Posts Tagged ‘Solomon Haumono’

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

Reklamy

IMG_3864

Z Maciejem Miszkiniem, byłym pięściarzem i komentatorem boksu, porozmawialiśmy o gali Polsat Boxing Night 7, która 24 czerwca odbędzie się w Ergo Arenie. – Tomek Adamek na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość. W rozmowie poruszyliśmy też wątki dotyczące Artura Szpilki i Andrzeja Fonfary. – „Szpila” nie jest na żadnym zakręcie swojej kariery. Zakręt pojawi się, gdy Adam Kownacki go trafi, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Mateusz Borek mówi, że gala Polsat Boxing Night 7 da nam odpowiedź na pytanie, czy my jeszcze chcemy dużych gal. Wypali ten projekt?

W Polsce mocno zmieniło się podejście do wydarzeń sportowych i rozrywkowych. Wszystko poszło w tym kierunku, że nie da się już nikomu wcisnąć bubla. Nie sprzedają się wyblakłe gwiazdy z lat 90-tych. Jeśli event ma być w PPV, to musi być duże wydarzenie i duże nazwiska. PBN 7 spełnia te warunki. Poza tym ma świetną promocję. Żadna gala w Polsce nie była jeszcze promowana z takim rozmachem i w stylu zbliżonym do amerykańskiej TV. Myślę, że ten projekt wypali.

„Koniem pociągowym” gali PBN 7 jest Tomasz Adamek. Da radę w tej roli? Ludzie nadal chcą go oglądać?

Na rynku niemieckim walka wieczoru sprzedaje 85 procent biletów i w ogóle generuje największe zainteresowanie galą. Moim zdaniem PBN 7 ma ciekawszą kartę walk niż gale Kliczki, na których tylko walka wieczoru przykuwa uwagę, reszta jest mało interesująca. Wracając do pytania, myślę, że nazwisko Tomasza Adamka przyciągnie jeszcze publikę. Promocyjnie wyciśnięto z niego bardzo dużo. Warto podkreślić jeszcze jedną rzecz, przed „Góralem” otwiera się droga, której w życiu się nie spodziewałem. On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko. Coś się wokół Tomka dzieje.

O jaką drogę chodzi?

Są dwie albo trzy ścieżki. Nie jestem upoważniony, żeby zdradzać szczegóły, ale każda z nich jest atrakcyjna. Jedna nawet bardzo.

Coś więcej?

O jednej z tych opcji marzyłem, gdy Adamek wdrapywał się na szczyt wagi ciężkiej. Żałowałem wtedy, że trafił na Kliczkę, bo chciałem dla niego innego przeciwnika. Teraz jest szansa, że zaboksuje z takim rywalem i ja na to czekam.

Czyli Gus Curren wcale nie zagalopował się, twierdząc, że w przypadku Tomka myślenie o zdobyciu MŚ nie jest przesadą?

Jeśli myślimy w kontekście Fresa Oquendo, to Curren się nie zagalopował. Briggs wpadł na dopingu i teraz pas WBA Regular jest dostępny. Oquendo jest zawodnikiem, którego Adamek spokojnie może wyboksować, a w dobrej formie mógłby zrobić z niego zwykłe przyrządy. O walkach Tomka z Joshuą czy Wilderem nie mówimy, bo w rywalizacji z tymi przeciwnikami Polak stoi na straconej pozycji.

Jakiego „Górala’ spodziewasz się 24 czerwca w Ergo Arenie?

Lepszego niż w pojedynkach z Przemkiem Saletą i Erikiem Moliną. Tomek jest w dobrej formie, obóz przygotowawczy zaczął wcześniej niż zwykle. Widziałem go na sparingu z Adamem Kownackim i już wtedy prezentował się z dobrej strony. Na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość.

Adamek może być jeszcze tak dobry jak w walce z Chrisem Arreolą?

To będzie zupełnie inny Adamek. Wątpię, żeby był tak szybki, jak w tamtym pojedynku. Mnie Tomek w wadze ciężkiej najbardziej podobał się w walce z Andrzejem Gołotą. Był wtedy jeszcze typowym cruiserem. Imponował kombinacjami i szybkością.  Być może obraz tamtego pojedynku zaciemnia forma Gołoty, który był wtedy już mocno ograniczony ruchowo, ale debiutujący w wadze ciężkiej Adamek robił z nim, co chciał.

Czy Haumono może „Góralowi” zawiesić wyżej poprzeczkę niż Molina?

Nie. Haumono jest innym typem pięściarza niż Molina. Wprawdzie mają tę samą broń w arsenale, ale są inni. Haumono jest typem zawodnika siłowego, który cały czas wywiera presję i próbuje zamęczyć rywala. Jednak jest mniej cierpliwy i wolniejszy od Moliny, który w szukaniu ciosu z prawej ręki jest bardziej wyrafinowany. Adamek musi uważać na prawą rękę Haumono, ale powinien dać sobie radę z tym rywalem.

Wróćmy jeszcze do tematu promocji zawodników i sprzedaży PPV. Czy widzisz w Polsce pięściarza, który w niedalekiej przyszłości może przejąć od „Górala” pałeczkę, jeśli chodzi o sprzedaż PPV?

Najbliżej tego jest chyba Krzysztof Głowacki. Musiałby jednak stoczyć jeszcze ze 2-3 takie ringowe wojny jak z Marco Huckiem. Koniecznie z rywalami z najwyższej półki i najlepiej medialnymi postaciami. Długa droga przed nim, bo dzisiaj Krzysiek nie jest rozpoznawalny. W krótkiej perspektywie nie widzę następców Adamka. Sięgając dalej, może Maciej Sulęcki? Jeśli pobiłby jakiegoś mistrza świata, wtedy można byłoby go na tej podstawie promować.

Głowackiemu ciężko będzie się wypromować na PBN 7, bo Hizni Altunkaya, który zastąpił Briana Howarda, jest w Polsce anonimowy. Czy sportowo będzie dla Krzyśka wyzwaniem?

Racja, przeciwnik „Główki” jest anonimowy, a Krzysiek to przecież najlepszy polski pięściarz bez podziału na kategorie wagowe. Altunkaya jest słabszą wersją Hucka. Stoi za gardą i zrywa się pojedynczymi, agresywnymi uderzeniami, które próbuje złożyć w serie. Jednak w trakcie ataku opuszcza prawą rękę i tu widzę szansę, żeby Krzysiek go efektownie znokautował.  Po cichu stawiam, że to będzie KO wieczoru.

Na myśl, o którym pojedynku najbardziej przebierasz nogami?

W tej kwestii sporo się u mnie zmieniło. Na początku bardzo ciekaw byłem walki Masternaka z Sillachem. Szczególnie dlatego, że stawiam na Ukraińca. Jednak, gdy do karty walk wskoczył Łukasz Janik, teraz najbardziej czekam na jego pojedynek z Adamem Balskim.

Janik jest dużym znakiem zapytania, ostatnią walkę stoczył dwa lata temu. Miałeś z nim jakiś kontakt w ostatnim czasie?

Jakiś czas temu rozmawialiśmy i już wtedy mówił mi, że jest w treningu. Łukasz jest spragniony walki, splendoru i poklasku. Chce znów zaistnieć.  To jego kolejna szansa w życiu. Miał ich już kilka, część wykorzystał, większość jednak zaprzepaścił. Jeśli pokona Balskiego, wróci do gry. Może nie zaproszą go od razu do walki mistrzowskiej, ale jest wielu Polaków, z którymi może walczyć za coraz większe pieniądze.

Janika czeka trudne zadanie, bo przecież Adam Balski z walki na walkę zbiera coraz więcej komplementów. Wypłynie ten chłopak na szerokie wody?

Najwięcej komplementów spłynęło na Adama po pojedynku z Tarasem Oleksiyenko. To był pokaz boksu w jego wykonaniu. Ukrainiec to przeciętny pięściarz, ale Balski wypadł na niego tle rewelacyjnie. Nie każdy potrafi zaprezentować się z dobrej strony w konfrontacji ze słabszym rywalem. Widziałem walkę Oleksiyenko z Arturem Mannem i niemiecki prospekt wypadł blado. Balski z tym samym rywalem błyszczał. Na Adama pierwszy raz zwróciłem uwagę, gdy w fajnym stylu rozprawił się z Walerym Brudowem.

Balski jest dość odważnie prowadzony. Dobrą drogę obrał jego promotor?

Tak naprawdę Mariusz Grabowski nie ma innego wyjścia, bo Balski jest jedynym pięściarzem, który ciągnie jego grupę. Oczywiście w Tymexie jest jeszcze Ewa Brodnicka, ale jestem sceptykiem kobiecego boksu. Ewa robi dobre wrażenie na ważeniu, ale później w ringu jest nuda. Balski potrafi zelektryzować publiczność. Ci, którzy znają się na boksie, doceniają jego walory.

Janik będzie dla Balskiego trudniejszym rywalem niż Vakapita Meroro?

Nie sądzę. Meroro dawał dobre pojedynki z bombardierami, nie czuł przed nikim respektu. Podejmował wymiany z Kudriaszowem, który podłącza do prądu każdego rywala. Skoro nie pękł przed Rosjaninem, to z Balskim też wchodziłby w wymiany. Z ringu leciałyby iskry. Pod względem medialnym lepszym strzałem jest jednak Janik. Łukasz jest rozpoznawalny, prężnie działa w mediach społecznościowych. Wokół tego pojedynku będzie głośno.

Panowie mogą skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Oni już teraz trochę je skradli. Wystarczy spojrzeć, ile pojawiło się komentarzy w sieci po ogłoszeniu ich walki. Temperatura wokół pojedynku już teraz jest wysoka, a będzie jeszcze wyższa. Wydaje mi się, że ciekawie będzie też w walce Masternaka. Moim zdaniem Sillach ma więcej argumentów, bo jest szybszy, mocniej bije i ma doskonałą pracę nóg. Może wypunktować Mateusza, ale jest też w stanie go znokautować. Nie twierdzę, że Masternak jest bez formy, wręcz przeciwnie, obserwuje go na Legii i imponuje mi swoją dyspozycją. Stawiam jednak na Sillacha.

Kończąc wątek PBN 7, Mateusz Borek składał Ci propozycję występu na gali?

Były z jego strony jakieś insynuacje na Twitterze, ale raczej w formie żartu. Bezpośredniej rozmowy na ten temat nie było, bo Mateusz wie, że nie wrócę już z bokserskiej emerytury.

Naprawdę nie kusiło Cię do zmiany decyzji?

Nie.

Stawiałeś, że Andrzej Fonfara przegra przed czasem z Adonisem Stevensonem, ale tak słabej walki w jego wykonaniu chyba nie brałeś pod uwagę?

Dlaczego? Stevenson jest jednym z najmocniej bijących zawodników bez podziału na kategorie wagowe, a Andrzej ma luki w obronie, dlatego to się mogło skończyć zarówno w dziesiątej jak i pierwszej rundzie. Scenariusz walki nie był zaskakujący.

Trener Andrzeja doleciał do niego chwilę przed walką. Hunter nie jest człowiekiem od wiaderka tylko trenerem, a jego zawodnik walczył o mistrzostwo świata. Czy to nie była patologiczna sytuacja?

Jest to dla mnie trochę dziwne, bo przeważnie trenerzy przed takimi pojedynkami spędzają dużo czasu ze swoimi zawodnikami. Była to duża walka za duże pieniądze. Nie startowałem nigdy na tym poziomie, co Andrzej, ale przerabiałem podobne sytuacje i nigdy nie miałem z tym żadnego problemu. Nie traciłem spokoju, gdy nie było przy mnie trenera, czułem się dobrze sam ze sobą. Myślę, że brak trenera nie miał wpływu na przebieg pojedynku. Wpływ miał sierpowy, który prawie urwał głowę Fonfarze. Czy Hunter będąc z Andrzejem przed walką 24 godziny na dobę, zmieniłby na tyle jego głowę, że byłby on w stanie przyjąć taki cios? Nie sądzę.

Andrzej zrobił jakiś postęp pod wodzą Huntera?

Na samym początku walki widziałem, że przesunął balans na środek a nawet na nogę zakroczną. Dzięki temu przez pierwsze sekundy walki unikał ciosów Stevensona.  Niestety, gdy po pierwszym mocnym ciosie doszedł stres, od razu powrócił nawyk przechodzenia na nogę wykroczną. To nawyk, którego nikt przez lata u Andrzeja nie poprawiał. Hunter miał za mało czasu, żeby „naprawić” Fonfarę.

Po walce ze Stevensonem pojawiły się informacje, że Andrzej planuje przeprowadzkę do kategorii junior ciężkiej. Podoba Ci się ten pomysł?

Tak. Andrzej w kategorii cruiser będzie miał lepszy przegląd, będzie widział więcej ciosów, bo jest z niższej kategorii, w której szybciej się bije. Jak nabierze kilogramów, będzie uderzał jeszcze mocniej. Ma niezłą szybkość, warunkami fizycznymi przewyższa wielu cruiserów, dlatego nie widzę żadnych przeciwskazań, żeby zmienił kategorię wagową.

Ja jestem sceptycznie nastawiony do tej przeprowadzki. Może niech Andrzej najpierw popracuje nad obroną, a dopiero później pomyśli o zmianie kategorii wagowej.

To może zrobić jednocześnie, bo przechodząc do kategorii junior ciężkiej, będzie miał co najmniej jednego lub dwóch rywali, zanim dojdzie do walki o mistrzostwo świata. To potrwa około roku, więc będzie czas na poprawę obrony z nową wagą. To proces płynny i równoległy, więc nie widzę w tym żadnego problemu. Zresztą pięściarze z topu kategorii półciężkiej, mam tu na myśli Stevensona, Kowaliowa czy Beterbijewa, wcale nie biją słabiej od czołowych cruiserów.

Fonfara może jeszcze liczyć na dobre walki za duże pieniądze?

Andrzej już teraz jest rozpoznawalną marką w USA. Miał dwie walki o mistrzostwo świata, był pokazywany w dużej telewizji, więc jest odpowiednio wypromowany. W takiej sytuacji jest łatwiej o kolejny pojedynek za konkretne pieniądze. Myślę, że jeszcze dostanie dużą walkę.

Na taki pojedynek czeka też Artur Szpilka, który przez moment był na małym zakręcie swojej kariery.

Dzisiaj nie jest już na żadnym zakręcie. Ma rywala z dobrym rekordem, który będzie mu idealnie pasował. Jeśli wygra z Adamem Kownackim, dostanie Krzysztofa Zimnocha, który też będzie dla niego łatwym przeciwnikiem. Wygra te dwie walki i znów zaistnieje w rankingach. Zakręt pojawi się, gdy Kownacki trafi Szpilkę, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza. Adam nie ma praktycznie żadnych szans. Jeśli Szpilka będzie pracował na nogach i robił swoje, to stanie się nieuchwytny dla swojego rywala. Będzie dla niego znikającym punktem.

Adam ma inne zdanie na ten temat. „Ja mam ciężkiej ręce, a on słabą szczękę” – zapewnia Kownacki. 

Artur nie ma słabej szczęki. Jeśli Adam wyrobił sobie taką opinię po walce z Wilderem, to jest w błędzie. Po takim ciosie Amerykanina odfrunąłby każdy. Artur leżał też po ciosach mocno bijącego Mike’a Mollo, ale podnosił się po nich i brał sprawy w swoje ręce. Ten sam Mollo trafił Zimnocha i Krzysiek już się nie podniósł. Szpilka przyjął mocniejsze uderzenie, ale wstał i wygrał. Opinia, że Artur ma słabą szczękę jest nietrafiona. Owszem, popełnia błędy w obronie, unosi brodę do góry i to jest jego problemem, ale nie szklana szczęka.

Arturowi potrzebny był wyjazd do USA?

Jak najbardziej. Szpilce potrzebny był nowy rodzaj obrony. Taki, który pozwoli mu dłużej zostać w półdystansie i będzie opierał obronę na balansie. Amerykański styl, ta większa swoboda w pracy w półdystansie zdecydowanie mu się przyda. Nie oszukujmy się, w Polsce pięściarze w półdystansie średnio potrafią boksować, a Artur w USA pod tym względem zrobił postęp. Oczywiście nie wszystko w Ameryce szło po jego myśli, bo sporo czekał na datę walki. Jednak to, że przygotowywał się już kilka razy do pojedynku, wyjdzie mu tylko na zdrowie. Do konfrontacji z Kownackim będzie znakomicie przygotowany fizycznie, będzie mocniej uderzał i będzie szybszy niż kiedykolwiek.

Wierzysz, że w tym roku dojdzie jeszcze do jego walki z Krzysztofem Zimnochem?

Jest na to rynek i zapotrzebowanie, więc do końca roku panowie powinni spotkać się w ringu. Po drodze wiele może się jednak zdarzyć. Szpilka po walce z Kownackim może dostać kogoś z czołówki wagi ciężkiej za dobre pieniądze. Podobnie może być w przypadku Zimnocha. Jeśli wygra z Abellem w Radomiu, może otrzymać ciekawą ofertę. Jeżeli promotorzy będą mieli do wyboru: zarobić dobre pieniądze na Szpilce i Zimnochu oddzielnie lub zarobić na ich wspólnym pojedynku, to prawdopodobnie wybiorą pierwszą opcję i na pojedynek Szpilka vs Zimnoch jeszcze poczekamy.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek