Posts Tagged ‘Mateusz Masternak’

Newark to bardzo szczęśliwe dla polskiego boksu miasto w Ameryce. W 2008 roku w Prudential Center Tomasz Adamek wygrał ze Stevem Cunninghamem i zdobył pas mistrza świata w kategorii junior ciężkiej. Siedem lat później podobną historię napisał Krzysztof Głowacki, który po ringowej wojnie z Marco Huckiem przywiózł do Polski pas WBO. W nocy z soboty na niedzielę w ich ślady może pójść Krzysztof Włodarczyk.

Trudna zagadka

Włodarczyk nie będzie wchodził do ringu jako faworyt. Na dodatek będzie miał do rozwiązania bardzo trudną zagadkę, bo Murat Gasijew zna się na swojej robocie. Jeśli wygra Diablo, wiele osób w środowisku bokserskim uzna to za niespodziankę.

Kariera Krzysztofa Włodarczyka znalazła się na zakręcie po porażce z Grigorijem Drozdem. Stracił wtedy pas federacji WBC i schodek po schodku musiał odbudowywać swoją pozycję. Miał stoczyć rewanżowy pojedynek z Drozdem, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. Warto przypomnieć, jak tę sytuację wspomina Andrzej Wasilewski:

Za największą klęskę naszej grupy uznaję to, że Krzysztof Włodarczyk nie pojechał na walkę rewanżową z Grigorijem Drozdem. Po czasie wiem, że nie powinien wychodzić do pierwszego pojedynku z Rosjaninem, bo był wtedy kompletnie rozdeptany psychicznie. Krzysiek przyznał się po walce, że będąc już w Moskwie, miał głupie myśli. Chciał uszkodzić sobie rękę, żeby mieć pretekst do odwołania konfrontacji z Drozdem. Nie zrobił tego. Później stracił pas.

Nikt mnie nie przekona, że Drozd jest wielkim pięściarzem, Krzysiek w normalnej formie rozjechałby go lewym prostym. Mówię poważnie. Dlatego marzyłem o rewanżu, który był zagwarantowany w kontrakcie. Trzy tygodnie przed ich drugą potyczką Włodarczyka dopadł brzydki wirus. Nie symulował, faktycznie był wtedy chory. Problem polegał jednak na czymś innym. Diablo nawet nie chciał sprawdzić, czy choroba się rozwija i czy ma jakieś szanse na wyleczenie, tylko od razu „zawinął się” z obozu w Wiśle.

Lekarz, który badał Krzyśka powiedział mi: Wirus jest paskudny, ale możemy podjąć próbę leczenia. Tylko mam wrażenie, że pan Krzysztof nie chce tej walki. Przez telefon prosiłem, a nawet błagałem Diablo, żeby podjął próbę leczenia, ale on nie chciał mnie słuchać (…)

Może wypchać kieszenie dolarami

Od porażki z Drozdem minęły już trzy lata. W tym czasie Włodarczyk stoczył cztery walki z przeciętnymi lub słabymi rywalami. W żadnej nie zachwycił, robił swoje, szedł dalej i czekał na ekstra propozycję. Doczekał się, bo udział w turnieju WBBS otwiera przed nim nowe możliwości, może mu też wypchać kieszenie dolarami. Jest jeden warunek, Diablo musi się dobrze bić. Tu jest jednak mały problem, bo on dawno tego nie robił.

Włodarczyk kilka razy zaskakiwał nas negatywnie, więc może tym razem zaskoczy pozytywnie. Jednak wielkiej kasy na jego wygraną lepiej nie stawiać, bo można zostać z niczym. Z drugiej strony, warto przypomnieć, że Krzysztof Głowacki do walki z Marco Huckiem też nie przystępował w roli faworyta, a w Prudential Center został mistrzem świata. Może będzie powtórka z rozrywki.

Bez wycierania butów

Maciej Sulęcki od dawna mówił, a nawet krzyczał, że chce dużych walk, że nie chce tracić czasu na potyczki ze słabymi przeciwnikami. Wreszcie dostał konkretnego rywala, wreszcie będzie mógł pokazać swój warsztat. Najlepszy w Polsce, tak przynajmniej uważa wielu fachowców. W rankingu Po Gongu jest w tym momencie najlepszym polskim pięściarzem bez podziału na kategorie wagowe.

Sulęcki twierdzi, że walka z Jackiem Culcay’em to dla niego przepustka do wielkich rzeczy. Tak to wygląda. Drzwi do dużych pojedynków są uchylone, Maciek musi wejść do środka bez wycierania butów, najlepiej z futryną. Tego od niego oczekujemy, tego on wymaga od siebie.

Musi jednak zachować chłodną głowę, bo jego rywal ma podobne plany – też chce wygrać walkę. Culcay nie stanie koło niego i nie powie: „Maćku, bij mnie. Wiem, że chcesz być mistrzem świata.”

Nie ma czasu na potknięcia

Teoretycznie najłatwiejsze zadanie z trójki Polaków, którzy wejdą do ringu w Prudential Center będzie miał Mateusz Masternak. Stivens Bujaj nie został wyciągnięty z pobliskiego baru, ale w jego rekordzie nie znajdziemy rywala pokroju „Mastera”. Polak dawno temu boksował w USA, teraz będzie miał okazję przypomnieć się na tamtym terenie. Na tle tego rywala może wypaść efektownie.

Po gali Polsat Boxing Night 7 oczekiwania wobec Masternaka poszybowały w górę. Podopieczny Andrzeja Gmitruka stoi na zapleczu czołówki wagi junior ciężkiej i ma ochotę na rywalizację o najwyższe trofea. Nie ma czasu na potknięcia. Na pewno nie z Bujajem.

Idealny dla nas scenariusz zakłada wygrane Włodarczyka, Sulęckiego i Masternaka. Wtedy będzie można otworzyć szampana i świętować.

Czekamy na ucztę.

Galę można obejrzeć w Polsat Sport.

Reklamy

FOT 400MM.PL

Opadł już kurz po gali Polsat Boxing Night 7. Tomasz Adamek faktycznie był Jokerem, ale show skradł mu Mateusz Masternak. Swoje pięć minut miał Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Nie zabrakło też kontrowersji. Z jajami Łukasza Janika w roli głównej. Z Ergo Areny raczej nikt nie wyszedł zawiedziony. 

Gdy po zakończeniu szóstej rundy Tomasz Adamek szedł do swojego narożnika, wiedzieliśmy już, że ma walkę pod kontrolą i że jeśli nie zdrzemnie się na moment, to spokojnie wygra. Solomon Haumono w każdej rundzie zbierał sporo ciosów, ale nie był ani razu podłączony, dlatego było też wiadomo, że pojedynek potrwa cały dystans.

„Góral” faktycznie był Jokerem

Adamek na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 12 rund. „Góral” był w tej walce Jokerem, tak jak anonsowano go na plakacie promującym galę. Jokerem na pewno nie był jego rywal. Mateusz Borek żartował po gali, że Haumono w hierarchii ważności kart spadł na „9”.

FOT 400MM.PL

Po gali próbowaliśmy ustalić, co czeka Adamka w najbliższej przyszłości, ale żadne konkrety nie padły. Ani z ust głównego zainteresowanego, ani promotora Borka. Jedno jest pewne, „Góral” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze zobaczymy go w ringu. Może wojować za granicą, ale w Polsce też nie zabraknie chętnych do walki z nim. Swoją kandydaturę już zgłosił Krzysztof Zimnoch. Tak na marginesie, to dobry pomysł na promocję. „Chcę walki z Adamkiem” – chwytliwe hasło, prawda?

Masternak skradł show Adamkowi

Mateusz Masternak i Robert Talarek to bez wątpienia najwięksi wygrani gali PBN 7. Ten pierwszy w pojedynku z Siłłachem zdał test na męskość i przy okazji skradł show Adamkowi. Był w tarapatach (rozcięty łuk brwiowy, liczenie), momentami walka wymykała mu się spod kontroli, ale dał radę. Ukłony, „Master”. Z obu stron oglądaliśmy boks w najlepszym wydaniu. Wynik był na styku, werdykt mógł pójść w obie strony. Masternak takie historie już przerabiał. Na wyjeździe tego typu walki przegrywał, teraz to jego ręka powędrowała w górę. Warto zwrócić uwagę, że „Master” nie ma w tej chwili promotora. Niektórym osobom powinno dać to do myślenia.

FOT 400MM.PL

Mocnego zaplecza promotorskiego nie ma też za sobą Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Ta gala powinna być dla tego chłopaka trampoliną. Pokazał, że ciężka robota, w którą wkłada się serce i charakter, przynosi efekty. Jeżeli odbędzie się kolejna gala PBN, Talarka wypadałoby zaprosić w pierwszej kolejności. Szkoda też, żeby chłopak dalej jeździł po Europie i dostawał po uszach nie od rywali, ale od sędziów. Przed galą Talarek w talii kart był tylko „10”. Po walce z Dąbrowskim nie został od razu asem, ale na pewno o jeden stopień przesunął się w górę.

Sulęcki i Głowacki wygrali… sparingi

Maciej Sulęcki i Krzysztof Głowacki wykonali swoją robotę i mogą iść dalej. Szkoda, że mieli mało wymagających przeciwników. W ich przypadku szkoda czasu na walki, które przypominają sparingi. Plusem jest to, że pokazali się na tak dużej imprezie. Obaj twierdzą, że są gotowi na pojedynki o pasy. Teraz wszystko w rękach ich promotorów i menedżerów.

Andrzej Gmitruk przed walką Łukasza Wierzbickiego przekonywał, że jego podopieczny w Ergo Arenie będzie grał na pianinie. Trzeba przyznać, że Wierzbicki na tle Tlatlika wypadł bardzo korzystnie i wygrał bez problemu. Może nie grał jeszcze na pianinie, ale pokazał, że ma smykałkę do boksu. Andrzej Gmitruk musi jeszcze pracować nad tym chłopakiem. Potencjał na pewno jest.

Były też kontrowersje. Z jajami Janika w roli głównej

Na PBN 7 nie obyło się bez kontrowersji. Sporo dyskutowało się o werdykcie po walce Ewy Brodnickiej. O skandalu nie możemy mówić, ale Ewa na pewno wygrała szczęśliwie.  Viviane Obenauf nie zgadzała się z werdyktem i zaprosiła Brodnicką na rewanż do Szwajcarii. – Jak mi dobrze zapłaci, to czemu nie” – stwierdziła na gorąco „Kleo”.

_IGA1815.jpg

Rewanżu domaga się też Łukasz Janik, który twierdzi, że Adam Balski trafił go poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że Janik nie ma racji. O samej walce za dużo nie można napisać, bo Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie. Poza tym Janik powinien spełnić dwa warunki:

  1. Nie może się przygotowywać na wariackich papierach
  2. Musi kupić sobie suspensor, bo w innym przypadku znowu mogą być jaja

Nie ma powodów do marudzenia

Mateusz Borek przyznał po gali, że rozważany był undercard w stylu braci Kliczko. Czyli wielka kasa idzie na jeden pojedynek, reszta walk interesuje tylko rodzinę i przyjaciół walczących pięściarzy. Szef MB Promotions postawił jednak na inne rozwiązanie.

Zakontraktował Adamkowi rywala z niższej półki, ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć w akcji innych, czołowych pięściarzy z polskiego podwórka. To było dobre rozwiązanie, nikt nie powinien marudzić.

Krzysztof Smajek

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

Od walki z Tonym Bellew minęło już kilka dni. Pogodziłeś się już z porażką?

Przed pojedynkiem wiedziałem, że na wyjeździe będzie trudno o wygraną na punkty. Niestety, nie udało mi się go znokautować. Wydaje mi się, że dwa razy go naruszyłem, bodajże w szóstej i dziesiątej rundzie. Jednak Bellew jest doświadczonym pięściarzem i po moich mocnych ciosach dobrze wykorzystywał liny i nie pozwalał się po raz drugi trafić. Był za cwany i nie udało mi się go dobić. Po obejrzeniu walki punktowałem 7-5 w rundach dla mnie, ale sędziowie widzieli coś innego. Wynik poszedł w świat i teraz nie ma znaczenia czy zgadzam się z werdyktem czy nie.

Czy pod koniec pojedynku czułeś, że przegrywasz?

W ringu miałem zaburzony obraz walki, bo mój trener Georg Bramowski ma taki sposób motywowania, że ciągle mówi, że runda jest przegrana, że zrobiłem za mało. Po każdej rundzie mówił, że chce ode mnie więcej. Z jego słów wynikało, że przegrałem wszystkie starcia, ale znam trenera i wiem, że w ten sposób próbował mnie zmotywować.

Będziesz naciskał na promotorów, żeby zorganizowali Ci rewanż z Brytyjczykiem?

Nie ukrywam, że chciałbym rewanżu, ale boks zawodowy to jest biznes i teraz Bellew pewnie będzie szukał walki o pas mistrza świata, więc raczej nie zdecyduje się na drugi pojedynek ze mną. Ja jestem na tak, czekam na telefon.

Czy wyjazd do Anglii był chociaż korzystny pod względem finansowym?

Zawsze można było zarobić więcej, ale jestem zadowolony ze swojej gaży. Szkoda tylko, że przegrałem. Jednak nie załamuję rąk i nie użalam się nad sobą, odbieram to jako cenne doświadczenie. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa. Jestem w stanie wygrać z każdym w swojej wadze. Mam nadzieję, że dostanę jeszcze ciekawe propozycje.

Gdy podpisywałeś kontrakt z Sauerlandem wydawało się, że wsiadłeś do windy, która zawiezie Cię na szczyt wagi cruiser. Winda jednak się zacięła. W którym momencie to nastąpiło?

Trudno powiedzieć. Może to było niezależne ode mnie, może to był moment, w którym telewizja wypowiedziała umowę grupie Sauerland. Wtedy promotorzy przestali rozwijać i budować moją karierę na rynku niemieckim. Skupiono się na walkach wyjazdowych, które są obarczone sporym ryzykiem.

Promotorzy kilka razy zakontraktowali Ci bardzo słabych rywali. Jaki sens miały walki z Nascimento czy Mino?

Gdy dostaję propozycję od promotorów, to mam zawsze wybór: biorę lub nie biorę pojedynku. Nikt nie stoi nade mną ze strzelbą i nie zmusza do podpisania kontraktu. W takich sytuacjach zwykle jest tak, że jak mam zarobić określoną stawkę albo unieść się honorem i powiedzieć, że nie boksuje, bo dany zawodnik szkodzi mojemu wizerunkowi, to wiadomo, że wybieram pieniądze. Mam dwójkę dzieci, rachunki do płacenia i muszę zarabiać. To wychodzi trochę poza ramy sportowe, ale taka jest rzeczywistość.

Czy czasem nie czujesz się piątym kołem u wozu w grupie Sauerlanda?

Nie ulega wątpliwości, że promotorzy nie mają pomysłu na mnie. Widać to gołym okiem. Aktualnie żadna telewizja w Niemczech nie jest zainteresowana pokazywaniem moich walk w Niemczech ani inwestowaniem we mnie pieniędzy. Kilka lat temu podpisałem kontrakt z Sauerlandem, który obowiązuje jeszcze przez rok i teraz muszę się z niego wywiązać. Jak się skończy, będę mógł negocjować lepsze warunki.

Wchodzi w grę rozwiązanie kontraktu?

Z wielu względów jest to niemożliwe.

To prawda, że przed walką z Johnnym Mullerem promotorzy obiecali Ci walkę o mistrzostwo świata?

Były takie rozmowy, ale nie padły żadne konkrety. Z Mullerem przegrałem i temat upadł.

Weźmiesz kolejną walkę wyjazdową, czy masz już dosyć takich pojedynków?

Mam już tego dosyć. Moje doświadczenia zebrane z walk wyjazdowych uświadomiły mnie, że ciężko jest zrobić karierę na obcym rynku. Każdy promotor inwestuje w swojego zawodnika i nikt nie będzie pomagał przyjezdnemu. Boks zawodowy jest tylko i wyłącznie biznesem, sport jest na drugim miejscu. Mam świadomość, że walcząc na wyjazdach, nie zrobię wielkiej kariery. Dlatego to mnie już nie interesuje.

Czy od rozstania z trenerem Andrzejem Gmitrukiem zrobiłeś jakiś postęp?

Jeśli chodzi o kwestie techniczne to nie, ale teraz mam bardziej zdyscyplinowany boks niż kiedyś. Przede wszystkim teraz walczę bardziej bezpiecznie dla siebie. Kiedyś nie wiedziałem co to klincz, nikt mnie tego nie uczył. Myślę, że jakbym dalej trenował z Andrzejem Gmitrukiem i nadal nie przerabiałbym tego na treningach, to po przyjęciu mocnego lewego sierpowego od Bellewa w 12. rundzie, nie umiałbym się zachować i pewnie przegrałbym przed czasem.

Polska:

„Nie będzie walki Wach vs Rekowski. Za namową promotora AW, Rex chce absurdalnej kasy. A sami płacili mu za ME 1/3 tego, co mu zaoferowaliśmy” – napisał w piątek na Twitterze Mateusz Borek. – Obliczyliśmy wszelkie koszty związane między innymi z przygotowaniami i okazało się, że nie zostałoby z tego Marcinowi 10 tysięcy euro, a to w wadze ciężkiej za trudny pojedynek nie są duże pieniądze – to z kolei słowa Andrzeja Wasilewskiego cytowanego przez ringpolska.pl. Nie będziemy się tutaj wymądrzać, bo nie siedzieliśmy przy negocjacyjnym stole, ale przynajmniej wiemy, że rozeszło się o pieniądze. Szkoda, bo walka zapowiadała się interesująco. To po pierwsze. Po drugie, po tym pojedynku łatwiej byłoby ułożyć ranking wagi ciężkiej w Polsce.

*****

Krzysztof Włodarczyk jednak nie wystąpi podczas planowanej na 14 sierpnia gali w Newark. „Diablo” nie walczył już prawie od roku i jeśli tak dalej pójdzie, to zacznie rdzewieć. Wprawdzie jego nazwisko wymieniane jest w kontekście gali Polsat Boxing Night, gdzie miałby walczyć z Mateuszem Masternakiem, ale ten pojedynek wydaje się mało prawdopodobny. Raczej jego promotorzy muszą szukać dla niego innych opcji.

*****

Mateusz Masternak w rozmowie z „Super Expressem” poskarżył się, że nie ma kontaktu ze swoimi promotorami. „Od dwóch tygodni piszę do nich e-maile i nie ma odpowiedzi. Z Kalle tak bywa, czasem bracia są mocno zagubieni. Niestety, to od nich zależy moja kariera. Mam kontrakt ważny do końca roku, jeszcze nie wiem, czy zostanie przedłużony – powiedział „Master”. Dla Polaka chyba lepiej, żeby kontrakt nie został przedłużony, bo wydaje się, że grupa Sauerlanda straciła pomysł na jego karierę.

Świat:

Carl Froch zawiesił rękawice na kołku. Szkoda – to jedyne słowo, które ciśnie się na usta, ale z drugiej strony, trzeba uszanować decyzję Brytyjczyka. Froch walczył z najlepszymi, był właścicielem pasów WBC, IBF i WBA w wadze super średniej, ale przede wszystkim był wojownikiem, którego walki oglądało się z wypiekami na twarzy. Teraz będzie ekspertem telewizji Sky Sports.

*****

Floyd Mayweather rozpoczął przygotowania do wrześniowej walki. Jednak nadal nie znamy nazwiska jego rywala, ale według ostatnich doniesień podobno najwyżej stoją akcje… Andre Berto. To nazwisko nikogo nie rzuca na kolana, ale my nie mamy nic do gadania. Przecież to król P4P decyduje o wszystkim… A tak na marginesie, ESPN informuje, że Floyd za wrześniowy pojedynek ma przytulić około 35 milionów dolarów. Grosze w porównaniu z ponad dwustoma milionami, które zgarnął za walkę z Pacquiao.

*****

Tyson Fury już rozpoczął śmieciowe gadanie przed walką z Władimirem Kliczką. „Gypsy King” zapowiedział, że wyrwie serce Władimirowi i nakarmi nim Witalija. Aż strach pomyśleć, co będzie wygadywał Fury w kolejnych tygodniach. Pewnie posunie się dalej niż David Haye, który „obcinał” głowy ukraińskim braciom. W najbliższy wtorek odbędzie się pierwsza konferencja z udziałem Kliczki i Fury’ego. Może być ciekawie.

*****

Mariusz Wach i Tony Thompson byli wymieniani wśród kandydatów do walki z Anthonym Joshuą we wrześniu, ale ostatecznie Brytyjczyk w tym terminie skrzyżuje rękawice z Gary Cornishem. Szkot legitymuje się ładnym dla oka bilansem 21-0, ale powoli musi oswajać się z myślą, że wkrótce straci zero ze swojego rekordu.

Przegląd walk:

Chris Arreola, który był przymierzany do walki z Deontayem Wilderem, zaledwie zremisował z przeciętnym Fredem Kassim podczas gali w El Paso. Co tu dużo pisać, Amerykanin zaczyna rozmieniać się na drobne. Jeśli dostanie walkę o tytuł mistrzowski, będzie to wielka kpina.

Podczas tej samej gali na ring wrócił Julio Chavez Jr., który wygrał na punkty z Marco Reyesem, ale nikogo nie zachwycił. Warto dodać, że Meksykanin nie zrobił wagi przed walką. Widać, że facet poważnie podchodzi do boksu.

Na gali w El Paso bardzo dobrą walkę dali Carl Frampton i Alejandro Gonzalez Jr. Brytyjczyk w pierwszej rundzie był dwa razy liczony, ale później wziął się do roboty i obronił pas IBF kategorii super koguciej.

Serial pt. „Abraham vs Stieglitz” dobiegł końca. „Król Artur” znokautował w szóstej rundzie rywala i po raz czwarty z rzędu obronił tytuł mistrza świata kategorii super średniej federacji WBO. Piąta walka tych panów nie ma już sensu, bo przecież wiadomo, kto jest lepszy.

19-letni Vicent Feigenbutz już na poważnie zaczął rozpychać się łokciami na zawodowych ringach. Młokos z Niemiec po zwycięstwie nad Mauricio Reynoso zdobył w sobotę pas federacji WBA wersji tymczasowej. Grupa Sauerlanda będzie miała z tego chłopaka jeszcze sporo radości (czytaj: pieniędzy).

David Price po przegranej przez nokaut z Erkanem Teperem powinien wziąć przykład z Artura Bińkowskiego i „spakować kredki do piórnika”. Brytyjczyk z taką obroną nie ma czego szukać wśród ciężkich.

Mateusz Masternak przegrał na punkty w RPA z Johnnym Mullerem. Co pan sądzi, już na chłodno, o werdykcie?

Sprawa jest prosta jak konstrukcja cepa – dwóch ślepych facetów sędziowało ten pojedynek i wytypowało wygraną Mullera. Trzeci, jeszcze przytomny, dobrze przeczytał obraz walki. To jest cały boks, który jest sportem bardzo niewymiernym. Sędziuje się tak jak zapraszający by sugerowali. Muller wygrał, patrząc bardzo przychylnym okiem, góra cztery rundy. To wszystko. Jednak dwóch sędziów widziało inaczej. Totalne nieporozumienie. Steve Wonder na galopującym koniu widziałby wygraną Masternaka, a nie widziało dwóch cymbałów, którzy byli sędziami.

Co w tej sytuacji powinni zrobić promotorzy Masternaka?

A co oni mogą zrobić? Pewnie przekażą dalej płyty z walki. Przecież wszyscy widzieli, że to był jeden z większych wałków w tym roku. Ludzie Sauerlanda mówią o rewanżu. Możliwe, że do niego dojdzie, ale po części winny jest sobie sam Masternak. Jak masz przeciwnika zamroczonego, to trzeba go dobić, żeby nie było żadnych wątpliwości. Polak nie dobił rywala i ma kłopot.

Jak zwalczać w boksie tego typu werdykty i patologie?

Jest na to jeden sposób – trzeba znokautować przeciwnika.

Nic więcej?

Niestety, nic się z tym nie da zrobić. Tak będzie do końca świata, bo w boksie nie ma jednoznacznego sposobu oceny. Kontrowersje w boksie były, są i będą.

Czy Mateusz Masternak powinien mieć pretensje do promotorów, że wysłali go do dalekiej RPA?

Jakie pretensje?! Powinien być wdzięczny, że dostał od nich kolejną szansę i że po przegranych z Drozdem i Kalengą nie postawili na nim krzyżyka. Mało tego, promotorzy obiecali „Masterowi”, ze jak wygra z Mullerem, to zorganizują mu walkę o mistrzostwo świata.

Co dalej będzie z karierą Masternaka?

Znalazła się na zakręcie. Jeśli dojdzie do rewanżu z Mullerem i Mateusz go wygra, to może jeszcze wróci gry o dużą stawkę. Na razie jest na bocznym torze, ale jest nadzieja, że dostanie jeszcze jedną szansę. Wtedy jednak nie może być kunktatorstwa w jego wykonaniu, bo nie ukrywajmy, trochę tego było w jego poczynaniach. „Master” wiedział że wygrywa, ale nie zaryzykował i nie postawił kropki nad i. Mówiłem w trakcie transmisji, że potrzeba jeszcze jednego nokdaunu w końcówce, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości. Tego jednak zabrakło i stało się to, czego się obawialiśmy.

Istnieje ryzyko, że Sauerland zrezygnuje z usług Masternaka?

Sauerland za pośrednictwem mediów społecznościowych wysłał w świat informację, że chce rewanżowej walki z Mullerem, więc raczej nie myślą o rozstaniu z Polakiem.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Przed Mateuszem Masternakiem pojedynek w RPA. Polak znów będzie walczył z lufą przy skroni, bo w przypadku porażki, kolejnej szansy od promotora pewnie już nie dostanie. Johnny Muller to jest rywal w zasięgu Polaka, ale lepiej dmuchać na zimne. Wróbelki ćwierkają, że w drugiej połowie roku Masternak znów może dostać dużą walkę. Musi tylko rozprawić się z Mullerem.

Norymberga, końcówka 2012 roku. Mateusz Masternak po jednostronnej walce wygrywa z Jugo Haapoją i zostaje mistrzem Europy kategorii junior ciężkiej. Za walkę o pas EBU otrzymuje 20 tysięcy euro. Kilka miesięcy wcześniej Polak podpisał kontrakt z grupą Sauerlanda. Gdy trafił do stajni niemieckiego promotora wydawało się, że wchodzi do windy, która zawiezie go na sam szczyt kategorii junior ciężkiej. Tak się jednak nie stało. Winda jechała, ale w pewnym momencie się zacięła.

Prosty plan – pas EBU, później Włodarczyk

Po kilku walkach właściciele Sauerlanda zacierali ręce, że zrobili świetny interes, podpisując kontrakt z polskim pięściarzem. Po zdobyciu przez Masternaka pasa EBU wrócił temat jego walki z Krzysztofem Włodarczykiem, ówczesnym mistrzem świata federacji WBC. „Master” praktycznie w każdym wywiadzie odmieniał nazwisko Włodarczyka przez wszystkie przypadki, ale „Diablo” nawet nie chciał słyszeć o walce z młodszym kolegą po fachu. – Włodarczyk zdecydowanie unika walki ze mną, a to w Polsce byłyby wielki hit – mówił „Master” w jednym z wywiadów.

Sauerland miał prosty pomysł na karierę Masternaka – najpierw zdobycie mistrzostwa Europy, później pojedynek z Włodarczykiem o pas WBC. Do pewnego momentu wszystko szło zgodnie z planem. Po drodze Masternak, po wygranej z Shawnem Corbinem, zdobył jeszcze pas WBC International. To zwycięstwo jeszcze bardziej przybliżyło go do walki z „Diablo”. Masternak w pewnym momencie miał już Włodarczyka na wyciągnięcie ręki, bo w sierpniu 2013 roku notowany był na drugim miejscu w rankingu federacji WBC.

Promotorzy „Mastera” byli nawet chętni na pojedynek z Giacobbe Fragomenim, który miał wówczas status oficjalnego pretendenta do walki o pas WBC. Złożyli Włochowi propozycję walki z Masternakiem, ale Fragomeni nie był zainteresowany. „Master” na chwilę odłożył na bok marzenia o walce o mistrzostwo świata i przystąpił do dobrowolnej obrony pasa EBU. Pierwotnie jego rywalem miał być Youri Kalenga, ale ostatecznie padło na Grigorija Drozda.

Moskwa i Monte Carlo – czarne dziury na mapie Masternaka

Polak z wyprawy do Moskwy wrócił bez pasa i bez zera w rekordzie. Po porażce z Drozdem promotorzy nie zrezygnowali z niego, ale zaczęło się szukanie winnych. Padło na Andrzeja Gmitruka. Masternak rozstał się ze swoim trenerem, ale zanim to nastąpiło, obaj panowie nie szczędzili sobie gorzkich słów na łamach mediów. Gmitruk twierdził, że nie miał wpływu na dobór sparingpartnerów dla swojego podopiecznego przed walką z Drozdem. Z kolei pięściarz powiedział, że do ringu w Moskwie wyszedł bez żadnego planu. Chemia się skończyła i panowie się rozstali. Nowym trenerem „Mastera” został Piotr Wilczewski, pod którego okiem miał on rozpocząć nowy rozdział swojej kariery.

Masternak szybko otrzymał od swoich promotorów szansę odkupienia grzechów za porażkę w Moskwie, bo po dwóch łatwych wygranych, dostał walkę o tymczasowe mistrzostwo świata federacji WBA z Youri Kalengą. Stawka walki w Monte Carlo była ogromna, bo zwycięzca pojedynku stawał się z automatu obowiązkowym pretendentem do walki z Denisem Lebiediewem o pas WBA. Walka o mistrzostwo świata znów była bardzo blisko. I znów się nie udało. Masternak w pojedynku z Kalengą był dziwnie ospały, bez żadnych argumentów i zasłużenie przegrał. Choć jeden z sędziów widział jego wygraną…

Kolejna szansa od promotorów. „Master” trafia pod skrzydła Wegnera

Wydawało się, że ludzie Sauerlanda w końcu stracą cierpliwość do Masternaka, który po raz drugi zawiódł ich oczekiwania. Nic takiego się jednak nie stało. Wręcz przeciwnie, promotorzy nie postawili na nim krzyżyka, tylko oddali w ręce swojego najlepszego trenera, czyli Ulli Wegnera. Ta decyzja oznaczała, że krótka przygoda Masternaka z Wilczewskim dobiegła końca. „Master” po raz drugi zaczynał praktycznie od zera.

Ulli Wegner w narożniku Masternaka stanął po raz pierwszy w pojedynku na przetarcie z Benem Nsafoahem. Dla Polaka to był spacerek i walka praktycznie bez historii. Jednak promotorzy nie mieli zamiaru prowadzić Masternaka za rękę i dobierać mu słabych rywali. Zamiast tego od razu rzucili go na głęboką wodę. Czytaj: wysłali na teren wroga na walkę z byłym mistrzem świata Jeanem Mormeckiem. „Master” do tego pojedynku wychodził z lufą przy skroni.

Dla niego to była walka o być albo nie być, bo promotorzy pewnie nie wybaczyliby mu kolejnej przegranej. Polak nie pękł w jaskini lwa i we Francji dopisał sobie kolejną wygraną do rekordu. W walce z Mormeckiem w narożniku „Mastera” stał Georg Bremowski, bo w tym czasie Ulli Wegner miał inne obowiązki. Później była zwycięska walka z Rubenem Mino, którego Masternak odprawił z kwitkiem już w drugiej rundzie. To był pojedynek z serii: wyjść do ringu, zbić rywala i zapomnieć o wszystkim. Zupełnie niepotrzebny dla Masternaka. Ludzie z Sauerlanda powinni się wstydzić, że zorganizowali Polakowi taką walkę.

Wyprawa do Afryki. Znów z lufą przy skroni

Teraz przed Masternakiem pojedynek w dalekiej RPA. Polak znów będzie walczył z lufą przy skroni, bo w przypadku porażki kolejnej szansy od promotora pewnie już nie dostanie. Johnny Muller to jest rywal w zasięgu Polaka. „Master” ma już na rozkładzie kilku podobnych pięściarzy, ale trzeba dmuchać na zimne. Tym bardziej, że to będzie walka wyjazdowa. Trochę dziwne, że promotorzy wysłali „Mastera” w tak egzotyczne boksersko miejsce. Najpierw zakontraktowali mu walkę ze słabiutkim Mino, teraz zafundowali pojedynek w Afryce. Masternak nie może jednak wybrzydzać. Musi wyjść do ringu, załatwić sprawę i czekać na rozwój wypadków. Wróbelki ćwierkają, że w drugiej połowie roku znów może dostać dużą walkę. Musi tylko rozprawić się z Mullerem.

Krzysztof Smajek