Posts Tagged ‘Legionowo’

1. Jakiego Michaela Granta zobaczymy w ringu?

Amerykanin zapewnia, że nie przyjechał po porażkę. Mówi, że ma paliwo w baku, że jest doświadczonym lisem… Bla, bla, bla. W sumie to mógłby powiedzieć, że po obiciu Krzysztofa Zimnocha obierze kurs na Deontaya Wildera i jego pas WBC. Opowiadać może różne historie. Fakty są takie, że Grant ostatni raz walczył w 2014 roku, ostatnią wygraną zanotował w 2011 roku. Dzisiaj jest bokserskim emerytem i fajerwerków w Legionowie już nie odpali. Grant miał miesiąc na przygotowania do sobotniego pojedynku, ale w ciemno można założyć, że nie biegał po lasach czy górach do utraty tchu. Nie ma szans, rdzy nie zrzucił. Jego walka z Zimnochem jest zakontraktowana na 8 rund. Jeśli były rywal Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka przetrwa cały dystans, to wyjazd do Polski będzie mógł uznać za udany. W tym miejscu rodzi się jednak kolejne pytanie:

2. Czy Krzysztof Zimnoch musi znokautować Granta?

Jeżeli masz mistrzowskie aspiracje, a przecież takie zgłasza Zimnoch, to na przeciwników pokroju Granta nie możesz brać nadgodzin. Polak powinien w miarę szybko załatwić sprawę i pójść pod prysznic. Legionowo to nie jest jednak ulubione miejsce Krzyśka. Tam przecież przegrał z Mike’em Mollo i stracił zero w rekordzie. Dlatego nie można wykluczyć scenariusza, że włączy mu się tryb „ostrożny” i spędzi z Grantem w ringu osiem rund. W takim trybie boksował choćby z Mateuszem Malujdą czy Arturem Bińkowskim, ale to było kilka lat temu. Dzisiaj Zimnoch jest podbudowany wygraną nad Mollo, więc z Grantem nie powinien mieć żadnych problemów. Tak na marginesie, szkoda że Krzysiek nie wziął walki z Adamem Kownackim na Polsat Boxing Night 7.

3. Czy Tomasz Gargula nadaje się jeszcze do tego sportu?

W sumie na to pytanie można odpowiedzieć już dzisiaj. Odpowiedź brzmi: nie. Gargula jest już rozbity i ostatnio przegrywa wszystko jak leci. Pięć porażek z rzędu, w tym cztery przed czasem. Taki bilans chwały mu nie przynosi. Tomek prędzej czy później dojdzie do wniosku, że nie ma sensu dłużej się w to bawić, ale skoro wziął walkę z Mateuszem Trycem, to oznacza, że jeszcze nie ma dosyć. Tryc w sobotę będzie debiutował na zawodowych ringach, ale to jego trzeba stawiać w roli faworyta. Musi tylko pamiętać, że Gargula nie przewraca się po pierwszym ciosie. Rozbić go jednak można. A nawet trzeba.

4. Po co Kamilowi Szeremecie ta walka?

Na rozgrzewkę przed czymś większym, bo tak naprawdę Szeremeta nie powinien zawracać sobie głowy takimi rywalami. Sebastian Skrzypczyński to rzemieślnik, który wprawdzie nie kalkuluje w ringu, idzie na całość, ale nie zmienia to faktu, że jest tylko rzemieślnikiem. Skrzypczyński nie ma nic do stracenia. Szeremeta na odwrót. Wygrana nic mu nie da, porażka wyhamuje karierę. Kamil w rozmowie z „Super Expressem” powiedział, że do sobotniego pojedynku przygotowuję się tak, jakby czekała go najtrudniejsza walka w życiu. Dobre podejście. Musi wejść do ringu i zrobić swoje. Przecież to tylko mocniejszy sparing.

5. Czy Michał Syrowatka wygra przed czasem?

Pojedynek zakontraktowany jest na 6 rund, więc może nie zdążyć. Tym bardziej, że Krzysztof Szot nie lubi przegrywać przed czasem. Ma na koncie 20 porażek, ale tylko w trzech przypadkach nie dotrwał do końca walki. Syrowatka jest w tej samej sytuacji co Kamil Szeremeta. Musi wygrać i iść do przodu. Niestety, po wygranej w 2014 roku z Michałem Chudeckim na Polsat Boxing Night jego kariera nie nabrała rozpędu. Może po gali w Legionowie to się zmieni.

6. Jak będzie wyglądał Dariusz Sęk po rozstaniu z Andrzejem Gmitrukiem?

Sęk rozpoczyna nowy rozdział w swoim bokserskim życiu. Po wielu latach rozstał się z Andrzejem Gmitrukiem i teraz będzie jadł chleb z innego pieca. Sęk w ostatnich walkach wyglądał blado, a pojedynek z Mustafą Chadlioui pewnie długo odbijał mu się czkawką. Kiedyś Darek wypowiedział fajne zdanie: stawiaj na Sęka, bo Sęk nie pęka. Dzisiaj to hasło jest już przeterminowane. Liczymy jednak, że w Legionowie Sęk nie pęknie i wreszcie zaboksuje na przyzwoitym poziomie. Przemek Garczarczyk w jego pojedynku z Wiktorem Poljakowem upatruje nawet walki wieczoru. Nie mamy nic przeciwko.

Zrzut ekranu 2017-04-21 o 13.57.18

 

zimnoch_foto

Na papierze wyglądało to tak: Krzysztof Zimnoch miał odnieść zwycięstwo nad zardzewiałym Mike’em Mollo i rozpocząć marsz za czołówką wagi ciężkiej. W maju miał dostać walkę, tak przynajmniej mówił jego promotor – Tomasz Babiloński, która wprowadziłaby go do czołowej piętnastki światowych rankingów. Te plany wylądowały jednak w koszu, bo Mike Mollo był bezlitosny dla polskiego ciężkiego. Po raz kolejny potwierdziło się, że w boksie można zaplanować sobie co najwyżej dietę na cały tydzień. Nic poza tym.

Po walce sporo dyskutuje się o tym, czy faule Mollo miały wpływ na końcowy rezultat? Nie ulega wątpliwości, że Amerykanin napoczął Zimnocha ciosem po komendzie „stop”, a w ostatniej akcji rzucił nim jak workiem ziemniaków, ale takie sytuacje w boksie się zdarzają. Nie ma sensu kruszyć kopii w tym temacie. Przecież jest zasada, że bokser musi się cały czas bronić. Zresztą za dwa dni nikt nie będzie pamiętał o przebiegu walki. Liczą się fakty. A one są takie, że Zimnoch nie zdał ważnego egzaminu i stracił zero w rekordzie. Mógł zrobić kroczek do przodu, a zrobił z pięć w tył.

Warto zwrócić uwagę na słowa, które po pojedynku wypowiedzieli Krzysztof Zimnoch i Tomasz Babiloński. Ten pierwszy nie rozczulał się nad sobą, tylko zapowiedział powrót na salę treningową i dalszą harówkę. Z kolei Babiloński mówił, że nie zamierza skreślać Zimnocha. Wygląda na to, że obaj panowie dalej będą pchać wózek w tą samą stronę.

Teraz najlepszym rozwiązaniem byłoby namówić Mike’a Mollo (pewnie trzeba będzie sięgnąć głębiej do kieszeni) na rewanż, bo tak naprawdę po walce w Legionowie jest sporo znaków zapytania. Zwłaszcza otwarte pozostaje pytanie, ile dziś jest wart Krzysztof Zimnoch? Jeśli oceniać go tylko przez pryzmat walki z Mollo, to niewiele, ale tę porażkę trzeba raczej rozpatrywać w kategoriach wypadku przy pracy. A może jednak nie? A może Zimnoch nie wytrzymał ciśnienia i przegrał pojedynek w głowie? Tak na marginesie, wydaje się, że CJ Hussein nałożył na Zimnocha dodatkową presję, wyskakując z tym tekstem o herbacie i szybkim nokaucie (w sumie trafił w sedno). Jak widać, wątpliwości jest sporo, więc w tym przypadku rewanż jest potrzebny.

Mike Mollo na brak ofert z polskiego rynku narzekać nie będzie. Mariusz Grabowski już zaproponował Amerykaninowi walki z pięściarzami z jego stajni- Mariuszem Wachem lub Marcinem Siwym. Z kolei Mollo mówił w wywiadzie z „Super Expressem”, że w przypadku wygranej z Zimnochem chce kolejnej walki ze Szpilką. Trochę tych opcji się porobiło. Choć, ta ostatnia wydaje się mało realna.

Jeszcze jedno. W sobotę Krzysztof Zimnoch przegrał w sumie dwa pojedynki. Z Mollo i korespondencyjny z Arturem Szpilką. Przed galą w Legionowie spytałem Andrzeja Wasilewskiego, czy w niedalekiej przyszłości jest możliwa walka Zimnocha ze Szpilką? W odpowiedzi usłyszałem: „Ta walka kiedyś jest nieunikniona. Jednak w tej chwili Szpilkę czeka kilka miesięcy przerwy. To po pierwsze. Po drugie, zainteresowany jest nim rynek amerykański i pewnie tam będzie toczył walki. Jednak poczekajmy do soboty. Zobaczymy, jaki będzie rezultat walki Zimnocha z Mollo”. Dzisiaj już wiemy, że nie ma sensu gadać o pojedynku Krzyśka z Arturem. Zimnoch niech najpierw wyrówna rachunki z Mollo, a do tematu jego walki ze Szpilką może jeszcze kiedyś wrócimy.

Krzysztof Smajek

Niepokonany na zawodowych ringach Krzysztof Zimnoch skrzyżuje rękawice z Mike’em Mollo podczas sobotniej gali w Legionowie. – To jest dla niego początek drogi ku bardziej ambitnym celom. Jeśli będzie w stanie pokonywać coraz trudniejsze przeszkody, to być może czeka go ciekawa kariera – mówi Janusz Pindera.

Faworytem pojedynku jest Polak, który w swojej ostatniej walce pokonał przed czasem Obengę Oluokuna. – Trenuję, jem i śpię. To są wymarzone warunki do tego, żeby robić postępy pod każdym względem – mówi Krzysztof Zimnoch. – W sobotę będą leciały iskry z ringu. Myślę, że ta walka nie potrwa całego dystansu – dodaje Andrzej Wasilewski, współpromotor polskiego pięściarza.