Miszkiń: moja lista życzeń to Głażewski, Sołdra i Sulęcki

Posted: 26 stycznia 2015 in Wywiady

miszkiń

– Jeśli Sulęcki faktycznie chciałby kontynuować karierę w USA, to trudno byłoby doprowadzić do takiego pojedynku. Z kolei Sołdra trenuje w Polsce i jeśli nie doszłoby do jego rewanżu z Kosteckim, to ja chętnie skrzyżuje z nim rękawice w kategorii super średniej. Obaj jesteśmy wysoko notowani w Polsce w tej kategorii, więc na horyzoncie jest kolejna interesująca walka polsko-polska – mówi w rozmowie z Po Gongu Maciej Miszkiń.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

Ile masz porażek na zawodowych ringach?

Nie przygotowałeś się do wywiadu, czy to jest podchwytliwe pytanie?

To drugie.

Przegrałem trzy walki.

Czyli pogodziłeś się już z przegraną z Pawłem Głażewskim?

Taki był werdykt i ta porażka widnieje w moim rekordzie. Nic na to nie poradzę. Tej walki nie dało się wypunktować inaczej niż dla mnie. Punktacja w boksie zawodowym wygląda inaczej niż w amatorskim, ale u nas sędziowie jeszcze się nie przestawili na boks zawodowy. Przekonałem się o tym w walkach z Głażewskim i Aliaksandrem Suszczycem. Białorusina miałem na deskach, trafiałem go mocnymi ciosami częściej niż on mnie, jego twarz była rozbita, ale mimo to z ringu schodziłem jako przegrany. Gdybym wygrał te dwie walki, to dzisiaj byłbym w zupełnie innym miejscu i w sobotę w Toruniu walczyłbym pewnie walkę dziesięciorundową a nie „szóstkę” na odbudowanie.

Po trzech porażkach z rzędu znalazłeś się na zakręcie. Co dalej?

Trudno powiedzieć, czy znalazłem się na zakręcie. W boksie zawodowym jest tak, że jeśli kibice chcą cię oglądać, to porażki mają wtedy drugorzędne znaczenie. Dużo też zależy od promotora – jeśli będzie on widział szanse na wypromowanie mnie lub uzna, że sprzedam mu parę biletów na galę, to wtedy te trzy porażki nie muszą oznaczać zahamowania mojej kariery. Wręcz przeciwnie, nie będzie już tego dbania o zero w rekordzie i będę miał odważniej dobieranych przeciwników.

Nie nudzą cię pytania o Pawła Głażewskiego?

Podchodzę do tego bez ciśnienia, na spokojnie. Dziennikarze muszą o coś pytać, a ja muszę odpowiadać na ich pytania. To jest część tego biznesu.

W takim razie pogadamy trochę o Pawle Głażewskim. Dlaczego go nie lubisz?

Mam neutralne odczucia w stosunku do niego. Jest mi całkowicie obojętny.

Mówisz poważnie? Przecież przed walką wypowiadałeś się o nim bardzo niepochlebnie.

Wtedy świadomie nakręcałem atmosferę wokół pojedynku. Po pierwsze, pomogło mi to w stoczeniu widowiskowej walki, po drugie, wzbudziło zainteresowanie kibiców. Jak pokazało życie, z tych wypowiedzi były same korzyści.

Jakie są szanse na twoją rewanżową walkę z Głażewskim?

Podobno duże, ale sporo zależy od mojego pojedynku z Łotyszem Dimitrijsem Owsjannikowsem w Toruniu. Jeśli wygram, to rewanż z Głażewskim ma się odbyć w kwietniu podczas gali w Legionowie. Mogłaby to być nawet walka wieczoru, bo tamtejsza publiczność już nas zna. Chciałbym znokautować Głażewskiego, żeby nie było już żadnych wątpliwości w kwestii werdyktu.

To prawda, że postawiłeś u bukmachera dwa tysiące złotych na swoją wygraną z Głażewskim?

Prawda. Byłem przekonany, że wygram z nim, dlatego postawiłem na siebie. Było sporo do wygrania, coś około 10 tysięcy złotych, bo nie byłem faworytem bukmacherów. Mało zabrakło do wygranej.

Chciałeś sobie dorobić do gaży, bo podobno za walkę w Legionowie wyszedłeś na zero?

Gdybym nie miał sponsorów, to rzeczywiście wyszedłbym na zero, ale miałem ich kilku i to oni pokryli koszt przygotowań. Dzięki temu mogłem wziąć gażę jako czysty zarobek. Nie zmienia to faktu, że u bukmachera chciałem dorobić, bo byłem przekonany o swoim zwycięstwie. Wygraną przeznaczyłbym na wakacje.

Za drugi pojedynek z Głażewskim będziesz chciał więcej pieniędzy niż za waszą pierwszą walkę?

Chciałbym większą sumę, ale nie będzie to jakaś kolosalna kwota. Rewanże zawsze są lepiej opłacane i nie wiem, dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej. Zresztą tym razem ma być więcej rund. Dodatkowo mamy pewność, że ten pojedynek się sprzeda.

Jesteś w stanie wyżyć tylko z samego boksu?

Był okres, że w ciągu roku toczyłem siedem pojedynków i wtedy utrzymywałem się tylko z boksu. Teraz jest inaczej, ale gdybym wygrał dwa ostatnie pojedynki to z pewnością byłyby grubsze plany wobec mnie. Choć nie wiem, czy dzisiaj chciałbym postawić tylko na boks, bo lubię swoje dodatkowe zajęcia, czyli prowadzenie biznesu i komentowanie walk bokserskich.

W zeszłym roku na celownik wziąłeś dwóch Polaków – Andrzeja Sołdrę i Macieja Sulęckiego. Nadal chciałbyś walk z nimi?

Jeśli Sulęcki faktycznie chciałby kontynuować karierę w USA, to trudno byłoby doprowadzić do takiego pojedynku. Z kolei Sołdra trenuje w Polsce i jeśli nie doszłoby do jego rewanżu z Kosteckim, to ja chętnie skrzyżuje z nim rękawice w kategorii super średniej. Obaj jesteśmy wysoko notowani w Polsce w tej kategorii, więc na horyzoncie jest kolejna interesująca walka polsko-polska.

Andrzej Sołdra nie chce już walczyć z Polakami, bo twierdzi, że takie pojedynki nie dają mu miejsc w rankingach. Jaki jest więc sens walk polsko-polskich?

Przeciętny fan boksu nie interesuje się aż tak bardzo rankingami i nie wie, czy Sołdra jest na 29. czy 36. miejscu. Dla kibica ma to trzeciorzędne znaczenie. Liczy się to, jak pięściarz jest wypromowany. Sołdra stał się bardziej popularny po jednej walce z Dawidem Kosteckim niż po wszystkich innych z zagranicznymi rywalami. I to jest najlepszy argument za organizacją walk polsko-polskich. Kolejny przykład to Mateusz Masternak, który wygrywając z Łukaszem Janikiem na Polsat Boxing Night otworzył sobie drzwi do dużej kariery. Sam „Master” powiedział, że pojedynek z Janikiem dał mu więcej niż wszystkie wcześniejsze walki a miał ich na koncie kilkanaście. Te przykłady pokazują, że jeśli stoczy się dobrą walkę z rodakiem, to jest szansa na dalszy rozwój kariery.

Pierwszej porażki na zawodowych ringach doznałeś z rąk zaledwie 18-letniego Vicenta Feigenbutza. Rywal faktycznie był taki dobry?

Trener Fiodor Łapin powiedział mi, że do takiego przeciwnika trzeba wyjść przygotowanym jak do walki o mistrzostwo świata. W moim przypadku tak nie było. Wracałem wtedy na ring po długiej przerwie. Przed pojedynkiem miałem tylko jednego sparingpartnera, Marka Matyję, który nie do końca imitował styl Feigenbutza. Generalnie nie byłem gotowy na takiego rywala. Z perspektywy czasu wiemy, że Niemiec był za mocny na ten etap mojej kariery, ale kto wiedział, że ten chłopak jest tak dobry. Teraz ta walka wyglądałaby inaczej.

Feigenbutz naprawdę bije tak mocno?

To był najmocniej bijący pięściarz ze wszystkich, z którymi do tej pory walczyłem. Od nikogo wcześniej nie oberwałem tak mocno. Zresztą Niemiec przewracał nie tylko mnie.

Dlaczego zdecydowałeś się na zmianę kategorii wagowej?

W przeszłości spędzałem bardzo dużo czasu na siłowni i nienaturalnie zrobiłem wagę w górę. Później walcząc z rywalami w kategorii półciężkiej, czułem że to są więksi faceci ode mnie, że naturalnie ważą więcej niż ja. Zmieniłem kategorię, bo liczę, że w wadze super średniej to ja będę tym dużym zawodnikiem.

Nie będziesz miał problemów z robieniem wagi? Przed walką z Suszczycem nie osiągnąłeś odpowiedniego limitu i na ważeniu musiałeś zdejmować bieliznę.

W tym przypadku był problem, bo Suszczyc miał w kontrakcie zapisaną inną wagę niż ja ustaliłem z promotorami. Dlatego musiałem te kilka gramów zrobić na miejscu w saunie. Jednak każde kolejne zbicie wagi powinno być łatwiejsze niż to poprzednie.

Prowadzisz swój biznes, komentujesz walki w TV, to nie jest tak, że jesteś pięściarzem na pół etatu?

Jestem typowo pięściarzem na pól etatu, ale takich zawodników jest wielu. Wymienię choćby nazwisko Bryanta Jenningsa, który dopiero po pokonaniu Artura Szpilki stał się zawodnikiem w pełni profesjonalnym. Wracając do mnie, teraz na pewno nie zrezygnuje z dodatkowych zajęć, bo bardzo je lubię. Czas pokaże, co będzie dalej.

W jaki sposób rozpoczęła się twoja przygoda z komentowaniem walk?

Na początku kolega zaproponował mi komentarz w jakieś mniejszej telewizji. I tak to się zaczęło. Później zadzwonił do mnie Andrzej Kostyra, któremu kiedyś wspomniałem, że chciałbym skomentować z nim galę i zaproponował współpracę. Zauważono, że sobie z tym radzę, więc od czasu do czasu komentuje boks w Polsacie Sport. Oprócz komentowania walk kręci mnie też praca reportera. W przyszłości chciałbym się tym zająć.

Na koniec chciałbym porozmawiać z tobą jako z dziennikarzem a nie pięściarzem. Co sądzisz o pojedynku Andrzeja Fonfary z Julio Chavezem Juniorem?

Fonfara pod względem medialnym nie mógł dostać lepszego rywala. Medialnie i marketingowo to jest złoty strzał i mam nadzieję, że Andrzej wykorzysta swoją szansę.

To będzie dla Fonfary trudniejszy rywal niż Adonis Stevenson?

Chavez będzie zdecydowanie słabszym przeciwnikiem, bo między nimi jest przepaść w warunkach fizycznych. Nawet nie chodzi o wzrost i zasięg ramion, bo Meksykanin jest dość dużym zawodnikiem kategorii super średniej, ale ma to się nijak do wagi półciężkiej. W przypadku Fonfary mówiło się o rewanżu ze Stevensonem albo o walce z Kowaliowem, czyli pojedynkach z kolosami wagi półciężkiej, dlatego konfrontacja z Chavezem będzie dla niego teoretycznie łatwiejsza.

Krzysztof Włodarczyk jest w stanie odzyskać pas WBC?

Diablo to dla mnie najlepszy polski pięściarz. Posiada on duże umiejętności, niezwykle silny cios i jeśli poradzi sobie z presję psychiczną, to jest o piętro wyżej w bokserskiej hierarchii niż Drozd. Włodarczyk stracił pas WBC, bo Rosjanin do walki z nim był mentalnie i taktycznie znakomicie przygotowany. Jeśli Krzysiek w rewanżu będzie sobą choćby w 80 procentach, znokautuje Drozda i pas wróci do Polski.

O mistrzowskim pasie w wadze cruiser marzy też Krzysztof Głowacki, który w sobotę skrzyżuje rękawice z Nurim Seferim. Jeśli wygra, to jego kolejnym rywalem będzie Marco Huck. „Główka” jest już gotowy do walki o pas WBO?

Marco Huck w ostatnich pojedynkach pokazał, że nie umie się przygotować na sto procent do zawodników anonimowych. Jeśli dojdzie do jego walki z Krzysztofem Głowackim, to niewykluczone, że zlekceważy go podobnie jak Mirko Larghettiego. Takie podejście w walce z Głowackim może się to dla niego źle skończyć, bo Krzysiek jest zmotywowany, ciężko trenuje i potrafi przyjąć i mocno oddać. Krótko mówiąc, „Główka” ma wszystko, żeby pokonać i Seferiego, i Hucka.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s