanie tylko, w którym kierunku chce pójść Diablo? Z jednej stony słychać, że ma w planach odzyskać tytuł mistrza świata w cruiser, z drugiej, jego promotor proponuje walkę z Adamkiem.

Czytając ostatni wywiad Włodarczyka dla „Super Expresu”, w którym tak mówił o swoich finansach: „Powiem tylko tyle, że żyłem zbyt rozrzutnie i zdaję sobie z tego sprawę. Oszczędności? Szkoda gadać, nie chcę sam siebie dołować… ” – można odnieść wrażenie, że Diablo przyjmie każdą konkretną ofertę pod względem finansowym. Podobno skusiłby się nawet na propozycję walki w formule MMA. Zresztą potencjalna konfrontacja z Adamkiem mogłaby być dla niego jednorazowym wyskokiem do wagi ciężkiej, który nie zamknie mu żadnej furtki w cruiser.

Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie. Góral dostanie pewnie jeszcze niejedną ofertę walki. Poważną lub mniej poważną… Wiadomo na jego nazwisku wielu chciałoby się wypromować.

tweet4

Tomaszowi Babilońskiego gratulujemy poczucia humoru, ale ta oferta jest interesująca pewnie tylko dla niego…

tweet5

adamek_trening

Kilka dni temu Tomasz Adamek rzucił hasło: „może jeszcze wrócę na ring”. Temat szybko został podchwycony i od razu rozgorzała dyskusja, w której najczęściej przewijało się pytanie: czy Góral powinien ponownie pchać się między liny?

Tomek Adamek zakończenie kariery deklarował już parę razy. Po raz pierwszy publicznie o przejściu na emeryturę zaczął wspominać po porażce z Wiaczesławem Głazkowem. Szybko jednak o tym zapomniał i wrócił. Później to samo deklarował po walce z Arturem Szpilką. W tym przypadku też zmienił zdanie i wrócił. W pierwotnym założeniu tylko na pożegnalny pojedynek z Przemkiem Saletą. Pożegnalny był on tylko z nazwy, bo już w trakcie przygotowań do tej walki Góral mówił, że to wcale nie musi być jego ostatni pojedynek. I nie był. Wygrał z Saletą i nie miał ochoty chować rękawic do szafy.

Kolejną walkę stoczył z Erikiem Moliną w Krakowie. Przegrał i znów wygłosił mowę, a jakże, o przejściu na emeryturę. Minęło jednak kilka miesięcy i ponownie dyskutujemy o jego powrocie na ring. Choć na razie to jeszcze nic pewnego. Ot, była to tylko nic nieznacząca deklaracja, ale powroty na ring zaczynają się właśnie od tego typu wypowiedzi. Dlatego warto rozważyć za i przeciw ewentualnego powrotu Górala na ring.

Dlaczego Tomek Adamek powinien wrócić?

– Bo głupio jest kończyć karierę po porażce przez KO przed własną publicznością. Zresztą Tomek wspominając o powrocie, mówił, że chciałby się fajnie pożegnać z kibicami. Walka z Moliną nie była fajnym pożegnaniem.

– Bo wciąż ma nazwisko, które powinno sprzedać pakiety PPV i zapełnić trybuny. Dzisiaj nadchodzi czas Michała Cieślaka, Maćka Sulęckiego czy Patryka Szymańskiego, ale to Góral jest wciąż właścicielem nazwiska, które działa na kibiców jak magnes.

– Bo, mimo że przegrał trzy z czterech ostatnich walk, to nie jest jeszcze bokserskim wrakiem. Przecież z Moliną prowadził na punkty u wszystkich sędziów i prezentował się całkiem, całkiem. Niestety, pod koniec pojedynku dał się trafić, światło mu na chwilę zgasło i było po zabawie. Niech próbuje dalej, rywale z 2-3 ligi są jeszcze w jego zasięgu.

– Bo lepiej, żeby wrócił na ring niż ma wracać do polityki. Tomek jakiś czas temu chciał wejść na polityczne salony, ale efekt był opłakany. Gdy będzie miał głowę zaprzątniętą boksem, nie będzie myślał o głupotach [czytaj: polityce].

– Bo wracając po raz kolejny na ring, zarobi parę groszy. A dutków na koncie nigdy za wiele.

– Bo nie ma jeszcze wnuków, więc nie musi zmieniać im pieluch i opowiadać bajek.

– Bo jak zechce wrócić, to Mateusz Borek pewnie znów zorganizuje mu obóz z prawdziwego zdarzenia. Choć tego akurat nie możemy być na sto procent pewni. „Muszę się zastanowić, czy chce mi się znów to robić, organizować Tomkowi obóz” – powiedział M. Borek w rozmowie z boxing.pl. Przyjmijmy jednak, że dziennikarz Polsatu Sport wejdzie w to jeszcze raz.

– Bo skoro wraca Albert Sosnowski to i on może. Poza tym w polskiej wadze ciężkiej nie dzieje się zbyt wiele.

– Bo żona nie chce, żeby po raz kolejny zakładał rękawice. Czasami jednak warto się zbuntować i zrobić po swojemu. Głupio jest przecież być pod pantoflem.

– Bo gdy z głośników leci „Pamiętaj” Funky Polaka w trakcie wyjścia Górala na ring, to w powietrzu unosi się wyjątkowy klimat. Fajnie byłoby usłyszeć to jeszcze raz. Choćby ten ostatni raz.

Niby tych dziesięć powodów powinno wystarczyć, żeby przekonać nieprzekonanych, że powrót Adamka między liny to wcale nie jest aż tak głupi pomysł, ale… spokojnie. Teraz czas na argumenty na „nie”.

Dlaczego Adamek nie powinien wracać?

– Bo jak wygra następną walkę, to jeszcze uwierzy, że jest w stanie zawojować wagę ciężką. A to przecież jest już nierealne. Panowie Joshua, Ortiz, Fury i jeszcze paru innych połykają go w całości.

– Bo szkoda zdrowia. Tomek z walki na walkę przyjmuje coraz więcej, a nokaut z rąk Moliny pewnie zostawi jakiś ślad na jego zdrowiu. Nie ma sensu igrać z ogniem. Lepiej, jak radzi mu choćby Ziggy Rozalski, niech weźmie wędkę i idzie na ryby. Albo niech usiądzie wygodnie w fotelu z piwem i powspomina, jak to kiedyś lał Brigssa, Cunninghama czy Arreolę. To jest zdecydowanie bezpieczniejsza opcja.

– Bo jeszcze uzależni się od powrotów na ring i będzie tak wracał do 2030 roku i w końcu podzieli los Roya Jonesa Juniora, który za chwilę będzie walczył o Puchar Wójta [możesz wpisać dowolną gminę].

– Bo żona jest przeciwna jego powrotowi, a żony… lepiej jednak słuchać  🙂 Tym bardziej, gdy ma się już gorszy refleks.

– Bo stracił już swoje główne atuty, czyli nogi i szybkość. Okej, z tą szybkością ostatnio wcale nie było najgorzej (szału też nie było), ale nogi już nie pracują jak kiedyś. I tego już nie zmieni.

– Bo jeszcze zostanie kolekcjonerem porażek. Przegrał przecież trzy z czterech ostatnich walk. W polskim boksie jest postacią pomnikową, ale przecież każdy pomnik można zburzyć. Tego akurat byłoby szkoda.

– Bo powroty pięściarzy z emerytury zwykle kończą się fiaskiem.

To byłoby na tyle. Fajną rzecz powiedział kiedyś Przemek Saleta, notabene było to po walce z Tomkiem Adamkiem: „Niech nikt mi nie mówi jak mam żyć, ponieważ nikt za mnie nie umrze. „Decyzja o powrocie należy tylko do Górala, ale za nim ją podejmie, niech położy sobie na szali nasze argumenty za i przeciw. Wtedy łatwiej będzie mu dokonać właściwego wyboru.

W czwartek rano na Twitterze rozgorzała bardzo ciekawa dyskusja o polskiej wadze ciężkiej. Pojawiło się sporo interesujących opinii i wątków, dlatego uznałem, że warto to wszystko spisać, usystematyzować i dorzucić swoje trzy grosze. W wymianie zdań (ciosów) brali udział między innymi: Mateusz Borek, Andrzej Wasilewski, Michał Koper i Przemek Garczarczyk.

Iskrą, która wznieciła dyskusję, była informacja o planowanej walce Alberta Sosnowskiego z Andrzejem Wawrzykiem na wrześniowej gali Głowacki vs Usyk. Tak, tak, tego samego Alberta Sosnowskiego, który w marcu po pojedynku z Andrasem Csomorem mówił, że definitywnie kończy karierę. Tak na marginesie, dla mniej zorientowanych: w boksie stwierdzenie „kończę karierę”, odczytujemy jako: „zaraz wracam”.

Przejedźmy jednak do konkretów. Żeby wszystko było w miarę jasne i przejrzyste wprowadziłem podział na wątki.

1. Pojedynek Wawrzyk vs Sosnowski

Informacja o planowanej walce Sosnowskiego z Wawrzykiem nie przypadła do gustu Mateuszowi Borkowi, który napisał (wszystkie cytaty w tym tekście pochodzą z Twittera):

„Nie chce słyszeć o walce z Wawrzykiem. Nikt, komu zależy na zdrowiu człowieka, nie podpisze się pod tym. Dla mnie, szczerze, to wstyd raz jeszcze proponować powrót Albertowi Sosnowskiemu. Pieprzenie o wielkich walkach dla Andrzeja a potem… WTF?”

Później doszło do dyskusji Mateusza Borka z Michałem Koprem z ringpolska.pl. Poniżej fragment rozmowy tych panów:

borek vs koper

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Ze sportowego punktu widzenia walka Wawrzyk vs Sosnowski nie ma większego sensu. Nawet nie trzeba tłumaczyć, dlaczego. Mismatch. Ale pamiętajmy, że boks rządzi się swoim prawami. Sosnowski ma nazwisko, które przyciągnie kibiców. Przyciągnie, bo Dragon wciąż jest popularny.

Kiedyś spytałem Alberta, dlaczego tak trudno podjąć mu decyzję o zakończeniu kariery. Odpowiedział: „Od 1998 roku, czyli zaraz po skończeniu szkoły średniej, zacząłem boksować na zawodowych ringach. Nic innego nie robiłem, dlatego trudno jest tak z dnia na dzień powiesić rękawice na kołku. Boks to pewnego rodzaju nałóg.” Albert z tym nałogiem sobie nie radzi, dlatego pewnie wróci. Znów na chwilę znajdzie się w centrum zainteresowania (kibice, wywiady, konferencje prasowe, itp.), znów poczuje adrenalinę, coś tam zarobi, a na koniec dostanie od Wawrzyka po głowie.

2. Inny rywal dla Andrzeja Wawrzyka

borek vs wasilewski.png

Żeby wszystko było jasne: podczas wrześniowej gali Fiodor Łapin ma zajmować się tylko Krzysztofem Głowackim. To oznacza, że Andrzej Wawrzyk nie będzie miał w narożniku swojego trenera. A to z kolei oznacza, że nie może dostać zbyt wymagającego rywala. Jeszcze niedawno, jako potencjalnego przeciwnika Wawrzyka, wymieniało się Marcina Siwego. Teraz jest grany temat Sosnowskiego. Mateusz Borek (Wawrzyk pewnie też) liczył na zdecydowanie większe nazwisko. „Ja myślałem o Washingtonie lub Aguilerze dla Wawrzyka a tu taka „niespodzianka”.

Nagy Aguilera byłby ciekawą opcją. Kilka miesięcy temu dał dobrą walkę z Marcinem Rekowskim. To nie jest facet, który wpadnie do Polski, nadstawi głowę, zbierze oklep i wróci do domu. A między rundami będzie liczył dolary. Pewnie Wawrzykowi postawiłby twarde warunki, ale ta kandydatura nie wchodzi w grę, bo „w Ergo nie ma mowy, bez swojego trenera w narożniku” (cyt. Andrzej Wasilewski). W takim razie otwarte pozostaje wciąż pytanie: czy jest sens, żeby Wawrzyk w ogóle wychodził w tym terminie do walki? Co, oprócz easy money, da mu walka z Sosnowskim?  

Przejdźmy teraz do kolejnego  tematu, który pojawił się w trakcie tej twitterowej wymiany zdań. Wątek ten wywołał Michał Koper, a do dyskusji włączył się też Przemek Garczarczyk.

3. Tomek Adamek vs Andrzej Wawrzyk, czyli czas na gdybanie

Michał Koper: „Mateusz, ja żałuję że nie doszło do walki Andrzeja Wawrzyka z Tomkiem Adamkiem na PBN. To byłby lepszy wybór niż Molina medialnie i sportowo.”

Po tym wpisie ruszyła kolejna dyskusja. Rozmowę nakręcało pytanie: kto wygrałby pojedynek Adamek vs Wawrzyk?

adamek vs wawrzyk_ok

Stop. Znów musimy się na chwilę zatrzymać. Czy Andrzej Wawrzyk wygrałby z Tomkiem Adamkiem? Zdania są podzielone. Przemek Garczarczyk twierdzi, że Wawrzyk bardziej pasowałby „Góralowi” niż walczący z defensywy Molina. Z kolei panowie Wasilewski i Koper uważają, że pięściarz KnockOutPromotions miałby przewagę szybkości i to on wygrałby z Adamkiem. „A może ko nawet?” – zastanawia się Wasilewski.

Trudno powiedzieć, jakim wynikiem zakończyłaby się ta walka. Dzisiaj stawiałbym 60/40, a może nawet 70/30 na Wawrzyka. Adamek najlepsze lata ma już za sobą. Jego karierę zastopował Wiaczesław Głazkow, swoje dołożył też Artur Szpilka. Choć, trzeba przyznać, że Góral na tle Moliny wyglądał bardzo przyzwoicie. Jak „przygotowany, starszy pan”.

„Głupie rozmowy. W jego prime żaden by się do niego nie zbliżył. Dawać Aguilere dla AW” – napisał Borek. Racja, Adamek za najlepszych lat był poza zasięgiem, po prostu nie do ruszenia przez innych polskich ciężkich.

adamek cd

Skoro jesteśmy przy Tomku Adamku, to nie możemy pominąć kolejnego wątku, w którym pojawiło się jego nazwisko. Ten temat wywołał Mateusz Borek.

4. Powrót Górala na ring!

borek o adamku.png

Wpis dziennikarza Polsatu trzeba traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale powrotu Adamka na ring nie można na sto procent wykluczyć. Wiadomo, Góral nie ma już szans na zawojowanie zawodowych ringów, ale na kolejny, jednorazowy wyskok może się przecież jeszcze skusić… Kto da sobie rękę uciąć, że Tomek już nie wróci? Ja swojej nie daję.

powrót adamka_cd

Może i Tomek Adamek faktycznie czuje się teraz spełniony, ale pamiętacie przecież, że słowa „kończę karierę” – w przypadku pięściarzy – czytamy jako: „zaraz wracam”. Wystarczy, że zadzwoni Mateusz Borek z jakąś ciekawą propozycją…

Patrząc z innej perspektywy, może wyglądać to tak: Adamek siedzi sobie teraz na bokserskiej emeryturze w USA, ale pewnie wie, co w trawie piszczy. Usłyszy raz, że Wawrzyk by go pokonał, usłyszy drugi raz to samo i w końcu wyciągnie rękawice z szafy…

powrót adamka_cd

Krzysztof Smajek/Po Gongu

adamek

– Szans na walkę o pas nie mam żadnych. Przegrałem pozycję numer dwa i chyba czas oddać miejsce młodszym – te słowa Tomek Adamek wypowiedział chwilę po porażce z Wiaczesławem Głazkowem. Kilka dni później „Góral” mówił już w trochę innym tonie. – Nie kończcie za mnie kariery. Dajcie mi czas na podjęcie decyzji.

Adamek odpoczął, wylizał rany i podjął kolejne wyzwanie, którym była walka z Arturem Szpilką. To miał być pojedynek o prymat w polskiej wadze ciężkiej. Według większości ekspertów „Góral” miał wskazać młodszemu koledze po fachu miejsce w szeregu. Tomek do konfrontacji ze „Szpilą” przygotowywał się w rodzinnych Gilowicach. W skrócie wyglądało to tak: mama gotowała obiadki, a on wykuwał formę w miejscowym gimnazjum. Jak się okazało, przygotowania metodą chałupniczą nie zdały egzaminu. Tomek przegrał ze Szpilką i znów zaczął wspominać o emeryturze. – Coś się zaczyna i kończy, pora odchodzić. Lata lecą, czas nie stoi w miejscu. Prawdopodobnie to była moja ostatnia walka – mówił przed kamerami Polsatu.

Jednak po porażce w Krakowie nie zawiesił rękawic na kołku. Dał się namówić na kolejną walkę. Pierwotnie konfrontacja z Przemkiem Saletą miała być jego pożegnaniem z ringiem i kibicami, ale w trakcie przygotowań do tego starcia zostawił sobie lekko uchyloną furtkę. – Jeżeli w tym pojedynku będę sobą, to być może pokuszę się o kolejne walki – mówił. Warto podkreślić, że przed pojedynkiem z Saletą odbył być może najlepszy obóz w swojej karierze. Nie było już obiadków u mamy i sparingpartnerów pokroju Włodzimierza Letra…

Adamek w łatwy sposób rozprawił się z Saletą i nabrał ochoty na kolejne wyzwania. Po zmianie warty w wadze ciężkiej zaczął nawet mówić, że w każdej chwili może walczyć z Tysonem Furym. W międzyczasie nie przyjął jednak oferty walki z Deontayem Wilderem o pas WBC. To akurat była rozsądna decyzja, bo do tej walki miał wyjść z marszu, praktycznie bez obozu przygotowawczego. Jednak marzeń o zdobyciu pasa w wadze ciężkiej nie odłożył na bok. Wciąż ma na to ochotę.

Ile wart jest dzisiaj Tomek Adamek? Przekonamy się o tym po gali Polsat Boxing Night V. Każdy pięściarz ma swój termin ważności. Wydaje się, że Tomek jest już jedną nogą na bokserskiej emeryturze, ale jeszcze poczekajmy z przypięciem mu etykiety „przeterminowany”. Eric Molina zweryfikuje jego aktualne możliwości. Amerykanin jest solidnym pięściarzem. Wszyscy pamiętamy, jak Wilder tańczył w rytm jego muzyki, ale nie oszukujmy się, to nie jest ścisła czołówka wagi ciężkiej. Jeśli Adamek chce jeszcze zawojować królewską dywizję, takich rywali jak Molina, musi zjadać na śniadanie.

Za nami pierwsza konferencja prasowa przed galą Polsat Boxing Night, na której z ust bohaterów imprezy padły pierwsze deklaracje. Zdecydowanie najwięcej do powiedzenia miał Francisco Palacios, który zapowiedział, że udzieli surowej lekcji boksu Michałowi Cieślakowi. „Czarodziej” swoimi wypowiedziami przyćmił nawet profesora śmieciowego gadania – Rafała Jackiewicza, który tym razem był wyjątkowo grzeczny. 

Podczas konferencji najmniej do powiedzenia mieli Marcin Rekowski i Andrzej Wawrzyk. Jednak nie ma w tym nic dziwnego, bo panowie są kumplami i nie będą się straszyć przed walką. Rekowski powiedział, że pojedynek z Wawrzykiem jest dla niego sportową szansą, a przy okazji chce zarobić parę złotych. Stwierdził również, że po walce może wypić piwko z Andrzejem. Było miło, grzecznie i kulturalnie. Jeśli 2 kwietnia panowie zostawią te uprzejmości w szatni, to z ringu mogą lecieć iskry. A później niech sobie idą na piwo. Jeszcze jedno, Andrzej Wawrzyk w jednym z wywiadów po konferencji po raz kolejny zgłosił chęć walki z Tomkiem Adamkiem.

Jak zwykle bardzo pewna siebie była Ewa Brodnicka, która zapewniała, że da sobie radę z presją. Właścicielka pasa EBU dodała także: Słyszałam, że moja rywalka chce zakończyć walkę przed czasem. Torti jest prawniczką, ale nie uda jej się obronić przede mną (…) 2 kwietnia pokażę mój talent i lepszą Ewę Brodnicką niż w ostatnim pojedynku.”

Wyjątkowo grzeczny i stonowany (jak na siebie) był profesor śmieciowego gadania – Rafał Jackiewicz. „Wojownik” przyzwyczaił do tego, że świetnie nakręca atmosferę przed walką, ale tym razem nie częstował nas oryginalnymi tekstami. Nocnika też nie przyniósł. Choć trochę próbował kpić z Syrowatki. Poza tym mówił, że nie będzie już lepszy niż jest. „Jestem już stary, ale trzymam pewien poziom. Spodziewam się trudnej walki” – stwierdził. No i miał na sobie t-shirt z wymownym hasłem „Jackiewicz przebudzenie mocy”.

Stonowany w swoich wypowiedziach był też Michał Syrowatka, który stwierdził, że zdecydował się na rewanż, bo chce sprawdzić samego siebie. Wytłumaczył się też z porażki w pierwszej walce z Jackiewiczem: wtedy coś nie zagrało. Na co Jackiewicz odparł: zagrało w czwartej rundzie. Syrowatka złożył też ważną deklarację: chcę dać świetną walkę i mądrzej boksować. Co oznacza mądrzej boksować? „Nie iść z ryjem wysuniętym do przodu” – wytłumaczył. Zapytany przez Mateusza Borka o presję stwierdził: czuję mniejszą niż ostatnio.

Z wypowiedzi Mateusza Masternaka wynotowaliśmy dwa ciekawe zdania. Pierwsze zabrzmiało bardzo groźnie: będę się mścił na Eriku Fieldsie. Drugie było już łagodniejsze: będę się karmił energią polskiej publiczności. Poza tym „Master” nie ukrywał zadowolenia, że znów trenuje pod okiem Andrzeja Gmitruka. Jego rywal – Eric Fields coś tam gadał, że Masternak nie pokazuje w ringu niczego spektakularnego, ale złożył też odważną deklarację: jadę do Polski po zwycięstwo, chcę żeby publika zamilkła. Widać, że facet w gadce jest mocny. Zobaczymy, czy da radę uciszyć polską publiczność.

Dużo do powiedzenia miał Francisco Palacios. Praktycznie w każdej swojej wypowiedzi straszył Michała Cieślaka. „W mojej krwi nie ma nawet kropli tchórzostwa (…) Na pogrzebie mojego brata obiecałem mu, że zostanę mistrzem świata. Muszę to zrobić, więc Cieślak jest kolejną przeszkodą. Zamierzam dać mu prawdziwą szkołę boksu i zaczarować go w ringu (…) Przyjadę do Polski, żeby zlać Cieślaka.” Wygląda też na to, że Michał będzie musiał płacić za nieswoje rachunki. „Nawet, jeśli to nie on nazwał mnie tchórzem, to właśnie on zapłaci za te słowa.”

Michał Cieślak nie zamierzał odpowiadać na zaczepki Palaciosa. Widocznie uznał, że wystarczy jak balonik pompuje jego rywal. Ponadto stwierdził, że to nie on nazwał „Czarodzieja” tchórzem. „Nie wahałem się ani chwili, żeby wziąć pojedynek z Palaciosem (…) Jestem dobrze przygotowany i spokojny o tę walkę (…) Może to być mój najtrudniejszy pojedynek w karierze.” W sumie nuda, ale Cieślak na pewno nie będzie nudny w ringu. I raczej nie zapłaci tego rachunku, o którym wspominał Palacios.

Tomek Adamek tym razem nie przekonywał nas o swojej szybkości, ale widać, że zdaje sobie sprawę, po co wyjdzie do ringu 2 kwietnia. „Dla mnie to jest walka o wszystko. Jeśli przegram, będzie to moja ostatnia walka… ” – Ale nie będzie to ostatnia – szybko dodał. (…) Pokażę, że 39-letni Adamek potrafi wygrywać z najlepszymi. Rzucił też uniwersalne i ponadczasowe hasło: ring zweryfikuje wszystko.

Podobne plany do Adamka ma Eric Molina, który zapowiedział, że jest w świetnej formie i przyjeżdża do Polski po wygraną. „Mam wiele do stracenia. Jeśli przegram, stanę się chłopcem do bicia” – powiedział były pretendent do tytułu mistrza świata federacji WBC. Wysłał też „Góralowi” wiadomość: bądź gotowy, nadchodzę.

To by było na tyle. Jednak pamiętajmy, że buńczuczne wypowiedzi pięściarzy na konferencjach są jak strzały ślepakami. Dlatego trzeba je traktować z dużą rezerwą, ale mimo wszystko warto zapamiętać, bo później można niektórych krzykaczy rozliczyć z ich słów.

Polska:

Znamy już prawie całą kartę walk gali Polsat Boxing Night. Rywalem Tomka Adamka ma być Eric Molina, czyli gościu, który niedawno walczył z Deontayem Wilderem o pas WBC. W pewnym momencie Wilder nawet tańczył w rytm muzyki Moliny, ale do sensacji wtedy nie doszło. Przed „Góralem” bardzo trudne zadanie, ale jeśli chce się jeszcze liczyć w tej branży, musi pokonać Molinę.

Wszystko wskazuje na to, że podczas gali PBN Andrzej Wawrzyk skrzyżuje rękawice z Marcinem Rekowskim. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, bez wyraźnego faworyta. Na gali PBN zobaczymy też Ewę Brodnicką, która po raz pierwszy będzie broniła wywalczonego w grudniu pasa EBU.

*****

Prawdopodobnie kolejnym rywalem Krzysztofa Głowackiego będzie Steve Cunningham. Do walki tych panów ma dojść w kwietniu. Jest jednak jedno małe „ale”. Otóż do pojedynku z Głowackim bardzo pali się Aleksandr Usyk, który jest obowiązkowym pretendentem. Jego promotorzy domagają się, żeby „Główka” w pierwszej kolejności walczył z ich pięściarzem. Mało tego, straszą, że jeśli tak się nie stanie, to Polak zostanie pozbawiony tytułu. – Jeśli dostaniemy pismo od federacji, to wtedy będziemy się odnosić. Teraz ciągle negocjujemy z Cunninghamem, ale w zanadrzu mamy też kilka rezerwowych opcji – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Andrzej Wasilewski. Panie Usyk, cierpliwości. Zdąży się pan jeszcze zapoznać z pięścią polskiego mistrza.

Świat:

Jeszcze jakiś czas temu kibice boksu pukaliby się w czoło, gdyby ktoś wspomniał o pojedynku Amira Khana z Saulem Alvarezem. Obu panów dzielą dwie kategorie wagowe, więc nikt nie brał pod uwagę takiej konfrontacji. Do czasu. 7 maja Alvarez i Khan skrzyżują rękawice w umownym limicie 155 funtów. Nam nie pozostaje nic innego, jak zakreślić tę datę w kalendarzu. Oczywiście na czerwono.

*****

Tyson Fury wypalił w jednym z wywiadów, że być może zakończy karierę. Gadał coś o tym, że wszedł na szczyt i nikomu nie musi już nic udowadniać. Brytyjczyk znany jest z tego, że co dwie minuty mówi co innego, więc w kolejnym wywiadzie przedstawił swoją „listę życzeń”. Znalazły się na niej trzy nazwiska: Władimir Kliczko, Deontay Wilder i Anthony Joshua. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić wagę ciężką bez Tysona, więc lepiej, żeby jeszcze nie wieszał rękawic na kołku. Tym bardziej, że ma tu jeszcze trochę do posprzątania.

*****

Teraz złapcie głęboki oddech. Brytyjski tabloid „The Sun” napisał, że Tyson Fury otrzymał propozycję walki z Władimirem Kliczką na… prywatnym jachcie, który mógłby pomieścić raptem 120 osób. Taką ofertę Brytyjczyk dostał podobno od jakiegoś bajecznie bogatego szejka. Bilety na walkę miałyby kosztować… milion dolarów za sztukę! Albo ktoś ma wybujałą wyobraźnie, albo świat zwariował.

*****

Jednego dnia gruchnęła informacja, że kolejnym rywalem Luisa Ortiza będzie Aleksander Dimitrenko. Tak, tak, ten sam, który kiedyś zemdlał ze strachu przed walką z Albertem Sosnowskim. Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że ta informacja jest już nieaktualna, bo Dimitrenko zażądał więcej kasy i do jego pojedynku z Ortizem jednak nie dojdzie. Nie dziwcie się Ukraińcowi, że z dnia na dzień podbił stawkę. Chciał przynajmniej godziwie zarobić za lanie życia.

*****

Floyd Mayweather właśnie rozpoczął tournee po Europie, podczas którego będzie spotykał się z fanami. Do Polski się nie wybiera, ale możecie go złapać na przykład w Wielkiej Brytanii. Wejściówki na spotkanie z panem pięściarzem kosztują podobno nawet 500 funtów. Fotek lepiej nie próbujcie sobie z nim pstrykać, bo to dodatkowo płatna usługa. Można sobie dorabiać na emeryturze… A jakże.