Posts Tagged ‘Adam Kownacki’

saleta_foto
Fot. http://www.maciejgillert.pl

Po kilku ostatnich pojedynkach wydaje się, że polska waga ciężka istnieje tylko na papierze. Patrzysz w lewo: na deskach leży Artur Szpilka, patrzysz w prawo: znokautowany zostaje Krzysztof Zimnoch. Znów patrzysz w lewo: widzisz poturbowanego Izu Ugonoha. Źle to wygląda. Przemek Saleta bez cienia wątpliwości mówi w rozmowie z Po Gongu, że sytuacja jest fatalna.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAPRASZAMY NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Czemu się zaśmiałeś, gdy powiedziałem, że chcę porozmawiać o polskiej wadze ciężkiej?

Bo tak naprawdę nie ma teraz, o czym rozmawiać. Gdybyś poruszył ten temat rok temu, nastrój do rozmowy był zupełnie inny.

W jakim stanie jest dzisiaj polska waga ciężka?

W fatalnym, bo jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Adam Kownacki. Ci, którzy uważali, że są najlepsi, czyli Artur Szpilka i Krzysztof Zimnoch, zostali rozjechani w ostatnich walkach i nie wiadomo, czy będą w stanie się odbudować. Mariusz Wach, mówiąc żartem, nie wiem, czy jeszcze żyje. Izu Ugonoh też jest po przegranej, jego kariera znalazła się w fazie zawieszenia. Generalnie problem z polskim pięściarzami jest taki, że żaden nie ma swojego stylu. Swój styl miał Szpilka, ale moim zdaniem przegrał z własnym ego. Po porażce z Wilderem powinien stoczyć 1-2 łatwe, mało płatne walki, żeby się odbudować, ale on szukał kasy i uważał, że jest gotowy na duże pojedynki. Nie ocenił realnie swoich możliwości. Było widać, że nokaut z rąk Wildera został w jego głowie. Artur jest bardzo charakternym zawodnikiem, gdy lądował na deskach w walkach z Mollo, to wstawał i wygrywał przez nokaut. A w pojedynku z Kownackim wydaje mi się, że dopadło go przerażenie.

W jaki sposób powinna być poprowadzona kariera Szpilki, żeby go przywrócić na właściwie tory?

Przede wszystkim spokojnie i bez szaleństw. Artur potrzebuje kilku pojedynków, żeby się odbudować i zdobyć pewność siebie. Być może walka z Krzysztofem Zimnochem byłaby teraz w jego zasięgu i do wygrania. Na pewno za taki pojedynek więcej by mu wpadło do kieszeni niż za zwykłą konfrontację na przetarcie.

Trwają przymiarki, żeby do tej walki doszło w grudniu. Starcie Szpilki z Zimnochem ma sens?

Ze sportowego punktu widzenia ich walka nigdy nie miała sensu. Oni byli zupełnie inaczej prowadzeni. Wcześniej ten pojedynek opłacał się tylko Zimnochowi, bo po wygranej z Arturem mógł zaistnieć w rankingach. Szpilka miał do załatwienia tylko osobiste sprawy, przy okazji mógł zarobić kasę. Teraz ich konfrontacja budzi emocje, bo opiera się na konflikcie, który ciągnie się od kilku lat.

Ta walka może sprzedać PPV w ilościach hurtowych i być biznesowym strzałem w dziesiątkę?

Wydaje mi się, że nie. W tym momencie ciężko mi sobie wyobrazić walkę w polskim boksie, która by się dobrze sprzedała w PPV. Obojętnie, w jakiej kategorii wagowej.

Czy przegrany pojedynku Zimnoch vs Szpilka będzie musiał zmienić branżę?

Nie wiem, ale musiałby na pewno skorygować swoje aspiracje. Jest wielu pięściarzy, którzy jeżdżą po świecie i zarabiają pieniądze w ringu. Nie mają ambitnych celów sportowych, ale żyją z boksu. Im lepszy rekord, tym więcej zarabiają. Tylko nie wiem, czy któregoś z nich to by interesowało.

Federacja KSW delikatnie romansuje z Arturem Szpilką. Widziałbyś go w oktagonie?

To zależy od tego, z kim by walczył. Ja pierwszy pojedynek wziąłem z gościem, który był zapaśnikiem. Miał ponad 20 stoczonych walk w MMA. To był bez sensu pomysł, ale taką dostałem propozycję i ją przyjąłem. Jeśli w przypadku Artura w grę wchodziłaby walka ze stójkowiczem o podobnym doświadczeniu, to może miałoby to rację bytu. Na pewno z komercyjnego punktu widzenia ma to sens. „Szpila” budzi emocje, sprzedaje walki, ale moim zdaniem ma coś jeszcze do udowodnienia, choćby sobie, w boksie. Większą kasę też może zarobić w ringu niż oktagonie. Oczywiście, jeśli wróci na odpowiedni poziom. Artur ma talent, żyje boksem, jest bardzo pracowity. Ma oczywiście też wady, ale dałbym mu kredyt zaufania. Niech jeszcze boksuje.

Krzysztof Zimnoch jest przeciętnym pięściarzem, czy walka z Abellem mu po prostu nie wyszła?

Krzysiek jest przeciętny we wszystkim, nie ma choćby jednej rzeczy, która byłaby bardzo dobra. Są pięściarze, którzy są słabi albo przeciętni w wielu elementach, ale mają coś ekstra: błysk, timing, mocne uderzenie, kondycję. Jakiś element, z którego korzystają w trudnych momentach. Z Zimnochem problem jest taki, że ma poprawną technikę, kondycję i szybkość, przeciętne warunki fizyczne i uderzenie, ale nie ma niczego wybitnego. Ja przynajmniej nie dostrzegam.

Chyba możemy powiedzieć, że jest odporny na ciosy. Od Abella sporo przyjął.

Na stojąco oglądałem walkę parę metrów od ringu i powiem szczerze, że przerażający był odgłos rękawicy Abella, która uderzała w głowę Zimnocha. Krzysiek stał, nie chwiał się po zainkasowaniu wielu mocnych ciosów, ale nie możemy od razu mówić, że ma szczękę z betonu. Jest jakiś limit ciosów, które można zebrać na głowę. W jednej walce przyjmujesz dużo, w drugiej nie masz już takiej odporności na ciosy. Pojedynek w Radomiu kosztował Zimnocha sporo zdrowia, w końcu skończył go na deskach po bardzo ciężkim nokaucie.

Joey Abell to średniak, niektórzy mówią o nim: ekskluzywny journeyman. Czy któryś z polskich „ciężkich” mógłby go pokonać?

Wydaje mi się, że „Szpila” z walki z Wilderem dałby sobie z nim radę. Dzisiaj chyba tylko Wach… Mariusz jest dużym znakiem zapytania, ale przy swoich warunkach fizycznych mógłby wygrać z Abellem. Wydaje mi się, że byłaby to dobra walka, bo Mariusz mógł i może przyjąć. Tylko mam wątpliwości, czy pomiędzy pojedynkami dba o formę.

Powiedziałeś na początku rozmowy, że jedynym pięściarzem z jakimiś perspektywami jest Kownacki. Adam może być poważnym graczem w wadze ciężkiej?

Obecnie w wadze ciężkiej jest wielu wielkich chłopów, a wydaje mi się, że Kownacki z dwumetrowcami będzie miał problem.

Czyli nie wyjdzie z zaplecza czołówki królewskiej dywizji?

Nie chciałbym tak mówić, bo Adam jest niepokonany, wygrał walkę ze Szpilką, w której prawie nikt na niego nie stawiał. Trzeba oceniać go z tego punktu widzenia. Ma trudny styl boksowania. Zadaje dużo ciosów, ma ciężkie ręce, cały czas idzie do przodu, może przyjąć. Dla rywali jest to frustrujące. Z Adamem nie można się bić. Trzeba boksować, schodzić z linii, ale tak, żeby mieć go cały czas w zasięgu. Wydaje mi się, że jeszcze jedna-dwie walki i Kownacki może dostać pojedynek o tytuł. Zależy, z kim będzie walczył jesienią. Teraz, gdy jest kilku mistrzów świata, łatwiej otrzymać pojedynek o pas.

Boxing.pl podał informację, potwierdził ją Mateusz Borek, że było blisko walki Tomasza Adamka z Dereckiem Chisorą. „Górala” stać jeszcze na pojedynki z takimi rywalami? 

Jestem ostatnią osobą, która odradzałaby komuś boksowania. Jeśli Tomek czuje się na siłach, żeby walczyć z takimi przeciwnikami, to nic mi do tego. Chisory jednak nie przeceniajmy. Też jest po przejściach, ma za sobą sporo trudnych walk. Nie jest wielkim ciężkim, czasami bywa nieprzygotowany do pojedynków. Konfrontacja z Whyte’em kosztowała go sporo zdrowia.

Adamek może jeszcze namieszać?

Namieszać nie, ale może jeszcze zarobić pieniądze w ringu.

Wierzysz Albertowi Sosnowskiemu, że zakończy karierę. Po porażce z Łukaszem Różańskim mówił, że to była prawdopodobnie jego ostatnia walka.

Słowo „prawdopodobnie” trochę mnie przeraziło. Szczerze mówiąc, nie pozwoliłbym mu walczyć już teraz. Znam Alberta, znam też Różańskiego i wiedziałem, że taki będzie scenariusz ich konfrontacji. Albert nie powinien już boksować, bo to może źle się skończyć dla jego zdrowia. Podam przykład Johna Braya, mojego znajomego, z którym przesparowaliśmy setki rund. Był bardzo odporny na ciosy, kipiał z tego powodu z dumy. Stoczył niewiele walk, bo karierę bokserską zakończył z bilansem 15-3. Sparował jednak ze wszystkimi pięściarzami z czołówki wagi ciężkiej, między innymi z Mikiem Tysonem. Chłopak jest ode mnie dwa lata młodszy. Rok temu zdiagnozowali u niego Alzheimera, encefalopatię bokserską, urazy mózgu, brak pamięci krótkiej. Za wszystko się płaci, niekoniecznie od razu. Pewne rzeczy mogą wyjść po 10 latach. Dla Alberta ten przykład powinien być przestrogą. Poza tym John lubił się zabawić, wypić, a alkohol i boks nie idą w parze. Dzisiaj płaci za to straszną cenę.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy

szpila_foto

Artur Szpilka po porażce z Adamem Kownackim znalazł się na ogromnym zakręcie. – Być może przeżywa teraz najtrudniejsze chwile w swoim życiu, bo cofnął się o lata świetlne – mówi Andrzej Wasilewski. Co dalej z jego karierą? Czy w grę wchodzi jego powrót pod skrzydła Fiodora Łapina? Czy dostanie jeszcze szansę na amerykańskim ringu? 

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Ochłonął już pan po walce Artura Szpilki z Adamem Kownackim?

Andrzej Wasilewski: Przyznam szczerze, że jeszcze nie. Jak większość ludzi z branży w roli faworyta widziałem Artura, ale niestety walka nie ułożyła się po naszej myśli. Boks uczy pokory.

Co usłyszał pan od Artura po walce?

Nie chcę się na ten temat wypowiadać, bo w tej chwili Artur przeżywa bardzo trudne chwile. Poczekajmy jeszcze, dajmy mu ochłonąć. Jego kariera znalazła się na ogromnym zakręcie. Być może przeżywa teraz najtrudniejsze chwile w swoim życiu, bo cofnął się o lata świetlne. Przegrał z rywalem, którego uważał za mocno ograniczonego pod względem bokserskim.

Czy z perspektywy czasu uważa pan, że wystawienie Szpilki przeciwko Kownackiemu było błędem?

Widziałem Adama Kownackiego w kilku pojedynkach i zdawałem sobie sprawę, że będzie wymagającym rywalem dla Szpilki, który wracał na ring po bardzo długiej przerwie. Ale mimo wszystko wydawało się, że to bezpieczny przeciwnik. Gdyby wszystko zależało tylko ode mnie, to Artur zaraz po zakończeniu rehabilitacji miałby walkę ze słabszym rywalem. Wtedy pojedynek z Kownackim byłyby walką numer dwa a nie jeden po powrocie po kontuzji. Czasu jednak nie cofniemy.

W którym momencie walki wiedział już pan, że Szpilce sprawy wymykają się spod kontroli?

Na początku drugiej rundy powiedziałem do siedzącego obok mnie Leona Margulesa, że „Szpila” jest sfrustrowany i nie wie, co ma robić. Biorąc pod uwagę doświadczenie Artura, moje słowa brzmiały abstrakcyjnie. W boksie najważniejsza jest głowa, potem nogi a na końcu ręce. Jak głowa siądzie, reszta nie ma już znaczenia. Co z tego, że Artur był kapitalnie przygotowany fizycznie, skoro coś zacięło się w głowie i dał fatalną walkę. 

Adam Kownacki przed pojedynkiem co chwila powtarzał, że Szpilka ma słabą szczękę. Jak to jest u niego z tą odpornością na ciosy?

Ja postawiłbym sprawę w ten sposób – Artur nie ma szczęki z betonu. Władimir Kliczko powiedział mi, że sam by nie wstał po bombie, którą od Wildera przyjął Artur. Myśli pan, że Joshua by wstał? Jestem przekonany, że też nie. Po pojedynku z Kownackim nie możemy powiedzieć, że Artur ma słabą szczękę. Problemem było to, że on te ciosy przyjmował, nie potrafił się przed nimi bronić.

Czy trzeba brać pod uwagę czarny scenariusz, który przed walką nakreślił Ronnie Shields, mówiąc, że dla Szpilki porażka z Kownackim to praktycznie koniec kariery?

Nie widzę takiego zagrożenia. Rzecznik PBC powiedział ostatnio, że zasługi Szpilki są duże i na pewno dostanie jeszcze szansę na amerykańskim ringu. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Trzeba mieć tylko świadomość i Artur ją ma, że warunki finansowe po takiej porażce będą mniejsze. Wracając do Shieldsa, nie chciałbym na gorąco oceniać, kto zawinił, bo jest na to za wcześnie. Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że Shields w tym pojedynku nad Arturem zupełnie nie panował.

Czyli w jakimś sensie wini pan Shieldsa za tę porażkę?

Nie chcę teraz szukać rozliczeń. Ktoś jednak zawodnika przygotowywał do tego pojedynku, ktoś stał w jego narożniku i ten ktoś, chcąc nie chcąc, czegoś nie dopilnował skoro Artur wypadł tak słabo i przegrał walkę, której przegrać nie powinien.

Czy przed walką było widać po Arturze, że traci pewność siebie?

Najlepszym psychologiem wśród trenerów, których poznałem jest Fiodor Łapin. Myślę, że on mógłby wyczuć więcej rzeczy, obserwując Artura w tygodniu poprzedzającym walkę niż próbował to zrobić Shields. Moim zdaniem poświęcenie się pracy w stu procentach, jak to jest w przypadku Łapina, to zupełnie coś innego niż praca trenerów, którzy dają z siebie wszystko, ale tylko na sali, a po treningu nie są dla swoich podopiecznych mentorami życiowymi. Szpilka potrzebuje obok siebie mocnego charakteru, który wskaże mu kierunek. Z całym szacunkiem do Shieldsa, którego uważam za wielkiego fachowca, w sferze mentalnej nie zapanował nad Arturem .

Może Artur powinien teraz skorzystać z pomocy psychologa sportowego. Sugerował mu pan takie rozwiązanie?

Niczego mu nie sugerowałem, ale jak opadnie kurz, będziemy myśleć nad następnymi krokami. Jeśli Artur byłby teraz w Polsce, natychmiast zawiózłbym go do jakiegoś fachowca z tej dziedziny. Może inaczej, namawiałbym go do tego, ale nie nie wiem, czy chciałby skorzystać.

Co dalej z karierą Szpilki? Wchodzi w grę jego powrót do Polski i praca z trenerem Łapinem?

Artur już od lutego planował powrót do kraju, bo jest Ameryką zmęczony. Namówiłem go, żeby do walki został w USA, ale teraz na pewno wróci. Chce kupić mieszkanie w Warszawie. Czy będzie trenował z Łapinem? Trudno powiedzieć, jeszcze nie mamy żadnych planów. Jedno jest pewne – oprócz Fiodora nie widzę w Polsce trenera, z którym Artur mógłby pracować.

Stworzenie na nowo tego duetu może być trudne, bo pamiętamy, w jakiej atmosferze panowie się rozstali.

Panowie ewentualnie muszą usiąść i po męsku porozmawiać. I to może nie jeden raz. Mało kto wie, że ich relacje były pełne emocji, bo trener Łapin nie dawał się Arturowi podporządkować. To były relacje przypominające bardzo surowego i wymagającego ojca z trudnym i bardzo temperamentnym synem. Rozmawiali ze sobą po sobotniej walce. Teraz Artur musi się otrząsnąć, spakować i wrócić do Polski. Dopiero wtedy będzie planować, co dalej.

Porażka z Kownackim oddaliła czy przybliżyła Szpilkę do pojedynku z Krzysztofem Zimnochem?

Chyba nic nie zmieniła. Może w jakimś tam stopniu przybliżyła, bo gdyby Artur wygrał z Kownackim w pięknym stylu, to mógłby dostać poważną ofertę z Ameryki. Teraz takiej propozycji na pewno nie będzie. Nie możemy wykluczyć, że przeciwnikiem Szpilki będzie Zimnoch, ale żadnych planów jeszcze nie mamy.

A rewanż z Kownackim?

W kontrakcie nie było zapisu o rewanżu, bo przy walkach rankingowych rzadko robi się takie zapisy. Nie myślałem o tym.

Władysław Ćwierz, pierwszy trener Artura, doradza mu, żeby zrobił badania neurologiczne i psychologiczne oraz odpoczął od boksu. Co pan o tym sądzi?

Po pierwsze, bardzo szanuję pana Ćwierza, ale myślę, że szukanie porad wśród dawnych mistrzów i trenerów w boksie olimpijskim, nie ma żadnego sensu. Boks zawodowy to jest zupełnie inna dyscyplina sportu niż boks olimpijski sprzed 20-30 lat. Przywołam przykład Zbyszka Raubo, który jest raczej znawcą boksu olimpijskiego. Kiedyś Zbyszek powiedział w wywiadzie, że Krzysztof Głowacki nie nadaje się do boksu zawodowego, bo nie ma charakteru i psychiki… Z szacunkiem dla zasług i dorobku pana Ćwierza, ale nie sugerowałbym się jego radami. Artur badania przechodzi regularnie, więc jak widać, pan Władysław nie ma pojęcia w tej materii. Wygląda jednak na to, że chce dla swojego byłego podopiecznego jak najlepiej.

Jeszcze niedawno Szpilka zastanawiał się nad powrotem do kategorii junior ciężkiej. Może warto wrócić do tego pomysłu?

To jest cały czas bardzo ciekawe rozwiązanie. Artur ma trochę pecha, bo jest małym ciężkim i dużym cruiserem. Nie jestem pewny, czy byłby w stanie zrzucić te 10 kilogramów, teraz ważył 102,5 kilograma, a było mu widać mięśnie brzucha. Jeśli zdecydowałby się na zmianę kategorii wagowej, to trzeba by było przeprowadzić poważny proces przebudowy jego ciała. To zajęłoby sporo czasu, ale ten pomysł cały czas siedzi mi w głowie. Tak na marginesie, od lat toczą się dyskusje, czy w boksie nie powinno się stworzyć kategorii superciężkiej, żeby wielkoludy walczyły w osobnej wadze. Pomysł jest fajny, ale raczej nierealny do zrealizowania.

Nie boi się pan, że Szpilka da sobie spokój z boksem i ucieknie do KSW?

Bez przesady, Artur ma jeszcze sporo do osiągnięcia i udowodnienia w boksie. Żadnych planów w stosunku do KSW nie było i nie ma. Wyobraża pan sobie walkę Szpilki z Popkiem? Artur z całą pewnością sobie tego nie wyobraża. Może kiedyś… po karierze sportowej.

Czy porażkę Artura chociaż w jakimś stopniu osłodziła panu wygrana Michała Syrowatki w Anglii?

To są dwie różne sprawy. Artur jest gwiazdą polskiego boksu, nie tylko ze względu na sport, ale także na medialność. Michał jest w odwrotnej sytuacji. Do tej pory nie miał wielkich osiągnięć w boksie zawodowym, jest skromnym chłopakiem, przypomina mi kilku innych polskich pięściarzy, którzy naprawdę ciężko pracują, ale nie są medialni. Michał stoczył heroiczną walkę, a w mediach nie odbiło się to takim echem, jakbyśmy chcieli. Przyznam szczerze, ta walka przypomniała mi wyprawę z Diablo na Sardynię i jego pojedynek z Rossitto. Michał zrobił to samo co Krzysiek, pod koniec walki znokautował rywala na jego terenie.

Co dalej z Michałem?

Zrobił na pewno ogromny krok w kierunku dużych walk. Zbliża się też do większych pieniędzy, bo do tej pory jego zarobki były skromne. Nie powiem jednak, że za chwilę będzie walczył o mistrzostwo świata, bo jego kategoria wagowa jest piekielnie mocno obsadzona. Jeśli nie dostaniemy jakiegoś prezentu od Św. Mikołaja w postaci pojedynku o pas mistrza świata, to Michał powinien walczyć w Wielkiej Brytanii. Możliwe, że obóz rywala zaproponuje rewanż. Nie ma problemu, możemy w to wejść, ale już za większe pieniądze. Po wygranej nad Daviesem Syrowatka został zauważony przez ekspertów na świecie, a to jest bardzo ważne. Stoczył naprawdę świetną walkę i pokazał się szerszej publiczności. Umówiliśmy się kiedyś, że ja mu wynegocjuje większe walki, a on obiecał, że nie zmarnuje szansy. Obaj dotrzymaliśmy słowa.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

szpila
Fot. PBC

Opadł już kurz po walce Artura Szpilki z Adamem Kownackim. Przed wygranym pojawiły się nowe możliwości. – To może być niebezpieczne. Amerykanie nie lubią długo czekać, rzucają takich pięściarzy na głęboką wodę – uważa Janusz Pindera. Inne problemy ma Szpilka. – Być może powinien wrócić do Polski – dodaje ekspert Polsat Sport.

Adam Kownacki potrzebował raptem czterech rund, żeby rozprawić się z Arturem Szpilką. Był pan zaskoczony takim obrotem sprawy?

Janusz Pindera: Nie ukrywam, Artura uważałem za faworyta. Podkreślałem jednak, że w tym pojedynku wszystko może się zdarzyć i żeby nie lekceważyć Kownackiego, bo jak trafi, to pójdzie za ciosem. I tak się stało.

Kownacki zaimponował już panu podczas obozu u Tomasza Adamka.

Z Mateuszem Borkiem odbieraliśmy go z lotniska, gdy przyleciał z Nowego Jorku na obóz do Łomnicy. Tego samego dnia, po długiej podróży, zrobił bardzo ciężki trening. Słaniał się ze zmęczenia, ale walczył ze swoją słabością dzielnie, czym wszystkim zaimponował. Później pojechaliśmy jeszcze na kriokomorę do Karpacza, Adam wszedł od razu do kabiny, gdzie temperatura sięgała minus 120 stopni. Adamek opowiadał mi, że jeden z jego poprzednich sparingpartnerów, Amerykanin Travis Walker w podobnej sytuacji zrobił krok w tył i zrezygnował. A Kownacki nie wahał się ani chwili. Później stanął na wadze, wskazywała 122,5 kilograma. Nie wyglądało to dobrze. Dieta zaordynowana mu przez dr Jakuba Chyckiego, oraz intensywne treningi zrobiły jednak swoje. Kownacki przepracował obóz bardzo solidnie, przed walką ważył poniżej 110 kilogramów. Wtedy pomyślałem, że ma szanse, ale dalej stawiałem na Szpilkę, nie przekreślając jednak Adama.

Jak dużą cegiełkę do wygranej Adama dołożyli trener Guss Curren i wspomniany specjalista od przygotowania fizycznego dr Jakub Chycki?

Zwykle jest tak, że sparingpartnerzy są dodatkiem do pięściarza, który przygotowuje się do walki. Adama został zaangażowany do takiej właśnie roli, miał pomagać Adamkowi i wiedział na co się pisze. Ale gdy okazało się, że będzie walczył ze Szpilką, został potraktowany wyjątkowo. Gus Curren i Kuba Chycki troskliwie się nim zajęli i pomogli w przygotowaniach. Szalenie istotne było to, że po powrocie do USA nie zajadał się hamburgerami, jak zwykł to robić wcześniej, utrzymał wagę i dzięki finansowej pomocy jednego z młodych, polskich biznesmenów miał możliwość sparowania ze świetnymi, leworęcznymi zawodnikami. A przecież wcześniej sporo rad udzielił mu też Adamek, który w 2014 roku walczył ze Szpilką. I to wszystko zaprocentowało w Nassau Coliseum.

Pierwotnie Kownacki ze Szpilką miał walczyć pod koniec kwietnia, ale jak twierdził Artur, „rozbolał go ząbek”.

Adam mówił nam, że zrezygnował z tamtego terminu, bo miał ukruszony ząb i kilka tygodni nie mógł sparować. Ja mu wierzę, nie chciał ryzykować. Możliwe, że w podtekście chodziło mu też o większą gażę, której ostatecznie się doczekał. 100 tysięcy dolarów, jakie otrzymał za walkę ze Szpilką, to przecież najwyższa wypłata w jego karierze.

Szpilka przed walką twierdził, że udzieli Kownackiemu lekcji boksu. Wyszło zupełnie inaczej. To była dla niego za głęboka woda?

Nie przesadzajmy, walczył przecież z Wilderem i do momentu, gdy otrzymał nokautujące uderzenie, radził sobie naprawdę dobrze. Myślę, że obozowi Szpilki zabrakło rozeznania, co do możliwości Kownackiego. Adam traktowany był jako zawodnik na przetarcie, z którym Artur miał łatwo wygrać, by później mierzyć znacznie wyżej. Gdyby popatrzono na ostatnie przygotowania Kownackiego, gdyby ktoś się głębiej tym wszystkim zainteresował, to być może miałby inną optykę. Być może bardziej skoncentrowany byłby także sam Szpilka, który narzucił sobie dodatkową presją. Przecież nawet nie dopuszczał myśli, że z grubaskiem Kownackim może przegrać. On go jawnie lekceważył, co było głupotą.

Artur w tej walce wyglądał fatalnie, popełniał dziecinne błędy. Co się z nim stało?

Pamiętam memoriał Feliksa Stamma sprzed lat. Był marzec 2008 roku. W kategorii ciężkiej (91 kg) wygrał wtedy Krzysztof Zimnoch, który w finale wyraźnie (28:11) pokonał Abdelaziza Touilbiniego. Wcześniej Algierczyk wygrał przed czasem ze Szpilką. Dlaczego to przypominam? Bo byłem na walce Artura. Ludwik Buczyński, ówczesny trener kadry seniorów, był zachwycony, że ma pod opieką takiego chłopaka jak Szpilka. Mówił o nim, że jest jak Muhammad Ali. Nie znałem go, więc wybrałem się na jego pojedynek. I co zobaczyłem? Bezradny Szpilka stał z opuszczonym rękami przy linach i dał się okładać temu Algierczykowi. Prawie identyczna sytuacja jak w walce z Kownackim. Artur w sytuacjach zagrożenia idzie do lin, opuszcza ręce, od lat te błędy głęboko w nim siedzą.

Ronnie Shields w wywiadzie z Przemkiem Garczarczykiem mówił, że jeśli Artur przegra, to nie będzie miał czego szukać w wielkim boksie. Zgadza się pan z tą opinią?

Nie do końca. Artur powinien teraz odpocząć i wszystko przemyśleć. Być może powinien wrócić do Polski, tylko pytanie, z kim by tutaj trenował. Nie wiem, czy byłby możliwy jego powrót do Fiodora Łapina. Pod jego wodzą Szpilka świetnie realizował założenia taktyczne w walce z Adamkiem. W konfrontacji z Kownackim tego mi właśnie brakowało. Zabrakło też innych rzeczy, bo Artur popełniał fatalne błędy. Myślę, że gdyby Łapin uczestniczył w przygotowaniach Szpilki do pojedynku z Kownackim i stał w jego narożniku, to ta walka wyglądałaby zupełnie inaczej.

Czyli dalszy pobyt Artura w USA nie ma sensu?

To jego życie i jego decyzje, ale jakoś specjalnie nie widzę postępów w jego boksie. Zgoda, był świetnie przygotowany fizycznie, ale w walce z Adamkiem było tak samo. W pewnym momencie pobyt w USA był dla niego bardzo istotny, ale dzisiaj coś się kończy i ktoś musi rozpalić w nim nowy ogień. Śmiem twierdzić, że gdyby walczył z Dominikiem Breazeale’em i przegrał, to taka porażka miałaby nieporównywalnie mniejsze znaczenie niż ta z Kownackim. Przegrana w tych okolicznościach była dla niego klęską, bardzo mocno uderzyła w jego ego. Podobna historia dotknęła Tomka Adamka, który nie wierzył, że może przegrać z Wiaczesławem Głazkowem, później nie dopuszczał myśli, że może go pokonać Szpilka, a tak się właśnie stało. Byłem w jego szatni po obu tych porażkach i widziałem, w jakim jest stanie. Przykro było patrzeć.

Pojawiły się opinie, że Szpilka przegrał walkę w głowie?

Tak było. Nie wiemy, jak duży ślad zostawił ten ciężki nokaut z rąk Wildera. Niektórzy pięściarze wracali po takich wydarzeniach i sami nokautowali rywali, inni już nigdy nie byli sobą. Rozmawiałem kiedyś ze słynnym kaskaderem z Australii, który doznał poważnego wypadku na stadionie Legii. Skakał z zasłoniętymi oczami na główkę z wysokości 30 metrów, nie trafił tak jak powinien w tekturowe pudełka. Mocno się wtedy poturbował. Dwa dni po tym wydarzeniu robiłem z nim wywiad i twierdził, że jeśli nie odda w ciągu najbliższych dni podobnego skoku, to już nigdy tego nie zrobi. Chciał jak najszybciej przełamać swój lęk i tak uczynił. Skoczył i później jeszcze długo pracował w tym fachu, bijąc kolejne rekordy. Dlaczego o tym mówię? Czasami zbyt długie przerwy po ciężkim nokaucie nie są dobre. Tak mogło być w przypadku Artura. Pamiętajmy tylko, że miał operację złamanej ręki, która długo się zrastała, później była rehabilitacja itd. W lutym bardzo liczył na walkę w Alabamie z Dominikiem Breazealem, która nie doszła do skutku. Odnoszę wrażenie, że czekając na swój efektowny powrót wyraźnie się spalił. I kiedy Kownacki od pierwszej rundy postawił mu swoje warunki, narzucił presję i kilka razy mocno trafił, coś w nim pękło. Tak bezradnego Szpilki nigdy nie widziałem, ale błędy popełniał te same co zawsze.

Jaki powinien być plan B na karierę Szpilki?

Był pomysł, by pod koniec roku walczył w Polsce z Krzysztofem Zimnochem lub „Diablo” Włodarczykiem, ale po tym co się stało na Long Island, chyba umarł śmiercią naturalną. Myślę, że Szpilka potrzebuje teraz trochę czasu. Jeśli wróci, to musi być to powrót naprawdę bezpieczny.

Na koniec wróćmy do Adama Kownackiego. Co go teraz czeka?

Drzwi do wielkiej kariery otworzyły się przed nim bardzo szeroko i to może być niebezpieczne. Amerykanie nie lubią długo czekać, rzucają takich pięściarzy na głęboką wodę. Tak było choćby z Michaelem Grantem, któremu Lewis złamał karierę siedemnaście lat temu, nokautując go szybko w nowojorskiej Madison Square Garden. Choć nie chcę porównywać Granta do Kownackiego, bo to inne przypadki. Trzeba spokojnie i mądrze poprowadzić karierę Adama. Za nim będzie szła publiczność, nie tylko w USA, ale także w Polsce. Przydałby mu się pojedynek na gali Polsat Boxing Night. Rywal nie musi być wcale ze światowej czołówki. Jeżeli będzie robił postępy, to przyjdzie czas na wielkie walki i godziwe pieniądze. Musi jeszcze popracować nad swoją fizycznością, pracą nóg i lewą ręką. Głowę ma stworzoną do tego sportu. Nie tylko twardą, odporną na ciosy, ale też chłodną, nie ulega emocjom. Ma charakter ringowego wojownika i łatwość zadawania ciosów, a ręce ciężkie. Kownacki ładnie powiedział,że niekoniecznie niebo jest limitem, bo on chce  skoczyć jeszcze wyżej. Oby tak się stało, ale nie każdy będzie tak bezradny jak Szpilka.

Adam Kownacki uważa, że skoro pokonał Szpilkę, to jest najlepszym bokserem wagi ciężkiej w Polsce. Też tak pan sądzi?

Ma sporo racji w tym co mówi. Szpilka pokonał przecież Adamka, walczył o mistrzostwo świata z Wilderem, a on go znokautował. Ale jesienią może się okazać, że znów zobaczymy w zwycięskiej walce Adamka, że wróci i pokaże się z dobrej strony Mariusz Wach, że mile nas zaskoczy Izu. A przecież Krzysztof Zimnoch też zgłasza swoje aspiracje i mówi, że jest w stanie wygrać z każdym w Polsce. Oczywiście to tylko słowa, brakuje mu argumentów. Myślę, że dziś nie ma w polskim boksie zdecydowanego lidera w wadze ciężkiej, mamy wakat. Najlepiej gdyby tego najlepszego wyłonił jakiś turniej, ale to chyba nierealne. Nie ulega jednak wątpliwości, że Kownacki po tym czego dokonał w Nassau Coliseum, ma prawo tak o sobie myśleć.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

szpila
Fot. PBC

W jednym narożniku będzie nauczyciel, w drugim zobaczymy ucznia, który ma otrzymać korepetycje z boksu. Tak to widzi Artur Szpilka. Eksperci się pod tym podpisują, bo żaden nie stawia na Adama Kownackiego.

Na sprawę, co oczywiste, inaczej patrzy Kownacki, który ma ochotę znokautować Szpilkę i zapowiada, że to zrobi. Cały czas żongluje jednym argumentem – Artur ma słabą szczękę. Fakty są takie, Kownacki bywał na poligonach, ale nie był jeszcze na prawdziwej wojnie. Szpilka zna już smak wojny. 

Był na niej 18 miesięcy temu w Barclays Center. Gdy w dziewiątej rundzie Wilder wystrzelił potężnym prawym, Artur pożegnał się z marzeniami o zdobyciu mistrzowskiego pasa. Halę opuścił na noszach. Na tej samej gali pokazał się też Kownacki, ale nie miał zbyt trudniej roboty. Wygrał jednogłośnie na punkty z Dannym Kellym. 

Teraz panowie spotkają się w ringu. Szpilka jest głodny boksu, on nawet nie musi tego mówić, to widać. Dla niego Kownacki jest przeszkodą, którą trzeba przeskoczyć, żeby iść dalej. Adam nie ma nic do stracenia, do ringu może wejść z chłodną głową. Presja spoczywa na barkach jego rywala.

Szpilka w jednym z wywiadów powiedział, że daje szansę Kownackiemu. Poniekąd ma rację. Po pierwsze, Adam zarobi najwięcej w karierze, po drugie, może się wypromować. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że Kownacki jest też szansą dla Szpilki. Artur długo nie walczył, przez długi czas był problem z zakontraktowaniem mu rywala. Nie wiadomo, ile jeszcze musiałby czekać na następną walkę. A tak może się sprawdzić z Kownackim. Wszyscy powinni być zadowoleni, jeden drugiemu daje na coś szansę.

„Szpila” jest jak pies, który bardzo długo trzymany był na smyczy, ale w końcu dostał wolność. Może być nieobliczalny. Jeśli będzie trzymał się taktyki i w swoim stylu pracował na nogach, Adamowi przypomną się czasy, jak w dzieciństwie ganiał chomika po pokoju. Nie można jednak wykluczyć scenariusza, że Szpilka się jednak podpali i straci głowę. Może tak być, bo przecież słowa Adama o słabej szczęce go wkurw… Wtedy może dojść do wymiany ciosów, jednym słowem, bitki, a przy takim rozwiązaniu na deskach może być i jeden, i drugi.

Kibice pewnie nie mieliby nic przeciwko temu, żeby scenariusz tego pojedynku był podobny do konfrontacji Artura z Mike’em Mollo. O takich walkach gada się przecież latami. Najważniejsze jednak, żeby panowie po pojedynku podali sobie ręce oraz cali i zdrowi wrócili do domu.