Archive for the ‘Wywiady’ Category

adam_balski_1

Adam Balski w mediach społecznościowych wydał oświadczenie, w którym poinformował o rozstaniu z grupą Tymex Boxing Promotion.  – Nie odechciało mi się boksu. Tylko chcę trenować jak zawodowy pięściarz – mówi w rozmowie z PoGongu.pl pięściarz z Kalisza. 

Dlaczego chcesz rozwiązać kontrakt z Tymex Boxing Promotion?

Ta decyzja długo we mnie dojrzewała i nie podjąłem jej pod wpływem emocji. Na pewno nie uderzyła mi woda sodowa. Trochę się tego uzbierało i stwierdziłem, że albo trenuję jak zawodowiec, albo odchodzę z grupy. Nie mam nic do promotorów i nie chcę się na nich skarżyć.

W oświadczeniu napisałeś, że straciłeś do nich zaufanie.

Nie mogliśmy się dogadać, często były kłótnie. Nasze relacje popsuły się z pół roku temu. Co innego było mówione, co innego robione. Może jestem nauczony innych zasad. Wyszło jak wyszło. Zdania nie zmienię, nie będę walczył w Tymexie.

Tymex wydał oświadczenie, że wciąż jesteś zawodnikiem tej grupy. Do kiedy masz podpisany kontrakt z grupą Mariusza Grabowskiego?

Szczerze mówiąc, to nie pamiętam. Jest w nim dużo zapisów, nie analizowałem ich. Mój menedżer Patryk Kieliszewski jest w kontakcie z adwokatami, którzy zajmują się szczegółami. Promotorzy Mateusz Borek i Mariusz Grabowski mają kontakt do mojego menedżera, więc niech załatwią to między sobą. Nie chcę być pośrednikiem, bo się na tym nie znam. Promotorzy mają też numer do mnie. Nie ukrywam się przed nimi. Choć nie chce mi się z nimi rozmawiać.

Patrząc na to wszystko z boku, można odnieść wrażenie, że wywracasz swoją karierę do góry nogami.

Przede wszystkim sam podejmuje decyzje. Mogę posłuchać czyichś rad lub podpowiedzi, ale później siadam w fotelu albo idę nad wodę i myślę, co będzie dla mnie najlepsze. Wszystko przemyślałem i uznałem, że odejście z Tymexu będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Rozważasz opcję, że zakończysz karierę?

Słyszałem opinie, że promotor może mnie zawiesić nawet na pięć lat. Jeśli tak by się stało, to wtedy będę musiał zakończyć karierę, ale chcę trenować i walczyć. Nie odechciało mi się boksu. Tylko chcę trenować jak zawodowy pięściarz. Wiele razy mówiłem promotorowi, że mógłbym przeprowadzić się na Florydę. Mogę tam ćwiczyć i pracować, bo chcę się rozwijać. Dwa miesiące trenuję z Gusem Currenem, a potem przez pół roku sam walę w worek. W ten sposób mogę być mistrzem podwórka.

Bierzesz pod uwagę, że sprawa rozwiązania twojego kontraktu może trafić do sądu?

Minęły dopiero trzy dni, więc nie wiem, co będzie dalej. Mam nadzieję, że ta sprawa nie będzie się długo ciągnąć. Dla mnie jest już skończona.

adam_balski

Miałeś jakieś zastrzeżenia do swoich przygotowań do walki z Siergiejem Radczenko?

Nie chcę się żalić, ale było trochę zamieszania. Miała być walka z Nikodemem Jeżewskim, ale została odwołana. Po powrocie z Florydy przez dwa miesiące byłem sam w Kaliszu. Później od nowa zaczynałem obóz. Nie chcę się tłumaczyć, bo Radczenko to dobry zawodnik. Czegoś mi zabrakło. Nie zawsze są piękne dni w życiu. Wygrałem walkę, ale nie było lekko.

Sobie nie masz nic do zarzucenia?

Na pewno nie uciekałem z obozu. Może promotor mnie nie lubi i dlatego mówił, że tak było. Jeśli wyjeżdżałem, to miałem jakiś powód i coś pilnego do załatwienia. Na treningach ostro zasuwałem, ale gdy miałem dużo wolnego, to jechałem do Kalisza. Bez sensu było siedzieć w miejscu.

Poinformowałeś trenera Currena o zakończeniu współpracy?

Miesiąc po walce z Radczenko dałem znać trenerowi, że nie będę z nim trenował, bo nie widzę w tym sensu. Pisałem z nim, bo nie gadam po angielsku. Wyjaśniłem mu, jak wygląda sytuacja. Z Gusem widzę się przez dwa miesiące, a potem pół roku ćwiczę indywidualnie. Do trenera nie mam żadnych pretensji, bo dobrze nam się współpracowało.

Jak Gus przyjął tę informację?

Na luzie. Gus wie, jak jest w boksie. Gdybym nie traktował boksu poważnie, to po robocie brałbym kilkurundowe walki i parę złotych by mi wpadło. Chcę trenować z jednym trenerem i robić postępy. Tracę motywację, gdy ich nie robię. To jest droga donikąd.

Co wiesz o sobie po walce z Radczenko?

Wyciągnąłem jeden wniosek. Albo trenuję normalnie i rozwijam się, albo idę do pracy. Muszę się za coś wziąć na poważnie, bo nie da się łapać dwóch srok za ogon.

Jak wyobrażasz sobie dalszą karierę?

Czekam na telefon od menedżera i mam nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni. Ze względu na kontuzję ręki na razie nie trenuję, ale przynajmniej mogę już jechać w trasę, bo wcześniej przez pięć tygodni musiałem trzymać rękę przy ciele i nawet nie mogłem prowadzić auta.

Wracasz do zawodu kierowcy?

Jeśli będzie możliwość, to na pewno polecę w trasę. Mam parę pomysłów, ale dzisiaj nie chcę jeszcze o nich mówić. Nie wiem, czy zostanę w Polsce. W przeszłości pracowałem w Holandii i Francji. Mam tam otwarte furtki. Chcę walczyć, ale nie wszystko zależy ode mnie. Zawsze mogę trenować w piwnicy, ale nie zależy mi na byciu mistrzem podwórka.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy

michal_cieslak

(więcej…)

pindera_foto

6 października znów zobaczymy w ringu Tomasza Adamka, który w Chicago będzie się bił z ważącym ponad 130 kilogramów Jarrellem Millerem. Amerykanin zapowiada nokaut na „Góralu”. – Moim zdaniem Miller jednym ciosem nie zgasi światła Tomkowi – twierdzi Janusz Pindera, komentator boksu.

Czy Tomasz Adamek nie został wrzucony na zbyt głęboką wodę na ostatnim etapie swojej kariery? Jarrel Miller to groźny facet z czołówki wagi ciężkiej.

Janusz Pindera: Tomek nie po raz pierwszy został wrzucony na głęboką wodę, ale on potrafi pływać. On nigdy nikogo się nie bał. Wydaje się, że obraz tej walki jest klarowny. Miller pójdzie do przodu, a „Góral” będzie próbował kontrować. Tylko zastanawiam się, czy jego nogi wytrzymają, bo on ma już prawie 42 lata. Jego nogi nie są już takie jak przed laty, ale to jest normalne. Szybkość i umiejętność przemieszczania się – te cechy będą Tomkowi w konfrontacji z Millerem bardzo potrzebne. „Góral” w starciu z Abellem pokazał, że nie boi się podjąć intensywnej walki.

Eksperci i bukmacherzy uważają, że Adamek nie ma szans z Millerem. Polscy kibice mogą mieć jakieś podstawy do optymizmu?

Wiara, wiara i jeszcze raz wiara. Tak zawsze powtarza Tomek, który ma już za sobą pielgrzymkę do amerykańskiej Częstochowy, a więc włożył sobie w nogi ponad sto kilometrów intensywnego spaceru. Wierzę, że na obozie w Vero Beach „Góral” i Gus Curren opracują odpowiednią taktykę. Dzisiaj wydaje się, że może być tylko jedna taktyka. Trzeba bardzo intensywnie boksować lewym prostym oraz schodzić na boki i atakować z różnych kątów. Przepuszczać Millera, bo jeśli Amerykanin zamknie Tomka przy linach, to będzie miał on duży kłopot.

Gdyby był pan promotorem Adamka, to dałby mu zielone światło na walkę z Millerem?

Tomkowi szczerze odradzałem tylko jednej walki – z Witalijem Kliczko. Wiedziałem, że w końcu z którymś z ukraińskich braci się zmierzy, ale uważałem, że lepszy byłby dla niego Władimir. Z drugiej strony, za walkę z Witalijem zarobił ogromne pieniądze. Jego domy w USA to jest w dużej mierze wynik tego pojedynku. Jeśli chodzi o konfrontację z Millerem, to przed Tomkiem trudny wieczór. Amerykanin będzie bardzo wymagającym rywalem, ale nie wykluczam żadnego scenariusza.

(więcej…)

talarek_foto

– Po porażce z Norbertem Dąbrowskim nie mogłem usiąść i użalać się nad sobą. Gdy rany po walce się zagoiły, od razu wróciłem na salę treningową – mówi Robert Talarek w rozmowie z Po Gongu. – Moim celem jest zdobycie mistrzostwa świata i do tego dążymy z moim teamem – dodaje pięściarz. Roberta Talarka ponownie zobaczymy w ringu w najbliższą niedzielę. Podczas gali w Międzyzdrojach będzie walczył z Artemem Karpetsem.

Po Gongu: Jak długo siedziała w twojej głowie porażka z Norbertem Dąbrowskim podczas gali na Stadionie Narodowym?

Robert Talarek: Cały czas mam ją w głowie. Porażka z Dąbrowskim zabolała mnie, bo w rankingu boxrec spadłem aż o dwadzieścia miejsc, a przecież wcześniej bardzo ciężko pracowałem na swoją pozycję. Jednak porażki w sporcie są nieuniknione. Już trzynaście razy czułem jej smak, więc jestem przyzwyczajony. Trzeba żyć dalej, wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Prawie każdy tak mówi po przegranej. Powiedz szczerze, miałeś momenty zwątpienia po tej walce?

Nie było takich momentów, bo cały czas chcę osiągnąć sukces. To jest moim marzeniem, a marzenia się realizuje, a nie czeka aż same się spełnią, bo można się nie doczekać. Nie mogłem usiąść i użalać się nad sobą. Gdy rany po walce się zagoiły, od razu wróciłem na salę treningową.

Jakie wnioski wyciągnąłeś po pojedynku z „Norasem”? Co zawiodło?

Bardzo duży wpływ na przebieg walki miało rozcięcie, które powstało po przypadkowym zderzeniu głowami. Krew zalewała mi oczy i przez to trudno mi się boksowało. Byłem w bardzo dobrej formie i podejrzewam, że gdyby nie ta kontuzja, to mógłbym zdominować Norberta. Szkoda, że sędzia nie przerwał walki po trzeciej czy czwartej rundzie, ale nie mam pretensji do Roberta Gortata. Nie znam się na sędziowaniu i nie chcę krytykować jego decyzji. Mam tylko wrażenie, że w takich sytuacjach walki się przerywa. W Anglii w konfrontacji ze Smithem odniosłem podobną kontuzję i sędzia szybko zakończył pojedynek.

JUŻ WKRÓTCE PREMIERA DOKUMENTU „CZARNE ZŁOTO”

(więcej…)

(więcej…)

borek

  • Dlaczego Joey Abell został rywalem Tomasza Adamka?
  • Czy były prowadzone negocjacje z Erikiem Moliną?
  • Jaką najwyższą kwotę usłyszał Mateusz Borek od pięściarza lub jego promotora, któremu zaproponował występ na Polsat Boxing Night?
  • Którą walkę na Polsat Boxing Night w Częstochowie było najtrudniej dopiąć?

(więcej…)

martin lewandowski

fot. S. Rudnicki
(więcej…)

gromadzki

Gdy ogląda się pojedynki Tomasza Gromadzkiego, to można odnieść wrażenie, że jego taktyka na walkę zamyka się w dwóch słowach – zrobić zadymę. Jest Gromadzki, są grzmoty i pioruny. Tak było ostatnio w Zgorzelcu. Pseudonimu „Zadyma” dorobił się w czasach szkolnych, bo już w gimnazjum musiał używać pięści. Pięściarz ze Śląska na co dzień prowadzi zakład pogrzebowy, ale za moment będzie zamykał ten biznes. Chce postawić tylko na boks, bo jak twierdzi, teraz ma swoje pięć minut.

****

Zdajesz sobie sprawę z tego, że 24 lutego 2018 roku zapisałeś się w historii? Andrzej Kostyra, który komentował twoją walkę z Wojciechem Wierzbickim stwierdził, że rozpętaliście w ringu Trzecią Wojnę Światową.

Miło słyszeć takie słowa. Rok temu, gdy walczyłem z Pawłem Rumińskim mówiono, że takie pojedynki rzadko się zdarzają na polskich ringach. Tam był cios za cios. Pan Kostyra mówił w trakcie komentarza, że walka odbywa się według Kodeksu Hammurabiego. W Zgorzelcu było podobnie, zrobiliśmy z Wojtkiem niezłe show. Mimo że jestem trochę poobijany i mam kilka siniaków, to cieszę się, że po ostatniej porażce wróciłem w dobrym stylu. Zresztą, gdy wygrywa się walkę, to wszystko jakoś mniej boli.

Czy zrobienie zadymy to jest najważniejszy punkt twojej taktyki na walkę?

Nie, nie. Oczywiście były takie pojedynki, w których nic mi nie wychodziło, więc wpadałem i robiłem swoje. W walce z Wierzbickim to była kontrolowana zadyma, czyli cały czas zachowywałem trzeźwość umysłu, wiedziałem co robię i gdzie biję. Gdy czułem, że jestem zmęczony, to uciekałem na boki, uderzałem po unikach, odbijałem się od lin i schodziłem mu pod ręką. Z walki na walkę nabieram coraz większego doświadczenia. Robię zadymę, bo ludzie to lubią, ale wydaje mi się, że pod względem technicznym walczę coraz ładniej.

Mariusz Grabowski wypłacił ci już bonus za walkę?

Nikt mi osobiście o żadnym bonusie nie mówił. Słyszałem, że komentatorzy w trakcie transmisji coś o tym wspominali. Z panem Mariuszem Grabowskim nie rozmawiałem o premii, nie chciałem mu zawracać głowy zaraz po gali. Teraz cieszę się ze zwycięstwa, ale w najbliższym czasie odezwę się do promotora i może poruszę ten temat.

Wypiłeś po walce jakieś piwo z Wojtkiem Wierzbickim?

Spotkaliśmy się na bankiecie, pogadaliśmy w fajniej atmosferze, ale piwa nie piliśmy. Między mną a Wojtkiem nie było złej krwi, nie ubliżaliśmy sobie przed pojedynkiem, a mimo to weszliśmy do ringu i daliśmy z siebie wszystko. Nam chodziło o sport i widowisko. Kibice to docenili, bo po walce wiele osób gratulowało mi dobrego występu. Nawet ci, którzy trzymali kciuki za mojego rywala.

Jesteś chyba jedynym na świecie pięściarzem zawodowym, który jest właścicielem zakładu pogrzebowego.

Zaraz będę byłym właścicielem, bo rezygnuję z firmy i stawiam na boks. Mam teraz swoje pięć minut i muszę podejść do boksu bardziej profesjonalnie. Trudno mi jest połączyć prowadzenie zakładu pogrzebowego ze sportem. Czasami odpuszczałem zajęcia, bo musiałem coś zrobić w firmie, innym razem urywałem się z pracy, żeby zrobić trening. Zdarzało się, że będąc na treningu, myślałem o firmie i stu innych rzeczach, brakowało koncentracji. W sporcie ważna jest regeneracja, a ja od poniedziałku do piątku działałem na wysokich obrotach, od godziny 6 do 22 byłem poza domem. Teraz to zmieniam.

Prowadzenie zakładu pogrzebowego to chyba nie jest proste zajęcie?

Interes szedł różnie, ostatnio nawet przynosił straty, ale ogólnie poprzedni rok był dobry. Nie zrobiłem jednak wszystkiego, żeby rozwinąć firmę, bo nie da się robić pięciu rzeczy na sto procent. Ja też nie jestem typem człowieka, który będzie jeździł i czekał przy szpitalach na ludzi, którzy stracili bliskich i ich nagabywał. Nie chcę tego robić, bo to gryzie się z moim sumieniem i wychowaniem. Wolę zamknąć zakład i poświęcić się boksowi.

A boks zawodowy to jest ciężki kawałek chleba?

Każdy sport, gdy chce się go uprawiać na wysokim poziomie, to są wyrzeczenia, godziny treningów, bólu, płaczu i kontuzji. Wszędzie jest ciężko, samo życie. Ale ja na życie nie mam zamiaru narzekać.

Kiedy zmieniłeś swoje nastawienie i uznałeś, że trzeba postawić tylko na boks?

Ta myśl już od jakiegoś czasu kiełkowała w mojej głowie. W Częstochowie dostałem walkę na gali z Tomkiem Adamkiem, to była dla mnie duża sprawa. Były mistrz świata walczył na tym samym ringu co ja, byłem z nim na jednym plakacie. Pomyślałem wtedy, że wielu pięściarzy marzy o występie na takiej gali. I wtedy doszło do mnie, że nie mogę robić niczego na pół gwizdka. Zresztą mam taki charakter, że nie lubię odpuszczać. Jeżeli wychodzę do ringu nieprzygotowany na sto procent, to gryzie mnie sumienie, że nie zrobiłem wszystkiego, żeby wygrać walkę.

Z pracy na bramce też rezygnujesz?

Na bramce stałem, gdy musiałem łatać dziurę budżetową, bo zakład pogrzebowy dopiero w trzecim roku działalności zaczął przynosić jakieś zyski. W lokalach dorabiałem w weekendy. Zaczynałem o godzinie 21, kończyłem o 6. Przed walkami unikałem tej pracy, bo nieprzespane noce źle wpływały na mój organizm. Teraz sponsorzy pomagają mi na tyle, że nie muszę stać już na bramkach.

Twój tata do emerytury pracował na kopalni. Ciebie nie ciągnęło w tym kierunku?

Myślałem o tym, ale już od czasów amatorskich wiedziałem, że etat na kopalni utrudni mi uprawianie sportu, bo pewnie trudno byłoby mi połączyć pracę z treningami czy wyjazdami na zawody. Tak układałem życie zawodowe, żeby samemu decydować o swoim grafiku. Dlatego też zdecydowałem się na zakład pogrzebowy. W domu nie było żadnych nacisków, żebym na chleb zarabiał pod ziemią. Rodzicom bardziej zależało na tym, żebym skończył studia. Niestety, nie udało mi się tego zrobić, bo często wyjeżdżałem na różne zawody, obozy i ciągle opuszczałem zajęcia. W końcu dałem sobie spokój z nauką.

Rodzice byli zadowoleni, że ich syn wziął się za sporty walki?

Nie byli zachwyceni. Mama jest pielęgniarką, naoglądała się ludzi po wypadkach czy pobiciach, więc nie chciała, żebym dostawał po głowie. Zrobiłem rodzicom trochę na przekór i poszedłem swoją drogą. Chciałem powalczyć o marzenia. Gdy za kilka lat usiądę w fotelu, to przynajmniej nie będę żałował, że nie spróbowałem. Nawet, jeżeli nie zrobię wielkiej kariery, to chociaż powiem sobie: Tomek, byli lepsi, może zdolniejsi, ale próbowałeś. A wracając do rodziców, to dzisiaj są moimi największymi kibicami, czasami nawet sponsorami. Jeżdżą na wszystkie moje walki.

O co dokładnie chodzi z programem „Testy klubów”, który wymyśliłeś?

Ten pomysł powstał, gdy miałem problem ze zorganizowaniem sparingpartnerów. Dzwoniłem do klubów sportowych i prosiłem, żeby wystawili sześciu najlepszych zawodników przeciwko mnie. Jechałem do danego klubu i robiłem sparingi, po rundzie z każdym z wybranych chłopaków. Zabierałem ze sobą kamerę, wszystko nagrywałem, a na koniec wystawiałem recenzję temu klubowi. Powstało kilka odcinków. Tak poradziłem sobie z brakiem sparingpartnerów. To jest dobre rozwiązanie, bo tych rywali jest wielu, każdy ma inny styl, więc dla mnie to też jest nauka i nowe doświadczenie.

Po ostatniej wygranej podskoczyły twoje notowania. Co dalej, kogo bierzesz na celownik?

Chodzi mi po głowie walka z Mateuszem Trycem. Ponoć wyzwał mnie na pojedynek, ale prawda jest taka, że podczas gali w Ełku jego promotor napisał tweeta, którego w studio przeczytał pan Borek. Promotor Tryca proponował, żeby w puli było 50 tysięcy złotych, wygrany miał brać wszystko. Tylko nie było wyjaśnione, kto wykłada pieniądze na stół. Potem temat ucichł. Napisałem ostatnio Mateuszowi pod jego postem na Facebooku, gdzie do wygrania były jakieś ciuchy, że nie chcę dresu, ale zróbmy walkę. Odpisał mi, żebym najpierw odbudował się po przegranej. Odbudowałem się, więc ponawiam swoją propozycję.

W takim razie w trakcie rozmowy z promotorem wspomnij nie tylko o bonusie za walkę z Wierzbickim, ale naciskaj też na konfrontację z Trycem.

Chciałbym z nim walczyć na neutralnym terenie, czyli nie na gali organizowanej przez Mateusza promotora, ani na gali Tymexu. Najlepiej byłoby spotkać się w ringu na Polsat Boxing Night. Myślę, że dopiero walka z Trycem, który bije mocno, też się nie cofa, byłaby Trzecią Wojną Światową. Możemy stworzyć piękne widowisko bokserskie. On byłby faworytem, ale warto pamiętać, że ja wygrywałem wszystkie pojedynki, w których robiłem za underdoga.

Skąd w ogóle wziął się pseudonim „Zadyma”?

Na Śląsku chodziłem do gimnazjum, które nie cieszyło się dobrą opinią. Pamiętam, że w jakimś programie telewizyjnym mówili nawet, że to najgorsza szkoła w Polsce. Dosyć często musiałem się bić. Byłem mały, trochę gruby, na dodatek nosiłem okulary, więc chętnych do zaczepiania mnie nie brakowało. A ja się nie dawałem. Zawsze powtarzałem, że wstydem nie jest dostać wpiedziel, ale wstydem jest się nie postawić. Nie chciałem być ofiarą. Zazwyczaj ci, którzy ze mną zaczynali, źle kończyli. Potem mówili, że gdzie się nie pojawiłem, to była zadyma. Ksywka została, bo w ringu walczę tak samo jak na podwórku.

Nie myślałeś o przejściu do MMA? Ostatnio wielu pięściarzy o tym wspomina. W oktagonie też mógłbyś robić zadymy.

Próbowałem MMA, trenowałem bodajże z osiem miesięcy, ale jakoś ten sport mnie nie wciągnął. Ja w ogóle walczyłem w siedmiu dyscyplinach, w pięciu byłem mistrzem Polski, zdobywałem też puchary. Po walce z Wierzbickim pomyślałem nawet, że rewanż moglibyśmy zrobić w K-1. W razie czego trzeci pojedynek między nami może być w MMA.

Co przedstawia tatuaż, który masz na brzuchu?

Jak to co? Zadymę. Mówię poważnie. Widać na nim człowieka, wokół niego biją pioruny, są grzmoty i jakieś szczątki latają. Jak wchodzę do ringu, to przecież jest tak samo, wszystko jest zniszczone (śmiech). Taki już mam charakter, zawsze zostawiam serce między linami.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

IMG_3864

Z Maciejem Miszkiniem, byłym pięściarzem i komentatorem boksu, porozmawialiśmy o gali Polsat Boxing Night 7, która 24 czerwca odbędzie się w Ergo Arenie. – Tomek Adamek na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość. W rozmowie poruszyliśmy też wątki dotyczące Artura Szpilki i Andrzeja Fonfary. – „Szpila” nie jest na żadnym zakręcie swojej kariery. Zakręt pojawi się, gdy Adam Kownacki go trafi, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Mateusz Borek mówi, że gala Polsat Boxing Night 7 da nam odpowiedź na pytanie, czy my jeszcze chcemy dużych gal. Wypali ten projekt?

W Polsce mocno zmieniło się podejście do wydarzeń sportowych i rozrywkowych. Wszystko poszło w tym kierunku, że nie da się już nikomu wcisnąć bubla. Nie sprzedają się wyblakłe gwiazdy z lat 90-tych. Jeśli event ma być w PPV, to musi być duże wydarzenie i duże nazwiska. PBN 7 spełnia te warunki. Poza tym ma świetną promocję. Żadna gala w Polsce nie była jeszcze promowana z takim rozmachem i w stylu zbliżonym do amerykańskiej TV. Myślę, że ten projekt wypali.

„Koniem pociągowym” gali PBN 7 jest Tomasz Adamek. Da radę w tej roli? Ludzie nadal chcą go oglądać?

Na rynku niemieckim walka wieczoru sprzedaje 85 procent biletów i w ogóle generuje największe zainteresowanie galą. Moim zdaniem PBN 7 ma ciekawszą kartę walk niż gale Kliczki, na których tylko walka wieczoru przykuwa uwagę, reszta jest mało interesująca. Wracając do pytania, myślę, że nazwisko Tomasza Adamka przyciągnie jeszcze publikę. Promocyjnie wyciśnięto z niego bardzo dużo. Warto podkreślić jeszcze jedną rzecz, przed „Góralem” otwiera się droga, której w życiu się nie spodziewałem. On ma teraz większe szanse na zdobycie tytułu mistrza świata lub na walkę z dużym nazwiskiem niż wtedy, gdy piał się w górę i trafił na ścianę zwaną Witalij Kliczko. Coś się wokół Tomka dzieje.

O jaką drogę chodzi?

Są dwie albo trzy ścieżki. Nie jestem upoważniony, żeby zdradzać szczegóły, ale każda z nich jest atrakcyjna. Jedna nawet bardzo.

Coś więcej?

O jednej z tych opcji marzyłem, gdy Adamek wdrapywał się na szczyt wagi ciężkiej. Żałowałem wtedy, że trafił na Kliczkę, bo chciałem dla niego innego przeciwnika. Teraz jest szansa, że zaboksuje z takim rywalem i ja na to czekam.

Czyli Gus Curren wcale nie zagalopował się, twierdząc, że w przypadku Tomka myślenie o zdobyciu MŚ nie jest przesadą?

Jeśli myślimy w kontekście Fresa Oquendo, to Curren się nie zagalopował. Briggs wpadł na dopingu i teraz pas WBA Regular jest dostępny. Oquendo jest zawodnikiem, którego Adamek spokojnie może wyboksować, a w dobrej formie mógłby zrobić z niego zwykłe przyrządy. O walkach Tomka z Joshuą czy Wilderem nie mówimy, bo w rywalizacji z tymi przeciwnikami Polak stoi na straconej pozycji.

Jakiego „Górala’ spodziewasz się 24 czerwca w Ergo Arenie?

Lepszego niż w pojedynkach z Przemkiem Saletą i Erikiem Moliną. Tomek jest w dobrej formie, obóz przygotowawczy zaczął wcześniej niż zwykle. Widziałem go na sparingu z Adamem Kownackim i już wtedy prezentował się z dobrej strony. Na tle Solomona Haumono może pokazać się z dobrej strony. A po tej walce rysuje się przed nim ciekawa, ale z racji wieku, krótkotrwała przyszłość.

Adamek może być jeszcze tak dobry jak w walce z Chrisem Arreolą?

To będzie zupełnie inny Adamek. Wątpię, żeby był tak szybki, jak w tamtym pojedynku. Mnie Tomek w wadze ciężkiej najbardziej podobał się w walce z Andrzejem Gołotą. Był wtedy jeszcze typowym cruiserem. Imponował kombinacjami i szybkością.  Być może obraz tamtego pojedynku zaciemnia forma Gołoty, który był wtedy już mocno ograniczony ruchowo, ale debiutujący w wadze ciężkiej Adamek robił z nim, co chciał.

Czy Haumono może „Góralowi” zawiesić wyżej poprzeczkę niż Molina?

Nie. Haumono jest innym typem pięściarza niż Molina. Wprawdzie mają tę samą broń w arsenale, ale są inni. Haumono jest typem zawodnika siłowego, który cały czas wywiera presję i próbuje zamęczyć rywala. Jednak jest mniej cierpliwy i wolniejszy od Moliny, który w szukaniu ciosu z prawej ręki jest bardziej wyrafinowany. Adamek musi uważać na prawą rękę Haumono, ale powinien dać sobie radę z tym rywalem.

Wróćmy jeszcze do tematu promocji zawodników i sprzedaży PPV. Czy widzisz w Polsce pięściarza, który w niedalekiej przyszłości może przejąć od „Górala” pałeczkę, jeśli chodzi o sprzedaż PPV?

Najbliżej tego jest chyba Krzysztof Głowacki. Musiałby jednak stoczyć jeszcze ze 2-3 takie ringowe wojny jak z Marco Huckiem. Koniecznie z rywalami z najwyższej półki i najlepiej medialnymi postaciami. Długa droga przed nim, bo dzisiaj Krzysiek nie jest rozpoznawalny. W krótkiej perspektywie nie widzę następców Adamka. Sięgając dalej, może Maciej Sulęcki? Jeśli pobiłby jakiegoś mistrza świata, wtedy można byłoby go na tej podstawie promować.

Głowackiemu ciężko będzie się wypromować na PBN 7, bo Hizni Altunkaya, który zastąpił Briana Howarda, jest w Polsce anonimowy. Czy sportowo będzie dla Krzyśka wyzwaniem?

Racja, przeciwnik „Główki” jest anonimowy, a Krzysiek to przecież najlepszy polski pięściarz bez podziału na kategorie wagowe. Altunkaya jest słabszą wersją Hucka. Stoi za gardą i zrywa się pojedynczymi, agresywnymi uderzeniami, które próbuje złożyć w serie. Jednak w trakcie ataku opuszcza prawą rękę i tu widzę szansę, żeby Krzysiek go efektownie znokautował.  Po cichu stawiam, że to będzie KO wieczoru.

Na myśl, o którym pojedynku najbardziej przebierasz nogami?

W tej kwestii sporo się u mnie zmieniło. Na początku bardzo ciekaw byłem walki Masternaka z Sillachem. Szczególnie dlatego, że stawiam na Ukraińca. Jednak, gdy do karty walk wskoczył Łukasz Janik, teraz najbardziej czekam na jego pojedynek z Adamem Balskim.

Janik jest dużym znakiem zapytania, ostatnią walkę stoczył dwa lata temu. Miałeś z nim jakiś kontakt w ostatnim czasie?

Jakiś czas temu rozmawialiśmy i już wtedy mówił mi, że jest w treningu. Łukasz jest spragniony walki, splendoru i poklasku. Chce znów zaistnieć.  To jego kolejna szansa w życiu. Miał ich już kilka, część wykorzystał, większość jednak zaprzepaścił. Jeśli pokona Balskiego, wróci do gry. Może nie zaproszą go od razu do walki mistrzowskiej, ale jest wielu Polaków, z którymi może walczyć za coraz większe pieniądze.

Janika czeka trudne zadanie, bo przecież Adam Balski z walki na walkę zbiera coraz więcej komplementów. Wypłynie ten chłopak na szerokie wody?

Najwięcej komplementów spłynęło na Adama po pojedynku z Tarasem Oleksiyenko. To był pokaz boksu w jego wykonaniu. Ukrainiec to przeciętny pięściarz, ale Balski wypadł na niego tle rewelacyjnie. Nie każdy potrafi zaprezentować się z dobrej strony w konfrontacji ze słabszym rywalem. Widziałem walkę Oleksiyenko z Arturem Mannem i niemiecki prospekt wypadł blado. Balski z tym samym rywalem błyszczał. Na Adama pierwszy raz zwróciłem uwagę, gdy w fajnym stylu rozprawił się z Walerym Brudowem.

Balski jest dość odważnie prowadzony. Dobrą drogę obrał jego promotor?

Tak naprawdę Mariusz Grabowski nie ma innego wyjścia, bo Balski jest jedynym pięściarzem, który ciągnie jego grupę. Oczywiście w Tymexie jest jeszcze Ewa Brodnicka, ale jestem sceptykiem kobiecego boksu. Ewa robi dobre wrażenie na ważeniu, ale później w ringu jest nuda. Balski potrafi zelektryzować publiczność. Ci, którzy znają się na boksie, doceniają jego walory.

Janik będzie dla Balskiego trudniejszym rywalem niż Vakapita Meroro?

Nie sądzę. Meroro dawał dobre pojedynki z bombardierami, nie czuł przed nikim respektu. Podejmował wymiany z Kudriaszowem, który podłącza do prądu każdego rywala. Skoro nie pękł przed Rosjaninem, to z Balskim też wchodziłby w wymiany. Z ringu leciałyby iskry. Pod względem medialnym lepszym strzałem jest jednak Janik. Łukasz jest rozpoznawalny, prężnie działa w mediach społecznościowych. Wokół tego pojedynku będzie głośno.

Panowie mogą skraść show głównym bohaterom wieczoru?

Oni już teraz trochę je skradli. Wystarczy spojrzeć, ile pojawiło się komentarzy w sieci po ogłoszeniu ich walki. Temperatura wokół pojedynku już teraz jest wysoka, a będzie jeszcze wyższa. Wydaje mi się, że ciekawie będzie też w walce Masternaka. Moim zdaniem Sillach ma więcej argumentów, bo jest szybszy, mocniej bije i ma doskonałą pracę nóg. Może wypunktować Mateusza, ale jest też w stanie go znokautować. Nie twierdzę, że Masternak jest bez formy, wręcz przeciwnie, obserwuje go na Legii i imponuje mi swoją dyspozycją. Stawiam jednak na Sillacha.

Kończąc wątek PBN 7, Mateusz Borek składał Ci propozycję występu na gali?

Były z jego strony jakieś insynuacje na Twitterze, ale raczej w formie żartu. Bezpośredniej rozmowy na ten temat nie było, bo Mateusz wie, że nie wrócę już z bokserskiej emerytury.

Naprawdę nie kusiło Cię do zmiany decyzji?

Nie.

Stawiałeś, że Andrzej Fonfara przegra przed czasem z Adonisem Stevensonem, ale tak słabej walki w jego wykonaniu chyba nie brałeś pod uwagę?

Dlaczego? Stevenson jest jednym z najmocniej bijących zawodników bez podziału na kategorie wagowe, a Andrzej ma luki w obronie, dlatego to się mogło skończyć zarówno w dziesiątej jak i pierwszej rundzie. Scenariusz walki nie był zaskakujący.

Trener Andrzeja doleciał do niego chwilę przed walką. Hunter nie jest człowiekiem od wiaderka tylko trenerem, a jego zawodnik walczył o mistrzostwo świata. Czy to nie była patologiczna sytuacja?

Jest to dla mnie trochę dziwne, bo przeważnie trenerzy przed takimi pojedynkami spędzają dużo czasu ze swoimi zawodnikami. Była to duża walka za duże pieniądze. Nie startowałem nigdy na tym poziomie, co Andrzej, ale przerabiałem podobne sytuacje i nigdy nie miałem z tym żadnego problemu. Nie traciłem spokoju, gdy nie było przy mnie trenera, czułem się dobrze sam ze sobą. Myślę, że brak trenera nie miał wpływu na przebieg pojedynku. Wpływ miał sierpowy, który prawie urwał głowę Fonfarze. Czy Hunter będąc z Andrzejem przed walką 24 godziny na dobę, zmieniłby na tyle jego głowę, że byłby on w stanie przyjąć taki cios? Nie sądzę.

Andrzej zrobił jakiś postęp pod wodzą Huntera?

Na samym początku walki widziałem, że przesunął balans na środek a nawet na nogę zakroczną. Dzięki temu przez pierwsze sekundy walki unikał ciosów Stevensona.  Niestety, gdy po pierwszym mocnym ciosie doszedł stres, od razu powrócił nawyk przechodzenia na nogę wykroczną. To nawyk, którego nikt przez lata u Andrzeja nie poprawiał. Hunter miał za mało czasu, żeby „naprawić” Fonfarę.

Po walce ze Stevensonem pojawiły się informacje, że Andrzej planuje przeprowadzkę do kategorii junior ciężkiej. Podoba Ci się ten pomysł?

Tak. Andrzej w kategorii cruiser będzie miał lepszy przegląd, będzie widział więcej ciosów, bo jest z niższej kategorii, w której szybciej się bije. Jak nabierze kilogramów, będzie uderzał jeszcze mocniej. Ma niezłą szybkość, warunkami fizycznymi przewyższa wielu cruiserów, dlatego nie widzę żadnych przeciwskazań, żeby zmienił kategorię wagową.

Ja jestem sceptycznie nastawiony do tej przeprowadzki. Może niech Andrzej najpierw popracuje nad obroną, a dopiero później pomyśli o zmianie kategorii wagowej.

To może zrobić jednocześnie, bo przechodząc do kategorii junior ciężkiej, będzie miał co najmniej jednego lub dwóch rywali, zanim dojdzie do walki o mistrzostwo świata. To potrwa około roku, więc będzie czas na poprawę obrony z nową wagą. To proces płynny i równoległy, więc nie widzę w tym żadnego problemu. Zresztą pięściarze z topu kategorii półciężkiej, mam tu na myśli Stevensona, Kowaliowa czy Beterbijewa, wcale nie biją słabiej od czołowych cruiserów.

Fonfara może jeszcze liczyć na dobre walki za duże pieniądze?

Andrzej już teraz jest rozpoznawalną marką w USA. Miał dwie walki o mistrzostwo świata, był pokazywany w dużej telewizji, więc jest odpowiednio wypromowany. W takiej sytuacji jest łatwiej o kolejny pojedynek za konkretne pieniądze. Myślę, że jeszcze dostanie dużą walkę.

Na taki pojedynek czeka też Artur Szpilka, który przez moment był na małym zakręcie swojej kariery.

Dzisiaj nie jest już na żadnym zakręcie. Ma rywala z dobrym rekordem, który będzie mu idealnie pasował. Jeśli wygra z Adamem Kownackim, dostanie Krzysztofa Zimnocha, który też będzie dla niego łatwym przeciwnikiem. Wygra te dwie walki i znów zaistnieje w rankingach. Zakręt pojawi się, gdy Kownacki trafi Szpilkę, ale nie biorę pod uwagę takiego scenariusza. Adam nie ma praktycznie żadnych szans. Jeśli Szpilka będzie pracował na nogach i robił swoje, to stanie się nieuchwytny dla swojego rywala. Będzie dla niego znikającym punktem.

Adam ma inne zdanie na ten temat. „Ja mam ciężkiej ręce, a on słabą szczękę” – zapewnia Kownacki. 

Artur nie ma słabej szczęki. Jeśli Adam wyrobił sobie taką opinię po walce z Wilderem, to jest w błędzie. Po takim ciosie Amerykanina odfrunąłby każdy. Artur leżał też po ciosach mocno bijącego Mike’a Mollo, ale podnosił się po nich i brał sprawy w swoje ręce. Ten sam Mollo trafił Zimnocha i Krzysiek już się nie podniósł. Szpilka przyjął mocniejsze uderzenie, ale wstał i wygrał. Opinia, że Artur ma słabą szczękę jest nietrafiona. Owszem, popełnia błędy w obronie, unosi brodę do góry i to jest jego problemem, ale nie szklana szczęka.

Arturowi potrzebny był wyjazd do USA?

Jak najbardziej. Szpilce potrzebny był nowy rodzaj obrony. Taki, który pozwoli mu dłużej zostać w półdystansie i będzie opierał obronę na balansie. Amerykański styl, ta większa swoboda w pracy w półdystansie zdecydowanie mu się przyda. Nie oszukujmy się, w Polsce pięściarze w półdystansie średnio potrafią boksować, a Artur w USA pod tym względem zrobił postęp. Oczywiście nie wszystko w Ameryce szło po jego myśli, bo sporo czekał na datę walki. Jednak to, że przygotowywał się już kilka razy do pojedynku, wyjdzie mu tylko na zdrowie. Do konfrontacji z Kownackim będzie znakomicie przygotowany fizycznie, będzie mocniej uderzał i będzie szybszy niż kiedykolwiek.

Wierzysz, że w tym roku dojdzie jeszcze do jego walki z Krzysztofem Zimnochem?

Jest na to rynek i zapotrzebowanie, więc do końca roku panowie powinni spotkać się w ringu. Po drodze wiele może się jednak zdarzyć. Szpilka po walce z Kownackim może dostać kogoś z czołówki wagi ciężkiej za dobre pieniądze. Podobnie może być w przypadku Zimnocha. Jeśli wygra z Abellem w Radomiu, może otrzymać ciekawą ofertę. Jeżeli promotorzy będą mieli do wyboru: zarobić dobre pieniądze na Szpilce i Zimnochu oddzielnie lub zarobić na ich wspólnym pojedynku, to prawdopodobnie wybiorą pierwszą opcję i na pojedynek Szpilka vs Zimnoch jeszcze poczekamy.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

szpila_foto
fot. archiwum Artur Szpilka

Artur Szpilka mówi wprost: „W tym momencie jestem najlepszym ciężkim w Polsce i chyba nie ma sensu o tym dyskutować.” Ostatni raz między linami widzieliśmy go rok temu, gdy został znokautowany przez Deontaya Wildera w walce o pas federacji WBC. „Po jego ciosie poszedłem spać. Jednak swoje już odespałem i teraz wracam do rzeczywistości” – twierdzi. W ringu miał się pojawić 25 lutego w Alabamie, ale jego pojedynek z Dominikiem Breazeale’em został odwołany. Coraz głośniej mówi o powrocie do Polski, bo życie w USA trochę mu się już znudziło. Jednak cele ma jasno sprecyzowane: „Chcę dopaść i dojechać Wildera. To się nie zmieniło, tylko wydłużyło w czasie.”

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Przetrawiłeś już informację o odwołaniu twojej walki z Dominikiem Breazeale’em?

Nie ukrywam, na początku chodziłem wkurwiony. I to bardzo. Teraz trochę ochłonąłem. Już to do mnie dotarło, ale miałem ze dwa dni załamania. Takiego totalnego zniechęcenia. Olałem dietę, pomyślałem sobie, że tak się najem, że aż dupa mi pęknie. Stanęło na tym, że przekąsiliśmy z Kamilą jakiegoś krokodylka. Przecież do tego pojedynku przygotowywałem się od sierpnia. Przed przyjazdem do USA też ostro zasuwałem, żeby wrócić do formy, a tu takie cyrki wyszły… Nie rozumiem tego wszystkiego. Kibice kupili wejściówki na galę, zarezerwowali hotele i bilety lotnicze, a teraz piszą do mnie: Artur, co mamy robić? Tylko, co ja mogę im odpowiedzieć? Przecież nie jestem organizatorem gali. Najgorsze jest to, że pojedynek z Breazeale’em nie był oficjalnie potwierdzony przez telewizję, więc nie ma się nawet do kogo odwołać.

Miałeś podpisany kontrakt na walkę?

Tutaj kontrakty podpisuje się przed pojedynkiem, ale wszystko było dogadane. Andrzej Wasilewski może to potwierdzić.

W takim razie, dlaczego wypadłeś z karty walk gali w Alabamie?

W sumie nadal tego nie wiem. Podobno telewizja Fox TV ma taki przepis, że nie może walczyć ze sobą dwóch pięściarzy, którzy przegrali swoje ostatnie walki. O tym, że nie będzie tego pojedynku dowiedziałem się z Twittera Andrzeja Kostyry. Później zadzwonił do mnie trener Ronnie Shields i powiedział, że gadał z Alem Haymonem i nie da rady zrobić tej walki. Właśnie przez ten przepis telewizji. Wtedy jeszcze myślałem, że znajdą mi innego rywala.

Wchodziły w grę inne nazwiska?

Nie było żadnych rozmów na ten temat.

Masz do kogoś pretensje o to zamieszanie?

Ciężko mi powiedzieć, bo nawet nie wiem, kto zawiódł w tej sytuacji. Gdybym wiedział, pewnie miałbym o to pretensje. Czasu jednak nie cofniemy, moja robota poszła na marne.

A może rozbiło się o finanse? Andrzej Wasilewski w rozmowie z Po Gongu mówił, że na początku za walkę z Breazeale’em wymyśliłeś sobie „kwotę zupełnie z powietrza”.

Andrzej niepotrzebnie wyciąga na wierzch kwestie, o których jako promotor nie powinien mówić. Moim zdaniem to nie jest w porządku z jego strony. Nie było żadnej kwoty z powietrza, dogadaliśmy się w 4-5 dni i wszystko było ustalone już trzy tygodnie wcześniej. Zresztą, nikt nie będzie mi mówił, ile mam zarabiać. Ani dziennikarze, ani kibice. To ja wchodzę do ringu i to ja podpisuję czeki. Moja sprawa, na jakie kwoty.

Kibice na forach zaczynają już spekulować o twoim konflikcie z promotorami.

Spokojnie, nie ma żadnego konfliktu między nami. Czasami Andrzej coś palnie, powyciąga jakieś rzeczy i niepotrzebnie daje pożywkę ludziom. Szanuję go, dużo mu zawdzięczam, ale czasami mówi na mój temat takie głupoty, że ręce opadają.

A słyszałeś, co powiedział Breazeale? Według niego do waszej walki nie doszło, bo potrzebowałeś więcej czasu na treningi.

Czytałem te słowa, gościu pierdoli bzdury. Wiecie przecież, że nigdy nie odmówiłem żadnej walki. Wręcz przeciwnie, zawsze nalegałem na rywali z wyższej półki, nie chciałem walczyć z leszczami. Byłem gotowy na Breazeale’a, na pewno się go nie przestraszyłem. O czym my w ogóle mówimy. Zresztą, teraz każdy gada co innego. Jeżeli mam być szczery, to wydaje mi się, że za tym całym zamieszaniem mogli stać promotorzy. Nie wiem, czy moi czy amerykańscy. Pewnie zrozumieli, że lepiej zorganizować mój pojedynek w Nowym Jorku lub Chicago, bo tam przyjdą kibice i dzięki temu będą mogli więcej zarobić. Podejrzewam, że w którymś z tych miast odbędzie się moja następna walka, ale to są tylko moje przypuszczenia. Nie wiem, jak było naprawdę.

Co dalej? Słyszałem, że wracasz do Polski.

Teraz trochę te plany się zmieniły, pewnie zostanę tu jeszcze z pół roku. Może wejdę do ringu za 2-3 miesiące, więc do następnej walki chciałbym jeszcze zostać w USA. Generalnie chce wrócić do Polski, ale to nie jest takie proste. Nie da się tak z dnia na dzień spakować walizek i wrócić. Dzisiaj plan jest taki, że wracam do kraju i do Stanów będę przylatywał tylko na przygotowania do walk, ale ja mam 110 pomysłów na godzinę, więc to wszystko może się jeszcze zmienić. Do Polski i tak muszę wpaść, bo za chwilę wiza mi się kończy. Odpocznę trochę i wracam do USA na przygotowania do kolejnej walki. Nie znam jeszcze żadnych konkretów, ale pewnie zaboksuję w Chicago. Wspomnicie moje słowa.

Będziesz polował na rywala pokroju Breazeale’a, czy zgodzisz się na przeciwnika z niższej półki?

Mam nadzieję, że nie dostanę żadnego leszcza. Nie chcę tracić czasu i energii na kolejnego Ty Cobba, nie interesują mnie takie walki. Chce na powrót dobrego zawodnika, ale ja to mogę sobie tylko pogadać. Nie ode mnie to zależy.

Ronnie’emu Shieldsowi podoba się pomysł, że będziesz wpadał do USA tylko na przygotowania do walk?

Nie ma nic przeciwko temu. Trener zna mnie i wie, że nie unikam roboty. Nawet czasami każe mi odpocząć, bo widzi, że jestem dwa razy dziennie na sali i ciężko trenuję. On wie, że potrafię sam zbudować taką formę i wydolność jak pod jego okiem. Po ostatnim moim powrocie z Polski był nawet w szoku, w jakiej dyspozycji do niego przyjechałem. Prywatnie mamy świetny kontakt. Pracując z nim, zrobiłem postępy. Dołożyłem do swojego repertuaru ciosy podbródkowe i uniki. Mam lepszą defensywę, potrafię przyjąć cios na gardę, oddać. Jestem zadowolony z naszej współpracy.

Jak to możliwe, że Ameryka tak szybko ci się znudziła?

Nie będę ściemniał, trochę mi się znudziła. Ze sportowego punktu widzenia jest tu zajebiście, ale poza boksem też jest życie. Ludzie mogą gadać, że Szpilka siedzi sobie w Ameryce i ma klawe życie. Dom, basen, restauracje, krokodyle i inne rozrywki. W środku wygląda to trochę inaczej. Do życia codziennego wkradła się już monotonia. 24 godziny na dobę jestem w reżimie treningowym. Może wpływ na to znudzenie miał fakt, że od roku nie walczę. Człowiek ma dosyć, gdy nic się nie dzieje. W powrocie do Polski widzę same plusy. Wrócę i będę czekał na sygnał. Gdy pojawi się konkretna oferta, wsiadam w samolot i jestem na sali u Shieldsa. Tak to sobie wymyśliłem. W Polsce będę podtrzymywał formę. Uspokajam wszystkich, nie będzie imprez, alkoholu.

Zamiast ciebie rękawice z Breazeale’em ma skrzyżować Izu Ugonoh. Da radę?

Izu ma duże szanse na wygraną, bo Amerykanin nie jest jakimś tam wirtuozem bokserskim. Na pewno jest silny. Dla Ugonoha będzie to bardzo duży przeskok, bo wcześniej nie miał ani jednego przeciwnika z tej półki. Jest przy nim dużo znaków zapytania. Znamy się z Izu, bo trenowaliśmy w jednym klubie. Nigdy jednak nie sparowaliśmy razem, więc nie wiem, czy on faktycznie tak mocno bije. Niby przewracał kolejnych rywali w wadze ciężkiej, ale jacy to byli przeciwnicy? U Izu podobało mi się to, że nigdy nie dał sobie wejść na głowę promotorom. Zawsze miał swoje zdanie. Może i był zbyt ostrożnie prowadzony, ale w końcu dostał dobrego rywala. Niech próbuje, trzymam za niego kciuki.

Gdy były zawirowania z galą w Alabamie, Mateusz Borek zaproponował w jednym z tweetów, że może warto zorganizować walkę Szpilka vs Izu. Jest to do zrobienia?

To bardziej pytanie do promotorów. Moje podejście znacie: musi się wszystko zgadzać i możemy walczyć. Nawet teraz, gdy nie wypalił mój pojedynek w Alabamie, rzuciłem Andrzejowi Wasilewskiemu propozycję, żeby zrobić walkę z Izu. Powiedział, że na razie nie ma takiego tematu.

Tomasz Babiloński twierdzi, że zmiótłbyś Izu z ringu. Podpisujesz się pod tymi słowami?

Nie wiem, czy zmiótłbym czy nie, na pewno byłbym faworytem takiego pojedynku. Jednak teraz nie ma sensu o tym rozmawiać. Niech Izu najpierw stoczy walkę z Breazeale’em, a potem zobaczymy. Może wrócimy do tematu. W tym momencie jestem najlepszym ciężkim w Polsce i chyba nie ma sensu o tym dyskutować. Jeśli ktoś ma inne zdanie, zapraszam do ringu.

Może z tego zaproszenia skorzysta Adam Kownacki, który chce kolejnych wyzwań i twierdzi, że nie czułby strachu przed konfrontacją z tobą. „Według mnie Szpilka ma bardzo słabą szczękę” – stwierdził Adam w rozmowie ze sportowymifaktami.pl. Co ty na to? Ten pojedynek jest do zrobienia, w końcu obaj jesteście w stajni Haymona.

Teraz to mnie rozśmieszyłeś. Adam jest wesołym, sympatycznym grubaskiem, nic do niego nie mam, ale z przyjemnością mogę mu pokazać, na czym polega prawdziwy boks. W każdej chwili. Skoro tak się pali do walki ze mną, to zapraszam do ringu. Może być nawet moim następnym rywalem. Nie ma problemu. Proponuję jednak, żeby ochłonął i zszedł na ziemię. Przy okazji niech zgubi też parę kilogramów, ale mniejsza z tym. Za wygląd nie będę go krytykował. Na temat jego słów o mojej słabej szczęce nie chce mi się nawet gadać. Chętnie przetestuję jego.

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU

Wierzysz, że Andrzej Wawrzyk postawi się Deontay’owi Wilderowi? Tylko szczerze, bez ściemniania.

To jest waga ciężka, wszystko może się zdarzyć.

Artur, wyświechtane regułki też odłóżmy na bok. 

Jeśli nie zablokuje się psychicznie, to mam nadzieję, że da dobrą walkę. Przy każdej okazji powtarzam Andrzejowi, że Wilder jest tchórzem. Wiem, że to śmiesznie brzmi, ale taka jest prawda. Amerykanin nie jest prawdziwym wojownikiem. Byłem z nim w ringu i wiem, co mówię. To naciągany mistrz. Facet próbuje grać twardziela, straszyć minami, ale jak już je zacznie robić, wygląda wtedy jak moja babcia siedząca na klopie. Wprawdzie, nigdy nie widziałem babci w tej pozycji, ale tak to sobie wyobraziłem. Andrzej nie może się go wystraszyć przed walką.

Jakich jeszcze wskazówek udzieliłeś Wawrzykowi?

Coś tam staram mu się podpowiedzieć, ale Andrzej ma świetnego trenera i to jego powinien słuchać. Na pewno przygotują coś ekstra na walkę. Z Andrzejem praktycznie codziennie jesteśmy w kontakcie, ale to nie jest tak, że gadamy tylko o boksie i jego walce z Wilderem. Jest też czas na robienie sobie jaj ze wszystkiego. Ja, Andrzej, „Główka” i Grzesiu Proksa założyliśmy sobie taką grupę i piszemy do siebie sms-y. Codziennie, jak wstaję, mam po 120 nieprzeczytanych wiadomości. Nie powiem, o czym piszemy, bo tego nie da się publicznie cytować. Gdyby te sms-y wydostały się na zewnątrz, to jeszcze chcieliby nas zamknąć w zakładzie psychiatrycznym.

Będziesz na gali w Alabamie?

Oczywiście, że się wybieramy z Kamilą na walkę Andrzeja. Nie ma innej opcji. Zastanawiam się tylko, czy zabrać ze sobą Cyca i Pumbę. Ode mnie do Alabamy jest osiem godzin jazdy samochodem i trochę mnie to przeraża. Może zostawię psiaki z kolegą, a my polecimy samolotem. Jeszcze nie wiem, jesteśmy na etapie planowania.

Wyrzuciłeś już z głowy nokaut, który zafundował ci Wilder?

Co ja miałem wyrzucać, jak go nawet nie pamiętam. Z 4-5 razy widziałem to na powtórkach i za każdym razem łapałem się za głowę. Po chwili jednak śmiałem się z tego. Takie rzeczy w boksie się zdarzają. Było w tym dużo przypadku.

Jakie cele zapisałeś sobie na 2017 rok na tych legendarnych już karteczkach?

W tym roku nie wypisywałem nowych karteczek, bo cele cały czas są te same. Oczywiście te, których nie udało mi się osiągnąć. Chcę zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. Moim celem jest dopaść i dojechać Wildera. To się nie zmieniło, tylko wydłużyło w czasie. Po jego ciosie poszedłem spać. Jednak swoje już odespałem i teraz wracam do rzeczywistości. Mam nadzieję, że jeszcze ze dwie walki i będę oficjalanym pretendentem. Jak nie Wilder, to może ktoś inny, ale Amerykanin jest dla mnie jakiś taki… wyjątkowy.

Czyli pomysł z powrotem do wagi junior ciężkiej umarł już śmiercią naturalną?

Chyba tak. O zmianie kategorii wagowej pomyślałem i zacząłem o tym gadać, gdy byłem w ciężkim treningu, a waga mocno leciała w dół. Przy 102 kilogramach waga się jednak zatrzymała, a nawet poszła w górę, więc pojawiło się dużo znaków zapytania. W kategorii junior ciężkiej na pewno byłbym silny, ale czy starczyłoby mi energii? Nie wiem. Edwin Rodriguez opowiadał mi, że po konkretnym zbijaniu wagi, później na walce wyglądał słabo, nie miał kondycji. W mojej sytuacji bałbym się tego samego. Nie wiem, czy jest sens zrzucać na siłę wagę, a później męczyć się w ringu. Tu nie chodzi o to, że nie chce mi się tego robić. Gdybym był gruby i miał z czego schodzić, to mógłbym o tym pomyśleć na serio. Ale u mnie praktycznie nie ma tłuszczu. Nie ściemniam. Jak zobaczysz u mnie tłuszcz, to dam ci kasiorę. Nie zobaczysz, nie ma szans.

Jaką karę dałbyś Michałowi Cieślakowi i Nikodemowi Jeżewskiemu za dopingową wpadkę?

Nie chcę ich karać, nie jestem od tego. Na pewno jest to jakiś tam cios dla boksu w Polsce. Przez opinię publiczną już zostali osądzeni. Jakaś tam kara powinna ich spotkać, żeby to była przestroga dla innych. Oni są jeszcze młodzi, więc szkoda kończyć im kariery. Kopa od życia już dostali. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że chłopaki wpadli przypadkiem, bo gdyby nie walczyli o pas, nie byłoby testów. Pięściarze powinni być częściej badani. Ja na przykład jestem bardzo zadowolony, że powstał program Clean Boxing. Dzięki temu mogę chociaż przypuszczać, że nie wchodzę do ringu z nakoksowanym rywalem.

Nie chciałeś podbić stawki w zakładzie z Tomaszem Babilońskim na wygranego w pojedynku Krzysztof Zimnoch vs Mike Mollo?

Nie podbijałem stawki. Tomek zaproponował tysiąc dolarów, przyjąłem propozycję i tyle. Mike Mollo zrobi swoją robotę, a mi tysiąc wpadnie do kieszeni. Easy money.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

JESZCZE WIĘCEJ BOKSU. ZAJRZYJCIE NA NASZ PROFIL NA FACEBOOKU