Nie róbmy na siłę z Fonfary bohatera narodowego

Posted: 25 Maj 2014 in Polski boks

Andrzej Fonfara w pojedynku z Adonisem Stevensonem był skazywany na nokaut. Przed walką eksperci licytowali się, w której rundzie „Superman” zakończy zabawę. Przyznajemy się bez bicia, że dawaliśmy Andrzejowi max 6-7 rund. Dziś jest nam głupio i marnym pocieszeniem jest fakt, że stoimy w jednym szeregu z wieloma autorytetami ze świata boksu, którzy też nie wierzyli w Fonfarę.

Wszystko wskazywało na to, że „Polski Książę” jedzie do jaskini lwa na pożarcie. Początek walki potwierdził te przypuszczenia, bo Stevenson był bardzo agresywny i dwa razy posłał Polaka na deski. „Polski Książe” za każdym razem podnosił się i można było odnieść wrażenie, że gdy wstawał z maty ringu był jeszcze silniejszy, jeszcze pewniejszy siebie. Co najważniejsze, nie poddał się, a w 9. rundzie, gdy przewrócił Stevensona, mógł sprawić wielką sensację.

Za wolę walki, ambicję i ogromny charakter Polak zasłużył na gromkie brawa, słowa uznania i solidną wypłatę. Pomimo porażki może chodzić z wysoko podniesioną głową, bo miał mistrza świata na deskach i dał pstryczka w nos ekspertom, którzy w niego nie wierzyli.

Jednak w tym miejscu chcieliśmy o coś zaapelować. Nie popadajmy zbytnio w zachwyt nad występem Fonfary, bo przecież on tej walki nie wygrał. Jego postawa budzi szacunek, ale nie zapominajmy, że Polak przez 2/3 pojedynku dostawał solidne bicie od Stevensona i momentami był bezradny.

Jeśli będziemy przesadnie gloryfikować przegranego, możemy popaść w kompleksy. W boksie nie ma wicemistrzów. Liczą się tylko wygrani, a nim jest Stevenson. Dla nas Fonfara może być cichym zwycięzcą, ale nie wywołujmy ogólnonarodowej euforii tylko dlatego, że „Polski Książę” postawił twarde warunki mistrzowi świata. Nie róbmy na siłę z Andrzeja bohatera narodowego, bo na to jest stanowczo za wcześnie. Fonfara pokazał, że stać go na wiele, ale dziś jest przegranym.

Po walce w Montrealu Fonfara na brak ciekawych ofert na pewno nie będzie narzekał. Zrobił sobie dobrą reklamę i przyszłość może należeć do niego. Nie zagłaskajmy go jednak teraz za to, że postawił się rywalowi, który wcale nie był taki straszny, na jakiego wyglądał.

Na koniec dwa słowa o zwycięzcy. Przed walką z Fonfarą uważaliśmy go za króla kategorii półciężkiej, po pojedynku wycofujemy się z tej opinii. Kanadyjczyk na tle Polaka nie wyglądał jak „Superman”. I chyba zaczynamy rozumieć, dlaczego Stevenson poszedł do Showtime. Strach przed Kowaliowem? Jeszcze dwa dni temu śmialiśmy się ze słów Rosjanina, który mówił, że Stevenson się go boi. Andrzej Fonfara pokazał, że to może być prawda.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s