Usłyszał wyrok 18 lat więzienia. Później został „Katem” w ringu

Posted: 16 grudnia 2016 in Boks na świecie
Tagi: , , , , ,

b-hop.jpg
fot. Golden Boy Promotions

Nie był grzecznym chłopcem. Napady rabunkowe, bójki i aresztowania – tak kiedyś wyglądało jego życie. Po wyjściu z więzienia obiecał sobie, że nigdy tam nie wróci. Dotrzymał słowa. Celę zamienił na ring. Kiedyś był „Katem”, dziś jest „Kosmitą”. „Katem” w sumie jest cały czas. 17 grudnia Bernard Hopkins stoczy pożegnalną walkę. Tak przynajmniej zapowiada.

2006 rok. Antonio Tarver na konferencji prasowej wręczył Hopkinsowi bujany fotel. Trzeba przyznać, że to fajny prezent dla faceta, którego ma się zamiar wysłać na bokserską emeryturę. A takie plany miał przecież Tarver. Hopkins był wtedy 41-latkiem po przejściach. Przegrał dwie walki z Jarmainem Taylorem, w których stracił i nie odzyskał mistrzowskich tytułów. To był koniec jego dominacji, która trwała aż 10 lat. W tym czasie mistrzowskiego pasa bronił aż 20 razy.

Po porażce z Taylorem słychać było głosy, że to jest koniec B-Hopa. Tak samo myślał Tarver, który nawet założył się z nim o 250 tysięcy dolarów, że znokautuje go w ciągu sześciu rund. Nie udało mu się tego zrobić. Na dodatek w piątej rundzie sam był liczony i ostatecznie przegrał na punkty. Tarver mógł się bujać. Oczywiście w swoim fotelu. – Po tym pojedynku „Kat” mówił, że w boksie zrobił już wszystko i wspominał coś o emeryturze, ale to było tylko takie gadanie – przypomina Andrzej Kostyra.

10 lat później… Emerytura odłożona na jutro

Bernard Hopkins znów mówi o przejściu na emeryturę. Tym razem raczej nie blefuje, w końcu za chwilę będzie zdmuchiwał 52 świeczki z tortu. 17 grudnia ma stoczyć pożegnalny pojedynek. Jego rówieśnik – Lennox Lewis już trzynaście lat temu wyniósł rękawice na strych i powiedział do widzenia, a Hopkins wciąż trwa w tym biznesie.

Krzysztof Włodarczyk zapytany ostatnio o to, ile lat zamierza jeszcze boksować, odpowiedział: “Maksymalnie pięć, do czterdziestki. Potem to już jest cyrk, a nie boksowanie” [cytat za weszlo.com]. Diablo nie minął się z prawdą. – Niewielu odchodzi w odpowiednim momencie – zauważa Kostyra.

Weźmy takiego Roya Jonesa Juniora. Kiedyś uznawany był za jednego z najlepszych pięściarzy świata. Dzisiaj ma 47 lat i mimo że jest cieniem samego siebie, jeździ po świecie i walczy na podrzędnych galach. Ludzie się z niego śmieją, ale on nie zamierza kończyć kariery. Dzięki niemu pięściarze pokroju Pawła Głażewskiego będą mogli opowiadać kumplom przy piwie, że mieli legendę boksu na deskach.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Danny’ego Williamsa, który kiedyś pokonał Mike’a Tysona. Dziś Williams nazywa siebie bokserską prostytutką. Niestety, to trafne określenie. Jest już po czterdziestce, ale wciąż dorabia między linami. Różni się od Roya Jones Jr tym, że w prawie każdej walce dostaje po łbie – na 20 ostatnich pojedynków przegrał 16 razy (sic!). Nie tak dawno gościliśmy w Polsce Oliviera McCalla (rówieśnik Hopkinsa), który też na siłę przedłużał swoją karierę i stoczył o kilka walk za dużo. Gdyby wcześniej odwiesił rękawice na kołku, nie musiałby tłumaczyć wnukom, kim byli Krzysztof Zimnoch i Marcin Rekowski, czyli panowie, z którymi przegrał.

Andrzej Gołota (trzy lata młodszy od „B-Hopa”) też niepotrzebnie opóźniał zakończenie kariery. Podobne przypadki można wymieniać i wymieniać. – W pułapkę łatwo jest wpaść, ale trudno się z niej wyplątać. Ring jest dla pięściarzy właśnie taką pułapką – mówi Kostyra. – W niektórych przypadkach nie chodzi nawet o aspekt finansowy. Manny Pacquaio powiedział kiedyś, że po rozbracie z boksem pięściarze czują pustkę duchową i trafił w punkt – dodaje Maciej Miszkiń.

„Nigdy nie będzie już kogoś takiego”

Przypadek Bernarda Hopkinsa jest jednak inny. “Kat” zestarzał się w ringu, ale nie przeszkadzało mu to w zdobywaniu kolejnych mistrzowskich tytułów. Niektórzy mogli go nazywać staruszkiem, ale on nic sobie z tego nie robił. Brał dużo młodszych rywali za rączkę i dawał im lekcje boksu. – Nigdy nie będzie już kogoś takiego jak Hopkins, w żadnym sporcie – to słowa Oscara de la Hoi. – Tacy pięściarze nie rodzą się na kamieniu, to jest fenomen – dodaje Kostyra.

Gdy w 2011 roku „B-Hop” pokonał Jeana Pascala, pobił należący do George’a Foremana rekord i został najstarszym mistrzem świata w historii boksu. Miał wtedy 46 lat. Dwa lata później wygrywając z Tavorisem Cloudem, zdobył pas IBF i przy okazji pobił swój rekord. W 2014 roku rozprawił się z Beibutem Szumenowem i został pierwszym pięściarzem, który w wieku 49 lat zunifikował tytuły. – To będą bardzo trudne do pobicia rekordy. Choć pamiętajmy, że w historii byli pięściarze, którzy dobrą formą imponowali równie długo jak Hopkins. Choćby Larry Holmes, który swój ostatni, wygrany pojedynek stoczył, mając 53 lata. Nie zapominajmy też o Foremanie, który w ostatniej walce, gdy miał 48 lat, zlał Briggsa, ale został haniebnie oszukany – mówi Janusz Pindera.

“Kosmitę” ostatni raz w ringu widzieliśmy prawie dwa lata temu. Stracił wtedy mistrzowskie pasy, ale nie przegrał z byle kim. Sergieja Kowaliowa nie trzeba przecież nikomu przedstawiać. Rosjanin w tamtym czasie siał postrach w kategorii półciężkiej. Praktycznie po kolei nokautował swoich rywali, ale „B-Hopa” nie zdołał wykończyć przed czasem. Zresztą nikomu to się nie udało. NIKOMU. Oczywiście znajdą się tacy, którzy nie doceniają kunsztu Hopkinsa. Czasami można usłyszeć opinię, że to ringowy cwaniak, że jego styl walki jest odpychający

– Słowo odpychający nie jest najlepszym określeniem, choć Hopkins rzeczywiście odpychał swoich rywali, klinczował – mówi Kostyra. – To był bezpieczny dla niego styl. Stąd ta jego długowieczność – dodaje Miszkiń. – Kiedyś wyczytałem, że on ma takie motto: przyjmuj mniej, zadaj więcej. Potrafił to wcielić w życie, bo nie przyjmował zbyt wiele ciosów. Fachowcy z CompuBox wyliczyli, że z czterech ciosów wyprowadzonych przez rywali, do Hopkinsa dochodzi tylko jeden. Świadczy to o jego fantastycznej obronie – dodaje Kostyra. – Tak naprawdę „Kat” łączył w sobie dwie rzeczy: był asekuracyjny do momentu, gdy było zagrożenie ze strony przeciwnika, później przechodził do kontrofensywny i miał instynkt zabójcy – kończy wątek Miszkiń.

Adamek był za duży i za silny dla Hopkinsa?

W 2009 roku były robione podchody do walki Tomasza Adamka z Bernardem Hopkinsem. Za pierwszym podejściem rozbiło się o pieniądze. Podobno „Góralowi” oferowano 500 tysięcy dolarów za ten pojedynek, ale reprezentująca jego interesy Kathy Duva z Main Events uznała tę propozycję za śmieszną. Po jakimś czasie temat konfrontacji tych panów znów wrócił.

– „Richard Schaeffer jako przedstawiciel Golden Boy Promotions, ja z ramienia Main Events oraz Tomek chcemy tej walki. Stacja telewizyjna HBO zablokowała dla nas datę 30 stycznia przyszłego roku (2010 – przyp.red.), mamy miejsce, czyli Prudential Center w Newarku znane wszystkim polskim kibicom, są pieniądze zadowalające obie strony. Ostatnie słowo należeć będzie do Bernarda. Tylko on może zatrzymać tę walkę. W jego rękach jest wiele milionów dolarów.”- mówiła w sierpniu 2009 roku w rozmowie z „Super Expressem” Kathy Duva

Tomek Adamek, który miał już wtedy na horyzoncie walkę z Andrzejem Gołotą, zdążył nawet powiedzieć, że chce zakończyć kariery obu legend, najpierw Gołoty, później Hopkinsa. Jednak do jego pojedynku z Amerykaninem nie doszło. – Szkoda, że nic z tego nie wyszło, bo Tomkowi mimo wszystko zabrakło walk z legendami – mówi Pindera. Na łamach „Przeglądu Sportowego” głos w tej sprawie zabrał wtedy Adamek: „Mogliśmy walczyć, HBO dawało kupę kasy. Nie chce, trudno (…) Mamy swoje źródła, więc wiedzieliśmy, co się dzieje. A Ziggy Rozalski od początku mówił, że Hopkins się ze mną nie spotka, bo się boi. Jestem dla niego za duży i za silny.”

– Hopkins nikogo się nie bał i nie unikał z nikim walk. Na pewno nie jest tchórzem. W tym przypadku musiało być jakieś drugie dno, ale to już pewnie lepiej wie Ziggy Rozalski – twierdzi Kostyra.

Wyrok: 18 lat więzienia

Bernard Hopkins swoim życiorysem mógłby obdzielić kilka osób. Gdy miał 13 lat podczas napadu rabunkowego trzy razy został ugodzony nożem. Cudem przeżył. Jako małolat był członkiem lokalnych gangów. Na ulicach Filadelfii nie było mu łatwo. – W jednym z wywiadów powiedział, że był aresztowany ponad 30 razy – mówi Kostyra. W końcu się doigrał. Mając 17 lat trafił do więzienia. Usłyszał wyrok: 18 lat więzienia.

Nie zmarnował jednak życia za kratami, bo za dobre sprawowanie wyszedł po niespełna pięciu latach. Nie wrócił już na przestępczą ścieżkę. – To była zupełna przemiana człowieka. Hopkins mówił, że w więzieniu ring był dla niego azylem, wybawieniem. Wspominał też, że kiedy wychodził na wolność, strażnik powiedział do niego: kolego, niedługo tu wrócisz. Bernard obiecał sobie, że nigdy tak się nie stanie – mówi Pindera. Dotrzymał słowa. Celę zamienił na ring.

Na zawodowych ringach zadebiutował 28 lat temu. Przegrał wtedy z Clintonem Mitchellem, którego dzisiaj nikt nawet nie kojarzy. Facet stoczył pięć walk i słuch o nim zaginął. „B-Hop” zbyt długo nie rozpamiętywał tamtej porażki, tylko wziął się do roboty. Po szesnastu miesiącach wrócił na ring i zaczął wygrywać walkę za walką. W latach 1990-92 uzbierał 21 zwycięstw. Nie brał nadgodzin, bo 16 z tych 21 pojedynków wygrał przed czasem. Najczęściej odsyłał rywali do domu już w pierwszej rundzie. Był Katem.

Hopkins potknął się w maju 1993 roku, gdy na jego drodze stanął Roy Jones Junior. To był pojedynek o mistrzostwo świata wagi średniej federacji IBF. Dla obu pięściarzy była to pierwsza konfrontacja o tytuł mistrzowski. Agencja The Associated Press pisała po walce „Roy był zbyt szybki i zbyt silny dla Hopkinsa”. Tak na marginesie, 17 lat później Hopkins wyrównał rachunki z Royem Jonesem.

Lewy hak na wątrobę załatwił sprawę

W 1995 roku „Kat” został właścicielem pasa IBF. Zdobył go w pojedynku z Segundo Mercado. Przez dziesięć lat nikt nie potrafił odebrać mu tego tytułu. Po drodze zdobywał też pasy innych federacji – WBC, WBA i WBO. W tym czasie stoczył dwa pojedynki, o których będzie się mówiło jeszcze latami.

29.09 2001: Bernard Hopkins vs Felix Trinidad

Gorąco było już przed walką. Oddajemy głos Andrzejowi Kostyrze: Na konferencji prasowej przed walką Hopkins zdeptał flagę Portoryko, czym rozwścieczył kibiców Trinidada. Tłum ludzi z bejsbolami i pistoletami zaczął zmierzać w kierunku hali. Hopkinsa trzeba było ewakuować helikopterem, bo spotkanie z tymi osobami mogło się dla niego źle skończyć. W ringu też było ciekawie. „Kat” znokautował rywala w 12. rundzie i zabrał mu pas WBA. Za walkę zarobił 2,5 miliona dolarów. Magazyn „The Ring” dziesiątą rundę tego pojedynku uznał za najlepszą w 2001 roku.

18.09.2004 Bernard-Hopkins vs Oscar de la Hoya

Dzisiaj są partnerami w biznesie, ale ponad 12 lat temu stoczyli walkę o cztery mistrzowskie pasy. – W 9. rundzie Hopkins trzepnął Oscara lewym hakiem na wątrobę i było po wszystkim. De la Hoya przez dłuższą chwilę zwijał się z bólu, ale jak doszedł do siebie, walił z wściekłością pięścią w matę ringu – relacjonuje ten pojedynek Kostyra. – To był idealny cios. Chciałem wstać, ale nie mogłem. Nigdy nie czułem takiego bólu – tak wyglądało to z perspektywy „Złotego Chłopca”. – Oscar mówił przed walką, że nie wyobraża sobie, że ktokolwiek może go znokautować ciosem na korpus. Hopkins zrobił to z zimną krwią – dodaje Pindera. Do momentu przerwania pojedynku, „Kat” prowadził u sędziów punktowych 2:1 (79-73, 78-74, 75-77). Hopkins po tym pojedynku był bogatszy o 10 milionów dolarów. Jego rywal o 30.

Jego dominację w wadze średniej przerwał Taylor. Później Hopkins zmienił kategorię wagową na półciężką i tam bił rekordy długowieczności, ale o tym już była mowa.

Bujany fotel czeka na Hopkinsa

17 grudnia Hopkins ma się pożegnać z ringiem. Jego przeciwnikiem będzie młodszy o prawie 25 lat Joe Smith Jr, który ostatnio sprawił niezłego psikusa Andrzejowi Fonfarze, wygrywając z nim przed czasem. – Smith to idealny rywal na walkę pożegnalną. Nie sądzę, żeby Hopkins miał z nim jakieś problemy – uważa Kostyra. – Może to nie jest przeciwnik o wielkim nazwisku, ale na pewno jest niebezpieczny. „Kat” mógł wziąć sobie kogoś bardziej wyboksowanego, mniej niebezpiecznego, ale to nie byłoby w jego stylu. On zawsze podejmował wyzwania – dodaje Janusz Pindera.

„B-Hop” zapowiada, że w konfrontacji ze Smithem będzie celował w nokaut. Jest głodny tego nokautu, bo ostatni raz przed czasem wygrał 12 lat temu. – Warto też zauważyć, że wrócił teraz do przydomka „Kat”, bo przecież ostatnio był „Kosmitą”- mówi Pindera. – Chcę dać taki występ, po którym będziecie mnie błagać, żebym walczył dalej –  zapowiadał niedawno Hopkins. Czyżby on nie miał zamiaru jeszcze kończyć kariery?

– Hopkins cały czas wraca na ring, bo jest uzależniony od tego sportu, bo jest niewolnikiem boksu. Jeśli walka ze Smithem pójdzie po jego myśli, to pewnie dostanie kolejną ofertę, którą znów przyjmie – uważa Maciej Miszkiń. – Po najbliższym pojedynku powinien dać już sobie spokój. Był przecież na skraju przegranej przed czasem z Kowaliowem i to powinien być dla niego dzwonek alarmowy. Sygnał typu: uważaj, chłopie. Nie powinien tego bagatelizować. Choć, powtarzam, ze Smithem nie powinien mieć problemów – sądzi Andrzej Kostyra.

W tym biznesie wszystko jest możliwe. Często się zdarza, że walka pożegnalna jest przepustką do… kolejnego pojedynku. Kiedyś jednak trzeba dać sobie spokój, usiąść w bujanym fotelu i powspominać. Hopkins ma akurat o czym.

Krzysztof Smajek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s