Posts Tagged ‘Krzysztof Głowacki’

FOT 400MM.PL

Opadł już kurz po gali Polsat Boxing Night 7. Tomasz Adamek faktycznie był Jokerem, ale show skradł mu Mateusz Masternak. Swoje pięć minut miał Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Nie zabrakło też kontrowersji. Z jajami Łukasza Janika w roli głównej. Z Ergo Areny raczej nikt nie wyszedł zawiedziony. 

Gdy po zakończeniu szóstej rundy Tomasz Adamek szedł do swojego narożnika, wiedzieliśmy już, że ma walkę pod kontrolą i że jeśli nie zdrzemnie się na moment, to spokojnie wygra. Solomon Haumono w każdej rundzie zbierał sporo ciosów, ale nie był ani razu podłączony, dlatego było też wiadomo, że pojedynek potrwa cały dystans.

„Góral” faktycznie był Jokerem

Adamek na tle Australijczyka pokazał, że 40-latek może jeszcze bić seriami, że widzi ciosy rywala, że ma refleks i kondycję na 12 rund. „Góral” był w tej walce Jokerem, tak jak anonsowano go na plakacie promującym galę. Jokerem na pewno nie był jego rywal. Mateusz Borek żartował po gali, że Haumono w hierarchii ważności kart spadł na „9”.

FOT 400MM.PL

Po gali próbowaliśmy ustalić, co czeka Adamka w najbliższej przyszłości, ale żadne konkrety nie padły. Ani z ust głównego zainteresowanego, ani promotora Borka. Jedno jest pewne, „Góral” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i jeszcze zobaczymy go w ringu. Może wojować za granicą, ale w Polsce też nie zabraknie chętnych do walki z nim. Swoją kandydaturę już zgłosił Krzysztof Zimnoch. Tak na marginesie, to dobry pomysł na promocję. „Chcę walki z Adamkiem” – chwytliwe hasło, prawda?

Masternak skradł show Adamkowi

Mateusz Masternak i Robert Talarek to bez wątpienia najwięksi wygrani gali PBN 7. Ten pierwszy w pojedynku z Siłłachem zdał test na męskość i przy okazji skradł show Adamkowi. Był w tarapatach (rozcięty łuk brwiowy, liczenie), momentami walka wymykała mu się spod kontroli, ale dał radę. Ukłony, „Master”. Z obu stron oglądaliśmy boks w najlepszym wydaniu. Wynik był na styku, werdykt mógł pójść w obie strony. Masternak takie historie już przerabiał. Na wyjeździe tego typu walki przegrywał, teraz to jego ręka powędrowała w górę. Warto zwrócić uwagę, że „Master” nie ma w tej chwili promotora. Niektórym osobom powinno dać to do myślenia.

FOT 400MM.PL

Mocnego zaplecza promotorskiego nie ma też za sobą Robert Talarek, który utarł nosa Norbertowi Dąbrowskiemu. Ta gala powinna być dla tego chłopaka trampoliną. Pokazał, że ciężka robota, w którą wkłada się serce i charakter, przynosi efekty. Jeżeli odbędzie się kolejna gala PBN, Talarka wypadałoby zaprosić w pierwszej kolejności. Szkoda też, żeby chłopak dalej jeździł po Europie i dostawał po uszach nie od rywali, ale od sędziów. Przed galą Talarek w talii kart był tylko „10”. Po walce z Dąbrowskim nie został od razu asem, ale na pewno o jeden stopień przesunął się w górę.

Sulęcki i Głowacki wygrali… sparingi

Maciej Sulęcki i Krzysztof Głowacki wykonali swoją robotę i mogą iść dalej. Szkoda, że mieli mało wymagających przeciwników. W ich przypadku szkoda czasu na walki, które przypominają sparingi. Plusem jest to, że pokazali się na tak dużej imprezie. Obaj twierdzą, że są gotowi na pojedynki o pasy. Teraz wszystko w rękach ich promotorów i menedżerów.

Andrzej Gmitruk przed walką Łukasza Wierzbickiego przekonywał, że jego podopieczny w Ergo Arenie będzie grał na pianinie. Trzeba przyznać, że Wierzbicki na tle Tlatlika wypadł bardzo korzystnie i wygrał bez problemu. Może nie grał jeszcze na pianinie, ale pokazał, że ma smykałkę do boksu. Andrzej Gmitruk musi jeszcze pracować nad tym chłopakiem. Potencjał na pewno jest.

Były też kontrowersje. Z jajami Janika w roli głównej

Na PBN 7 nie obyło się bez kontrowersji. Sporo dyskutowało się o werdykcie po walce Ewy Brodnickiej. O skandalu nie możemy mówić, ale Ewa na pewno wygrała szczęśliwie.  Viviane Obenauf nie zgadzała się z werdyktem i zaprosiła Brodnicką na rewanż do Szwajcarii. – Jak mi dobrze zapłaci, to czemu nie” – stwierdziła na gorąco „Kleo”.

_IGA1815.jpg

Rewanżu domaga się też Łukasz Janik, który twierdzi, że Adam Balski trafił go poniżej pasa. Powtórki telewizyjne pokazały, że Janik nie ma racji. O samej walce za dużo nie można napisać, bo Balski od początku wziął sprawy w swoje ręce i z każdym ciosem zaznaczał swoją przewagę. Szkoda, że Janik nie miał czasu na normalne przygotowania do tego pojedynku. W sobotę był po prostu słaby. Było bang, bang i po zawodach. Rewanż? Jeżeli Balski nie będzie miał innej opcji, to czemu nie. Poza tym Janik powinien spełnić dwa warunki:

  1. Nie może się przygotowywać na wariackich papierach
  2. Musi kupić sobie suspensor, bo w innym przypadku znowu mogą być jaja

Nie ma powodów do marudzenia

Mateusz Borek przyznał po gali, że rozważany był undercard w stylu braci Kliczko. Czyli wielka kasa idzie na jeden pojedynek, reszta walk interesuje tylko rodzinę i przyjaciół walczących pięściarzy. Szef MB Promotions postawił jednak na inne rozwiązanie.

Zakontraktował Adamkowi rywala z niższej półki, ale dzięki temu mieliśmy okazję zobaczyć w akcji innych, czołowych pięściarzy z polskiego podwórka. To było dobre rozwiązanie, nikt nie powinien marudzić.

Krzysztof Smajek

Reklamy

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

Zwykle jest tak, że przed galą pisze się różne scenariusze, rozdaje wygrane i przesądza pewne sprawy. Dopiero potem do ringu wchodzą pięściarze i rozpisują wszystko na nowo. W sobotę w Ergo Arenie miały być grzmoty i były, ale nie wszystko działo się według ustalonego wcześniej scenariusza. 

Cieślak zjadł na kolację „rumuńską kobrę”

Pojedynek Michała Cieślaka był zakontraktowany na osiem rund, ale killer z Radomia nie zamierzał brać zbędnych nadgodzin i załatwił sprawę w 2. odsłonie. Ilie był kiedyś nawet solidnym pięściarzem, ale do Ergo Areny wpadł chyba prosto z kanapy. Ledwo rozpakował walizki a już musiał wracać do domu. Michała nie będziemy za bardzo komplementować, bo jego przeciwnik zamiast walczyć, statystował. Cieślak zjadł „rumuńską kobrę” na kolację i tyle. Teraz czas na poważną robotę.

Szymański powinien kupić rywalowi… buty

Przed walką z Jose Villalobosem niektórzy ubrali już Patryka Szymańskiego w pas WBC Youth. Dla Polaka miała to być łatwa, lekka i przyjemna robota. Zamiast tego oglądaliśmy ringową wojnę, którą Szymański wydaje się, że przegrał, ale… jednak wygrał. Pomogli mu sędziowie. W 3. rundzie Argentyńczyk był liczony, ale nawet z Księżyca dałoby się zauważyć, że nie było nokdaunu. Po tym pojedynku Patryk musi wyciągnąć masę wniosków. Po pierwsze, nie może powtórzyć się sytuacja, że trener dojeżdża do niego za pięć dwunasta. Poza tym Szymański powinien sprezentować Villalobosowi buty, bo chłopak, jak to trafnie ujął w komentarzu Andrzej Kostyra, kupił je w second handzie. Widocznie wybrał jakieś mocno przechodzone kapcie, bo w trakcie walki trzeba było je łatać. Mimo tych problemów Villalobos do końca pojedynku był bardzo groźny. Spytacie, dlaczego Szymański ma kupować rywalowi buty? Skoro on dostał prezent (od sędziów), to może też komuś coś podarować, prawda?

Z Tygrysicą nie ma żartów

Do ringu w Ergo Arenie weszły dwie panie, ale tak naprawdę była w nim tylko jedna – Ewa Piątkowska, która pod każdym względem zdominowała rywalkę. Widać było, że Aleksandra Magdziak-Lopes jest pięściarką na pół etatu, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to sukcesu Piątkowskiej. Warto zwrócić uwagę, że Ewa mistrzowski pas zdobyła w swojej jedenastej zawodowej walce.

Sosnowski nie oszukał przeznaczenia

Prognozy przed walką były takie: Sosnowski zostanie ciężko znokautowany i pożałuję, że wrócił z emerytury. Nic takiego nie miało miejsca. Walka wprawdzie skończyła się po 5. rundzie, ale były mistrz Europy ani razu nie leżał na deskach. Na pewno nie wyszedł do ringu tylko po wypłatę. Postawił Wawrzykowi spory opór i za to należą mu się brawa. Z kolei Wawrzyk na tle Sosnowskiego wcale nie zachwycił. Niby miał walkę pod kontrolą, ale w 3. rundzie dał się trafić i później nie był już tak pewny siebie. Po tym pojedynku Mariusz Wach na pewno nie będzie miał koszmarów z Wawrzykiem w rolach głównych.

Pas WBO trafił w dobre ręce

Nikt nie mówił, że będzie lekko, że będzie przyjemnie. Przed walką wiadomo było, że Krzysztof Głowacki będzie miał pełne ręce roboty od pierwszej do ostatniej rundy. W optymistycznym scenariuszu można było zakładać, że będzie to pojedynek 50/50. Dominowały jednak głosy, że Usyk jest faworytem i to dużym. Niestety, to się potwierdziło.

Ukrainiec wszedł do ringu z chłodną głową i tańczył („nogi wilka karmią”), bił, tańczył, bił, tańczył, bił i tak w kółko przez 12 rund. Głowacki chciał mu tę chłodną głowę urwać, ale nie mógł trafić. Po cichu liczyliśmy, że w końcowych rundach Usyk stanie i będzie łatwym celem, ale nic z tego. Na tych nogach przetańczyłby on ze trzy wesela pod rząd.

Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości i dali Usykowi jednogłośną wygraną. Możemy się sprzeczać, czy nie zapisali na koncie Ukraińca zbyt wiele rund, ale teraz to nie ma już wielkiego znaczenia. Fakty są takie, że Usyk wygrał zasłużenie i pas WBO zmienił właściciela. Marnym pocieszeniem może być to, że trafił w dobre ręce.

Jeśli chodzi o samą walkę, to miały być grzmoty i były. Ostatniej rundy nie dało oglądać się na siedząco. Co dalej z Krzysztofem Głowackim? W tym momencie trudno wyrokować, ale chłopak ma przed sobą jeszcze kilka lat między linami. Świat boksu o nim nie zapomni, bo o takich wojownikach się nie zapomina. Niech wraca na salę i robi swoje. Duże walki jeszcze przyjdą.

Polska:

Znamy już prawie całą kartę walk gali Polsat Boxing Night. Rywalem Tomka Adamka ma być Eric Molina, czyli gościu, który niedawno walczył z Deontayem Wilderem o pas WBC. W pewnym momencie Wilder nawet tańczył w rytm muzyki Moliny, ale do sensacji wtedy nie doszło. Przed „Góralem” bardzo trudne zadanie, ale jeśli chce się jeszcze liczyć w tej branży, musi pokonać Molinę.

Wszystko wskazuje na to, że podczas gali PBN Andrzej Wawrzyk skrzyżuje rękawice z Marcinem Rekowskim. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, bez wyraźnego faworyta. Na gali PBN zobaczymy też Ewę Brodnicką, która po raz pierwszy będzie broniła wywalczonego w grudniu pasa EBU.

*****

Prawdopodobnie kolejnym rywalem Krzysztofa Głowackiego będzie Steve Cunningham. Do walki tych panów ma dojść w kwietniu. Jest jednak jedno małe „ale”. Otóż do pojedynku z Głowackim bardzo pali się Aleksandr Usyk, który jest obowiązkowym pretendentem. Jego promotorzy domagają się, żeby „Główka” w pierwszej kolejności walczył z ich pięściarzem. Mało tego, straszą, że jeśli tak się nie stanie, to Polak zostanie pozbawiony tytułu. – Jeśli dostaniemy pismo od federacji, to wtedy będziemy się odnosić. Teraz ciągle negocjujemy z Cunninghamem, ale w zanadrzu mamy też kilka rezerwowych opcji – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Andrzej Wasilewski. Panie Usyk, cierpliwości. Zdąży się pan jeszcze zapoznać z pięścią polskiego mistrza.

Świat:

Jeszcze jakiś czas temu kibice boksu pukaliby się w czoło, gdyby ktoś wspomniał o pojedynku Amira Khana z Saulem Alvarezem. Obu panów dzielą dwie kategorie wagowe, więc nikt nie brał pod uwagę takiej konfrontacji. Do czasu. 7 maja Alvarez i Khan skrzyżują rękawice w umownym limicie 155 funtów. Nam nie pozostaje nic innego, jak zakreślić tę datę w kalendarzu. Oczywiście na czerwono.

*****

Tyson Fury wypalił w jednym z wywiadów, że być może zakończy karierę. Gadał coś o tym, że wszedł na szczyt i nikomu nie musi już nic udowadniać. Brytyjczyk znany jest z tego, że co dwie minuty mówi co innego, więc w kolejnym wywiadzie przedstawił swoją „listę życzeń”. Znalazły się na niej trzy nazwiska: Władimir Kliczko, Deontay Wilder i Anthony Joshua. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić wagę ciężką bez Tysona, więc lepiej, żeby jeszcze nie wieszał rękawic na kołku. Tym bardziej, że ma tu jeszcze trochę do posprzątania.

*****

Teraz złapcie głęboki oddech. Brytyjski tabloid „The Sun” napisał, że Tyson Fury otrzymał propozycję walki z Władimirem Kliczką na… prywatnym jachcie, który mógłby pomieścić raptem 120 osób. Taką ofertę Brytyjczyk dostał podobno od jakiegoś bajecznie bogatego szejka. Bilety na walkę miałyby kosztować… milion dolarów za sztukę! Albo ktoś ma wybujałą wyobraźnie, albo świat zwariował.

*****

Jednego dnia gruchnęła informacja, że kolejnym rywalem Luisa Ortiza będzie Aleksander Dimitrenko. Tak, tak, ten sam, który kiedyś zemdlał ze strachu przed walką z Albertem Sosnowskim. Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że ta informacja jest już nieaktualna, bo Dimitrenko zażądał więcej kasy i do jego pojedynku z Ortizem jednak nie dojdzie. Nie dziwcie się Ukraińcowi, że z dnia na dzień podbił stawkę. Chciał przynajmniej godziwie zarobić za lanie życia.

*****

Floyd Mayweather właśnie rozpoczął tournee po Europie, podczas którego będzie spotykał się z fanami. Do Polski się nie wybiera, ale możecie go złapać na przykład w Wielkiej Brytanii. Wejściówki na spotkanie z panem pięściarzem kosztują podobno nawet 500 funtów. Fotek lepiej nie próbujcie sobie z nim pstrykać, bo to dodatkowo płatna usługa. Można sobie dorabiać na emeryturze… A jakże.

Rok 2016 w polskim boksie zacznie się od mocnego uderzenia, bo 16 stycznia Artur Szpilka będzie walczył o mistrzostwo świata wagi ciężkiej. Możliwe, że w tym roku swoją drugą mistrzowską szansę otrzyma też Andrzej Fonfara, a Krzysztof Głowacki stanie do walki unifikacyjnej. Może do gry wróci też Krzysztof Włodarczyk. Oto nasza „list życzeń” na 2016 rok. 

Andrzej Fonfara vs Adonis Stevenson

Po ostatnich walkach Andrzeja Fonfary wiemy jedno – jest on już gotowy do drugiej konfrontacji z Adonisem Stevensonem. Kanadyjczyk pewnie nie będzie palił się do rewanżu, bo nie jest ślepy i widzi, że Polak w ostatnich miesiącach zrobił duży postęp. Na papierze minimalnym faworytem byłyby Stevenson, ale pas WBC mógłby zmienić właściciela. Wróć. Pas WBC pewnie zmieniłby właściciela… I tej wersji się trzymajmy.

Krzysztof Głowacki vs Tony Bellew

„Główka” ma już plany na początek 2016 roku, bo w pierwszej obronie pasa WBO najprawdopodobniej skrzyżuje rękawice ze Steve’em Cunninghamem (fajna opcja!). Ochotę na walkę z polskim mistrzem świata ma też Tony Bellew, który stwierdził, że Głowackiemu brakuje… serca do walki. Polak już wysłał Brytyjczykowi zaproszenie do tańca. Może coś z tego wyjdzie. Poza tym fajnie byłoby zobaczyć Krzysztofa Głowackiego w walce unifikacyjnej. Na przykład:

Krzysztof Głowacki vs Denis Lebiediew

To – obok walki Fonfara vs Stevenson – chyba najbardziej pożądany pojedynek polskiego pięściarza. Nie ma nic bardziej ekscytującego w boksie niż walki unifikacyjne. Głowacki pewnie musiałby się udać za naszą wschodnią granicę, bo Lebiediew po raz ostatni wychylił nosa poza Rosję w 2010 roku, ale dla „Główki” to żaden problem.

I jeszcze jedna opcja:

Krzysztof Głowacki vs Marco Huck 2

W tym przypadku uzasadnienie jest zbędne. Po pierwszym pojedynku aż się prosi o rewanż, ale spokojnie. Niech Huck trochę sobie poczeka…

Krzysztof Włodarczyk vs Beibut Szumenow

W przypadku Krzysztofa Włodarczyka „lista życzeń” powinna ograniczyć się tylko do jego powrotu między liny, bo „Diablo” od porażki z Grigorijem Drozdem nie stoczył ani jednego pojedynku. Szkoda, bo traci czas, którego nikt mu potem nie zwróci. Oby doszło do jego walki z Beibutem Szumenowem, bo to byłaby przepustka do kolejnego pojedynku o pas. Ostatnio sporo mówi się też o konfrontacji:

Krzysztof Włodarczyk vs Tomasz Adamek

Na papierze to zestawienie prezentuje się dość ciekawie. Dwóch byłych mistrzów świata na jednym ringu, brzmi nieźle. Skoro jesteśmy już przy Tomku Adamku, to ma on być głównym bohaterem kolejnej gali Polsat Boxing Night. Na polskim podwórku, oprócz Włodarczyka, pewnie znajdą się też inni chętni na walkę z „Góralem”, ale skoro ma on jeszcze ochotę na duży boks, to może warto byłoby zrobić rewanż z Chrisem Arreolą. Amerykanin pewnie do Polski nie wpadnie, ale na takie zestawienie chętnie byśmy rzucili okiem.

Maciej Miszkiń vs Alfredo Angulo

Miszkiń w ostatnim czasie nabrał apetytu na większe wyzwania i wziął na celownik Alfredo Angulo. Na polskim podwórku Maciek to solidna firma, ale przydałaby się w jego przypadku konkretna weryfikacja. Alfredo Angulo, który ostatnio wrócił na zwycięską ścieżkę, byłyby wartościowym sprawdzianem.

Teraz czas na krótką listę walk polsko-polskich. Do zrobienia jest oczywiście o wiele więcej interesujących konfrontacji, ale te zestawienia wydają się najbardziej pożądane (plus wspomniana wcześniej walka Włodarczyk vs Adamek):

Ewa Piątkowska vs Ewa Brodnicka 2

Panie niby wszystko sobie wyjaśniły w ringu, ale tak naprawdę nic nie wyjaśniły, bo po walce dalej iskrzy między nimi. Brodnicka i Piątkowska zostały niedawno mistrzyniami Europy (w innych kategoriach wagowych), ale do rewanżowej walki między nimi prędzej czy później pewnie dojdzie.

 

Skoro jesteśmy już przy paniach, to warto wspomnieć jeszcze o jednej konfrontacji:

Ewa Piątkowska vs Cecylia Braekhus

Ta walka to byłoby coś. Norweżka ma w swojej kolekcji wszystkie mistrzowskie pasy w kategorii półśredniej i jak do tej pory nie znalazła pogromczyni. Do odważnych świat należy, więc niech Ewa Piątkowska rzuca wyzwanie pani Braekhus i zabiera ze sobą co najmniej ze dwie torby na jej pasy.

Michał Cieślak vs Łukasz Janik

Wprawdzie Michał Cieślak ma już zakontraktowaną walkę z Francisco Palaciosem, ale łakomym kąskiem byłaby też jego konfrontacja z Łukaszem Janikiem, którego już kilka razy wywołał do tablicy. „Lucky Look” ostatnio był na tak, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić ten pojedynek.

Mariusz Wach vs Izu Ugonoh lub Mariusz Wach vs Krzysztof Zimnoch

Jeśli Mariusz Wach nie zostanie zdyskwalifikowany, to mamy dwa ciekawe zestawienia z jego udziałem. Pierwsza opcja to walka z Izu Ugonohem, który dobrze bawi się w wadze ciężkiej obijając słabych rywali, ale przecież ta zabawa nie może trwać wiecznie. Wach byłyby dla Izu największym wyzwaniem w karierze. I dopiero po tym pojedynku byśmy poznali prawdziwą wartość czarnoskórego pięściarza.

Druga opcja z udziałem „Wikinga” to jego konfrontacja z Krzysztofem Zimnochem, który w lutym skrzyżuje rękawice z Mike’em Mollo. Dla Zimnocha to też byłby najtrudniejszy test w karierze.

Dariusz Sęk vs Nathan Cleverly

Sęk w walce z Robinem Krasniqim pokazał, że nie pęka na robocie. Na polskim podwórku ma wyrobioną markę, ale warto rzucić chłopaka na głębszą wodę, bo nie ma sensu, żeby dalej obijał rywali pokroju Otasa czy Benzona. Nathan Cleverly po porażce z Andrzejem Fonfarą może będzie szukał walki na przetarcie…

******

Na „liście życzeń” zabrakło nazwiska Artura Szpilki, ale w tym przypadku sprawa jest prosta. „Szpila” 16 stycznia stanie do walki o pas WBC i lepszego zestawienie w tej chwili nie jesteśmy w stanie dla niego wymyślić. Pozostaje nam tylko życzyć mu powodzenia!

Krzysztof Głowacki nie jechał do USA w roli faworyta. Według wielu ekspertów walkę miał wygrać Marco Huck, dla którego była to 14. obrona mistrzowskiego pasa. Niemiec serbskiego pochodzenia był tak pewny siebie, że w jednym z wywiadów powiedział nawet, że może postawić wszystkie pieniądze świata na swoją wygraną. W innym stwierdził, że wytrze Głowackim ring. Szczekał przed walką jak burek przy budzie. Głowacki aż tyle nie mówił, ale widać było, że nie pęka. Podczas „face to face” na konferencji prasowej długo patrzył się w oczy Hucka. Niby nic, bo oczami walk się nie wygrywa, ale tym zachowaniem wysłał rywalowi sygnał, że się go nie boi.

Głowacki wszedł do ringu bez żadnego respektu i od razu narzucił rywalowi swój styl walki. Huck tańczył w rytm jego muzyki. Tak było przez cztery rundy. Później nastąpił nagły zwrot akcji, bo Huck w szóstej odsłonie trafił potężnym lewym sierpowym, po którym Głowacki padł na deski. Dziewięciu na dziesięciu pięściarzy po zainkasowaniu takiego ciosu dałoby się wyliczyć. Wydawało się, że koniec walki jest tuż, tuż. Kibice Hucka po tym nokdaunie pewnie wyciągali już szampany z lodówki. Głowacki był oszołomiony, ale wstał. Mało tego, wstał i… ruszył na przeciwnika. W tym momencie zdobył swoje „mistrzostwo świata”. Pokazał, że ma wielkie serducho i charakter wojownika.

Kolejne rundy były trudne dla Polaka, ale cały czas był w grze. I wtedy nadeszło jedenaste starcie. Głowacki trafił lewym sierpowym, poprawił prawym i Huck z wielkim hukiem wylądował na dechach. Zdołał się jeszcze podnieść, ale „Główka” dopadł do niego, wystrzelił serię jak z kałasznikowa, po której mistrz świata prawie wypadł z ringu. W tym momencie pas federacji WBO zmienił właściciela.

Tak, tak, to działo się naprawdę. To nie był sen. Warto dodać, że do momentu przerwania walki Polak przegrywał na kartach punktowych u wszystkich sędziów. Krzysztof Głowacki upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze (najważniejsze), zdobył pas WBO i zapisał się w historii polskiego boksu, po drugie, pięknie przedstawił się publiczności w Prudential Center. „Główka” pewnie jeszcze nie raz zapełni tam halę, bo ludzie kochają takich wojowników jak on.

Krzysztof Głowacki jest pewnego rodzaju fenomenem w Polsce. Do sobotniego poranka był w naszym kraju pięściarzem mało znanym i trochę niedocenianym. Oczywiście, kibice boksu znali jego nazwisko, ale już tak zwani niedzielni fani, niekoniecznie musieli go kojarzyć. Dla reszty był anonimowy, bo zawsze stał w cieniu, nie pchał się na afisz. Prym w grupie Sferis KnockOutPromotions wiedli inni: Artur Szpilka, Krzysztof Włodarczyk czy Dawid Kostecki. „Główka” zawsze był z boku. Nie chodził do telewizji śniadaniowych, nie obrażał rywali i rzadko bywał w mediach. Przemawiał w ringu. Teraz słupki jego popularności podskoczą. Podskoczą też jego gaże, bo jako mistrz świata może zarabiać naprawdę duże pieniądze. Andrzej Wasilewski w jednym z wywiadów powiedział, że mogą to być „oferty liczone w setkach tysięcy dolarów”. Już dzisiaj podopiecznym Fiodora Łapina (ojciec sukcesu) zachwyceni są amerykańscy dziennikarze. Dan Rafael po pojedynku napisał na Twitterze, że walka Huck vs Głowacki to kandydat na: rundę roku, walkę roku, niespodziankę roku i nokaut roku.

W ostatnim czasie mogliśmy nabawić się wielu kompleksów, bo nasi pięściarze w słabym stylu przegrywali walki mistrzowskie. Wystarczy przypomnieć pojedynki Andrzeja Wawrzyka z Aleksandrem Powietkinem, Pawła Kołodzieja z Denisem Lebiediewem, czy Łukasza Janika z Grigorijem Drozdem. O walce Pawła Głażewskiego z Juergenem Braehmerem już nie wspominając. Przypadek Głowackiego był jednak inny. On nie pojechał do USA, aby sprzedać swój rekord, bo akurat trafiła się szansa na wypłatę życia. „Główka” dostał walkę o tytuł, bo krok po kroku piął się w rankingach. Nie poszedł drogą na skróty, jak jego poprzednicy. Dzisiaj może pić szampana, bo dopiął celu. Skromny i cichy chłopak z Wałcza pokazał, że w boksie niemożliwe nie istnieje.

Krzysztof Smajek

– Krzysztof Głowacki jest mańkutem a Marco Huckowi ewidentnie nie leżą zawodnicy leworęczni. Jeśli „Główka” nie da sobie narzucić chaosu, który preferuje jego rywal, to swoim stylem boksowania może sporo zrobić. Krzysiek powinien być szczelnie zamknięty, mobilny na nogach, a także dużo bić obchodząc Hucka. Środek ringu to powinno być jego miejsce, nie może dawać się spychać na liny i do narożnika – analizuje dla Po Gongu Krzysztof Drzazgowski, trener Ewy Brodnickiej.

– Głowacki nie może przyjmować ciosów przy linach, bo prędzej czy później Huck rozmontuje jego gardę. Bardzo ważną rolę w repertuarze jego ciosów powinny stanowić – mocny, stopujący prawy prosty i prawy sierpowy. Te ciosy powinny być bite z każdej płaszczyzny, nie powinny być wyprowadzane w ataku liniowym, bo wtedy Huck je przyjmie na gardę i zaraz wyprowadzi swoją serię ciosów.

– Huck oprócz wielu zalet, ma też słabe strony. Na przykład, gdy widzi, że rywal nie ulega jego presji i że jego ciosy nie robią na nim wrażenia, wtedy traci koncepcję walki. Dlatego Głowacki nie może dać mu rozwinąć skrzydeł. Nie może dać mu bić seriami, musi schodzić z linii, wyprowadzać swoje kontry i wtedy Huck może się pogubić i nie mieć innego pomysłu na walkę.

– Zarówno Huck jak i Głowacki mają czym uderzyć, ale znam Krzyśka i wydaje mi się, że nie będzie on szukał nokautu na siłę. Raczej będzie chciał robić swoje. On jest spokojny, opanowany i bez emocji. I taki właśnie ma być jego boks – bez emocji. Może to się nie będzie podobało kibicom, ale on ma zrobić swoje, ma być skuteczny. Wierzę, że to mu się uda. Głowacki jest wojownikiem i nie bałbym się o jego psychikę, na pewno nie zje go presja. Szanse oceniam 60-40 dla Hucka, ale Krzysiek wcale nie stoi na straconej pozycji.

Czy Krzysztof Głowacki jest już gotowy do walki o tytuł mistrzowski?

To jest pytanie, na które odpowiedź poznamy dopiero w ringu. Tyle lat zajmuje się boksem i szczerze mówiąc, nie wiem, na co stać Głowackiego. Mniejszą niewiadomą jest Marco Huck, chociaż przy nim też jest poważny znak zapytania, bo nie wiemy, jak poradzi sobie w nowych warunkach. Przecież on zupełnie zmienił otoczenie, rozstał się ze swoim promotorem i zmienił trenera.

W Newark możemy zobaczyć nową wersję Marco Hucka?

Trudno powiedzieć, w jaki sposób nowy trener zmienił jego styl, ale myślę, że doszło do minimalnych korekt. Huck chyba nie będzie trzymamy przez Dona House’a na tak krótkiej smyczy jak u Wegnera, ale to akurat może obrócić się przeciwko niemu. Co wiemy o Hucku? Stoczył wiele walk z mocno bijącymi zawodnikami i nigdy nie widziałem go zamroczonego, czyli ma twardą głowę. Choć stare porzekadło mówi, że nie ma odpornych na ciosy, tylko są źle trafieni. W każdym bądź razie Głowackiego czeka bardzo trudna przeprawa.

Jaki jest przepis na zwycięstwo Głowackiego?

Gdybym potrafił dawać takie przepisy, to byłbym bardzo bogatym człowiekiem. Głowacki musi zachować chłodną głowę, musi mieć lód w sercu. Są tacy, którzy twierdzą, że z Huckiem trzeba iść na wojnę. Nie zgadzam się z tym, bo mistrz świata federacji WBO jest silniejszy fizycznie i w takiej ulicznej bitwie mógłby wygrać z Polakiem. Oczywiście, Głowacki od początku musi twardo postawić się i pokazać rywalowi, że nie boi się jego furiackich ataków, ale przede wszystkim musi zachować chłodną głowę. Podopieczny Fiodora Łapina powinien wykorzystywać swojej atuty. Mam na myśli choćby odwrotną pozycję. To będzie spory problem dla Hucka, bo pięściarze jego pokroju nie lubią walczyć z mańkutami. Polak powinien też bić dużo ciosów na korpus, które osłabią Hucka.

Wspomniał pan o tym, że Głowacki musi mieć chłodną głowę. Patrząc na niego z boku, wydaje się, że wytrzymuje ciśnienie, które jest wokół tego pojedynku.

Zaskakująco dużo dobrych opinii słyszałem o Głowackim od jego znajomych i trenerów. Zdaję sobie sprawę z tego, że koledzy najczęściej mówią dobre rzeczy o kolegach, ale tu chyba było dużo prawdy w tych słowach. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu Krzysztof Włodarczyk sparował przed swoimi dużymi walkami z Głowackim i już wtedy twierdził, że Krzysiek bardzo mocno bije. W samych superlatywach mówił o nim Artur Szpilka. Teraz w podobnym tonie wypowiada się Michał Cieślak. Coś w tym musi być albo koledzy mówią tak o nim, bo go tak bardzo lubią. Tak na marginesie, trzeba przyznać, że Głowacki da się lubić. To jest sympatyczny chłopak, który nie pcha się na afisz, ale w ringu pokazuje swój charakter. Jednak dopiero w pojedynku z Huckiem zobaczymy jego prawdziwe oblicze.

Głowacki do tej pory nie walczył z pięściarzami pokroju Hucka. Nie brakuje panu w jego karierze jakiegoś trudniejszego przetarcia przed walką o mistrzowski tytuł?

Proszę zobaczyć, jak wyglądają kariery polskich pięściarzy. Poza nielicznymi wyjątkami, wygląda to tak, że jeżeli trafia się okazja sprzedać bardzo dobry rekord zawodnika, to się go sprzedaje. Tak było z Andrzejem Wawrzykiem, Pawłem Kołodziejem i Łukaszem Janikiem. Przypadek Głowackiego jest inny, bo on do walki mistrzowskiej doszedł inaczej. Tak się złożyło, że pojedynek z Nurim Seferim był ostatecznym eliminatorem. To świadczy o tym, że promotorzy Głowackiego i tych pięściarzy, o których wspomniałem wcześniej, mają mocną pozycję i siłę przebicia w tym brutalnym świecie zawodowego boksu. Jednak niewątpliwie takiej walki przejściowej brakuje Głowackiemu i nam wszystkim, którzy próbują ocenić możliwości Krzyśka.

Na gali w Newark kolejną walkę na amerykańskim ringu stoczy Artur Szpilka. Jego rywalem będzie Yasman Consuegra. To będzie spacerek dla Polaka?

Spacerek to raczej nie będzie. Ostatnio rozmawiałem z Przemkiem Saletą na temat Consuegry i on uważa, że to będzie bardzo trudna walka dla Szpilki. Mnie się wydaje, że to będzie dla niego łatwy pojedynek. Artur sobie poradzi, bo jest szybszy od rywala, a to będzie decydujące w tej walce. Kubańczyk ma dobrą prawą rękę, jest doświadczony, ma za sobą ciekawą karierą amatorską, ale Szpilka to dla niego za wysokie progi.

Podoba się panu, w jaki sposób prowadzona jest kariera Artura Szpilki?

W tej chwili Artur ma wszystko podane na tacy. Ma doświadczonego trenera, świetny ośrodek pod Houston i żyje w komfortowych warunkach, ale na razie jest trzymany pod kloszem. Toczy pojedynki, które przynoszą mu niezłe pieniądze, natomiast są łatwiejsze od sparingów. Jednak to się kiedyś skończy i nadejdzie dzień prawdy, ale nie będzie to jeszcze teraz w Prudential Center w Newark.

Kiedy Szpilka będzie gotowy do walk z czołówką wagi ciężkiej?

Pod koniec tego roku pewnie dostanie lepszego rywala od Consuegry, a czas na poważniejsze testy przyjdzie pewnie w przyszłym roku. Tym bardziej, że kategoria ciężka niebawem bardzo mocno się otworzy. Przecież czas panowania Władimira Kliczki nie będzie trwał wiecznie. Ukrainiec prędzej czy później odejdzie z tego biznesu, a wtedy w królewskiej dywizji zrobi się ciekawie.

Dostrzega pan jakiś progres u Szpilki?

Na razie progres widać tylko w optymizmie. Artur jest coraz bardziej optymistycznie nastawiony do tego, co go czeka w karierze, ale to nie ma nic wspólnego z poziomem sportowym. Po dwóch ostatnich pojedynkach w USA nie można powiedzieć, czy jest lepszy czy gorszy, bo Ty Cobb i Manuel Quezada nie zawiesili mu wysoko poprzeczki.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek