Posts Tagged ‘Manny Pacquiao’

manny

(więcej…)

Reklamy

pacquiaobroner_web

Trzeba przyznać, że jest to brawurowy matchmaking. Pięć na pięć gwiazdek. Zderzenie dwóch światów. Konfrontacja facetów, którzy chodzą innymi ścieżkami. Ich drogi skrzyżują się w MGM Grand w Las Vegas. 

Manny Pacquiao po 24 latach na zawodowych ringach jest postacią pomnikową. Zdobywał mistrzostwo świata w ośmiu kategoriach wagowych. Nigdy nikogo nie unikał, bo w jego DNA nie ma pierwiastka strachu. Jeśli nie oglądaliście jego walk z Oscarem de la Hoyą, Miguelem Cotto, Ricky’m Hattonem i kilku innych, to wejdźcie do szafy i siedźcie cicho. Filipińczyk jest legendą boksu. Mała poprawka. JEST LEGENDĄ BOKSU.

Broner w roli underdoga

Bukmacherzy w roli faworyta stawiają Pacquiao. – To jest niesprawiedliwe, że ludzie myślą, że Broner nie będzie dla mnie poważnym wyzwaniem. On jest byłym mistrzem świata i wojownikiem. Nie można go lekceważyć – twierdzi Pacman. – Nie przejmuję się, że jestem postrzegany jako underdog. Czuję, że nadchodzi mój czas – mówi Amerykanin.

Broner znalazł się na zakręcie. Nie jest już mistrzem świata, co chwila pakuje się w tarapaty. Wiele razy przekroczył nieprzekraczalną granicę. Jego kartoteka kryminalna to gotowy scenariusz na film o człowieku, u którego głupota ma stały adres zameldowania w głowie. „The Problem” nawet w trakcie przygotowań do walki z Pacquiao trafił na chwilę do aresztu.

– Nie spodziewam się łatwego pojedynku dla Pacquiao. Niezależnie od tego w ile skandali wplątał się Broner, nikt nigdy nie miał z nim łatwo. Nawet w przegranych pojedynkach potrafił dawać się rywalom we znaki – jak Maidanie w 11. rundzie, Porterowi w 12. i Garcii w trzech ostatnich. U szczytu formy Manny wygrałby w cuglach, ale jego 40-letnia wersja jest już wolniejsza i mniej aktywna w ringu. Wiele zależy też od tego, czy Pacman nadal widzi ciosy i czy nie da się zaskoczyć – mówi Leszek Dudek, ekspert bokserski.

Broner zawsze chciał być drugim Mayweatherem, ale przeholował i zaczął marnować talent. Przez przypadek nie zdobywał mistrzowskich tytułów, ale nigdy nie upolował tak grubego zwierza jak Filipińczyk. – Broner uwierzył, że jest kopią Floyda, lecz nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Cztery mistrzowskie tytuły mają dziś niewielkie znaczenie, bo wszystkie ważne pojedynki Amerykanina kończyły się jego porażkami – dodaje Dudek. Amerykanin niczym nie imponował w ostatnich walkach. Nie składał efektownych kombinacji ciosów i nie podejmował ryzyka. Postawił na minimalizm.

Chwile grozy żony Pacquiao

Pacquiao ma już 40 lat. W sobotę stoczy siedemdziesiąty pojedynek w karierze. Ostatnio związał się z projektem Premier Boxing Champions. Twierdzi, że walczy, bo wciąż kocha to robić. Gdy w grudniu 2012 roku Juan Manuel Marquez brutalnie go znokautował (to była ich czwarta walka), wydawało się, że jego kariera dobiegła końca.

Meksykanin trafił krótkim prawym prostym i wyciął Filipińczyka. Siedząca przy ringu żona Pacquaio przeżyła chwile grozy. Manny padł na twarz i się nie ruszał. Na szczęście wstał o własnych siłach. Po badaniach nie stwierdzono u niego poważnych obrażeń.
(więcej…)

Po walce Mayweather vs Pacquiao w eterze słychać jeden wielki jęk zawodu. Jedni czepiają się Floyda, bo walczył asekuracyjnie, bez ryzyka i bezpiecznie dla siebie. Inni mają pretensje do Manny’ego za to, że atakował sporadycznie i nie zmusił rywala do większego wysiłku. Wszyscy wokół szukają winnych, bo pojedynek, który miał być przecież walką stulecia, był nudniejszy od wyścigu ślimaków.

Wrzućcie na luz. Była walka i po walce. Jutro nikt nie będzie o niej pamiętał. W naszych głowach i tak pozostaną tylko cyferki, bo to był skok stulecia na kasę. Główni bohaterowie wieczoru zarobili krocie, wygenerowali niesamowite przychody i pokazali, że na tym świecie nie ma żadnych limitów finansowych. Jeszcze nie wiemy, ile sprzedano pakietów PPV, ale w ciemno można założyć, że pobite zostaną wszystkie rekordy, a tym samym kieszenie głównych bohaterów wieczoru, zostaną wypchane do granic możliwości.

Nie możemy mieć pretensji do obu pięściarzy za to, że za marnej jakości widowisko przytulili tak ogromną kasę. Dawali forsę, to wzięli. Proste. Przecież Floyd ani Manny nikomu nie przystawiali pistoletów do głowy i nie kazali kupować biletów czy płacić  za PPV.  Ktoś w tym momencie stwierdzi z żalem, ale przecież to miała być walka stulecia?! Dla potrzeb marketingowych konfrontację Floyda z Mannym można było nazwać nawet kosmicznym pojedynkiem. Rzecz w tym, kto by w to uwierzył.

W walkę stulecia uwierzyło bardzo wielu i nie ma się co dziwić, bo od kilku lat mieliśmy to równanie wpajane do głowy. Floyd + Manny = walka stulecia. Teraz nie ma sensu gdybać, czy 4-5 lat temu pojedynek tych dżentelmenów przerodziłby się w ringową wojnę i porwałby tłumy. Tego się nie dowiemy. Jedno jest pewne, kilka lat temu konfrontacja Mayweather vs Pacquiao nie wygenerowałaby aż takich przychodów. Dlatego odwlekano ją aż do tego momentu.

Jednak przed sobotnią walką Floyda z Mannym wszyscy wiedzieli, że będą jeść odgrzewanego, trochę starego kotleta, a teraz wszyscy jak jeden mąż udają zdziwionych, że ten kotlet był niesmaczny i boli po nim brzuch. Nikt was nie nabił w butelkę. Sami się nabiliście, jeśli liczyliście na wielkie grzmoty w Las Vegas.

*****

Na koniec mała zabawa z cyferkami, bo w końcu je mamy zapamiętać po tym pojedynku. Nie wiemy jeszcze, ile dokładnie Floyd i Manny zarobią za walkę w MGM Grand, ale załóżmy, że „Money” otrzyma 120 mln a Manny 80 mln (będzie tego w obu przypadkach o wiele więcej).

Mayweather wyprowadził w walce 435 ciosów, czyli za każdy cios zarobił około 275 tysięcy dolarów.

Pacquiao wyprowadził 429 ciosów, czyli jego  jeden cios był wart 186 tysięcy zielonych.

Było warto. Rewanż? Kto by to chciał oglądać.

manny

Już tylko godziny dzielą nas od walki Floyda Mayweathera z Mannym Pacquiao. O ich konfrontacji mówiło się już od dobrych kilku lat, ale panowie dopiero teraz, po latach burzliwych negocjacji, wejdą do ringu. Ten pojedynek to taki trochę odgrzewany kotlet, bo między linami nie zobaczymy najlepszej wersji ani Floyda, ani Manny’ego, ale to nie będzie byle jaki kotlet. Impreza w MGM Grand  w Las Vegas wygeneruje przychód w wysokości około 400 milionów dolarów.

Rzućcie okiem na te liczby, ale wcześniej weźcie głęboki oddech, bo od tych cyfr może zakręcić się w głowie:

– Amerykanie za PPV muszą zapłacić 99 dolarów (ponad 350 zł)

– Najtańszy bilet na galę kosztował 1500 dolarów, najdroższy aż 351 tysięcy dolców. Aż strach to przeliczać na złotówki, ale przeciętny Kowalski musiałby z 50 lat spłacać kredyt za najdroższy bilet na galę. Przewiduje się, że zysk ze sprzedaży biletów wyniesie 74 miliony dolarów.

– Floyd i Manny powalczą o trzy pasy, ale jeden z nich będzie wyjątkowy. Chodzi o pas federacji WBC, który został wykonany z kilograma złota i 3000 szmaragdów i podobno jest wart… milion dolarów.

– 165 tysięcy dolarów, tyle podobno zapłaciła TVP za prawa do transmisji walki.

– Po raz pierwszy w historii trzeba będzie zapłacić za bilet na ceremonię ważenia. Jego cena to 10 dolców, ale cała kasa z tego tytułu zostanie przeznaczona na cele charytatywne. Ufff.

– Na koniec kilka słów o gażach głównych bohaterów. Mayweather ma zagwarantowane 120 mln dolarów, na konto Pacquiao wpłynie o 40 mln mniej. Panowie wyciągną jeszcze więcej, bo do tych kwot trzeba doliczyć także zyski ze sprzedaży PPV. Świat oszalał i zwariował.

Do tej walki prędzej czy później musiało dojść, bo za duże pieniądze leżały na stole, aby przejść obok nich obojętnie. Pojedynek Mayweather vs Pacquaio awizowany jest jako „walka stulecia”. Pod względem finansowym na pewno nie ma sobie równych. Jednak otwarte pozostaje pytanie, czy w ringu będą fajerwerki?