Posts Tagged ‘Anthony Joshua’

Przed pojedynkiem Joshui z Kliczką pisałem, że waga ciężka potrzebuje walki mistrzowskiej, o której będziemy rozmawiać dłużej niż trzy minuty po jej zakończeniu. Główni bohaterowie wieczoru stanęli na wysokości zadania i między linami urządzili niezłą imprezę. Były grzmoty, były fajerwerki. To była walka, której powtórki śmiało można sprzedawać w systemie PPV.

Zanim Joshua i Kliczko weszli do ringu, kreślono różne scenariusze ich pojedynku. Dominowała opinia, że konfrontacja tych panów nie potrwa całego dystansu. Faktycznie, sędziowie punktowi byli niepotrzebni, ale impreza i tak potrwała trochę dłużej niż wiele osób zakładało.

Andrzej Kostyra komentując walkę, powiedział, że Kliczko zabrał Joshuę z liceum na uniwersytet. Tak było. Anglik w sobotni wieczór zdał trzy trudne egzaminy. Pierwszy, z charakteru, bo wstał z desek i był w stanie odwrócić losy pojedynku. Drugi, z ringowej inteligencji. Gdy się wystrzelał i był zraniony, wziął sobie chwilowy urlop od walki. W odpowiednim momencie wypluł też ochraniacz na zęby, dzięki czemu zyskał cenne sekundy. Inna sprawa, że Kliczko pozwolił mu na dojście do siebie. Trzeci egzamin Joshua miał z presji. Też dał radę, wytrzymał ciśnienie i poradził sobie z oczekiwaniami 90 tysięcy ludzi, którzy dla niego kupili bilety.

Boks potrzebował w wadze ciężkiej kogoś takiego jak Joshua. Faceta, który nie boi się wyzwań. Brytyjczyk mógł przecież pompować swój rekord jak Deontay Wilder, unikać Kliczki, prężyć muskuły poza ringiem, ale wybrał inną drogę. Dzisiaj jest właścicielem trzech pasów i waga ciężka należy do niego.

Na horyzoncie widać już gdzieś walkę Joshuy z Tysonem Furym. Zanim jednak na poważnie zaczniemy rozmawiać o takiej konfrontacji, olbrzym z Wilmslow musi zrzucić zbędne kilogramy i pozbyć się rdzy. Musi w ogóle wrócić na ring. Możemy być jednak pewni, że Anthony nie schowa się przed Tysonem do szafy. Może na Wembley przyjedzie też Wilder, który już zadeklarował taką chęć. Do jego zapowiedzi trzeba jednak podchodzić z dystansem, bo Amerykanin nie lubi wchodzić do głębokiej wody. Jednego możemy być pewni, z Joshuą na tronie nie będzie nudy.

Co dalej z Władimirem Kliczko? Jeżeli jeszcze będzie mu się chciało zakładać rękawice i iść do roboty, to nie musi kończyć kariery. Przecież wciąż zalicza się do czołówki wagi ciężkiej, wciąż Wilder ma pełnego pampersa, gdy myśli o pojedynku z nim. Wciąż może zarabiać kasę w ringu. Po sobotniej walce nikt już nie powie, że Kliczko jest szklany, że nie ma charakteru. Ukrainiec przegrał, ale swoje wygrał. Wygrał szacunek kibiców. Do ringu wchodził przy akompaniamencie gwizdów, po walce gwizdy zamieniły się w brawa. Rewanż z Joshuą? Z punktu widzenia kibiców, czemu nie. Zróbcie to jeszcze raz. Tylko Wembley na taką imprezę może być już za małe.

Pytanie tylko, czy Władimirowi chce się jeszcze w to bawić? Ale to już nie jest problem Joshuy.

Krzysztof Smajek

Reklamy

kliczkovsjoshua

Przez wiele lat wydawało się, że rywal Władimira Kliczki musi wejść do ringu z pistoletem i mieć pod ręką ze dwa granaty, żeby odebrać mu mistrzowskie pasy. Ukrainiec przez lata był tyranem w wadze ciężkiej i każdego oponenta, który chciał położyć łapy na jego pasach, obijał bez litości. Warto podkreślić, że to nie były dobre czasy dla królewskiej dywizji. Wiało nudą z każdej strony.

Przyszedł jednak Tyson Fury, tupnął nogą i okazało się, że ten ukraiński dyktator wcale nie jest taki straszny. Kliczko został mentalnie zniszczony przez Brytyjczyka i praktycznie bez walki oddał mu mistrzowskie pasy. W ciągu 12 rund zadał raptem 52 celne ciosy, żaden z nich nie zrobił wrażenia na olbrzymie z Wilmslow. Tyran oddał władzę i wypadł z obiegu na kilkanaście miesięcy, bo Fury nie za bardzo kwapił się do walki rewanżowej.

Zresztą Fury pasami, które dostał od Kliczki, długo się nie nacieszył. Miał problemy z narkotykami, alkoholem i depresją, dlatego musiał zwakować i wypuścić swoje skalpy na rynek. Trafiały one w różne ręce. Właścicielem jednego z nich został Anthony Joshua. Zdobył go w pojedynku, tfu, pas federacji IBF przyniósł i podał mu na tacy Charles Martin. Brytyjczyk bronił go dwa razy, ale Dominic Breazeale ani tym bardziej Eric Molina nie byli w stanie zrobić mu krzywdy.

Joshua to facet, który do ringu zawsze wchodzi z ostrą amunicją. Liczby w jego rekordzie robią wrażenie: 18 walk i 18 „zastrzelonych” przed czasem rywali. Teraz na jego drodze stanie podrażniony Władimir Kliczko, który chce odzyskać władzę w wadze ciężkiej i zmazać plamę po ostatnim występie. Gdy panowie wejdą do ringu, ziemia powinna zadrżeć, a 90 tysięcy ludzi na Wembley pewnie wstrzyma oddech.

Eksperci mają twardy orzech do zgryzienia, bo tutaj zdarzyć może się wszystko. Można powiedzieć pół żartem, pół serio, że ta walka odzieli mężczyzn od chłopców. Wśród ekspertów oczywiście. Wydaje się, że w tym pojedynku sędziowie punktowi nie będą potrzebni, bo przecież do ringu wejdzie dwóch uzbrojonych po zęby facetów. Powinna być strzelanina. Żaden z nich nawet na moment nie może się zagapić.

Waga ciężka potrzebuje walki mistrzowskiej, o której będziemy rozmawiać dłużej niż trzy minuty po jej zakończeniu. Bo przecież tyle mniej więcej dyskutuje się po dobrowolnych obronach Deontaya Wildera. O walce Parker ve Cojanu (chyba nie przekręciłem nazwiska) nie będziemy w ogóle gadać. Dlatego musimy liczyć na to, że Kliczko i Joshua nie będą grać w warcaby. Że dadzą taką walkę, o której będziemy rozmawiać przy piwie nawet za kilka lat.

Mimo że pas federacji IBF należy do Joshui, to więcej do stracenia ma Władimir Kliczko. On już nie ma czasu na porażki. Obaj w sobotę znajdą się w nowych dla siebie sytuacjach. Ukrainiec będzie czekał przed pojedynkiem na swojego rywala w ringu. Do tej pory to jego przeciwnicy patrzyli, jak Władimir idzie wykonać egzekucję. Z kolei Joshua po raz pierwszy będzie pływał w tym samym akwarium z grubą rybą. Na dodatek podrażnioną.

Jak to się skończy? Pewnie nokautem. Gdybym miał wykupić reklamę na podeszwach któregoś z nich, to wybrałbym buty Kliczki, bo przecież Joshua nie bierze jeńców.

Krzysztof Smajek

Kur… tego już za wiele. Stop. Wiem, nie powinno rozpoczynać się tekstu od słowa na „k”, ale w tym przypadku inaczej się nie da. O co chodzi? O syf jaki zapanował w ostatnim czasie w wadze ciężkiej.

Zacznijmy od tego dowcipu:

Manuel Charr, pięściarz, tak na oko, z trzeciej ligi, ma zostać BEZ WALKI tymczasowym mistrzem federacji WBA wagi ciężkiej*. W pierwszej chwili śmiejesz się z tego, ale za moment dochodzi do ciebie, że ten żart jest bardzo kiepski i zamiast śmiać się, masz ochotę płakać. [* Informacja niemieckiego „Bilda” nie została oficjalnie potwierdzona, ale możliwe, że coś jest na rzeczy. Inne źródło mówi, że o pas WBA Interim zaboksuje Ustinow z Haye’em lub właśnie z Charrem]

Zatrzymajmy się na chwilę przy WBA. Gdyby ktoś spytał, co to jest za federacja, można ją opisać mniej więcej w taki sposób: najstarsza federacja bokserska. Dzisiaj rozdaje pasy, paski i paseczki. Robi to w ilościach hurtowych. W WBA możesz być mistrzem tymczasowym, zwykłym, ale także super czempionem. To ostatnie brzmi nawet poważnie. Możliwe, że za chwilę dojdą dodatkowe tytuły. Na przykład: mistrz na zasiłku, mistrz z silniejszą lewą ręką, mistrz po przejściach, mistrz Ulicy Sezamkowej i tak dalej.

Postarajmy się to jakoś uporządkować. I tak, o pas WBA Super w przyszłym roku mają walczyć panowie Joshua i Kliczko. Do tego zestawienia nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Jednak dalej nie jest już tak kolorowo. Do pojedynku o WBA Regular mają przystąpić Lucas Browne i Shannon Briggs. Niech ktoś da mi w twarz i powie, że to był tylko jeden kieliszek wina za dużo. Może i to zestawienie na papierze nie wygląda jakoś beznadziejnie, ale do cholery, kto wpadł na pomysł, żeby Briggsa wcisnąć do walki o tytuł mistrzowski? On może co najwyżej walczyć o pas mistrza po przejściach, ale tego tytułu nie ma przecież jeszcze w obiegu. Panowie z czołówki HW (na przykład taki Ortiz) obijają wyżej wspomnianych dżentelmenów z jedną ręką w kieszeni. Ba, wracający z emerytury Tomek Adamek mógłby jeszcze zawstydzić kandydatów do walki o pas WBA Regular.

Z Briggsem to jest w ogóle ciekawa historia. Prawie cztery lata lizał rany po laniu od Witalija Kliczki. Potem wrócił na ring. Od listopada 2014 r. do maja 2016 r. obił kilku śmiesznych gości, pobiegał trochę za Władimirem Kliczką z okrzykiem „let’s go champ” i za chwilę może być… mistrzem świata wagi ciężkiej. W drabinie, po której wspinał się na szczyt wagi ciężkiej widocznie wypadło kilka szczebelków. Jednym słowem, patologia. Z kolei Lucas Browne jeszcze niedawno wymieniany był jako kandydat do walki z Władimirem Kliczką o zwakowany przez Fury’ego pas WBA. Na szczęście nie doszło do tej śmiesznej konfrontacji.

Skoro padło już nazwisko Fury’ego to trzeba wspomnieć, że to właśnie on po części odpowiada za ten bałagan w wadze ciężkiej. Trochę głupio to brzmi, ale taka jest prawda. Gdy „Król Cyganów” zabierał pasy Kliczce z każdej strony było słychać głosy, że wreszcie coś się ruszy w wadze ciężkiej. Owszem, coś się ruszyło, ale nie o to nam przecież chodziło. Najpierw prawie przez rok Fury trzymał pasy (WBO i WBA) i nic się nie działo. Potem je zwakował i teraz czeka nas nowe rozdanie w HW.

Warto przypomnieć, co się stało z pasami Fury’ego:

– Federacja IBF odebrała swój pas Brytyjczykowi, bo nie stanął on do obowiązkowej obrony. W końcu o wakujący tytuł walczyli Głazkow z Martinem. Walczyli to jednak trochę za duże słowo. Padło parę ciosów, Głazkow dwa razy przewrócił się w 3. rundzie, ale nie po uderzeniach rywala, raczej pośliznął się na skórce od banana i było po wszystkim. Później Martin podał na tacy (zadał w tej walce tylko TRZY celne ciosy) pas Antoniemu Joshui i tyle. Aaa, warto dodać, że Amerykanin za tę usługę kelnerską zarobił parę groszy, ale przynajmniej pas trafił w dobre ręce.

– O wakujący pas WBO mają walczyć Joseph Parker i Andy Ruiz Jr. Tak, tak to ten sam grubasek, z którym kiedyś chciał spotkać się w ringu Artur Szpilka. Wiem, brzuchy nie boksują. Panowie wniosą między liny fajne rekordy 21-0 i 29-0, ale na „liście ofiar” Ruiza trudno znaleźć jakieś konkretne nazwisko. Nie bierzcie lupy, nie znajdziecie. Ruiz ma coś wspólnego z Briggsem. Chodzi o drabinę, o której była mowa parę akapitów wyżej.

– O pasie WBA już było.

Teraz jest odpowiedni czas, żeby zadać to pytanie, kiedy po raz ostatni oglądaliśmy dobrą walkę o pas mistrzowski w wadze ciężkiej? Drapiecie się pewnie po głowie, szukacie w zakamarkach pamięci, ale żadne nazwiska i daty nie przychodzą wam do głowy. Spokojnie, nie cierpicie na Alzheimera. Takiej konfrontacji w ostatnim czasie po prostu nie było.

Ostatni mistrzowski pojedynek w najcięższej kategorii odbył się w lipcu, gdy Wilder zlał Arreolę. Walka bez historii. Zresztą żaden mistrzowski pojedynek Amerykanina nie przeszedł do historii. Na razie podobnie sprawy mają się z Joshuą. Brytyjczyk miał dość łatwą pierwszą obronę. Choć trzeba przyznać, że Beazeale nie przyjechał tylko po dolary. Druga obrona Brytyjczyka też zapowiada się na łatwą robotę, bo Eric Molina, z całą sympatią do niego, to nie ten rozmiar kapelusza. Pamiętacie przecież, że podczas ostatniego PBN Tomek Adamek obijał go przez 10 rund. Ale jeśli ma to być dla Joshui przetarcie przed walką z Kliczką, to nie ma sensu marudzić.

W wadze ciężkiej jest kilka fajnych nazwisk, ale brakuje dużych walk. Ostatnio dwa ciekawe zestawienia zostały odwołane. Mowa o pojedynkach Wilder vs Powietkin i Fury vs Kliczko 2. Na razie jest sporo krzyku, zapowiedzi, ale nic z tego nie wynika. Przydałby się jakiś pojedynek unifikacyjny. Warto też wreszcie dać Ortizowi jakiegoś konkretnego rywala. Brakuje grzmotów. A przez federację WBA i takich osiłków jak Charr czy Briggs waga ciężka staje się ciężkostrawna.

Polska:

Po raz kolejny wrócił temat rewanżowej walki Andrzeja Fonfary z Adonisem Stevensonem. Tym razem panowie trochę poszczypali się na Twitterze. Stevenson przypomniał Polakowi by ten zawsze mu się kłaniał. Wpis opatrzył takim oto zdjęciem:

stevenson tweet

„Polski Książę” nie pozostał dłużny i odpisał Stevensonowi: „Idę po Ciebie”. Ta walka była na naszej „liście życzeń”, więc jesteśmy jak najbardziej za. Podobno realny termin to kwiecień-maj.

*****

Walka Tomka Adamka z Erikiem Moliną na Polsat Boxing Night będzie miała dodatkowy smaczek.  Zwycięzca zaplanowanego na 12 rund pojedynku zostanie właścicielem wakującego pasa Inter-Continental federacji IBF w wadze ciężkiej. Ktoś powie, że to jakiś mało znaczący pasek. Może i tak, ale z nim na biodrach łatwiej będzie wejść na salony (czytaj: znaleźć się w rankingu federacji IBF i dostać walkę o tytuł).

*****

Mateusz Masternak po prawie pięcioletniej przerwie znów wystąpi na polskim ringu. Były mistrz Europy znalazł się na karcie walk gali Polsat Boxing Night, a jego rywalem w Krakowie będzie Eric Fields. Podczas tej walki w narożniku „Mastera” stanie… Andrzej Gmitruk. To nie pomyłka. Panowie odpoczęli od siebie ponad dwa lata i znów wracają do współpracy.

*****

Plotki się potwierdziły i teraz wiemy już na pewno, że rywalem Krzysztofa Włodarczyka podczas gali w Sosnowcu będzie Walery Brudow. Rosjanin najlepsze lata ma już za sobą, ale w przeszłości wchodził do ringu między innymi z: Guillermo Jonesem, Olą Afolabim, Tonym Bellew i Rachimem Czakijewem. Ten ostatni zafundował mu ciężkie KO, ale boksu z głowy mu nie wybił. „Diablo” nie ma wyjścia, musi się rozprawić z Brudowem i czekać na większe wyzwania (Szumenow?)

*****

Albert Sosnowski nie zamierza jeszcze wieszać rękawic na kołku. Były pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej po prawie dwuletniej przerwie wraca na ring i podczas gali w Żyrardowie ma skrzyżować rękawice z węgierskim gulaszem, wróć, z Węgrem Andrasem Csomorem, który w ostatniej walce przegrał przez TKO z Dereckiem Chisorą.

Świat:

Przegląd zagranicznych ringów zaczynamy z grubej rury! 9 kwietnia Charles Martin w pierwszej obronie pasa federacji IBF powalczy z Anthonym Joshuą. Bez dwóch zdań jest to hitowa informacja! Martin po zwycięstwie nad Głazkowem zapowiadał, że nie interesują go łatwe obrony i płynące z tego tytułu łatwe pieniądze. Wydawało się, że Amerykanin sprzedawał tanią bajerkę, ale nic z tych rzeczy. On naprawdę chce dużych walk i za to należy mu się szacunek. Tym bardziej, że pasa będzie bronił na terenie wroga.

*****

Gdy rosyjskie media doniosły o tym, że Roy Jones Jr. w wieku 47 lat kończy karierę, kibice chóralnie krzyknęli: „Uff, wreszcie!”. Jak się okazało, ta radość była przedwczesna, bo Amerykanin szybko zdementował te informację. Mało tego, ogłosił termin swojej kolejnej walki. Roy po raz kolejny ma wejść do ringu 20 marca a jego rywalem… możesz być Ty. Niestety, to nie są żarty. Możesz nawet zarobić 100 tysięcy dolarów, jeśli poślesz na deski byłego króla boksu. Na razie nie wiadomo, ile za ten festiwal wstydu ma wpaść do kieszeni Roya Jonesa, ale trzeba przyznać, że pan Jones już dawno stracił poczucie dobrego smaku.

*****

Wciąż nie znamy terminu rewanżowej walki Tysona Fury’ego z Władimirem Kliczką. Olbrzym z Wilmslow zwakował pas IBF, żeby ponownie skrzyżować rękawice z Ukraińcem, ale o tym pojedynku na razie cisza. Fury stwierdził, że nie sądzi, aby do tej walki doszło w najbliższej przyszłości, bo on nie zrobił jeszcze ani jednego treningu (he,he). W tym tygodniu napisał też tajemniczego tweeta:

fury_tweet

Hmmm, co to za spotkanie w Londynie? I co to za wielka walka? Fury lubi szokować, więc możemy spodziewać się wszystkiego. Bomba pewnie niedługo wybuchnie. Albo i nie…

*****

Chris Arreola został przyłapany na paleniu marihuany. Może inaczej, nikt go nie nakrył z blantem w ustach, ale badania przeprowadzone po walce z Travisem Kauffmanem wykazały w jego organizmie obecność tego narkotyku. Kara? Arreola został zawieszony na 90 dni i wlepiono mu 750 dolarów grzywny. Poza tym wynik jego walki z Kauffmanem został anulowany, więc z rekordu wyparowało mu jedno zwycięstwo. Coś za coś.

*****

Luis Ortiz długo nie mógł znaleźć rywala na kolejną walkę, ale w końcu to mu się udało. Na ochotnika, po tym jak z pojedynku z Ortizem wycofał się Aleksander Dimitrenko, zgłosił się Tony Thompson. Amerykanin już kiedyś wybił boks z głowy pewnemu kubańskiemu pięściarzowi o nazwisku Odlanier Solis. W tym przypadku powtórki z rozrywki raczej nie będzie.