Maciej Sulęcki: Już po wygranej z Proksą chciałem walczyć z kozakami

Posted: 25 marca 2018 in Wywiady
Tagi: , , , ,

– Jestem strasznie niecierpliwy i chcę wszystko od razu. Parę razy pan Wasilewski łapał mnie za karczycho i mówił: Maciek, spokojnie, wyluzuj. Po walce z Grzegorzem Proksą chciałem od razu walczyć z kozakami i wtedy też pan Andrzej mnie stopował – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Sulęcki, który 28 kwietnia w Barclays Center stoczy walkę życia z Danielem Jacobsem.

Żarcie, trening i spanie. Później żarcie, trening i spanie. Tak teraz wygląda twoje życie. Nuda.

Maciej Sulęcki: Jest monotonia, ale tak musi być. Po dwóch ciężkich treningach dziennie najważniejszy jest odpoczynek, a sen najlepiej wpływa na regenerację.

Wyprowadziłeś się już z domu?

Tak, mam teraz trochę więcej spokoju, mogę skoncentrować się na treningach i sparingach. O to głównie mi chodziło. Jestem poza domem, ale mam kontakt z moimi dziewczynami, widujemy się, raz w tygodniu staramy się być ze sobą. Po walce poświęcę im więcej czasu, na pewno będą jakieś wakacje.

Są już zaplanowane?

Moja dziewczyna się tym zajmuje, ja nie mam na to czasu. Myśli o wakacjach na razie wyrzucam z głowy. Najpierw trzeba wykonać robotę, później będzie czas na relaks.

Daniel Jacobs cały czas siedzi w twojej głowie?

Jestem pozytywnie nakręcony, ale nie jestem wariatem, żeby cały czas myśleć o Jacobsie. Na walce z cieniem czy na tarczy z trenerem mam go przed oczami, ale po powrocie do domu staram się nie myśleć o moim rywalu.

Ile trudnych rozmów przeprowadziłeś w ostatnim czasie ze swoim promotorem – Andrzejem Wasilewskim?

Jesteśmy dżentelmenami i ludźmi z charakterem. Czasami się różnimy, czasami się zgadzamy bez słów. Trudno powiedzieć, czy toczyliśmy trudne rozmowy. Najważniejsze, że Andrzej Wasilewski i Leon Margules doprowadzili do mojej walki z Jacobsem. Ukłony dla nich, bo to świadczy o dużej klasie promotorskiej.

Jeszcze niedawno twierdziłeś, że jesteś olewany w świecie boksu. W twoich wypowiedziach czuć było frustrację.

Jestem strasznie niecierpliwy i chcę wszystko od razu. Parę razy pan Wasilewski łapał mnie za karczycho i mówił: Maciek, spokojnie, wyluzuj. Po walce z Grzegorzem Proksą chciałem od razu walczyć z kozakami i wtedy pan Andrzej też mnie stopował. Tłumaczył: wchodzimy na nowy rynek, w USA wcześniej nie boksowałeś, poczekajmy. Wyszło mi to na dobre, ale długo trwało to zbliżenie się do szczytu. Teraz jego osiągnięcie jest w moich rękach. Promotorzy swoje już zrobili.

„Jak na to wszystko patrzę, to chyba najsłuszniejszą drogą byłoby zmienić ring na oktagon.” Tweeta o tej treści pisałeś w przypływie nerwów?

Śmieje się, że wy dziennikarze łapiecie wszystko w mgnieniu oka. To były żarty, o oktagonie nawet przez chwilę nie myślałem na poważnie. Mam 28 lat i jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienie w boksie. Może kiedyś skręcę w kierunku MMA. Żeby tak się stało, na stole musiałaby pojawić się poważna oferta i jakiś sportowy cel, bo nie wszedłbym do klatki tylko po to, żeby zrobić z siebie idiotę. Wracając do tweetów, czasem je piszę i mam niezły ubaw, bo ludzie wszystko biorą na poważnie, a ja traktuję to z przymrużeniem oka.

Ja myślę, że byłeś wtedy trochę wkurzony na promotorów, bo w końcu przegrali przetarg z Donem Kingiem na organizację twojej walki z Vanesem Martirosyanem.

Wkurzony raczej nie, bardziej zdziwiony, bo myślałem, że wygrają tamten przetarg, ale dzisiaj nie ma to już żadnego znaczenia.

Ale wkurzony na pewno byłeś na to, że w pewnym momencie boksowałeś ze słabymi rywalami?

Po walce z Centeno, którą wygrałem w dobrym stylu, byłem ostro wkurwiony, że dostaje pojedynki z ogórami w Polsce a nie z dobrymi rywalami w USA. Dlaczego tych walk wtedy nie było? To jest głębszy problem. Jest wielu zawodników, którzy nie mają, z kim boksować. Można tu podać przykład choćby Artura Beterbijewa. Jest wielu pięściarzy, którzy nie chcą walczyć z mało znanymi rywalami w Ameryce, bo ci nie generują dużych pieniędzy. To jest normalne, bo to jest biznes. Ja promotorom zawsze powtarzałem, że jestem gotowy na duże wyzwania i że chcę weryfikacji. Dopiero jak wejdziesz do ringu z kozakiem, to poznajesz swoją wartość.

sulecki_1

Ile razy w życiu doświadczyłeś, że boks to jest biznes?

Za każdym razem tego doświadczam. To jest biznes, bo w ringu zarabia się pieniądze. Chico Rivas powiedział mi kiedyś bardzo ważną rzecz: Maciek, musisz zarabiać pieniądze, które pozwolą ci na utrzymanie rodziny. Masz cele i ambicje sportowe, to dobrze o tobie świadczy, ale nigdy nie wchodź do ringu za darmo. Nie ukrywam, że pieniądze były czynnikiem, który zadecydował o wyborze walki z Jacobsem a nie Martirosyanem. Zarobię kasę, która pozwoli mi na fajne inwestycje w życiu. Już mam plany, jak zainwestować te pieniądze. Nie chcę się w przyszłości martwić o to, że nie mam co do garnka włożyć.

Stoczyłeś na zawodowym ringu jakąś walkę za darmo?

Kiedyś miałem chore ambicje i byłem skłonny to zrobić, ale nigdy do tego nie doszło. Za niektóre walki dostawałem pieniądze, których przeciętny Kowalski nie zarobi w banku czy na budowie, ale jak na zarobki bokserów to nie było tego wcale aż tak dużo. Za pojedynek z Hugo Centeno nie dostałem wielkich pieniędzy, a wszedłem do ringu. O gaży za walkę z Grzegorzem Proksą nie wspominam, bo wstyd mówić, ale nie kręciłem nosem, walczyłem. Na tych mniej płatnych walkach wypracowałem sobie markę i teraz przyszedł czas, żeby zarabiać pieniądze.

Pieniądze zmieniają ludzi. Nie boisz się, że ciebie też zmienią?

Mam łeb na karku i dystans do pieniędzy, bo nie spadają mi z nieba, tylko ciężko na nie pracuję. Obiecałem sobie, że po walce z Jacobsem kupię sobie porządny zegarek i to byłoby na tyle, jeśli chodzi o zachcianki. Mam mądrą kobietę, która nie lubi wydawać pieniędzy na głupoty. Lubimy wyjść do restauracji, zjeść tam kolację. Kiedyś u mnie w domu się nie przelewało i teraz mam frajdę, gdy mogę zabrać Magdę do restauracji, wydać parę stówek, sprawić jej i przy okazji swojemu podniebieniu przyjemność.

Komu najwięcej zawdzięczasz w życiu?

Przede wszystkim rodzinie, dużą cegiełkę dołożyła też Magda, bo za każdym sukcesem faceta stoi mądra kobieta. Ona potrafi sprowadzić mnie do parteru. Czasami sobie myślę, że gdyby nie Magda, to pewnie byłbym niezłym rozrabiaką.

Gdzie poznałeś Magdę?

Chodziliśmy do tego samego gimnazjum, ale w szkole chyba tylko raz z nią rozmawiałem. Widywałem ją na korytarzu, jak przechodziła obok, to mówiłem do chłopaków, że fajna dziewczyna, ale na randkę się z nią nie umówiłem. Po jakimś czasie spotkałem ją w metrze, wymieniliśmy się numerami telefonów i już dziesięć lat jesteśmy razem. Mamy razem córeczkę, super to się ułożyło.

Jak bardzo zmieniło się twoje życie, gdy zostałeś ojcem?

Dopiero po urodzeniu dziecka stałem się stuprocentowym mężczyzną, bo wcześniej byłem raczej chłopcem. Ojcostwo to jest duża sprawa, bo bierzesz na swoje barki odpowiedzialność za tę małą istotę. Jak musisz zmienić pieluchę, to wtedy okazuje się, czy jesteś kozakiem.

Zmieniasz pieluchy?

Tak, ale gdy Melania zrobi dużą kupę, to wołam Magdę i zaczynam się śmiać. Nie lubię się w tym babrać, ale robię to z uśmiechem na twarzy. Kocham swoje dziecko, bycie ojcem to jest niesamowite uczucie, kosmos.

Magda nigdy nie miała problemu z tym, że jesteś pięściarzem?

Nie, chyba nie. Może czasami jest zazdrosna, bo wokół pięściarzy kręcą się dziewczyny. Magda jest obecna na każdej mojej walce w Polsce, dwa razy była też w USA. Jeździ, kibicuje i wspiera mnie. Możliwe, że razem z Melanią polecą też na pojedynek z Jacobsem. Nie będzie ich jednak w hali. Magda ma w USA rodzinę i razem z ciocią i wujkiem obejrzą moją walkę w domu.

sulecki_2

Kto jest twoim najlepszym kumplem w środowisku bokserskim?

Norbert Dąbrowski, bez wątpienia. To jest mój ziomek od zawsze, mieliśmy po 11-12 lat, gdy razem zaczynaliśmy treningi. Pierwsze medale, pierwsze obozy to wszystko z nim przeżyłem. Zawsze trzymaliśmy się razem, mieliśmy swoje wojenki w ringu, poza ringiem też. Powiedziałbym nawet, że „Noras” jest moim przyjacielem.

W sportach walki są przyjaźnie?

Bokserzy to indywidualiści i twardzi faceci, ale oczywiście są między nami przyjaźnie. Na Twitterze czasami obserwujemy przepychanki między promotorami, ale między zawodnikami tego nie ma. Ja na przykład kumpluję się z Michałem Żeromińskim i Mateuszem Rzadkoszem, którzy są z konkurencyjnej grupy promotorskiej.

Dlaczego zrezygnowałeś ze współpracy z Pawłem Kłakiem?

Ponieważ w walce z Culcayem coś nie zagrało. W narożniku nie było tak, jak być powinno. Paweł mówił mi jedno, ja robiłem drugie, nie było zaufania. Dopiero trudne pojedynki pokazują, czy relacje na linii trener-zawodnik są prawidłowe, w naszym przypadku nie były. Dodatkowo zlekceważyłem tego rywala i źle przygotowałem się do walki. Urodziła się córeczka, w tym samym czasie wykańczałem mieszkanie i treningi zeszły na drugi plan. Wchodziłem na salę, brałem skakankę, zrobiłem trochę walki z cieniem, trochę worka i do domu.

W jakiej atmosferze rozstaliście się z trenerem Kłakiem?

Załatwiliśmy sprawę normalnie, usiedliśmy przy stole i podaliśmy sobie ręce. Nadal jesteśmy kumplami, nie mam do Pawła żadnych pretensji. On jest bardzo dobrym trenerem, ale musi się jeszcze uczyć. Przede wszystkim musi się
nauczyć takiego stuprocentowego poświecenia do tego sportu.

Co zadecydowało o twoim powrocie pod skrzydła Andrzeja Gmitruka? 

Przede wszystkim bezgraniczne zaufanie do jego wiedzy oraz to jakim jest człowiekiem w ringu i poza nim. Tylko z nim stać mnie na osiągnięcie sukcesu.

Gdy obserwuję Andrzeja Gmitruka, to mam wrażenie, że odkąd zaczął pracować z tobą, Mateuszem Masternakiem, Izu Ugonohem i Arturem Szpilką, to odmłodniał o kilka lat.

Myślę, że co najmniej o 15 lat. Nabrał werwy, schudł 30 kilogramów, widać że jest u niego energia i chęć do życia. Jednak pod względem charakterologicznym to jest cały czas ten sam Andrzej Gmitruk co kiedyś.

gmitruk

Odczuwasz to, że w Polsce wiąże się z tobą duże nadzieje?

Ostatnio powiedziałem, że polski boks jest w moich rękach. Oczywiście trochę się z tego śmieję. Cieszę się, że kibice we mnie wierzą, ale podchodzę do tego spokojnie. Nie przywiązuję wagi ani do pozytywnych, ani do negatywnych komentarzy, bo zwariować od tego można. Gdybym te komplementy brał za bardzo do siebie, to jeszcze mógłbym poczuć się za dobrze i odlecieć. Zasuwam na sali treningowej i na tym się koncentruję.

Artur Szpilka opowiadał mi, że po wygranej z Tomaszem Adamkiem włączył sobie walkę z Bryantem Jenningsem, żeby właśnie nie odlecieć i nie bujać w obłokach.

Ja przed walką z Culcayem poczułem się zbyt pewny siebie, nie przykładałem się do treningów i później otrzymałem lekcję pokory. Teraz wróciłem do starej zasady, że trzeba zapierniczać na treningach, bo nic za darmo nie przychodzi.

Stajesz się coraz bardziej popularny. Nie męczy cię to?

Nie. To jest fajna sprawa, gdy ktoś zrobi ze mną fotkę, czy przybije piątkę, ale nie jest tak, że wyjdę na ulicę i nie mogę spokojnie przejść kilku kroków. Moja popularność rośnie, ale bez przesady, inni mają gorzej.

Kuba Wojewódzki już dzwonił?

Nie i nie myślę o tym. Nie szukam na siłę popularności, bo nie do końca mnie to interesuje. Jak mnie zaprosi, to pójdę. Nie chcę niczego robić na siłę. Poczekajmy trochę, chwileczkę. Przecież nie jestem jeszcze mistrzem świata. Nie chcę stać się celebrytą bez sukcesu sportowego. Najpierw sukces, później salony, ale nie mam parcia na szkło.

Na pewno nie masz? Ostatnio debiutowałeś w roli modela i pozowałeś nago.

To jest zupełnie inna historia. Pieniądze z tej sesji fotograficznej były przeznaczone na sprzęt sportowy dla dzieciaków. Zadzwonił do mnie Alan Andersz i spytał, czy chcę wziąć udział w fajnej sesji. Powiedział też, na co będą zbierane pieniądze. Zgodziłem się bez chwili namysłu. Później skontaktował mnie z Dominiką Cudą i dopiero ona powiedziała mi, że będę pozował nago.

Był stres?

Był i to duży, ale lubię przełamywać bariery swojego lęku, strachu i wątpliwości. Tak właśnie było w tym przypadku. Skrępowanie z czasem minęło i było zajebiście. Jeszcze raz bym to powtórzył.

Dziewczyna nie protestowała?

Oj, protestowała. Liczę się z jej zdaniem, ale jak coś postanowię, to muszę to zrobić. Ze smyczy się nie zerwałem. Cel był szczytny. Sam byłem w podobnej sytuacji, też nie miałem sprzętu do treningu, więc uważam, że postąpiłem słusznie.

Podpisałbyś się po hasłem, że chłopaki nie płaczą?

Nie, w życiu. Chłopaki płaczą, mają uczucia i są wrażliwymi ludźmi. Jeden bardziej, drugi mniej. Ci, którzy na siłę robią z siebie twardzieli, tak naprawdę w środku są mięczakami. Szczekanie tylko dla samego szczekania nie mam sensu. Nie można wstydzić się uczuć ani wrażliwości. Mi też zdarzało się płakać, ale nie pamiętam, kiedy ostatni raz miało to miejsce.

Kiedy w ringu zmieniłeś się z chłopca w mężczyznę?

Po konfrontacji z Grzegorzem Proksą, bo wtedy zrozumiałem, że mądrze boksując, mogę wygrywać walki. Że nie muszę wcale urywać głowy rywalowi, żeby zwyciężać. To był dla mnie egzamin dojrzałości, wygrałem to starcie w głowie. Po tym pojedynku nabrałem dużej pewności siebie.

Grzegorz Proksa powiedział ostatnio, że wygrałby z tobą 10 na 10 walk.

Bez sensu gadanie. Grzesiek chyba nie przemyślał tej wypowiedzi. Chlapnął jęzorem i tyle. Na początku się wkurzyłem, ale potem zacząłem się z tego śmiać. To ja wygrałbym z nim 10 na 10 walk. Jestem o tym przekonany. Andrzej Gmitruk powtarza: psy szczekają, karawana jedzie dalej. Mam podobne podejście, nie przejmuję się słowami Grześka, idę swoją drogą. Może kiedyś jeszcze spotkamy się w ringu, choć nie sądzę, to wtedy wyjaśnimy sobie te niedomówienia. Dzisiaj nie ma tematu Proksy. Jest Jacobs.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s