Były więzień spełnia swój amerykański sen

Posted: 13 stycznia 2016 in Boks na świecie, Polski boks
Tagi: , , , ,

Gdy miał 20 lat przyszli po niego funkcjonariusze CBŚ i zatrzymali go dzień przed walką życia z Wojciechem Bartnikiem. W więzieniu przesiedział półtora roku. Po wyjściu na wolność miał jedno marzenie – chciał zostać mistrzem świata. W niedzielę rano (polskiego czasu) to marzenie może się spełnić, bo Artur Szpilka w Nowym Jorku skrzyżuje rękawice z Deontayem Wilderem. Na szali będzie leżał pas mistrza świata federacji WBC.  

ZAPRASZAMY NA FACEBOOKA PO GONGU

– Jestem gotów na walkę, znokautuję go! Będę chciał go zjeść w tym ringu. W ogóle nie dopuszczam myśli o porażce. Będzie wojna. Przecież ja go normalnie rozpierdolę. Dam z siebie wszystko i skopię mu tyłek. Mówiłem raz, a teraz powtarzam – ten pojedynek to formalność. To zbiór cytatów z Artura Szpilki przed jego walką z Bryantem Jenningsem. Tymi słowami dwa lata temu polski ciężki przekonywał wszystkich dookoła, że jedzie do USA po pewną wygraną.

Po walce z Amerykaninem „Szpila” miał już znaczniej mniej do powiedzenia i zdecydowanie spuścił z tonu. – Przepraszam wszystkich Polaków, którzy wierzyli we mnie. Widocznie nie jestem jeszcze gotowy do wielkich walk. Dałem troszkę dupy – mówił rozgoryczony po porażce.

Szpilka nazwał rzeczy po imieniu i nie szukał tanich usprawiedliwień. W pojedynku z Amerykaninem zabrakło mu umiejętności i doświadczenia, ale przynajmniej pokazał charakter i serce do walki. Wiedząc, że przegrywa na punkty, postawił wszystko na jedną kartę, ale dał się trafić i poniósł porażkę przed czasem. Do kraju wrócił z podkulonym ogonem, bo w końcu z tych jego szumnych zapowiedzi nic nie wyszło. „Szpila” chciał wejść do czołówki wagi ciężkiej, ale drzwi przed nosem zamknął mu Jennings.  Chcąc nie chcąc marzenia o podboju wagi ciężkiej musiał odłożyć na później…

*******

Październik 2009 rok, Łódź.

Cała Polska żyła wtedy konfrontacją Andrzeja Gołoty z Tomaszem Adamkiem. Przed polskim pojedynkiem stulecia w ringu mieli pojawić się Artur Szpilka i Wojciech Bartnik. Do tej walki jednak nie doszło, bo 20-letni wówczas „Szpila” został aresztowany. Później na półtora roku trafił za kratki. To cena, jaką musiał zapłacić za błędy młodości.

– Po ceremonii ważenia pięściarze z mojej grupy wraz trenerami jedli kolację w hotelu. Nagle podjechało ze 20 funkcjonariuszy CBŚ i grupy pościgowej, którzy wyłapują najgroźniejszych przestępców w Polsce i zatrzymali Artura, który nigdy – nawet przez minutę – przed nikim się nie ukrywał. Chłopak spędził w więzieniu 18 miesięcy za udział w bójce, podczas której doszło chyba do złamania zęba u jakiegoś jego kolegi. Myślę, że na 100 podobnych spraw w 99 przypadkach wyrok byłby w zawiasach, ale Szpilka wylądował w ciężkim zakładzie karnym. Polski wymiar sprawiedliwości bardzo brutalnie się z nim obszedł – mówi w rozmowie z Po Gongu Andrzej Wasilewski, promotor pięściarza z Wieliczki.

Artur nigdy nie był grzecznym chłopcem i nie potrafił zatrzymać się przed linią, której przekraczać nie należało. Coś o tym wie Władysław Ćwierz, pierwszy trener „Szpili”. – Lubił się bić z chłopakami na ulicy, ale zawsze tłumaczył się, że bronił słabszych. Wystarczyło, że ktoś się na niego krzywo spojrzał, a on już chciał wyjść z tym delikwentem na solówkę. Nawet spisywał sobie w zeszycie te wszystkie uliczne walki. Jednak nie miałem z nim żadnych problemów wychowawczych. Na treningach był bardzo pracowity. Jak zajęcia były na 18, to on już pół godziny wcześniej siedział na schodach i czekał na trening.

„Więzień ringu” wygrywa po 33 sekundach

Szpilka wyszedł na wolność w kwietniu 2011 roku. Na więziennej diecie przytył ponad 30 kilogramów, więc musiał przejść do kategorii ciężkiej. – Gdy po wyjściu z więzienia przyszedł do mnie na salę, był tak gruby, że nie mogłem go nawet objąć – wspomina trener Ćwierz. Na ring powrócił dwa miesiące po wyjściu na wolność i w 33 sekundy rozprawił się z przeciwnikiem, którego nawet nie warto wymieniać z nazwiska. Chłop padł po pierwszym ciosie i „Szpila” mógł sobie zapisać w rekordzie premierowe zwycięstwo w wadze ciężkiej.

Artur, mimo że opuścił więzienie, nie zapomniał o swojej przeszłości i do ringu wychodził w uniformie więźnia, a sobie mówił, że jest więźniem ringu. – Od początku nie zgadzałem się z tym jego więziennym wizerunkiem i o to mieliśmy największe spory, ale znaleźliśmy kompromis. Jak wytłumaczyć jego zachowanie? Po prostu Artur zachował szacunek do środowisk, w których się wychował. Teraz żyje w innym świecie, ma inny system wartości, przekonał się, że świat to nie są tylko rozróby w małych wioskach pod Krakowem, ale to jest Warszawa, Paryż, Nowy York czy Las Vegas – mówi Wasilewski. – Też mu odradzałem ten strój. Może chciał tym komuś zaimponować. Nie wiem, ważne, że już tego nie zakłada – dodaje Ćwierz.

Później przyszły kolejne zwycięstwa przed czasem nad łatwymi rywalami i coraz to odważniejsze plany. Szpilka po obiciu Williamsa, Becka i innych podobnych jegomości zaczął zgłaszać mistrzowskie aspiracje. Kreślił plany, że za dwa, góra trzy lata będzie mistrzem świata. Nikt tych słów nie brał na poważnie, bo wagą ciężką rządził wówczas Władimir Kliczko, który nawet nie zawracał sobie głowy polskim ciężkim.

Złamana szczęka i niedokończone porachunki z Zimnochem

Pierwszym poważnym testem dla pięściarza z Wieliczki była konfrontacja z Jameelem McCline’em. Polak poradził sobie z czterokrotnym pretendentem do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej. Zwycięstwo okupił złamaną szczęką, ale zdał pierwszy trudny bokserski egzamin. Nie pękł na robocie – jak on ma to zwyczaju powtarzać, ale już wtedy jego ego rosło w szybkim tempie i w pewnym momencie było większe od Pałacu Kultury. – Artur poczucie własnej wartości i duże ego miał odkąd go poznałem, a miał wtedy 16-17 lat. Było to bodaj na mistrzostwach Polski w Radomiu, gdzie zdobył złoty medal. Był wtedy bardzo młodym człowiekiem, ale już wtedy był pewny siebie i przekonany o swojej wielkości – wspomina jego promotor.

Sporo szumu wokół Szpilki zrobiło się po konferencji prasowej, na której pobił się z Krzysztofem Zimnochem. Panowie jeszcze przed wejściem do ringu chcieli wyjaśnić sobie pewne sprawy i zrobiło się gorąco. Główną atrakcją gali Polsat Boxing Night miała być konfrontacja Andrzeja Gołoty z Przemkiem Saletą, ale po bójce na konferencji wszyscy czekali na pojedynek Szpilki z Zimnochem. W międzyczasie pięściarz KnockOutPromotions miał wyskoczyć do USA, obić starego rywala Gołoty Mike’a Mollo i wrócić do przygotowań do walki na PBN. Plan spalił na panewce, bo podopieczny Fiodora Łapina w Chicago był dwa razy liczony, po drugim nokdaunie wylądował na deskach. Po tych wydarzeniach pojedynek z Zimnochem został odwołany i Szpilka po raz drugi stracił szansę występu na gali, na której miał się też bić Andrzej Gołota.

„Natalia Siwiec polskiego boksu”

Tak Szpilkę nazwał kiedyś Dariusz Michalczewski. „Najpierw wychodził do ringu w stroju więziennym, teraz w majtkach z kokardką. Ludzie, zdecydujcie się – czy ma być grypserka, czy chippendales! Toż to trąci kiczem!” – pisał Michalczewski w swoim felietonie w „Przeglądzie Sportowym”. „Tiger” swego czasu chciał się nawet zakładać, że „Szpila” znów wyląduje w więzieniu. – Darek wyszedł z założenia, że jak ktoś nie kłania mu się w pas i nie całuje po rękach, to on go krytykuje. Szkoda, że tak jest, ale to jego sprawa – twierdzi Wasilewski.

Wróćmy jednak do spraw ringowych. Szpilka wygrał kolejne pojedynki: z Tarasem Bidenko, Brianem Minto, po raz drugi z Mollo (znów leżał na deskach) i mógł już się chwalić ładnym dla oka rekordem 16-0. Przedstawił się też amerykańskiej publiczności, bo jego dwie walki z Mike’em Mollo pokazywała telewizja ESPN. Jego apetyt rósł w miarę jedzenia, a w głowie rodziły się plany podboju wagi ciężkiej. Wtedy jednak przyszła walka z Jenningsem…

*******

Artur Szpilka zbyt długo nie lizał ran po pierwszej porażce w karierze. Wprawdzie wspominał, że miał chwile zwątpienia, ale szybko one minęły. Nie szukał też walk na przetarcie. Postawił wszystko na jedną kartę i wziął pojedynek z Tomaszem Adamkiem, którego nie był faworytem. Dla niego to była walka z gatunku: o być albo nie być. Wygrał i mógł wyznaczać sobie, na tych legendarnych już karteczkach, kolejne cele. Po zwycięstwie nad „Góralem” spakował walizki, zabrał ze sobą narzeczoną i Cyca i ruszył spełniać swój amerykański sen. W sumie zrobił do niego drugie podejście. Pierwszy trwał krótko, bo szybko wybudził go z niego Jennings.

Tydzień rozmów i kontrakt na walkę z Wilderem

Po podpisaniu kontraktu z Alem Haymonem wydawało się, że Artur Szpilka złapał pana Boga za nogi, ale początki w USA wcale nie były kolorowe. „Szpila” ostro zasuwał na treningach pod okiem Ronniego Shieldsa i chciał walk ze znanymi rywalami. Na jego liście życzeń przewijały się nazwiska Chrisa Arreoli czy Steve’a Cunninghama, ale zamiast nich musiał skrzyżować rękawice z Ty Cobbem, Manuelem Quezadą i Yasmanym Consuegrą, czyli przeciwnikami, których mógłby obić nawet przy zgaszonym świetle. Po tych walkach miał trzy wygrane więcej w rekordzie i trochę więcej pieniędzy na koncie. Jednak sportowo zbyt wiele nie zyskał.

Pod koniec zeszłego roku miał walczyć z Amirem Mansurem, ale to starcie zostało odwołane. Artur liczył na walkę o wakujący pas IBF, ale do tego pojedynku federacja wyznaczyła Wiaczesława Głazkowa i Charlesa Martina. Polak musiał obejść się smakiem. Później wszystko działo się już szybko. Na horyzoncie pojawiła się walka z mistrzem świata Deontayem Wilderem i Szpilka się na nią skusił.

– Była to bardzo dynamiczna sytuacja, moje rozmowy z Arturem trwały około tygodnia. Mieliśmy różnego rodzaju wątpliwości, ale one nie dotyczyły sfery sportowej, bo jeśli o nią chodzi, to Artur był pierwszym, który chciał z Wilderem boksować. Nasz wymarzony plan był taki, żeby do tej walki doszło przed wakacjami. Chcieliśmy, żeby Szpilka wcześniej stoczył jedną walkę na dystansie 8-10 rundowym, ale stanęło na tym, że zaboksuje o tytuł już 16 stycznia – mówi Wasilewski.

Szpilka już nie krzyczy. Teraz głośno marzy

Faworytem bukmacherów jest Amerykanin, który zapowiada, że znokautuje Szpilkę do czwartej rundy. Wildera mocno poniosło, bo wspominał też coś o nokaucie na granicy śmierci. Z kolei Polak jest stonowany w swoich wypowiedziach i nie krzyczy już tak jak przed pojedynkiem z Jenningsem. Wygląda jednak na pewnego siebie i głośno marzy. – Ciężko trenuję, bardzo w siebie wierzę. Nawet nie chodzi o to, że zostanę mistrzem świata. Bardziej, że będę pierwszym polskim mistrzem, że zmienię historię. Że jak kiedyś umrę, to ktoś będzie pamiętał, że to ten Szpilka, co został mistrzem świata wagi ciężkiej dla Polski – mówił kilka dni temu w rozmowie z Przemkiem Garczarczykiem.

– Jeżeli Artur wytrzyma presję i zaboksuje na swoim poziomie, to ma spore szanse. Przecież on potrafi boksować, jestem o niego spokojny – mówi Ćwierz.

Krzysztof Smajek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s