Saleta: w tej chwili walka Wach vs Szpilka nie ma sensu

Posted: 23 grudnia 2014 in Wywiady

W Polsce walka Szpilka vs Wach wzbudziłaby ogromne emocje, ale w tym przypadku gra nie jest warta świeczki, bo przegrany zrobiłby ogromny krok wstecz, a wygrany wcale nie zyskałby tak dużo. Lepiej, żeby każdy z nich poszedł w swoją stronę – mówi Przemysław Saleta w rozmowie z Po Gongu.

POLUB NAS NA FACEBOOKU. TAM TEŻ SIĘ SPORO DZIEJE!

Po Gongu: Kto jest w tym momencie najlepszym ciężkim w Polsce?

Przemysław Saleta: W tej chwili widzę dwóch równorzędnych pięściarzy – Artura Szpilkę i Mariusza Wacha. Ten drugi ma lepsze warunki fizyczne i trochę więcej doświadczenia, wynikającego choćby z walki o mistrzostwo świata z Kliczką. Jednak bardziej perspektywiczny jest Szpilka, który wyrobił sobie markę dzięki wygranej z Tomkiem Adamkiem. Obecnie są na podobnym poziomie, ale za 2-3 lata Szpilka zostawi Wacha w tyle.

Gdyby dzisiaj doszło do walki Wach vs Szpilka, to kto by ją wygrał?

W tym momencie postawiłbym na Wacha. Po pierwsze, dlatego że ma lepsze warunki fizyczne, po drugie, bo jest odporny na ciosy. Jednak Wach potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby zrzucić ringową rdzę. Przecież on wrócił do boksu po dwuletniej przerwie i jeszcze daleko mu do optymalnej formy. Z Walkerem sobie poradził bez problemów, ale tak naprawdę Amerykanin przyjechał do Polski tylko po wypłatę i po czterech rundach nie miał już siły. Walka w Radomiu pokazała, że Wach ze średnimi rywalami nie będzie miał problemów. Ale nic więcej o nim się nie dowiedzieliśmy.

Waga ciężka w Polsce to w tym momencie Artur Szpilka, Mariusz Wach i może jeszcze Marcin Rekowski. Jaki jest sens organizować walkę Szpilki z Wachem? Po co nawzajem do siebie strzelać?

W tej chwili taki pojedynek nie ma sensu, choć z przyjemnością zobaczyłby ich walkę. Nie da się ukryć, że przegrany zrobiłby ogromny krok wstecz, a wygrany wcale nie zyskałby tak dużo. W Polsce walka Szpilka vs Wach wzbudziłaby ogromne emocje, ale w tym przypadku gra nie jest warta świeczki. Lepiej, żeby każdy z nich poszedł w swoją stronę.

Szpilka w przyszłym roku planuje wyjechać do USA. Zmiana klimatu wyjdzie mu na dobre?

Rozmawiałem z Arturem na ten temat i ja go w tym wspieram. On ma świadomość tego, że jest młodym zawodnikiem i że przed nim jeszcze dużo pracy. Pomysł z nauką boksu za oceanem jest dobry, choć to wszystko zweryfikuje życie. Najważniejsze, że na takie rozwiązanie zgadza się Andrzej Wasilewski, bo wcześniej wyglądało to trochę tak, jakby Szpilka działał na własną rękę i bez zgody promotorów.

Po wyjeździe do Stanów Zjednoczonych Szpilka rozstanie się z Fiodorem Łapinem. Ta decyzja nie odbije mu się czkawką?

Każdy trener ma pewne ograniczenia i limity. Wydaje mi się, że w przypadku Szpilki doszło do osiągnięcia tego limitu przez Fiodora Łapina. Ostatnio między nimi były jakieś nieporozumienia i nie sądzę, żeby ich relacje były takie jak kiedyś. A relacje na linii trener-zawodnik przypominają trochę związek uczuciowy, czyli musi być zaufanie i lojalność, a w przypadku Szpilki i Łapina, po tym wszystkim co zostało powiedziane, nie sądzę by tak było.

Wróćmy do walk polsko-polskich. Mają one wielu zwolenników, ale także wielu przeciwników. Ci drudzy najczęściej mówią: po co się nawzajem wybijać. Pan, po której stronie barykady stoi?

Trudno powiedzieć, bo każdy przypadek należy rozpatrywać osobno. Były pojedynki, które miały sens i okazały się lepsze niż można było się spodziewać. Przykładów nie trzeba daleko szukać. Walki Kostecki vs Sołdra czy Sulęcki vs Proksa podczas Polsat Boxing Night dostarczyły kibicom mnóstwo emocji. Z głosem przeciwników walk polsko-polskich trudno polemizować, ale pamiętajmy, że boks zawodowy to jest showbiznes i takie pojedynki generują większe zainteresowanie. Dla wygranego w takiej konfrontacji to jest zawsze strzał w dziesiątkę. Jednak nie organizowałbym takich walk za wszelką cenę.

Wierzy pan w to, że Krzysztof Włodarczyk odzyska pas mistrza świata?

Chciałbym tego, bo Krzyśka bardzo lubię, ale mam mieszane uczucia. W dużym stopniu zależy to od tego, jak poukłada on sobie życie prywatne, bo boks zawodowy jest takim zajęciem, które wymaga zaangażowania siedem dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. Czy Włodarczyk będzie w stanie sobie z tym poradzić? Trudno powiedzieć. Nie wiem też, czy będzie w stanie przeskoczyć tzw. przekleństwo mocnego uderzenia. Zarzuty do Włodarczyka o małą ilość ciosów pojawiają się od bardzo dawna. On zwykle wygrywał walki, bo udawało mu się trafić rywala.

Wydaje się, że Grigorij Drozd jest przeciwnikiem, który wybitnie nie leży Włodarczykowi. „Diablo” jest w stanie pokonać Rosjanina w rewanżu?

Włodarczyk dzięki sile ciosu może wygrać z każdym i w każdej chwili, nawet z Drozdem. W pierwszej walce Rosjanin zastosował idealną taktykę – nie stał w miejscu, cały czas zadawał ciosy i tym samym zminimalizował zagrożenie ze strony Włodarczyka. Jeśli dojdzie do walki rewanżowej, bardzo dużo zależeć będzie od sztabu trenerskiego „Diablo” i od taktyki, jaką wymyślą na ten pojedynek. Ważnym zadaniem będzie również doprowadzenie Krzyśka do odpowiedniej formy fizycznej i psychicznej, żeby był w stanie wcielić taktykę w życie. Jedno nie ulega wątpliwości, w rewanżu faworytem będzie Rosjanin.

Po przegranej w Moskwie pojawiły się opinie, że Włodarczyk powinien zmienić trenera. Czy w przypadku „Diablo” trener Łapin też osiągnął wspomniany tu wcześniej limit?

Włodarczyk podczas pojedynków zadaje za mało ciosów i nic z tym od dawna nie zostało zrobione. Wychodzi na to, że Fiodor Łapin nie jest w stanie tego albo nauczyć „Diablo”, albo tego od niego wyegzekwować. I ten przykład może stanowić odpowiedź na pytanie. Jednak przed rewanżem z Drozdem, czyli najważniejszą walką życia, zmiana trenera byłaby posunięciem bardzo ryzykownym.

Jeszcze niedawno Włodarczyk dość głośno mówił o tym, że prędzej czy później zmieni kategorię wagową na ciężką. Co pan sądzi o tym pomyśle?

Kiepsko to widzę, bo Krzysiek nie ma warunków fizycznych i z tymi wszystkimi dwumetrowcami jak Kliczko, Wilder, Price czy Joshua nie ma najmniejszych szans. Przejście do kategorii ciężkiej to tylko chęć zarobienia jeszcze większych pieniędzy. Sportowo nie ma tam czego szukać.

W którym polskim pięściarzu pokłada pan największe nadzieje?

Trzy-cztery lata temu wydawało się, że Grzesiek Proksa ze swoim stylem walki i umiejętnościami, może namieszać w kategorii średniej, ale tak się nie stało. W ostatnim czasie paru Polaków zostało zweryfikowanych na międzynarodowych ringach. Lista poległych jest dość długa. Andrzej Wawrzyk, Paweł Kołodziej i Paweł Głażewski nie dali rady w walkach mistrzowskich. Mam takie wrażenie, że trochę to wszystko siadło. W kim obecnie pokładam nadzieję? Może wystrzeli jakiś młody zawodnik, który dopiero startuje do dużej kariery. Trudno powiedzieć. W tym momencie nie jestem w stanie wymienić ani jednego nazwiska.

W jakiej kondycji jest dzisiaj polski boks zawodowy?

W tym momencie mamy kryzys, ale z pewnymi rzeczami trzeba się pogodzić. Po pierwsze, historia polskiego boksu zawodowego nie jest zbyt długa, po drugie, w Polsce, zresztą jak i w każdym innym kraju, to idzie falami i przypomina sinusoidę. Obecnie nie mamy mistrza świata, w rankingach jest mniej zawodników niż rok czy dwa lata temu, ale to jest przejściowy stan i to się kiedyś zmieni. Trzeba uzbroić się w cierpliwość.

Ma pan ochotę skomentować występ Pawła Głażewskiego w Oldenburgu?

Współczuje Pawłowi, bo przegrane w pierwszych rundach są bardzo przypadkowe i często o niczym nie świadczą, Można wyjść do ringu źle rozgrzanym i za chwilę jest po zabawie, bo cios w wątrobę jest bardzo bolesny. Mam nadzieję, że Głażewski zaciśnie zęby i będzie chciał udowodnić, że to był tylko wypadek przy pracy.

To nie jest tak, że Głażewski po takiej walce jest już skreślony na świecie i do zawojowania zostało mu tylko polskie podwórko?

Raczej nie, bo Paweł przed pojedynkiem z Niemcem nie był wysoko w rankingach i to była dobrowolna obrona tytułu przez Braehmera. Mówi się, że najtrudniej jest dostać pierwszą walkę o mistrzostwo świata, później jest już tylko łatwiej. Kto wie, może po kilku wygranych Głażewski dostanie jeszcze jedną szansę.

Kilka tygodni temu wspominał pan o walce z Tomkiem Adamkiem. To wciąż aktualny temat?

W tym momencie nie ma takiego tematu. Ja o pojedynku z Adamkiem powiedziałem w luźnej formie. Mówiłem to przed jego walką ze Szpilką, bo przewidywałem, że tak się to skończy. Nie ma sensu tego drążyć.

Na koniec jeszcze jedno pytanie o Adamka. W środowisku bokserskim można usłyszeć opinię, że „Góral” o wiele więcej wycisnąłby ze swojej kariery, gdyby pracował z innym trenerem. Roger Bloodworth był jego hamulcowym?

Bloodworth może nie był hamulcowym, ale na pewno był dla Adamka bardzo wygodnym trenerem. „Góral” w kategorii ciężkiej błyszczał wtedy, gdy imponował szybkością i pracą nóg, ale to są cechy, które z wiekiem traci się jako pierwsze. Jeśli jesteś wolniejszy to z pięściarza świetnego robisz się średniakiem. Tak było w przypadku Adamka. Roger Bloodworth nie zareagował w odpowiednim momencie i nie zmusił Tomka do pracy nad szybkością. I dlatego kariera Adamka potoczyła się tak a nie inaczej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s