Posts Tagged ‘Mariusz Wach’

wach\

(więcej…)

Reklamy

W sumie nie wiemy jeszcze dokładnie, co Polsat zaserwuje nam na jedno z dwóch głównych dań 5 listopada, ale o menu krakowskiej gali możemy już podyskutować. Każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego. Jest sporo znaków zapytania. Jedni mają dużo do stracenia, inni do zyskania. Plusem jest to, że prawie całe menu znamy na dwa miesiące przed imprezą.

Zacznijmy od przystawek. O walce Ewy Brodnickiej z Anitą Torti wiedzieliśmy już od dawna. Przed poprzednią galą PBN panie spojrzały sobie w oczy, nawet trochę na siebie pokrzyczały, ale przez kontuzję Polki do pojedynku nie doszło. Kto lubi patrzeć, jak kobiety okładają się po buziach, nie powinien marudzić. Wiadomo, więcej hałasu wywołałby rewanż Brodnickiej z Piątkowską, ale dzisiaj Ewy mają inne sprawy do pozałatwiania i jest im nie po drodze. Ale do tego tematu pewnie jeszcze kiedyś wrócimy.

Zaglądamy dalej w kartę i mamy konfrontację Dariusza Sęka z Doudou Ngumbu, który wprawdzie ma siedem porażek w rekordzie, ale nikt o nim nie powie, że jest kelnerem. Dwa lata temu napsuł sporo krwi Andrzejowi Fonfarze, ale przegrał z nim na punkty. Wygrał natomiast ze starym-(nie)dobrym znajomym Mateusza Masternaka – Johnnym Mullerem. Sęk na PBN boksował będzie po raz trzeci, ale tym razem czeka go naprawdę ciężka przeprawa. Sęk w tym, że forma Darka z ostatniej walki z Machtiejenką nie wystarczy na Ngumbu. Dla Polaka ta gala może być trampoliną, bo ostatnio jego kariera trochę wyhamowała. Ten pojedynek możemy też, na siłę oczywiście, podciągnąć pod korespondencyjną rywalizację Sęka z Fonfarą.

Przeglądamy kartę dalej. Wprawdzie Adam Kownacki brzuszka nie zgubił, ale dostał zaproszenie na PBN. Tego chłopaka w ringu naprawdę dobrze się ogląda. Niech się w końcu przedstawi polskiej publiczności, bo do tej pory rywali bił tylko w USA. Lepszej okazji niż PBN nie będzie miał. Można kręcić nosem na dobór rywala, bo Marcin Siwy ma swoje ograniczenia, ale ma też jeden atut – walczy tak, jakby nie było następnej rundy. Już możemy zacierać ręce na pierwsze trzy odsłony tego pojedynku. Będzie młócka. Któryś też straci zero z rekordu, ale raczej nie będzie to Kownacki, który jest faworytem takim 90/10.

Głodni jeszcze? To na stół ląduje ostatnia już przystawka, albo inaczej – deser – tym razem serwowany przed głównymi daniami. Michał Cieślak jest już stałym bywalcem PBN, ale jak nie zapraszać na gale gościa, który nie lubi brać jeńców. Przed ogłoszeniem karty walk po cichu liczyliśmy, zapominając o stronie finansowej, że rywalem Michała może być Steve Cunningham. Nie ma Amerykanina, ale i tak jest ok. Wybór padł na Ismaila Sillacha, który może postawić Polakowi twarde warunki. Ukrainiec trzy lata temu zaprzyjaźnił się z ryzykiem, gdy dzielił ring z Siergiejem Kowaliowem. Z killerem z Rosji przetrwał tylko dwie rundy. Jeśli do Krakowa przyjedzie Sillach a nie $$$illach, to Cieślak może mieć pełne ręce roboty.

Nadszedł czas na pierwsze danie główne, w którym Polsat zaserwował nam pojedynek Krzysztofa Włodarczyka z Olanrewaju Durodolą. Najpierw parę słów o rywalu Diablo. W listopadzie 2015 roku wybrał się do Kazania, żeby zebrać planowany oklep od Kudriaszowa. Przynajmniej taki scenariusz rozpisali Rosjanie. Nigeryjczyk nie miał jednak zamiaru tańczyć w ringu jak pajacyk na sznurkach, wziął sprawy w swoje ręce i w 2. rundzie było po robocie. Nie trzeba dodawać, że Rosjanom opadły wtedy kopary. W kolejnym pojedynku Durodola przegrał przez TKO z Mairisem Breidisem, ale wciąż zalicza się do ścisłej czołówki kategorii cruiser. Diablo nie może pozwolić sobie nawet na krótką drzemkę w ringu.

Dobrze się stało, że Włodarczyk znalazł się na karcie walk, bo po stracie pasa WBC jego kariera znalazła się na zakręcie. Nikt poważny nie chciał z nim walczyć. Rywale kalkulowali: walka z Diablo to jak całowanie niedźwiedzia w dupę, ryzyko duże a satysfakcja żadna. Do ringu z Włodarczykiem  weszli Walery Brudow i Kai Kurzawa, ale nie oszukujmy się, oni przyjechali tylko po wypłatę, bić się nie chcieli. Teraz były mistrz świata kategorii junior ciężkiej dostaje rywala z wysokiej półki, który nie przewróci się po lewym prostym.

O ostatnim daniu możemy sobie tylko pogdybać. Miała być walka, której się wszyscy spodziewali, czyli Mariusz Wach kontra Izu Ugonoh. Z „Punchera” wiemy jednak, że obóz Izu w ostatniej chwili wycofał się z tego pojedynku. Nie siedzieliśmy przy negocjacyjnym stole ani nikt nie dodał Po Gongu w DW w korespondencji mailowej, ale przyglądając się z boku temu zamieszaniu, możemy wnioskować, że Ugonoh lub ludzie kierujący jego karierą, wystraszyli się Wikinga. Brzmi to trochę groteskowo, bo przecież Wach nikogo ostatnio nie straszył. W ostatniej walce był w beznadziejnej formie, wcześniej nie było dużo lepiej. W środowisku bokserskim można znaleźć nawet takich, którzy stawialiby na Izu w tym pojedynku. No, ale siłą nikt przecież Ugonoha do ringu nie zaciągnie. Warto wspomnieć, że Izu na październik ma już zakontraktowaną kolejną walkę. Tym razem ma obić jakiegoś mało znanego Francuza. Deontay Wilder też wybił całe stado kelnerów a później został mistrzem świata. Może Izu i jego team mają podobny plan. Powodzenia.

Jeśli nie Ugonoh to może Andrzej Wawrzyk skrzyżuje rękawice z Mariuszem Wachem. Dla Wikinga  nie ma to większego znaczenia. „Nieważne, kto wyjdzie do ringu. Ja będę gotowy” – mówił w swoim stylu Mariusz. Ze sportowego punktu widzenia jego  pojedynek z Wawrzykiem może być nawet lepszą opcją, ale na razie nie ma sensu gdybać, bo nic nie jest jeszcze oficjalnie ogłoszone. Czekamy na ostatnie danie, ale i tak już dzisiaj możemy być pewni, że 5 listopada nikt z Tauron Areny nie wyjdzie głodny.

Krzysztof Smajek

 

Po pojedynku Mariusza Wacha z Aleksandrem Powietkinem rozgorzała dyskusja o przyczynach porażki polskiego ciężkiego. „Wikingowi” zabrakło umiejętności czy jaj? A może jednego i drugiego? Na ten temat wypowiedzieli się już prawie wszyscy kibice i eksperci, więc nie ma sensu dalej drążyć tego tematu. Lepiej w tym miejscu zastanowić się nad stanem polskiej wagi ciężkiej. A nie wygląda to zbyt kolorowo.

Z całego towarzystwa najwyżej w rankingach notowany jest Artur Szpilka, który kilka miesięcy temu spakował walizki i poleciał za Ocean spełniać swój amerykański sen. Zanim to zrobił, pokonał na gali Polsat Boxing Night Tomasza Adamka, któremu z kolei przerwał sen o podboju wagi ciężkiej. Dzisiaj „Góral” jedną nogą jest już po drugiej stronie rzeki. Może stoczy jeszcze jedną lub dwie walki, żeby dorobić sobie do emerytury, ale pojedynków o pasy w królewskim towarzystwie toczyć już nie będzie. Choć Adamek po wygranej z Saletą pewnie ma trochę inne zdanie na ten temat…

Wróćmy do Szpilki. Po wyjeździe do USA duży boks oglądał w telewizji, bo sam toczył pojedynki ze śmiesznymi rywalami. Dlatego nadal jest sporą niewiadomą. Jednak w ciemno możemy założyć, że „Szpila” nie leży przy basenie i nie korzysta z uroków słońca, tylko ostro zasuwa na treningach. Odpowiedź na pytanie, czy zrobił jakieś postępy pod okiem Ronniego Shieldsa, mieliśmy poznać w grudniu, ale jego pojedynek z Amirem Mansourem został przełożony. Szkoda, ale co się odwlecze, to nie uciecze. W przyszłym roku powinniśmy wiedzieć dużo więcej na temat Szpilki i jego możliwości.

Zdecydowanie więcej wiemy o Mariuszu Wachu, który przegrał dwa pojedynki z pięściarzami z topu. Porażki z Kliczką i Powietkinem wstydem go nie okryły, ale przy okazji pokazały, ile Mariusza dzieli od tych najlepszych. Niestety, dzieli bardzo dużo. Mniej więcej tyle co Warszawę od Szczecina. Wach pewnie stoczy jeszcze jakąś dużą walkę (jest łakomym kąskiem), ale prędzej zrobi karierę w Hollywood niż zdobędzie mistrzowski pas. W tym przypadku nie ma sensu zakłamywać rzeczywistości.

Jeszcze niedawno mówiło się, że Marcin Rekowski jest trzecią lub nawet drugą siłą w polskiej wadze ciężkiej. Po kontrowersyjnej porażce z Aguilerą może i nie stracił pozycji na naszym podwórku (teraz jest trzeci?), ale zrobił spory krok w tył. Andrzej Wasilewski w jednym z wywiadów stwierdził, że po przegranej na PBN Rekowskiemu przeszła koło nosa ciekawa walka w USA. Szkoda. Oby teraz dostał rewanż z Aguilerą, bo to mu się należy jak psu miska. Jednak „Rex” ma już swoje lata i raczej na wyższy poziom już nie wskoczy.

Ostatnio na ring po dłuższych przerwach powrócili Krzysztof Zimnoch i Andrzej Wawrzyk. Ten drugi ma fajny dla oka rekord (nabity na słabych/przeciętnych rywalach), ale też porażkę z Powietkinem przez KO, której raczej musi wstydzić, bo szybko został rozbity przez Rosjanina. A może nie musi się wstydzić? Przecież takiego Pereza Sasza ustrzelił jeszcze szybciej… Wawrzyk w ostatnim czasie obił dwóch kelnerów, ale nikomu to nie zaimponowało. Przy jego nazwisku też trzeba postawić znak zapytania, bo dzisiaj trudno powiedzieć, na co stać pięściarza KnockOut Promotions.

Zero w rekordzie cały czas trzyma Krzysztof Zimnoch, który w październiku wrócił na ring po dwuletniej przerwie. Pięściarz z Białegostoku ostatnio trenował w Anglii z nowym trenerem. Cj Hussein, bo o nim mowa, zapowiada, że za kilka miesięcy zobaczymy nowa wersję Krzysztofa Zimnocha. W takim razie musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na efekty pracy tych panów. Zimnoch podczas gali w Wieliczce rozprawił się z Oloukunem, ale w tej walce, to nie Polak był taki dobry, tylko rywal okrutnie słaby.

Trudno stwierdzić, w jakim kierunku podąża kariera Izu Ugonoha, który w Nowej Zelandii demoluje kolejnych rywali. Jednak umówmy się, to nie są poważni przeciwnicy. Kiedyś ta zabawa musi się skończyć, bo w innym przypadku nie poznamy prawdziwej wartości Izu. Czy to jest materiał na przyszłego mistrza świata? Żaden ekspert tego głośno nie powie. Swój rekord na walkach ze słabszymi rywalami buduje też Adam Kownacki.

Na tym ostatnim nazwisku należy zakończyć przegląd polskich ciężkich. Wnioski? Niezbyt optymistyczne. W królewskiej dywizji mamy kilku żołnierzy, ale nie każdy z nich jest gotowy jechać na wojnę. Gdyby dzisiaj Tyson Fury, Deontay Wilder, Anthony Joshua lub Bryant Jennings chcieliby walczyć z którymś z polskich ciężkich, to strach byłoby wysłać któregoś z nich na taką wojnę. W sumie można wysłać Wacha, który ma twardą szczękę i nie padnie po pierwszym mocniejszym ciosie, ale przecież nie o to chodzi.

waszka2

Mariusz Wach w listopadzie 2012 roku wziął dwie torby na pasy Kliczki, ale z Niemiec wrócił z pustymi rękoma. Mało tego, zebrał wówczas straszne lanie od Ukraińca. Po tym pojedynku przepadł na dwa lata, ale wrócił i znów dostał dużą walkę. W środę wejdzie do ringu z siejącym ostatnio postrach w wadze ciężkiej Aleksandrem Powietkinem. – Takich ofert nie dostaje się codziennie – mówi Albert Sosnowski.

– Zabrałem dwie torby na pasy Kliczki – mówił pół żartem, pół serio Mariusz Wach przed walką z Władimirem Kliczką. Torby nie były mu potrzebne, bo pasy zostały u Kliczki, który spuścił mu łomot życia. Jak wyliczyli dziennikarze niemieckiego „Bilda”, w tym pojedynku na twarz „Wikinga” spadło aż… 27 ton. Te wyliczenia trzeba traktować z przymrużeniem oka, ale nie zmienia to faktu, że Wach swoje przyjął. Po tym pojedynku wyszło na jaw, że „Wiking” był na dopingu. Za to przewinienie został zdyskwalifikowany na osiem miesięcy, ale słuch o nim zaginął na prawie dwa lata.

Rosyjska opcja zamiast walki z Rekowskim

Między liny wrócił w październiku 2014 roku. Walczył na galach organizowanych przez Mariusza Grabowskiego, był lokalną gwiazdą, zapełniał trybuny, ale co najważniejsze, wygrywał kolejne pojedynki. Choć nazwiska jego przeciwników na nikim nie robiły wielkiego wrażenia. Odprawiał z kwitkiem kolejno: Samira Kurtagicia, Travisa Walkera, Gbengę Oluokuna i Konstantina Airicha. – Wiadomo, że chciałbym w każdym pojedynku bić się o mistrzostwo świata, ale tak się nie da. Ktoś może narzekać na dobór moich rywali, ale nie ma sensu wybrzydzać – mówił Mariusz Wach w rozmowie z Po Gongu. Przy okazji dodawał: Myślę, że na większe wyzwania przyjdzie czas w 2016 roku.

Duża walka przyszła jednak trochę wcześniej. „Wiking” miał skrzyżować rękawice z Marcinem Rekowskim podczas gali Polsat Boxing Night, ale mniej więcej w tym samym czasie otrzymał propozycję pojedynku z Aleksandrem Powietkinem i wybrał rosyjską opcję. – Dokonał dobrego wyboru. W tej sytuacji nie było się nad czym zastanawiać, bo przecież stawka konfrontacji z Powietkinem jest bardzo duża. Wygrany dostanie walkę o tytuł z Wilderem. Takich ofert nie dostaje się codziennie mówi Albert Sosnowski.

Wach nie wróci z Kazania z wypchanym portfelem

Polscy pięściarze, którzy walczyli w Rosji, wracali do kraju z wypchanymi portfelami. Wach nie przywiezie z Kazania walizki pieniędzy, bo blisko dziewięćdziesiąt procent gaży trafi do jego promotorów, od których wykupuje on swój kontrakt. W zamian, po konfrontacji z Powietkinem będzie wolnym zawodnikiem. W relacjach Wacha z Mariuszem Kołodziejem od dawna można było wyczuć chłód, ale „Wiking” w oficjalnych wywiadach nie potwierdzał tego. Oto fragment naszej rozmowy z lipca tego roku:

Po Gongu: Jakie są Twoje relacje z promotorem Mariuszem Kołodziejem?

Mariusz Wach: Bardzo dobre. Jesteśmy w stałym kontakcie i wszystko jest ok.

Po Gongu: Gdy patrzy się na to z boku, wydaje się, że te relacje – delikatnie mówiąc – są chłodne.

Mariusz Wach: Kilka dni temu rozmawiałem z Mariuszem Kołodziejem i nie było czuć żadnego chłodu.

Bukmacherzy nie wierzą w Wacha

Aleksander Powietkin ma na koncie tylko jedną porażkę na zawodowych ringach. Jemu, podobnie jak Wachowi, zero z rekordu wyjął Władimir Kliczko. Jednak Rosjanin szybko otrząsnął się po przegranej z królem wagi ciężkiej i później nokautował, choć lepiej użyć słowa – demolował, trzech groźnych rywali: Manuela Charra, Carlosa Takama i Mike’a Pereza. Po zwycięstwie nad Kubańczykiem został obowiązkowym pretendentem do walki o pas federacji WBC, który należy do Deontaya Wildera. Powietkin teoretycznie mógłby wybrać sobie łatwiejszego rywala od Wacha, ale on nie lubi kalkulować. Saszy jest potrzebny taki test, bo ostatnio szybko rozprawił się z Perezem, a on dobrze się czuje, gdy jest w rytmie startowym. Rosjanie nie lekceważą Mariusza, ale są też pewni swego. Nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż wygrana Powietkinadodaje Sosnowski.

Podobnie ten pojedynek widzą bukmacherzy, którzy nie dają Polakowi żadnych szans. Za postawioną złotówkę na Wacha można wygrać aż sześć złotych. W przypadku zwycięstwa Rosjanina zysk wynosi raptem… 10 groszy. Wydaje się, że „Wiking” na pokonanie na punkty rosyjskiego ciężkiego nie ma szans, dlatego musi celować w nokaut.  – Wach na papierze ma małe szanse, ale wszystko jest w jego głowie i rękach. Po jego stronie będą warunki fizyczne i odporność na ciosy.  Pytanie czy będzie w stanie to wykorzystać. Wach musi dużo pracować lewą ręką, musi być ruchliwy, nie może przyjmować ataków z doskoków rywala i przede wszystkim musi pamiętać o obronie, bo Powietkin nie głaszczeanalizuje Sosnowski.

Fatalne statystyki Polaków na rosyjskich ringach

Ludzie z teamu „Wikinga” mówią jednym głosem: przyjechaliśmy tutaj po wygraną i tylko to się liczy. W podobnym tonie wypowiada się też sam pięściarz. – Stać mnie na zwycięstwo przed czasem – mówi. Wygrana nad Powietkinem otworzy mu drzwi do dużych walk i dużych pieniędzy. Niestety, musimy brać też pod uwagę drugi wariant – porażkę. Co wtedy stanie się z jego karierą? Pozostanie ekskluzywnym sparingpartnerem i bohaterem lokalnych gal? Niekoniecznie. – Jeśli Mariusz przegra, ale w Kazaniu zaprezentuje się z dobrej strony, to pewnie dostanie kolejne ciekawe oferty. Z kolei wygrana sprawi, że stanie w jednym rzędzie z najlepszymi pięściarzami wagi ciężkiej i dostanie walkę o tytuł – kończy Sosnowski.

W ostatnim czasie polscy pięściarze często walczą w Rosji. Niestety, najczęściej wracają stamtąd z porażkami. Na sześć ostatnich pojedynków Polaków na rosyjskich ringach tylko Krzysztof Włodarczyk wygrał z Czakijewem. Za naszą wschodnią granicą przegrywali: Paweł Kołodziej, Łukasz Janik, Mateusz Masternak, Andrzej Wawrzyk i wspomniany już Diablo (z Drozdem). Oby do tej listy nie trzeba było dopisywać nazwiska Mariusza Wacha. Choć wielu już dopisało.

Krzysztof Smajek

– Jestem po rozmowach z panem Marianem Kmitą i dostałem od niego zapewnienie, że wystąpię 26 września na gali w Łodzi. W przyszłym tygodniu powinno się wyjaśnić, kto będzie moim przeciwnikiem – mówi Mariusz Wach w rozmowie z Po Gongu. Poza tym polski ciężki opowiada między innymi o niedoszłej walce z Anthonym Joshuą, relacjach z promotorem i menedżerem oraz sparingach z Kliczką.

Po Gongu: Czy Twój występ na gali Polsat Boxing Night jest już pewny?

Jestem po rozmowach z panem Marianem Kmitą i dostałem od niego zapewnienie, że wystąpię 26 września na gali w Łodzi. W przyszłym tygodniu powinno się wyjaśnić, kto będzie moim przeciwnikiem. Padło kilka propozycji, ale jestem takim typem zawodnika, który nie kręci nosem i nie wybrzydza. Dlatego jestem gotowy do pojedynku z każdym rywalem. Kibice powinni być zadowoleni, bo to będzie liczące się nazwisko w świecie boksu.

Jesteś zaskoczony tym, że Marcin Rekowski zrezygnował z pojedynku z Tobą?

Nie. Za długo siedzę w tym biznesie, żeby coś było w stanie mnie zaskoczyć. Zdarzają się przypadki, że przeciwnicy potrafią wycofać się dzień przed walką, a Marcin po prostu nie przyjął propozycji. Wiem, że to nie była tylko jego decyzja. On jest takim samym pięściarzem jak ja, czyli lubi się bić i jest charakterny. Gdyby to tylko od niego zależało, na pewno wszedłby ze mną do ringu.

Kto byłby faworytem walki Wach vs Rekowski?

Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne – żaden z nas nie wymiękłby na robocie.

Sporo mówiło się o Twojej walce z Anthonym Joshuą, ale ten pomysł ostatecznie wylądował w koszu. Dlaczego?

Joshua miał kilka opcji do wyboru, a ja byłem tylko jednym z wielu pięściarzy, którzy byli brani pod uwagę. W moim imieniu sprawą zajmował się Jimmy Burchfield, ale wszystko skończyło się na luźnych rozmowach, bo nawet nie doszło do żadnych negocjacji. Brytyjczycy wybrali najtańszą opcję i tyle.

Żałujesz, że nie doszło do tego pojedynku?

Nie, bo prędzej czy później, wejdę do ringu z Joshuą albo z pięściarzem jego formatu. Brytyjczyk niech sobie jeszcze trochę potrenuje i nabierze doświadczenia. Zobaczymy, może w niedalekiej przyszłości skrzyżujemy rękawice.

Wielu fachowców odradzało ci ten pojedynek.

Gdybym miał słuchać głosów fachowców i liczyć się z opiniami krążącymi po internecie, to musiałbym siedzieć na kanapie i nie wychodzić do ringu. Wiadomo, że on byłby faworytem, ale faworyci też przegrywają. Widziałeś, jak Joshua prezentuje się w 10. rundzie?

Nie było takiej okazji.

No właśnie. Brytyjczyk ma predyspozycje, jest świetnie zbudowany, dobry technicznie, ładnie prezentuje się na dystansie 2-4 rund, ale takich pięściarzy było już bardzo wielu. Jestem ciekaw, jakby się zaprezentował walcząc 10-12 rund, bo dopiero pojedynki na długim dystansie weryfikują możliwości danego pięściarza.

W ostatnim czasie duże walki przechodzą Ci koło nosa. Niedawno dostałeś ofertę pojedynku z Luisem Ortizem, ale też nic z tego nie wyszło.

W tym przypadku nawet nie wnikałem w szczegóły, bo był za krótki okres na przygotowania i temat umarł w zarodku. Nie było sensu brać tej walki.

Jakie są Twoje relacje z promotorem Mariuszem Kołodziejem?

Bardzo dobre. Jesteśmy w stałym kontakcie i wszystko jest ok.

Gdy patrzy się na to z boku, wydaje się, że te relacje – delikatnie mówiąc – są chłodne. 

Kilka dni temu rozmawiałem z Mariuszem Kołodziejem i nie było czuć żadnego chłodu.

Rozmawiałeś z promotorem o swojej przyszłości?

Na razie skupiamy się na gali Polsat Boxing Night i nie wybiegamy w przyszłość. Koncentruję się na najbliższym pojedynku. Wkładam w to całą energię i siłę. O przyszłości możemy porozmawiać 27 września, bo wtedy będę trochę mądrzejszy.

Nie masz wrażenia, że Twoja kariera od jakiegoś czasu stoi w miejscu?

Nie zgodzę się z tym. Po dwuletnim rozbracie z boksem wróciłem na ring i w przeciągu roku stoczyłem cztery walki. Wiadomo, że chciałbym w każdym pojedynku walczyć o mistrzostwo świata, ale tak się nie da. Ktoś może narzekać na dobór moich rywali, ale nie ma sensu wybrzydzać. Gdy walczyłem z Airichem słychać było opinie, że Niemiec to słaby rywal. Gdy bił się z nim Joshua, wtedy nikt nie marudził. Jest wielu zawodników, którzy są wyżej notowani ode mnie i cały czas walczą z ogórkami. Dlatego nie mam zamiaru narzekać.

Co dla Twojej kariery robi Iwajło Gocew?

Na razie nic. Zorganizował mi jeden obóz w Las Vegas i tyle.

Trochę mało jak na menedżera. Do kiedy jesteś związany z nim kontraktem?

Jeszcze przez rok. Podpisanie kontraktu z Gocewem wymusiło na mnie życie. Byłem na takim etapie swojej kariery, że ten podpis musiałem złożyć. Wybór padł na niego. Myślałem, że to będzie owocna współpraca, ale nic z tego nie wyszło. Czasu się nie cofnie. Gdybym wiedział, że upadnę, to bym się położył.

Kto płaci za twoje przygotowania do walk?

Od dłuższego czasu za wszystko płacę ze swojej kieszeni. Obozy przygotowawcze, wypłaty dla trenerów i sparingpartnerów. Trochę tego jest, ale nie narzekam. Czasami jest ciężko, ale jakoś sobie radzę i ciągnę ten wózek.

Po walce z Gbengą Oloukunem mówiłeś, że brakuje Ci chamskiej siły. Jak to dzisiaj wygląda?

Siła jest, ale w seriach brakowało mi dynamiki i mocnych ciosów, ale cały czas nad tym pracujemy.

Gdybyś mógł w szkolnej skali ocenić swoje cztery ostatnie walki?

Zawsze podchodzę krytycznie do swoich pojedynków. Najlepiej wypadłem w walce z Travisem Walkerem i z tego pojedynku jestem w miarę zadowolony.  W pozostałych zaprezentowałem się średnio.

Czy dzisiaj jesteś lepszym pięściarzem niż dwa lata temu?

Trudno powiedzieć. Na pewno jestem bardziej doświadczonym i mądrzejszym człowiekiem, bo te dwa lata dużo mnie nauczyły.

Kiedy wyjeżdżasz na sparingi do Władimira Kliczki?

Szczegóły nie są jeszcze dograne. Nie wiem, kiedy lecę i gdzie będziemy sparować. Dla mnie sparingi z Kliczką to fajna sprawa. Ukrainiec jest najlepszy na świecie w swoim fachu. Niejeden zawodnik chciałby się znaleźć na moim miejscu.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Polska:

„Nie będzie walki Wach vs Rekowski. Za namową promotora AW, Rex chce absurdalnej kasy. A sami płacili mu za ME 1/3 tego, co mu zaoferowaliśmy” – napisał w piątek na Twitterze Mateusz Borek. – Obliczyliśmy wszelkie koszty związane między innymi z przygotowaniami i okazało się, że nie zostałoby z tego Marcinowi 10 tysięcy euro, a to w wadze ciężkiej za trudny pojedynek nie są duże pieniądze – to z kolei słowa Andrzeja Wasilewskiego cytowanego przez ringpolska.pl. Nie będziemy się tutaj wymądrzać, bo nie siedzieliśmy przy negocjacyjnym stole, ale przynajmniej wiemy, że rozeszło się o pieniądze. Szkoda, bo walka zapowiadała się interesująco. To po pierwsze. Po drugie, po tym pojedynku łatwiej byłoby ułożyć ranking wagi ciężkiej w Polsce.

*****

Krzysztof Włodarczyk jednak nie wystąpi podczas planowanej na 14 sierpnia gali w Newark. „Diablo” nie walczył już prawie od roku i jeśli tak dalej pójdzie, to zacznie rdzewieć. Wprawdzie jego nazwisko wymieniane jest w kontekście gali Polsat Boxing Night, gdzie miałby walczyć z Mateuszem Masternakiem, ale ten pojedynek wydaje się mało prawdopodobny. Raczej jego promotorzy muszą szukać dla niego innych opcji.

*****

Mateusz Masternak w rozmowie z „Super Expressem” poskarżył się, że nie ma kontaktu ze swoimi promotorami. „Od dwóch tygodni piszę do nich e-maile i nie ma odpowiedzi. Z Kalle tak bywa, czasem bracia są mocno zagubieni. Niestety, to od nich zależy moja kariera. Mam kontrakt ważny do końca roku, jeszcze nie wiem, czy zostanie przedłużony – powiedział „Master”. Dla Polaka chyba lepiej, żeby kontrakt nie został przedłużony, bo wydaje się, że grupa Sauerlanda straciła pomysł na jego karierę.

Świat:

Carl Froch zawiesił rękawice na kołku. Szkoda – to jedyne słowo, które ciśnie się na usta, ale z drugiej strony, trzeba uszanować decyzję Brytyjczyka. Froch walczył z najlepszymi, był właścicielem pasów WBC, IBF i WBA w wadze super średniej, ale przede wszystkim był wojownikiem, którego walki oglądało się z wypiekami na twarzy. Teraz będzie ekspertem telewizji Sky Sports.

*****

Floyd Mayweather rozpoczął przygotowania do wrześniowej walki. Jednak nadal nie znamy nazwiska jego rywala, ale według ostatnich doniesień podobno najwyżej stoją akcje… Andre Berto. To nazwisko nikogo nie rzuca na kolana, ale my nie mamy nic do gadania. Przecież to król P4P decyduje o wszystkim… A tak na marginesie, ESPN informuje, że Floyd za wrześniowy pojedynek ma przytulić około 35 milionów dolarów. Grosze w porównaniu z ponad dwustoma milionami, które zgarnął za walkę z Pacquiao.

*****

Tyson Fury już rozpoczął śmieciowe gadanie przed walką z Władimirem Kliczką. „Gypsy King” zapowiedział, że wyrwie serce Władimirowi i nakarmi nim Witalija. Aż strach pomyśleć, co będzie wygadywał Fury w kolejnych tygodniach. Pewnie posunie się dalej niż David Haye, który „obcinał” głowy ukraińskim braciom. W najbliższy wtorek odbędzie się pierwsza konferencja z udziałem Kliczki i Fury’ego. Może być ciekawie.

*****

Mariusz Wach i Tony Thompson byli wymieniani wśród kandydatów do walki z Anthonym Joshuą we wrześniu, ale ostatecznie Brytyjczyk w tym terminie skrzyżuje rękawice z Gary Cornishem. Szkot legitymuje się ładnym dla oka bilansem 21-0, ale powoli musi oswajać się z myślą, że wkrótce straci zero ze swojego rekordu.

Przegląd walk:

Chris Arreola, który był przymierzany do walki z Deontayem Wilderem, zaledwie zremisował z przeciętnym Fredem Kassim podczas gali w El Paso. Co tu dużo pisać, Amerykanin zaczyna rozmieniać się na drobne. Jeśli dostanie walkę o tytuł mistrzowski, będzie to wielka kpina.

Podczas tej samej gali na ring wrócił Julio Chavez Jr., który wygrał na punkty z Marco Reyesem, ale nikogo nie zachwycił. Warto dodać, że Meksykanin nie zrobił wagi przed walką. Widać, że facet poważnie podchodzi do boksu.

Na gali w El Paso bardzo dobrą walkę dali Carl Frampton i Alejandro Gonzalez Jr. Brytyjczyk w pierwszej rundzie był dwa razy liczony, ale później wziął się do roboty i obronił pas IBF kategorii super koguciej.

Serial pt. „Abraham vs Stieglitz” dobiegł końca. „Król Artur” znokautował w szóstej rundzie rywala i po raz czwarty z rzędu obronił tytuł mistrza świata kategorii super średniej federacji WBO. Piąta walka tych panów nie ma już sensu, bo przecież wiadomo, kto jest lepszy.

19-letni Vicent Feigenbutz już na poważnie zaczął rozpychać się łokciami na zawodowych ringach. Młokos z Niemiec po zwycięstwie nad Mauricio Reynoso zdobył w sobotę pas federacji WBA wersji tymczasowej. Grupa Sauerlanda będzie miała z tego chłopaka jeszcze sporo radości (czytaj: pieniędzy).

David Price po przegranej przez nokaut z Erkanem Teperem powinien wziąć przykład z Artura Bińkowskiego i „spakować kredki do piórnika”. Brytyjczyk z taką obroną nie ma czego szukać wśród ciężkich.

Polska:

14 sierpnia na gali Premier Boxing Championship w Prudential Center w Newark zaprezentuje się czterech polskich pięściarzy – Krzysztof Głowacki, który powalczy o pas federacji WBO z Marco Huckiem, Artur Szpilka, Maciej Sulęcki i Kamil Łaszczyk. Możliwe, że do tego grona dołączy jeszcze Krzysztof Włodarczyk. Super sprawa. Oby tylko „Szpila” i spółka mieli bardziej wymagających rywali niż ostatnio, bo obijanie kelnerów na dłuższą metę nie ma sensu.

*****

Fajne walki przechodzą koło nosa Mariuszowi Wachowi. Gdy w koszu wylądował pomysł jego pojedynku z Joshuą, na horyzoncie pojawiła się opcja walki na HBO z niepokonanym Luisem Ortizem. „Wiking” nie podjął rękawicy, bo było zbyt mało czasu na przygotowania. Słuszna decyzja, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Mariusz traci kolejną ciekawą opcję. Oby nie spalił na panewce jego występ na Polsat Boxing Night, bo czas ucieka a jego kariera nie idzie do przodu.

Świat:

Przetarg nie był potrzebny. Obozy Władimira Kliczki i Tysona Fury’ego dogadały się i obaj panowie skrzyżują rękawice 24 października w Dusseldorfie. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy był Władymir Hriunow, który chciał wyłożyć aż 18 milionów dolarów na organizację tego pojedynku. Dla Ukraińca będzie to dziewiętnasta obrona tytułu w wadze ciężkiej. Wszystko wskazuje na to, że Kliczko będzie miał ręce pełne roboty, bo Fury to strasznie nieprzewidywalny gość, który sporo potrafi. Spekuluje się, że Brytyjczyk za ten pojedynek ma zarobić prawie 8 mln zielonych.

*****

Peter Fury to facet, który chyba ma skłonności do fantazjowania. Wujek a zarazem trener Tysona Fury’ego wpadł na pomysł, aby jego syn Hughie podczas gali w Dusseldorfie skrzyżował rękawice z… będącym na emeryturze Witalijem Kliczką. Pomysł absurdalny, ale czego się nie robi, żeby uzyskać odrobinę rozgłosu.

*****

Kontakt z rzeczywistością stracił też Serafim Todorow, który chce walki z Floydem Mayweatherem. Mało tego, Bułgar uważa, że pojedynek z nim to obowiązek Floyda. Przypomnijmy, Todorow wygrał z Amerykaninem podczas Igrzysk Olimpijskich w Atlancie, ale na zawodowych ringach praktycznie nie zaistniał. Teraz w wieku 46 lat buduje wielką formę i chce walki z królem P4P. Panie Todorow, odstaw pan gorzałę.

*****

Federacja WBO zabrała Floydowi Mayweatherowi pas wagi półśredniej, który zdobył w walce z Mannym Pacquiao. Powód? „Money” nie zastosował się do zaleceń federacji (miał się zrzec tytułów w kategorii super półśredniej i zapłacić 200 tys. dolarów opłaty sankcyjnej). Myślicie pewnie, że Floyd jest nieźle wkurzony na włodarzy WBO. Nic z tego. – Floyd bawi się za setki milionów, które zarobił dzięki swoim ostatnim występom i decyzja WBO ma zerowy wpływ na to, co robi – powiedział na łamach Boxingscene Leonard Ellerbe, dyrektor operacyjny Mayweather Promotions.

*****

Obóz Shannona Briggsa zaoferował Deontayowi Wilderowi dwa miliony dolarów za walkę. Mistrz świata nad tą propozycją nie powinien się zastanawiać dłużej niż pięć minut. Nic, tylko brać. Easy money. Chyba, że Wilder ma jakieś obawy…

*****

Na koniec hitowa informacja – znamy termin walki Saul Alvarez vs Miguel Cotto. Panowie skrzyżują rękawice 21 listopada! O tym pojedynku mówiło się już od dłuższego czasu. Na szczęście w miarę szybko się dogadano i pod koniec roku możemy liczyć na grzmoty. Na zwycięzcę już czeka Giennadij Gołowkin.

Przegląd walk:

Sporo działo się w ostatni weekend.

W walce o tytuł mistrza świata federacji WBA wagi ciężkiej (tak naprawdę o wicemistrzostwo lub zwykły pasek, jak kto woli) Rusłan Czagajew już w pierwszej rundzie znokautował Francesco Pianetę. Niemiec włoskiego pochodzenia zaprezentował się fatalnie i na poważne propozycję już raczej nie może liczyć. Walka bez historii.

Podobny pojedynek miał miejsce w Manchesterze, gdzie Aleksandar Ustionow pokonał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie Travisa Walkera. Amerykanin, który kiedyś uważany był za solidnego pięściarza, dziś jest bumem, na którego aż żal patrzeć.

W pojedynku kategorii super półśredniej na gali Premier Boxing Champions Willie Nelson znokautował w dziewiątej rundzie Tony’ego Harrisona. To spora niespodzianka.

W pojedynku wieczoru na gali ESPN Premier Boxing Champions w Tampie Keith Thurman pokonał przez techniczny nokaut w dziewiątej rundzie Luisa Collazo i obronił tytuł mistrza WBA wagi półśredniej. Po pojedynku Amerykanin rzucił rękawice Floydowi Mayweatherowi, który pewnie nawet nie pochyli się nad tą propozycją.

Kolejne zwycięstwo na zawodowych ringach odniósł Patryk Szymański, który już w pierwszej rundzie pokonał Maurice’a Louishomme. Fajnie ogląda się Patryka w ringu, bo jest on zabójcą o twarzy dziecka, ale w jego przypadku nadszedł już czas na trochę bardziej wymagających rywali.

W tym momencie waga ciężka w Polsce to Artur Szpilka, Marcin Rekowski, Mariusz Wach i długo, długo nic. Później na horyzoncie pojawiają się Andrzej Wawrzyk i Krzysztof Zimnoch, którzy ze względu na kontuzje od dłuższego czasu są nieaktywni. Na siłę możemy jeszcze wspomnieć o Adamie Kownackim, który buduje sobie rekord i jak na razie idzie mu to całkiem nieźle. I w sumie to byłoby na tyle.

W ostatnim czasie z gry wypadli Tomasz Adamek i Albert Sosnowski. Żaden z nich jeszcze oficjalnie nie zakończył kariery, ale zawodowych ringów ta dwójka już nie zawojuje. „Góralowi” boks z głowy wybił Szpilka, w przypadku Sosnowskiego uczynił to Rekowski.

Jak zatem wygląda ranking wagi ciężkiej w Polsce? To pytanie zadaliśmy niedawno Mariuszowi Wachowi. Padła taka odpowiedź: nie lubię bawić się w tego typu klasyfikacje. Walka Szpilka vs Adamek pokazała, że Artur jest w czołówce, że liczy się nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Gdzie widzę siebie? Na pewno w pierwszej trójce, ale na siłę nigdzie się nie pcham. Natomiast wiem jedno – przyszły rok będzie należał do mnie i udowodnię to w ringu.

Do ułożenia są tak naprawdę trzy klocki. Na dzisiaj taka kolejność wydaje się optymalna:

1. Artur Szpilka

2. Marcin Rekowski

3. Mariusz Wach

Szpilce dajemy pierwsze miejsce, bo wygrał z dotychczasowym numerem jeden, czyli Tomkiem Adamkiem i tym samym wskoczył na jego miejsce. To raczej oczywista sprawa. Drugi w rankingu Marcin Rekowski na początku roku miał bardzo napięty grafik, bo w cztery miesięce stoczył aż cztery pojedynki (3 wygrane, 1 porażka), ale po raz ostatni walczył pod koniec maja i później przepadł. Z kolei Mariusz Wach wrócił między liny po dwuletniej przerwie i uporał się z solidnym Samirem Kurtagiciem. Jednak coś więcej o „Wikingu” będziemy wiedzieć po jego piątkowej walce z Travisem Walkerem. Jeśli wygra z Amerykaninem (innego scenariusza nie bierzemy pod uwagę), to na dobre wróci do gry.

Wystarczy jeden rzut oka na ranking wagi ciężkiej w Polsce, żeby zorientować się, że ta kategoria jest pogrążona w kryzysie. Najgorsze jest to, że w najbliższym czasie nie widać perspektyw na poprawę tego stanu rzeczy. Co nam pozostaje? Czekać, czekać i jeszcze raz czekać na lepsze dni. W tym czasie możemy zazdrosnym okiem spojrzeć na podobny ranking w Wielkiej Brytanii, gdzie są takie nazwiska jak: David Haye, Tyson Fury, David Price, Anthony Joshua,  czy Dereck Chisora. Albo nie róbcie tego, po co się denerwować.