Wielka wojna i kabaret w Legionowie

Posted: 27 kwietnia 2014 in Polski boks

Przed galą w Legionowie najwięcej mówiło się o walce Głażewskiego z Miszkinem. Po zakończeniu gali ich nazwiska są cały czas w obiegu. Nikogo to nie powinno dziwić, bo panowie zafundowali nam piękne widowisko. To była wielka wojna. Miszkiń, przez wielu skazywany na porażkę, stoczył walką życia i postawił rywalowi twarde warunki.

Werdykt sędziów wzbudził wiele kontrowersji. W studiu Polsatu Sport posprzeczali się o niego Janusz Pindera i Tomasz Adamek. Ten pierwszy widział wygraną „Głaza”, drugi twierdził, że zwycięstwo należało się Miszkiniowi. Sędziowie mieli trudne zadanie, bo to była walka typu: cios za cios. My widzieliśmy remis (chyba), ale to naprawdę mogło pójść w każdą stronę. Nawet powtórki, oglądane po 10 razy, nie rozwiałyby wątpliwości. Choć mówi się, że werdykt można wyczytać patrząc na twarze pięściarzy. Gdyby tak zrobili sędziowie, do góry powędrowałaby ręka Miszkina.

Werdyktu nie zmienimy, dlatego nie ma sensu już o tym dyskutować. W tym przypadku walka rewanżowa jest pewna jak podatki i śmierć. Głównych bohaterów nie trzeba będzie na nią długo namawiać. Koniecznie musi to być pojedynek wieczoru podczas kolejnej gali. Panowie sobie na to zasłużyli.

Skoro jesteśmy już przy walce wieczoru to ta w Legionowie mocno rozczarowała, bo była do jednej bramki. Oliver McCall zapowiadał nokaut na Rekowskim, ale na ring wniósł tylko nazwisko. Zabrakło nawet chęci. Polak dobrze odrobił pracę domową (brawa za ciosy na korpus), zostawił respekt w szatni i wypunktował pana McCalla.

„Atomowy Byk” po pojedynku przebąkiwał coś o trzeciej walce z „Rexem”. Nie, nie, nie. Nie chcemy tego słyszeć. Formuła z walkami McCalla w Polsce już się skończyła. Panu Oliverowi już dziękujemy. Jeśli chce on dalej boksować, to niech szuka dolarów gdzie indziej.

Albert Sosnowski jak był zagadką, tak nią nadal pozostaje. Podczas sobotniej gali niczego o „Dragonie” się nie dowiedzieliśmy, bo on nawet nie zdążył się spocić. Prawdę o nim poznamy dopiero podczas walki z Wawrzykiem. Sobotni rywal Sosnowskiego, niejaki Włodzimierz Letr (nie warto zapamiętywać tego nazwiska), powinien dostać zakaz wstępu na zawodowe gale. Powinien też wypłacić organizatorom odszkodowanie, za to że musieli się za niego wstydzić. Nam go było trochę żal, ale z drugiej strony, po co się rwał do walki? Ma za swoje.

Ostatni akapit rezerwujemy dla Artura Bińkowskiego, który chyba myślał, że Cieślak będzie się z nim pieścił jak Krzysztof Zimnoch. No to się zdziwił. Po grzmotach od Cieślaka pewnie z tydzień będzie mu się kręciło w głowie. Artur już zapowiedział rozbrat z boksem („czas pakować kredki do piórnika”). Słuszna decyzja. Jeżeli możemy mu coś doradzić – to niech zakłada kabaret. Konkurencji nie widać.

Dwa słowa o zwycięzcy. Cieślak zrobił na nas wrażenie i będziemy mu się bacznie przyglądać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s