Babiloński: Żal mi się zrobiło Zimnocha. Teraz powinien walczyć za tzw. frytki

Posted: 5 lutego 2019 in Polski boks
Tagi: , , , , , ,

zimnoch_foto

Ostatnio sporo mówi się i pisze o Krzysztofie Zimnochu, który robi szum wokół swojej osoby. Pięściarz z Białegostoku domaga się walki z Arturem Szpilką. Zaczął nawet głodówkę, by dostać ten pojedynek. -Głodówka? Gdy o tym usłyszałem, od razu mi się go żal zrobiło. Takie wołanie o pomoc do niczego nie prowadzi – mówi w rozmowie z PoGongu Tomasz Babiloński. 

Czy utrzymuje pan kontakt z Krzysztofem Zimnochem?

Tomasz Babiloński: Sporadyczny. Mam do niego sentyment, bo znamy się od piętnastu lat. Złożyłem mu ostatnio propozycję walki, ale nie było odzewu z jego strony. Nie mam zamiaru jechać do Białegostoku i prosić go o wejście do ringu. Chciałem mu pomóc i zobaczyć, w jakim jest teraz miejscu. Nie proponowałem mu kontraktu.

Ostatnio Zimnoch robi wokół siebie sporo szumu. Mówił o wyrywaniu serc Arturowi Szpilce i Andrzejowi Wasilewskiemu. W mediach społecznościowych pisał o głodówce. Wcześniej miał spotkanie z tajemniczymi mężczyznami, którzy proponowali mu walkę ze Szpilką.

Ktoś go zaprosił na kawę i opowiadał dziwne historie. Z przytoczonych przykładów dla mnie największą głupotą było to, że Krzysiek dał się namówić na to spotkanie. Głodówka? Gdy o tym usłyszałem, od razu mi się go żal zrobiło. Takie wołanie o pomoc do niczego nie prowadzi. To jest słabe. Krzysiek powinien dogadać się z mniejszym promotorem i boksować za tzw. frytki, żeby się odbudować.

Zimnoch w magazynie „Ring” stwierdził, że nie potrzebuje walki na przetarcie przed ewentualnym starciem ze Szpilką.

Nie wyobrażam sobie, żeby Andrzej Wasilewski zgodził się teraz na walkę Zimnocha ze Szpilką. Choćby ze względu na zdrowie Krzyśka, który przespał półtora roku. Za długo myślał, odpoczywał i teraz jest na początku kariery. Żaden promotor nie da nieaktywnemu Krzyśkowi walki ze swoim zawodnikiem. Tym bardziej, że jest on wolnym strzelcem, który dzisiaj jest, a jutro go nie ma. Kto siedzi w tym biznesie, mniej więcej wie, ile kosztują rywale w wadze ciężkiej. Szkoda, że Zimnoch po walce z Abellem nie chciał z nami dalej współpracować, bo powinien wtedy boksować. Nie mówię o walkach na przetarcie z zawodnikami, którzy przewracają się o własne nogi. Powinien stoczyć jedną-dwie mniej płatne walki, odbudować się i dopiero mówić o pojedynku ze Szpilką.

Zimnoch jest pana największą porażką w promotorskiej przygodzie?

Nie mogę tak powiedzieć. Jest niedosyt, tak bym to nazwał. Nie chcę go teraz atakować. Przecież próbował i nie bał się wyzwań. Powinęła mu się noga z Mollo, później z Abellem. Próbowaliśmy coś razem zrobić. Z jednym się udaje, z drugim nie. Taki to jest sport i biznes. Pewnych rzeczy się nie przewidzi. Tym bardziej w wadze ciężkiej, gdzie chwila moment i cię nie ma.

Dużo zainwestował pan w karierę Zimnocha?

Nie chcę tego komentować, ale doskonale wiem, ile w niego zainwestowaliśmy. Wyszło jak wyszło. Krzysiek nigdy nie walczył za granicą. Nie próbował tego ze względu na potknięcia, o których już wspominałem. Z Pawłem Głażewskim chociaż mieliśmy walkę z Royem Jonesem Juniorem i Juergenem Braehmerem. W przypadku Zimnocha zyskaliśmy tylko doświadczenie.

Co Zimnoch jeszcze może osiągnąć w boksie?

Jak poczeka jeszcze z pół roku albo rok, to niczego już nie osiągnie. Powinien znaleźć kogoś, kto będzie go reprezentował. Może to być młody menedżer lub promotor. Bez startów on nie istnieje. Wołanie o pomoc nic mu nie da.

1 marca na gali w Legionowie Michał Cieślak będzie zdawał najtrudniejszy test w karierze?

Michała czeka ciężka walka. To jego być albo nie być. Jeśli wygra i dobrze się zaprezentuje, to idziemy dalej. Chciał wyzwań, to ma. Cieślak w zeszłym roku zarzucał nam, że nie walczy z poważnymi zawodnikami, dlatego zapewniliśmy mu spore wyzwanie. Kalenga jest niebezpiecznym zawodnikiem, który lubi się bić. Mieliśmy też inne opcje. Rozmawialiśmy z Durodolą, Kayode i Siłłachem, ale Kalenga był priorytetem, bo jest najbardziej utytułowanym zawodnikiem z tego grona.

Co Cieślakowi może dać wygrana z Kalengą?

Po zwycięstwie nad Francuzem wielu ludzi może usłyszeć o Michale. Mamy nadzieję, że pojawią się oferty walk za granicą. W tym kierunku chcemy iść.

Cieślak jest już gotowy na większe wyzwania?

Nie wiem. Wszystko zależy od walki z Kalengą. Cieślak fajnie zaprezentował się na tle Radczenki, najlepiej z Polaków, którzy walczyli z Ukraińcem, ale później miał fatalny występ na Torwarze. Wszystko jest w jego rękach a przede wszystkim w głowie. Jeśli poprzestawia w ringu Kalengę i zaprezentuje się lepiej na jego tle niż Mateusz Masternak, to będziemy mieli twierdzącą odpowiedź na to pytanie.

Jaki jest długofalowy pomysł na karierę Cieślaka?

Plan jest podobny jak w przypadku kariery Krzyśka Głowackiego. Musi być fajny styl, zwycięstwa i wtedy pojawią się oferty. Gdyby „Główka” był nudny i nie wygrywał, to nie dostałby walki z Marco Huckiem. Liczymy, że podobnie będzie w przypadku Michała. Jego walka o mistrzostwo świata jest naszym głównym celem.

W drodze do tego celu wchodzą w grę konfrontacje Cieślaka z rodakami?

To trudny temat, bo wielu Polaków nie chce walczyć między sobą. Pięściarzy jest coraz mniej, wykruszają się, a ich marzeniem jest walczyć za wielką wodą. Nie chcą psuć sobie rekordu w walce z rodakami.

Napisałem ostatnio tekst o najciekawszych do zrobienia walkach polsko-polskich. Znalazło się tam zestawienie Cieślak vs Fonfara. Patrząc na style obu zawodników, byłaby to świetna walka. Jak ocenia pan szanse na taki pojedynek?

Na papierze wygląda to bardzo ciekawie. Trudno byłoby wskazać faworyta, ale szanse na ich pojedynek są chyba mniej więcej takie same jak powrót na ring Andrzeja Gołoty. Fonfara ma wyrobione nazwisko na świecie i po walce z Edwinem Rodriguezem pójdzie w lewo albo w prawo. Jeżeli przegra, pewnie zakończy karierę. W przypadku wygranej będzie szukał mistrzowskich czas. Na tym etapie kariery nie będzie się rozdrabniał i walczył z młodszymi od siebie zawodnikami. Na dodatek większymi od siebie końmi i prawdziwymi cruiserami jak Cieślak.

Na którym miejscu w tym momencie widzi pan Cieślaka wśród cruiserów w Polsce?

Numerem jeden jest Krzysiek Głowacki, za nim Diablo, na trzecim miejscu ustawiłbym w jednym szeregu Cieślaka, Fonfarę i Masternaka. Dalej dopiero są Balski, Jeżewski czy Olaś.

To może warto chociaż dokończyć historię Cieślak vs Jeżewski?

Składałem ofertę menedżerowi Jeżewskiego, ale nie podjęli rękawicy. Standardowo mają inne plany. Może kiedyś Michał i Nikodem spotkają się jeszcze raz w ringu, ale w grę wchodzi walka na neutralnym terenie. Na przykład na gali Polsat Boxing Night. Oni nie chcą walczyć u nas, a my nie chcemy u nich.

Kiedy zobaczymy w ringu Roberta Talarka?

Ustalamy to, ale na pewno nie będzie walczył w Legionowie, bo walka Cieślak vs Kalenga jest jedną z największych inwestycji, jaką mieliśmy w historii mojej grupy i nie udźwigniemy dwóch tego typu walk. Talarkowi i jego menedżerowi powiedziałem, że nie będzie już żadnych przypadkowych rywali, za których trzeba się później wstydzić. Mam kilka opcji dla niego. Następny przeciwnik Roberta ma być pięściarzem z krwi i kości, żeby walka była 50/50. Podobnie jak w przypadku Cieślaka chcę robić sport, a nie wybierać przypadkowych ludzi, którzy robią tylko skok na kasę.

John Rene przyjechał tylko po wypłatę. W ogóle nie miał serca do walki

Zostaliśmy wpuszczeni w maliny. Zapewniano nas, że Rene będzie dobrym i przygotowanym rywalem, a wszedł do ringu wystraszony i tylko czekał aż ktoś rzuci ręcznik. Niestety takie sytuacje zdarzają się w boksie. Poszło to już jednak w zapomnienie. Więcej takich walk nie będziemy promować.

Czy Talarek miał ostatnio jakieś zagraniczne oferty? Kiedyś często walczył poza Polską.

Miał walczyć o poważny pas w Niemczech, ale organizatorzy wycofali się z projektu i nic z tego nie wyszło. Dlatego musimy zorganizować mu walkę, by był aktywny. Tylko musi mieć rywala, który będzie na niego szedł i napierał, bo wtedy Robert będzie mógł pokazać swoje umiejętności.

Coraz częściej walki z Talarkiem domaga się Fiodor Czerkaszyn. Jesteście zainteresowani?

Nasze drogi z Andrzejem Wasilewskim rozeszły się i dzisiaj, z różnych powodów, nie ma tematu takiej walki. Andrzej ze swoim teamem jest w TVP, my jesteśmy w Polsacie. Na pewno byłby to interesujący pojedynek. Ukrainiec jest młodszy, więc byłby faworytem. Robertowi kilka pojedynków odbiło się na zdrowiu. Nie mówię, że nigdy nie dojdzie do ich walki, ale dzisiaj jest to bardzo trudny temat.

Pan jest dzisiaj już chyba bliżej MMA niż boksu.

Zależy jak na to spojrzymy. Ze względu na sentyment boks jest u mnie na pierwszym miejscu. Jeżeli patrzmy przyszłościowo, to idę w kierunku MMA, bo tam jest łatwiej zorganizować show. W Polsce jest bardzo dużo zawodników i oni nie odmawiają walk. Wyrywają się, żeby walczyć ze sobą. Tak kiedyś było w boksie, ale to już przeszłość. Jest fajna walka na horyzoncie Cieślaka z Jeżewskim, ale nie zrobimy jej, bo zawsze coś stoi na przeszkodzie. To są wojownicy i powinni rywalizować ze sobą. W MMA jest inaczej. Jeśli któryś z zawodników wypadnie z karty, na przykład ze względu na kontuzję, to trzech fighterów chce wskoczyć na zwolnione miejsce. Chłopaki chcą pokazać się z jak najlepszej strony przed szerszą publicznością i mieć szanse na lepsze życie. A w boksie jest problem. Wielu pięściarzy chce pompować rekordy, a gdy to zrobią, oczekują wyjazdu za granicę, bo tam jest inny przelicznik.

Jak dużą stratą dla Babilon MMA jest odejście Szymona Kołeckiego?

Emocjonalnie dużą stratą, bo bardzo lubię Szymona, ale życie toczy się dalej. Mamy w grupie kolorowego zawodnika, mówię o Marcinie Różalskim i teraz koncentrujemy się na nim. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie ogłosimy jego walkę i zaczniemy promocję eventu. Szymonowi życzę jak najlepiej w KSW i żeby wygrał z Mariuszem Pudzianowskim. Może kiedyś nasze drogi jeszcze się zejdą.

Jakie szanse daje pan Kołeckiemu na wygraną z Pudzianowskim?

To jest walka 50/50. Pudzianowski zebrał ogromne doświadczenie i dużo się nauczył w KSW. Będzie miał nad Kołeckim przewagę kilogramów. Pudzian jest turem i dla Szymona będzie to ciężka przeprawa. Zderzą się dwie siły i wygra ten, który będzie sprytniejszy. Stawiam na Szymona, bo jeżeli Popek miał prawie na glebie Pudzianowskiego, to tym bardziej Szymon może go znokautować.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy
Komentarze
  1. […] Babiloński: Żal mi się zrobiło Zimnocha. Teraz powinien walczyć za tzw. frytki […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s