Wasilewski o negocjacjach ze Szpilką: bałem się, że Artur zakończy karierę

Posted: 10 stycznia 2017 in Wywiady
Tagi: , , , , , , ,

25 lutego na gali w Birmingham w Alabamie na ring wróci Artur Szpilka, który stoczy walkę z Dominikiem Breazeale’em. – Nie wiem, czy Artur chciał takiego rywala, bo krępował się hejterów, czy po prostu założył sobie, że z walki na walkę chce zarabiać coraz więcej pieniędzy – mówi Andrzej Wasilewski w rozmowie z Po Gongu. Na tej samej gali Andrzej Wawrzyk stoczy pojedynek o mistrzowski pas federacji WBC wagi ciężkiej. Jego rywalem będzie Deontay Wilder, który w styczniu 2016 roku znokautował Szpilkę. – Tak naprawdę zorganizowanie tej walki było dosyć prostym zadaniem – dodaje promotor grupy KnockOut Promotions. 

Czuje się pan mistrzem świata?

Andrzej Wasilewski: Trochę zaskoczył mnie pan tym pytaniem.

Wiele osób podkreśla, że doprowadzenie Andrzeja Wawrzyka do walki z Deontayem Wilderem o pas WBC to mistrzostwo świata jego promotora.

Coś w tym jest, bo w porównaniu z innymi zagranicznymi promotorami mamy groszowe budżety, a mimo to zrobiliśmy już kilka walk o mistrzostwo świata. Przedstawiciele niemieckiej grupy promotorskiej twierdzą, że boks im się nie opłaca, bo dostają od telewizji 500 tysięcy euro za galę. Brzmi to trochę śmiesznie, bo my chcielibyśmy otrzymywać chociaż 50 tysięcy, a mimo to robimy boks na podobnym do nich poziomie. Jak się spojrzy na ten przykład, to chyba możemy powiedzieć, że jako grupa promotorska jesteśmy mistrzami świata.

Wróćmy do Wawrzyka. Ile nie przespał pan nocy i jak długo musiał pan siedzieć przy negocjacyjnym stole, żeby doprowadzić do jego pojedynku z Wilderem?

Tak naprawdę było to dosyć proste zadanie. W tym przypadku zaprocentowała ciężka, wieloletnia praca oraz amerykańskie kontakty. Mamy teraz dobrą pozycję wyjściową, bo przez lata budowaliśmy naszą wiarygodność, dlatego proces negocjacji był łatwy. Nie było wielkiej historii. Współpracujemy z Alem Haymonem, z którym związany jest także Wilder, więc wiele czynników przemawiało za tym pojedynkiem. Poza tym, na gali Wilder vs Duhapaus Andrzej dał na oczach wielu menedżerów dobrą walkę i już wtedy było wiadomo, że prędzej czy później będzie walczył z Martinem, Washingtonem, Breazeale’em lub z kimś innym. Padło na samego Wildera.

Jeszcze kilka tygodni temu chciał pan skonfrontować Wawrzyka z Tomkiem Adamkiem. Po wpisach na Twitterze sądzę, że bardzo zależało panu na tym pojedynku?

Dla Andrzeja taka konfrontacja byłaby okazją do przedstawienia się szerszej publiczności w Polsce. Nie mamy środków, żeby w naszym kraju zorganizować mu poważną walkę, więc od dawna prosiłem o jego występ na Polsat Boxing Night. „Góral” wydawał mi się słusznym wyborem. Gdy kilka lat temu Adamek boksował, brzydko mówiąc, z wrakiem Gołoty, nikt nie miał z tym problemu, ale jak teraz zaproponowaliśmy walkę z lekko starzejącym się Adamkiem, który jednak wciąż jest w dobrej formie sportowej, nikt tego pojedynku nie chciał. Niby zostały zaakceptowane warunki finansowe, które ewentualnie miałby wyłożyć Polsat, ale temat się rozjechał.

Ale Andrzej chyba nie może narzekać? Zamiast walki z „Góralem” ma pojedynek o mistrzostwo świata. Można nawet zażartować, że w jego przypadku Święty Mikołaj pomylił prezenty.

Gdy okazało się, że nie ma szans na walkę z Adamkiem, zaczęliśmy na poważnie rozmawiać z Wilderem. Dodam tylko, że nam pojedynek z Tomkiem wydawał się czymś naturalnym. Polak z Polakiem, starszy z młodszym. Z przyczyn dla mnie zrozumiałych nikt z obozu Adamka nie chciał tej walki. To pokazuje, że Tomek powinien już kończyć swoją piękną  karierę i nie zawracać sobie głowy poważnym boksem. Przecież kiedyś „Góral” brałby taki pojedynek w ciemno. To jednak nie mój problem.

Wawrzyk stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Nie znam śmiałka, który postawiłby pieniądze na jego wygraną.

Walki z Wilderem czy Joshuą to dzisiaj dla pięściarzy wagi ciężkiej największe wyzwania na kuli ziemskiej. Moim marzeniem jest, żeby Andrzej wygrał tę walkę, ale wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że to Amerykanin będzie faworytem. Musimy wkalkulować też porażkę, ale jeśli, odpukać, tak by się stało, to chciałbym, żeby Wawrzyk pokazał chociaż trochę swoich umiejętności, żeby nie było powtórki walki z Powietkinem. Bo najbardziej bolesna dla pięściarza jest porażka, gdy nie zdąży wejść w walkę, a jest już po wszystkim.

Fiodor Łapin nie próbował wybić wam z głowy tego pomysłu?

Na początku, gdy usłyszał o Wilderze, nie skakał z radości do sufitu. Spytał tylko, czy nie ma szans na inne, poważne walki. Oczywiście ja też wolałbym, żeby Wawrzyk najpierw stoczył pojedynek z kimś z czołówki, ale teraz nie było takiej opcji. Rzucaliśmy wyzwanie Breazeale’owi, Washingtonowi i kilku innym pięściarzom, ale w tym czasie nie było zainteresowania. Andrzej mógł siedzieć w domu i czekać, ale to bez sensu. Wspólnie uznaliśmy, że warto wziąć tę walkę. Znam wielu zawodników, którzy mówią, że marzą o takich pojedynkach, ale jak przychodzi co do czego, to robią uniki. Andrzej tego nie zrobił.

Jak długo Wawrzyk negocjował swoją wypłatę?

Andrzej znał gażę, którą wypłacono Francuzowi Duhaupas za walkę z Wilderem i powiedział mi, że nie chciałby boksować za mniej, bo nie czuję się gorszy od tego pięściarza. Wiedział też, że jest to dobrowolna obrona, więc nikt nie położy na stole milionów dolarów, o których wszyscy marzymy. Za pierwszym razem propozycja dla Andrzeja była trochę mniejsza od tego, co dostał Duhaupas. W międzyczasie byłem jednak na zjeździe WBC i przy drinku wróciliśmy do tego tematu. Amerykanie stwierdzili, że skoro Wawrzyk widział, ile dostał Francuz, to wypiszą mu taki sam czek.

25 lutego w Alabamie zobaczymy też w ringu Artura Szpilkę, który wraca po ciężkim nokaucie z rąk Wildera. „Szpila” twierdził, że nie chciał na przetarcie żadnego buma i dostał zaliczanego do czołówki wagi ciężkiej Dominika Breazeale’a. To chyba ryzykowny krok?

Nie wiem, czy Artur chciał takiego rywala, bo krępował się hejterów, czy po prostu założył sobie, że z walki na walkę chce zarabiać coraz więcej pieniędzy. Wiadomo, że mocniejszy przeciwnik to gwarancja większej wypłaty. Według mnie powinien stoczyć jeden pojedynek z zawodnikiem w miarę solidnym, a dopiero później dostać Breazeale’a. Dzisiaj jest przy nim dużo pytań bez odpowiedzi. Przecież nie wiemy, jak zareaguje na tak długą przerwę? Nie wiemy, jak będzie się czuł po nokaucie? Nie wiemy, czy czasem nie zardzewiał? Artur też nie zna odpowiedzi na te pytania.

Czyli podobnie, jak w przypadku pojedynku z Bryantem Jenningsem, ulegliście naciskom ze strony Szpilki? Wymusił on na was tę walkę?

Pojedynek był zorganizowany pod presją pieniędzy, które Artur chciał zarabiać i oferty, która przyszła. Za łatwiejsze walki miałby czeki na kilkadziesiąt tysięcy dolarów a nie kilkaset. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z jego planem, ale w trakcie negocjacji przed tym pojedynkiem bałem się trochę, że Artur może przedwcześnie zakończyć karierę.

Słucham?

Gdyby nie doszedł teraz do porozumienia z Alem Haymonem i resztą, to miałem poważne obawy, czy tak się nie stanie. Artur wymyślił sobie kwotę, która mu się należy, taką zupełnie z powietrza. Gdy dostał propozycję 30 procent mniejszą, nie chciał jej przyjąć. A to jest naprawdę wielka gaża. Tomek Adamek niewiele razy taką otrzymywał. Dodajmy, że dla Artura jest to walka na powrót. Gdyby nie dał się namówić do zejścia w dół, to zrobiłby krzywdę sobie i nam, bo jego kariera mogłaby się zakończyć.

Nadal nie rozumiem, dlaczego miałby z tego powodu kończyć karierę?

On chciał wrócić do Polski i czekać na lepszą ofertę. Tylko ja jestem przekonany, że taka propozycja nigdy by nie przyszła. Przecież Artur za chwilę wypadłby ze wszystkich rankingów, bo już rok nie walczy. Dzisiaj jego wartość jest wyższa, bo jest według rankingów 6-7 na swiecie. Po wypadnięciu z nich, dostawałby propozycje pięć razy mniejsze i wtedy powstałoby błędne koło, bo za taką kasę to już w ogóle nie chciałby wchodzić do ringu.

Szpilka mówi, że dla niego to może być walka o być albo nie być. Przesadza?

Jeżeli przegrałby z Amerykaninem, to droga do kolejnej walki mistrzowskiej znów by się wydłużyła. Jednak musimy pamiętać, że Artur dopiero wchodzi w najlepszy wiek dla pięściarza w wadze ciężkiej. Jednak zgodzę się, że w tym pojedynku sporo ryzykuje. Jest to bardzo duże wyzwanie.

Artur zapowiedział, że po walce z Breazeale’em wraca do Polski, bo tęskni za ojczyzną. Podoba się panu ten pomysł?

Będziemy o tym rozmawiali, ale wydaje się, że on i Kamila są już zdecydowani na powrót, bo oni w Ameryce najzwyczajniej w świecie się nudzą. Rozumiem ich. Mieszkają na przedmieściach Houston, gdzie przez pół roku jest tak gorąco, że nie można wyjść z domu. Artur żyje tam bardzo ascetycznie. Dom, sala, dom, sala. Wszystko jest podporządkowane boksowi. Nie wierzę jednak, że po powrocie do Polski będzie tak samo, że będzie skoncentrowany tylko i wyłącznie na boksie. I tym się trochę martwię.

Jaki ma pan plan na Szpilkę w 2017 roku?

Kilka razy życie brutalnie nauczyło mnie, że w boksie nie można niczego planować. Skupiamy się na najbliższym pojedynku. Zdajemy sobie sprawę, że Artura czeka bardzo trudna konfrontacja. Liczę, że wygra ją sprytem i szybkością, ale pamiętajmy, że Breazeale to silny facet, który ma czym przyłożyć. W tym momencie nie mamy żadnych planów wobec Artura, oprócz tych, że 25 lutego musi zrobić swoje i wygrać. Najlepiej w dobrym stylu.

Widział pan listę życzeń Macieja Sulęckiego, który ma apetyt na naprawdę duże walki?

Widziałem, że pisał coś na Twitterze, ale nie analizowałem tych nazwisk. Swoje propozycje wysyłał mi też sms-em. Maciek marzy o dużych pojedynkach. On jest prawdziwym bokserskim chuliganem, tak jak Krzysiek Głowacki, który chce boksować z każdym. Czekaliśmy na Daniela Jacobsa, ale on dogadał się z Gołovkinem i nic z tego nie wyszło. Nie ukrywam, chcemy też walki z Billym Saundersem, ale nie możemy przyjąć warunków Franka Warrena, który w przypadku wygranej Sulęckiego, chciałby żeby Maciek przez kilka walk był jego zawodnikiem i zarabial jak challenger a nie mistrz. Ta waga jest mocno obsadzona i nie jest łatwo wdrapać się na sam szczyt.

Na szczycie siedzi GGG Gołovkin, którego chyba lepiej na razie unikać.

Kell Brook pokazał, że można z Kazachem boksować, że można go postraszyć. Kiedyś była wstępna rozmowa dotycząca walki Gołovkina z Sulęckim, ale oferta była słaba, ale i Maciek nie był wtedy jeszcze gotowy na takie wyzwanie. Jesteśmy w świetnych relacjach z promotorem GGG, więc nie wykluczam takiego pojedynku w przyszłości. Może nawet w niedalekiej. Jeżeli po walce z Jacobsem Gołovkin nie będzie boksował z jakimś wielkim nazwiskiem, typu Canelo, czego nie można wykluczyć, to może wrócimy do rozmów. Na razie jednak nie wybiegajmy za daleko w przyszłość.

Na koniec chciałbym poruszyć wątek Krzysztofa Włodarczyka. Odbył pan z nim rozmowę wychowawczą po mało udanym w jego wydaniu pojedynku we Wrocławiu?

Od pewnego czasu odpuściłem sobie wszystkie rozmowy wychowawcze z Krzyśkiem. Wielokrotnie tłumaczyłem mu, że rozpieprzone życie prywatne rujnuje mu nie tylko samą karierę, ale także i jego wizerunek. Przez ostatnie dwa lata próbowałem go wychowywać i prosiłem: Krzysiu, nie wyciągaj swojego życia prywatnego na światło dzienne. Mówił mi, że nie będzie tego robił, a za chwilę udzielał kolejnego idiotycznego wywiadu. Sporo na tym gadaniu stracił. Ludzie, z którymi rozmawiam twierdzą: Krzysiek to porządny chłopak, ale chyba za mądry to on nie jest. Oczywiście, trzeba też wziąć pod uwagę, że dziennikarze sprytnie go podpuszczali. Tłumaczyłem mu, że w takich sytuacjach ma mówić: przepraszam, nie chce rozmawiać o swoim życiu prywatnym. Jedno proste zdanie, ale Krzysiek nie potrafi go wypowiedzieć.

A o walce z Leonem Harthem rozmawialiście? Ten pojedynek zupełnie nie wyszedł Krzyśkowi.

Po walce przysłał mi sms-a, że źle mu się boksowało, bo miał kłopoty i dużo spraw na głowie. Od 10 lat słucham tego typu tłumaczeń, więc nie robią już na mnie większego wrażenia.

Traci pan powoli cierpliwość do niego?

Coraz bardziej boje się, że Krzysiek nie zdąży ustawić się finansowo w trakcie swojej kariery, ale także martwię się o to, co będzie robił później. W jego przypadku jestem bezsilny. Gdyby dało się cofnąć czas, to inaczej bym go poprowadził. Nie byłem dla niego dobrym „ojcem”, a z perspektywy czasu wydaje mi się, że on takiego potrzebował. Dzisiaj z każdej gali zabierałbym mu 50 procent gaży i inwestował mu te pieniądze. Tego nie robiłem i to był błąd. Krzysiek po każdej walce mówił, że teraz weźmie całą gażę, ale od następnego pojedynku będzie już odkładał. Nigdy nie dotrzymał słowa.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s