Przegląd polskiej wagi ciężkiej. Jest kilku żołnierzy, ale nie każdy może jechać na wojnę

Posted: 10 listopada 2015 in Polski boks
Tagi: , , , , ,

Po pojedynku Mariusza Wacha z Aleksandrem Powietkinem rozgorzała dyskusja o przyczynach porażki polskiego ciężkiego. „Wikingowi” zabrakło umiejętności czy jaj? A może jednego i drugiego? Na ten temat wypowiedzieli się już prawie wszyscy kibice i eksperci, więc nie ma sensu dalej drążyć tego tematu. Lepiej w tym miejscu zastanowić się nad stanem polskiej wagi ciężkiej. A nie wygląda to zbyt kolorowo.

Z całego towarzystwa najwyżej w rankingach notowany jest Artur Szpilka, który kilka miesięcy temu spakował walizki i poleciał za Ocean spełniać swój amerykański sen. Zanim to zrobił, pokonał na gali Polsat Boxing Night Tomasza Adamka, któremu z kolei przerwał sen o podboju wagi ciężkiej. Dzisiaj „Góral” jedną nogą jest już po drugiej stronie rzeki. Może stoczy jeszcze jedną lub dwie walki, żeby dorobić sobie do emerytury, ale pojedynków o pasy w królewskim towarzystwie toczyć już nie będzie. Choć Adamek po wygranej z Saletą pewnie ma trochę inne zdanie na ten temat…

Wróćmy do Szpilki. Po wyjeździe do USA duży boks oglądał w telewizji, bo sam toczył pojedynki ze śmiesznymi rywalami. Dlatego nadal jest sporą niewiadomą. Jednak w ciemno możemy założyć, że „Szpila” nie leży przy basenie i nie korzysta z uroków słońca, tylko ostro zasuwa na treningach. Odpowiedź na pytanie, czy zrobił jakieś postępy pod okiem Ronniego Shieldsa, mieliśmy poznać w grudniu, ale jego pojedynek z Amirem Mansourem został przełożony. Szkoda, ale co się odwlecze, to nie uciecze. W przyszłym roku powinniśmy wiedzieć dużo więcej na temat Szpilki i jego możliwości.

Zdecydowanie więcej wiemy o Mariuszu Wachu, który przegrał dwa pojedynki z pięściarzami z topu. Porażki z Kliczką i Powietkinem wstydem go nie okryły, ale przy okazji pokazały, ile Mariusza dzieli od tych najlepszych. Niestety, dzieli bardzo dużo. Mniej więcej tyle co Warszawę od Szczecina. Wach pewnie stoczy jeszcze jakąś dużą walkę (jest łakomym kąskiem), ale prędzej zrobi karierę w Hollywood niż zdobędzie mistrzowski pas. W tym przypadku nie ma sensu zakłamywać rzeczywistości.

Jeszcze niedawno mówiło się, że Marcin Rekowski jest trzecią lub nawet drugą siłą w polskiej wadze ciężkiej. Po kontrowersyjnej porażce z Aguilerą może i nie stracił pozycji na naszym podwórku (teraz jest trzeci?), ale zrobił spory krok w tył. Andrzej Wasilewski w jednym z wywiadów stwierdził, że po przegranej na PBN Rekowskiemu przeszła koło nosa ciekawa walka w USA. Szkoda. Oby teraz dostał rewanż z Aguilerą, bo to mu się należy jak psu miska. Jednak „Rex” ma już swoje lata i raczej na wyższy poziom już nie wskoczy.

Ostatnio na ring po dłuższych przerwach powrócili Krzysztof Zimnoch i Andrzej Wawrzyk. Ten drugi ma fajny dla oka rekord (nabity na słabych/przeciętnych rywalach), ale też porażkę z Powietkinem przez KO, której raczej musi wstydzić, bo szybko został rozbity przez Rosjanina. A może nie musi się wstydzić? Przecież takiego Pereza Sasza ustrzelił jeszcze szybciej… Wawrzyk w ostatnim czasie obił dwóch kelnerów, ale nikomu to nie zaimponowało. Przy jego nazwisku też trzeba postawić znak zapytania, bo dzisiaj trudno powiedzieć, na co stać pięściarza KnockOut Promotions.

Zero w rekordzie cały czas trzyma Krzysztof Zimnoch, który w październiku wrócił na ring po dwuletniej przerwie. Pięściarz z Białegostoku ostatnio trenował w Anglii z nowym trenerem. Cj Hussein, bo o nim mowa, zapowiada, że za kilka miesięcy zobaczymy nowa wersję Krzysztofa Zimnocha. W takim razie musimy uzbroić się w cierpliwość i poczekać na efekty pracy tych panów. Zimnoch podczas gali w Wieliczce rozprawił się z Oloukunem, ale w tej walce, to nie Polak był taki dobry, tylko rywal okrutnie słaby.

Trudno stwierdzić, w jakim kierunku podąża kariera Izu Ugonoha, który w Nowej Zelandii demoluje kolejnych rywali. Jednak umówmy się, to nie są poważni przeciwnicy. Kiedyś ta zabawa musi się skończyć, bo w innym przypadku nie poznamy prawdziwej wartości Izu. Czy to jest materiał na przyszłego mistrza świata? Żaden ekspert tego głośno nie powie. Swój rekord na walkach ze słabszymi rywalami buduje też Adam Kownacki.

Na tym ostatnim nazwisku należy zakończyć przegląd polskich ciężkich. Wnioski? Niezbyt optymistyczne. W królewskiej dywizji mamy kilku żołnierzy, ale nie każdy z nich jest gotowy jechać na wojnę. Gdyby dzisiaj Tyson Fury, Deontay Wilder, Anthony Joshua lub Bryant Jennings chcieliby walczyć z którymś z polskich ciężkich, to strach byłoby wysłać któregoś z nich na taką wojnę. W sumie można wysłać Wacha, który ma twardą szczękę i nie padnie po pierwszym mocniejszym ciosie, ale przecież nie o to chodzi.

Reklamy
Komentarze
  1. ciechan pisze:

    Moim zdaniem w tym artykule zabrakło jednego dobrze rokującego zawodnika Izu Ugonoh przyszłość wagi ciężkiej w Polsce .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s