Czy polski boks potrzebuje jeszcze Krzysztofa Zimnocha?

Posted: 7 lutego 2019 in Polski boks
Tagi: , ,

zimnoch_2

Walka Krzysztofa Zimnocha z Arturem Szpilką jest największym niewybuchem ostatnich lat w polskim boksie. Dużo się o niej mówiło, ale panowie nie weszli do ringu. Po Krzysztofie Zimnochu słuch zaginął na długie miesiące, ale ostatnio wykonuje on mozolną pracę, by przypomnieć o swoim istnieniu. Przy okazji wystawia się na ostrzał i robi wszystko, żeby nie traktować go poważnie.

Zaczęło się od wypuszczenia przez Krzyśka informacji o spotkaniu z tajemniczymi ludźmi, którzy zaproponowali mu walkę z Arturem Szpilką. Panowie bez nazwisk pogadali z nim i zniknęli. Co gorsza, już się nie odezwali. Później Zimnoch pojawił się w programie “Ring” i straszył wyrywaniem serc Andrzejowi Wasilewskiemu i Arturowi Szpilce. Groźby brzmiały komicznie. Gdyby Zimnoch miał grać złego bohatera w bajce, to dzieci zamiast ze strachu popłakałyby się ze śmiechu. Krzysiek strzela kapiszonami i zasługuje na dwóję z minusem za śmieciowe gadanie.

To nie koniec jego popisów. Później rozpoczął głodówkę, którą chciał wymusić walkę ze Szpilką. Podobno bez jedzenia wytrwał przez sześć dni. Piszę „podobno”, bo z jego głodówką jest jak z yeti. Wszyscy o tym mówią, a nikt tego nie widział. Jeżeli Zimnoch faktycznie przetrwał na głodówce sześć dni, to jest lepszy od Szpilki, który kilka miesięcy temu wytrzymał bez jedzenia tylko trzy dni. 6-3 dla Krzyśka.

Zimnoch wypuścił też w świat informację, że za walkę ze Szpilką chciałby zarobić sporą kasę. W jednym z wywiadów nie zaprzeczył, że oczekuje nawet trzech milionów złotych. Widocznie na urlopie poczuł się jak mistrz świata, a przecież mistrzowie nie powinni walczyć za drobniaki. Jego sprawa, ale z oczekiwaniami odleciał na Księżyc. Za trzy miliony złotych można zakontraktować co najmniej kilku rywali i to ze znacznie wyższej półki niż Zimnoch.

Spójrzmy na fakty: Zimnoch półtora roku temu robił w ringu za manekina, którego z ręki do ręki przekładał Abell. Wtedy stało się jasne, że nikt na świecie nie będzie poważnie traktował chłopaka z Białegostoku, który przegrał z takimi wirtuozami ringu jak Mollo i Abell. Zimnoch na zawodowych ringach niczego wielkiego nie osiągnął.

Jako taką popularność zdobył po bójce ze Szpilką na konferencji prasowej. Przez pięć minut był nawet sławniejszy od Andrzeja Gołoty. Zbił wielu anonimów i kilku podstarzałych rywali, którzy na walki z nim uciekali z bokserskiego sanatorium. Działał lokalnie, marzył globalnie, ale Abell wyrzucił jego marzenia do kosza.

Czy Zimnoch powinien dać sobie już spokój z boksem? Niekoniecznie. To jest jego zawód i jeśli chce jeszcze walczyć, to niech dalej się w to bawi. Jego były promotor, Tomasz Babiloński, w rozmowie z pogongu.pl mówił, że Krzysiek powinien teraz nawiązać współpracę z jakimś promotorem lub menedżerem i walczyć za tzw. frytki, bo bez startów on nie istnieje. Słuszna sugestia.

Krzysztofa Zimnocha można jeszcze zagospodarować w polskim boksie. Oprócz pojedynku ze Szpilką można zrobić jego starcia na przykład z Krzysztofem Włodarczykiem lub Mariuszem Wachem. Jeśli Tomasz Adamek zmieniłby zdanie i chciałby stoczyć pożegnalną walkę, to jego rywalem też mógłby być Zimnoch. Jeśli Dariusz Michalczewski nie znajdzie ciekawego rywala dla Izu Ugonoha, to zawsze może zadzwonić do pięściarza z Białegostoku. Każda z tych opcji ma sens i w większym lub mniejszym stopniu byłaby ciekawa dla kibiców.

Jest tylko jeden warunek. Krzysiek Zimnoch musi wrócić z wyprawy na Księżyc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s