Ciężko zejść z ringu. Coś o tym wiedzą Roy Jones Jr., Andrzej Gołota i wielu, wielu innych

Posted: 4 lutego 2015 in Boks na świecie, Polski boks

Problemy z zawieszeniem rękawic na kołku ma wielu pięściarzy. Jedni walczą, bo są uzależnieni od boksu i nie potrafią odejść. Inni wchodzą między liny, bo wciąż szukają tam pieniędzy. Jednych i drugich łączy to samo – w ringu rozmieniają się na drobne.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

– Boks wchodzi w krew, naprawdę trudno jest odejść. Łatwo zostać bokserem, ciężko przestać nim być – to słowa Georga Foremana. Facet doskonale wie co mówi, bo karierę bokserską zakończył mając prawie 49 lat na karku. Jednak Foreman na stare lata nie jeździł po świecie i nie sprzedawał swojego nazwiska. Wręcz przeciwnie, w wieku 45 lat został mistrzem świata wagi ciężkiej. Na zasłużoną emeryturę odszedł cztery lata później po porażce z Shannonem Briggsem.

Roy Jones Jr. walczy o paski od spodni

Problemy z zakończeniem kariery ma wielu pięściarzy. Ich lista jest długa jak paragon po świątecznych zakupach w supermarkecie. Jedni walczą, bo są uzależnieni od boksu i nie potrafią odejść. Inni wchodzą między liny, bo wciąż szukają tam pieniędzy. Jednych i drugich łączy to samo – w ringu rozmieniają się na drobne i tracą szacunek kibiców, na który pracowali przez długie lata.

Na pewno pieniędzy w ringu szuka Roy Jones Jr., który ostatnią poważną walkę wygrał 12 lat temu (sic!), gdy pokonał Antonio Tarvera i odzyskał, tylko na chwilę, tytuł w kategorii półciężkiej. Teraz jeździ po Europie Wschodniej i walczy o paski od spodni. Amerykanin w czerwcu 2012 roku zawitał do Polski. Pierwotnie miał walczyć z Dawidem Kosteckim, ale ten trafił za kratki i jego rywalem był Paweł Głażewski.

W walce z Polakiem Roy Jones Jr. leżał na deskach, ale wygrał niejednogłośną decyzją sędziów. To był kontrowersyjny werdykt, bo w opinii wielu komentatorów wygrana należała się Głażewskiemu. Kilkanaście lat temu Amerykanin na pokonanie „Głaza” i innych tego pokroju przeciwników potrzebowałby zaledwie jednej rundy. Dziś jest dla nich równorzędnym albo nawet słabszym rywalem. Jak tak dalej pójdzie, to za jakiś czas zobaczymy Roya Jonesa Jr. na gali zorganizowanej w szkole podstawowej w Trąbkach Małych, gdzie będzie walczył o pas patrona szkoły.

Williams wali prosto z mostu: jestem jak prostytutka

Dla kasy w ringu pojawia się też Danny Williams, który jest już wrakiem pięściarza, ale wciąż walczy. Choć w jego przypadku słowo „walczy” jest mocno naciągane. Williams wchodzi między liny, zbiera oklep od rywala i wraca do domu. Przy okazji do jego kieszeni wpada parę groszy. Pogromca Mike’a Tysona na ostatnich 10 walk przegrał aż osiem razy. Najgorsze jest to, że daje się obijać wielu przeciętniakom. – O emeryturze myślę już od kilku lat, ale moje córki uczą się w prywatnych szkołach, a to mnie sporo kosztuje. Jedynym sposobem, by tam zostały są moje walki. Choć wiem, że to co robię, jest żenujące. Jestem jak prostytutka – wypalił ostatnio Williams. I trafił w  dziesiątkę.

O tym jak ciężko pożegnać się ringiem wiedzą też coś byli mistrzowie świata w wadze ciężkiej – Evander Holyfield i Olivier McCall. „Holy” ostatnią walkę stoczył w wieku 49 lat i pewnie dalej wchodziłby do ringu, ale Komisje Sportowe w USA nie dawały mu zgody na występy. Mało brakowało a Holyfield mając 51 lat walczyłby w Wieliczce z Krzysztofem Zimnochem. Do pojedynku ostatecznie nie doszło, bo rozbiło się o gażę. Podobno Amerykanin zażyczył sobie 250 tysięcy dolarów i pomysł z jego sprowadzeniem do Polski umarł śmiercią naturalną.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

Za dużo mniejsze pieniądze walczył ostatnio w Polsce, i to trzy razy, Oliver McCall. Rocznik 1965. „Atomowy Byk” najpierw przegrał z Krzysztofem Zimnochem, później przyjechał pomścić swojego syna i wygrał z Marcinem Rekowskim. Trzecia walka to rewanż z Rekowskim i porażka na punkty. McCall trochę sobie w Polsce dorobił do emerytury. Na kolejne zaproszenie nie ma co liczyć, ale może jeszcze któryś z europejskich promotorów ściągnie 50-letniego „Atomowego Byka” na swoją galę…

W przypadku Gołoty nie chodziło o kasę

Niestety, w tej wyliczance nie można pominąć nazwiska Andrzeja Gołoty. „Andrew” też o kilka walk przeciągnął swoją karierę. Możemy się spierać, czy były to dwa, trzy a może cztery pojedynki za dużo. W przypadku Gołoty nie chodziło jednak o pieniądze. –  Andrzej ma boks we krwi, on jest od boksu uzależniony, to jest jego nałóg. Z alkoholizmu czy hazardu można wyjść, ale Gołota z boksu chyba się nigdy nie wyleczy. Taka już jego natura – mówił w rozmowie ze sport.tvp.pl Paweł Skrzecz. Nasz srebrny medalista olimpijski, wicemistrz świata i Europy trafił w sedno problemu. Andrzej Gołota już niby ostatecznie zakończył karierę bokserską, ale kto wyłoży na stół duże pieniądze i założy się, że „Andrew” już nie wróci do boksu? No kto?

Na koniec, dla kontrastu, przykład pięściarza, który zszedł z ringu w odpowiednim dla siebie momencie. Mowa tu o Lennoksie Lewisie. Brytyjczyk zakończył karierę w wieku 38 lat po zwycięskiej walce z Witalijem Kliczką, w której obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC. Kliczko naciskał Lewisa na rewanżową walkę, ale ten się nie skusił. Nie przekonały go nawet miliony dolarów, które mógł dostać za drugą walkę z Ukraińcem. Lewis chciał odejść jako mistrz i zawiesił rękawice na kołku.

Lewis od dwunastu lat jest na emeryturze, a jego rówieśnik Oliver McCall wciąż nie ma dość. Takich jak McCall jest jednak wielu. Zbyt wielu.

Krzysztof Smajek

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s