Posts Tagged ‘Mateusz Borek’

FOT 400MM.PL

Opadł już kurz po gali Polsat Boxing Night 7. Tomasz Adamek faktycznie był Jokerem, ale show skradł mu Mateusz Masternak. Swoje pięć minut miał Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Nie zabrakło też kontrowersji. Z jajami Łukasza Janika w roli głównej. Z Ergo Areny raczej nikt nie wyszedł zawiedziony. 

Gdy po zakończeniu szóstej rundy Tomasz Adamek szedł do swojego narożnika, wiedzieliśmy już, że ma walkę pod kontrolą i że jeśli nie zdrzemnie się na moment, to spokojnie wygra. Solomon Haumono w każdej rundzie zbierał sporo ciosów, ale nie był ani razu podłączony, dlatego było też wiadomo, że pojedynek potrwa cały dystans.

„Góral” faktycznie był Jokerem

Adamek na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 12 rund. „Góral” był w tej walce Jokerem, tak jak anonsowano go na plakacie promującym galę. Jokerem na pewno nie był jego rywal. Mateusz Borek żartował po gali, że Haumono w hierarchii ważności kart spadł na „9”.

FOT 400MM.PL

Po gali próbowaliśmy ustalić, co czeka Adamka w najbliższej przyszłości, ale żadne konkrety nie padły. Ani z ust głównego zainteresowanego, ani promotora Borka. Jedno jest pewne, „Góral” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze zobaczymy go w ringu. Może wojować za granicą, ale w Polsce też nie zabraknie chętnych do walki z nim. Swoją kandydaturę już zgłosił Krzysztof Zimnoch. Tak na marginesie, to dobry pomysł na promocję. „Chcę walki z Adamkiem” – chwytliwe hasło, prawda?

Masternak skradł show Adamkowi

Mateusz Masternak i Robert Talarek to bez wątpienia najwięksi wygrani gali PBN 7. Ten pierwszy w pojedynku z Siłłachem zdał test na męskość i przy okazji skradł show Adamkowi. Był w tarapatach (rozcięty łuk brwiowy, liczenie), momentami walka wymykała mu się spod kontroli, ale dał radę. Ukłony, „Master”. Z obu stron oglądaliśmy boks w najlepszym wydaniu. Wynik był na styku, werdykt mógł pójść w obie strony. Masternak takie historie już przerabiał. Na wyjeździe tego typu walki przegrywał, teraz to jego ręka powędrowała w górę. Warto zwrócić uwagę, że „Master” nie ma w tej chwili promotora. Niektórym osobom powinno dać to do myślenia.

FOT 400MM.PL

Mocnego zaplecza promotorskiego nie ma też za sobą Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Ta gala powinna być dla tego chłopaka trampoliną. Pokazał, że ciężka robota, w którą wkłada się serce i charakter, przynosi efekty. Jeżeli odbędzie się kolejna gala PBN, Talarka wypadałoby zaprosić w pierwszej kolejności. Szkoda też, żeby chłopak dalej jeździł po Europie i dostawał po uszach nie od rywali, ale od sędziów. Przed galą Talarek w talii kart był tylko „10”. Po walce z Dąbrowskim nie został od razu asem, ale na pewno o jeden stopień przesunął się w górę.

Sulęcki i Głowacki wygrali… sparingi

Maciej Sulęcki i Krzysztof Głowacki wykonali swoją robotę i mogą iść dalej. Szkoda, że mieli mało wymagających przeciwników. W ich przypadku szkoda czasu na walki, które przypominają sparingi. Plusem jest to, że pokazali się na tak dużej imprezie. Obaj twierdzą, że są gotowi na pojedynki o pasy. Teraz wszystko w rękach ich promotorów i menedżerów.

Andrzej Gmitruk przed walką Łukasza Wierzbickiego przekonywał, że jego podopieczny w Ergo Arenie będzie grał na pianinie. Trzeba przyznać, że Wierzbicki na tle Tlatlika wypadł bardzo korzystnie i wygrał bez problemu. Może nie grał jeszcze na pianinie, ale pokazał, że ma smykałkę do boksu. Andrzej Gmitruk musi jeszcze pracować nad tym chłopakiem. Potencjał na pewno jest.

Były też kontrowersje. Z jajami Janika w roli głównej

Na PBN 7 nie obyło się bez kontrowersji. Sporo dyskutowało się o werdykcie po walce Ewy Brodnickiej. O skandalu nie możemy mówić, ale Ewa na pewno wygrała szczęśliwie.  Viviane Obenauf nie zgadzała się z werdyktem i zaprosiła Brodnicką na rewanż do Szwajcarii. – Jak mi dobrze zapłaci, to czemu nie” – stwierdziła na gorąco „Kleo”.

_IGA1815.jpg

Rewanżu domaga się też Łukasz Janik, który twierdzi, że Adam Balski trafił go poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że Janik nie ma racji. O samej walce za dużo nie można napisać, bo Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie. Poza tym Janik powinien spełnić dwa warunki:

  1. Nie może się przygotowywać na wariackich papierach
  2. Musi kupić sobie suspensor, bo w innym przypadku znowu mogą być jaja

Nie ma powodów do marudzenia

Mateusz Borek przyznał po gali, że rozważany był undercard w stylu braci Kliczko. Czyli wielka kasa idzie na jeden pojedynek, reszta walk interesuje tylko rodzinę i przyjaciół walczących pięściarzy. Szef MB Promotions postawił jednak na inne rozwiązanie.

Zakontraktował Adamkowi rywala z niższej półki, ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć w akcji innych, czołowych pięściarzy z polskiego podwórka. To było dobre rozwiązanie, nikt nie powinien marudzić.

Krzysztof Smajek

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

Wystarczyło, że Tomek Adamek wspomniał coś o powrocie na ring i już wybuchła burza. Może inaczej. Na Twitterze rozpoczęła się burzliwa dyskusja na temat potencjalnego przeciwnika dla Górala. Pojawiły się też pierwsze nazwiska. Poważne i mniej poważne.

Zacznijmy jednak od wywiadu, którego Tomek Adamek udzielił Przemkowi Garczarczykowi. Oto najważniejsze cytaty z tej rozmowy:

Tomek Adamek: „Jestem na tak. Po rozmowie z Mateuszem Borkiem powiedziałem, że wracam na ring.”

Skoro ma ochotę wracać na ring, niech wraca. Nic nam do tego. Przypominamy, że w Polsce nie ma obowiązku oglądania jego pojedynków. Pewnie zaraz pojawią się komentarze, że Góral wraca, bo kasa się skończyła. Spokojnie, główny zainteresowany twierdzi, że z dutkami wszystko jest ok. Wierzcie, komu chcecie, ale lepiej trzymać się zasady, że do cudzego portfela nie ma sensu zaglądać.

TA: „Chciałbym pożegnać się z kibicami w dobrym stylu, żeby zapamiętali mnie jako wojownika.”

W dobrym stylu można pożegnać się na różne sposoby. Na przykład: można wpaść w garniaku na galę Polsat Boxing Night, powiedzieć kilka zdań do kibiców, odebrać pamiątkowy puchar, zebrać owację na stojąco i tyle. Góralowi jednak nie o to chodzi. On chce się pożegnać kolejną walką. Tomek musi też pamiętać o jednym: tak czy siak kibice (zwłaszcza ci trochę starsi) zapamiętają go jako wojownika. Niczego już nikomu nie musi udowadniać.

Wiadomo, że nikt nie lubi schodzić ze sceny pokonanym. Zresztą pięściarze często powtarzają tę wyświechtaną formułkę: „chciałbym pożegnać się w dobrym stylu”. Pytanie, co należy rozumieć przez dobry styl? Zbicie jakiegoś kelnera? W przypadku Adamka odpowiedź brzmi: nie.

TA: „Jeżeli wygrywać to z czołówką. Co mi daje zwycięstwo z przeciętnym pięściarzem?

Krótko mówiąc, Tomek Adamek nie ma ochoty na walkę, jakby to powiedział redaktor Andrzej Kostyra, z puszką soku pomidorowego. Ma być rywal z czołówki. Nie chodzi o to, żeby dać mu przeciwnika, który będzie przypominał porcelanową figurkę, która stłucze się po pierwszym ciosie.

Czas przejść do wspomnianej na wstępie rozmowy na temat kolejnego rywala dla Górala, w której w rolach głównych wystąpili: Mateusz Borek i Andrzej Wasilewski.

Promotor grupy Sferis KnockOutPromotions zaproponował dla Adamka dwie opcje: walkę z Krzysztofem Włodarczykiem lub Andrzejem Wawrzykiem.

tweet1

Pomysł spodobał się Maciejowi Miszkiniowi, który napisał: „Zapomniałem o tym zestawieniu. Dla mnie ciekawie, ppv jeden z lepszych wyników myślę”.

Jednak zupełnie bez entuzjazmu do tych propozycji podszedł Mateusz Borek.

tweet3

Dalsza część rozmowy mięrzy panami Borkiem i Wasilewskim wyglądała mniej więcej tak (pisownia oryginalna, wszystkie cytaty pochodzą z Twittera):

Andrzej Wasilewski: „Jestem zdecydowanie za walka pozegnalna Tomka ale albo z Polakiem albo nie jako glowna walka.”

AW: „Diablo albo Wawrzyk. Mlody ciezki. Kiedys bylo Adamek – Golota, teraz Adamek nie chce…”

Mateusz Borek: „Niech Wawrzyk wygra eliminator z Wachem a Diablo niech idzie droga IBF bo nie chciał walczyć o pas WBO”

AW: „Mati, dlaczego tak sie obawiasz walki z innym Polakiem? Zwyciezca bedzie Polakiem, zostanie w rodzinie”

MB: „Nigdy juz nie da zarobić innemu Polakowi. Niech każdy sobie zasłuży na wypłatę. TA ma z kim walczyć”

AW: „Wygra TA to jest w grze i pozniej zawalczy z kolejnym Polakiem, z korzyscia dla wszystkich”

MB: „Ludzie chętnie obejrzą fajna walkę, choćby rewanż z EM, choćby sie to miało skończyć tak samo”

MB: „Niech Ci w Prime zaczną sprzedawać bilety i PPV. A nie, każdy sie chce promować na Adamku. Over.”

AW: „Zeby zaczeli musza byc wypromowani. Trzeba tworzyc produkt. Za chwile nie bedzie w ogole kim boksowac.”

AW: „Dlaczego Glowki, Diabl Sulek, Wawrzyk, Laszcz, Szyman i inni nie boksuja regularniena PBN?”

MB: „Ale Ty możesz ich zawsze wystawić, wziąć ryzyko finansowe i zrobić galę jak 17 września pod szyldem PBN.”

AW: „Dlaczego nie budowac polskiego boksu razem? TV i promotor – wieloletni partnerzy..nie chcemy wspolnego produktu?”

MB: „Zrób walke Diablo vs Adamek lub Wawrzyk vs Adamek i dogadaj sie z Tomkiem na kasę. Nie mam nic przeciw.”

AW: „on mnie odesle do Ciebie -;)))”

MB: „Czyli Was nie stać :-)”

AW: Pewnie na mniej niz caly Polsat. Zgoda -;)

Oczywiście wymiana zdań nie została zakończona w tym miejscu, ale my stawiamy tutaj kropkę.

Opcja walki Krzysztof Włodarczyk vs Tomasz Adamek pod każdym względem wydaje się interesująca dla kibiców. Panowie mogliby sprzedać PPV w ilościach hurtowych. To zestawienie broni się przede wszystkim sportowo, bo to pojedynek z gatunku 50/50. A przecież w tym biznesie, oprócz oczywiście biznesu, chodzi właśnie o sport. Pytanie tylko, w którym kierunku chce pójść Diablo? Z jednej stony słychać, że ma w planach odzyskać tytuł mistrza świata w cruiser, z drugiej, jego promotor proponuje walkę z Adamkiem.

Czytając ostatni wywiad Włodarczyka dla „Super Expresu”, w którym tak mówił o swoich finansach: „Powiem tylko tyle, że żyłem zbyt rozrzutnie i zdaję sobie z tego sprawę. Oszczędności? Szkoda gadać, nie chcę sam siebie dołować… ” – można odnieść wrażenie, że Diablo przyjmie każdą konkretną ofertę pod względem finansowym. Podobno skusiłby się nawet na propozycję walki w formule MMA. Zresztą potencjalna konfrontacja z Adamkiem mogłaby być dla niego jednorazowym wyskokiem do wagi ciężkiej, który nie zamknie mu żadnej furtki w cruiser.

Zobaczymy, co z tego wszystkiego wyjdzie. Góral dostanie pewnie jeszcze niejedną ofertę walki. Poważną lub mniej poważną… Wiadomo na jego nazwisku wielu chciałoby się wypromować.

tweet4

Tomaszowi Babilońskiego gratulujemy poczucia humoru, ale ta oferta jest interesująca pewnie tylko dla niego…

tweet5

W czwartek rano na Twitterze rozgorzała bardzo ciekawa dyskusja o polskiej wadze ciężkiej. Pojawiło się sporo interesujących opinii i wątków, dlatego uznałem, że warto to wszystko spisać, usystematyzować i dorzucić swoje trzy grosze. W wymianie zdań (ciosów) brali udział między innymi: Mateusz Borek, Andrzej Wasilewski, Michał Koper i Przemek Garczarczyk.

Iskrą, która wznieciła dyskusję, była informacja o planowanej walce Alberta Sosnowskiego z Andrzejem Wawrzykiem na wrześniowej gali Głowacki vs Usyk. Tak, tak, tego samego Alberta Sosnowskiego, który w marcu po pojedynku z Andrasem Csomorem mówił, że definitywnie kończy karierę. Tak na marginesie, dla mniej zorientowanych: w boksie stwierdzenie „kończę karierę”, odczytujemy jako: „zaraz wracam”.

Przejedźmy jednak do konkretów. Żeby wszystko było w miarę jasne i przejrzyste wprowadziłem podział na wątki.

1. Pojedynek Wawrzyk vs Sosnowski

Informacja o planowanej walce Sosnowskiego z Wawrzykiem nie przypadła do gustu Mateuszowi Borkowi, który napisał (wszystkie cytaty w tym tekście pochodzą z Twittera):

„Nie chce słyszeć o walce z Wawrzykiem. Nikt, komu zależy na zdrowiu człowieka, nie podpisze się pod tym. Dla mnie, szczerze, to wstyd raz jeszcze proponować powrót Albertowi Sosnowskiemu. Pieprzenie o wielkich walkach dla Andrzeja a potem… WTF?”

Później doszło do dyskusji Mateusza Borka z Michałem Koprem z ringpolska.pl. Poniżej fragment rozmowy tych panów:

borek vs koper

Zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Ze sportowego punktu widzenia walka Wawrzyk vs Sosnowski nie ma większego sensu. Nawet nie trzeba tłumaczyć, dlaczego. Mismatch. Ale pamiętajmy, że boks rządzi się swoim prawami. Sosnowski ma nazwisko, które przyciągnie kibiców. Przyciągnie, bo Dragon wciąż jest popularny.

Kiedyś spytałem Alberta, dlaczego tak trudno podjąć mu decyzję o zakończeniu kariery. Odpowiedział: „Od 1998 roku, czyli zaraz po skończeniu szkoły średniej, zacząłem boksować na zawodowych ringach. Nic innego nie robiłem, dlatego trudno jest tak z dnia na dzień powiesić rękawice na kołku. Boks to pewnego rodzaju nałóg.” Albert z tym nałogiem sobie nie radzi, dlatego pewnie wróci. Znów na chwilę znajdzie się w centrum zainteresowania (kibice, wywiady, konferencje prasowe, itp.), znów poczuje adrenalinę, coś tam zarobi, a na koniec dostanie od Wawrzyka po głowie.

2. Inny rywal dla Andrzeja Wawrzyka

borek vs wasilewski.png

Żeby wszystko było jasne: podczas wrześniowej gali Fiodor Łapin ma zajmować się tylko Krzysztofem Głowackim. To oznacza, że Andrzej Wawrzyk nie będzie miał w narożniku swojego trenera. A to z kolei oznacza, że nie może dostać zbyt wymagającego rywala. Jeszcze niedawno, jako potencjalnego przeciwnika Wawrzyka, wymieniało się Marcina Siwego. Teraz jest grany temat Sosnowskiego. Mateusz Borek (Wawrzyk pewnie też) liczył na zdecydowanie większe nazwisko. „Ja myślałem o Washingtonie lub Aguilerze dla Wawrzyka a tu taka „niespodzianka”.

Nagy Aguilera byłby ciekawą opcją. Kilka miesięcy temu dał dobrą walkę z Marcinem Rekowskim. To nie jest facet, który wpadnie do Polski, nadstawi głowę, zbierze oklep i wróci do domu. A między rundami będzie liczył dolary. Pewnie Wawrzykowi postawiłby twarde warunki, ale ta kandydatura nie wchodzi w grę, bo „w Ergo nie ma mowy, bez swojego trenera w narożniku” (cyt. Andrzej Wasilewski). W takim razie otwarte pozostaje wciąż pytanie: czy jest sens, żeby Wawrzyk w ogóle wychodził w tym terminie do walki? Co, oprócz easy money, da mu walka z Sosnowskim?  

Przejdźmy teraz do kolejnego  tematu, który pojawił się w trakcie tej twitterowej wymiany zdań. Wątek ten wywołał Michał Koper, a do dyskusji włączył się też Przemek Garczarczyk.

3. Tomek Adamek vs Andrzej Wawrzyk, czyli czas na gdybanie

Michał Koper: „Mateusz, ja żałuję że nie doszło do walki Andrzeja Wawrzyka z Tomkiem Adamkiem na PBN. To byłby lepszy wybór niż Molina medialnie i sportowo.”

Po tym wpisie ruszyła kolejna dyskusja. Rozmowę nakręcało pytanie: kto wygrałby pojedynek Adamek vs Wawrzyk?

adamek vs wawrzyk_ok

Stop. Znów musimy się na chwilę zatrzymać. Czy Andrzej Wawrzyk wygrałby z Tomkiem Adamkiem? Zdania są podzielone. Przemek Garczarczyk twierdzi, że Wawrzyk bardziej pasowałby „Góralowi” niż walczący z defensywy Molina. Z kolei panowie Wasilewski i Koper uważają, że pięściarz KnockOutPromotions miałby przewagę szybkości i to on wygrałby z Adamkiem. „A może ko nawet?” – zastanawia się Wasilewski.

Trudno powiedzieć, jakim wynikiem zakończyłaby się ta walka. Dzisiaj stawiałbym 60/40, a może nawet 70/30 na Wawrzyka. Adamek najlepsze lata ma już za sobą. Jego karierę zastopował Wiaczesław Głazkow, swoje dołożył też Artur Szpilka. Choć, trzeba przyznać, że Góral na tle Moliny wyglądał bardzo przyzwoicie. Jak „przygotowany, starszy pan”.

„Głupie rozmowy. W jego prime żaden by się do niego nie zbliżył. Dawać Aguilere dla AW” – napisał Borek. Racja, Adamek za najlepszych lat był poza zasięgiem, po prostu nie do ruszenia przez innych polskich ciężkich.

adamek cd

Skoro jesteśmy przy Tomku Adamku, to nie możemy pominąć kolejnego wątku, w którym pojawiło się jego nazwisko. Ten temat wywołał Mateusz Borek.

4. Powrót Górala na ring!

borek o adamku.png

Wpis dziennikarza Polsatu trzeba traktować z lekkim przymrużeniem oka, ale powrotu Adamka na ring nie można na sto procent wykluczyć. Wiadomo, Góral nie ma już szans na zawojowanie zawodowych ringów, ale na kolejny, jednorazowy wyskok może się przecież jeszcze skusić… Kto da sobie rękę uciąć, że Tomek już nie wróci? Ja swojej nie daję.

powrót adamka_cd

Może i Tomek Adamek faktycznie czuje się teraz spełniony, ale pamiętacie przecież, że słowa „kończę karierę” – w przypadku pięściarzy – czytamy jako: „zaraz wracam”. Wystarczy, że zadzwoni Mateusz Borek z jakąś ciekawą propozycją…

Patrząc z innej perspektywy, może wyglądać to tak: Adamek siedzi sobie teraz na bokserskiej emeryturze w USA, ale pewnie wie, co w trawie piszczy. Usłyszy raz, że Wawrzyk by go pokonał, usłyszy drugi raz to samo i w końcu wyciągnie rękawice z szafy…

powrót adamka_cd

Krzysztof Smajek/Po Gongu

jackiewicz

„No to teraz Rafał Jackiewicz pewnie zacznie przed kolejnymi pojedynkami sprzedawać reklamy na podeszwach” – takie myśli przebiegły mi przez głowę, gdy „Wojownik” wylądował na deskach w walce z Michałem Syrowatką. Rafał do gali w Ełku przystępował po trzech porażkach z rzędu. Po pierwszej rundzie jego konfrontacji z Syrowatką wydawało się, że przegra po raz kolejny. Że powoli zacznie rozmieniać się na drobne. Tak się jednak nie stało, bo Rafał przetrwał krótki kryzys i wziął sprawy w swoje ręce. W czwartej odsłonie było już pozamiatane, Jackiewicz wygrał przez TKO.

Wróćmy jednak do pierwszej rundy tego pojedynku, bo wiąże się z nią niewyjaśniona do końca historia. Syrowatka pytany o to, dlaczego nie dokończył roboty, mając Jackiewicza na deskach, odpowiada: „Poczułem przez chwilę, że faktycznie trafiłem i że to się może skończyć, ale rozmowy były takie, że co by się nie działo, żeby walki za szybko nie kończyć, bo jednak telewizja i kibice i trzeba boksować”. Dość tajemniczo to brzmi, prawda?

– Nigdy telewizja nie wymaga od żadnego pięściarza, żeby nie kończył walki w pierwszej rundzie, jeśli może to zrobić. Boks to jest sport tak niebezpieczny, tak brutalny, zabierający tyle zdrowia, a czasami i życie, że to byłoby amoralne, naganne i w ogóle niedopuszczalne, żeby telewizja próbowała taki komunikat przekazać zawodnikowi. Być może rozmawiał z nim promotor gali, być może prosił go organizator, że jeśli może, to żeby nie kończył tego za szybko i trochę się pobawił z Jackiewiczem, bo jest stamtąd i ludzie kupili bilety. Tego się nie dowiemy, bo Michał Syrowatka, kiedy go o to zapytałem, to dość sprawnie uciekł od rozszerzenia tej odpowiedzi – mówi Mateusz Borek.

Też próbowałem dopytać Michała o tę sytuację z pierwszej rundy, ale nie chciał o tym rozmawiać. Na odczepnego powiedział tylko: „Chciałem, żeby walka potrwała dłużej. Bardzo tego żałuję i tyle”. – Syrowatka podał linkę ratunkową Rafałowi, a stary lis Jackiewicz to wykorzystał – twierdzi z kolei Andrzej Kostyra.

W sobotę podczas gali Polsat Boxing Night dojdzie do rewanżowej walki obu panów. – Dostałem stawkę razy dwa i pół i dlatego zgodziłem się na drugi pojedynek z Michałem – mówi Jackiewicz. Przed ich pierwszą konfrontacją w Ełku bezdyskusyjnym faworytem był Syrowatka. Teraz sprawa nie jest już tak oczywista.

– To będzie thriller psychologiczny. To wszystko rozegra się w głowie – zapowiada Borek. – Rafał Jackiewicz nie ma nic do stracenia. Jak przegra, dalej będzie szukał promotorów, którzy będą chcieli go wystawiać na swoich galach i będzie zarabiał pieniądze, bo w zasadzie jest po drugiej strony rzeki. W przypadku Syrowatki sprawa wygląda zupełnie inaczej. Nie chcę mówić, że porażka będzie dla niego tragedią, ale jeśli przegra, to nastąpi poważne zastopowanie kariery, która wydawało się, że po znokautowaniu Michała Chudeckiego, pójdzie błyskawicznie do przodu – dodaje Borek.

– Czy czuję presję? Tak, boję się, czy zrobię wagę, bo jak się nie uda, będę musiał oddać gażę. Zrobię wagę, zrobię, nie ma żadnej presji – mówi z uśmiechem na ustach Jackiewicz. Po czym dodaje „Jestem już półemerytem. Jedną nogą stoję na skórce od banana, drugą jestem na emeryturze. Będę walczył, dopóki będą płacili. Na razie płacą, więc walczę.” Jackiewicz ostatnio kiepsko wypadł w walce z Kostovem. Po pojedynku przepraszał kibiców za swoją postawę, później zmienił zdanie i odwoływał te przeprosiny. Niesmak jednak pozostał, bo kibice mogli poczuć się nabici w butelkę. W Krakowie będzie miał szansę zatrzeć złe wrażenie z Radomia.

Syrowatka przed rewanżem z „Wojownikiem” nie stoczył żadnej walki na przetarcie. Sparzył się na Jackiewiczu i na Jackiewiczu chce się odgryźć. Od razu, bez czekania. Michał mówi, że nie czuje żadnej presji. Mało tego, twierdzi, że to co miał stracić, stracił już w pierwszej walce… Z boku wygląda to trochę inaczej. Wydaje się, że Syrowatka w Krakowie będzie toczył pojedynek z gatunku: o być albo nie być. Podobnie na sprawę patrzy Andrzej Kostyra: „Jeśli Syrowatka przegra po raz drugi, będzie to dla niego oznaczało praktycznie koniec zawodowej kariery.”

Na gali Polsat Boxing Night „Final Call” pojedynek Jackiewicz vs Syrowatka 2 jest jedynie przystawką, ale w innych okolicznościach spokojnie mógłby być daniem głównym. W tej walce należy brać pod uwagę dosłownie każdy scenariusz. Nawet taki, że Jackiewicz będzie żałował po pojedynku, że jednak nie sprzedał reklamy na podeszwach…

Krzysztof Smajek

Na karcie walk gali w Łomiankach znalazły się trzy pojedynki kobiet. To niezwykle rzadko spotykana sytuacja w świecie boksu. Głównymi bohaterkami wieczoru były: Karolina Łukasik, Sasza Sidorenko i Ewa Brodnicka, która po zwycięstwie nad Elfi Philips została mistrzynią Europy w wadze lekkiej. Byliśmy tam z kamerą.


POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

N – najlepiej znający się na boksie dziennikarz w Polsce. Janusz Pindera, bo posiada ogromną wiedzą książkową i empiryczną. Ma wielkie doświadczenie, skomentował kilkaset walk spod ringu. Co odróżnia dobrego dziennikarza od wybitnego? Ten dobry jest w stanie wielu rzeczy się nauczyć, podejrzeć, podsłuchać i zapamiętać. Natomiast nigdy nie nauczy się czytania i antycypowania danej dyscypliny, a Janusz Pindera posiada te umiejętności. Dlatego jest wybitny. To jest wielka przyjemność spotykać się z nim w jednym studiu. Namawiał mnie parę razy, żebym usiadł z nim przed mikrofonem, ale odmówiłem, bo nie jestem godny, żeby komentować razem z nim gale. Wolę zostać przy reporterce i robić swoje.

O – obóz Tomka Adamka. Przeżyłem z Tomkiem Adamkiem wiele fajnych chwil. Zawsze traktował mnie w sposób bardzo elegancki. Dzięki niemu mogłem być w miejscach, w których dziennikarze zwykle nie przebywają, a to dało mi dodatkową wiedzę na temat tego sportu. Tomka traktuję jak dobrego kumpla i dlatego postanowiłem, że na koniec kariery zorganizuje mu profesjonalny obóz, którego nigdy nie doświadczył. Z dietą, kucharzem, porządnymi sparingpartnerami, trenerem od przygotowania fizycznego, czyli ze wszystkim jak pan Bóg przykazał. Taki jak na co dzień ma Władimir Kliczko.

Dlaczego rywalem Tomka w jego pożegnalnej walce będzie Przemek Saleta? Bo to pięściarz, który całe życie jest w treningu. Poza tym Saleta jest naturalnym ciężkim, który nigdy nie dał się rozbić, bo jak trafiał na punchera, klękał na jedną nóżkę i kończył walkę. Stąd jego żywotność. Zresztą Przemek lubi wyzwania. Już po pierwszym telefonie od nas powiedział „tak”. Co więcej, Saleta uważa, że ma szanse wygrać z Adamkiem. W przypadku tego pojedynku chodziło o wytworzenie pewnego ładunku emocjonalnego, a Saleta jest postacią rozpoznawalną i budzi spore emocje.

P – Polsat Boxing Night. Na polskim rynku jest wielu promotorów, ale tak naprawdę największym promotorem jest telewizja, która wymyśliła sobie imprezę Polsat Boxing Night. Z Marianem Kmitą od początku chcieliśmy, żeby to były gale polsko-polskie, na których można byłoby zestawiać najlepszych zawodników z polskich grup promotorskich i to nam się udało zrobić. Raz, drugi, trzeci. Jesteśmy ciekawi, kiedy wyczerpie się ta formuła. Po PBN w Krakowie wydawało nam się, że następna gala nie może być już polsko-polska, ale usiedliśmy nad figh-cardem i okazało się, że jesteśmy w stanie wymyślić 30 kolejnych fajnych zestawień. Impreza świetna, ekskluzywna i interesująca nie tylko kibiców boksu. Traktowana jest także jako miejsce dla polskiego show-biznesu. Na galach zawsze jest komplet publiczności. Możliwe, że wkrótce stanie się imprezą międzynarodową.

R – Roy Jones Jr. Wielki mistrz, wybitny pięściarz, szkoda, że nigdy nie doszło do jego walki z Darkiem Michalczewskim. Roya oszukano, źle zainwestował pieniądze w nieruchomości, które niesamowicie straciły na wartości i dlatego teraz na siłę musi przedłużać swoją karierę. Roy ima się różnych zajęć. Oprócz boksowania, jest komentatorem stacji HBO, a także próbuje swoich sił w trenerce, bo cały czas nie ma pieniędzy. Zarabiając te dziesiątki milionów dolarów pewnie nawet przez myśl mu nie przeszło, że przyjdzie taki dzień, że będzie miał problemy finansowe. Roy Jones walczył niedawno w Polsce. Pierwotnie miał skrzyżować rękawice z Dawidem Kosteckim, ale „Cygan” trafił do więzienia i w trybie awaryjnym zastąpił go Paweł Głażewski. PPV z Głażewskim nie sprzedało się tak, jak oczekiwali tego promotorzy Roya i sprawa znalazła się w sądzie. Jego prawnik wygrał sprawę i z tego co pamiętam, Roy otrzymał od polskich promotorów 300 tysięcy dolarów. Ostatnio, jak był w Polsce, robiłem za jego przewodnika po Warszawie. Spędziliśmy fanie czas, to jest normalny, miły facet.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

S – Szpilka Artur. Wulkan emocji i aspiracji. Jakby mógł, to walczyłby o 8 rano z Joshuą, o 12 rewanż z Jenningsem, o 16 z Wilderem, a na wieczór zostawiłby sobie Kliczkę. Energetyczna postać, mocna osobowość, charakterny chłopak. Jeszcze przed pojedynkiem z Manuelem Quezadą mówił mi, że jeśli wygra, to usiądzie z promotorami do stołu i powie im, że nie chce więcej walczyć z takimi rywalami. Twierdzi, że wyjechał do USA po to, żeby dać Polsce pierwszego mistrza świata wagi ciężkiej. Nie wiem, czy uda mu się zrealizować ten cel, bo boks to trudny biznes. Artur ma talent, swoje plusy, ale ma też ograniczenia w postaci braku granitowej szczęki. Posiada jednak taką siłę mentalną, że nie zabierajmy mu marzeń i nie odbierajmy szans. Pamiętajmy, że on ma dopiero 26 lat. Wyjazd do Ameryki to bardzo dobry ruch z jego strony. A to wcale nie jest takie proste, spakować dwie walizki, narzeczoną, psa i zaryzykować otwarcie nowego życia. Oby mu się udało.

T – Tyson Mike. Tyson pożerał rywali jak drapieżnik. To był fantastyczny pięściarz, z nokautującym ciosem. Siłą mentalną łamał wszystkich. Wydaje mi się, że 80-90% jego przeciwników było złamanych psychicznie już przed pierwszym gongiem. Do tego grona należy zaliczyć Andrzeja Gołotę. Jednak na „Bestię” trzeba spojrzeć też przez pryzmat braku rozsądku w życiu. Potrafił wchodzić do salonu i kupować po kilka sztuk Ferrari dla siebie i swoich kolegów, a teraz jest zadłużony po uszy i musi występować w reklamach i innych produkcjach. Do dzisiaj nie oddał pieniędzy Tomaszowi Babilonśkiemu, które wziął z góry za swój przyjazd do Polski. Gdy dzisiaj rozmawia się z Tysonem i patrzy mu się prosto w oczy, to wciąż widać w nich szaleństwo. Po jednym spojrzeniu można zrozumieć, dlaczego ci wszyscy przeciwnicy, którzy z nim walczyli, tak się go bali…

U – Ugonoh Izu. Bardzo sympatyczny i inteligentny chłopak. Czasami mówi się, że w sportach walki inteligencja może nawet przeszkadzać, ale w jego przypadku to się nie potwierdziło. W tej chwili buduje swoją karierę w Australii i Nowej Zelandii, ale niestety walczy z leszczami. Ostatnio spotkałem w Nowym Jorku Jonathana Banksa, który powiedział mi, że Izu robi duże postępy i szybko się uczy. Sceptycznie podchodzę do tego typu opinii, bo Banks też miał znokautować Adamka i zostać mistrzem świata, a pamiętamy co z tego wyszło. Chciałbym zobaczyć Ugonoha w jakieś fajnej walce. Chętnie byśmy dali mu miejsce na karcie walk gali Polsat Boxing Night, ale ciężko złapać z nim kontakt. Wysłałem do niego z pięć sms-ów, wykonałem z dziesięć telefonów, nawet nagrałem mu się na skrzynce, ale ani nie oddzwonił, ani nie odpisał. Jest paru rywali, którzy mogliby z nim walczyć: Zimnoch, Wawrzyk. Kołodziej albo Rekowski, ale ciężko mu cokolwiek zaproponować, skoro nie ma z nim żadnego kontaktu. Jeszcze nie postawiliśmy na nim krzyżyka, ale przydałoby się, żeby pan Ugonoh oddzwonił do nas.

W – Wasilewski Andrzej. Największy polski promotor, który działa na rynku od wielu lat. Trzeba oddać Andrzejowi, że potrafił doprowadzić swojego zawodnika do tytułu świata. Niektórym swoim pięściarzom załatwił kontrakty z Alem Haymonem. Świetnie porusza się po rynku bokserskim. Dobrze radzi sobie na wielu płaszczyznach biznesowych, jest facetem niezależnym finansowo, a w boks się tylko bawi. Jego tata był prezesem PZB i dzięki niemu młody Andrzejek połknął bakcyla i teraz kontynuuje rodzinne tradycje.

Włodarczyk Krzysztof. Promotorzy prowadzili go rozsądnie i mądrze, ale wiązało się to z dosyć ograniczonymi finansami. „Diablo” musiał wyjechać do Australii do Greena, do Moskwy do Czakijewa i Drozda, żeby zarobić solidną wypłatę. W tym momencie Krzysiek przez swoje zawirowania życiowe jest na rozdrożu. Niestety, wygląda na to, że Rosjanie nie za bardzo będą chcieli dać mu walkę rewanżową z Drozdem. Chyba, że zmusi ich do tego ranking. Przed Włodarczykiem trudne miesiące i czas trudnych decyzji. Sam jestem ciekaw, czy jest on w stanie wrócić na szczyt.

Nie widzę sensu, żeby przechodził do kategorii ciężkiej, bo jego boks w cruiser opiera się na mocnym ciosie a nie na intensywności czy nogach. Ktoś powie: Adamkowi udało się wśród ciężkich, to „Diablo” też może spróbować. „Góral” zawodników przeciętnych i dobrych w wadze ciężkiej robił nogami, techniką i ilością ciosów. Krzysiek nigdy nie był zawodnikiem walczącym w ten sposób. On czekał na jeden cios, który był nokautujący w cruiser, ale nie będzie w wadze ciężkiej. Dlatego w jego przypadku przeprowadzka do królewskiej dywizji nie ma większego sensu.

Z – Ziggy Rozalski. Chcę jeszcze raz podkreślić i zdementować wszystkie plotki – Ziggy nie zarabia pieniędzy na boksie. On jest milionerem i wybitnym biznesmenem, który ma gigantyczny majątek. Rozalski pomagał zainwestować pieniądze Andrzejowi Gołocie, ale ustawił też finansowo, przez swoje decyzje biznesowe, Tomka Adamka. Nie jest fanem boksu, nie ogląda go w telewizji, sam często powtarza, że się na boksie za bardzo nie zna. W Ameryce Ziggy’ego nazywają „Mister twenty five procent”, bo nikt nie daje takich napiwków w restauracjach jak on. Zna najlepsze lokale gastronomiczne, kelnerzy jak go widzą, to ścigają się, żeby go obsłużyć, bo wiedzą, że dostaną sowity napiwek.

ZOBACZ TAKŻE: ALFABET MATEUSZA BORKA, CZ. 1. DEKLARACJA GOŁOTY, IMPREZY U MICHALCZEWSKIEGO I… UCIECZKI Z KOŚCIOŁA

Spisał: Krzysztof Smajek


POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

A – Adamek Tomasz. Z kariery Tomka na pewno zapamiętam jego dwie walki z Paulem Briggsem. Ta pamiętna historia, gdy Adamek trzy tygodnie przed ich pierwszym pojedynkiem złamał nos i nie mógł sparować, ale nie zrezygnował z walki i przez ponad pół godziny połykał krew i walczył ze złamanym nosem. To odzwierciedlało jego charakter. Nie wszyscy pamiętają, że Adamek ostatnią walkę przed konfrontacją o pas mistrza świata z Briggsem stoczył w galerii Blue City w Warszawie. Od Blue City po galę w United Center, gdzie na trybunach zasiadło 20 tysięcy ludzi. Fajna historia.

Tomek genetycznie stworzony był do kategorii cruiser. Jego przejście do wagi ciężkiej podyktowane było względami finansowymi. Złotym strzałem była walka z Witalijem Kliczko. Do dzisiaj pamiętam atmosferę, jaka panowała we Wrocławiu w dniu tego pojedynku. Gdy spacerowałem po rynku z Januszem Pinderą, zaczepiali nas ludzie i pytali, co się wydarzy. Czuć było atmosferę wyczekiwania na cud. „Przegląd Sportowy” na pierwszej stronie dał tytuł: „Adamka walka o nieśmiertelność”, a całość opatrzona była zdjęciem z „face to face” z ważenia. Zachowałem sobie tę okładkę, bo jak się na nią patrzyło, to aż przechodziły ciarki po plecach.

W trakcie walki spotkałem mamę „Górala”. Gdy sędzia przerwał pojedynek rozżalonym tonem spytała mnie: Redaktorze, czemu walka została przerwana? Mówię: Tomek dostawał i sędzia przerwał walkę, żeby chronić jego zdrowie. A ona na to: u nas na wsi jak góral nie leży, to się nie kończy walki. Mama, mimo wielkiej troski o zdrowie syna, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego sędzia przerwał walkę, skoro Tomek nie leżał na deskach. Adamek po konfrontacji z Witalijem Kliczką był już innym pięściarzem.

Góral” marzył jeszcze o mistrzowskiej walce z Władimirem. Notabene mieszkając tyle lat w New Jersey, nigdy nie walczył w Madison Square Garden. Marzył mu się tam pojedynek, ale przegrał z Głazkowem i te marzenia prysły. Później będąc bardzo przeciętnie przygotowanym przegrał z Arturem Szpilką. Teraz czas na jego pożegnalną walkę z Przemkiem Saletą.

BBabiloński Tomasz. Najmłodszy z polskich promotorów. Chłopak, który przebijał się powolutku – od małych gal w podwarszawskich miejscowościach, do dużych i ciekawych formatów, które organizuje dzisiaj. Wymyślił sobie kilka miejsc, które są charakterystyczne tylko dla niego, czyli gale w Międzyzdrojach czy Kopalni Soli w Wieliczce. Buduje swoje portfolio na bazie tych nietypowych miejsc. Cenię go za organizację, podczas jego gal zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Krótko mówiąc: dba o swój produkt. Brakuje mu w tej chwili 2-3 zawodników, którzy pociągnęliby jego grupę. Bardzo odważnie prowadzi swoich pięściarzy. Nie buduje zawodnika na zasadzie 15-20 walk z bumami, leszczami czy węgierskimi gulaszami, tylko jak jest szansa to konfrontuje ich z zagranicznymi rywalami o podobnym bilansie. Sam mówi, że to jest show-biznes, rozrywka dla ludzi i nikt nie będzie płacił za bilety za walki jego pięściarzy z kelnerami.

C – Chicago. W USA jest kilka ośrodków, gdzie polonia amerykańska szuka imprez, na których mogłaby manifestować swój patriotyzm. Jednym z takich ośrodków jest właśnie Chicago. Przez lata idolem był tam Andrzej Gołota. W Chicago gościnnie walczył Tomek Adamek, ze 2-3 gale zorganizował tam Andrzej Wasilewski. W Chicago zaczęła się kariera Andrzeja Fonfary, który z walki na walkę ściągał coraz więcej ludzi na trybuny. Z tego co się orientuje, to szykowana jest dla niego większa hala w tym mieście. Amerykańcy promotorzy zrozumieli, że warto zainwestować w naszych pięściarzy, bo oni potrafią przyciągnąć rodaków na trybuny. W Chicago i New Jersey jest duża polonia amerykańska, dlatego Al Haymon tak chętnie kontraktuje Polaków.

D – Don King. Miałem okazję spotkać go kilka razy, zrobiłem z nim kilkanaście wywiadów. W pamięci utkwiła mi zwłaszcza jedna historia związana z tym promotorem. Po walce Andrzeja Gołoty z Rayem Austinem w Chengdu Don King zaprosił nas na kolację do dobrej chińskiej restauracji, w której pierwsze piętro było przeznaczone dla normalnych ludzi, a drugie dla VIP-ów, gdzie King zorganizował bankiet dla około 40 osób. Pojechałem tam z Przemkiem Garczarczykiem. Wchodzimy do środka i… własnym oczom nie wierzymy. Pobity przez Austina Andrzej Gołota siedzi z rodziną i je między setką Chińczyków na pierwszym piętrze. Tak wstydził się porażki, że nie miał ochoty wjechać piętro wyżej. Namówiliśmy go jednak, żeby wszedł tam chociaż na chwile. Gdy Don King go zobaczył od razu wypalił: Andrju, mój przyjacielu, dam ci jeszcze jedną szansę.

Nie wiem, czy traktować to w kategorii anegdoty, bo na własne uszy tego nie słyszałem, ale podobno Gołota przed walką z Johnem Ruizem powiedział Kingowi, że nawet jak zdobędzie pas mistrza świata, to następnego dnia kończy karierę. Pamiętajmy, że King był wtedy również promotorem Ruiza, więc mógł sobie pomyśleć: po co ja mam dać Gołocie pas, skoro on go następnego dnia zwakuje i ja tego pasa jako promotor też nie będę miał i przelecą mi miliony koło nosa. Możliwe, że Gołota pospieszył się z tą deklaracją. Wielki boks to wielka polityka i wielka kasa, a pamiętamy, że ta walka była bardzo wyrównana. Dzisiaj z Dona Kinga zostało już tylko nazwisko i wspomnienia.

E – emocje przy ringu. Emocje to jest jedna sprawa, druga to odbiór walki. Często jest tak, że inaczej punktuje się pojedynek, oglądając go spod ringu, a inaczej, gdy ogląda się go w telewizji. Obserwując walkę tuż przy ringu widzi się przede wszystkim nogi pięściarzy, ich oczy. Dostrzega się czy ktoś jest zamroczony po ciosie czy nie, a tego nie da się zobaczyć z 10-15 metrów. Tuż przy ringu inaczej widać ciosy i ich siłę. Czasem w telewizji wydaje się, że cios był normalny, a gdy siedzisz przy ringu, widzisz jak gościem zachwiało i ile go to kosztowało zdrowia. Dlatego oglądając boks z bliskiej odległości odczuwa się zupełnie inne emocje niż przed telewizorem czy z wysokości trybun.

FFonfara Andrzej. Nowa gwiazda polskiego boksu, choć tak naprawdę jeszcze niespełniona. Stoczył kilka ciekawych pojedynków, ale największy rozgłos przyniosły mu walki z Adonisem Stevensonem i Julio Chavezem Jr. W tym pierwszym przypadku jechał na teren przeciwnika w roli underdoga, ale w konfrontacji z „Supermenem” pokazał się z dobrej strony. Nie był jednak, jak niektórzy sugerują, bliski zwycięstwa.

Z kolei walka z Chavezem przysporzyła Andrzejowi wielu kibiców i dużo splendoru, bo to był rywal z wielkim nazwiskiem. Dzięki wygranej z Meksykaninem Polak zbudował swoje nazwisko w Ameryce. Nie chcę niczego ujmować Fonfarze, ale pamiętajmy, że on boksuje w kategorii półciężkiej, a Chavez jest pięściarzem z niższej kategorii, na dodatek był zardzewiały, bo nie walczył przez 12 miesięcy, dlatego do tej wygranej trzeba podejść z lekkim dystansem.

Andrzej Fonfara jest na właściwej drodze by za chwilę zapisać sześć zer na swoim czeku. Myślę, że jest to kwestia jeszcze 1-2 walk i ten pierwszy milion pojawi się w jego kontrakcie. Jaka będzie przyszłość „Polskiego Księcia”? Nie ma co ukrywać, wszyscy zawodnicy, którzy są w tej kategorii najmocniejsi, będą dla niego piekielnie trudnymi rywalami. Andrzej nie będzie faworytem walki ani z Kowaliowem, ani ze Stevensonem. Do czołówki kategorii półciężkiej dobija Beterbijew, który bije piekielnie mocno. W pojedynku z Rosjaninem Fonfara też nie będzie faworytem.

G – Gołota Andrzej. Myśląc o Andrzeju Gołocie, mam w głowie takie zdanie: nigdy polscy ojcowie nie wstawali tak często do dzieci, jak wstawali na walki Andrzeja Gołoty. Trafił na nieprawdopodobne czasy w kategorii ciężkiej, bo pamiętajmy, że gdy boksował w swoim prime byli między innymi: Mike Tyson, Lennox Lewis, Michael Grant i Riddick Bowe. To była cała plejada świetnych zawodników. Jednak fakty są takie, że Andrzej Gołota co najmniej raz powinien być mistrzem świata, bo na pewno wygrał walkę z Chrisem Byrdem.

W jego karierze było sporo dziwacznych momentów: szybkie przegrane z Lewisem czy Brewsterem, ucieczka z ringu w walce z Tysonem, niezrozumiała przegrana z Grantem, dziwna deklaracja przed pojedynkiem z Ruizem, o której wspominałem wcześniej. Co by nie mówić, Gołota był świetnym pięściarzem, ale w boksie zawodowym niczego nie osiągnął. Karierę pięściarza puentuje to, co uda się zawiesić na biodrach, a on przecież nie zdobył żadnego pasa. Dlatego Andrzej przypomina polskich bohaterów literackich i jest wielką postacią tragiczną.

Smutne było to, że Gołota nie potrafił pogodzić się z brakiem sukcesu sportowego. Gdy był po wypadkach, nie mógł prostować lewej ręki, nie funkcjonował mu bark i spadła szybkość, on ciągle wierzył, że jest w stanie zawojować wagę ciężką. To było życzeniowe myślenie.

Gmitruk Andrzej. Ikona, legenda, showman. Nie znam drugiego takiego trenera, który potrafiłby tak psychicznie napompować pięściarza. On nawet przeciętnemu zawodnikowi jest w stanie wmówić, że jutro czeka go walka o pas mistrzowski i że ma fenomenalne umiejętności. Andrzej przeszedł z wielkimi sukcesami przez boks amatorski. W boksie zawodowym wychował wielu pięściarzy. Jego oczkiem w głowie zawsze był Tomek Adamek, bo zdobyli razem dwa pasy. Cieszę się, że Gmitruk będzie stał w narożniku „Górala” w jego pożegnalnej walce z Saletą.

H – Haymon Al. To jest facet, który zarobił kilkaset milionów dolarów na show-biznesie, a dzisiaj wymyślił sobie, że zbuduje markę pod tytułem Premier Boxing Championship. Jaki jest jego pomysł na biznes? On chce zbudować coś na wzór UFC, NHL czy NBA.

Haymon jest jedynym promotorem na świecie, który nie chce pieniędzy od telewizji. Mało tego – on daje amerykańskiej telewizji wielką kasę za to, żeby pokazywała jego gale. Przy tym stawia tylko jeden warunek: jego gale muszą być promowane we wszystkich programach danej stacji i wszędzie musi pojawiać się nazwa PBC. Gdy już zbuduje markę, a zajmie mu to pewnie kilka lat, powie: teraz mogę sprzedać komuś prawa na wyłączność. Już dzisiaj PBC ma lepsze słupki oglądalności niż niektóre mecze NHL, a za prawa do pokazywania NHL stacje płacą setki milionów dolarów. Pewnie Haymon wyobraża sobie, że za 2-3 lata, gdy już będzie miał wypromowany produkt, sprzeda go razem z pięściarzami i zarobi na tym krocie.

Al Haymon to bardzo ciekawa a zarazem bardzo tajemnicza postać. Gdy wchodzi do szatni do zawodników, to każe im wyłączać telefony. W trakcie gal nie pojawia się w pierwszych rzędach, tylko chowa się w jakimś apartamencie. Nie udziela wywiadów, nie chce, żeby ktoś robił mu zdjęcia. Krąży jak niewidzialny duch między rzędami nad halą i kontroluje swój biznes. Ktoś powie, że Haymon kontraktuje pięściarzy jak leci, ale pamiętajmy o tym, że on podpisał kontrakty z pięcioma stacjami, więc musi zorganizować około 70-80 gal rocznie. Szybko policzmy: na każdej gali musi wystawić 14-16 pięściarzy, więc musi podpisać kontrakty z setkami zawodników. Jednak za chwilę on zrobi wycinkę między tymi pięściarzami.

IIgloopol Dębica. W tym klubie zaszczepiłem się miłością do boksu. Pamiętam, jak w niedzielę chodziłem na dziesiątą do kościoła i uciekałem przed błogosławieństwem, żeby na jedenastą zdążyć do hali Igloopolu na mecze bokserskie. Tata mojego kumpla był kierownikiem sekcji bokserskiej w tym klubie i zawsze dostawaliśmy bilety przy ringu. Tam się zakochałem w boksie. Pamiętam te wielkie mecze: Igloopol – Legia, Igloopol – Gwardia, Igloopol – Jastrzębie, Igloopol – Czarni Słupsk. Mieliśmy w Dębicy wielu znakomitych pięściarzy: Wróblewskiego, Łukasika, Wołejkę, Krysiaka, Wasiaka i świętej pamięci Mariana Klepkę, który był pięściarzem kategorii ciężkiej, wygrał turniej Felixa Stamma, boksował z Gołotą. Mam piękne wspomnienia związane z Igloopolem.

J – Jennings Bryant. Jego przykład pokazuje, że na pójście na salę treningową nigdy nie jest za późno. Jennings zaczął trenować boks w wieku 24 lat, a mimo to dołączył do czołówki wagi ciężkiej. Wygrał przed czasem ze Szpilką i stoczył dobrą walkę z Kliczką. To był pierwszy rywal Ukraińca, który przyszedł po pojedynku na konferencję i wyglądał jak po wizycie u kosmetyczki a nie po 12 rundach z królem wagi ciężkiej. W walce z Kliczką był zakryty, szczelny, ogólnie pokazał świetną defensywą. Udowodnił niedowiarkom, że po kilku latach trenowania boksu można dojść do main eventu w Madison Square Garden z Władimirem Kliczką. To duży wyczyn.

K – kasa w boksie. Gdy ludzie widzą pięściarza w efektownym szlafroku, myślą sobie, że facet ma na koncie miliony. To złudne wrażenie. Często jest tak, że pięściarze, którzy są mistrzami świata, za chwilę nie mają za co żyć. Gigantyczne pieniądze zarabiają Floyd Mayweather, Manny Pacquiao i Władimir Kliczko. Zwłaszcza ten pierwszy, który już na niejednej walce rozbił bank. Jak to wygląda w Polsce? Niektórzy pięściarze mają stałe pensje plus pieniądze za pojedynki, czego nie ma na przykład w USA. Tam zawodnicy płacą ze swojej kieszeni za gym, trenera, przygotowania i sparingpartnerów. Polscy promotorzy inwestują w perspektywicznych zawodników i płacą im co miesiąc pensje, opłacają trenera, pokrywają koszty za gym, lekarza i suplementację. Ale umówmy się, boksując całe życie w Polsce, ciężko jest odłożyć na stare lata.

W tym momencie najwięcej z polskich pięściarzy zarabia Andrzej Fonfara. Kiedyś dobrą kasę wyciągali Andrzej Gołota, Tomek Adamek i Dariusz Michalczewski. Z kolei Krzysztof Włodarczyk pierwsze poważne pieniądze, na które zasługiwał jako mistrz świata, zarobił na walce z Greenem w Australii. Później dobre wypłaty inkasował za pojedynki w Rosji z Czakijewem i Drozdem. Duże pieniądze na rosyjskich ringach zarobili też Paweł Kołodziej w walce z Lebiediewem, Łukasz Janik za pojedynek Drozdem i Andrzej Wawrzyk za konfrontację z Powietkinem. W tych przypadkach były to wypłaty życia.

L – Lennox Lewis. Gigant, tytan tamtego okresu. Świetne warunki fizyczne, wielkie umiejętności, serce do walki, psychika mistrza i duży spokój. Cenię go za to, że karierę zakończył w odpowiednim momencie i nikomu nie sprzedał swojego rekordu. Do dzisiaj mam przed oczami scenę, która miała miejsce przed walką Lewis vs Gołota: Andrew chodzi nerwowo po szatni, odbija się od ściany do ściany, a Brytyjczyk leży i słucha jamajskich rytmów i przygotowuje się spokojnie do wyjścia do ringu.

Lewis chyba nie zainwestował dobrze pieniędzy, bo teraz jeździ po świecie i udziela się w różnych rolach. Trochę się zdziwiłem, gdy zobaczyłem go na gali w Moskwie w narożniku Manuela Charra. Było to dziwne i trochę upokarzające, bo Lewis nie powinien swoją osobą firmować kogoś takiego jak Charr, ale pewnie w tym przypadku zdecydowały finanse.

Ł – Łapin Fiodor. Niby ich, ale nasz. Od wielu lat mieszka w Polsce, wychował wielu zawodników. Ma opinię trenera bezpiecznego w sposobie swojej pracy. Narkoman pracy, melduje się na sali rano, wychodzi wieczorem. Całe życie podporządkował pod swoich zawodników. Bardzo go cenię i szanuję. Powiem szczerze, że lubię rozmawiać z nim o boksie, ale także na inne tematy, bo to jest facet mający szalenie szerokie horyzonty.

M – Michalczewski Dariusz. Pięściarz, który zawsze zostawiał serducho w ringu. Darek oprócz tego, że był świetnym zawodnikiem, był też mistrzem celebrowania swoich sukcesów. W jego przypadku imprezy po walkach trwały po kilka dni. „Tiger” miał swoją ulubioną dyskotekę w Hamburgu, gdzie po pojedynkach zapraszał wielu gości. Gdy chciał płacić rachunek za imprezę, właściciel dyskoteki mówił do niego: u mnie mistrzowie świata nie płacą. Po przegranych walkach z Julio Gonzalezem i Fabrice Tiozzo też były imprezy, ale wtedy to już Darek ze swojej kieszeni płacił za rachunek, bo nie był już mistrzem świata. Te wyjazdy do Niemiec na jego pojedynki zapamiętam do końca życia, bo rzeczywiście było tam kolorowo, ciekawie zarówno podczas walk jak i po nich.

W jego bokserskim CV na pewno brakuje pojedynku z Royem Jonesem Jr. Do ich konfrontacji nie doszło, bo promotorzy „Tigera” i Jonesa uznali, że nie ma sensu wchodzić sobie w drogę, lepiej będzie, jak każdy z nich będzie zarabiał miliony na swoim poletku.

ZOBACZ TAKŻE: ALFABET MATEUSZA BORKA, CZ. 2. CZTERY WALKI DZIENNIE SZPILKI, SZALEŃSTWO W OCZACH TYSONA I NAPIWKI ZIGGY’EGO

Spisał: Krzysztof Smajek