Posts Tagged ‘Mateusz Borek’

parzeczewski_2

Już w sobotę do ringu wejdą bohaterowie gali Ostatni Taniec, która odbędzie się w katowickim Spodku. Największy znak zapytania stawiamy przy pojedynku Roberta Talarka z Patrykiem Szymańskim. Wojna może być w starciu Damiana Jonaka z Andrew Robinsonem, a ring może zadrżeć, gdy znajdą się w nim Mariusz Wach i Ilunga Bakole. Zobaczcie, jak typujemy sobotnie pojedynki.

Tomasz Gromadzki vs Mateusz Rzadkosz

Mateusz Rzadkosz od wygranej z Gromadzkim w Częstochowie raczej nie zrobił postępu. Bynajmniej nie zachwycił w żadnej z trzech ostatnich walk. W jego narożniku nie będzie już Piotra Wilczewskiego, z którym współpracował od początku zawodowej kariery. Gromadzki jest nakręcony czterema wygranymi z rzędu. Nie wygrywał z wielkimi nazwiskami, ale każde zwycięstwo dodało mu pewności siebie. Zadyma mówi, że będzie bardziej opanowany w ringu. Szczerze? Nie wierzymy mu. Może jedna lub dwie rundy będą spokojne w jego wykonaniu, ale potem będzie szukał rozróby. Charakteru nie da się zmienić z dnia na dzień. Gromadzki walczy na swoim terenie, ma do wyrównania rachunki z Rzadkoszem, więc motywacji mu nie zabraknie.

Typ: Gromadzki TKO

Damian Wrzesiński vs Kamil Młodziński

Faworytem jest Wrzesiński, ale w jego przypadku nie może być mowy o lekceważeniu rywala. Młodziński ma mniejsze umiejętności, ale lubi się bić. Nigdy nie odpuszcza i jest niewygodny dla każdego rywala. Nie jest łatwo go złamać. To może być najtrudniejsza walka w karierze Wrzesińskiego. W tym przypadku sędziowie nie muszą być jednomyślni, a kibice nie powinni się nudzić.

Typ: REMIS lub Wrzesiński PKT

Nikodem Jeżewski vs Shawndell Winters

Jeżeli Jeżewski myśli o czymś więcej niż tylko lokalnej sławie, to Wintersa musi rozbić bez wydawania reszty. Innego scenariusza nie bierzemy pod uwagę.

Typ: Jeżewski TKO

Robert Talarek vs Patryk Szymański

Ostrzymy sobie zęby na ten pojedynek. Po Robercie Talarku wiemy, czego się spodziewać. Wejdzie do ringu, jak na wojnę i zrobi wszystko, żeby wygrać. Dodatkowej energii doda mu to, że będzie walczył u siebie. Patryk Szymański nie może liczyć na taryfę ulgową. Podopieczny Gusa Currena jest zagadką. Po ostatniej walce wszyscy go skreślili, ale w Spodku, jak zapowiada Mateusz Borek, mamy zobaczyć Szymańskiego w wersji 2.0. Ma być przede wszystkim silniejszy i twardszy. Te cechy będą mu potrzebne w walce z Talarkiem. Szymański zapowiada, że w przypadku porażki będzie to jego ostatni taniec.

Typ: Talarek TKO

Mariusz Wach vs Ilunga Bakole

Bakole jest sporym znakiem zapytania. Sparował dużo z Joshuą, ale sparingi i walki to dwie inne bajki. Bakole może sporo ugrać w Spodku, bo wygrana z Wachem może się odbić głośnym echem. Determinacji nie powinno mu zabraknąć. Za Bakole ciągnie się opinia, że nie jest długodystansowcem i po 4-5 rundach siada kondycyjnie. W ciemno zakładamy, że po 3-4 starciach będzie prowadził na punkty, bo Wach długo jest śpiący w ringu. Bakole krzywdy Mariuszowi jednak nie zrobi. Jeśli Wach się szybko wybudzi, tym razem nie pomyli rund, to w drugiej części walki skończy się jego taniec z Bakole.

Typ: Wach TKO

Damian Jonak vs Andrew Robinson

Jonak marzy o dużej walce i dużej wypłacie. Robinson jest dla niego przepustką do realizacji tego celu. Brytyjczyk to solidny pięściarz, pływał na różnych wodach. Może napsuć Jonakowi sporo krwi, ale nie uda mu się go złamać. Może być ringowa wojna i zwroty akcji. W trakcie tej walki nie odrywajcie wzroku od ringu.

Typ: Jonak PKT

Robert Parzęczewski vs Dmitrij Czudinow

Parzęczewski jest nakręcony ostatnimi zwycięstwami. Przed nim okres adaptacji w nowej kategorii wagowej. Czudinow przegrał trzy z czterech ostatnich walk, ale z choinki się nie urwał, może być groźny. Swoje w ringu już przeżył. To może być dobry test dla Polaka, który już miał mistrzowskie oferty. Parzęczewski musi podejść na chłodno do rywalizacji z Czudinowem i nie może na siłę szukać nokautu, bo to go może spalić. Stawiamy, że po walce w Spodku będzie już panem Mister KO.

Typ: Parzęczewski TKO

Reklamy

borek_adamek

W najbliższą sobotę w katowickim Spodku odbędzie się gala „Ostatni Taniec”. To będzie już piąta gala organizowana przez grupę MB Promotions. – Jako promotor pracujesz przez trzy miesiące i zastanawiasz się, czy na koniec wyjdziesz na zero. Jeśli nie sprzedaż biletów lub wypadnie ci sponsor, to trzeba się liczyć z tym, że wszyscy zarobią na gali, mam na myśli zawodników, matchmakerów, hotele, czy halę, a ty nie zarobisz. Tylko dołożysz – mówi Mateusz Borek w rozmowie z PoGongu.pl.

Zacznijmy od sprawdzenia obecności. Ilunga Bakole dojedzie na galę w Spodku? 

Mateusz Borek: Przyjedzie, bo odebrał w środę wizę w polskim konsulacie w Londynie. Sytuacja była niespotykana. Chciałem podziękować ambasadorowi, konsulowi oraz wielu ludziom z polskiej polityki, którzy mi pomogli. To nie jest prosta sprawa, żeby w szybkim trybie załatwić komuś wizę z Demokratycznej Republiki Konga. Chłopak jest bogaty, z normalnej rodziny, która ma książęcy pałac, ale te wszystkie procedury trwają. Na szczęście udało się wszystko załatwić. 

Był jakiś pięściarz w rezerwie dla Wacha, gdyby z wizą Bakole nie poszło po myśli?  

Był w rezerwie Amerykanin z rekordem 12-6, który walczył z dobrymi zawodnikami i się nie przewracał. Nie chciałem tego zastępstwa, bo nie miałem gwarancji, że zawodnik z USA po podróży na ostatnią chwilę, wyglądałby normalnie w ringu w sobotę. Nie mówię, że przyjechałby tylko po pieniądze, ale na pewno miałby mniejsze szanse z Wachem niż Bakole. Wydaje mi się też, że walka straciłaby na atrakcyjności, bo jak do ringu wchodzi dwóch ludzi po dwa metry i 120 kilogramów to zawsze jest to prawdziwe starcie w kategorii ciężkiej.

Bakole jest dużym znakiem zapytania? 

Był etatowym sparingpartnerem Joshuy, przeboksował z nim blisko 150 rund. Mówiono o nim, że będzie gwiazdą na brytyjskiej scenie wagi ciężkiej. Jego walka z Hunterem do ósmej rundy była wyrównana. Potem doznał kontuzji barku, zabrakło mu też doświadczenia na dłuższym dystansie i w końcówce Hunter go skończył. Teraz chce wrócić do gry. Walka z Wachem może mu pomóc załapać się na karuzelę Warrena czy Hearna. Będzie to ważny taniec dla obu pięściarzy. 

Na początku Bakole nie był zainteresowany pojedynkiem z Wachem.  

Zaproponowałem mu walkę w styczniu, ale powiedział, że ma inne plany i odmówił. Szukałem innego rywala dla Mariusza. Rynek kategorii ciężkiej w Europie jest trudny i drogi. Rozmawiałem z Abellem, Moliną, Dawejko i Wallishem, ale nagle Bakole zmienił zdanie i zadzwonił z informacją, że chce walczyć w Spodku. W 24 godziny dopięliśmy szczegóły kontraktu, pod którym złożył podpis 18 lutego. 

Jakie furtki może otworzyć Wachowi wygrana z Bakole? 

Mariusz nie mówi tego dziennikarzom, bo nie chce zapeszać, ale ma na stole kilka ofert. Może walczyć na gali ESPN-u, może wejść do ringu z Pulewem, może wystąpić na tej samej gali co Usyk, albo dostać większą walkę w lipcu w Niemczech. Jest też propozycja z Wielkiej Brytanii. Mariusz cały czas jest gorącym towarem. Jeśli wygra z Bakole, to wyśle komunikat, przede wszystkim na rynek brytyjski, że po dwóch porażkach wrócił do gry.  

mariusz wach

Organizuje pan już piątą galę boksu. Trudne jest życie promotora i organizatora?  

Bardzo trudne. Nie ma żadnych problemów produkcyjnych, promocyjnych czy logistycznych. W tej zabawie cały czas jest problem z kasą. Sponsorzy nie za bardzo garną się do tego sportu w Polsce. Pieniądze z polskiego rynku telewizyjnego są nieporównywalne do innych rynków, a zawodnicy, których oczekują polscy kibice i dziennikarze, kosztują tyle samo co w innych krajach. Proszę sobie wyobrazić, ile płaci Showtime, Fox, DAZN, Sky czy inne zagraniczne telewizje, a jakie są możliwości polskich stacji. Pewnie dzisiaj TVP płaci najlepiej w Polsce, bo matematyka tej stacji, podobnie jak wyniki oglądalności, wygląda zgoła inaczej niż w stacjach komercyjnych, utrzymujących się z reklam, bez państwowego finansowania. To nie zarzut, to fakt. Inne stacje płacą mniej. Nie dlatego, że są chciwe i nie chcą, ale realnie oceniają wartość rynkową i marketingową. Najczęściej telewizja daje kwotę, która jest skromnym wycinkiem budżetu gali. Jako promotor pracujesz przez trzy miesiące i zastanawiasz się, czy na koniec wyjdziesz na zero. Oprócz pieniędzy z telewizji, musisz się dogadać z kilkoma podmiotami biznesowymi i musisz sprzedać określoną liczbę biletów, żeby zamknąć budżet imprezy. Jeśli nie sprzedaż biletów lub wypadnie ci sponsor, to trzeba się liczyć z tym, że wszyscy zarobią na gali, mam na myśli zawodników, matchmakerów, hotele, czy halę, a ty nie zarobisz. Tylko dołożysz.  

Na którejś z czterech gal udało się panu zarobić?  

Nie. Trzy wyszły na zero. Do gali w Radomiu była dokładka. W twitterowych dyskusjach często pojawiają się opinie, że promotorzy kłamią. Może niektórzy kłamią, ja tego nie robię. Dla mnie to jest bardzo ciężki biznes, bo kosztuje dużo zdrowia i nerwów. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze wojenki, do których nie chcę się już odnosić. Nie chcę dyskutować, które gale są na poziomie pierwszej, drugiej czy trzeciej ligi. Niech to ocenią kibice.  

Czy organizator gali bokserskiej w Polsce może w ogóle na tym zarobić? 

Są dwie drogi. Możesz zrobić galę z solidnym main eventem. Do tego dorzucić dwie walki z małym budżetem i promocją swoich zawodników, plus dwa pojedynki z udziałem pięściarzy niezrzeszonych, za których zapłacą ich sponsorzy i uzupełnić kartę walkami amatorskimi. Na takich galach da się zarobić, bo można jeszcze ograniczyć środki na produkcję. Druga droga to ta, którą ja wybrałem. Jestem promotorem, ale moje spojrzenie na organizację gal jest spojrzeniem kibica i dziennikarza. Robię walki, jakie chciałbym obejrzeć. Czasami podejmuję nierozsądne decyzje, ryzykuję rekord zawodnika i zainwestowane w niego pieniądze. Przecież nie musieliśmy ryzykować rekordem 17-0 Łukasza Wierzbickiego w starciu z Vovkiem. Zrobiliśmy to dla kibiców i dziennikarzy. Chcieliśmy, żeby w ringu było ciekawie i żeby nikt nie przewracał się od przeciągu w hali.  

Spodek to trudny teren do organizacji gali bokserskiej?  

Organizując „Ostatni Taniec”, od razu postawiłem na Śląsk. Miałem plany dotyczące Jastrzębia, ale nie doszedłem do porozumienia z miastem. Ostatecznie wybrałem Katowice i nie żałuję tego. Spodek to jest ziemia, która zna, kocha i rozumie boks. Dla mnie to jest legendarne miejsce, oddychające historią. Po siedmiu latach boks wraca w to miejsce. Spodek to jest chyba najdroższa arena w Polsce. Nie jest to hala, która pod względem technologicznym może się równać z tymi najnowocześniejszymi halami w Polsce. Podam przykład. Jeśli chcę zrobić pasek ledowy, to muszę go powiesić i za niego zapłacić. A taki pasek na przykład w Ergo Arenie jest w wyposażeniu hali. Wpinam kabel i działa. Dodatkowo nie płacę za to. 

DSC_2197

Ilu widzów spodziewa się pan w sobotę na trybunach?  

Realnie oceniam, że będzie 6 tysięcy osób.  

Czy to pozwoli wyjść na zero lub zagwarantuje zarobek? 

Nie wiem. Jest za wcześnie, żeby to policzyć. Czasami w ostatniej chwili może pojawić się jakaś dziura budżetowa, którą trzeba będzie załatać. Są też niespodziewane koszty, gdy na przykład ktoś spóźni się na samolot. Proszę też pamiętać, że są zobowiązania sponsorskie. Nie wszystkie bilety vipowskie trafiają do sprzedaży, część jest rozliczana w ramach umów.  

Czy bez Tomasza Adamka trudniej jest spiąć projekt promocyjnie i finansowo?  

Wydaje mi się, że gdyby Tomek walczył w Spodku, to na trybunach byłoby 2-3 tysiące ludzi więcej. Zdawałem sobie sprawę, że przyjdzie taki dzień, że Tomek nie będzie już walczył. Plan był taki, że Adamek wraca, bo chce stoczyć jeszcze jedną dużą walkę. Był pojedynek z Millerem i pewien rozdział się skończył. Chcieliśmy przy „Góralu” promować innych zawodników. Niektórzy z tego skorzystali, inni zaprzepaścili szansę. Polski boks musi żyć bez Adamka i Tomek musi żyć bez polskiego boksu.  

Składał pan Izu Ugonohowi ofertę walki w Spodku? 

Nie rozmawiałem z Izu, bo on ma promotora. Spotkałem się z teamem Darka Michalczewskiego. Zaproponowałem wstawienie Izu do karty i chciałem podzielić koszty finansowe. Zaproponowałem, że opłacę rywala, pobyt dwóch stron i wezmę na siebie promocję. Oni mieli ustalić gażę z Izu i wziąć ten koszt na siebie. Wydawało mi się, że to była dobra oferta. Jak chcesz włożyć walkę na galę niemiecką, to musisz zapłacić za swojego zawodnika i rywala. Plus pokryć wydatki związane z pobytem tych zawodników. Za przeciwnika Ugonoha chciałem zapłacić. Nikt by na tym nie stracił. Ja miałbym jeszcze ciekawszą kartę, a Izu aktywność.  

Czemu się nie dogadaliście?  

Druga strona pytała mnie o miejsce na karcie dla Izu. Miałem już wcześniej zaplanowane pierwsze trzy pojedynki, czyli walki Roberta, Damiana i Mariusza. Byłem z chłopakami po słowie i nie chciałem niczego zmieniać. Team Darka chyba nie za bardzo był zainteresowany miejscem Izu w środku karty. Uważali, że Izu jest zawodnikiem, który powinien boksować w main lub co-main evencie. Miałem na ten temat inne zdanie i nie doszliśmy do porozumienia. Szkoda, bo Ugonoh jest już po trzydziestce i rzadko walczy. Łukasz Rusiewicz był najpoważniejszym rywalem, z którym wygrał Izu.  

Miał pan w planach jakiegoś konkretnego rywala dla Izu?  

Myślałem o zrobieniu walki Izu z Sergiejem Werwejką. Skoro były już przymiarki do ich starcia w Ergo Arenie, to chciałem to przenieść do Spodka. Nie wypaliło. 

robert parzeczewski 

W main evencie wystąpi Robert Parzęczewski. Jak wysoko ma zawieszoną poprzeczkę?  

Robert powiedział, że jak znokautuje Czudinowa, to zmieni pseudonim na „Mister KO” i przestanie być „Arabem”, więc wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. A tak poważnie, Czudinow to pięściarz, który pływał w oceanie w boksie olimpijskim, a Robert był co najwyżej w jacuzzi. Parzęczewski dostał propozycje walki z Callumem Smithem o mistrzostwo świata, ale podziękowaliśmy, bo uważamy, że musi stoczyć jeszcze 2-3 pojedynki, by zaadaptować się w nowej kategorii. Za dwa lata będzie właściwy czas, żeby atakować tron. Nie chcemy jechać po kasę i ładnie przegrać.  

Pięściarze często mówią, że walk o mistrzostwo świata się nie odrzuca. Robert zrobił inaczej.  

Gdy dostaje się propozycję walki 16 maja, a ma się już zakontraktowany pojedynek na 6 kwietnia, to trzeba być uczciwym wobec siebie. Do walki o mistrzostwo świata nie można przystąpić po czterech tygodniach przygotowań. Niby takich pojedynków się nie odrzuca, ale w przypadku Parzęczewskiego mogliśmy to zrobić. Jak ktoś nie ma promotora lub promotor nie ma pieniędzy na promowanie zawodnika, albo w niego nie wierzy, to wtedy trzeba brać walkę, żeby zarobić. Jeśli dzisiaj są propozycję dla Parzęczewskiego, który ma rekord 22-1, to będą też za dwa lata, gdy będzie miał 28-1. Nie zakładam, że się potknie po drodze, skoro się tak rozwija.  

Parzęczewski jest zawodnikiem Tymexu i MB Promotions?  

Nie, jest pięściarzem Tymexu. Współpracuję z Mariuszem Grabowskim, dlatego pomagam mu też z karierą Roberta. Uważam, że nasza współpraca układa się dobrze. Robert sportowo zasługuje na walki wieczoru i solidne zarobki. Jeżeli któregoś dnia Mariusz przyjdzie i powie: pracujmy z nim razem oficjalnie, to będziemy pracować oficjalnie. Dzisiaj to jest Mariusza zawodnik i to on podejmuje decyzje.  

Czy kariera Parzęczewskiego jest dla pana i grupy Tymex największym wyzwaniem promotorskim?   

Dla mnie największym wyzwaniem było udowodnić sobie, że dziennikarz potrafi zrobić galę. Po pierwszej gali wyzwaniem było, żeby zorganizować drugą. Później, że potrafię zrobić event bez Tomka Adamka. Jeden, a teraz kolejny.

Karierą Parzęczewskiego trzeba rozsądnie pokierować. W Polsce nie mamy zbyt wielu pięściarzy z takim potencjałem.

Robert czekając na walkę o pas, dostaje trudniejszych rywali po drodze niż wielu polskich zawodników, którzy też liczyli na walkę o mistrzostwo świata. Wielu z nich przez lata boksowało na podtrzymanie aktywności. Nad Robertem nikt nie trzyma i nie zamierza trzymać parasola ochronnego. Uznałem, że po występie w Radomiu, gdzie efektownie i szybko znokautował Darka Sęka, należy mu się walka wieczoru w Spodku. On cały czas idzie do przodu.

Z Patrykiem Szymańskim planuje związać się pan dłuższym kontraktem?  
 
Patryk zgłosił się do mnie, gdy wygasł jego kontrakt z poprzednim promotorem. Wrócił do Kuby Chyckiego i rozpoczął treningi z Gusem Currenem. Na obozie ich współpraca wyglądała obiecująco. Z Patrykiem jesteśmy po słowie. Przed walką z Robertem Talarkiem nie chcieliśmy parafować żadnych dokumentów. Mogliśmy to zrobić, ale po co? Jeśli, odpukać, coś nie wyjdzie, to tymi papierami moglibyśmy rozpalić w kominku. Jesteśmy dogadani na współpracę, ale do rozmów siądziemy po 6 kwietnia.

Szymański jest po porażce. Talarek nie będzie dla niego rywalem na przetarcie.

Patryk chciał trudnego testu, bo ma coś do udowodnienia. Narzucił też na siebie dodatkową presję, bo powiedział, że jak przegra, to zakończy karierę. Polscy kibice uważali go za prospekta, a po jednej porażce wszyscy w niego zwątpili. Zwycięstwo z Talarkiem może go wysoko wywindować w polskim rankingu P4P.   
 
Co Gus Curren mówi o współpracy z Szymańskim?
 
Patryk od początku podobał mu się boksersko. Pracowali nad obroną i pewnymi elementami technicznymi, ale nie chcę mówić o detalach. Pracowali też nad tym, żeby Patryk był twardszy, bo boks jest sportem dla twardych ludzi. Patryk wiele razy imponował umiejętnościami w ringu, ale był za delikatny i za kruchy. Teraz jego ciało się zmieniło. Wydłużył też okres sparingów, żeby błyszczeć 6 kwietnia. W Spodku zobaczymy wersję Szymański 2.0.  

Rozmawiał: Krzysztof Smajek
 
 

Grupa MB Promotions zorganizowała cztery gale boksu. Odbyło się na nich 29 walk. Z tej puli wybraliśmy najlepsze pojedynki i ułożyliśmy ranking walk, które trzymają w napięciu nawet, gdy oglądamy ich powtórki.

5. Łukasz Wierzbicki vs Michał Żeromiński I (gala Noc Wojowników)

wierzbicki_żeromiński_foto2

Faworytem walki był Wierzbicki, ale Żeromiński postawił mu trudne warunki. W Częstochowie oglądaliśmy dziesięć twardych rund z obu stron. Było dużo wymian, ale żaden z pięściarzy nie był liczony. Niejednogłośną decyzją sędziów zwyciężył Wierzbicki i zdobył pas Mistrza Polski wagi półśredniej. Werdykt był dyskusyjny. Żeromiński nie mógł pogodzić się z porażką i tuż po zejściu z ringu mówił nawet o zakończeniu kariery. Kilka miesięcy później doszło do ich rewanżowej walki i Wierzbicki nie pozostawił już pola do dyskusji. Był zdecydowanie lepszy.

Norbert Dąbrowski vs Robert Talarek (gala Nowe Rozdanie)

(więcej…)

robert parzeczewski

Mateusz Borek po raz czwarty zorganizuje galę bokserską. Tym razem w ringu zabraknie Tomasza Adamka, który był twarzą poprzednich gal MB Promotions. Czy któryś z bohaterów „Wojny Domowej” może wejść w buty „Górala”? 

Wyobraźcie sobie, że widzicie faceta, który stoi na parapecie na 10. piętrze i nerwowo spogląda w dół. Pod blokiem stoją ludzie i zadają sobie pytanie: skoczy czy nie skoczy? Buzują w nich emocje. Takich właśnie emocji spodziewamy się podczas „Wojny Domowej” w Radomiu. 

– Marzy mi się, żeby to była impreza w wyspiarskim stylu, takie „British boxing made in Poland” […] W sobotę bukmacherzy będą mieć eldorado. Ludzie postawią pieniądze na kilka walk, ale nie wiadomo, kto je wygra – mówi Mateusz Borek w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

O lepszą przyszłość dla siebie i rodziny

W walce wieczoru „Wojny Domowej” do ringu wejdą Robert Parzęczewski i Dariusz Sęk. Obaj są po innej stronie rzeki. Wydaje się, że Sęk najlepsze lata ma już za sobą, ale przed konfrontacją z Parzęczewskim zapowiada, że znów jest w nim ogień. Sęk to charakterny chłopak i skoro mówi, że walczy o lepszą przyszłość dla siebie i rodziny, to możemy być pewni, że nie odpuści w ringu. Czy wystarczy mu amunicji? Raczej nie. 

– Jeśli przegram z Arabem, to będzie trzeba zdefiniować karierę na nowo. Na przykład mogę zacząć wyjeżdżać na walki za granicę, by trochę zarobić, a potem wziąć się za trenerkę – mówi Sęk „Super Expressowi”. Wydaje się, że po „Wojnie Domowej” będzie realizował ten scenariusz.

parzeczewski

Parzęczewski to głodny sukcesu młody wilczek. Ma jasno sprecyzowany cel, chce być mistrzem świata. Sęk też kiedyś miał podobne marzenia, ale życie i ring je zweryfikowały. Parzęczewski jest dzisiaj na piątym miejscu w rankingu WBO, więc w każdej chwili może dostać walkę o mistrzostwo świata. Choć piąte miejsce wcale nie oznacza, że na świecie jest tylko czterech lepszych od niego pięściarzy w wadze półciężkiej. 

– Robert to mądry chłopak. Niedawno poprosił o zaliczkę – nie na auto albo wczasy, ale na leworęcznych sparingpartnerów z Anglii, aby należycie przygotować się do starcia z Sękiem – mówi Borek i dodaje, że ma dla pięściarza z Częstochowy dobrą ofertę pojedynku na początku marca w Wielkiej Brytanii. Parzęczewski w przeszłości odrzucił propozycję walki z Siergiejem Kowaliowem, od którego jest dzisiaj wyżej w… rankingu WBO. Na porażkę z Sękiem nie może sobie pozwolić.

Pachnie trzecią walką

„Dopóki mnie nie zniosą na noszach, to nie schodzę z ringu” – takie zdanie wypowiedział w „Drodze do Wojny Domowej” Adam Balski. Na karcie walk gali w Radomiu jest kilku pięściarzy, którzy z pewnością podpisaliby się pod tymi słowami.

mlodzinski.jpg

Na pewno zrobiliby to Rafał Grabowski i Kamil Młodziński. Chłopaki nie pękają i lubią się bić. W swoich skrzyniach biegów nie mają wstecznego. Na zawodowych ringach więcej doświadczenia ma Młodziński. Do dzisiaj możemy mu bić brawo za dwie walki z Michałem Leśniakiem. Żadnej nie wygrał, ale za każdym razem zostawiał serducho w ringu. Dla Grabowskiego to będzie pierwszy poważny test na zawodowych ringach. Walka bez faworyta, klasyczne 50/50.

To samo możemy napisać o rewanżu Michała Chudeckiego z Damianem Wrzesińskim. Podczas „Nocy Zemsty” każdy z sędziów inaczej widział ich walkę. Obaj czuli niedosyt po gali w Częstochowie, więc rewanż jest oczywistą sprawą. Zakładamy w ciemno, że teraz sędziowie znów będą mieć problem ze wskazaniem zwycięzcy. Już teraz pachnie trzecią walką.

Wracamy do Adama Balskiego, który za rywala zamiast Nikodema Jeżewskiego dostał Serhija Radczenkę. Ukrainiec w przeszłości sparował z czołówką wagi junior ciężkiej. To twardy chłop. Wszyscy pamiętamy, że miał na deskach Krzysztofa Głowackiego, ale wiemy też, że to był wypadek przy pracy, jakich w tej branży jest sporo.

Balski ciężko trenował po okiem Gusa Currena. Czekamy na efekty pracy tych panów. Pięściarz z Kalisza powinien wygrać bez wydawania reszty, ale nastawiamy się na cały dystans. Mateusz Borek twierdzi, że Balski ma już oferty walk z zagranicy. W najbliższym czasie którąś z nich będzie musiał przyjąć.

Buty Tomasza Adamka

W Radomiu trudne zadanie czeka Damiana Jonaka. Andrew Robinson nie jest żadnym bombardierem, ale to solidny pięściarz, który może postawić Polakowi twarde warunki. Będziemy zdziwieni, jeśli Brytyjczyk przyjedzie tylko po wypłatę. 

Jonak w tym roku wrócił do boksu po trzyletniej przerwie i wygrał dwie walki. Ma rekord 41-0. Naprawdę trudno powiedzieć, w jakim kierunku zmierza jego kariera, ale chyba 35-latek ma większe ambicje niż wygrana z Robinsonem.  Szkoda, że Jonak nie chce bić się z rodakami, bo jego walka z Robertem Talarkiem to byłaby petarda.

wierzbicki_żeromiński_foto2

Łukasz Wierzbicki po rozliczeniu się z Michałem Żeromińskim (Michał z Vovkiem będzie miał pełne ręce roboty) idzie dalej i ma coraz wyżej podniesioną poprzeczkę. Twaha Kiduku był już w Polsce i bił się z Przemysławem Runowskim. Jeśli utrzymał formę z Radomia, to możemy być świadkami solidnych wymian w ringu. Na papierze faworytem jest Polak. 

Wierzbicki podobnie jak Balski czy Parzęczewski nie może pozwolić sobie na potknięcie. Może któryś z tych trzech panów kiedyś wejdzie w buty Tomasza Adamka. Przed nimi jeszcze długa droga. Na razie muszą wygrać „Wojnę Domową”. 

Transmisja gali od godz. 17:45 Polsat Sport / Polsat Sport Fight , od godz. 20:00 Super Polsat.

adamek_noc_zemsty

(więcej…)

borek_adamek

– Jeśli Tomek wygra z Millerem, to jesteśmy już z panem Hearnem po słowie w sprawie bardzo dużej walki z jednym z jego zawodników. Czarny scenariusz? Z Tomkiem na ten temat nie rozmawiam, bo on nie dopuszcza myśli o porażce. Ale ja zakładam różne warianty – mówi Mateusz Borek w rozmowie z Krzysztofem Smajkiem.

(więcej…)

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

borek

  • Dlaczego Joey Abell został rywalem Tomasza Adamka?
  • Czy były prowadzone negocjacje z Erikiem Moliną?
  • Jaką najwyższą kwotę usłyszał Mateusz Borek od pięściarza lub jego promotora, któremu zaproponował występ na Polsat Boxing Night?
  • Którą walkę na Polsat Boxing Night w Częstochowie było najtrudniej dopiąć?

(więcej…)

Zrzut ekranu 2018-01-05 o 12.06.36.png

W piątek 50 świeczek z urodzinowego tortu zdmuchnie Andrzej Gołota. Tego pana nikomu nie trzeba przedstawiać. Miliony Polaków wstawało w nocy na jego walki, bo gdy „Andrew” wchodził na ring w USA, grzmoty było słychać w naszym kraju. Jego dwa pojedynki z Riddickiem Bowe mają swój osobny rozdział w historii wagi ciężkiej. Gołota nigdy nie był mistrzem świata, ale jest legendą polskiego boksu. Jego walkę z Timem Witherspoonem oglądało w Polsacie 12,5 miliona widzów. Dzisiaj w Polsce nie ma pięściarza, który mógłby przyciągnąć przed telewizory taką rzeszą kibiców.

Urodziny Andrzeja Gołoty to dobra okazja, żeby przypomnieć kilka anegdotek z jego życia. Mateusz Borek, Andrzej Kostyra i Andrzej Wasilewski w swoich „Alfabetach”, które ukazały się na Po Gongu, opowiedzieli kilka fajnych historii dotyczących „Andrew”.

Z Alfabetu Mateusza Borka: Po walce Andrzeja Gołoty z Rayem Austinem w Chengdu Don King zaprosił nas na kolację do dobrej chińskiej restauracji, w której pierwsze piętro było przeznaczone dla normalnych ludzi, a drugie dla VIP-ów, gdzie King zorganizował bankiet dla około 40 osób. Pojechałem tam z Przemkiem Garczarczykiem. Wchodzimy do środka i… własnym oczom nie wierzymy. Pobity przez Austina Andrzej Gołota siedzi z rodziną i je między setką Chińczyków na pierwszym piętrze. Tak wstydził się porażki, że nie miał ochoty wjechać piętro wyżej. Namówiliśmy go jednak, żeby wszedł tam chociaż na chwilę. Gdy Don King go zobaczył od razu wypalił: Andrju, mój przyjacielu, dam ci jeszcze jedną szansę.

***

Nie wiem, czy traktować to w kategorii anegdoty, bo na własne uszy tego nie słyszałem, ale podobno Gołota przed walką z Johnem Ruizem powiedział Kingowi, że nawet jak zdobędzie pas mistrza świata, to następnego dnia kończy karierę. Pamiętajmy, że King był wtedy również promotorem Ruiza, więc mógł sobie pomyśleć: po co ja mam dać Gołocie pas, skoro on go następnego dnia zwakuje i ja tego pasa jako promotor też nie będę miał i przelecą mi miliony koło nosa. Możliwe, że Gołota pospieszył się z tą deklaracją. Wielki boks to wielka polityka i wielka kasa, a pamiętamy, że ta walka była bardzo wyrównana.

***

Myśląc o Andrzeju Gołocie, mam w głowie takie zdanie: nigdy polscy ojcowie nie wstawali tak często do dzieci, jak wstawali na walki Andrzeja Gołoty. Trafił na nieprawdopodobne czasy w kategorii ciężkiej, bo pamiętajmy, że gdy boksował w swoim prime byli między innymi: Mike Tyson, Lennox Lewis, Michael Grant i Riddick Bowe. To była cała plejada świetnych zawodników. Jednak fakty są takie, że Andrzej Gołota co najmniej raz powinien być mistrzem świata, bo na pewno wygrał walkę z Chrisem Byrdem.

W jego karierze było sporo dziwacznych momentów: szybkie przegrane z Lewisem czy Brewsterem, ucieczka z ringu w walce z Tysonem, niezrozumiała przegrana z Grantem, dziwna deklaracja przed pojedynkiem z Ruizem, o której wspominałem wcześniej. Co by nie mówić, Gołota był świetnym pięściarzem, ale w boksie zawodowym niczego nie osiągnął. Karierę pięściarza puentuje to, co uda się zawiesić na biodrach, a on przecież nie zdobył żadnego pasa. Dlatego Andrzej przypomina polskich bohaterów literackich i jest wielką postacią tragiczną.

Smutne było to, że Gołota nie potrafił pogodzić się z brakiem sukcesu sportowego. Gdy był po wypadkach, nie mógł prostować lewej ręki, nie funkcjonował mu bark i spadła szybkość, on ciągle wierzył, że jest w stanie zawojować wagę ciężką. To było życzeniowe myślenie.

Z Alfabetu Andrzeja Kostyry: Trzeba zjeść beczkę soli, żeby zrozumieć tego faceta. Pamiętam go jeszcze z czasów amatorskich. Od razu było widać, że to wielki talent, ale nie był zbyt silny psychicznie. Janusz Gortat opowiadał mi, że przed jednym z meczów spał z nim w jednym pokoju. Andrzej wstawał w nocy i strasznie się kręcił. A to pił wodę, a to chodził do łazienki, a Janusz nie mógł spać. W pewnym momencie spytał go: Andrzej, co się tak denerwujesz? Przecież walczysz z Klepką. Wejdź do ringu, stuknij nogą w matę i już po Klepce. Na drugi dzień tak właśnie się stało. Wygrał z Klepką przed czasem. Ale co się nastresował przed walką to jego.

***

Gołota powinien być mistrzem świata. Moim zdaniem wygrał zarówno z Byrdem jak i Ruizem, ale formalnie tytułu nie zdobył. Najadłem się przez niego dużo wstydu. Najwięcej po walce z Mikem Tysonem. Po tym pojedynku siedziałem w hotelowym barze z fotoreporterem Wojtkiem Rzążewskim i wdaliśmy się w dyskusję z gościem, który strasznie narzekał na Andrzeja. Przedstawił się, że jest doręczycielem pozwów sądowych (w USA trzeba pozew doręczyć osobiście), zarabia 50 tysięcy dolarów rocznie, ale nie raz był w groźniejszych sytuacjach niż Gołota z Tysonem i nie mógł uciec tak jak Andrew. – Bo my w Ameryce jesteśmy wychowani na kulcie Rambo. Możesz przegrać, ale po walce, a Gołota przegrał bez walki. Wy najedliście się wstydu, a my straciliśmy kasę, bo bilety były po 300 dolarów a nie było żadnych emocji – argumentował.

***

Nie ma chyba drugiego boksera, który zarobiłby tyle kasy na przegranych pojedynkach. Choć i tak wielkie pieniądze przeszły mu koło nosa. Ziggy Rozalski twierdzi, że gdyby Gołota został mistrzem świata, to było dogadane, że Kelvin Klein podpisałby z nim kontrakt reklamowy na sto milionów dolarów. Jednak Gołota dobrze zainwestował pieniądze i na pewno nie skończy jak Riddick Bowe, który łazi i prosi o pieniądze, podpisując zdjęcia. Gołotę stać, żeby podpisywać zdjęcia kibicom za darmo.

Z Alfabetu Andrzeja Wasilewskiego: Odwoziłem na lotnisko swojego ojca, leciał z kadrą Polski na jakiś turniej. Na Okęciu spotkałem Gołotę, który wziął mnie na bok i poprosił, żebym odstawił mu samochód. Dodam, że nie miałem wtedy jeszcze prawa jazdy, ale nie myliłem gazu z hamulcem, więc Andrew mógł być spokojny o swoje cztery kółka. Dostałem kluczyki i poszedłem przeparkować jego Audi 90 coupe. W tamtych czasach takie auto robiło ogromne wrażenie na otoczeniu. Przestawiłem to Audi i moja znajomość z Gołotą na dłuższy czas została przerwana… Chwilę później uciekł on do Ameryki.

Ponownie spotkaliśmy się po wielu latach, gdy Andrzej przyleciał do Polski. Było to bodajże na jakiejś imprezie w Łodzi. Podszedłem do niego z przekonaniem, że mnie nie pamięta. Różnica była spora, bo podczas poprzedniego spotkania byłem 55-kilogramowym nastolatkiem, a tym razem podszedł do niego prawie 100-kilogramowy facet. Andrzej, gdy mnie zobaczył, od razu zagaił: „Dzięki za odstawienie samochodu na lotnisku, cały był.” Nie ukrywam, byłem zaskoczony jego pamięcią. Nieprawdopodobna.

***

Jego kariera od początku była źle prowadzona, zabrakło odpowiedniej strategii. Lista grzechów jest długa. Powinien mieć jednego, poważnego trenera z charyzmą, do którego miałby zaufanie. W walce z Mikiem Tysonem w jego narożniku nie powinien stać ktoś taki jak Al Certo. W pojedynku z Michaelem Grantem ktoś taki jak Roger Bloodworth. Andrzej nie miał odpowiednich sparingpartnerów. Sparował z tym, który akurat przyszedł do gymu, bo tak było taniej. O odnowie biologicznej nawet nie słyszał. Brał walki, których nie powinien brać.

Nikt nie chciał walczyć z Lewisem, kontuzjowany Gołota się zgodził. Owszem, swoje zarobił, ale zebrał straszne bicie i walka o mistrzostwo świata się oddaliła. Tego typu zaniedbania można wyliczać i wyliczać. To nie była wina Andrzeja, tylko ludzi, którzy go otaczali. Zabrakło wiedzy promotorskiej, ale musimy też pamiętać, że boksował w czasach, gdy w wadze ciężkiej byli naprawdę wielcy pięściarze. Wielka i niespełniona do końca postać. Bardzo ciekawy i dowcipny kompan. Z panią Mariolą są świetnym małżeństwem.

DSC_2197.jpg

Ostatnio robiliśmy na Po Gongu podsumowanie 2017 roku w polskim boksie i wyszło nam, że tragedii jeszcze nie ma, ale czerwona lampka kilka razy się zapaliła. Na pewno musimy ubolewać nad tym, że nie mamy żadnego mistrza świata. Dlatego listę życzeń na 2018 rok rozpoczniemy od tego:

  • Niech w najbliższych dwunastu miesiącach któryś z polskich pięściarzy sięgnie po mistrzowski tytuł. Wydaje się, że dzisiaj najbliżej osiągnięcia tego celu jest Maciej Sulęcki. Ostatnio „Striczu” sprowokował na Twitterze mistrza świata federacji WBC Jermella Charlo, chłopaki wymienili uprzejmości i na razie na tym się skończyło. Nie mamy nic przeciwko temu, że panowie niebawem spotkali się w ringu i żeby Sulęcki po tym spotkaniu wrócił do Polski z pasem.

Ok, jedziemy dalej z naszą listą życzeń. Teraz trochę mniejsze życzenia, ale równie ważne:

  • Niech Krzysztof Głowacki zacznie wchodzić do ringu z poważnymi rywalami, bo ostatnio, z różnych względów, musiał bić przeciwników, którzy mogliby wiązać mu buty. „Główka” to drugi pięściarz, obok Sulęckiego, który daje nam nadzieję na zdobycie mistrzowskiego pasa, dlatego nie powinien tracić energii na konfrontacje z anonimami.
  • Niech Artur Szpilka ochłonie, wyleczy rękę i wróci na salę treningową. I niech zapomni, przynajmniej na razie, o biciu aktorów i występach w KSW. Jeszcze niedawno mówił, że chce wyrównać rachunki z Adamem Kownackim, a teraz jedną nogą jest już w oktagonie. Niech wybierze piaskownicę, w której chce się dalej bawić. Bo nie da się być raz w jednej, raz w drugiej.
  • Skoro jesteśmy już przy MMA, to życzymy Krzysztofowi Zimnochowi, żeby powiodło mu się w oktagonie, bo do boksu to już nie ma sensu, żeby wracał.
  • Niech na gale boksu zawodowego organizowane w Polsce nigdy więcej nie przyjeżdżają już panowie pokroju Michaela Granta i Laszlo Fekete. Pierwszy z nich między liny wszedł prosto z kanapy. Kasę wziął za to, że wniósł do ringu nazwisko i podreperował ego Zimnochowi. Lepszym ananaskiem okazał się Węgier, który w walce z Werwejką zamiast zadawać ciosy, odganiał muchy od siebie. Przez chwilę poudawał pięściarza i z grubszym portfelem wrócił do domu.
  • Niech Izu Ugonoh wyciągnie wnioski ze swojej ostatniej walki z Dominikiem Breazealem i niech wraca na ring, bo już wystarczająco odpoczął od boksu.
  • Niech żaden polski pięściarz nie zbierze takiego KO, jakie Carlos Takam zafundował Marcinowi Rekowskiemu. Żal było na to patrzeć.
  • Niech Andrzejowi Wasilewskiemu wróci pasja do boksu i w ogóle do tego biznesu, bo ostatnio mówił, że sprawia mu to coraz mniej satysfakcji. Polski boks potrzebuje ludzi z taką wiedzą i takim doświadczeniem.
  • Niech na polskich ringach objawi się zawodnik, który będzie w stanie przyciągnąć ludzi na trybuny i przed telewizory. Krótko mówiąc, niech pojawi się następca Tomka Adamka. Może kimś takim będzie Adam Kownacki, który w 2018 roku ma się pokazać na polskim ringu. Chłopak lubi się bić, więc ludzie powinni go polubić.
  • Niech Albert Sosnowski nie wchodzi więcej do ringu, bo nazwisko, na które długo pracował, zaczyna rozmieniać na drobne. Skoro Łukasz Różański już w pierwszej rundzie zafundował mu KO, oznacza to tylko jedno – najwyższy czas powiedzieć: do widzenia.
  • Niech Mariusz Wach już więcej nie łapie kontuzji w trakcie walki. Do dzisiaj nie możemy odżałować jego porażki z Millerem. Amerykanin był do pokonania, ale jedną ręką to można podrapać się po plecach…
  • Niech Ewa Piątkowska w końcu wróci na ring, bo jej przerwa od boksowania trwa już zdecydowanie za długo.
  • Niech Robert Talarek dalej bierze walki wyjazdowe i niech dalej obija miejscowych bohaterów. Po jego ostatniej wygranej we Francji biliśmy mu brawa na stojąco.
  • Niech żaden polski pięściarz nie powtórzy błędów Michała Cieślaka, Nikodema Jeżewskiego i Andrzeja Wawrzyka, którzy ostatnio wpadali na dopingu, bo to wstyd dla całego środowiska bokserskiego.
  • Niech Marcin Najman załatwi dla Mariusza Wacha konkretnego rywala na walkę wieczoru gali, która ma się odbyć na Stadionie Narodowym. Poza tym, niech się jeszcze tysiąc razy zastanowi, czy jest sens zapraszać na to wydarzenie nieobliczalnego Artura Bińkowskiego.
  • Niech Mateusz Borek dalej bawi się w promotorkę, bo jego wejście w ten biznes wygląda obiecująco.
  • Niech Krzysztof Włodarczyk wreszcie zacznie używać lewej ręki, niech wreszcie zacznie zadawać ciosy w trakcie walki. Wiemy, że jest to życzenie, które ma najmniejsze szanse na spełnienie się, ale może warto się jeszcze łudzić.