Posts Tagged ‘Murat Gassijew’

Krzysztof Włodarczyk nikomu nie obiecywał, że z Newark przywiezie pas federacji IBF. Jego występem możemy być jednak rozczarowani. Diablo bił się o mistrzostwo świata, a w ciągu trzech rund zadał raptem cztery celne ciosy. Pojechał na ryby i nie chciało mu się zarzucać wędki. Już po 30 sekundach pojedynku było wiadomo, że to będzie trudny wieczór dla niego.

Włodarczyk przygotował misterny plan, chciał wygrać walkę, nie zadając ciosów. Gassijew go przechytrzył, bo postanowił te ciosy jednak zadawać. W 3. rundzie trafił lewym hakiem na dół i można było iść spać.

Tomasz Babiloński po pojedynku pisał na Twitterze, że sztab trenerski przemienił Włodarczyka z tygrysa w kotka. Można polemizować z tymi słowami, ale po powrocie z USA Diablo musi zastanowić się nad swoją przyszłością. Na gorąco mówił, że kariery kończyć jeszcze nie zamierza.

Zrzut ekranu 2017-10-22 o 17.06.18.png

Trudno za porażkę z Gassijewem obwiniać Fiodora Łapina, bo przecież to nie on zabronił Krzyśkowi używać pięści w ringu. Szkoda tylko, że nie potrafił do niego dotrzeć, przekonać go, że w boksie warto jednak bić przeciwnika. W tym miejscu warto zacytować fragment z Alfabetu Andrzeja Wasilewskiego:

Jestem przekonany, że Krzysztof Włodarczyk jest właścicielem najsilniejszego lewego prostego w Europie i to być może bez podziału na kategorie wagowe. Diablo wiele razy tym ciosem nokautował rywali. To nie jest tak, że tylko Walery Brudow padł po jego lewych prostych. Nawet Drozd mówił, że był zamroczony po ciosach z lewej ręki Krzyśka. Gdyby Włodarczyk miał tak aktywny lewy jak Darek Michalczewski, zunifikowałby wszystkie tytuły. Pewnie śmiejecie się teraz pod nosem. Niepotrzebnie, wiem, co mówię. Niestety, jakaś blokada powoduje, że Krzysiek jest mało aktywny w ringu. Zbyszek Raubo i Fiodor Łapin wykonali ogromną pracę, żeby zmusić go do pracy lewym prostym, ale Krzysiek używa go zdecydowanie za rzadko.

Dzisiaj Włodarczyk stoi pod ścianą. Czołówka wagi junior ciężkiej odjechała mu, o dużych walkach chyba może zapomnieć. Jeśli chce się dalej w to bawić, musi coś zmienić.

Może faktycznie dobrym rozwiązaniem byłaby zmiana trenera. Tomasz Adamek też kiedyś zapowiadał, że do końca kariery będzie pracował z Rogerem Blodworthem, bo z nikim innym nie wyobraża sobie współpracy. Po porażce z Erikiem Mioliną zmienił zdanie i dzisiaj pod okiem Gusa Currena widzimy trochę innego „Górala”. Przede wszystkim z inną motywacją do pracy, bardziej energicznego, jakby dziesięć lat młodszego.

Żeby było jasne, nie podpisuję się pod słowami Tomasza Babilońskiego, ale wydaje się, że duet Włodarczyk-Łapin doszedł już do ściany. Trudno sobie wyobrazić, że panowie za jakiś czas wrócą na salę treningową i znajdą motywację do wspólnej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że Włodarczyk bardzo dużo zawdzięcza Łapinowi, bez niego nie odniósłby swoich największych sukcesów.

Możliwe, że Diablo będzie musiał dokonać więcej zmian. W Polsce nowego trenera będzie mu trudno znaleźć, więc może trzeba będzie spakować walizki i ruszyć w świat. Może warto pomyśleć także nad przejściem do kategorii ciężkiej i rozpocząć nowy rozdział w karierze. Krzysiek już dawno o tym wspominał. Opcji jest kilka, Włodarczyk nie musi kończyć kariery. Pytanie, czy chce mu się jeszcze angażować w boks na 100 procent?

W Polsce Diablo też będzie miał okazję dorobić do bokserskiej emerytury. Nadal gorącym tematem jest jego walka z Arturem Szpilką. Panowie mają jakieś tam sprawy do wyjaśnienia, kibice na pewno nie pogardziliby takim pojedynkiem.

Za chwilę konfrontacji z Diablo mogą domagać się Michał Cieślak lub Adam Balski (fajne zestawienie). Może wpłynie oferta z KSW. W Newark bokserski świat Włodarczyka się nie zawalił. Stawało się tylko jasne, że nie jest on już w stanie rywalizować z najlepszymi na świecie w wadze junior ciężkiej. Może jednak zostać królem na swoim podwórku.

Reklamy

wsb

Porządne pieniądze na stole, kilku konkretnych facetów i cztery mistrzowskie pasy w obrocie. Turniej Word Boxing Super Series w kategorii junior ciężkiej może być strzałem w dziesiątkę jego organizatorów. Oby tylko obyło się bez jakichś nieprzewidzianych historii.

W sobotę w Monako poznaliśmy pary ćwierćfinałowe. Mistrzowie pięści, „piękni” chłopcy, wybierali tych „brzydkich”, czyli nie mających pasów. Kompletowanie par na zasadzie draftu było średnim pomysłem (lepiej losować), ale możemy na to przymknąć oko. 

Co wiemy po drafcie? Usyk i Briedis w nie mieli ochoty rozpoczynać turnieju od spotkania z Kudriaszowem. Yunier Dorticos nie miał wyjścia, musiał wziąć Rosjanina. Gdyby miał wybierać, pewnie też powiedziałby: nie, dziękuję. Nasz człowiek w WBSS, Krzysztof Włodarczyk jako obowiązkowy pretendent federacji IBF trafił w ręce Murata Gasijewa. 

Szanse Diablo? Bez pudrowania rzeczywistości, nie za duże. Po ostatnich jego pojedynkach trudno być optymistą. Faworytem jest Gasijew, który po raz pierwszy będzie bronił tytułu mistrzowskiego. Rosjanin sporo potrafi, mocno bije, ale wirtuozem pięści na pewno nie jest. Nie pękł przed Lebiediewem, nie podkuli też ogona przed byłym mistrzem WBC i IBF. Włodarczyka nie możemy jednak przekreślać. Z prostego powodu, jest puncherem, a tacy pięściarze w każdej sekundzie walki mogą jednym ciosem załatwić sprawę. Tym bardziej, że Gasijew nie jest Floydem w defensywie.

Konkretne mordobicie szykuje się w konfrontacji Dorticosa z Kudriaszowem. Razem mają na koncie 41 wygranych przed czasem. Tak, czterdzieści jeden! Panowie po pierwszym gongu powinni wywołać wojnę w ringu. W tym przypadku sędziowie punktowi mogą jechać na urlop. Wygrany tego pojedynku spotka się z Diablo lub Gasijewem. 

Usyk wybrał sobie Marco Hucka, którego kariera trzyma się na ostatnim zawiasie. Usyk ten zawias urwie z hukiem i odeśle Marco na emeryturę. Z kolei Briedis wskazał palcem na Pereza, czyli gościa, który za uszy został wciągnięty do zawodów przez swojego promotora. Nie wiemy, na co stać Kubańczyka po zmianie kategorii wagowej, ale w półfinale możemy go nie zobaczyć.

Pierwszym rezerwowym turnieju jest Krzysztof Głowacki. Wejdzie do gry, gdy któryś z zawodników dozna kontuzji. A teraz wyobraźcie sobie, że przed pierwszym pojedynkiem z turnieju wypada Murat Gasijew… Na horyzoncie pojawiłaby się walka Włodarczyk vs Głowacki. W tle byłyby dylematy obu pięściarzy, promotorów i Fiodora Łapina. Pamiętajmy, że życie pisze dziwne scenariusze.

Z naszego punktu widzenia największym nieobecnym w WBSS jest wspomniany już Głowacki. Można go było wystawić za Pereza czy Hucka. Sportowo – to bez dwóch zdań – na dziś lepsza opcja niż ci dwaj panowie. Nad nieobecnością Denisa Lebiediewa nikt nie powinien ubolewać. Rosjanin jest właścicielem atrapy pasa WBA Super World. Tak, atrapy, bo przecież ten pas powinien należeć do Gasijewa. Poza tym, Lebiediew jest już po drugiej stronie rzeki i niczego nie wniósłby do turnieju.

Brakuje też Tony’ego Bellew, ale on akurat nie był zainteresowany udziałem w tym balu, bo wybrał inną drogę, inną kasę. Jego biznes. Nie można jednak marudzić, bo i tak w stawie pływają grube ryby.

Wiecie, co jest najfajniejsze w tym turnieju? To, że możesz przystąpić do niego bez żadnego tytułu (patrz: Włodarczyk), a zakończyć zabawę z torbą pełną pasów.