Posts Tagged ‘Oleksandr Usyk’

wsb

Porządne pieniądze na stole, kilku konkretnych facetów i cztery mistrzowskie pasy w obrocie. Turniej Word Boxing Super Series w kategorii junior ciężkiej może być strzałem w dziesiątkę jego organizatorów. Oby tylko obyło się bez jakichś nieprzewidzianych historii.

W sobotę w Monako poznaliśmy pary ćwierćfinałowe. Mistrzowie pięści, „piękni” chłopcy, wybierali tych „brzydkich”, czyli nie mających pasów. Kompletowanie par na zasadzie draftu było średnim pomysłem (lepiej losować), ale możemy na to przymknąć oko. 

Co wiemy po drafcie? Usyk i Briedis w nie mieli ochoty rozpoczynać turnieju od spotkania z Kudriaszowem. Yunier Dorticos nie miał wyjścia, musiał wziąć Rosjanina. Gdyby miał wybierać, pewnie też powiedziałby: nie, dziękuję. Nasz człowiek w WBSS, Krzysztof Włodarczyk jako obowiązkowy pretendent federacji IBF trafił w ręce Murata Gasijewa. 

Szanse Diablo? Bez pudrowania rzeczywistości, nie za duże. Po ostatnich jego pojedynkach trudno być optymistą. Faworytem jest Gasijew, który po raz pierwszy będzie bronił tytułu mistrzowskiego. Rosjanin sporo potrafi, mocno bije, ale wirtuozem pięści na pewno nie jest. Nie pękł przed Lebiediewem, nie podkuli też ogona przed byłym mistrzem WBC i IBF. Włodarczyka nie możemy jednak przekreślać. Z prostego powodu, jest puncherem, a tacy pięściarze w każdej sekundzie walki mogą jednym ciosem załatwić sprawę. Tym bardziej, że Gasijew nie jest Floydem w defensywie.

Konkretne mordobicie szykuje się w konfrontacji Dorticosa z Kudriaszowem. Razem mają na koncie 41 wygranych przed czasem. Tak, czterdzieści jeden! Panowie po pierwszym gongu powinni wywołać wojnę w ringu. W tym przypadku sędziowie punktowi mogą jechać na urlop. Wygrany tego pojedynku spotka się z Diablo lub Gasijewem. 

Usyk wybrał sobie Marco Hucka, którego kariera trzyma się na ostatnim zawiasie. Usyk ten zawias urwie z hukiem i odeśle Marco na emeryturę. Z kolei Briedis wskazał palcem na Pereza, czyli gościa, który za uszy został wciągnięty do zawodów przez swojego promotora. Nie wiemy, na co stać Kubańczyka po zmianie kategorii wagowej, ale w półfinale możemy go nie zobaczyć.

Pierwszym rezerwowym turnieju jest Krzysztof Głowacki. Wejdzie do gry, gdy któryś z zawodników dozna kontuzji. A teraz wyobraźcie sobie, że przed pierwszym pojedynkiem z turnieju wypada Murat Gasijew… Na horyzoncie pojawiłaby się walka Włodarczyk vs Głowacki. W tle byłyby dylematy obu pięściarzy, promotorów i Fiodora Łapina. Pamiętajmy, że życie pisze dziwne scenariusze.

Z naszego punktu widzenia największym nieobecnym w WBSS jest wspomniany już Głowacki. Można go było wystawić za Pereza czy Hucka. Sportowo – to bez dwóch zdań – na dziś lepsza opcja niż ci dwaj panowie. Nad nieobecnością Denisa Lebiediewa nikt nie powinien ubolewać. Rosjanin jest właścicielem atrapy pasa WBA Super World. Tak, atrapy, bo przecież ten pas powinien należeć do Gasijewa. Poza tym, Lebiediew jest już po drugiej stronie rzeki i niczego nie wniósłby do turnieju.

Brakuje też Tony’ego Bellew, ale on akurat nie był zainteresowany udziałem w tym balu, bo wybrał inną drogę, inną kasę. Jego biznes. Nie można jednak marudzić, bo i tak w stawie pływają grube ryby.

Wiecie, co jest najfajniejsze w tym turnieju? To, że możesz przystąpić do niego bez żadnego tytułu (patrz: Włodarczyk), a zakończyć zabawę z torbą pełną pasów. 

Reklamy

Zwykle jest tak, że przed galą pisze się różne scenariusze, rozdaje wygrane i przesądza pewne sprawy. Dopiero potem do ringu wchodzą pięściarze i rozpisują wszystko na nowo. W sobotę w Ergo Arenie miały być grzmoty i były, ale nie wszystko działo się według ustalonego wcześniej scenariusza. 

Cieślak zjadł na kolację „rumuńską kobrę”

Pojedynek Michała Cieślaka był zakontraktowany na osiem rund, ale killer z Radomia nie zamierzał brać zbędnych nadgodzin i załatwił sprawę w 2. odsłonie. Ilie był kiedyś nawet solidnym pięściarzem, ale do Ergo Areny wpadł chyba prosto z kanapy. Ledwo rozpakował walizki a już musiał wracać do domu. Michała nie będziemy za bardzo komplementować, bo jego przeciwnik zamiast walczyć, statystował. Cieślak zjadł „rumuńską kobrę” na kolację i tyle. Teraz czas na poważną robotę.

Szymański powinien kupić rywalowi… buty

Przed walką z Jose Villalobosem niektórzy ubrali już Patryka Szymańskiego w pas WBC Youth. Dla Polaka miała to być łatwa, lekka i przyjemna robota. Zamiast tego oglądaliśmy ringową wojnę, którą Szymański wydaje się, że przegrał, ale… jednak wygrał. Pomogli mu sędziowie. W 3. rundzie Argentyńczyk był liczony, ale nawet z Księżyca dałoby się zauważyć, że nie było nokdaunu. Po tym pojedynku Patryk musi wyciągnąć masę wniosków. Po pierwsze, nie może powtórzyć się sytuacja, że trener dojeżdża do niego za pięć dwunasta. Poza tym Szymański powinien sprezentować Villalobosowi buty, bo chłopak, jak to trafnie ujął w komentarzu Andrzej Kostyra, kupił je w second handzie. Widocznie wybrał jakieś mocno przechodzone kapcie, bo w trakcie walki trzeba było je łatać. Mimo tych problemów Villalobos do końca pojedynku był bardzo groźny. Spytacie, dlaczego Szymański ma kupować rywalowi buty? Skoro on dostał prezent (od sędziów), to może też komuś coś podarować, prawda?

Z Tygrysicą nie ma żartów

Do ringu w Ergo Arenie weszły dwie panie, ale tak naprawdę była w nim tylko jedna – Ewa Piątkowska, która pod każdym względem zdominowała rywalkę. Widać było, że Aleksandra Magdziak-Lopes jest pięściarką na pół etatu, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to sukcesu Piątkowskiej. Warto zwrócić uwagę, że Ewa mistrzowski pas zdobyła w swojej jedenastej zawodowej walce.

Sosnowski nie oszukał przeznaczenia

Prognozy przed walką były takie: Sosnowski zostanie ciężko znokautowany i pożałuję, że wrócił z emerytury. Nic takiego nie miało miejsca. Walka wprawdzie skończyła się po 5. rundzie, ale były mistrz Europy ani razu nie leżał na deskach. Na pewno nie wyszedł do ringu tylko po wypłatę. Postawił Wawrzykowi spory opór i za to należą mu się brawa. Z kolei Wawrzyk na tle Sosnowskiego wcale nie zachwycił. Niby miał walkę pod kontrolą, ale w 3. rundzie dał się trafić i później nie był już tak pewny siebie. Po tym pojedynku Mariusz Wach na pewno nie będzie miał koszmarów z Wawrzykiem w rolach głównych.

Pas WBO trafił w dobre ręce

Nikt nie mówił, że będzie lekko, że będzie przyjemnie. Przed walką wiadomo było, że Krzysztof Głowacki będzie miał pełne ręce roboty od pierwszej do ostatniej rundy. W optymistycznym scenariuszu można było zakładać, że będzie to pojedynek 50/50. Dominowały jednak głosy, że Usyk jest faworytem i to dużym. Niestety, to się potwierdziło.

Ukrainiec wszedł do ringu z chłodną głową i tańczył („nogi wilka karmią”), bił, tańczył, bił, tańczył, bił i tak w kółko przez 12 rund. Głowacki chciał mu tę chłodną głowę urwać, ale nie mógł trafić. Po cichu liczyliśmy, że w końcowych rundach Usyk stanie i będzie łatwym celem, ale nic z tego. Na tych nogach przetańczyłby on ze trzy wesela pod rząd.

Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości i dali Usykowi jednogłośną wygraną. Możemy się sprzeczać, czy nie zapisali na koncie Ukraińca zbyt wiele rund, ale teraz to nie ma już wielkiego znaczenia. Fakty są takie, że Usyk wygrał zasłużenie i pas WBO zmienił właściciela. Marnym pocieszeniem może być to, że trafił w dobre ręce.

Jeśli chodzi o samą walkę, to miały być grzmoty i były. Ostatniej rundy nie dało oglądać się na siedząco. Co dalej z Krzysztofem Głowackim? W tym momencie trudno wyrokować, ale chłopak ma przed sobą jeszcze kilka lat między linami. Świat boksu o nim nie zapomni, bo o takich wojownikach się nie zapomina. Niech wraca na salę i robi swoje. Duże walki jeszcze przyjdą.