Posts Tagged ‘Adam Kownacki’

adam_kownacki

Chris Arreola został odhaczony, ale Adam Kownacki nie może być zadowolony ze swojej postawy. Wygrał zdecydowanie, kibice dostali mordobicie, więc nie mogą narzekać, ale jest pewien problem. Adam przyjął w tej walce prawie 300 ciosów. Z takich pojedynków powinien wychodzić bez szwanku. Niestety, w Barclays Center jego defensywa była koszmarna.

Przed walką eksperci i kibice przekrzykiwali się, w której rundzie „Babyface” wykończy Arreolę. Prawie nikt nie brał pod uwagę, że Adam może mieć pod górkę. PoGongu tonowało nastroje, pisaliśmy, że to może być dla Kownackiego walka-pułapka. Nasze obawy zwiększyły się po ceremonii ważenia, bo ponad 120 kilogramów to jednak była przesada. Adam publicznie tego nie powiedział, ale jak stanie przed lustrem, to pewnie sam przed sobą przyzna, że zlekceważył Arreolę. Myślał, że pójdzie gładko, że rozjedzie Chrisa jak poprzednich rywali. Dlatego nie pilnował kilogramów.

Wyświetl ten post na Instagramie.

20-0 🙏🏻🙏🏻🙏🏻🙏🏻

Post udostępniony przez Adam Kownacki (@akbabyface)

//www.instagram.com/embed.js

Kownacki w sobotni wieczór był za ciężki i przez to był wolniejszy niż w poprzednich walkach. W jego boksie zabrakło dynamiki, wydłużenia kombinacji i zmian tempa. Gdy Arreola był podłączony, Kownacki nie dociskał gazu, tylko dawał rywalowi wrócić do gry. I stąd wzięły się nadgodziny. Po raz pierwszy w karierze walczył 12 rund, ale w dwóch ostatnich odsłonach prawie nie było go w ringu. Rządził wtedy Arreola, który walczył już jedną ręką. Strach pomyśleć, jak wyglądałaby walka, gdyby Kalifornijczyk do końca miał dwie sprawne ręce. Werdykt oczywiście nie zostawia żadnych wątpliwości. Kownacki wygrał zasłużenie, choć punktacja była chyba trochę za wysoka.

Nie chcemy się pastwić nad Adamem, ale zasłużył na krytykę. Wcześniej był głaskany przez wszystkich, więc kilka cierpkich słów nie powinno mu zaszkodzić. Po takiej walce nie może być za kolorowo. Martwi to, że przyjął tyle ciosów. Wojny są fajne dla kibiców, ale z punktu widzenia zawodników wygląda to trochę inaczej. Przemek Saleta w studiu Polsatu podkreślał, że pięściarz nie jest w stanie stoczyć zbyt wielu takich wojen jak Kownacki z Arreolą. W takich walkach pięściarze szybciej się starzeją. Szkoda zdrowia.

W tym miejscu warto przypomnieć bardzo ciekawą wypowiedź Adama. Z listopada 2017 roku.

„Coraz częściej rozmawiamy z żoną o powiększeniu rodziny. W przyszłym roku chcemy mieć dziecko i teraz moje poglądy trochę się zmieniły. Na pierwszym miejscu chcę postawić zdrowie. Mając dzieci, trzeba dbać o siebie. Przypadek Abdusalamowa daje do myślenia, to jest strasznie smutna historia. Tylko nie wiem, czy uda mi się zmienić mój styl, bo charakter mam taki, a nie inny. Lubię się bić.”

Za chwilę na świecie pojawi się Kazimierz, syn Adama, więc powyższe słowa warto byłoby wprowadzić w życie. Oczywiście Kownacki stylu już nie zmieni, bo on płynie w jego DNA, ale nad defensywą musi pracować. Wilder nie wybacza błędów w obronie przeciwników.

View this post on Instagram

Poland Born, Brooklyn Raised.

A post shared by Adam Kownacki (@akbabyface) on

Kownacki walką z Chrisem Arreolą wszedł w inny wymiar kariery. Dostał walkę wieczoru, poczuł większą presję, odebrał większy czek. Wokół niego wybuchło też olbrzymie zainteresowanie ze strony mediów. Tu wywiad, tam sesja zdjęciowa, tu zaproszenie do telewizji. Wcześniej tego nie było, przynajmniej nie w takich rozmiarach. Dla Adama to nowa sytuacja. Przydałby mu się jakiś mentor, który udzieliłby mu kilku wskazówek i wskazał zagrożenia, które czyhają na najwyższym poziomie. Najlepiej ktoś, kto już to poczuł na swojej skórze. Może Adam powinien zaprosić na piwo Tomka Adamka i podpytać go o te sprawy. Gra jest o dużą stawkę. Liczą się już detale.

Co dalej z karierą Kownackiego? Nadal jest w poczekalni i musi czekać na mistrzowską szansę. Jego menedżer twierdzi, że od walki o pas dzielą go jeszcze dwa pojedynki. Polscy kibice chcieliby zobaczyć Adama w polskim ringu, ale w najbliższym czasie to raczej mało realna opcja. Mateusz Borek pisał na Twitterze, że „polski rynek nie ma żadnych szans na wygenerowanie takich pieniędzy, jakie dziś trzeba zapłacić Adasiowi”. Ma rację, ale „Babyface” zawsze może pójść na jakieś ustępstwa. Może stoczyć w Polsce walkę ze słabszym rywalem, za mniejsze pieniądze. Finansowo byłby na minusie, ale marketingowo mógłby zyskać.

Ale pewnie jego kolejna walka odbędzie się w USA. Przemek Garczarczyk informował, że jeśli z jakichś powodów Luis Ortiz wypadnie z zaplanowanej na listopad konfrontacji z Deontayem Wilderem, to pierwszym rezerwowym będzie Kownacki. W boksie niczego nie można zaplanować, więc Adam musi uzbroić się w cierpliwość. Może walczyć z Wilderem, jego rywalem może być Andy Ruiz Jr, ale niewykluczone, że spotka się w ringu z Kubratem Pulewem (chyba najlepsza z tych opcji). W dyspozycji z ostatniej walki nie będzie faworytem w żadnym z tych pojedynków.

Adam musi na spokojnie obejrzeć walkę z Arreolą i przeanalizować popełnione błędy. Później powrót na salę i robota. Najważniejsze, że wygrał z Arreolą, ma bilans 20-0 i wciąż jest w grze o mistrzostwo świata. I mimo wszystko trochę poprawił nam humor, bo ostatnie tygodnie w polskim boksie były tragiczne.

Reklamy

Kownacki-Arreola

Jeszcze niedawno Adam Kownacki postrzegany był jako sympatyczny grubasek. Nikt nie traktował go poważnie. A on robił swoje. Czyli z uśmiechem na ustach bił kolejnych rywali. Na rozkładzie ma już dwóch pretendentów i jednego mistrza świata. Po wygranej z Geraldem Washingtonem wymownym gestem pokazał, że chce walki o pas. I jest już coraz bliżej tej walki, ale na razie czeka w poczekalni na rozwój wypadków. W nocy z soboty na niedzielę wejdzie do ringu z Chrisem Arreolą.

Kownacki jest twarzą polskiej wagi ciężkiej, która jest w potężnym kryzysie. Tomasz Adamek jest na emeryturze, ale może jeszcze wróci, żeby zarobić na mercedesa, Izu już powiedział dziękuję, Artur Szpilka został brutalnie zweryfikowany przez Derecka Chisorę. Pozostałych nie ma sensu wymieniać.

Kownacki to chłopak wychowany na Brooklynie, a Barclays Center to jego drugi dom. Stoczył tam już osiem pojedynków, ale po raz pierwszy wystąpi w walce wieczoru. Na trybunach ma być armia Kownackiego, jak to ujął Adam. Twierdzi, że sprzedał 2000 biletów. To dużo. Duża będzie też ciążyła na nim presja, bo do ringu wejdzie jako faworyt. To dla niego nowość. Wcześniej faworytem był tylko w walce z Washingtonem.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Chór ekspertów przekonuje, że Polaka w konfrontacji z „Koszmarem” czeka spacerek. Oby tak było, ale to może być walka-pułapka (odpukać!). Niby Chris Arreola jest już po drugiej stronie rzeki, ale „Babyface” nie może go zlekceważyć. Adam wie, że takie podejście to największy grzech w boksie, ale warto o tym przypomnieć. Kownacki nie może sobie pomyśleć: zrobię show w Barclays Center i rozwalę go do drugiej rundy. Takie podejście jest niebezpieczne. Wie coś o tym Artur Szpilka, który tak sądził przed walką z Kownackim i się przeliczył.

Nie będziemy pompować balonika i brać udziału w licytacji, w której rundzie „Babyface” znokautuje Arreolę. Wierzymy, że Adam wygra bez wydawania reszty, ale lepiej dmuchać na zimne. Wydaje się, że może mieć z Arreolą więcej roboty niż w starciu z Geraldem Washingtonem. „Koszmar” to twardy zawodnik, nie pęka w ringu. Trzy razy walczył o mistrzostwo świata, był w ringu z Witalijem Kliczką i Deontayem Wilderem. Kownackiego się nie przestraszy.

Polak od dawna chciał konfrontacji z Kalifornijczykiem. Jak na pojedynek w poczekalni jest to atrakcyjny rywal. Z rozpoznawalnym nazwiskiem i fajną przeszłością, ale już u schyłku kariery i bez przyszłości. Arreola oczywiście twierdzi, że chce zostać mistrzem świata, ale to tylko takie gadanie, żeby lepiej wypaść w mediach. Nikt w jego słowa nie wierzy. Z tego Arreoli, który kilka lat temu walczył z Tomaszem Adamkiem, zostało już niewiele.

https://platform.twitter.com/widgets.js

Style obu zawodników, mówiąc wprost, gwarantują mordobicie. Kibice kochają taki matchmaking. Kownacki musi uszczelnić obronę, bo przez swój styl jest skazany na przyjmowanie ciosów. Polak jest odporny, ale każdą szczękę da się skruszyć i lepiej, żeby Arreola jej nie testował. Z takiej walki najlepiej wyjść bez szwanku.

Kownacki toczy korespondencyjne pojedynki z Deontayem Wilderem. Szpilkę i Washingtona pokonał szybciej od mistrza federacji WBC. Po walce z Kalifornijczykiem ten bilans może wyglądać 3-0 dla Kownackiego, musi tylko wyrobić się przed 8. rundą. Niby nie ma to wielkiego znaczenia, ale Kownacki czekając na walkę z Wilderem, może się chwalić, że szybciej od niego odsyłał rywali do szatni.

Ostatnie tygodnie to nie jest dobry czas dla polskiego boksu. Swoje walki przegrali Krzysztof Głowacki, Maciej Sulęcki i Artur Szpilka. Mizernie to wygląda. „Babyface” może przerwać złą passę. – Słyszałem, że po trzech pogrzebach czas na wesele i zrobię wszystko, by poprawić humor polskim kibicom – twierdzi „Babyface” w rozmowie z TVP Sport.

ZOBACZ TAKŻE:

kownacki

(więcej…)

pindera_foto

– Jeśli chodzi o sylwetkę Adama, to warto przypomnieć jego walkę z Dannym Kelly. Gdyby ktoś nie znał możliwości Kownackiego i patrzył tylko na wygląd pięściarzy, to powiedziałby, że walka skończy się po 2-3 rundach zwycięstwem Kelly’ego – mówi w rozmowie z pogongu.pl Janusz Pindera. W najbliższą sobotę Adam Kownacki wejdzie do ringu w Barclays Center i będzie chciał zrobić kolejny (już ostatni?) krok w kierunku walki o tytuł mistrzowski.

(więcej…)

Skoro zamykamy rozdział pod tytułem „2018 rok”, to warto podsumować ostatnie 12 miesięcy w polskim boksie. Zrobiliśmy to w dwanaście rund.

1. runda

Tomasz Adamek dwa razy wszedł do ringu. Najpierw zbił Joe Abella w Częstochowie, później chciał oszukać przeznaczenie. Nie oszukał, bo Jarrell Miller był za wielki i za silny. Po czterech minutach Amerykanin odesłał „Górala” na emeryturę.

2. runda

Adam Kownacki jest coraz bliżej pojedynku o mistrzowski pas. Z Iago Kiladze miał trochę problemów, ale w końcu w szóstej rundzie posłał go na deski. Z Charlesem Martinem było już o wiele trudniej, bo Amerykanin miał serducho do walki. Kownacki zdał trudny test i już może szykować pięści na najlepszych.

3. runda

Artur Szpilka z Dominikiem Guinnem nie miał żadnych problemów. Wygrał po brzydkiej walce. Z Mariuszem Wachem przeżył chwile grozy w ostatniej rundzie, ale przetrwał i nie musiał wybierać między boksem a MMA. Co dalej? Musi znaleźć trenera i wspólnie z Andrzejem Wasilewskim ustalić plan działania.

Na rewanż ze Szpilką czeka Mariusz Wach, który w 2018 roku tylko raz pojawił się w ringu i był blisko zwycięstwa przed czasem. Wach miał też walczyć z Erikiem Moliną, ale nic z tego nie wyszło. Kariera znów na zaciągniętym ręcznym.

4. runda

Izu Ugonoh znów stoczył tylko jedną walkę. Choć nie wypada używać słowa „walka” w przypadku jego spotkania w ringu z Fredem Kassim. Rywala rozbolała głowa i przedstawienie skończyło się po 2. rundzie. Izu miał walczyć w grudniu o pas WBO Europe, ale gala Dariusza Michalczewskiego została odwołana. Czas ucieka, kariera Izu stoi w miejscu. Może Tiger jako promotor ją rozrusza. Jeśli nie, to chyba nic już z tego nie będzie.

5. runda

W lutym Krzysztof Głowacki był w tarapatach w walce z Radczenką. Zlekceważył rywala i mało brakowało, a jego kariera znalazłaby się na zakręcie. Później wygrał z Silgado, który przewrócił się od przeciągu w hali.

„Główka” dostał się do turnieju WBSS. Tam stoczył dwanaście trudnych rund z Własowem i wrócił do Polski z tymczasowym pasem mistrza świata federacji WBO. Następne miesiące mogą należeć do niego.

Spore problemy w walce z Radczenką miał także Adam Balski, który w ostatniej rundzie zebrał lanie życia na zawodowych ringach. Pięściarz z Kalisza musi się wziąć do roboty, bo z taką defensywą strach go wypuścić w świat.

6. runda

Mateusz Masternak stoczył dwa trudne pojedynki z Kalengą i Dorticosem. Jeden wygrał, drugi przegrał i znów wszystko musi zaczynać od nowa. Po ostatniej walce nazwaliśmy „Mastera” Syzyfem polskiego boksu, bo gdy jest blisko celu, zawsze musi zawracać.

7. runda

Od nowa swoją pozycję buduje też Krzysztof Włodarczyk. W 2018 roku wygrał trzy walki. Gadajew i Sands nie byli rywalami z jego półki, ale konfrontacja z Durodolą pokazała, że Diablo może być jeszcze groźny w ringu. Jednak w jego przypadku w mistrzowskie pasy już nie wierzymy.

8. runda

Andrzej Fonfara zmienił kategorię wagową i na polskiej ziemi obił Siłłacha. Po walce na Torwarze trudno jednoznacznie ocenić, czy „Polski Książę” pasuje do kategorii junior ciężkiej. Na pewno musi mniej przyjmować, bo teraz za rywali będzie miał większych chłopów niż w kategorii półciężkiej.

9. runda

Maciej Sulęcki w pojedynku z Danielem Jacobsem udowodnił, że należy do światowej czołówki w swojej kategorii wagowej. Sędzia, który wypunktował walkę 117-110 dla Jacobsa był po prostu głupi. „Striczu” musi teraz uzbroić się w cierpliwość, bo duże walki nie przychodzą z dnia na dzień.

10. runda

Kamil Szeremeta zdobył pas EBU, później go obronił, czyli ma za sobą bardzo dobry okres. Widać, że jego współpraca z Fiodorem Łapinem idzie w dobrym kierunku.

Fiodor Czerkaszyn jest powiewem świeżości w polskim boksie. Za chłopakiem ciągnie się ciekawa historia. Gołym okiem widać, że ma papiery do tego sportu. Niektórzy już zachłysnęli się jego talentem i wróżą mu mistrzowską karierę. Spokojnie. Dajcie mu czas. Niech trenuje i idzie do przodu. Jest w dobrych rękach.

11. runda

Robert Parzęczewski nikomu się nie kłaniał w ringu. Petardy odpalił jeszcze przed Sylwestrem, gdy bił w Radomiu solidnego Dariusza Sęka. „Arab” nie chce już walk z rodakami, ale zobaczylibyśmy go jeszcze w ringu z Norbertem Dąbrowskim. Jego kariera musi być prowadzona ostrożnie.

Paweł Stępień mógł pod koniec roku zaliczyć wpadkę w walce z Suchockim, ale wyszedł z opresji i wygrał. Potrzebna była mu taka walka, bo po wcześniejszych zwycięstwach nad słabszymi rywalami mógł uwierzyć, że już wiele może. Nie powinien walczyć z rywalami słabszymi od Suchockiego.

12. runda

Łukasz Wierzbicki krok po kroku idzie do przodu. W 2018 roku spędził 30 rund w ringu z solidnymi rywalami. Wyjaśnił sprawę z Michałem Żeromińskim, wygrał też z Claytonem i Kiduku. Wszystkie walki wygrywał na punkty, bo brakuje mu nokautującego ciosu. Unika ringowych wojen, ale to nie jest wada. Dzisiaj żaden ekspert nie powie, że Wierzbicki w przyszłości zdobędzie mistrzostwo świata, bo to ryzykowna teza, ale w Polsce „Pretty Boy” ma wyrobioną markę.

kownacki

(więcej…)

kownacki

W najbliższą sobotę Adam Kownacki będzie zdawał najważniejszy test w swojej karierze. Na jego drodze stanie były mistrz świata wagi ciężkiej – Charles Martin. Przed pojedynkiem w Barclays Center poszukaliśmy odpowiedzi na kilka pytań.

Czy Charles Martin będzie najtrudniejszym rywalem w karierze Adama Kownackiego?

Wszystko na to wskazuje, bo Amerykanin jest wielkim chłopem z ciężkimi łapami. Kownacki nie bił się jeszcze z przeciwnikiem o takich gabarytach i umiejętnościach, ale jeśli chce dorwać Joshuę lub Wildera, to pojedynek z Martinem będzie dla niego dobrą zaprawą przed konfrontacjami z dużymi chłopcami.

Amerykanin z 25 wygranych pojedynków aż 23 skończył przed czasem. Te liczby robią wrażenie, ale ze statystykami jest jak z krótką spódnicą u kobiety – niby wszystko widać, ale najważniejsze i tak jest zakryte. W przypadku Martina liczby zakrywają jakość rywali, których on pokonał. Wśród jego ofiar nie znajdziemy wirtuozów boksu, ale „Babyface” musi być przygotowany na to, że przeciwnik nie będzie go głaskał.

Jak dużym znakiem zapytania jest Charles Martin?

Ogromnym. W przypadkowych okolicznościach zdobył tytuł mistrza świata (więcej piszemy o tym TUTAJ). Później pojechał do Londynu i bez walki oddał swój pas Joshui. Martin może opowiadać, że był na szczycie wagi ciężkiej, ale na nikim nie zrobi to wielkiego wrażenia. Miał po prostu farta i tyle.

Po stracie pasa stoczył dwie walki, ale nie miał zbyt wymagających rywali. Ostatnio w ringu widziany był 14 miesięcy temu. Do konfrontacji z Kownackim przygotowywał się pod okiem Jeffa Mayweathera. Teraz twierdzi, że jest przygotowany na bardzo trudną walkę. Trzeba wierzyć mu na słowo.

Ile rund potrwa walka?

Jakoś trudno sobie wyobrazić, że ten pojedynek potrwa cały dystans. Adam Kownacki twierdzi, że nie da Martinowi wyjść poza szóstą rundę. W tej walce bomby będą latały w obu kierunkach, bo obaj panowie wiedzą, o co toczy się gra. Obaj też nie lubią brać nadgodzin, więc w trakcie tego pojedynku lepiej nie mrugajcie.

Co będzie największym atutem Kownackiego?

W tym pojedynku sfera mentalna może odegrać bardzo ważną rolę. „Babyface” jest gościem, który nie pęka w ringu. W szatni na pewno tej walki nie przegra. Artur Szpilka straszył Kownackiego i ewidentnie go lekceważył. Zaczepki „Szpili” spływały po Adamie. On tylko się uśmiechał. Później w ringu z uśmiechem na ustach dokonał egzekucji.

Kownacki twierdzi, że jego najbliższy przeciwnik nie ma serducha do walki. Coś w tym może być. Martin w pojedynku z Joshuą szybko wymiękł i nie miał ochoty na walkę. Nie chcemy pisać, że Martin jest leszczem, ale charakteru wojownika to on raczej nie ma. Zobaczymy, jak Amerykanin zachowa się, gdy polski czołg z Brooklynu ruszy na niego i będzie chciał go rozjechać.

Jakie drzwi Kownackiemu może otworzyć wygrana z Martinem?

Jeśli „Babyface” wygra, to wielu niedowiarkom zamknie usta, bo jeszcze nie wszyscy traktują go poważnie. Wygrana z Amerykaninem przybliży go też do walki o mistrzostwo świata. Pytanie tylko, czy Kownacki za wszelką cenę musi dążyć do pojedynków z Joshuą i Wilderem? Wydaje się, że ma jeszcze na to czas. Adam twierdzi, że już jest gotowy na takie wyzwania. – Do odważnych świat należy – mówi.

„Babyface” może stoczyć jeszcze ze dwie walki (zakładając, że w wygra z Martinem), najlepiej dobrze płatne, w których nabierze doświadczenia i podniesie swoje umiejętności. W boksie Adama jest sporo do poprawy. Musi pracować nad obroną i pracą nóg, bo te dwa elementy u niego kuleją.

W Barclays Center będzie zdawał bardzo ważny test. Jeśli znokautuje Martina, to zanim pójdzie do szatni, będzie mógł krzyknąć do Wildera (ma być na walce): idę po ciebie.

Zrzut ekranu 2018-09-06 o 19.46.01

Adam Kownacki w ringu przypomina czołg. Idzie do przodu i taranuje kolejne przeszkody. W nocy z soboty na niedzielę stoczy najważniejszą walkę w swojej karierze. Pojedynek z Charlesem Martinem może być dla niego przepustką do dużych walk i pieniędzy. Przeciwnik Kownackiego jest wielkim chłopem i jeszcze większą zagadką.

1. Runda.

Dokładka do biznesu

Jeszcze niedawno nikt w bokserskim świecie nie traktował Adama Kownackiego poważnie. Postrzegany był jako sympatyczny grubasek, który wygrywa z przeciętnymi przeciwnikami. Za walki dostawał po 2 tysiące dolarów. Po opłaceniu wszystkiego wychodziło, że dokłada do biznesu. Dlatego pracował na budowie i dorabiał na bramce w restauracji znajomego na Manhattanie. Karta się jednak odwróciła.

W efektownym stylu zbił Artura Szpilkę, podskoczył w rankingach i dzisiaj jest klasyfikowany w czołówce wagi ciężkiej. – Nie chcę być znany tylko z tego, że pokonałem Szpilkę. Mam trochę wyższe cele – mówił niedawno Kownacki w rozmowie z Po Gongu.

2. Runda

Przypadkowy mistrz

Jeśli Charlesa Martina nazwiemy przypadkowym mistrzem świata wagi ciężkiej, to chyba nikt nie będzie zgłaszał pretensji. Do walki o pas IBF wszedł kuchennymi drzwiami. Tyson Fury nie miał zamiaru walczyć z Wiaczesławem Głazkowem, więc federacja IBF zabrała tytuł Brytyjczykowi i do pojedynku o pas wyznaczyła Głazkowa i Martina. Czyli pięściarzy, których (wtedy) Fury rozwaliłby tego samego wieczoru.

Konfrontacja Głazkowa z Martinem nie trwała zbyt długo. Ukrainiec doznał kontuzji kolana i po trzech rundach było po wszystkim. Martin został (przypadkowym) mistrzem świata.

3. Runda

Rozwalony nos i komplementy

Kownacki w swoim ostatnim pojedynku pokonał Iago Kiladze. Zrobił to w efektownym stylu, bo dopisał do swojego rekordu kolejne KO. Po stronie strat musiał zapisać rozwalony nos. W trakcie walki przyjął sporo ciosów od Gruzina, ale mimo wszystko pod jego adresem spłynęły komplementy. „On może sporo namieszać w wadze ciężkiej” – mówił Al Bernstein.

„Babyface” coraz głośniej i częściej wspomina o walkach z Anthonym Joshuą i Deontayem Wilderem. Chciałby nosić na biodrach pasy, które posiadają ci dwaj panowie. Żeby zbliżyć się do walki o mistrzostwo świata, w najbliższą sobotę musi pokonać Charlesa Martina.

4. Runda

Wycieczka po czek

Martin mistrzem świata był tylko przez trzy miesiące. Za grubą kasę (podobno kilka milionów funtów) wybrał się do Anglii i podał na tacy swój pas Joshui. Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby dojść do wniosku, że Martin wybrał się do Anglii tylko po czek. W trakcie walki kilka razy pomachał prawą ręką, przyjął dwie bomby od Joshui i mógł wracać do domu. Bez pasa, ale z czekiem w kieszeni.

kownacki

5. Runda

Bez serca do walki

– Pojedynek z Joshuą pokazał, że Martin nie ma wielkiego serca do walki. Moja ciągła presja będzie kluczem do sukcesu. Poza Głazkowem i Joshuą, on nie walczył z nikim poważnym. Nie licząc tej dwójki, Martin nie mierzył się z nikim mojego kalibru – mówił Kownacki w rozmowie z The Ring.

6. Runda

Pełne portki Martina

Jeżeli Charlesa Martina mielibyśmy oceniać tylko przez pryzmat walki z Joshuą, to możemy stwierdzić, że chojakiem to on nie jest. W trakcie pojedynku w Londynie miał pełne portki. Pewnie sobie przekalkulował, że nie ma sensu zbierać więcej po głowie, bo prędzej czy później Joshua dokona na nim egzekucji i dlatego pomachał białą chusteczką.

Teraz w ringu spotka się z Kownackim, który nie lubi stawiać kroku w tył. Polak wyprowadza ciosy szybciej niż niektórzy jego rywale myślą. Podczas pojedynku w Barclays Center okaże się, czy Martin jest facetem z jajami. Nie możemy jednak wykluczyć scenariusza, że po przyjęciu kilku ciosów, klęknie na kolanko i powie: mi już wystarczy.

7. Runda

Głupotą przebił Bińkowskiego

Martin jest pięściarzem-zagadką. Jego CV nie rzuca na kolana. Bije mocno, jest wielkim chłopem, ale ostatnio głośniej było o jego poza ringowych perypetiach. W sierpniu 2016 roku został postrzelony w przedramię, ale jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Później w internecie umieścił film, w którym głupotą przebił nawet Artura Bińkowskiego.

Te dwa incydenty pokazują, że Martin na tamtym etapie życia miał na głowie ważniejsze sprawy od boksu. Amerykanin od walki z Joshuą tylko dwa razy wszedł do ringu. W ciągu trzech rund zbił dwóch słabiutkich przeciwników. Przetarcie przed konfrontacją z Kownackim miał słabe. Ostatni pojedynek stoczył 14 miesięcy temu.

8. Runda

Gotowy na wszystko

– Wiem, że to twardy i agresywny pięściarz, ale jest także łatwy do trafienia [cytat za ringpolska.p] – tak Martin mówi o Kownackim. I dodaje: Miałem naprawdę dobre przygotowania. Spędziłem sześć tygodni z Jeffem Mayweatherem i jesteśmy gotowi na wszystko, co zaprezentuje Kownacki. Jestem przygotowany na bardzo trudną walkę.

Amerykanin mówiąc, że Kownacki jest łatwy do trafienia, niestety nie gadał bzdur. Taka jest prawda. Defensywa jest największą bolączką polskiego pięściarza. Martin potrafi skarcić rywala bardzo mocnym ciosem, więc Kownacki musi uszczelnić obronę. Nie możemy wykluczyć, że „Babyface” w tej walce wyląduje na deskach. Na pewno tak wielki i silny chłop jak Martin może go naruszyć.

9. Runda

Przepustka do dużej walki

Jeżeli Martin przegra z Kownackim to raczej już nikt nie będzie go poważnie traktował. Jeżeli nie rozwalił kasy zarobionej na walce z Joshuą, to po ewentualnej porażce może nawet zakończyć karierę, bo droga do mistrzostwa świata bardzo mu się wydłuży.

„Babyface” nie stoi pod ścianą. Jeżeli zwycięży, zrobi duży krok w kierunku walki o mistrzowski pas i największej wypłaty w karierze. Polak twierdzi, że dla niego jest to pojedynek o być albo nie być. Na pewno jest przepustką do dużej walki. Stawka pojedynku jest ogromna, dlatego obstawiamy, że bomby będą latały w obu kierunkach. Możemy być pewni, że „Babyface” nie pęknie przed walką. On chyba ma wycięty układ nerwowy i psychikę ze stali.

10. runda

Nie będzie miękkiej gry

Grzmoty z Barclays Center pewnie będzie słychać w Polsce. Kownacki na pewno przyjmie kilka bomb od Martina, ale w drugiej części walki polski czołg z Brooklynu powinien rozjechać swojego rywala. „Babyface” załatwi sprawę przed czasem. Taki zakładamy scenariusz.

Warto nastawić budziki i zarwać noc z soboty na niedzielę, bo w ringu zobaczymy dwóch pięściarzy z czołówki wagi ciężkiej, którzy chcą się bić o mistrzowskie pasy i zapowiadają, że nie będzie miękkiej gry.

Transmisja gali w Canal+.

Zrzut ekranu 2018-01-22 o 20.57.17

Adam Kownacki wszedł do ringu w Barclays Center i wykonał swoją robotę. Załatwił Kiladze bez wydawania reszty. Przed Polakiem coraz większe pojedynki. Czy to już czas na konfrontacje z gigantami wagi ciężkiej?

„Babyface” nie był do końca zadowolony ze swojej postawy, bo przyjął sporo ciosów i kończył pojedynek z rozwalonym nosem. Miał jednak walkę pod kontrolą, Iago Kiladze już od czwartej rundy szukał drzwi wyjściowych. – Adam przyjął sporo ciosów na własne życzenie, bo był za pewny siebie. Jego waga świadczy o tym, że zlekceważył rywala. Nie można mu jednak niczego zarzucić. Nie potraktował Kiladze poważnie, ale miał do tego prawo, bo Gruzin nie gra w jego lidze. Walka to potwierdziła – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Miszkiń.

Szukamy kolejnego rywala dla Kownackiego

„Babyface” przed pojedynkiem z Kiladze nie przejmował się zbytnio dietą, na wagę wniósł prawie 118 kilogramów, czyli o osiem więcej niż przed walką z Arturem Szpilką. W rozmowie z Onetem tłumaczył, dlaczego tych kilogramów było tak dużo: Pół roku przerwy, stres przed walką. Ja mam tak, że nie piję, nie palę, nie biorę narkotyków, ale gdy się stresuję, to zaczynam podjadać. Najgorzej, jak w grę wchodzą słodycze. Wtedy zanim człowiek się zorientuje, to już ma 20 funtów do przodu.

Po walce z Kiladze zaczęły się spekulacje dotyczące przyszłości Kownackiego. Wybraliśmy kilku potencjalnych przeciwników dla Adama. Z którymś z tych panów może wejść on do ringu w niedalekiej przyszłości. Oddajemy głos Maciejowi Miszkiniowi, który charakteryzuje potencjalnych rywali Kownackiego i ocenia szanse polskiego pięściarza w konfrontacjach z nimi:

Gerald Washington. To jest poprawny pięściarz, ale nie ma ani jednego elementu na bardzo wysokim poziomie. Atleta, ale mięśnie częściej mu przeszkadzają w boksowaniu niż pomagają. Ma problemy kondycyjne, często staje przy linach i to byłaby idealna okazja dla Kownackiego, żeby skończyć go przed czasem.

Typ: Kownacki przed czasem w późniejszych rundach.

Charles Martin. Przypadkowo został mistrzem. Pas dostał w prezencie od losu, ale Anthony Joshua brutalnie go zweryfikował. Po tej walce Martin miał problemy osobiste. Na pewno potrafi mocno uderzyć, ale Kownacki potrafi uderzyć i przyjąć. Tego Martin już nie umie.

Typ: Kownacki przez TKO.

Jarrell Miller. To jedna z najbardziej ekscytujących walk, jaką można zrobić z udziałem Kownackiego. Panowie mają podobne style, Miller też idzie jak czołg do przodu. Ostatnio Amerykanin męczył się z Mariuszem Wachem, zwyciężył tylko dlatego, że Polak rozwalił sobie rękę.

Typ: Lekkim faworytem byłby dla mnie Kownacki, ale to typowa walka na przełamanie. Kto pierwszy skruszy rywala, ten wygra.

Dominic Breazeale. Na miejscu Adama unikałbym tego gościa. Amerykanin ma świetne warunki fizyczne, bardzo dobrze boksuje ciosami prostymi. Mimo gabarytów dobrze pracuje na nogach, ma doświadczenie w pojedynkach z mocnymi rywalami. Kownackiemu walka z Breazeale’em nie da większego splendoru i pieniędzy niż konfrontacje z Martinem, Millerem czy Washingtonem. Nie ma sensu ryzykować, odstawiłbym tego rywala na dalszy plan.

Typ: Lekkim faworytem Breazeale.

Izu Ugonoh. Izu jest po długiej przerwie, nie lubi rywali wywierających presję. Nie byłby w stanie utrzymywać Kownackiego na dystans przez 12 rund. Ich walkę można sprzedać w Polsce i USA. Tu i tu wygenerowałaby zainteresowanie. W Stanach obaj uchodzą za bezkompromisowych pięściarzy. O Ugonohu wyrobili sobie taką opinię po jego konfrontacji z Breazeale’em.

Typ: Kownacki przed czasem.

Dillian Whyte. To druga, obok konfrontacji z Millerem, najbardziej ekscytująca walka z udziałem Adama. Whyte ma za sobą ringowe wojny, więc byłby gotowy na kolejną. Z Chisorą dali świetną walkę, tam były mocne wymiany. Whyte potrafi przyjąć i mocno oddać. Pytanie, czy wytrzymałby tempo narzucone przez Kownackiego. Wydaje mi się, że w tym momencie są małe szanse na taki pojedynek, bo Whyte zyskał uznanie na rynku i szykowany jest do walki za dużą kasę. Może Eddie Hearn będzie chciał go wypromować w USA. Jeśli tak, to wątpię, by użył do tego Kownackiego.

Typ: Nie wiem, na kogo postawić, walka 50/50.

Deontay Wilder. Chyba jest za wcześnie na taką walkę dla Adama. Wilder to dynamiczny, niebezpieczny i mocno bijący facet. Niby jest niesprawdzony, ale ja Wildera postawiłbym przed Joshuą. Kownacki nie miałby zbyt wielu argumentów w tej konfrontacji.

Typ: Wilder przez KO.

Na Wildera jeszcze przyjdzie czas

Kownacki po zwycięstwie nad Kiladze idzie dalej. Wkrótce okaże się, jakie plany wobec pięściarza z Brooklynu ma Al Haymon. Nie można wykluczyć, że „Babyface” niebawem dostanie walkę o mistrzostwo świata. – Jeśli Kownacki będzie mądry, to na razie, mimo że kasa kusi, odrzuci oferty walk z gigantami królewskiej kategorii. Ma na to czas. – pisze w swoim felietonie Mateusz Borek.

Po co teraz Adamowi konfrontacja z Wilderem? – zastanawia się Miszkiń i dodaje: Nie ma sensu rwać się za wszelką cenę do takiego pojedynku. Kownacki w drodze po pas może stoczyć jeszcze 2-3 walki. Na przykład: z Martinem czy Washingtonem. Przy okazji może zarobić bardzo dużo pieniędzy, podnieść swoje umiejętności i dalej się promować. Dopiero potem może skusić się na złoty strzał w postaci konfrontacji z Wilderem czy Joshuą.

Trochę innego zdania jest Steve Farhood, który komentował walkę Kownackiego z Kiladze. Ekspert Showtime uważa, że „Babyface” nie powinien zbyt długo zwlekać z dużym pojedynkiem. Farhood twierdzi, że braki w defensywie w końcu odbiją się na Kownackim. – Adam, gdy przystosuje się do szybkości rywala, to widzi jego ciosy, często odprowadza je skrętem głowy, nastawieniem czoła czy balansem tułowia. Czyli te ciosy nie wyrządzają mu takiej szkody, jak się wielu osobom wydaje. Nie martwiłbym się mocno o jego uszczerbek na zdrowiu – kończy Miszkiń.

adam kownacki

  • Adam Kownacki od ponad dwudziestu lat mieszka w USA, na polskim ringu nie stoczył ani jednej walki. – Mogę otwarcie powiedzieć, że zależy mi, aby Adam został nową gwiazdą gal z cyklu Polsat Boxing Night – mówi Mateusz Borek.
  • „Babyface” po świecie boksu zawodowego porusza się bez promotora, ale jest związany z Alem Haymonem. Na początku kariery boks łączył z pracą na budowie, w weekendy dorabiał na bramce.
  • Teraz skupia się tylko na boksie i chce zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. 20 stycznia w Barclays Arenie ma do wykonania robotę.
  • (więcej…)