Posts Tagged ‘ewa brodnicka’

Za nami pierwsza konferencja prasowa przed galą Polsat Boxing Night, na której z ust bohaterów imprezy padły pierwsze deklaracje. Zdecydowanie najwięcej do powiedzenia miał Francisco Palacios, który zapowiedział, że udzieli surowej lekcji boksu Michałowi Cieślakowi. „Czarodziej” swoimi wypowiedziami przyćmił nawet profesora śmieciowego gadania – Rafała Jackiewicza, który tym razem był wyjątkowo grzeczny. 

Podczas konferencji najmniej do powiedzenia mieli Marcin Rekowski i Andrzej Wawrzyk. Jednak nie ma w tym nic dziwnego, bo panowie są kumplami i nie będą się straszyć przed walką. Rekowski powiedział, że pojedynek z Wawrzykiem jest dla niego sportową szansą, a przy okazji chce zarobić parę złotych. Stwierdził również, że po walce może wypić piwko z Andrzejem. Było miło, grzecznie i kulturalnie. Jeśli 2 kwietnia panowie zostawią te uprzejmości w szatni, to z ringu mogą lecieć iskry. A później niech sobie idą na piwo. Jeszcze jedno, Andrzej Wawrzyk w jednym z wywiadów po konferencji po raz kolejny zgłosił chęć walki z Tomkiem Adamkiem.

Jak zwykle bardzo pewna siebie była Ewa Brodnicka, która zapewniała, że da sobie radę z presją. Właścicielka pasa EBU dodała także: Słyszałam, że moja rywalka chce zakończyć walkę przed czasem. Torti jest prawniczką, ale nie uda jej się obronić przede mną (…) 2 kwietnia pokażę mój talent i lepszą Ewę Brodnicką niż w ostatnim pojedynku.”

Wyjątkowo grzeczny i stonowany (jak na siebie) był profesor śmieciowego gadania – Rafał Jackiewicz. „Wojownik” przyzwyczaił do tego, że świetnie nakręca atmosferę przed walką, ale tym razem nie częstował nas oryginalnymi tekstami. Nocnika też nie przyniósł. Choć trochę próbował kpić z Syrowatki. Poza tym mówił, że nie będzie już lepszy niż jest. „Jestem już stary, ale trzymam pewien poziom. Spodziewam się trudnej walki” – stwierdził. No i miał na sobie t-shirt z wymownym hasłem „Jackiewicz przebudzenie mocy”.

Stonowany w swoich wypowiedziach był też Michał Syrowatka, który stwierdził, że zdecydował się na rewanż, bo chce sprawdzić samego siebie. Wytłumaczył się też z porażki w pierwszej walce z Jackiewiczem: wtedy coś nie zagrało. Na co Jackiewicz odparł: zagrało w czwartej rundzie. Syrowatka złożył też ważną deklarację: chcę dać świetną walkę i mądrzej boksować. Co oznacza mądrzej boksować? „Nie iść z ryjem wysuniętym do przodu” – wytłumaczył. Zapytany przez Mateusza Borka o presję stwierdził: czuję mniejszą niż ostatnio.

Z wypowiedzi Mateusza Masternaka wynotowaliśmy dwa ciekawe zdania. Pierwsze zabrzmiało bardzo groźnie: będę się mścił na Eriku Fieldsie. Drugie było już łagodniejsze: będę się karmił energią polskiej publiczności. Poza tym „Master” nie ukrywał zadowolenia, że znów trenuje pod okiem Andrzeja Gmitruka. Jego rywal – Eric Fields coś tam gadał, że Masternak nie pokazuje w ringu niczego spektakularnego, ale złożył też odważną deklarację: jadę do Polski po zwycięstwo, chcę żeby publika zamilkła. Widać, że facet w gadce jest mocny. Zobaczymy, czy da radę uciszyć polską publiczność.

Dużo do powiedzenia miał Francisco Palacios. Praktycznie w każdej swojej wypowiedzi straszył Michała Cieślaka. „W mojej krwi nie ma nawet kropli tchórzostwa (…) Na pogrzebie mojego brata obiecałem mu, że zostanę mistrzem świata. Muszę to zrobić, więc Cieślak jest kolejną przeszkodą. Zamierzam dać mu prawdziwą szkołę boksu i zaczarować go w ringu (…) Przyjadę do Polski, żeby zlać Cieślaka.” Wygląda też na to, że Michał będzie musiał płacić za nieswoje rachunki. „Nawet, jeśli to nie on nazwał mnie tchórzem, to właśnie on zapłaci za te słowa.”

Michał Cieślak nie zamierzał odpowiadać na zaczepki Palaciosa. Widocznie uznał, że wystarczy jak balonik pompuje jego rywal. Ponadto stwierdził, że to nie on nazwał „Czarodzieja” tchórzem. „Nie wahałem się ani chwili, żeby wziąć pojedynek z Palaciosem (…) Jestem dobrze przygotowany i spokojny o tę walkę (…) Może to być mój najtrudniejszy pojedynek w karierze.” W sumie nuda, ale Cieślak na pewno nie będzie nudny w ringu. I raczej nie zapłaci tego rachunku, o którym wspominał Palacios.

Tomek Adamek tym razem nie przekonywał nas o swojej szybkości, ale widać, że zdaje sobie sprawę, po co wyjdzie do ringu 2 kwietnia. „Dla mnie to jest walka o wszystko. Jeśli przegram, będzie to moja ostatnia walka… ” – Ale nie będzie to ostatnia – szybko dodał. (…) Pokażę, że 39-letni Adamek potrafi wygrywać z najlepszymi. Rzucił też uniwersalne i ponadczasowe hasło: ring zweryfikuje wszystko.

Podobne plany do Adamka ma Eric Molina, który zapowiedział, że jest w świetnej formie i przyjeżdża do Polski po wygraną. „Mam wiele do stracenia. Jeśli przegram, stanę się chłopcem do bicia” – powiedział były pretendent do tytułu mistrza świata federacji WBC. Wysłał też „Góralowi” wiadomość: bądź gotowy, nadchodzę.

To by było na tyle. Jednak pamiętajmy, że buńczuczne wypowiedzi pięściarzy na konferencjach są jak strzały ślepakami. Dlatego trzeba je traktować z dużą rezerwą, ale mimo wszystko warto zapamiętać, bo później można niektórych krzykaczy rozliczyć z ich słów.

Reklamy

Polska:

Znamy już prawie całą kartę walk gali Polsat Boxing Night. Rywalem Tomka Adamka ma być Eric Molina, czyli gościu, który niedawno walczył z Deontayem Wilderem o pas WBC. W pewnym momencie Wilder nawet tańczył w rytm muzyki Moliny, ale do sensacji wtedy nie doszło. Przed „Góralem” bardzo trudne zadanie, ale jeśli chce się jeszcze liczyć w tej branży, musi pokonać Molinę.

Wszystko wskazuje na to, że podczas gali PBN Andrzej Wawrzyk skrzyżuje rękawice z Marcinem Rekowskim. Jest to bardzo ciekawe zestawienie, bez wyraźnego faworyta. Na gali PBN zobaczymy też Ewę Brodnicką, która po raz pierwszy będzie broniła wywalczonego w grudniu pasa EBU.

*****

Prawdopodobnie kolejnym rywalem Krzysztofa Głowackiego będzie Steve Cunningham. Do walki tych panów ma dojść w kwietniu. Jest jednak jedno małe „ale”. Otóż do pojedynku z Głowackim bardzo pali się Aleksandr Usyk, który jest obowiązkowym pretendentem. Jego promotorzy domagają się, żeby „Główka” w pierwszej kolejności walczył z ich pięściarzem. Mało tego, straszą, że jeśli tak się nie stanie, to Polak zostanie pozbawiony tytułu. – Jeśli dostaniemy pismo od federacji, to wtedy będziemy się odnosić. Teraz ciągle negocjujemy z Cunninghamem, ale w zanadrzu mamy też kilka rezerwowych opcji – mówi w rozmowie z „Super Expressem” Andrzej Wasilewski. Panie Usyk, cierpliwości. Zdąży się pan jeszcze zapoznać z pięścią polskiego mistrza.

Świat:

Jeszcze jakiś czas temu kibice boksu pukaliby się w czoło, gdyby ktoś wspomniał o pojedynku Amira Khana z Saulem Alvarezem. Obu panów dzielą dwie kategorie wagowe, więc nikt nie brał pod uwagę takiej konfrontacji. Do czasu. 7 maja Alvarez i Khan skrzyżują rękawice w umownym limicie 155 funtów. Nam nie pozostaje nic innego, jak zakreślić tę datę w kalendarzu. Oczywiście na czerwono.

*****

Tyson Fury wypalił w jednym z wywiadów, że być może zakończy karierę. Gadał coś o tym, że wszedł na szczyt i nikomu nie musi już nic udowadniać. Brytyjczyk znany jest z tego, że co dwie minuty mówi co innego, więc w kolejnym wywiadzie przedstawił swoją „listę życzeń”. Znalazły się na niej trzy nazwiska: Władimir Kliczko, Deontay Wilder i Anthony Joshua. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić wagę ciężką bez Tysona, więc lepiej, żeby jeszcze nie wieszał rękawic na kołku. Tym bardziej, że ma tu jeszcze trochę do posprzątania.

*****

Teraz złapcie głęboki oddech. Brytyjski tabloid „The Sun” napisał, że Tyson Fury otrzymał propozycję walki z Władimirem Kliczką na… prywatnym jachcie, który mógłby pomieścić raptem 120 osób. Taką ofertę Brytyjczyk dostał podobno od jakiegoś bajecznie bogatego szejka. Bilety na walkę miałyby kosztować… milion dolarów za sztukę! Albo ktoś ma wybujałą wyobraźnie, albo świat zwariował.

*****

Jednego dnia gruchnęła informacja, że kolejnym rywalem Luisa Ortiza będzie Aleksander Dimitrenko. Tak, tak, ten sam, który kiedyś zemdlał ze strachu przed walką z Albertem Sosnowskim. Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że ta informacja jest już nieaktualna, bo Dimitrenko zażądał więcej kasy i do jego pojedynku z Ortizem jednak nie dojdzie. Nie dziwcie się Ukraińcowi, że z dnia na dzień podbił stawkę. Chciał przynajmniej godziwie zarobić za lanie życia.

*****

Floyd Mayweather właśnie rozpoczął tournee po Europie, podczas którego będzie spotykał się z fanami. Do Polski się nie wybiera, ale możecie go złapać na przykład w Wielkiej Brytanii. Wejściówki na spotkanie z panem pięściarzem kosztują podobno nawet 500 funtów. Fotek lepiej nie próbujcie sobie z nim pstrykać, bo to dodatkowo płatna usługa. Można sobie dorabiać na emeryturze… A jakże.

Na karcie walk gali w Łomiankach znalazły się trzy pojedynki kobiet. To niezwykle rzadko spotykana sytuacja w świecie boksu. Głównymi bohaterkami wieczoru były: Karolina Łukasik, Sasza Sidorenko i Ewa Brodnicka, która po zwycięstwie nad Elfi Philips została mistrzynią Europy w wadze lekkiej. Byliśmy tam z kamerą.

brodnicka

Takiego szumu, jaki przed swoją walką wywołały panie Brodnicka i Piątkowska dawno w polskim boksie nie było. Jeszcze dzień przed pojedynkiem dziewczyny kłóciły się o rękawice, w których miały walczyć. Po pojedynku, który zakończył się niejednogłośnym zwycięstwem Brodnickiej, od razu zaczęto dyskutować o werdykcie i rewanżowej walce. – Kiedyś do tego rewanżu może dojść. Natomiast podkreślam, jeśli do niego dojdzie, to tylko na moich warunkach – mówi w rozmowie z Po Gongu pięściarka Tymex Boxing Promotion.

Jaki smak ma zwycięstwo nad Ewą Piątkowską?

Ewa Brodnicka: Słodki, długo wyczekiwany, dający ogromną satysfakcję i ulgę po całej tej burzy medialnej. Przed walką byłam stawiana na straconej pozycji, ale udowodniłam, że za wcześnie mnie przekreślono. Czułam dużą presję otoczenia, bo ta walka niosła za sobą spory ciężar gatunkowy. Miałam wrażenie, że przygotowywałam się do tego pojedynku z pół roku, a przecież trenowałam dwa miesiące z lekkim hakiem. Dlatego satysfakcja ze zwycięstwa jest bardzo duża.

Czy ta walka jeszcze w piątek była zagrożona?

Zagrożona może nie, ale pojawił się spór o rękawice. W kontraktach było wpisane, jakie rękawice powinien dostarczyć nam organizator. Na liście znajdowały się między innymi Granty, ale ostatecznie do wyboru miałyśmy Everlasty lub Adidasy. Nowe, zapakowane, leżały na stole. Jednak okazało się, że Ewa chciała walczyć w Grantach, które przyniosła z domu. Mój team chciał, żeby organizator zapewnił nam takie same rękawice, ale że takich nie miał, to powstał problem. Ewa powiedziała do mnie, że walczy albo w Grantach albo wcale. Ostatecznie walczyłyśmy w Grantach, które załatwił Tomasz Babiloński, ale trochę czasu minęło zanim wszystko zostało ustalone.

Według regulaminu – w walce rankingowej – pięściarz może mieć swoje rękawice. Tylko osoba z komisji musi je przed walką obejrzeć.

Być może tak jest, ale nie spotkałam się wcześniej z czymś takim. Byłam przekonana, że rękawice załatwia organizator i byłam zaskoczona tym, że Ewa chciała walczyć w swoich. To nie jest tak, że nie chciałam boksować w Grantach. Po prostu zależało mi na tym, by mieć takie same rękawice jak rywalka, bo Granty naprawdę różnią się od Everlastów. W takich rękawicach jeszcze nie walczyłam. Można powiedzieć, że biłyśmy się na gołe pięści. W przyszłości chciałabym walczyć w bardziej europejskich rękawicach, bo po karierze bokserskiej zamierzam jeszcze coś robić i nie chcę się totalnie rozbić. Po walce chcieliśmy kupić te rękawice od Tomasza Babilońskiego, ale on sobie zażyczył za nie tysiąc euro. Nie skusiłam się na taką promocję.

Kolor rękawic ma aż takie znaczenie, bo o to też był spór? Wyszła z tego komedia.

Nie kłóciliśmy się o kolor. W mediach nie został przestawiony cały sens tego zamieszania i wyszło, że losowany był kolor rękawic. A to nieprawda. Chodziło o to, że to nie były nowe rękawice, więc żeby nikt nie miał do nikogo pretensji, zostały one wylosowane.

Oglądałaś już swoją walkę z Ewą Piątkowską?

W poniedziałek oglądałam powtórkę i muszę przyznać, że bardzo się denerwowałam. Prawie spadłam z krzesła. Najbardziej podobał mi się doping moich fanów, dali czadu.

Werdykt wywołał sporo dyskusji, bo sędziowie byli niejednomyślni. Jak Ty oceniasz punktację?

Wiem, że sporo się dyskutuje o werdykcie, ale za bardzo się tym nie przejmuję. Oglądając powtórkę, punktowałam walkę i wyszło mi, że wygrałam dwoma punktami. W boksie nie liczy się ciosów, które lądują na gardzie lub prują powietrze. Liczą się ciosy, które dochodzą do celu. W tym pojedynku byłam bardziej precyzyjna od Ewy i dlatego wygrałam. Pewnie nie byłoby tego zamieszania, gdybym zwyciężyła przez nokaut. Choć, wtedy mogłyby się pojawić komentarze, że moja trenerka podglądała Piątkowską na Legii. Wszystkim się nie dogodzi.

Celowałaś w tej walce w nokaut?

Nie myślałam o tym nawet przez chwilę. Tata mówił mi, że po którymś z moich prawych prostych Ewa się zachwiała, ale ja tego nie wyczułam. Od początku byłam mentalnie nastawiona na wygraną i nawet nokdaun w pierwszej rundzie nie zmienił mojej postawy. Nokautu nie szukałam, ale wydaje mi się, że Ewa chyba o nim myślała. I to ją zgubiło, bo jak się myśli o nokaucie, to zazwyczaj nic z tego nie wychodzi.

Wiele osób zarzuca Ci, że dużo klinczowałaś. Taki był plan na pojedynek?

Po prostu realizowałam niemiecki plan na walkę. Wprawdzie miałam w klinczu robić więcej rzeczy, ale nie zawsze mi to wychodziło. Nie zgadzam się jednak z opiniami, że ściągałam przeciwniczkę za głowę lub faulowałam. Podobnie boksuje Bernard Hopkins i nikt nie ma do niego o to pretensji. To są wymówki Ewy i trenera Gmitruka, który przecież mógł jej powiedzieć w narożniku, żeby odskakiwała czy kontrowała. Nie zrobił tego i dlatego Piątkowska walczyła na moich warunkach.

Po pojedynku promotorzy Ewy Piątkowskiej zaczęli zgłaszać zastrzeżenia do nieprawidłowego ich zdaniem ochraniacza na tułów, który miałaś na sobie. Kto wydał zgodę na walkę w takim ochraniaczu?

Ochraniacz przed walką sprawdził sędzia ringowy, który nie stwierdził żadnych nieprawidłowości. Pas nie wychodził poza spodenki, czyli był właściwej wielkości. Zresztą takie ochraniacze są zatwierdzane przez federacje podczas walk o prestiżowe pasy. Dlatego śmieszą mnie protesty promotorów Ewy. Ona miała na sobie bardzo podobny ochraniacz, który zasłaniał jej większą cześć brzucha. Cała sytuacja jest próbą podważenia i zdeprecjonowania mojego zwycięstwa.

Po takich walkach kibice zwykle czekają na rewanż. Jesteś chętna, żeby po raz drugi skrzyżować rękawice z Ewą Piątkowską?

W tym momencie jeszcze nie wiem, bo chciałabym się nacieszyć zwycięstwem i pomyśleć o kolejnych walkach, ale nie mówię nie. Kiedyś do tego rewanżu może dojść. Natomiast podkreślam, jeśli do niego dojdzie, to tylko na moich warunkach, bo teraz to ja godziłam się na wszystko. Bardzo zależało mi na tym pojedynku, więc szłam na ustępstwa. Tym razem to Ewie powinno bardziej zależeć.

Gdyby obóz przeciwniczki zaproponował rewanż – na przykład – za pół roku, to jaka byłaby dzisiaj Twoja odpowiedź?

Nie, bo w tym czasie planujemy zupełnie inną walkę. Możliwe, że jeszcze w tym roku stoczę jakiś pojedynek rankingowy, a potem chcemy powalczyć o pas. Muszę się skupić na tym, nie mogę myśleć tylko o Piątkowskiej. Jeszcze przed galą Polsat Boxing Night obie mówiłyśmy w wywiadach, że po walce nie będziemy miały ze sobą nic wspólnego i każda pójdzie w swoją stronę. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Teraz nie ma sensu planować rewanżu.

Topór wojenny został już między wami definitywnie zakopany?

Nadal się nie lubimy, ale sporo sobie wyjaśniłyśmy w ringu. Po pojedynku spotkałyśmy się w hotelu, Ewa podeszła do mnie, gdy stałam przy barku i powiedziała: to teraz możesz mi chyba postawić piwo. Nie odmówiłam, przy okazji zrobiłyśmy sobie selfie i zamieniłyśmy parę słów, a potem każda poszła w swoją stronę. Jednak przyjaciółkami już nie będziemy.

Jak długa jest Twoja droga po mistrzowski pas którejś z liczących się federacji?

Dominik Junge stwierdził, że mam wszystko, żeby być mistrzynią świata. Powiedział, że potrzebuje maksymalnie pół roku, żeby wyeliminować moje błędy i popracować nad defensywą. Po tym czasie możemy stanąć do dużych walk o pasy.

Czyli Dominik Junge już na stałe został Twoim trenerem?

Super nam się pracowało przed pojedynkiem z Piątkowską. Bardzo podoba mi się jego spokój i opanowanie. Czuję, że z tym trenerem mam szansę na duży rozwój. Za kilka dni będziemy rozmawiać o dalszej współpracy. Pewnie często będę jeździła do Niemiec na treningi, ale szczegółów jeszcze nie ustaliliśmy.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Już przed galą Polsat Boxing Night mówiono, że przystawki będą lepsze od dania głównego. I to się potwierdziło, choć nikt się chyba nie spodziewał, że danie główne będzie aż tak niesmaczne, a przystawki takie smakowite.

Walka wieczoru rozczarowała, bo Przemek Saleta był tylko tłem dla Tomka Adamka i nie wywołał wojny, którą zapowiadał przed pojedynkiem. Saletę możemy jednak w jakimś stopniu usprawiedliwić, bo w trakcie walki odnowiła mu się kontuzja barku i nie mógł używać lewej ręki. A jedną ręką z tak dysponowanym „Góralem” wygrać się nie dało. Gdyby Saleta miał dwie sprawne ręce też pewnie by nie wygrał, bo jego rywal w sobotę był w dobrej formie. Przede wszystkim był szybki, bił kombinacjami i nie dał się trafiać.

Co dalej z karierą Adamka? Pewnie może liczyć na kolejną ofertę od Polsatu. Na polskim podwórku świetnie sprzedałby się jego pojedynek z Krzysztofem Włodarczykiem, który myśli o przeprowadzce do kategorii ciężkiej. Smakowitym kąskiem byłaby też jego walka z Mariuszem Wachem, ale dzisiaj za wcześnie jest na takie spekulacje, bo zarówno Włodarczyk jak i Wach mają swoje plany. Zresztą „Góral” nie chce słyszeć o tych nazwiskach, bo twierdzi, że z kolegami walczyć nie będzie. Nie wiadomo, co z tych przymiarek wyjdzie, ale Adamka w ringu jeszcze zobaczymy, bo po łatwym zwycięstwie nad Saletą nabrał ochoty na kolejne pojedynki. Choć tak naprawdę nie wiemy na co go stać, bo sprawdzian z „jednorękim” Saletą nie dał nam zbyt wielu odpowiedzi.

Bardzo pyszną przystawką była walka Ewy Brodnickiej z Ewą Piątkowską. Panie zapowiadały, że w ringu rozpętają wojnę i słowa dotrzymały. Od pierwszego do ostatniego gongu walka trzymała w napięciu i nie było mowy o żadnej kalkulacji. Brodnicka podniosła się po nokdaunie w pierwszej rundzie i w dalszej części pojedynku pokazała, że ma charakter. Sędziowie nie byli jednomyślni – dwóch widziało wygraną Brodnickiej (77-75), jeden wypunktował zwycięstwo Piątkowskiej w stosunku 79-73. Werdykt wywołał sporo dyskusji, ale skoro pokonana stwierdziła, że był sprawiedliwy, to nie ma sensu drążyć tego tematu. Po takich walkach zawsze mówi się o rewanżu i w tym przypadku jest tak samo. Byłoby fajnie, gdyby panie jeszcze raz weszły do ringu, ale na razie królową jest Ewa Brodnicka i to ona musi się zgodzić na drugą konfrontację z Piątkowską.

Od razu po walce rewanżu z Nagy Aguilerą domagał się Marcin Rekowski, który doznał porażki w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. „Rex” prowadził na punkty, ale w samej końcówce walki przyjął straszną bombę, po której zataczał się, jakby właśnie wyszedł z baru po całonocnej imprezie. Jednak nie dał się wyliczyć i kontynuował walkę. Po chwili Aguilera przypuścił kolejny atak i sędzia Dariusz Zwoliński zakończył pojedynek. Niepotrzebnie, bo Rekowski, mimo że był zamroczony, panował nad sytuacją i od wygranej dzieliły go raptem 2-3 sekundy.

Rekowski był bardzo rozgoryczony tym faktem i po walce użył kilku mocnych słów. Co z tego? Wynik poszedł w świat i nikt mu już nie wykreśli porażki z rekordu. Sama walka była bardzo ładna dla oka, od pierwszej rundy nokaut unosił się w powietrzu. Przed pojedynkiem zachodziły obawy, że Aguilera wyjdzie do ringu tylko po wypłatę, ale nic takiego nie miało miejsca. Pięściarz pochodzący z Dominikany przyjechał dać dobrą walkę i swoje zrobił. Szkoda tylko, że pojedynek zakończył się w takich okolicznościach. Jednak Rekowski nie może mieć pretensji tylko do sędziego. Mógł skończyć Aguilerę wcześniej. Przecież okazji nie brakowało.

W pozostałych pojedynkach wszystko poszło zgodnie z planem. Michał Cieślak znów zrobił show i w ciągu rundy „spakował i odprawił” do domu swojego rywala. Po walce z Coxem po raz kolejny wywołał do tablicy Łukasza Janika, który wyraził zainteresowanie taką walką. Ten pojedynek mógłby być ozdobą kolejnej gali Polsat Boxing Night, której kartę walk można powoli układać.

Walka Adamek vs Saleta jest głównym daniem gali Polsat Boxing Night, ale smaczniejsze wydają się być przystawki. Zwłaszcza ta jedna. Mowa oczywiście o konfrontacji Ewy Brodnickiej z Ewą Piątkowską. Poza tym w łódzkiej Atlas Arenie zobaczymy między innymi Marcina Rekowskiego, dla którego walka z Nagy Aguilerą wcale nie musi być spacerkiem. 

– Czas pomału odchodzić z boksu – to słowa Tomasza Adamka, które wypowiedział po porażce z Arturem Szpilką. Minęło kilka miesięcy i „Górala” znów zobaczymy między linami. Pierwotnie zakładano, że konfrontacja z Przemkiem Saletą będzie jego pożegnalnym pojedynkiem, ale plany się zmieniły. Dzisiaj Adamek stawia sprawę jasno – jeśli w walce z Saletą będzie sobą, to pokusi się o kolejne pojedynki.

Adamek chce uciec przed bokserskim domem starości

 Adamek, żeby wrócić do wielkiego boksu, nie może tej walki tylko wygrać. Musi dominować, wygrać efektownie, przez KO” – pisze w swoim tekście na polsatsport.pl Przemek Garczarczyk. I ma sto procent racji, bo przecież Saleta od kilku lat, z małą przerwą na walkę z Andrzejem Gołotą, przebywa w bokserskim domu starości i nie powinien być dla „Górala” zbyt dużym wyzwaniem. Po porażkach z Głazkowem i Szpilką jedną nogą w bokserskim domu starości jest też Adamek, który jednak nie chce dostać tam stałego zameldowania.

Saleta w kilku wywiadach powtarzał, że jego plan na pojedynek jest prosty – wojna. Przede wszystkim zależy mu na tym, żeby zrobić show dla kibiców. Bukmacherzy i prawie wszyscy eksperci nie dają mu żadnych szans. I nie ma się, co dziwić, bo wszystkie argumenty (przede wszystkim szybkość) są po stronie byłego mistrza świata dwóch kategorii wagowych. Chyba pozostaje nam tylko, licytować się o to, ile rund potrwa ten pojedynek. Z tym ostatnim zdaniem nie zgodziłby się Zbigniew Raubo, który… prognozuje porażkę „Górala”. Po tych słowach niektórzy pewnie traktują go jako wariata, ale poczekajmy z tym osądem do soboty.

Przystawki smaczniejsze od dania głównego

Walka Adamek vs Saleta jest głównym daniem gali Polsat Boxing Night, ale smaczniejsze wydają się być przystawki. Zwłaszcza ta jedna. Mowa oczywiście o konfrontacji Ewy Brodnickiej z Ewą Piątkowską. Dawno w polskim boksie nie było takiego zamieszania wokół pojedynku. Panie szczypały się na każdym kroku, a słowa o „aspirowaniu do miana striptizerki” i „chłopięcej urodzie przeciwniczki” cytowały wszystkie sportowe media w naszym kraju.

Trzeba przyznać, że Ewy świetnie wypromowały swój pojedynek. W sumie to wypromowało go życie, bo pięściarki autentycznie się nie lubią. Ich walkę obejrzą nawet ci, którzy dzisiaj zaklinają się, że boks kobiet jest nudny i nikogo nie interesuje. O szansach w damskiej konfrontacji nie ma sensu się zbytnio rozpisywać, bo wygra ta, która lepiej wytrzyma ciśnienie.

Spore zainteresowanie wywołuje też pojedynek Miszkiń vs Gargula. W tym przypadku faworytem jest pięściarz grupy Sferis KnockOut Promotions, który ma też o wiele więcej do stracenia w tej walce, bo porażka może wyhamować jego karierę. Z kolei Gargula nic nie musi. Jeszcze niedawno odsiadywał długi wyrok w więzieniu, a teraz będzie walczył na największej gali w Polsce. Swoje już wygrał. Reszta w jego rękach, bo zwycięstwo w sobotę może otworzyć mu kolejne drzwi. Tylko, czy ktoś postawi pieniądze na wygraną faceta z anemią?

Rekowski nie może liczyć na spacerek

Pierwotnie rywalem Marcina Rekowskiego miał być Mariusz Wach. Panowie nawet spotkali się na konferencji prasowej, spojrzeli sobie w oczy, ale ostatecznie do ich pojedynku nie dojdzie, bo „Wiking” wybrał opcję z Powietkinem. Szkoda, bo to mogła być jedna z lepszych walk w historii Polsat Boxing Night. Ostatecznie „Rex” skrzyżuje rękawice z solidnym Nagy Aguilerą, który ma dobre nazwisko i spory bagaż doświadczeń. Walczył przecież z pięściarzami lepszymi od Rekowskiego i tylko dwa razy przegrał przed czasem. Polak nie może nastawić się na spacerek, ale jeśli chce się liczyć w tym biznesie, musi wygrać. Najlepiej efektownie.

Na gali w łódzkiej Atlas Arenie pokażą się też Kamil Szeremeta, Dariusz Sęk i Michał Cieślak. Najtrudniejsze zadanie stoi chyba przed Szeremetą, bo Patrick Mendy nie jest pięściarzem z łapanki i tanio skóry nie sprzeda. Kamil w ostatniej walce w Międzyzdrojach wypadł poniżej oczekiwań, więc teraz ma okazję do rehabilitacji. Na wpadkę nie może pozwolić sobie także Darek Sęk, który walczył już z lepszymi przeciwnikami niż Pedro Otas. Brazylijczyk ma ładny dla oka bilans, ale nabity na anonimowych rywalach. Z Polski powinien wyjechać z trzecią w karierze porażką.

W ciemno możemy założyć, że walka Michała Cieślaka z Shawnem Coxem nie potrwa całego dystansu. Polak ostatnio w ekspresowym tempie rozprawił się z Jarno Rosbergiem i pewnie w sobotę będzie chciał zrobić to samo. „Snajper” z Barbadosu na ostatnich siedem walk przegrał aż pięć razy (za każdym razem przed czasem) i wszystko wskazuje na to, że w sobotę zbierze solidny oklep.

Krzysztof Smajek