Posts Tagged ‘Ergo Arena’

pbn_nowe rozdanie

  • 24 czerwca odbędzie się gala Polsat Boxing Night 7. 
  • W karcie walk znajduje się osiem pojedynków. Jako danie główne zaserwowana będzie konfrontacja Tomasza Adamka z Solomonem Haumono. 
  • Gala awizowana jest hasłem „Nowe Rozdanie”.  W roli organizatora debiutuje Mateusz Borek. 
  • Jest kilku chętnych do skradnięcia show głównym bohaterom wieczoru. Najwięcej do stracenia ma Tomasz Adamek.
  • Przed PBN 7 jest sporo znaków zapytania. Najważniejsze pytanie brzmi:

Dla kogo będzie to nowe rozdanie?

Tak naprawdę na PBN każdy może coś dla siebie ugrać i trudno powiedzieć, kto ma najwięcej do zyskania. Wróbelki ćwierkają, że po gali w Ergo Arenie przed Tomaszem Adamkiem może otworzyć się ciekawa droga. – On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko – twierdzi Maciej Miszkiń.

Inni też mogą sporo zyskać. Adam Balski może mieć w CV byłego pretendenta do mistrzowskiego pasa. Krzysztof Głowacki, Mateusz Masternak, Maciej Sulęcki i Ewa Brodnicka mogą przejść kolejny korytarz, który prowadzi do walki o mistrzostwo świata. Łukasz Wierzbicki, Robert Talarek i Norbert Dąbrowski mogą się fajnie wypromować. Łukasz Janik może wrócić do gry. Jest się o co bić.

Kto ma najwięcej do stracenia? 

Tomasz Adamek, bo on już nie ma czasu na porażki. Przegrana z Haumono = emerytura. Na wpadki nie mogą pozwolić sobie ani Głowacki, ani Sulęcki, którzy na papierze są zdecydowanymi faworytami. Porażki mogłyby wyhamować ich kariery. Masternak to czołówka wagi junior ciężkiej i w pojedynku z Siłłachem musi to potwierdzić. Jeśli przegra, znów zrobi krok do tyłu. Kilka już takich w swoje karierze zrobił, więc na kolejny nie może sobie pozwolić.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Na co stać jeszcze czterdziestoletniego Tomasza Adamka? 

To jest pytanie za przysłowiowe sto punktów. „Góral” po raz trzeci wraca z emerytury, na którą tak naprawdę nigdy się nie wybrał. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale w jego przypadku tak to wyglądało. Po przegranych pojedynkach mówił, że czas kończyć karierę, ale za każdym razem się rozmyślał. W ostatniej walce z Erikiem Moliną wyglądał bardzo przyzwoicie, dał się jednak trafić i przegrał. W konfrontacji z Haumono nie może zagapić się nawet na chwilę, bo Australijczyk potrafi nokautować rywali. Janusz Pindera, który z bliska obserwował treningi Adamka, twierdzi, że jest on najlepiej przygotowany od wielu lat. Skoro tak, to z Haumono nie powinien mieć większych problemów.

Kto może skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Dzień przed galą show Adamkowi na pewno skradnie Ewa Brodnicka, czyli mistrzyni ceremonii ważenia. Tu Tomek i reszta nie będą mieli nic do powiedzenia. Chyba, że „Góral” założy gatki, w jakich w przeszłości paradował Artur Szpilka… Żarty na bok. Jeżeli Krzysztof Głowacki w efektowny sposób znokautuje rywala, pewnie będziemy o tym długo wspominać. Grzmoty mogą być w walce Masternaka z Siłłachem i Balskiego z Janikiem. W tym drugim przypadku raczej jednostronne. Norbert Dąbrowski głośno mówi, że z Robertem Talarkiem chcą skraść show. Niech kradną. Show must go on.

Czy będzie jak u Hitchcocka?

„Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Znacie to z filmów Alfreda Hitchcocka. Czy podobnie będzie na PBN 7? W Ergo Arenie jako pierwsi do ringu wejdą Robert Talarek i Norbert Dąbrowski. Panowie walczyli ze sobą w 2015 roku i wtedy wygrał Dąbrowski. Od tego czasu u jednego i drugiego sporo się zmieniło. Norbert liznął dużego boksu, gdy w Montrealu stoczył 10-rundowy pojedynek z Alvarezem. Wcześniej odniósł cenne zwycięstwo nad Markiem Matyją. Talarek robotę w kopalni łączy z treningami. Wychodzi mu to całkiem nieźle, wygrał cztery ostatnie walki. 24 czerwca będzie chciał wyrównać rachunki z Dąbrowskim, więc po godzinie 18 ziemia w okolicach Ergo Arenie może się zatrząść.

Jak dużym znakiem zapytania jest Łukasz Janik?

Ogromnym. Nie walczył dwa lata, w tym czasie zmagał się z wieloma problemami zdrowotnymi. Pojedynek z Adamem Balskim wziął miesiąc przed galą, więc nie miał czasu na normalne przygotowania. Nie ściemnia nikogo, o swojej formie mówi wprost: „nie ma szału”. Janik to facet, który w ringu nie pęka, zostawia serce i walczy na charakterze. Tak samo będzie 24 czerwca. Czy jest w stanie przetrwać cały dystans? Wątpliwa sprawa. Balski to nie Drozd czy Afolabi, ale trzeba przyznać, że chłopak rozkręca się z walki na walkę i jest faworytem tej konfrontacji. Jednak pamiętajmy, że pięściarz Tymexu nie walczył jeszcze na tak dużej gali. Światła, flesze, oczekiwania i presja potrafią przytłoczyć. Jeżeli wytrzyma głowa, ręce dadzą sobie radę.

Czy Krzysztof Głowacki załatwi sprawę przed czasem?

„Główka” za każdym razem powtarza, że czuje ogromny głód boksu. Nie ma się co dziwić, ostatnią walkę stoczył w październiku 2016 roku. Stracił wtedy pas mistrza świata. Pierwotnie jego rywalem miał być Brian Howard, ostatecznie ring będzie dzielił z niepokonanym Hiznim Altunkayą. – Dla mnie to żadna różnica, kogo będę bił – tymi słowami Głowacki skomentował zmianę rywala. Turek jest kopią Pawła Kołodzieja. Fajny dla oka rekord wyhodował na słabych rywalach, ale żarty już się skończyły. 24 czerwca Głowacki powie: sprawdzam. Pamiętacie, jak Kołodzieja zweryfikował Lebiediew? Altunkaya czeka to samo z rąk Głowackiego.

Jak mocno bije świeżo upieczony tata?

Witalij Kliczko stwierdził kiedyś, że gdy został ojcem, zaczął bić dużo mocniej. Zobaczymy, czy w przypadku Macieja Sulęckiego, któremu w trakcie przygotowań do PBN 7 urodziła się córka, będzie tak samo. Warto przypomnieć, że jakiś czas temu za Maćkiem ciągnęła się opinia pięściarza, który ma watę w rękawicach. – Nie przejmuje się takimi słowami, bo wiem, co drzemie w moich rękach – tak Sulęcki odpowiadał na zaczepki krytyków. Swoje zaczął też robić w ringu. Po efektownym nokaucie na Grzegorzu Proksie nikt mu już nie wypominał, że głaszcze rywali, zamiast ich bić. Damian Ezequiel Bonelli musi się nastawić, że od pierwszej rundy będzie pod ciągłym ostrzałem Sulęckiego, który sześć ostatnich walk wygrał przed czasem. Kolejna taka wygrana będzie mile widziana.

W jakim stroju na ważeniu wystąpi Ewa Brodnicka?

Ewa lubi zaskakiwać na ceremoniach ważenia. Tym razem, gdy kamer będzie o wiele więcej niż zwykle, pewnie przygotuje coś ekstra. Z cyklu „Droga do PBN” dowiedzieliśmy się, co założy na after party. A co czeka Brodnicką w ringu? W ostatniej chwili doszło do zmiany jej rywalki i wygląda na to, że Ewa będzie miała więcej roboty niż z Marisol Reyes. Viviane Obenauf to twarda babka, nie pękła przed Katie Taylor, nie wystraszy się też Polki. Na barkach Brodnickiej spoczywa spory ciężar. Na PBN 7 będzie musiała w ładny sposób „sprzedać” kobiecy boks. Klinczu kibice nie kupią.

Czy Łukasz Wierzbicki zagra na pianinie?

Wierzbicki przeciętnie wypadł w debiucie na polskim ringu. Nie możemy go usprawiedliwiać, że w głowie miał już wtedy występ na PBN 7. W jego boksie nie było błysku. Andrzej Gmitruk zapowiada, ze w Ergo Arenie jego pięściarz będzie grał na pianinie. Trzymamy za słowo, bo w Ełku Wierzbicki grał na trąbce i przy okazji trochę fałszował.

Ile będzie nokautów?

Nokauty są solą boksu, więc każdy jest mile widziany. Szybko policzmy. Głowacki na 99 procent zafunduje rywalowi KO, Balski też powinien załatwić sprawę przed czasem. Argentyńczycy nie pękają, ale podobno ojcowie biją mocniej, więc Sulęcki też wcześniej może pójść pod prysznic. I to by było chyba na tyle. A może warto dopisać do tej listy jeszcze Tomasza Adamka, który przeżywa drugą młodość…

Czy Mateusz Borek będzie musiał sprzedać mieszkanie?

Na koniec został wątek finansowy. Mateusz Borek, który będzie debiutował w roli organizatora gali, podkreślał w wywiadach, że jeśli projekt pod nazwą PBN 7 nie wypali, będzie musiał sprzedać mieszkanie. Nie od dziś wiemy, że polski boks jest w kryzysie. 24 czerwca dostaniemy odpowiedź na pytanie, czy w naszym kraju jest jeszcze zapotrzebowanie na szermierkę na pięści na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o matchmaking, Borek stanął na wysokości zadania. Wprawdzie w karcie walk brakuje zestawienia, które niesie za sobą jakąś pikantną historię lub konfrontacji typu Szpilka vs Adamek, ale i tak nikt nie powinien narzekać. Miał być sport i jest sport. Popka z Robertem Burneiką w ringu nie zobaczymy. Jeśli ludzie tego nie „kupią” i Mateusz Borek będzie musiał dołożyć do interesu, to nad polskim boksem pojawią się coraz ciemniejsze chmury. Taki scenariusz jednak zawczasu przekreślamy. Projekt PBN 7 musi wypalić, bo nikt ludziom bubla nie wciska.

Reklamy

Zwykle jest tak, że przed galą pisze się różne scenariusze, rozdaje wygrane i przesądza pewne sprawy. Dopiero potem do ringu wchodzą pięściarze i rozpisują wszystko na nowo. W sobotę w Ergo Arenie miały być grzmoty i były, ale nie wszystko działo się według ustalonego wcześniej scenariusza. 

Cieślak zjadł na kolację „rumuńską kobrę”

Pojedynek Michała Cieślaka był zakontraktowany na osiem rund, ale killer z Radomia nie zamierzał brać zbędnych nadgodzin i załatwił sprawę w 2. odsłonie. Ilie był kiedyś nawet solidnym pięściarzem, ale do Ergo Areny wpadł chyba prosto z kanapy. Ledwo rozpakował walizki a już musiał wracać do domu. Michała nie będziemy za bardzo komplementować, bo jego przeciwnik zamiast walczyć, statystował. Cieślak zjadł „rumuńską kobrę” na kolację i tyle. Teraz czas na poważną robotę.

Szymański powinien kupić rywalowi… buty

Przed walką z Jose Villalobosem niektórzy ubrali już Patryka Szymańskiego w pas WBC Youth. Dla Polaka miała to być łatwa, lekka i przyjemna robota. Zamiast tego oglądaliśmy ringową wojnę, którą Szymański wydaje się, że przegrał, ale… jednak wygrał. Pomogli mu sędziowie. W 3. rundzie Argentyńczyk był liczony, ale nawet z Księżyca dałoby się zauważyć, że nie było nokdaunu. Po tym pojedynku Patryk musi wyciągnąć masę wniosków. Po pierwsze, nie może powtórzyć się sytuacja, że trener dojeżdża do niego za pięć dwunasta. Poza tym Szymański powinien sprezentować Villalobosowi buty, bo chłopak, jak to trafnie ujął w komentarzu Andrzej Kostyra, kupił je w second handzie. Widocznie wybrał jakieś mocno przechodzone kapcie, bo w trakcie walki trzeba było je łatać. Mimo tych problemów Villalobos do końca pojedynku był bardzo groźny. Spytacie, dlaczego Szymański ma kupować rywalowi buty? Skoro on dostał prezent (od sędziów), to może też komuś coś podarować, prawda?

Z Tygrysicą nie ma żartów

Do ringu w Ergo Arenie weszły dwie panie, ale tak naprawdę była w nim tylko jedna – Ewa Piątkowska, która pod każdym względem zdominowała rywalkę. Widać było, że Aleksandra Magdziak-Lopes jest pięściarką na pół etatu, ale w żadnym stopniu nie umniejsza to sukcesu Piątkowskiej. Warto zwrócić uwagę, że Ewa mistrzowski pas zdobyła w swojej jedenastej zawodowej walce.

Sosnowski nie oszukał przeznaczenia

Prognozy przed walką były takie: Sosnowski zostanie ciężko znokautowany i pożałuję, że wrócił z emerytury. Nic takiego nie miało miejsca. Walka wprawdzie skończyła się po 5. rundzie, ale były mistrz Europy ani razu nie leżał na deskach. Na pewno nie wyszedł do ringu tylko po wypłatę. Postawił Wawrzykowi spory opór i za to należą mu się brawa. Z kolei Wawrzyk na tle Sosnowskiego wcale nie zachwycił. Niby miał walkę pod kontrolą, ale w 3. rundzie dał się trafić i później nie był już tak pewny siebie. Po tym pojedynku Mariusz Wach na pewno nie będzie miał koszmarów z Wawrzykiem w rolach głównych.

Pas WBO trafił w dobre ręce

Nikt nie mówił, że będzie lekko, że będzie przyjemnie. Przed walką wiadomo było, że Krzysztof Głowacki będzie miał pełne ręce roboty od pierwszej do ostatniej rundy. W optymistycznym scenariuszu można było zakładać, że będzie to pojedynek 50/50. Dominowały jednak głosy, że Usyk jest faworytem i to dużym. Niestety, to się potwierdziło.

Ukrainiec wszedł do ringu z chłodną głową i tańczył („nogi wilka karmią”), bił, tańczył, bił, tańczył, bił i tak w kółko przez 12 rund. Głowacki chciał mu tę chłodną głowę urwać, ale nie mógł trafić. Po cichu liczyliśmy, że w końcowych rundach Usyk stanie i będzie łatwym celem, ale nic z tego. Na tych nogach przetańczyłby on ze trzy wesela pod rząd.

Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości i dali Usykowi jednogłośną wygraną. Możemy się sprzeczać, czy nie zapisali na koncie Ukraińca zbyt wiele rund, ale teraz to nie ma już wielkiego znaczenia. Fakty są takie, że Usyk wygrał zasłużenie i pas WBO zmienił właściciela. Marnym pocieszeniem może być to, że trafił w dobre ręce.

Jeśli chodzi o samą walkę, to miały być grzmoty i były. Ostatniej rundy nie dało oglądać się na siedząco. Co dalej z Krzysztofem Głowackim? W tym momencie trudno wyrokować, ale chłopak ma przed sobą jeszcze kilka lat między linami. Świat boksu o nim nie zapomni, bo o takich wojownikach się nie zapomina. Niech wraca na salę i robi swoje. Duże walki jeszcze przyjdą.