Waga ciężka od lat czekała na taką walkę

Posted: 15 stycznia 2015 in Boks na świecie

Wilder-vs.-Stiverne.0.0

Waga ciężka to bracia Kliczko i długo, długo nic. Tak było jeszcze dwa lata temu. Dziś to zdanie jest już nieaktualne, bo Witalij Kliczko zakończył karierę, a do głosu zaczęli dochodzić inni. Wprawdzie pozycja Władimira Kliczki wciąż jest niezagrożona, ale w ostatnich miesiącach mieliśmy nowe rozdanie. Teraz do gry o dużą stawkę wkracza nadzieja Amerykanów – Deontay Wilder.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

Po zwycięstwie nad Chrisem Arreolą nowym właścicielem pasa WBC został Bermane Stiverne, który w najbliższą sobotę stanie do pierwszej obrony tytułu. Jego rywalem będzie siejący postrach w wadze ciężkiej Deontay Wilder. Ta walka elektryzuje kibiców nie tylko w USA. Choć tam ciśnienie jest największe, bo Amerykanie od dawna nie mieli mistrza świata w królewskiej dywizji. Ostatnim był Shannon Briggs, który pas WBO zdobył w 2006 roku (stracił go kilka miesięcy później). Ameryka tęskni za mistrzem z prawdziwego zdarzenia. Takim, jak choćby Mike Tyson. Jednak nie ma sensu porównywać Wildera do „Żelaznego Mike’a”, bo to zupełnie inni pięściarze.

Wilder jak Grant? Historia lubi się powtarzać

Wildera prędzej można porównać do Michaela Granta, który kilka lat temu był wielką nadzieją Amerykanów, ale nigdy nie spełnił ich oczekiwań. Grant rozprawiał się, podobnie jak teraz Wilder, z kolejnymi rywalami i pompował swój rekord. Jednak, gdy doszło do walk z poważnymi przeciwnikami, przegrywał z kretesem.

Granta dwa razy na deskach miał Andrzej Gołota. I to w pierwszej rundzie. Wprawdzie „Andrew” przegrał ten pojedynek, ale boleśnie zranił ówczesną nadzieję Amerykanów. W kolejnej walcej Grant dostał straszne lanie od Lennoxa Lewisa (cztery razy był na deskach!) i Jameela McCline’a (padł na matę już po pierwszym ciosie) i balonik pękł. Nie twierdzimy, że w przypadku Wildera będzie podobnie, ale przecież historia lubi się powtarzać…

Nikt nie dotrwał z nim do piątej rundy

„The Bronze Bomber” legitymuje się świetnym dla oka rekordem 32 (32 KO)-0. Szczęka może opaść z wrażenia aż na samą podłogę, gdy widzi się taki bilans. Jednak w tym przypadku liczby trochę zaciemniają ogólny obraz, bo Wilder swój rekord napompował głównie na słabych rywalach. Nazwiska z jego „listy ofiar” na nikim nie robią wielkiego wrażenia.

Za to wrażenie może robić siła ciosu Amerykanina. W prawej ręce ma młotek, z którego potrafi zrobić użytek i dlatego jego walki trwają bardzo krótko. Tylko Jason Gavern, Nicolai Firtha, Marlon Hayes i Harold Sconiers przetrwali z nim między linami do czwartej rundy. Pozostałych przeciwników pięściarz z Alabamy nokautował znacznie szybciej.

Przed walką w MGM Grand w Las Vegas zdecydowanie więcej gada Amerykanin, który zapowiada, że szybko pośle Stiverne’a na deski, bo za nadgodziny nikt mu nie płaci. Tak pół żartem, pół serio – zachodzi obawa, że jak Wilder wejdzie do ringu, to dla Stiverne’a zabraknie tam miejsca, bo oprócz Deontaya między linami będzie też jego ego, które jest olbrzymich rozmiarów.

Sędziowie punktowi nie będą potrzebni

Wilder, mimo efektownych i szybkich zwycięstw, jest dziś wielką niewiadomą. Możliwe, że ma porcelanową szczękę. Na zawodowych ringach liczony był tylko raz, w walce z Haroldem Sconiersem, ale w amatorstwie zdarzały mu się porażki przed czasem. Dlatego nie możemy wykluczyć, że Stiverne go znokautuje i będzie po zabawie. Zresztą wydaje się, że w tym pojedynku sędziowie punktowi nie będą potrzebni, bo Wilder też może wygrać przed czasem. Bukmacherzy stawiają na nadzieję Amerykanów. Z kolei eksperci są podzieleni w swoich opiniach. Magazyn „The Ring” przepytał wielu fachowców – 18 z nich postawiło na wygraną Wildera, 17 wytypowało zwycięstwo Stiverne’a.

Kanadyjczyk jest trochę niedocenianym pięściarzem. Głośno zrobiło się o nim po dwóch krwawych pojedynkach z Chrisem Arreolą. Oba wygrał w sposób bezdyskusyjny. Stawką drugiej walki był zwakowany przez Witalija Kliczkę pas WBC. Stiverne ma na koncie tylko jedną porażkę. Siedem lat temu przegrał przed czasem z Demetrice’em Kingiem. Przegrał w dość kontrowersyjnych okolicznościach, bo sędzia ringowy zbyt pochopnie przerwał pojedynek.

Jedno nie ulega wątpliwości – Stiverne będzie pierwszym poważnym rywalem Amerykanina i dopiero walka z nim odpowie na pytanie – jak groźny jest Deontay Wilder? Dziś nie ma sensu na nie odpowiadać, bo to byłoby wróżenie z fusów. Więcej o nadziei Amerykanów będziemy wiedzieć w niedzielę rano polskiego czasu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s