Brodnicka: chcę mieć piękną kolekcję pasów

Posted: 5 grudnia 2014 in Wywiady

ewa4
Fot. Anna Kubisz

Po Gongu: W jaki sposób trafiła pani na salę treningową?

Ewa Brodnicka: Moja przygoda z boksem rozpoczęła się dziewięć lat temu na… imprezie sylwestrowej. Przyczepił się do mnie wtedy jakiś pijany chłopak i w prymitywny sposób zaczepiał. Słowne uwagi nie pomogły, więc wymierzyłam mu prawy prosty i w ten sposób pozbyłam się nachalnego adoratora. Dodam tylko, że byłam wtedy w sukience i szpilkach. Na drugi dzień mój brat sprzedał tę historię rodzicom. Tata powiedział, że skoro dałam radę chłopakowi, to może powinnam spróbować sił w boksie. Wziął mnie za rękę i zaprowadził na salę treningową.

Tak po prostu wziął za rękę i zaprowadził na trening?

Tak było. Choć, jak się okazało tata miał pewne rozterki.

Czego się bał?

Bał to trochę za duże słowo. Chodzi o to, że na pierwszym treningu tata podszedł do trenera i trochę owijając w bawełnę, powiedział: chciałem tak się podpytać, to trochę delikatna sprawa, ale nie ukrywam, że moja córka… ma czym oddychać i czy nie będzie jej to przeszkadzać w treningach. Trener Zbigniew Raubo spojrzał na niego i krzyknął na całą salę: chodzi o to, że Ewa ma duże cycki? Nie, nie będzie to w niczym przeszkadzało. Po tych słowach trenera stało się jasne, że będę trenowała boks.

Od kiedy zaczęła się pani utrzymywać tylko z boksu?

Na treningach wylałam litry potu i zadałam setki ciosów, zanim zarobiłam jakieś pieniądze na ringu. W czasach amatorskich – z racji tego, że studiowałam – dostawałam stypendium sportowe. To były małe pieniądze – 400 złotych miesięcznie. Starczało na przysłowiowe waciki. Po tym jak zdecydowałam się przejść na zawodowstwo, wysyłałam swoje CV do wszystkich promotorów w Polsce, ale nikt nie chciał w swojej grupie dziewczyny. Miałam nawet plan awaryjny – chciałam wyjechać do Niemiec i tam spróbować swoich sił. Trafiłam jednak na zawodowe ringi i o emigracji już nie myślałam.

I w końcu zaczęła pani zarabiać jakieś pieniądze?

Początki na zawodowstwie też nie były lekkie. Pierwsze dwie walki opłaciłam z własnej kieszeni. Może nie były to jakieś wielkie kwoty, ale i tak musiałam pożyczać pieniądze, żeby ściągnąć sobie przeciwniczkę. Nie było wtedy innej możliwości. Później było już coraz lepiej. Pojawił się sponsor, w czwartej zawodowej walce zdobyłam pas WBF Intercontinental i podpisałam kontrakt z Tymex Boxing Promotions. Można powiedzieć, że po dwóch latach na zawodowych ringach zaczynam zarabiać pieniądze i utrzymywać się z boksu. Wcześniej dokładałam do interesu.

W zawodowym boksie nie dało się funkcjonować bez promotora?

W boksie promotorzy odgrywają bardzo ważną rolę. Bez nich ani rusz. Gdyby nie mój promotor – Mariusz Grabowski, to w Polsce prawdopodobnie nie byłoby boksu kobiecego na dużych galach. To on jako pierwszy po wielu latach postawił na kobiety. Moja walka o pas z Kremeną Petkovą była pojedynkiem wieczoru podczas gali w Kielcach. Sytuacja, że dziewczyny występują w głównej walce, miała miejsce w Polsce po raz pierwszy bodajże od jedenastu lat. Bez promotora nie miałabym na to szans.

Kiedyś pani i Ewa Piątkowska byłyście koleżankami z sali treningowej, a teraz chcecie ze sobą walczyć. Dlaczego?

O pojedynku z Ewą Piątkowską dowiedziałam się z mediów. Ta propozycja wyszła od niej. Ewa powiedziała, że jest gotowa do walki ze mną i tak to się zaczęło. Piątkowska miała boksować podczas gali Polsat Boxing Night i mój team chciał, żebym to ja była jej rywalką w Krakowie. Jednak druga strona nie wyraziła chęci i temat chwilowo upadł.

Jest między wami zła krew?

W tym momencie nie ma. Bardziej pasuje tutaj słowo – rywalizacja. Byłyśmy koleżankami, razem trenowałyśmy, ale nasze drogi się rozeszły. Nie chcę mówić z jakiego powodu. Teraz jesteśmy we dwie na rynku i konkurujemy ze sobą. Nie mam żadnej wewnętrznej potrzeby udowadniania niczego Piątkowskiej, bo wiem, że jestem numerem jeden w Polsce.

Kobiety w polskim boksie zawodowym można policzyć na palcach jednej ręki. Jaki jest sens, żeby biła się pani z Ewą Piątkowską? Po co wzajemnie się eliminować?

Pewnie ma pan trochę racji, ale jeżeli kibice będą chcieli tej walki, to na pewno do niej dojdzie. Dla mnie pojedynek z Ewą nie jest priorytetem, bo mam inne cele, ale wydaje mi się, że prędzej czy później wejdziemy razem do ringu. To jest nieuniknione.

Co chciałaby pani osiągnąć na zawodowych ringach?

Pasy, pasy i jeszcze raz pasy. Zdobyłam już pas WBF Intercontinental, ale chcę mieć większą kolekcję. Poza tym, chcę sobie udowodnić, że dzięki ciężkiej pracy można wiele osiągnąć. Dodatkowym celem jest popularyzowanie boksu kobiecego w Polsce. Mam nadzieję, że rynek ruszy i dziewczynom będzie łatwiej pokonywać drogę z boksu amatorskiego na zawodowy.

Pani chce popularyzować boks kobiecy w Polsce, ale wciąż jest wiele osób, które uważają, że boks to nie jest sport dla pań. Co by pani powiedziała tym wszystkim malkontentom?

Jasne, że jest to typowo męski sport, ale gdyby panie myślały stereotypowo, to nadal by tylko gotowały, prały i sprzątały. Czasem czytam komentarze na Facebooku, czy portalach bokserskich i z moich obserwacji wynika, że ludzie zmieniają nastawienie do boksu kobiet. Otrzymuje dużo ciepłych słów od fanów. Co bym powiedziała osobom, które nie akceptują kobiecego boksu? Niech każdy robi, to co kocha. Co ciekawe, boks kobiecy jedni kochają, inni nienawidzą, ale nikt nie potrafią przejść obok niego obojętnie.

Były kiedyś takie sytuacje, że miała pani ochotę cisnąć w rękawice w kąt i dać sobie spokój z boksem?

Jak to w prawdziwej miłości, są zawsze jakieś kłótnie. Raz się obraziłam na boks. I to na poważnie. Kiedy walczyłam amatorsko obrażałam się choćby na sędziowanie. W kilku ważnych walkach na Mistrzostwach Polski, werdykty były na moją niekorzyść, choć ja nie czułam się przegraną. Zniechęciło mnie to do dalszych startów. Po sześciu latach odwróciłam się od boksu, ale bez sportów walki długo nie wytrzymałam.

Tata znów wziął panią za rękę i zaprowadził na trening?

Tym razem palce mieszała w tym koleżanka z akademika, która trenowała karate i zaproponowała mi udział w turnieju Tang Soo Do. To było jakieś kopanie, ale rąk też można było używać. W każdym bądź razie Magda dopiero w pociągu tłumaczyła mi, o co dokładnie chodzi. Po dotarciu na miejsce okazało się, że moją rywalką będzie… Magda. Na początku miałyśmy trochę oporów, żeby walczyć ze sobą, ale ostatecznie doszło do pojedynku. Wygrałam, a na dodatek na zawodach poznałam trenera Artura Cholewę, który zaproponował mi obóz kick-boxingu, po którym zauroczyłam się tą formą walki. Później trenowałam w Warszawie pod okiem Przemysława Ziemnickiego.

Warto było przerzucać się na kick-boxing? Przecież i tak wróciła pani do boksu.

Przygody z kick-boxingiem nie żałuje, bo podczas Mistrzostw Świata w Macedonii i Irlandii zdobyłam dwa medale – brąz w formule light-contact i srebro w full-contact. I to tylko po roku treningów. Do boksu wróciłam, bo to moja pierwsza miłość. Jednak podczas Pucharu Polski doznałam kolejnej, w moim odczuciu niesłusznej, porażki. Wtedy trener Hubert Migaczew powiedział do mnie: Ewa, po co ci ten boks amatorski. Dziewczyno, idź na zawodowstwo. Trener nie musiał tego dwa razy powtarzać.

Czy to prawda, że podczas sparingów pani rywalami są mężczyźni?

Przeważnie przeciwnikami są panowie, ale mam też jedną sparingpartnerkę z Ukrainy. Jeśli chodzi o mężczyzn to głównie sparuję z chłopakami z tej samej wagi albo niższej.

To są sparingi na sto procent, czy panowie walczą na pół gwizdka?

Nic z tych rzeczy. Mogę pana zapewnić, że nikt nie odpuszcza i każdy daje z siebie wszystko. Zresztą nie oczekuję żadnej taryfy ulgowej. Nigdy nie znokautowałam mężczyzny na sparingu, ale sama też nie byłam na deskach. Po sparingach z chłopakami ciosy dziewczyn robią na mnie mniejsze wrażenie.

W jaki sposób nakręca się pani przed walką?

Jestem jak taki niedźwiadek, który ładuje baterie. Lubię długo pospać przed pojedynkiem. Czasami zabieram ze sobą psiaka na walkę i wtedy spędzam z nim dużo czasu. To mnie odpręża. Poza tym słucham muzyki i skupiam się na celu.

Pytam o to nakręcanie się, bo pani ostatnia rywalka bała się na ważeniu spojrzeć pani w oczy. Czym ją pani tak wystraszyła?

Nie mam pojęcia. Niczego jej nie powiedziałam ani nie zrobiłam. Widocznie dziewczyna była płochliwa.

Polub nas na Facebooku. Tam też się sporo dzieje!

Reklamy
Komentarze
  1. Andrzej pisze:

    hmmm, że pozwolę sobie skomentować słowa trenera „chodzi o to, że Ewa ma duże cycki?” to jest aż takie ważne, to trzeba światu powiedzieć no chyba że chodzi o to że nikt i ja też nie widzi tego „dużego” biustu. Troszkę to dziecinne a CKM nie zaprosi….. więc samemu trzeba podkręcić… tylko po co?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s