Ich walki lubimy oglądać najbardziej

Posted: 18 kwietnia 2014 in Polski boks

Lubimy spoglądać na różnego rodzaje bokserskie rankingi, ale zazwyczaj traktujemy je z przymrużeniem oka. Naszym ulubionym jest P4P, czyli zestawienie pięściarzy bez podziału na kategorie wagowe.

Mamy w planach przygotować P4P na polskim podwórku ( i cyklicznie aktualizować), ale najpierw pokusiliśmy się o inne zestawienie – stworzyliśmy TOP 5 (choć lista zawiera sześć nazwisk) polskich pięściarzy, których walki lubimy oglądać najbardziej.

Jeszcze tylko krótkie wyjaśnienie. Nie grzebaliśmy za bardzo w przeszłości, tylko skupiliśmy się na ostatnich 2-3 latach. Dlatego w naszym zestawieniu brakuje choćby Andrzeja Gołoty, który, gdyby nie te kryteria, byłby bezapelacyjnie na pierwszym miejscu. Gotowi? No to jedziemy.

5. miejsce: Grzegorz Proksa/Mateusz Masternak

Proksę nominujemy przede wszystkim za oryginalny styl (opuszczone ręce). Lubimy go oglądać, szkoda tylko, że Grzesiek w ostatnim czasie przeplata zwycięstwa z porażkami. Jednak w tym miejscu nie rozliczamy go za wyniki. Mateusza Masternaka doceniamy przede wszystkim za wyszkolenie techniczne. Przyjemnie patrzy się na poczynania „Mastera” w ringu, ale czegoś nam w jego boksie brakuje. Chyba nokautów.

4. miejsce: Tomasz Adamek

Kiedyś z chęcią wstawaliśmy na walki Tomka Adamka w HW. Jednak od pewnego czasu jego pojedynki kręcą nas coraz mniej. To już nie jest ten sam „Góral”, który idzie na wymianę ognia i nie boi się ryzyka. Dziś jego znakiem firmowym jest zachowawczy styl. Jednak za serce, wolę walki, ale trochę też z sentymentu do „starego” Adamka, umieszczamy go na 4. miejscu. Choć fajerwerków z jego strony jest coraz mniej.

3. miejsce: Krzysztof Włodarczyk

Z „Diablo” mieliśmy mały problem, bo budzi on skrajne emocje. Często na jego walkach zdarza nam się przymknąć oko albo wręcz zasnąć (Palacios I, Fragomeni III). Wspomniane pojedynki mogłyby posłużyć jako dobre środki nasenne. Jednak grzechem byłoby napisać, że wszystkie jego walki są nudne. Włodarczyk ma też na swoim koncie konfrontacje, które oglądało się z otwartą buzią i gadało się o nich jeszcze długo po ostatnim gongu. Styl „Diablo” może nie porywa, ale jego nokautujące ciosy robią wrażenie. Nie tylko na rywalach. Tak na marginesie: właściciel pasa WBC mógłby częściej meldować się między linami.

2. miejsce: Krzysztof Cieślak

Cieślak nigdy nie toczył bojów tego kalibru co wyżej wymienieni, ale tego chłopaka moglibyśmy oglądać między linami co tydzień. Najmilej wspominamy jego walkę z Arielem Krasnopolskim. „Skorpion” leżał na deskach, sędzia go liczył, a rywal szalał z radości. Jak to się skończyło? Cieślak wygrał przed czasem. Charakterem i zawziętością mógłby obdzielić kilku kolegów po fachu.

1. miejsce: Artur Szpilka

Szpilkę można kochać albo nienawidzić, ale trzeba przyznać, że jak on jest w ringu, to nikt nie ziewa. Walki z jego udziałem zazwyczaj kończą się przed czasem, a to przecież lubimy. Prawda? Braki w defensywie powodują, że podopieczny Fiodora Łapina przyjmuje dużo ciosów i zalicza randki z deskami. Trzeba jednak przyznać, że szybko się z nich zbiera i potrafi odwrócić losy pojedynku (z Jenningsem się nie udało). Szpilka ma jeszcze jeden atut – potrafi nakręcić atmosferę jeszcze długo przed pierwszym gongiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s