Posts Tagged ‘Marco Huck’

wsb

Porządne pieniądze na stole, kilku konkretnych facetów i cztery mistrzowskie pasy w obrocie. Turniej Word Boxing Super Series w kategorii junior ciężkiej może być strzałem w dziesiątkę jego organizatorów. Oby tylko obyło się bez jakichś nieprzewidzianych historii.

W sobotę w Monako poznaliśmy pary ćwierćfinałowe. Mistrzowie pięści, „piękni” chłopcy, wybierali tych „brzydkich”, czyli nie mających pasów. Kompletowanie par na zasadzie draftu było średnim pomysłem (lepiej losować), ale możemy na to przymknąć oko. 

Co wiemy po drafcie? Usyk i Briedis w nie mieli ochoty rozpoczynać turnieju od spotkania z Kudriaszowem. Yunier Dorticos nie miał wyjścia, musiał wziąć Rosjanina. Gdyby miał wybierać, pewnie też powiedziałby: nie, dziękuję. Nasz człowiek w WBSS, Krzysztof Włodarczyk jako obowiązkowy pretendent federacji IBF trafił w ręce Murata Gasijewa. 

Szanse Diablo? Bez pudrowania rzeczywistości, nie za duże. Po ostatnich jego pojedynkach trudno być optymistą. Faworytem jest Gasijew, który po raz pierwszy będzie bronił tytułu mistrzowskiego. Rosjanin sporo potrafi, mocno bije, ale wirtuozem pięści na pewno nie jest. Nie pękł przed Lebiediewem, nie podkuli też ogona przed byłym mistrzem WBC i IBF. Włodarczyka nie możemy jednak przekreślać. Z prostego powodu, jest puncherem, a tacy pięściarze w każdej sekundzie walki mogą jednym ciosem załatwić sprawę. Tym bardziej, że Gasijew nie jest Floydem w defensywie.

Konkretne mordobicie szykuje się w konfrontacji Dorticosa z Kudriaszowem. Razem mają na koncie 41 wygranych przed czasem. Tak, czterdzieści jeden! Panowie po pierwszym gongu powinni wywołać wojnę w ringu. W tym przypadku sędziowie punktowi mogą jechać na urlop. Wygrany tego pojedynku spotka się z Diablo lub Gasijewem. 

Usyk wybrał sobie Marco Hucka, którego kariera trzyma się na ostatnim zawiasie. Usyk ten zawias urwie z hukiem i odeśle Marco na emeryturę. Z kolei Briedis wskazał palcem na Pereza, czyli gościa, który za uszy został wciągnięty do zawodów przez swojego promotora. Nie wiemy, na co stać Kubańczyka po zmianie kategorii wagowej, ale w półfinale możemy go nie zobaczyć.

Pierwszym rezerwowym turnieju jest Krzysztof Głowacki. Wejdzie do gry, gdy któryś z zawodników dozna kontuzji. A teraz wyobraźcie sobie, że przed pierwszym pojedynkiem z turnieju wypada Murat Gasijew… Na horyzoncie pojawiłaby się walka Włodarczyk vs Głowacki. W tle byłyby dylematy obu pięściarzy, promotorów i Fiodora Łapina. Pamiętajmy, że życie pisze dziwne scenariusze.

Z naszego punktu widzenia największym nieobecnym w WBSS jest wspomniany już Głowacki. Można go było wystawić za Pereza czy Hucka. Sportowo – to bez dwóch zdań – na dziś lepsza opcja niż ci dwaj panowie. Nad nieobecnością Denisa Lebiediewa nikt nie powinien ubolewać. Rosjanin jest właścicielem atrapy pasa WBA Super World. Tak, atrapy, bo przecież ten pas powinien należeć do Gasijewa. Poza tym, Lebiediew jest już po drugiej stronie rzeki i niczego nie wniósłby do turnieju.

Brakuje też Tony’ego Bellew, ale on akurat nie był zainteresowany udziałem w tym balu, bo wybrał inną drogę, inną kasę. Jego biznes. Nie można jednak marudzić, bo i tak w stawie pływają grube ryby.

Wiecie, co jest najfajniejsze w tym turnieju? To, że możesz przystąpić do niego bez żadnego tytułu (patrz: Włodarczyk), a zakończyć zabawę z torbą pełną pasów. 

Krzysztof Głowacki nie jechał do USA w roli faworyta. Według wielu ekspertów walkę miał wygrać Marco Huck, dla którego była to 14. obrona mistrzowskiego pasa. Niemiec serbskiego pochodzenia był tak pewny siebie, że w jednym z wywiadów powiedział nawet, że może postawić wszystkie pieniądze świata na swoją wygraną. W innym stwierdził, że wytrze Głowackim ring. Szczekał przed walką jak burek przy budzie. Głowacki aż tyle nie mówił, ale widać było, że nie pęka. Podczas „face to face” na konferencji prasowej długo patrzył się w oczy Hucka. Niby nic, bo oczami walk się nie wygrywa, ale tym zachowaniem wysłał rywalowi sygnał, że się go nie boi.

Głowacki wszedł do ringu bez żadnego respektu i od razu narzucił rywalowi swój styl walki. Huck tańczył w rytm jego muzyki. Tak było przez cztery rundy. Później nastąpił nagły zwrot akcji, bo Huck w szóstej odsłonie trafił potężnym lewym sierpowym, po którym Głowacki padł na deski. Dziewięciu na dziesięciu pięściarzy po zainkasowaniu takiego ciosu dałoby się wyliczyć. Wydawało się, że koniec walki jest tuż, tuż. Kibice Hucka po tym nokdaunie pewnie wyciągali już szampany z lodówki. Głowacki był oszołomiony, ale wstał. Mało tego, wstał i… ruszył na przeciwnika. W tym momencie zdobył swoje „mistrzostwo świata”. Pokazał, że ma wielkie serducho i charakter wojownika.

Kolejne rundy były trudne dla Polaka, ale cały czas był w grze. I wtedy nadeszło jedenaste starcie. Głowacki trafił lewym sierpowym, poprawił prawym i Huck z wielkim hukiem wylądował na dechach. Zdołał się jeszcze podnieść, ale „Główka” dopadł do niego, wystrzelił serię jak z kałasznikowa, po której mistrz świata prawie wypadł z ringu. W tym momencie pas federacji WBO zmienił właściciela.

Tak, tak, to działo się naprawdę. To nie był sen. Warto dodać, że do momentu przerwania walki Polak przegrywał na kartach punktowych u wszystkich sędziów. Krzysztof Głowacki upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze (najważniejsze), zdobył pas WBO i zapisał się w historii polskiego boksu, po drugie, pięknie przedstawił się publiczności w Prudential Center. „Główka” pewnie jeszcze nie raz zapełni tam halę, bo ludzie kochają takich wojowników jak on.

Krzysztof Głowacki jest pewnego rodzaju fenomenem w Polsce. Do sobotniego poranka był w naszym kraju pięściarzem mało znanym i trochę niedocenianym. Oczywiście, kibice boksu znali jego nazwisko, ale już tak zwani niedzielni fani, niekoniecznie musieli go kojarzyć. Dla reszty był anonimowy, bo zawsze stał w cieniu, nie pchał się na afisz. Prym w grupie Sferis KnockOutPromotions wiedli inni: Artur Szpilka, Krzysztof Włodarczyk czy Dawid Kostecki. „Główka” zawsze był z boku. Nie chodził do telewizji śniadaniowych, nie obrażał rywali i rzadko bywał w mediach. Przemawiał w ringu. Teraz słupki jego popularności podskoczą. Podskoczą też jego gaże, bo jako mistrz świata może zarabiać naprawdę duże pieniądze. Andrzej Wasilewski w jednym z wywiadów powiedział, że mogą to być „oferty liczone w setkach tysięcy dolarów”. Już dzisiaj podopiecznym Fiodora Łapina (ojciec sukcesu) zachwyceni są amerykańscy dziennikarze. Dan Rafael po pojedynku napisał na Twitterze, że walka Huck vs Głowacki to kandydat na: rundę roku, walkę roku, niespodziankę roku i nokaut roku.

W ostatnim czasie mogliśmy nabawić się wielu kompleksów, bo nasi pięściarze w słabym stylu przegrywali walki mistrzowskie. Wystarczy przypomnieć pojedynki Andrzeja Wawrzyka z Aleksandrem Powietkinem, Pawła Kołodzieja z Denisem Lebiediewem, czy Łukasza Janika z Grigorijem Drozdem. O walce Pawła Głażewskiego z Juergenem Braehmerem już nie wspominając. Przypadek Głowackiego był jednak inny. On nie pojechał do USA, aby sprzedać swój rekord, bo akurat trafiła się szansa na wypłatę życia. „Główka” dostał walkę o tytuł, bo krok po kroku piął się w rankingach. Nie poszedł drogą na skróty, jak jego poprzednicy. Dzisiaj może pić szampana, bo dopiął celu. Skromny i cichy chłopak z Wałcza pokazał, że w boksie niemożliwe nie istnieje.

Krzysztof Smajek

– Krzysztof Głowacki jest mańkutem a Marco Huckowi ewidentnie nie leżą zawodnicy leworęczni. Jeśli „Główka” nie da sobie narzucić chaosu, który preferuje jego rywal, to swoim stylem boksowania może sporo zrobić. Krzysiek powinien być szczelnie zamknięty, mobilny na nogach, a także dużo bić obchodząc Hucka. Środek ringu to powinno być jego miejsce, nie może dawać się spychać na liny i do narożnika – analizuje dla Po Gongu Krzysztof Drzazgowski, trener Ewy Brodnickiej.

– Głowacki nie może przyjmować ciosów przy linach, bo prędzej czy później Huck rozmontuje jego gardę. Bardzo ważną rolę w repertuarze jego ciosów powinny stanowić – mocny, stopujący prawy prosty i prawy sierpowy. Te ciosy powinny być bite z każdej płaszczyzny, nie powinny być wyprowadzane w ataku liniowym, bo wtedy Huck je przyjmie na gardę i zaraz wyprowadzi swoją serię ciosów.

– Huck oprócz wielu zalet, ma też słabe strony. Na przykład, gdy widzi, że rywal nie ulega jego presji i że jego ciosy nie robią na nim wrażenia, wtedy traci koncepcję walki. Dlatego Głowacki nie może dać mu rozwinąć skrzydeł. Nie może dać mu bić seriami, musi schodzić z linii, wyprowadzać swoje kontry i wtedy Huck może się pogubić i nie mieć innego pomysłu na walkę.

– Zarówno Huck jak i Głowacki mają czym uderzyć, ale znam Krzyśka i wydaje mi się, że nie będzie on szukał nokautu na siłę. Raczej będzie chciał robić swoje. On jest spokojny, opanowany i bez emocji. I taki właśnie ma być jego boks – bez emocji. Może to się nie będzie podobało kibicom, ale on ma zrobić swoje, ma być skuteczny. Wierzę, że to mu się uda. Głowacki jest wojownikiem i nie bałbym się o jego psychikę, na pewno nie zje go presja. Szanse oceniam 60-40 dla Hucka, ale Krzysiek wcale nie stoi na straconej pozycji.

Czy Krzysztof Głowacki jest już gotowy do walki o tytuł mistrzowski?

To jest pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero w ringu. Tyle lat zajmuje się boksem i szczerze mówiąc, nie wiem, na co stać Głowackiego. Mniejszą niewiadomą jest Marco Huck, chociaż przy nim też jest poważny znak zapytania, bo nie wiemy, jak poradzi sobie w nowych warunkach. Przecież on zupełnie zmienił otoczenie, rozstał się ze swoim promotorem i zmienił trenera.

W Newark możemy zobaczyć nową wersję Marco Hucka?

Trudno powiedzieć, w jaki sposób nowy trener zmienił jego styl, ale myślę, że doszło do minimalnych korekt. Huck chyba nie będzie trzymamy przez Dona House’a na tak krótkiej smyczy jak u Wegnera, ale to akurat może obrócić się przeciwko niemu. Co wiemy o Hucku? Stoczył wiele walk z mocno bijącymi zawodnikami i nigdy nie widziałem go zamroczonego, czyli ma twardą głowę. Choć stare porzekadło mówi, że nie ma odpornych na ciosy, tylko są źle trafieni. W każdym bądź razie Głowackiego czeka bardzo trudna przeprawa.

Jaki jest przepis na zwycięstwo Głowackiego?

Gdybym potrafił dawać takie przepisy, to byłbym bardzo bogatym człowiekiem. Głowacki musi zachować chłodną głowę, musi mieć lód w sercu. Są tacy, którzy twierdzą, że z Huckiem trzeba iść na wojnę. Nie zgadzam się z tym, bo mistrz świata federacji WBO jest silniejszy fizycznie i w takiej ulicznej bitwie mógłby wygrać z Polakiem. Oczywiście, Głowacki od początku musi twardo postawić się i pokazać rywalowi, że nie boi się jego furiackich ataków, ale przede wszystkim musi zachować chłodną głowę. Podopieczny Fiodora Łapina powinien wykorzystywać swojej atuty. Mam na myśli choćby odwrotną pozycję. To będzie spory problem dla Hucka, bo pięściarze jego pokroju nie lubią walczyć z mańkutami. Polak powinien też bić dużo ciosów na korpus, które osłabią Hucka.

Wspomniał pan o tym, że Głowacki musi mieć chłodną głowę. Patrząc na niego z boku, wydaje się, że wytrzymuje ciśnienie, które jest wokół tego pojedynku.

Zaskakująco dużo dobrych opinii słyszałem o Głowackim od jego znajomych i trenerów. Zdaję sobie sprawę z tego, że koledzy najczęściej mówią dobre rzeczy o kolegach, ale tu chyba było dużo prawdy w tych słowach. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu Krzysztof Włodarczyk sparował przed swoimi dużymi walkami z Głowackim i już wtedy twierdził, że Krzysiek bardzo mocno bije. W samych superlatywach mówił o nim Artur Szpilka. Teraz w podobnym tonie wypowiada się Michał Cieślak. Coś w tym musi być albo koledzy mówią tak o nim, bo go tak bardzo lubią. Tak na marginesie, trzeba przyznać, że Głowacki da się lubić. To jest sympatyczny chłopak, który nie pcha się na afisz, ale w ringu pokazuje swój charakter. Jednak dopiero w pojedynku z Huckiem zobaczymy jego prawdziwe oblicze.

Głowacki do tej pory nie walczył z pięściarzami pokroju Hucka. Nie brakuje panu w jego karierze jakiegoś trudniejszego przetarcia przed walką o mistrzowski tytuł?

Proszę zobaczyć, jak wyglądają kariery polskich pięściarzy. Poza nielicznymi wyjątkami, wygląda to tak, że jeżeli trafia się okazja sprzedać bardzo dobry rekord zawodnika, to się go sprzedaje. Tak było z Andrzejem Wawrzykiem, Pawłem Kołodziejem i Łukaszem Janikiem. Przypadek Głowackiego jest inny, bo on do walki mistrzowskiej doszedł inaczej. Tak się złożyło, że pojedynek z Nurim Seferim był ostatecznym eliminatorem. To świadczy o tym, że promotorzy Głowackiego i tych pięściarzy, o których wspomniałem wcześniej, mają mocną pozycję i siłę przebicia w tym brutalnym świecie zawodowego boksu. Jednak niewątpliwie takiej walki przejściowej brakuje Głowackiemu i nam wszystkim, którzy próbują ocenić możliwości Krzyśka.

Na gali w Newark kolejną walkę na amerykańskim ringu stoczy Artur Szpilka. Jego rywalem będzie Yasman Consuegra. To będzie spacerek dla Polaka?

Spacerek to raczej nie będzie. Ostatnio rozmawiałem z Przemkiem Saletą na temat Consuegry i on uważa, że to będzie bardzo trudna walka dla Szpilki. Mnie się wydaje, że to będzie dla niego łatwy pojedynek. Artur sobie poradzi, bo jest szybszy od rywala, a to będzie decydujące w tej walce. Kubańczyk ma dobrą prawą rękę, jest doświadczony, ma za sobą ciekawą karierą amatorską, ale Szpilka to dla niego za wysokie progi.

Podoba się panu, w jaki sposób prowadzona jest kariera Artura Szpilki?

W tej chwili Artur ma wszystko podane na tacy. Ma doświadczonego trenera, świetny ośrodek pod Houston i żyje w komfortowych warunkach, ale na razie jest trzymany pod kloszem. Toczy pojedynki, które przynoszą mu niezłe pieniądze, natomiast są łatwiejsze od sparingów. Jednak to się kiedyś skończy i nadejdzie dzień prawdy, ale nie będzie to jeszcze teraz w Prudential Center w Newark.

Kiedy Szpilka będzie gotowy do walk z czołówką wagi ciężkiej?

Pod koniec tego roku pewnie dostanie lepszego rywala od Consuegry, a czas na poważniejsze testy przyjdzie pewnie w przyszłym roku. Tym bardziej, że kategoria ciężka niebawem bardzo mocno się otworzy. Przecież czas panowania Władimira Kliczki nie będzie trwał wiecznie. Ukrainiec prędzej czy później odejdzie z tego biznesu, a wtedy w królewskiej dywizji zrobi się ciekawie.

Dostrzega pan jakiś progres u Szpilki?

Na razie progres widać tylko w optymizmie. Artur jest coraz bardziej optymistycznie nastawiony do tego, co go czeka w karierze, ale to nie ma nic wspólnego z poziomem sportowym. Po dwóch ostatnich pojedynkach w USA nie można powiedzieć, czy jest lepszy czy gorszy, bo Ty Cobb i Manuel Quezada nie zawiesili mu wysoko poprzeczki.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek