Archive for the ‘Ranking P4P w Polsce’ Category

10. Michał Cieślak – szeroko rozpycha się łokciami na zawodowych ringach. Ostatnio w ekspresowym tempie zdemolował Jarno Rosberga i Shawna Coxa. Jego znakiem rozpoznawczym jest siła. Bije mocno z obu rąk i nie lubi brać nadgodzin. Na siedem ostatnich walk aż sześć wygrał przed czasem. Miejsce w rankingu dostał trochę na wyrost, bo nie walczył jeszcze z nikim poważnym, ale na pewno ma fach w ręku.  Cieślak od dawna domaga się walki z Łukaszem Janikiem. Widać, że nie boi się dużych wyzwań.

9. Tomasz Adamek – jeszcze niedawno był na szczycie tego rankingu. Jednak po przegranych z Wiaczesławem Głazkowem i Arturem Szpilką jego notowania spadły na łeb na szyję. Po dwóch porażkach z rzędu chciał kończyć karierę, ale wrócił na ring, zbił Przemka Saletą i nabrał ochoty na kolejne pojedynki. „Góral” liczy jeszcze na duże walki, ale chyba tylko niepoprawni optymiści wierzą, że jest on w stanie rywalizować z czołówką wagi ciężkiej. Mimo wygranej z Saletą, jedną nogą jest już po drugiej stronie rzeki.

8. Artur Szpilka – po wyjeździe do USA jego kariera trochę wyhamowała. W ostatnim czasie odniósł trzy zwycięstwa, ale te walki niewiele mu dały, bo Cobb, Quezada i Consuegra byli, jak mawia redaktor Andrzej Kostyra, puszkami soku pomidorowego. Szpilkę w ringu ponownie zobaczymy dopiero w przyszłym roku, ale podobno jego kolejny rywal ma być z wyższej półki. Oby, bo obijanie kelnerów niczego nie wnosi do jego kariery, a po zwycięstwie nad Adamkiem warto byłoby pójść krok dalej.

7. Mateusz Masternak – w swojej karierze był już na kilku zakrętach, ale za każdym razem potrafił wyjść na prostą. W czerwcu przegrał z Johnny Mullerem, ale tej porażki nie powinien mieć w rekordzie, bo w RPA został perfidnie oszukany. „Master” domagał się rewanżu z Mullerem, ale do tej pory go nie dostał i już raczej nie dostanie. Zresztą nie ma sensu zawracać sobie głowy tym pojedynkiem. Ostatnio Masternak wygrał w 2. rundzie przez TKO ze słabiutkim Carlosem Nascimento i teraz czeka na kolejne wyzwania. Jednak problem polega na tym, że jego promotorzy chyba nie mają pomysłu na jego karierę (tak to wygląda z boku). Szkoda, bo Masternak ma spory potencjał i wciąż należy do czołówki wagi cruiser.

6. Kamil Łaszczyk – podopieczny Piotra Wilczewskiego legitymuje się ładnym dla oka bilansem 21 (8 KO)-0. Dwie ostatnie walki stoczył w USA i dobrze wypadł przed amerykańską publicznością. Kilka miesięcy temu mówiło się, że jest blisko walki o mistrzostwo świata, ale ten temat na razie ucichł. Karierze tego chłopaka warto się uważnie przyglądać, bo drzemie w nim spory potencjał. Prędzej czy później dostanie walkę o tytuł.

5. Maciej Sulęcki – wygrana z Grzegorzem Proksą miała mu otworzyć drzwi do dużej kariery, ale tak się nie stało. Sulęcki w tym roku stoczył dwie walki, ale podobnie jak Artur Szpilka, obijał tylko kelnerów i nie zrobił kroku w przód. Na razie jego amerykański sen się nie spełnia, ale z tego chłopaka powinniśmy mieć jeszcze sporo pociechy. Tylko musi wreszcie dostać dobrego rywala, na którego tle zaprezentuje swoje niemałe możliwości.

4. Mariusz Wach – po porażce z Władimirem Kliczką i dopingowej wpadce wielu postawiło na nim krzyżyk, ale wrócił do gry. Wygrał cztery walki z rzędu, ponownie pojawił się w rankingach wagi ciężkiej i dostał walkę z Aleksanderem Powietkinem. Wygrana w Kazaniu otworzy mu furtkę do kolejnego pojedynku o mistrzostwo świata.  Faworytem będzie Powietkin, ale Wach wcale nie stoi na straconej pozycji. Ma swoje argumenty, żeby z jaskini lwa wyjechać jako zwycięzca. Na papierze jest najlepszym ciężkim w Polsce.

3. Krzysztof Włodarczyk – przeciąga się jego powrót na ring. Ostatni raz walczył we wrześniu 2014 roku, gdy w konfrontacji z Grigorijem Drozdem stracił pas WBC. Później miał stoczyć rewanż z Rosjaninem, ale doznał kontuzji i walka została odwołana. „Diablo” ma wrócić na ring w grudniu w USA, ale nazwisko jego przeciwnika nie jest jeszcze znane. Spekuluje się, że Włodarczyk skrzyżuje rękawice z Beibutem Szumenowem, ale wśród potencjalnych rywali przewijają się też inne nazwiska. Jedno jest pewne, były mistrz świata federacji WBC nie może sobie pozwolić na wpadkę, bo po porażce z Drozdem jego notowania poleciały mocno w dół.

2. Andrzej Fonfara – „Jest bez wątpienia dumą federacji WBC” – tak o Fonfarze powiedział Mauricio Sulaiman. Nic dodać, nic ująć. Zresztą „Polski Książę” na każdym kroku zbiera komplementy, ale nie ma się co dziwić. Przecież po widowiskowej walce rozprawił się z groźnym Nathanem Cleverlym, a wcześniej pokonał przez czasem Julio Cesara Chaveza. Dzisiaj Fonfara należy do ścisłej czołówki wagi półciężkiej i zasłużył na walkę o mistrzowski pas. Najlepiej gdyby doszło do jego rewanżu z Adonisem Stevensonem, którego w pierwszej walce miał na deskach, ale nie skończył roboty. W rewanżu mógłby już takiej okazji nie wypuścić z rąk.

1. Krzysztof Głowacki – w pojedynku z Marco Huckiem był skazywany na porażkę, ale nie przejął się opiniami fachowców, wytarł ring przeciwnikiem i zdobył pas WBO. Teraz ochotę na pas „Główki” mają Rosjanie, którzy proponują mu walkę z Dmitrijem Kudriaszowem. Pewnie Andriej Riabiński jest w stanie sporo zapłacić za taki pojedynek, ale Głowacki wcale nie musi się spieszyć do wyjazdu do Moskwy. Coraz głośniej rewanżu z naszym mistrzem domaga się Marco Huck, któremu ciężko pogodzić się z porażką. Jak widać, w najbliższym czasie Głowacki będzie miał pełne ręce roboty, bo chętnych do odebrania mu mistrzowskiego pasa nie brakuje. Jednak o „Główkę” możemy być spokojni, łatwo swojej zdobyczy nie odda.

Reklamy

W porównaniu z zestawieniem za czerwiec doszło w naszym rankingu do kilku korekt. Z listy wypadły dwa nazwiska: Paweł Kołodziej i Damian Jonak. Ten pierwszy za kompromitację w Moskwie, drugi za brak aktywności między linami. W ich miejsce do rankingu wskoczyli Paweł Głażewski i Marcin Rekowski. W czołówce doszło do jednej, ale istotnej zmiany. Z pierwszego miejsca na drugie spadł Krzysztof Włodarczyk, który stracił w Moskwie pas WBC. Jego miejsce na szczycie zajął Tomasz Adamek, którego doceniamy za zasługi, bo ostatnio nie prezentował się  najlepiej. Po gali Polsat Boxing Night nasz ranking może wywalić się do góry nogami. Następne notowanie już w grudniu.

10. Paweł Głażewski – w Polsce czekano na jego rewanż z Maciejem Miszkinem aż tu nagle okazało się, że „Głaz” będzie walczył o wicemistrzostwo (oficjalnie o mistrzostwo) świata z Juergenem Braehmerem. Głażewskiego czeka bardzo trudne zadanie, ale dzięki walce w Oldenburgu może wskoczyć na wyższy poziom. Do tej pory jego kariera przebiegała harmonijnie, szkoda tylko porażki z Mohoumadim, ale trzeba ją potraktować jako wypadek przy pracy.

9. Marcin Rekowski – miał bardzo pracowity początek tego roku, bo w ciągu czterech miesięcy stoczył cztery walki. Zaczął od porażki (kontrowersyjnej) z Olivierem McCallem, później pokonał Mateusza Malujdę, wziął rewanż na „Atomowym Byku” i wysłał na emeryturę Alberta Sosnowskiego. Dziś „Rex” jest trzecią siłą w polskiej wadze ciężkiej i czeka na większe wyzwania. Szkoda, że Rekowski tak późno zadebiutował na zawodowych ringach (2012 rok), bo straconego czasu nie uda mu się już nadrobić.

8. (9). Mateusz Masternak – po porażce z Youri Kalengą wygrał walkę na przetarcie z przeciętnym Benem Nsafoahem i znów czeka na większe wyzwanie. Pod koniec roku ma walczyć ze starym ringowym wygą Marco Mormeckiem. W tym pojedynku nie może pozwolić sobie na porażkę. Masternak od niedawna trenuje pod okiem Ulli Wagnera i zapowiada powrót do gry o duże stawki. Nie przekreślamy jeszcze Masternaka, ale po porażkach z Drozdem i Kalengą nie wierzymy w niego tak jak jeszcze dwa lata temu

7. (8). Kamil Łaszczyk – podopieczny Piotra Wilczewskiego legitymuje się ładnym dla oka bilansem 18 (7 KO)-0-0. W ostatnim pojedynku z Sergio Romero nie zachwycił, ale wygrał i teraz jest przymierzany do walk w USA. Mówi się, że niebawem może dostać walkę o mistrzostwo świata. Karierze tego chłopaka warto się uważnie przyglądać, bo drzemie w nim spory potencjał.

6. (7). Artur Szpilka – po porażce z Bryantem Jenningsem kariera „Szpili” lekko wyhamowała, ale już niebawem może ona wrócić na właściwe tory. 8 listopada Szpilka skrzyżuje rękawice z Tomkiem Adamkiem i to będzie dla niego walka o przepustkę do dużego boksu. Szpilka skacze na głęboką wodę, ale jeśli nie utonie (czytaj: nie przegra zdecydowanie z „Góralem”), to może namieszać. Jeśli pokona „Górala”, to na brak ciekawych ofert na pewno nie będzie narzekał.

5. (6). Maciej Sulęcki – na zawodowych ringach nie zaznał jeszcze porażki, a na rozkładzie ma m.in. Jurija Nużnienkę, byłego mistrza świata federacji WBA. Kariera podopiecznego Andrzeja Gmitruka rozwija się w dobrym kierunku, ale wciąż jest on sporą zagadką. 8 listopada będzie zdawał bokserską maturę, bo Grzegorz Proksa zawiesi mu poprzeczkę bardzo wysoko. Po tej walce dowiemy się o wiele więcej o Sulęckim i jego możliwościach.

4. (4.) Krzysztof Głowacki – w ostatniej walce rozbił Thierry’ego Karla i tym samym wysłał sygnał do czołówki kategorii cruiser, że trzeba się z nim liczyć. „Główka” jest o krok od walki mistrzowskiej, ale tak naprawdę nie wiemy, na co stać podopiecznego Fiodora Łapina, bo z nikim poważnym jeszcze nie walczył. Oby tylko nie było powtórki z rozrywki i takiego rozczarowania jak w przypadku Pawła Kołodzieja. Wydaje się jednak, że Głowacki w przeciwieństwie do swojego kolegi z grupy ma serce do tego sportu i większe umiejętności.

3. (3).  Andrzej Fonfara – jego notowania poszły w górę po… porażce z Adonisem Stevensonem. „Polski Książę” dużo gorzej wypadł w ostatniej walce przeciwko Doudou Ngumbu, ale co najważniejsze wygrał ją na punkty. Fonfara liczy na rewanż ze Stevensonem, ale Kanadyjczyk raczej ma inne plany. Na co stać „Polskiego Księcia”? Po walce z „Supermenem” wielu polskich kibiców widziało w nim przyszłego mistrza świata, ale to raczej pobożne życzenia. Na dziś Fonfara to solidny pięściarz. Nic więcej.

2. (1). Krzysztof Włodarczyk – po przegranej z Grigorijem Drozdem spadł ze szczytu naszego rankingu. Istnieje ryzyko, że porażka w Moskwie może być początkiem końca kariery Krzysztofa Włodarczyka. Oby tylko ten pesymistyczny scenariusz się nie sprawdził, bo „Diablo” ma przed sobą jeszcze kilka lat boksowania.

1. (2). Tomasz Adamek – po pojedynku z Głazkowem myślał o zakończeniu kariery, ale zmienił zdanie i skusił się na walkę z Arturem Szpilką. W Krakowie będzie walczył o być albo nie być. Jak zapowiada, jeśli przegra 8 listopada, to kończy karierę. Choć takiego scenariusza nie bierze w ogóle pod uwagę. Podobno w przyszłym roku czeka go duży pojedynek w USA. Warunek – musi pokonać Szpilkę.

W porównaniu z zestawieniem za maj doszło w naszym rankingu do małych korekt. Sporą obsuwę zaliczył Paweł Kołodziej, który wprawdzie w omawianym okresie nie walczył, ale zrezygnował z pojedynku z Olą Afolabim, za co zdegradowaliśmy go z piątego na dziesiąte miejsce. Nie lubimy pozorantów. W czołówce bez zmian, ale po walce z Adonisem Stevensonem zmieniliśmy zdanie (tylko głupcy nie potrafią się przyznać do błędu) o Andrzeju Fonfarze, o którym pisaliśmy poprzednio, że jest przereklamowanym pięściarzem.

10 (5*). Paweł Kołodziej
– legitymuje się ładnym rekordem, który został nadmuchany w większości na bumach i ogórkach. Nie chcemy się za bardzo pastwić nad „Harnasiem”, ale nie lubimy pozorantów, dlatego w naszym rankingu leci on na łeb na szyję.

9 (7). Mateusz Masternak – gdyby „Master” wygrał z Youri Kalengą, to otworzyłby sobie drzwi do dużych walk. Po porażce w Monte Carlo na jakiś czas wypadł z gry i spadł w naszym rankingu o dwie lokaty. Nie przekreślamy jeszcze Masternaka, ale po porażkach z Drozdem i Kalengą nie wierzymy w niego tak jak jeszcze dwa lata temu. O walkę z nim bardzo dopomina się Łukasz Janik. Naszym zdaniem Masternak powinien przyjąć tę propozycję.

8 (10). Kamil Łaszczyk – podopieczny Piotra Wilczewskiego legitymuje się ładnym dla oka bilansem 17 (7 KO)-0-0. Karierze tego chłopaka warto się uważnie przyglądać, bo drzemie w nim spory potencjał.

7 (9). Artur Szpilka – po porażce z Bryantem Jenningsem kariera „Szpili” lekko wyhamowała, ale już w listopadzie może ona wrócić na właściwe tory. Pod koniec roku Szpilka ma skrzyżować rękawice z Tomkiem Adamkiem i to może być dla niego walka o być albo nie być. Szpilka chce skoczyć na głęboką wodę, ale jeśli nie utonie (czytaj: nie przegra zdecydowanie z „Góralem”), to może jeszcze namieszać. Choć wątpimy, żeby do tej walki doszło.

6 (8). Maciej Sulęcki –  na zawodowych ringach nie zaznał jeszcze porażki, a na rozkładzie ma m.in. Jurija Nużnienkę, byłego mistrza świata federacji WBA. Kariera podopiecznego Andrzeja Gmitruka rozwija się w dobrym kierunku, ale wciąż jest on sporą zagadką. W jego przypadku trochę martwi brak mocnego ciosu (tylko 3 zwycięstwa przed czasem na 18 walk). Jednak Sulęcki na pewno rokuje na przyszłość.

5 (4). Damian Jonak – z Jonakiem mieliśmy spory problem, bo rekord ma okazały 37-0-1, ale nie da się ukryć, że nadmuchany do granic możliwości. Damian to solidny pięściarz (a nawet bardzo solidny), daje fajne walki, ale brakuje tej kropki nad i, czyli dużego pojedynku, który zweryfikowałaby jego możliwości. Jonak zapowiedział ostatnio, że ma dwie oferty i wczesną jesienią wraca na ring. Oby tak się stało.

4 (6). Krzysztof Głowacki – dzięki degradacji Kołodzieja awansował w naszym zestawieniu z szóstej na czwartą lokatę. W ostatniej walce w ładnym stylu wypunktował Ismaila Abdoula, ale wciąż czekamy na duży pojedynek z jego udziałem. Bo z nikim poważnym tak naprawdę jeszcze nie walczył. Choć na Hucka i Hernandeza nie jest on jeszcze gotowy.

3 (3). Andrzej Fonfara – po walce z Adonisem Stevensonem urósł w naszych oczach. W poprzednim notowaniu pisaliśmy, że „Polski Książę” jest przereklamowanym pięściarzem. Dziś chcieliśmy te słowa odwołać. Andrzej w walce o mistrzostwo świata pokazał, że ma charakter i że nie pęka w trudnych sytuacjach. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale śmiało możemy powiedzieć, ze w kategorii półciężkiej mamy boksera przez duże B. Choć to raczej nie jest materiał na mistrza świata.

2 (2). Tomasz Adamek – gdybyśmy przyznawali miejsca za zasługi, Adamek byłby na pierwszej pozycji. „Góral” powoli schodzi ze sceny, choć jak sam twierdzi, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W listopadzie, jeśli w ogóle podpiszą kontrakty, może utrzeć nosa Szpilce albo zostanie odesłany na emeryturę przez żółtodzioba. Jednego możemy być pewni – „Góral” o dużą stawkę nie będzie się już bić.

1 (1). Krzysztof Włodarczyk – „Diablo” jest właścicielem pasa WBC i dlatego przyznaliśmy mu pierwszą lokatę. Inaczej nie mogliśmy postąpić, w końcu to jedyny polski mistrz świata. Włodarczyk ma na swoim koncie kilka ringowych wojen (Green, Czakijew), ale nie do końca podoba nam się jego kariera. Po pierwsze, Diablo rzadko walczy (częściej widać go w telewizjach śniadaniowych niż w ringu), po drugie, jego styl czasem usypia. Jednak podobno zwycięzców się nie sądzi, dlatego w tym miejscu stawiamy kropkę.

Stworzenie polskiego rankingu P4P to wcale nie jest bułka z masłem. Trochę musieliśmy pogłówkować, ale udało się poukładać te klocki. Wydaje nam się, że wyszło w miarę sensownie, choć pewnie nie wszyscy się z tym zestawieniem zgodzą.

10. miejsce – Kamil Łaszczyk

Łaszczyk legitymuje się ładnym dla oka bilansem 16 (7 KO)-0-0. Podopieczny Piotra Wilczewskiego, który w rankingu WBO zajmuje trzecią pozycję, otrzymał ofertę walki o pas mistrza świata tej federacji z Garym Russelem Jr, ale wspólnie z promotorem uznali, że nie jest on jeszcze gotowy na takie wyzwania. Ostatnio Mariusz Kołodziej poinformował, że „Szczurek” dostał propozycję pojedynku o tytuł mistrza Unii Europejskiej. Karierze tego chłopaka warto się uważnie przyglądać, bo drzemie w nim spory potencjał.

9. miejsce – Artur Szpilka

Gdybyśmy ranking układali kilka miesięcy temu, Szpilka byłby parę oczek wyżej. Jednak po porażce z Bryantem Jenningsem kariera „Szpili” lekko wyhamowała. Naszym zdaniem Artur nie zrobił błędu porywając się na walkę z Amerykaninem. Teraz przynajmniej wie, ile jeszcze dzieli go od światowej czołówki. A dzieli jeszcze sporo… Szpilka w najbliższym czasie raczej nie poprawi swojego notowania w rankingu, bo w tym roku w ringu zobaczymy go najprawdopodobniej tylko raz.

8. miejsce – Maciej Sulęcki

Maciej Sulęcki na zawodowych ringach nie zaznał jeszcze porażki, a na rozkładzie ma m.in. Jurija Nużnienkę, byłego mistrza świata federacji WBA. Kariera podopiecznego Andrzeja Gmitruka rozwija się w dobrym kierunku, ale wciąż jest on sporą zagadką. W jego przypadku trochę martwi brak mocnego ciosu (tylko 3 zwycięstwa przed czasem na 18 walk), ale przecież Floyd też nie jest puncherem i w niczym mu to nie przeszkadza. Sulęcki na pewno rokuje na przyszłość.

7. miejsce – Mateusz Masternak

Mateusz Masternak potrzebował dwóch walk, żeby odbudować się po porażce z Grigorijem Drozdem i stracie pasa EBU. W czerwcu „Mastera” czeka pojedynek z Yourim Kalengą o pas tymczasowego mistrza świata WBA. A to już jest gruba sprawa. Jeśli Masternak wygra najbliższy pojedynek, otworzy sobie drzwi do wielkich walk. To może być rok Masternaka. Jednak najpierw musi pokonać Kalengę.

6. miejsce – Krzysztof Głowacki

Głowacki w 2013 roku wygrał trzy pojedynki i znacznie podskoczył w rankingach. Szczególnie dobre wrażenie zrobił w walce z Richardem Hallem, którego rozbił już w 4. rundzie. Tym samym wygrał korespondencyjny pojedynek z Pawłem Kołodziejem, który z Hallem walczył na całym dystansie (8 rund). Na rozkładzie Głowackiego próżno jednak szukać wielkich nazwisk. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie jego promotor załatwi mu jakieś większe pojedynki. W tym roku „Główka” jeszcze nie walczył.

5. miejsce – Paweł Kołodziej

Rekord Pawła Kołodzieja robi spore wrażenie – 33 zwycięstwa, zero porażek, ale jak mu się bliżej przyjrzeć to… O tym za chwilę. „Harnaś” to spory pechowiec, bo jakoś duże walki omijają go szerokim łukiem. Miał już klepnięty pojedynek o mistrzostwo świata z Pablo Hernandezem, ale Kubańczyk doznał kontuzji i nic z tego nie wyszło. Jeszcze wcześniej miał walczyć z Makabu, ale zbyt długo zwlekano z podpisaniem kontraktów i temat umarł.

Kołodziej w ostatniej walce znalazł się na deskach, a posłał go na nie Prince Ikeji, który wielkim pięściarzem nie jest i nigdy nie będzie. Wracając do rekordu Kołodzieja, można odnieść wrażenie, że jest on… lekko nadmuchany. Kto tak sądzi, na pewno nie jest w błędzie.

4. miejsce – Damian Jonak

Z Jonakiem mieliśmy spory problem, bo rekord ma okazały 37-0-1, ale podobnie jak w przypadku Kołodzieja, też nadmuchany do granic możliwości. Damian to solidny pięściarz (a nawet bardzo solidny), daje fajne walki, ale brakuje tej kropki nad i, czyli dużej walki, która zweryfikowałaby jego możliwości. Może w tym roku Jonak wreszcie stoczy pojedybnek życia. Oby.

3. miejsce – Andrzej Fonfara 

Naszym zdaniem Andrzej Fonfara jest trochę przereklamowanym pięściarzem, ale nie ulega wątpliwości, że w tym momencie to numer jeden wśród półciężkich w Polsce. Za niespełna dwa tygodnie „Polski Książe” skrzyżuje rękawice z Adonisem Stevensonem, a stawką pojedynku będzie pas WBC.

Jeśli Polak zwycięży (niestety, nie liczymy na to), będziemy musieli odwołać pierwsze zdanie i posypać głowę popiołem. Fonfara ma na rozkładzie kilka fajnych nazwisk (dwóch byłych mistrzów świata) i na pewno zasługuje na miejsce w polskim P4P, ale trzecia lokata to chyba maksimum jego możliwości.

2. miejsce – Tomasz Adamek

Gdybyśmy przyznawali miejsca za zasługi, Adamek byłby na pierwszym miejscu. „Góral” powoli schodzi ze sceny, choć jak sam twierdzi, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Adamka stać jeszcze na 2-3 dobre walki (jeśli nie pochłonie go polityka), ale to już nie będą pojedynki o dużą stawkę. Zakładamy, że z miesiąca na miesiąc będzie coraz niżej w naszym rankingu.

1. miejsce – Krzysztof Włodarczyk

„Diablo” jest właścicielem pasa WBC i dlatego przyznaliśmy mu pierwszą lokatę. Inaczej nie mogliśmy postąpić, w końcu to jedyny polski mistrz świata. Włodarczyk ma na swoim koncie kilka ringowych wojen (Green, Czakijew), ale nie do końca podoba nam się jego kariera. Po pierwsze, Diablo rzadko walczy, po drugie, jego styl czasem usypia. Jednak podobno zwycięzców się nie sądzi, dlatego w tym miejscu stawiamy kropkę.