Posts Tagged ‘Floyd Mayweather’

O pojedynku Floyda Mayweathera z Connorem McGregorem mówiło się przez wiele miesięcy. Gdy już podpisali kontrakty, ruszyła machina promująca walkę. Panowie na każdym spotkaniu obrzucali się wulgaryzmami i przekonywali o swoim zwycięstwie. Obaj zapowiadali egzekucję. Średnio angażowałem się w ich słowne przepychanki, bo było wiadomo, że muszą dużo gadać, żeby walka się sprzedała. Żeby balon został nadmuchany do odpowiednich rozmiarów.

Słychać było opinie, że walka Mayweathera z McGregorem to cyrk. Daleki byłem od takich porównań, bo cyrkiem było wpuszczenie do oktagonu Popka z Burneiką. Mayweather i McGregor są poważnymi gośćmi, najlepszymi w swoim fachu. Nie ulegało wątpliwości, że walkę może wygrać tylko Amerykanin, bo zabawa była organizowana w jego piaskownicy.

Co więksi optymiści twierdzili, że Floyd wybierze sobie moment, w którym znokautuje przeciwnika. Amerykanin niczego nie wybierał. Musiał się trochę napocić, żeby pokonać faceta przebranego za pięściarza. Niektórzy liczyli, że McGregor zapomni się i zacznie uderzać łokciami lub kopać. Nie zrobił tego. Używał tylko rąk i do pewnego momentu wychodziło mu to całkiem, całkiem. Po trzech rundach kibice boksu mogli pomyśleć: co się k… dzieje?

Później walka przebiegała według zakładanego scenariusza. McGregor spuchł i Mayweather robił z nim, co chciał. Ostatecznie przegonił go ze swojej piaskownicy. Pod adresem Irlandczyka spływa sporo komplementów. Są na wyrost. W końcu McGregor zapowiadał, że wygra przed czasem, a nie dotrwał nawet do końca walki. Czym tu się podniecać? Ktoś powie, że miał jaja, bo wszedł w ten biznes. Za minimum 30 milionów dolarów tylko głupiec by nie wszedł.

Nie dajmy się też zwariować, że było to zwycięstwo boksu nad MMA. Nic z tych rzeczy. Floyd musiał wygrać i to zrobił. Pamiętajmy, że bronił honoru szermierki na pięści. Gdyby w górę powędrowała ręka Irlandczyka, świat MMA miałby prawo szydzić z bokserskiego środowiska. W odwrotnej sytuacji nie wypada tego robić. Ogólnie walka była nudna, grzmotów nie było, ale głównych bohaterów pewnie to nie interesuje. Ważne, że pieniądze się zgadzają. Zarobią na tym przedsięwzięciu konkretną kasę.

Czy tego typu pojedynki mają rację bytu? Możliwe, że Mayweather i McGregor otworzyli właśnie furtkę, przez którą coraz częściej będą przechodzić przedstawiciele pięściarstwa i MMA. Miejscem ich spotkania będzie ring. Warto spróbować czegoś takiego także w Polsce. Na pierwszy ogień może pójść na przykład Mamed Chalidow. W ringu zapewne nie wypadłby gorzej od McGregora. Rywal dla niego też się znajdzie. Zróbmy coś takiego.

Reklamy

Polska:

Znamy już prawie całą kartę walk gali Polsat Boxing Night. Rywalem Tomka Adamka ma być Eric Molina, czyli gościu, który niedawno walczył z Deontayem Wilderem o pas WBC. W pewnym momencie Wilder nawet tańczył w rytm muzyki Moliny, ale do sensacji wtedy nie doszło. Przed „Góralem” bardzo trudne zadanie, ale jeśli chce się jeszcze liczyć w tej branży, musi pokonać Molinę.

Wszystko wskazuje na to, że podczas gali PBN Andrzej Wawrzyk skrzyżuje rękawice z Marcinem Rekowskim. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, bez wyraźnego faworyta. Na gali PBN zobaczymy też Ewę Brodnicką, która po raz pierwszy będzie broniła wywalczonego w grudniu pasa EBU.

*****

Prawdopodobnie kolejnym rywalem Krzysztofa Głowackiego będzie Steve Cunningham. Do walki tych panów ma dojść w kwietniu. Jest jednak jedno małe „ale”. Otóż do pojedynku z Głowackim bardzo pali się Aleksandr Usyk, który jest obowiązkowym pretendentem. Jego promotorzy domagają się, żeby „Główka” w pierwszej kolejności walczył z ich pięściarzem. Mało tego, straszą, że jeśli tak się nie stanie, to Polak zostanie pozbawiony tytułu. – Jeśli dostaniemy pismo od federacji, to wtedy będziemy się odnosić. Teraz ciągle negocjujemy z Cunninghamem, ale w zanadrzu mamy też kilka rezerwowych opcji – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Andrzej Wasilewski. Panie Usyk, cierpliwości. Zdąży się pan jeszcze zapoznać z pięścią polskiego mistrza.

Świat:

Jeszcze jakiś czas temu kibice boksu pukaliby się w czoło, gdyby ktoś wspomniał o pojedynku Amira Khana z Saulem Alvarezem. Obu panów dzielą dwie kategorie wagowe, więc nikt nie brał pod uwagę takiej konfrontacji. Do czasu. 7 maja Alvarez i Khan skrzyżują rękawice w umownym limicie 155 funtów. Nam nie pozostaje nic innego, jak zakreślić tę datę w kalendarzu. Oczywiście na czerwono.

*****

Tyson Fury wypalił w jednym z wywiadów, że być może zakończy karierę. Gadał coś o tym, że wszedł na szczyt i nikomu nie musi już nic udowadniać. Brytyjczyk znany jest z tego, że co dwie minuty mówi co innego, więc w kolejnym wywiadzie przedstawił swoją „listę życzeń”. Znalazły się na niej trzy nazwiska: Władimir Kliczko, Deontay Wilder i Anthony Joshua. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić wagę ciężką bez Tysona, więc lepiej, żeby jeszcze nie wieszał rękawic na kołku. Tym bardziej, że ma tu jeszcze trochę do posprzątania.

*****

Teraz złapcie głęboki oddech. Brytyjski tabloid „The Sun” napisał, że Tyson Fury otrzymał propozycję walki z Władimirem Kliczką na… prywatnym jachcie, który mógłby pomieścić raptem 120 osób. Taką ofertę Brytyjczyk dostał podobno od jakiegoś bajecznie bogatego szejka. Bilety na walkę miałyby kosztować… milion dolarów za sztukę! Albo ktoś ma wybujałą wyobraźnie, albo świat zwariował.

*****

Jednego dnia gruchnęła informacja, że kolejnym rywalem Luisa Ortiza będzie Aleksander Dimitrenko. Tak, tak, ten sam, który kiedyś zemdlał ze strachu przed walką z Albertem Sosnowskim. Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że ta informacja jest już nieaktualna, bo Dimitrenko zażądał więcej kasy i do jego pojedynku z Ortizem jednak nie dojdzie. Nie dziwcie się Ukraińcowi, że z dnia na dzień podbił stawkę. Chciał przynajmniej godziwie zarobić za lanie życia.

*****

Floyd Mayweather właśnie rozpoczął tournee po Europie, podczas którego będzie spotykał się z fanami. Do Polski się nie wybiera, ale możecie go złapać na przykład w Wielkiej Brytanii. Wejściówki na spotkanie z panem pięściarzem kosztują podobno nawet 500 funtów. Fotek lepiej nie próbujcie sobie z nim pstrykać, bo to dodatkowo płatna usługa. Można sobie dorabiać na emeryturze… A jakże.

Floyd Mayweather zgodnie z planem wygrał z Andre Berto i dzisiaj legitymuje się magicznym bilansem 49-0. Amerykanin po walce potwierdził swoje wcześniejsze deklaracje, że odchodzi na bokserską emeryturę. Jedni wierzą w słowa Floyda, inni nie. Trudno zgadnąć, co siedzi w głowie króla P4P, ale należy pamiętać o tym, że pięściarze są jak politycy i często zmieniają zdanie. To, co dzisiaj jest pewne, jutro staje się nieaktualne. Oczywiście w przypadku Floyda tak nie musi być i faktycznie to mogła być jego ostatnia walka. Choć… Do tego wątku wrócimy jeszcze pod koniec tekstu.

Historia zna wiele przypadków pięściarzy, którzy wyciągali rękawice z szafy i wracali na ring, bo skończyła im się kasa a długi rosły. Floyda to nie dotyczy, bo zarobił tyle forsy, że pewnie nawet nie jest w stanie się jej doliczyć. Za ostatni kontrakt z telewizją Showtime zgarnął kwotę, za którą spokojnie mógłby otworzyć bank i udzielać kredytów i pożyczek – (Guerrero – 32 mln, Alvarez – 41,5, Maidana 2×32 mln, Pacquiao – 200 mln, Berto 32 mln + wpływy z PPV).

Zatrzymajmy się chwilę przy ostatnim kontrakcie Mayweathera z telewizją Showtime, bo słychać głosy, że Floyd toczył w tym czasie nudne walki i dobierał sobie łatwych rywali. Po części można zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że więcej emocji jest na grzybobraniu niż w pojedynkach Amerykanina. Racja, jeśli ktoś lubi bijatyki, efektowne wymiany i walki cios za cios, to na walkach Mayweathera mógł ziewać i rozglądać się za poduszką. Floyd jest geniuszem defensywy i na tym opiera swój boks. Jego ostatnich walk nie będziemy wspominać latami. Wychodził, robił swoje i wygrywał. Zwykle po pojedynkach wyglądał tak, jakby przed chwilą opuścił salon kosmetyczny. Do bijatyki, ale tylko w pewnym fragmencie ich pierwszej konfrontacji, zmusił go jedynie Marcos Maidana. Pozostali rywale tańczyli tak, jak zagrał im Floyd.

Czy „Money” wypełniając kontrakt z Showtime, dobierał sobie słabych przeciwników? Długo można byłoby dyskutować na ten temat. Robert Guerrero i Andre Berto nie byli zbyt ciekawymi opcjami, ale na wybór Canelo Alvareza, Marcosa Maidany czy Manny’ego Pacquiao nie można marudzić. Pojedynek z Filipińczykiem był oczywiście odgrzewanym kotletem i okazał się sporym rozczarowaniem, ale przecież do Floyda nie możemy mieć o to żadnych pretensji. On swoje w ringu zrobił, a że rywal nie dostosował się do mistrzowskiego poziomu, to już nie jego problem.

To nie jest tak, że Mayweather posprzątał na całym podwórku i nie ma już nic do roboty. W kolejce do niego stoją przecież – Amir Khan, Keith Thurman, Danny Garcia i kilku innych gości. Najbardziej żądny walki z Floydem jest/był Khan, który na swoją szansę czeka już od dawna. Gdyby się jeszcze Floydowi chciało, to ma, w czym przebierać.

Kusić powinna go też perspektywa pobicia rekordu Rocky’ego Marciano. Przecież jest o krok od tego, żeby przejść do historii boksu z rekordem 50-0. Ma go na wyciągnięcie ręki. To tak samo, jakby dostać numer telefonu od najładniejszej dziewczyny w szkole i nie zadzwonić. Z takich okazji po prostu nie wypada rezygnować. Dlatego Floyd pewnie jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Poza tym potrafi liczyć pieniądze…

Krzysztof Smajek

Polska:

„Nie będzie walki Wach vs Rekowski. Za namową promotora AW, Rex chce absurdalnej kasy. A sami płacili mu za ME 1/3 tego, co mu zaoferowaliśmy” – napisał w piątek na Twitterze Mateusz Borek. – Obliczyliśmy wszelkie koszty związane między innymi z przygotowaniami i okazało się, że nie zostałoby z tego Marcinowi 10 tysięcy euro, a to w wadze ciężkiej za trudny pojedynek nie są duże pieniądze – to z kolei słowa Andrzeja Wasilewskiego cytowanego przez ringpolska.pl. Nie będziemy się tutaj wymądrzać, bo nie siedzieliśmy przy negocjacyjnym stole, ale przynajmniej wiemy, że rozeszło się o pieniądze. Szkoda, bo walka zapowiadała się interesująco. To po pierwsze. Po drugie, po tym pojedynku łatwiej byłoby ułożyć ranking wagi ciężkiej w Polsce.

*****

Krzysztof Włodarczyk jednak nie wystąpi podczas planowanej na 14 sierpnia gali w Newark. „Diablo” nie walczył już prawie od roku i jeśli tak dalej pójdzie, to zacznie rdzewieć. Wprawdzie jego nazwisko wymieniane jest w kontekście gali Polsat Boxing Night, gdzie miałby walczyć z Mateuszem Masternakiem, ale ten pojedynek wydaje się mało prawdopodobny. Raczej jego promotorzy muszą szukać dla niego innych opcji.

*****

Mateusz Masternak w rozmowie z „Super Expressem” poskarżył się, że nie ma kontaktu ze swoimi promotorami. „Od dwóch tygodni piszę do nich e-maile i nie ma odpowiedzi. Z Kalle tak bywa, czasem bracia są mocno zagubieni. Niestety, to od nich zależy moja kariera. Mam kontrakt ważny do końca roku, jeszcze nie wiem, czy zostanie przedłużony – powiedział „Master”. Dla Polaka chyba lepiej, żeby kontrakt nie został przedłużony, bo wydaje się, że grupa Sauerlanda straciła pomysł na jego karierę.

Świat:

Carl Froch zawiesił rękawice na kołku. Szkoda – to jedyne słowo, które ciśnie się na usta, ale z drugiej strony, trzeba uszanować decyzję Brytyjczyka. Froch walczył z najlepszymi, był właścicielem pasów WBC, IBF i WBA w wadze super średniej, ale przede wszystkim był wojownikiem, którego walki oglądało się z wypiekami na twarzy. Teraz będzie ekspertem telewizji Sky Sports.

*****

Floyd Mayweather rozpoczął przygotowania do wrześniowej walki. Jednak nadal nie znamy nazwiska jego rywala, ale według ostatnich doniesień podobno najwyżej stoją akcje… Andre Berto. To nazwisko nikogo nie rzuca na kolana, ale my nie mamy nic do gadania. Przecież to król P4P decyduje o wszystkim… A tak na marginesie, ESPN informuje, że Floyd za wrześniowy pojedynek ma przytulić około 35 milionów dolarów. Grosze w porównaniu z ponad dwustoma milionami, które zgarnął za walkę z Pacquiao.

*****

Tyson Fury już rozpoczął śmieciowe gadanie przed walką z Władimirem Kliczką. „Gypsy King” zapowiedział, że wyrwie serce Władimirowi i nakarmi nim Witalija. Aż strach pomyśleć, co będzie wygadywał Fury w kolejnych tygodniach. Pewnie posunie się dalej niż David Haye, który „obcinał” głowy ukraińskim braciom. W najbliższy wtorek odbędzie się pierwsza konferencja z udziałem Kliczki i Fury’ego. Może być ciekawie.

*****

Mariusz Wach i Tony Thompson byli wymieniani wśród kandydatów do walki z Anthonym Joshuą we wrześniu, ale ostatecznie Brytyjczyk w tym terminie skrzyżuje rękawice z Gary Cornishem. Szkot legitymuje się ładnym dla oka bilansem 21-0, ale powoli musi oswajać się z myślą, że wkrótce straci zero ze swojego rekordu.

Przegląd walk:

Chris Arreola, który był przymierzany do walki z Deontayem Wilderem, zaledwie zremisował z przeciętnym Fredem Kassim podczas gali w El Paso. Co tu dużo pisać, Amerykanin zaczyna rozmieniać się na drobne. Jeśli dostanie walkę o tytuł mistrzowski, będzie to wielka kpina.

Podczas tej samej gali na ring wrócił Julio Chavez Jr., który wygrał na punkty z Marco Reyesem, ale nikogo nie zachwycił. Warto dodać, że Meksykanin nie zrobił wagi przed walką. Widać, że facet poważnie podchodzi do boksu.

Na gali w El Paso bardzo dobrą walkę dali Carl Frampton i Alejandro Gonzalez Jr. Brytyjczyk w pierwszej rundzie był dwa razy liczony, ale później wziął się do roboty i obronił pas IBF kategorii super koguciej.

Serial pt. „Abraham vs Stieglitz” dobiegł końca. „Król Artur” znokautował w szóstej rundzie rywala i po raz czwarty z rzędu obronił tytuł mistrza świata kategorii super średniej federacji WBO. Piąta walka tych panów nie ma już sensu, bo przecież wiadomo, kto jest lepszy.

19-letni Vicent Feigenbutz już na poważnie zaczął rozpychać się łokciami na zawodowych ringach. Młokos z Niemiec po zwycięstwie nad Mauricio Reynoso zdobył w sobotę pas federacji WBA wersji tymczasowej. Grupa Sauerlanda będzie miała z tego chłopaka jeszcze sporo radości (czytaj: pieniędzy).

David Price po przegranej przez nokaut z Erkanem Teperem powinien wziąć przykład z Artura Bińkowskiego i „spakować kredki do piórnika”. Brytyjczyk z taką obroną nie ma czego szukać wśród ciężkich.

Polska:

14 sierpnia na gali Premier Boxing Championship w Prudential Center w Newark zaprezentuje się czterech polskich pięściarzy – Krzysztof Głowacki, który powalczy o pas federacji WBO z Marco Huckiem, Artur Szpilka, Maciej Sulęcki i Kamil Łaszczyk. Możliwe, że do tego grona dołączy jeszcze Krzysztof Włodarczyk. Super sprawa. Oby tylko „Szpila” i spółka mieli bardziej wymagających rywali niż ostatnio, bo obijanie kelnerów na dłuższą metę nie ma sensu.

*****

Fajne walki przechodzą koło nosa Mariuszowi Wachowi. Gdy w koszu wylądował pomysł jego pojedynku z Joshuą, na horyzoncie pojawiła się opcja walki na HBO z niepokonanym Luisem Ortizem. „Wiking” nie podjął rękawicy, bo było zbyt mało czasu na przygotowania. Słuszna decyzja, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że Mariusz traci kolejną ciekawą opcję. Oby nie spalił na panewce jego występ na Polsat Boxing Night, bo czas ucieka a jego kariera nie idzie do przodu.

Świat:

Przetarg nie był potrzebny. Obozy Władimira Kliczki i Tysona Fury’ego dogadały się i obaj panowie skrzyżują rękawice 24 października w Dusseldorfie. Niezadowolony z takiego obrotu sprawy był Władymir Hriunow, który chciał wyłożyć aż 18 milionów dolarów na organizację tego pojedynku. Dla Ukraińca będzie to dziewiętnasta obrona tytułu w wadze ciężkiej. Wszystko wskazuje na to, że Kliczko będzie miał ręce pełne roboty, bo Fury to strasznie nieprzewidywalny gość, który sporo potrafi. Spekuluje się, że Brytyjczyk za ten pojedynek ma zarobić prawie 8 mln zielonych.

*****

Peter Fury to facet, który chyba ma skłonności do fantazjowania. Wujek a zarazem trener Tysona Fury’ego wpadł na pomysł, aby jego syn Hughie podczas gali w Dusseldorfie skrzyżował rękawice z… będącym na emeryturze Witalijem Kliczką. Pomysł absurdalny, ale czego się nie robi, żeby uzyskać odrobinę rozgłosu.

*****

Kontakt z rzeczywistością stracił też Serafim Todorow, który chce walki z Floydem Mayweatherem. Mało tego, Bułgar uważa, że pojedynek z nim to obowiązek Floyda. Przypomnijmy, Todorow wygrał z Amerykaninem podczas Igrzysk Olimpijskich w Atlancie, ale na zawodowych ringach praktycznie nie zaistniał. Teraz w wieku 46 lat buduje wielką formę i chce walki z królem P4P. Panie Todorow, odstaw pan gorzałę.

*****

Federacja WBO zabrała Floydowi Mayweatherowi pas wagi półśredniej, który zdobył w walce z Mannym Pacquiao. Powód? „Money” nie zastosował się do zaleceń federacji (miał się zrzec tytułów w kategorii super półśredniej i zapłacić 200 tys. dolarów opłaty sankcyjnej). Myślicie pewnie, że Floyd jest nieźle wkurzony na włodarzy WBO. Nic z tego. – Floyd bawi się za setki milionów, które zarobił dzięki swoim ostatnim występom i decyzja WBO ma zerowy wpływ na to, co robi – powiedział na łamach Boxingscene Leonard Ellerbe, dyrektor operacyjny Mayweather Promotions.

*****

Obóz Shannona Briggsa zaoferował Deontayowi Wilderowi dwa miliony dolarów za walkę. Mistrz świata nad tą propozycją nie powinien się zastanawiać dłużej niż pięć minut. Nic, tylko brać. Easy money. Chyba, że Wilder ma jakieś obawy…

*****

Na koniec hitowa informacja – znamy termin walki Saul Alvarez vs Miguel Cotto. Panowie skrzyżują rękawice 21 listopada! O tym pojedynku mówiło się już od dłuższego czasu. Na szczęście w miarę szybko się dogadano i pod koniec roku możemy liczyć na grzmoty. Na zwycięzcę już czeka Giennadij Gołowkin.

Przegląd walk:

Sporo działo się w ostatni weekend.

W walce o tytuł mistrza świata federacji WBA wagi ciężkiej (tak naprawdę o wicemistrzostwo lub zwykły pasek, jak kto woli) Rusłan Czagajew już w pierwszej rundzie znokautował Francesco Pianetę. Niemiec włoskiego pochodzenia zaprezentował się fatalnie i na poważne propozycję już raczej nie może liczyć. Walka bez historii.

Podobny pojedynek miał miejsce w Manchesterze, gdzie Aleksandar Ustionow pokonał przez techniczny nokaut w drugiej rundzie Travisa Walkera. Amerykanin, który kiedyś uważany był za solidnego pięściarza, dziś jest bumem, na którego aż żal patrzeć.

W pojedynku kategorii super półśredniej na gali Premier Boxing Champions Willie Nelson znokautował w dziewiątej rundzie Tony’ego Harrisona. To spora niespodzianka.

W pojedynku wieczoru na gali ESPN Premier Boxing Champions w Tampie Keith Thurman pokonał przez techniczny nokaut w dziewiątej rundzie Luisa Collazo i obronił tytuł mistrza WBA wagi półśredniej. Po pojedynku Amerykanin rzucił rękawice Floydowi Mayweatherowi, który pewnie nawet nie pochyli się nad tą propozycją.

Kolejne zwycięstwo na zawodowych ringach odniósł Patryk Szymański, który już w pierwszej rundzie pokonał Maurice’a Louishomme. Fajnie ogląda się Patryka w ringu, bo jest on zabójcą o twarzy dziecka, ale w jego przypadku nadszedł już czas na trochę bardziej wymagających rywali.

Po walce Mayweather vs Pacquiao w eterze słychać jeden wielki jęk zawodu. Jedni czepiają się Floyda, bo walczył asekuracyjnie, bez ryzyka i bezpiecznie dla siebie. Inni mają pretensje do Manny’ego za to, że atakował sporadycznie i nie zmusił rywala do większego wysiłku. Wszyscy wokół szukają winnych, bo pojedynek, który miał być przecież walką stulecia, był nudniejszy od wyścigu ślimaków.

Wrzućcie na luz. Była walka i po walce. Jutro nikt nie będzie o niej pamiętał. W naszych głowach i tak pozostaną tylko cyferki, bo to był skok stulecia na kasę. Główni bohaterowie wieczoru zarobili krocie, wygenerowali niesamowite przychody i pokazali, że na tym świecie nie ma żadnych limitów finansowych. Jeszcze nie wiemy, ile sprzedano pakietów PPV, ale w ciemno można założyć, że pobite zostaną wszystkie rekordy, a tym samym kieszenie głównych bohaterów wieczoru, zostaną wypchane do granic możliwości.

Nie możemy mieć pretensji do obu pięściarzy za to, że za marnej jakości widowisko przytulili tak ogromną kasę. Dawali forsę, to wzięli. Proste. Przecież Floyd ani Manny nikomu nie przystawiali pistoletów do głowy i nie kazali kupować biletów czy płacić  za PPV.  Ktoś w tym momencie stwierdzi z żalem, ale przecież to miała być walka stulecia?! Dla potrzeb marketingowych konfrontację Floyda z Mannym można było nazwać nawet kosmicznym pojedynkiem. Rzecz w tym, kto by w to uwierzył.

W walkę stulecia uwierzyło bardzo wielu i nie ma się co dziwić, bo od kilku lat mieliśmy to równanie wpajane do głowy. Floyd + Manny = walka stulecia. Teraz nie ma sensu gdybać, czy 4-5 lat temu pojedynek tych dżentelmenów przerodziłby się w ringową wojnę i porwałby tłumy. Tego się nie dowiemy. Jedno jest pewne, kilka lat temu konfrontacja Mayweather vs Pacquiao nie wygenerowałaby aż takich przychodów. Dlatego odwlekano ją aż do tego momentu.

Jednak przed sobotnią walką Floyda z Mannym wszyscy wiedzieli, że będą jeść odgrzewanego, trochę starego kotleta, a teraz wszyscy jak jeden mąż udają zdziwionych, że ten kotlet był niesmaczny i boli po nim brzuch. Nikt was nie nabił w butelkę. Sami się nabiliście, jeśli liczyliście na wielkie grzmoty w Las Vegas.

*****

Na koniec mała zabawa z cyferkami, bo w końcu je mamy zapamiętać po tym pojedynku. Nie wiemy jeszcze, ile dokładnie Floyd i Manny zarobią za walkę w MGM Grand, ale załóżmy, że „Money” otrzyma 120 mln a Manny 80 mln (będzie tego w obu przypadkach o wiele więcej).

Mayweather wyprowadził w walce 435 ciosów, czyli za każdy cios zarobił około 275 tysięcy dolarów.

Pacquiao wyprowadził 429 ciosów, czyli jego  jeden cios był wart 186 tysięcy zielonych.

Było warto. Rewanż? Kto by to chciał oglądać.

manny

Już tylko godziny dzielą nas od walki Floyda Mayweathera z Mannym Pacquiao. O ich konfrontacji mówiło się już od dobrych kilku lat, ale panowie dopiero teraz, po latach burzliwych negocjacji, wejdą do ringu. Ten pojedynek to taki trochę odgrzewany kotlet, bo między linami nie zobaczymy najlepszej wersji ani Floyda, ani Manny’ego, ale to nie będzie byle jaki kotlet. Impreza w MGM Grand  w Las Vegas wygeneruje przychód w wysokości około 400 milionów dolarów.

Rzućcie okiem na te liczby, ale wcześniej weźcie głęboki oddech, bo od tych cyfr może zakręcić się w głowie:

– Amerykanie za PPV muszą zapłacić 99 dolarów (ponad 350 zł)

– Najtańszy bilet na galę kosztował 1500 dolarów, najdroższy aż 351 tysięcy dolców. Aż strach to przeliczać na złotówki, ale przeciętny Kowalski musiałby z 50 lat spłacać kredyt za najdroższy bilet na galę. Przewiduje się, że zysk ze sprzedaży biletów wyniesie 74 miliony dolarów.

– Floyd i Manny powalczą o trzy pasy, ale jeden z nich będzie wyjątkowy. Chodzi o pas federacji WBC, który został wykonany z kilograma złota i 3000 szmaragdów i podobno jest wart… milion dolarów.

– 165 tysięcy dolarów, tyle podobno zapłaciła TVP za prawa do transmisji walki.

– Po raz pierwszy w historii trzeba będzie zapłacić za bilet na ceremonię ważenia. Jego cena to 10 dolców, ale cała kasa z tego tytułu zostanie przeznaczona na cele charytatywne. Ufff.

– Na koniec kilka słów o gażach głównych bohaterów. Mayweather ma zagwarantowane 120 mln dolarów, na konto Pacquiao wpłynie o 40 mln mniej. Panowie wyciągną jeszcze więcej, bo do tych kwot trzeba doliczyć także zyski ze sprzedaży PPV. Świat oszalał i zwariował.

Do tej walki prędzej czy później musiało dojść, bo za duże pieniądze leżały na stole, aby przejść obok nich obojętnie. Pojedynek Mayweather vs Pacquaio awizowany jest jako „walka stulecia”. Pod względem finansowym na pewno nie ma sobie równych. Jednak otwarte pozostaje pytanie, czy w ringu będą fajerwerki?