DSC_4932

Robert Talarek po świetnej walce pokonał w Spodku Patryka Szymańskiego. Kilka dni po pojedynku z teamu Szymańskiego pojawiły się głosy, że Talarek przy pierwszym bandażowaniu miał plastikowe wkładki na dłoniach. – Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Może Szymański szuka pretekstu do powrotu i walki rewanżowej – mówi w rozmowie z PoGongu pięściarz z Rudy Śląskiej.

Czy przyjechałeś do Spodka w tejpach na rękach?

Robert Talarek: Nie, tejpowałem dłonie dopiero w szatni przed walką.

Czy przy tejpowaniu był obecny ktoś z PWBZ?

W szatni było wiele osób, między innymi teamy Kamila Młodzińskiego i Shawnedlla Wintersa. Pojawiała się też pani z PWBZ, ale nie stała przy mnie w trakcie tejpowania. Nie miałem nic do ukrycia, bandażowałem się przy wszystkich osobach, które były w szatni.

Mateusz Borek twierdzi, że dzień przed galą prosił zawodników, aby tejpowali ręce w obecności kogoś z teamu rywala i przedstawiciela PWZB.

Nie słyszałem o tym. Po przyjeździe do Spodka wszedłem do szatni i zacząłem przygotowywać ręce do walki.

Kto tejpuje ci dłonie?

Od dawna sam się tym zajmuję, bo uważam, że jestem w stanie dobrze to zrobić. Bracia Kliczko też sami zajmowali się tejpowaniem. Oni byli mistrzami, ja też chcę być mistrzem. Po walce w Budapeszcie, gdzie złamałem rękę, zrobiłem nawet kurs cutmana. Bandażując ręce samemu jestem w stanie określić siłę ucisku, czy nie jest za mocno.

Kiedy dowiedziałeś się, że musisz od nowa tejpować dłonie?

W szatni pojawił się Gus Curren i na jego prośbę musiałem jeszcze raz to zrobić. Na początku myślałem, że to jest jakaś gra psychologiczna ze strony teamu przeciwnika. Do walki było już mało czasu, a tejpowanie rąk zajmuje około pół godziny. Przed rozerwaniem bandaży chciałem, żeby trener Szymańskiego sprawdził moje ręce, ale nie chciał tego zrobić. Po zdjęciu bandaży nie sprawdzał ich, nie przypominam sobie, żeby brał je w ogóle w ręce. Nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń. Do drugiego tejpowania też nie miał uwag.


Co się stało z tymi pierwszymi tejpami?

Wyrzuciliśmy je do kosza, bo ani Gus Curren, ani pani z PWBZ nie zgłaszali żadnych zastrzeń.

Patryk Szymański w programie „W Ringu” stwierdził, że miałeś na kostach platikowe wkładki?

Nie wiem, dlaczego Patryk rozpowszechnia takie informacje. Stoczyliśmy świetną walkę, o której wszyscy mówili, a teraz ktoś szuka afery tam, gdzie jej nie ma. Po walce pisałem do Patryka na Messengerze, żeby się nie poddawał, zaprosiłem go nawet na wspólne treningi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że będzie opowiadał takie rzeczy na mój temat. Nie miałem żadnych plastikowych wkładek. Stosuję gąbki, żeby chroniły mnie przed kontuzjami. Gąbki są czarne, może Curren myślał, że to plastik. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Może Szymański szuka pretekstu do powrotu i walki rewanżowej.

Te gąbki, o których wspomniałeś, są dopuszczalne według przepisów?

Zerknąłem na konspekt z kursu cutmana i jest tam informacja, że można używać gąbek. One dobrze amortyzują i chronią dłonie.

Oskarżenia teamu Szymańskiego są poważne. Zamierzasz coś zrobić z tą sprawą?

Widziałem, że kibice piszą różne rzeczy na mój temat. To jest pomówienie i niestety źle wpływa na mój wizerunek, ale co ja mogę zrobić. To jest przykre. Za kilka dni wracam do pracy w kopalni i zjeżdżam pod ziemię. Nie mam czasu, żeby zawracać sobie tym głowę.

W tej sprawie jest sporo niedomówień i słowo przeciw słowu. Czy PWBZ powinien tym się zająć?

Nie mam nic do ukrycia. Myślę, że gdyby zajęła się tym jakaś komisja, to team Szymańskiego dostałby karę za zniesławienie mnie.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Reklamy

CKO_3268

Robert Talarek i Patryk Szymański poszli na całość i skradli show w Spodku. Walki w Katowicach miło nie będzie wspominał Mariusz Wach, który po porażce z Ilungą Bakole zaczął mówić nawet o zakończeniu kariery. Rozczarowany był także Damian Jonak, który po pojedynku z Robinsonem miał pretensje do sędziów punktowych. – Damian wygrał trzy rundy. Według mnie nie było kontrowersji – mówi Przemysław Saleta. Innego zdania jest Grzegorz Proksa: Jestem bardzo zawiedziony werdyktem sędziowskim. Takich rzeczy się nie robi.

W walce wieczoru Robert Parzęczewski szybko odesłał do domu Czudinowa. Wydarzenia ze Spodka komentują Przemek Saleta i Grzegorz Proksa. Zapraszamy do oglądania.

TALAREK.00_01_18_21.Still001

Przed pojedynkiem trudno było wskazać faworyta. Robert Talarek i Patryk Szymański stworzyli fantastyczne widowisko w Spodku. Już po dwóch rundach można było typować, że to będzie walka roku. Po piątej stała się już murowanym faworytem do wygranej. Dziesięć nokdaunów w pięć rund mówi samo za siebie. Takiej dramaturgii i zwrotów akcji nie wymyśliłby nawet Alfred Hitchcock. Po walce Patryk Szymański powiedział, że kończy karierę. – Szkoda, że mówi takie rzeczy w tak młodym wieku. Myślę, że Szymański nabierze siły i wytrzymałości i jeszcze mogą być z niego ludzie – twierdzi Talarek.

Czytaj resztę wpisu »

parzeczewski_2

Już w sobotę do ringu wejdą bohaterowie gali Ostatni Taniec, która odbędzie się w katowickim Spodku. Największy znak zapytania stawiamy przy pojedynku Roberta Talarka z Patrykiem Szymańskim. Wojna może być w starciu Damiana Jonaka z Andrew Robinsonem, a ring może zadrżeć, gdy znajdą się w nim Mariusz Wach i Ilunga Bakole. Zobaczcie, jak typujemy sobotnie pojedynki.

Tomasz Gromadzki vs Mateusz Rzadkosz

Mateusz Rzadkosz od wygranej z Gromadzkim w Częstochowie raczej nie zrobił postępu. Bynajmniej nie zachwycił w żadnej z trzech ostatnich walk. W jego narożniku nie będzie już Piotra Wilczewskiego, z którym współpracował od początku zawodowej kariery. Gromadzki jest nakręcony czterema wygranymi z rzędu. Nie wygrywał z wielkimi nazwiskami, ale każde zwycięstwo dodało mu pewności siebie. Zadyma mówi, że będzie bardziej opanowany w ringu. Szczerze? Nie wierzymy mu. Może jedna lub dwie rundy będą spokojne w jego wykonaniu, ale potem będzie szukał rozróby. Charakteru nie da się zmienić z dnia na dzień. Gromadzki walczy na swoim terenie, ma do wyrównania rachunki z Rzadkoszem, więc motywacji mu nie zabraknie.

Typ: Gromadzki TKO

Damian Wrzesiński vs Kamil Młodziński

Faworytem jest Wrzesiński, ale w jego przypadku nie może być mowy o lekceważeniu rywala. Młodziński ma mniejsze umiejętności, ale lubi się bić. Nigdy nie odpuszcza i jest niewygodny dla każdego rywala. Nie jest łatwo go złamać. To może być najtrudniejsza walka w karierze Wrzesińskiego. W tym przypadku sędziowie nie muszą być jednomyślni, a kibice nie powinni się nudzić.

Typ: REMIS lub Wrzesiński PKT

Nikodem Jeżewski vs Shawndell Winters

Jeżeli Jeżewski myśli o czymś więcej niż tylko lokalnej sławie, to Wintersa musi rozbić bez wydawania reszty. Innego scenariusza nie bierzemy pod uwagę.

Typ: Jeżewski TKO

Robert Talarek vs Patryk Szymański

Ostrzymy sobie zęby na ten pojedynek. Po Robercie Talarku wiemy, czego się spodziewać. Wejdzie do ringu, jak na wojnę i zrobi wszystko, żeby wygrać. Dodatkowej energii doda mu to, że będzie walczył u siebie. Patryk Szymański nie może liczyć na taryfę ulgową. Podopieczny Gusa Currena jest zagadką. Po ostatniej walce wszyscy go skreślili, ale w Spodku, jak zapowiada Mateusz Borek, mamy zobaczyć Szymańskiego w wersji 2.0. Ma być przede wszystkim silniejszy i twardszy. Te cechy będą mu potrzebne w walce z Talarkiem. Szymański zapowiada, że w przypadku porażki będzie to jego ostatni taniec.

Typ: Talarek TKO

Mariusz Wach vs Ilunga Bakole

Bakole jest sporym znakiem zapytania. Sparował dużo z Joshuą, ale sparingi i walki to dwie inne bajki. Bakole może sporo ugrać w Spodku, bo wygrana z Wachem może się odbić głośnym echem. Determinacji nie powinno mu zabraknąć. Za Bakole ciągnie się opinia, że nie jest długodystansowcem i po 4-5 rundach siada kondycyjnie. W ciemno zakładamy, że po 3-4 starciach będzie prowadził na punkty, bo Wach długo jest śpiący w ringu. Bakole krzywdy Mariuszowi jednak nie zrobi. Jeśli Wach się szybko wybudzi, tym razem nie pomyli rund, to w drugiej części walki skończy się jego taniec z Bakole.

Typ: Wach TKO

Damian Jonak vs Andrew Robinson

Jonak marzy o dużej walce i dużej wypłacie. Robinson jest dla niego przepustką do realizacji tego celu. Brytyjczyk to solidny pięściarz, pływał na różnych wodach. Może napsuć Jonakowi sporo krwi, ale nie uda mu się go złamać. Może być ringowa wojna i zwroty akcji. W trakcie tej walki nie odrywajcie wzroku od ringu.

Typ: Jonak PKT

Robert Parzęczewski vs Dmitrij Czudinow

Parzęczewski jest nakręcony ostatnimi zwycięstwami. Przed nim okres adaptacji w nowej kategorii wagowej. Czudinow przegrał trzy z czterech ostatnich walk, ale z choinki się nie urwał, może być groźny. Swoje w ringu już przeżył. To może być dobry test dla Polaka, który już miał mistrzowskie oferty. Parzęczewski musi podejść na chłodno do rywalizacji z Czudinowem i nie może na siłę szukać nokautu, bo to go może spalić. Stawiamy, że po walce w Spodku będzie już panem Mister KO.

Typ: Parzęczewski TKO

borek_adamek

W najbliższą sobotę w katowickim Spodku odbędzie się gala „Ostatni Taniec”. To będzie już piąta gala organizowana przez grupę MB Promotions. – Jako promotor pracujesz przez trzy miesiące i zastanawiasz się, czy na koniec wyjdziesz na zero. Jeśli nie sprzedaż biletów lub wypadnie ci sponsor, to trzeba się liczyć z tym, że wszyscy zarobią na gali, mam na myśli zawodników, matchmakerów, hotele, czy halę, a ty nie zarobisz. Tylko dołożysz – mówi Mateusz Borek w rozmowie z PoGongu.pl.

Zacznijmy od sprawdzenia obecności. Ilunga Bakole dojedzie na galę w Spodku? 

Mateusz Borek: Przyjedzie, bo odebrał w środę wizę w polskim konsulacie w Londynie. Sytuacja była niespotykana. Chciałem podziękować ambasadorowi, konsulowi oraz wielu ludziom z polskiej polityki, którzy mi pomogli. To nie jest prosta sprawa, żeby w szybkim trybie załatwić komuś wizę z Demokratycznej Republiki Konga. Chłopak jest bogaty, z normalnej rodziny, która ma książęcy pałac, ale te wszystkie procedury trwają. Na szczęście udało się wszystko załatwić. 

Był jakiś pięściarz w rezerwie dla Wacha, gdyby z wizą Bakole nie poszło po myśli?  

Był w rezerwie Amerykanin z rekordem 12-6, który walczył z dobrymi zawodnikami i się nie przewracał. Nie chciałem tego zastępstwa, bo nie miałem gwarancji, że zawodnik z USA po podróży na ostatnią chwilę, wyglądałby normalnie w ringu w sobotę. Nie mówię, że przyjechałby tylko po pieniądze, ale na pewno miałby mniejsze szanse z Wachem niż Bakole. Wydaje mi się też, że walka straciłaby na atrakcyjności, bo jak do ringu wchodzi dwóch ludzi po dwa metry i 120 kilogramów to zawsze jest to prawdziwe starcie w kategorii ciężkiej.

Bakole jest dużym znakiem zapytania? 

Był etatowym sparingpartnerem Joshuy, przeboksował z nim blisko 150 rund. Mówiono o nim, że będzie gwiazdą na brytyjskiej scenie wagi ciężkiej. Jego walka z Hunterem do ósmej rundy była wyrównana. Potem doznał kontuzji barku, zabrakło mu też doświadczenia na dłuższym dystansie i w końcówce Hunter go skończył. Teraz chce wrócić do gry. Walka z Wachem może mu pomóc załapać się na karuzelę Warrena czy Hearna. Będzie to ważny taniec dla obu pięściarzy. 

Na początku Bakole nie był zainteresowany pojedynkiem z Wachem.  

Zaproponowałem mu walkę w styczniu, ale powiedział, że ma inne plany i odmówił. Szukałem innego rywala dla Mariusza. Rynek kategorii ciężkiej w Europie jest trudny i drogi. Rozmawiałem z Abellem, Moliną, Dawejko i Wallishem, ale nagle Bakole zmienił zdanie i zadzwonił z informacją, że chce walczyć w Spodku. W 24 godziny dopięliśmy szczegóły kontraktu, pod którym złożył podpis 18 lutego. 

Jakie furtki może otworzyć Wachowi wygrana z Bakole? 

Mariusz nie mówi tego dziennikarzom, bo nie chce zapeszać, ale ma na stole kilka ofert. Może walczyć na gali ESPN-u, może wejść do ringu z Pulewem, może wystąpić na tej samej gali co Usyk, albo dostać większą walkę w lipcu w Niemczech. Jest też propozycja z Wielkiej Brytanii. Mariusz cały czas jest gorącym towarem. Jeśli wygra z Bakole, to wyśle komunikat, przede wszystkim na rynek brytyjski, że po dwóch porażkach wrócił do gry.  

mariusz wach

Organizuje pan już piątą galę boksu. Trudne jest życie promotora i organizatora?  

Bardzo trudne. Nie ma żadnych problemów produkcyjnych, promocyjnych czy logistycznych. W tej zabawie cały czas jest problem z kasą. Sponsorzy nie za bardzo garną się do tego sportu w Polsce. Pieniądze z polskiego rynku telewizyjnego są nieporównywalne do innych rynków, a zawodnicy, których oczekują polscy kibice i dziennikarze, kosztują tyle samo co w innych krajach. Proszę sobie wyobrazić, ile płaci Showtime, Fox, DAZN, Sky czy inne zagraniczne telewizje, a jakie są możliwości polskich stacji. Pewnie dzisiaj TVP płaci najlepiej w Polsce, bo matematyka tej stacji, podobnie jak wyniki oglądalności, wygląda zgoła inaczej niż w stacjach komercyjnych, utrzymujących się z reklam, bez państwowego finansowania. To nie zarzut, to fakt. Inne stacje płacą mniej. Nie dlatego, że są chciwe i nie chcą, ale realnie oceniają wartość rynkową i marketingową. Najczęściej telewizja daje kwotę, która jest skromnym wycinkiem budżetu gali. Jako promotor pracujesz przez trzy miesiące i zastanawiasz się, czy na koniec wyjdziesz na zero. Oprócz pieniędzy z telewizji, musisz się dogadać z kilkoma podmiotami biznesowymi i musisz sprzedać określoną liczbę biletów, żeby zamknąć budżet imprezy. Jeśli nie sprzedaż biletów lub wypadnie ci sponsor, to trzeba się liczyć z tym, że wszyscy zarobią na gali, mam na myśli zawodników, matchmakerów, hotele, czy halę, a ty nie zarobisz. Tylko dołożysz.  

Na którejś z czterech gal udało się panu zarobić?  

Nie. Trzy wyszły na zero. Do gali w Radomiu była dokładka. W twitterowych dyskusjach często pojawiają się opinie, że promotorzy kłamią. Może niektórzy kłamią, ja tego nie robię. Dla mnie to jest bardzo ciężki biznes, bo kosztuje dużo zdrowia i nerwów. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze wojenki, do których nie chcę się już odnosić. Nie chcę dyskutować, które gale są na poziomie pierwszej, drugiej czy trzeciej ligi. Niech to ocenią kibice.  

Czy organizator gali bokserskiej w Polsce może w ogóle na tym zarobić? 

Są dwie drogi. Możesz zrobić galę z solidnym main eventem. Do tego dorzucić dwie walki z małym budżetem i promocją swoich zawodników, plus dwa pojedynki z udziałem pięściarzy niezrzeszonych, za których zapłacą ich sponsorzy i uzupełnić kartę walkami amatorskimi. Na takich galach da się zarobić, bo można jeszcze ograniczyć środki na produkcję. Druga droga to ta, którą ja wybrałem. Jestem promotorem, ale moje spojrzenie na organizację gal jest spojrzeniem kibica i dziennikarza. Robię walki, jakie chciałbym obejrzeć. Czasami podejmuję nierozsądne decyzje, ryzykuję rekord zawodnika i zainwestowane w niego pieniądze. Przecież nie musieliśmy ryzykować rekordem 17-0 Łukasza Wierzbickiego w starciu z Vovkiem. Zrobiliśmy to dla kibiców i dziennikarzy. Chcieliśmy, żeby w ringu było ciekawie i żeby nikt nie przewracał się od przeciągu w hali.  

Spodek to trudny teren do organizacji gali bokserskiej?  

Organizując „Ostatni Taniec”, od razu postawiłem na Śląsk. Miałem plany dotyczące Jastrzębia, ale nie doszedłem do porozumienia z miastem. Ostatecznie wybrałem Katowice i nie żałuję tego. Spodek to jest ziemia, która zna, kocha i rozumie boks. Dla mnie to jest legendarne miejsce, oddychające historią. Po siedmiu latach boks wraca w to miejsce. Spodek to jest chyba najdroższa arena w Polsce. Nie jest to hala, która pod względem technologicznym może się równać z tymi najnowocześniejszymi halami w Polsce. Podam przykład. Jeśli chcę zrobić pasek ledowy, to muszę go powiesić i za niego zapłacić. A taki pasek na przykład w Ergo Arenie jest w wyposażeniu hali. Wpinam kabel i działa. Dodatkowo nie płacę za to. 

DSC_2197

Ilu widzów spodziewa się pan w sobotę na trybunach?  

Realnie oceniam, że będzie 6 tysięcy osób.  

Czy to pozwoli wyjść na zero lub zagwarantuje zarobek? 

Nie wiem. Jest za wcześnie, żeby to policzyć. Czasami w ostatniej chwili może pojawić się jakaś dziura budżetowa, którą trzeba będzie załatać. Są też niespodziewane koszty, gdy na przykład ktoś spóźni się na samolot. Proszę też pamiętać, że są zobowiązania sponsorskie. Nie wszystkie bilety vipowskie trafiają do sprzedaży, część jest rozliczana w ramach umów.  

Czy bez Tomasza Adamka trudniej jest spiąć projekt promocyjnie i finansowo?  

Wydaje mi się, że gdyby Tomek walczył w Spodku, to na trybunach byłoby 2-3 tysiące ludzi więcej. Zdawałem sobie sprawę, że przyjdzie taki dzień, że Tomek nie będzie już walczył. Plan był taki, że Adamek wraca, bo chce stoczyć jeszcze jedną dużą walkę. Był pojedynek z Millerem i pewien rozdział się skończył. Chcieliśmy przy „Góralu” promować innych zawodników. Niektórzy z tego skorzystali, inni zaprzepaścili szansę. Polski boks musi żyć bez Adamka i Tomek musi żyć bez polskiego boksu.  

Składał pan Izu Ugonohowi ofertę walki w Spodku? 

Nie rozmawiałem z Izu, bo on ma promotora. Spotkałem się z teamem Darka Michalczewskiego. Zaproponowałem wstawienie Izu do karty i chciałem podzielić koszty finansowe. Zaproponowałem, że opłacę rywala, pobyt dwóch stron i wezmę na siebie promocję. Oni mieli ustalić gażę z Izu i wziąć ten koszt na siebie. Wydawało mi się, że to była dobra oferta. Jak chcesz włożyć walkę na galę niemiecką, to musisz zapłacić za swojego zawodnika i rywala. Plus pokryć wydatki związane z pobytem tych zawodników. Za przeciwnika Ugonoha chciałem zapłacić. Nikt by na tym nie stracił. Ja miałbym jeszcze ciekawszą kartę, a Izu aktywność.  

Czemu się nie dogadaliście?  

Druga strona pytała mnie o miejsce na karcie dla Izu. Miałem już wcześniej zaplanowane pierwsze trzy pojedynki, czyli walki Roberta, Damiana i Mariusza. Byłem z chłopakami po słowie i nie chciałem niczego zmieniać. Team Darka chyba nie za bardzo był zainteresowany miejscem Izu w środku karty. Uważali, że Izu jest zawodnikiem, który powinien boksować w main lub co-main evencie. Miałem na ten temat inne zdanie i nie doszliśmy do porozumienia. Szkoda, bo Ugonoh jest już po trzydziestce i rzadko walczy. Łukasz Rusiewicz był najpoważniejszym rywalem, z którym wygrał Izu.  

Miał pan w planach jakiegoś konkretnego rywala dla Izu?  

Myślałem o zrobieniu walki Izu z Sergiejem Werwejką. Skoro były już przymiarki do ich starcia w Ergo Arenie, to chciałem to przenieść do Spodka. Nie wypaliło. 

robert parzeczewski 

W main evencie wystąpi Robert Parzęczewski. Jak wysoko ma zawieszoną poprzeczkę?  

Robert powiedział, że jak znokautuje Czudinowa, to zmieni pseudonim na „Mister KO” i przestanie być „Arabem”, więc wysoko zawiesił sobie poprzeczkę. A tak poważnie, Czudinow to pięściarz, który pływał w oceanie w boksie olimpijskim, a Robert był co najwyżej w jacuzzi. Parzęczewski dostał propozycje walki z Callumem Smithem o mistrzostwo świata, ale podziękowaliśmy, bo uważamy, że musi stoczyć jeszcze 2-3 pojedynki, by zaadaptować się w nowej kategorii. Za dwa lata będzie właściwy czas, żeby atakować tron. Nie chcemy jechać po kasę i ładnie przegrać.  

Pięściarze często mówią, że walk o mistrzostwo świata się nie odrzuca. Robert zrobił inaczej.  

Gdy dostaje się propozycję walki 16 maja, a ma się już zakontraktowany pojedynek na 6 kwietnia, to trzeba być uczciwym wobec siebie. Do walki o mistrzostwo świata nie można przystąpić po czterech tygodniach przygotowań. Niby takich pojedynków się nie odrzuca, ale w przypadku Parzęczewskiego mogliśmy to zrobić. Jak ktoś nie ma promotora lub promotor nie ma pieniędzy na promowanie zawodnika, albo w niego nie wierzy, to wtedy trzeba brać walkę, żeby zarobić. Jeśli dzisiaj są propozycję dla Parzęczewskiego, który ma rekord 22-1, to będą też za dwa lata, gdy będzie miał 28-1. Nie zakładam, że się potknie po drodze, skoro się tak rozwija.  

Parzęczewski jest zawodnikiem Tymexu i MB Promotions?  

Nie, jest pięściarzem Tymexu. Współpracuję z Mariuszem Grabowskim, dlatego pomagam mu też z karierą Roberta. Uważam, że nasza współpraca układa się dobrze. Robert sportowo zasługuje na walki wieczoru i solidne zarobki. Jeżeli któregoś dnia Mariusz przyjdzie i powie: pracujmy z nim razem oficjalnie, to będziemy pracować oficjalnie. Dzisiaj to jest Mariusza zawodnik i to on podejmuje decyzje.  

Czy kariera Parzęczewskiego jest dla pana i grupy Tymex największym wyzwaniem promotorskim?   

Dla mnie największym wyzwaniem było udowodnić sobie, że dziennikarz potrafi zrobić galę. Po pierwszej gali wyzwaniem było, żeby zorganizować drugą. Później, że potrafię zrobić event bez Tomka Adamka. Jeden, a teraz kolejny.

Karierą Parzęczewskiego trzeba rozsądnie pokierować. W Polsce nie mamy zbyt wielu pięściarzy z takim potencjałem.

Robert czekając na walkę o pas, dostaje trudniejszych rywali po drodze niż wielu polskich zawodników, którzy też liczyli na walkę o mistrzostwo świata. Wielu z nich przez lata boksowało na podtrzymanie aktywności. Nad Robertem nikt nie trzyma i nie zamierza trzymać parasola ochronnego. Uznałem, że po występie w Radomiu, gdzie efektownie i szybko znokautował Darka Sęka, należy mu się walka wieczoru w Spodku. On cały czas idzie do przodu.

Z Patrykiem Szymańskim planuje związać się pan dłuższym kontraktem?  
 
Patryk zgłosił się do mnie, gdy wygasł jego kontrakt z poprzednim promotorem. Wrócił do Kuby Chyckiego i rozpoczął treningi z Gusem Currenem. Na obozie ich współpraca wyglądała obiecująco. Z Patrykiem jesteśmy po słowie. Przed walką z Robertem Talarkiem nie chcieliśmy parafować żadnych dokumentów. Mogliśmy to zrobić, ale po co? Jeśli, odpukać, coś nie wyjdzie, to tymi papierami moglibyśmy rozpalić w kominku. Jesteśmy dogadani na współpracę, ale do rozmów siądziemy po 6 kwietnia.

Szymański jest po porażce. Talarek nie będzie dla niego rywalem na przetarcie.

Patryk chciał trudnego testu, bo ma coś do udowodnienia. Narzucił też na siebie dodatkową presję, bo powiedział, że jak przegra, to zakończy karierę. Polscy kibice uważali go za prospekta, a po jednej porażce wszyscy w niego zwątpili. Zwycięstwo z Talarkiem może go wysoko wywindować w polskim rankingu P4P.   
 
Co Gus Curren mówi o współpracy z Szymańskim?
 
Patryk od początku podobał mu się boksersko. Pracowali nad obroną i pewnymi elementami technicznymi, ale nie chcę mówić o detalach. Pracowali też nad tym, żeby Patryk był twardszy, bo boks jest sportem dla twardych ludzi. Patryk wiele razy imponował umiejętnościami w ringu, ale był za delikatny i za kruchy. Teraz jego ciało się zmieniło. Wydłużył też okres sparingów, żeby błyszczeć 6 kwietnia. W Spodku zobaczymy wersję Szymański 2.0.  

Rozmawiał: Krzysztof Smajek
 
 

Grupa MB Promotions zorganizowała cztery gale boksu. Odbyło się na nich 29 walk. Z tej puli wybraliśmy najlepsze pojedynki i ułożyliśmy ranking walk, które trzymają w napięciu nawet, gdy oglądamy ich powtórki.

5. Łukasz Wierzbicki vs Michał Żeromiński I (gala Noc Wojowników)

wierzbicki_żeromiński_foto2

Faworytem walki był Wierzbicki, ale Żeromiński postawił mu trudne warunki. W Częstochowie oglądaliśmy dziesięć twardych rund z obu stron. Było dużo wymian, ale żaden z pięściarzy nie był liczony. Niejednogłośną decyzją sędziów zwyciężył Wierzbicki i zdobył pas Mistrza Polski wagi półśredniej. Werdykt był dyskusyjny. Żeromiński nie mógł pogodzić się z porażką i tuż po zejściu z ringu mówił nawet o zakończeniu kariery. Kilka miesięcy później doszło do ich rewanżowej walki i Wierzbicki nie pozostawił już pola do dyskusji. Był zdecydowanie lepszy.

Norbert Dąbrowski vs Robert Talarek (gala Nowe Rozdanie)

Czytaj resztę wpisu »

karolina owczarz

W najbliższą sobotę Karolina Owczarz po raz drugi wejdzie do klatki KSW. W debiucie potrzebowała zaledwie 60 sekund, żeby pokonać Paulinę Raszewską. – Padały pytania: po co promować tę dziennikareczkę? Nikomu nie muszę niczego udowadniać, ale mam nadzieję, że z czasem kibice przekonają się, że traktuję MMA na poważnie – mówi Owczarz. 

Twój debiut w MMA trwał zaledwie 60 sekund. Pewnie o wiele dłużej świętowałaś zwycięstwo nad Pauliną Raszewską?

Karolina Owczarz: Wielkiej fety nie było. Od razu po walce zjadłam słoik nutelli, więc świętowanie było kulinarne. Lubię słodycze, ale to był jednorazowy wybryk. Nigdy nie wychodzę na imprezy, bo ich nie lubię. Nie przepadam też za alkoholem, ogólnie mam słabą głowę. Po pojedynku spędziłam czas z najbliższymi. Bez nerwów i emocji, które towarzyszą przygotowaniom do walki. I bez liczenia kalorii.

W najbliższą sobotę znów zobaczymy cię w klatce KSW. Czym różni się Karolina Owczarz z marca 2018 od tej z marca 2019?

Przed rokiem byłam dziewczyną, która lubi się bić, nie boi się przyjąć uderzenia i może wejść w wymianę ciosów. Miałam też jakiś plan na obalenie i poddanie rywalki w parterze. Teraz jestem zawodniczką, która nie boi się żadnej płaszczyzny. Nie spanikuję, gdy rywalka dopchnie mnie do siatki, lub gdy będzie chciała bić się ze mną w parterze.

Po co ci w ogóle MMA?

Jako dziennikarka Polsatu pracowałam przy najlepszych galach sportów walki w Polsce. Fajnie było w tym uczestniczyć, bo to była lekcja życia. Po czterech latach pracy w Polsacie pojawił się u mnie lekki kryzys, bo niby byłam w centrum tych wszystkich wydarzeń, ale zawsze milimetr obok. Ten milimetr robił kolosalną różnicę. Zaczynało mnie to wkurzać i trochę zazdrościłam koleżankom i kolegom, którzy wchodzili do ringu czy oktagonu i czuli adrenalinę związaną z walką. Zaczęłam się trochę ruszać. Jeździłam do klubu WCA w Warszawie i zaczęłam trenować MMA. Z bliska widziałam, jak zawodnicy nakręcają się przed startami. Poczułam atmosferę sali treningowej. Po mniej więcej dziesięciu miesiącach intensywnych treningów zdecydowałam, że wracam do tego, co robiłam przez lata.

Jak zareagowali najbliżsi? Poszłaś do mamy i powiedziałaś: rzucam pracę w Polsacie i idę się bić.

Nie wiedziałam, jak to jej powiedzieć. Byłam przekonana, że się załamie. Zaprosiłam ją na wystawny obiad, robiłam długie wstępy, aż w końcu powiedziałam o MMA. Na początku mama przyjęła to dobrze, ale jak zadzwoniła do mnie po kilku dniach, to powiedziała, że nie przespała żadnej nocy i że chce się jej płakać. Była załamana, ale po mojej przeprowadzce do Łodzi zobaczyła, jak bardzo szczęśliwym jestem człowiekiem. Wszystko jej przeszło i nie ma do mnie pretensji.

karolina_owczarz_2

Do sportów walki ciągnęło cię już od podstawówki. Najpierw był boks.

Jako dziecko byłam chłopaczarą. Wolałam zdecydowanie samochody niż lalki czy sukienki. Jak byłam trochę starsza, chodziłam na mecze Widzewa. Oczywiście rodzice nic o tym nie wiedzieli. Miałam męskie towarzystwo, w którym było wielu łobuzów. Pochodzę z grzecznego domu, więc może to towarzystwo imponowało mi, bo było czymś innym. Poszłam na boks, bo chyba chciałam być większa w oczach starszych koleżanek i kolegów. Zamiłowania do złych rzeczy szybko mi minęły, ale boks ze mną pozostał, bo przekonałam się, że sporty walki są czymś wyjątkowym. Poszłam na jeden trening i zostałam w boksie na 8 lat.

Co najbardziej utkwiło ci w pamięci z bokserskiej przygody?

Zdecydowanie wyjazd do Meksyku. Wzięłam udział w reality show, w którym rywalizowały ze sobą dwie drużyny – Meksykanki kontra reszta świata. To była lekcja życia, bo jako 18-latka pojechałam na koniec świata. Dopóki nie wysiadłam z samolotu i nie zobaczyłam tabliczki ze swoim nazwiskiem, nie miałam pewności, czy ktoś mnie na tym końcu świata odbierze. Byłam wtedy świeżo upieczoną mistrzynią Polski. Wśród uczestniczek byłam najmłodsza i zdecydowanie odstawałam warunkami fizycznymi od reszty dziewczyn. W życiu nie byłam na zawodowym ringu, a tam walczyłam na zawodowych zasadach na dystansie sześciu rund. Wcześniej biłam się tylko po trzy rundy. Przegrałam drugą walkę z późniejszą zwyciężczynią turnieju i późniejszą mistrzynią świata. Warto było jechać, bo zebrałam ogromne doświadczenie zarówno w boksie jak i w życiu.

Na zawodowych ringach stoczyłaś tylko cztery walki. Dlaczego zrezygnowałaś z boksu?

Po erze Agnieszki Rylik i Iwony Guzowskiej boksu zawodowego kobiet w Polsce właściwie nie było. To był ciężki kawałek chleba, bo byłam jedyną kobietą w tym środowisku. Media trochę się mną interesowały, ale częściej traktowana byłam jak maskotka a nie poważna zawodniczka. Stoczyłam cztery zawodowe walki, wszystkie wygrałam, ale później pojawił się konflikt z promotorem. Ze współpracy ze mną zrezygnował sponsor i nie było sensu ciągnąć tego dalej.

Można powiedzieć, że prosto z ringu trafiłaś do Polsatu. Trudno było dostać się do telewizji?

Gdy moja kariera bokserska się skomplikowała, to chciałam wrócić do Łodzi. Przed przeprowadzką pojechałam na galę Polsat Boxing Night w Gdańsku. W walce wieczoru bili się wtedy Andrzej Gołota z Przemkiem Saletą. Pojechałam tam towarzysko, ale byłam z kolegami, którzy pracowali w Polsacie. W trakcie gali podszedł przywitać się z nami dyrektor Polsatu Sport Marian Kmita. Dwa dni później zaprosił mnie na spotkanie i zaproponował pracę. Powiedział, że w trakcie podawania mi ręki w Ergo Arenie zapaliła mu się jakaś lampka w głowie i pomyślał, że zrobi ze mnie dziennikarkę. Myślę, że to mu się udało. Rzuciłam wszystko i rozpoczęłam pracę w telewizji. Przez chwilę próbowałam łączyć boks z Polsatem, ale praca w mediach jest na tyle wymagająca, że nie dałam rady. Media mnie pochłonęły. Przygoda z Polsatem trwała pięć lat.

owczarz_3

Jak ważny to był rozdział w twoim życiu?

Mając zaledwie 20 lat zachłysnęłam się wielkim światem telewizji i nowymi wyzwaniami. Praca w mediach to niekończąca się nauka i przygoda. Poznałam mnóstwo wyjątkowych ludzi. Nauczyli mnie rzeczy, z których mogę korzystać do dzisiaj. Mam spory warsztat dziennikarski, choć nie jestem Mateuszem Borkiem, za którym jestem sto lat świetlnych.

Czujesz się już pełnoprawną zawodniczką MMA?

Myślę, że przez ostatnie 15 miesięcy łącznie opuściłam może z miesiąc treningów. Czyli przez 14 miesięcy przychodziłam dwa razy dziennie na matę. To daje około 700-800 treningów. Myślę, że przez ten czas można się trochę nauczyć. Zwłaszcza, że trenuję z najlepszymi. Koleżanki mnie nie oszczędzają i zdarza się, że wycierają mną matę. Tak, jestem pełnoprawną zawodniczką MMA.

Po zmianie branży czytałaś dużo negatywnych opinii na swój temat?

Niestety hejt jest nieodłącznym elementem polskiego internetu. Myślę, że większość opinii była negatywna. Padały pytania: po co promować tę dziennikareczkę? Po co KSW podpisało z nią kontrakt? Nikomu nie muszę niczego udowadniać, ale mam nadzieję, że z czasem kibice przekonają się, że traktuję MMA na poważnie. Nie boję się wyzwań, ale podchodzę do tego spokojnie. Nie będę rzucała się na nie wiadomo jak duże rywalki. Jak każdy zawodnik mam prawo do rozsądnego budowania rekordu.

Co jest najtrudniejsze w świecie MMA?

Moje sparingpartnerki (śmiech). W Shark Top Team mam trzy świetne dziewczyny: Karolinę Kowalkiewicz, Anitę Bekus i Klaudię Sygułę. Każda z nich jest fenomenalną zawodniczką. Przeciwstawienie się im jest ciężkie, bo każda z nich prezentuje wysoki poziom w danej płaszczyźnie. Gdybym mogła zrobić z siebie mix moich koleżanek, to byłabym mistrzynią świata. W MMA wszystko jest ciężkie. Parter pokochałam od razu, najcięższe dla mnie są zapasy, ale z miesiąca na miesiąc też je coraz bardziej lubię.

Co chcesz osiągnąć w MMA?

Nie wybiegam daleko w przyszłość, bo to byłaby głupota. Wiem, że żaden dziennikarz nie chce tego słyszeć, ale dla mnie liczy się najbliższa walka. W tym roku chciałabym wejść trzy razy do oktagonu. Teraz jednak myślę tylko o pojedynku z Martą Chojnoską.

Tym razem walka może potrwać dłużej niż minutę, bo Marta Chojnoska ma większe doświadczenie od Pauliny Raszewskiej.

Na pewno nie będzie łatwo. Nie boję się wymian ciosów z Martą. Jeżeli trzeba będzie się bić w stójce, to będę się biła w stójce. Jeżeli pojawi się opcja do obalenia, to na pewno ją wezmę, bo po co się narażać na niepotrzebne ciosy. Bardzo ciężko pracowałam nad kondycją i jestem gotowa na trzy rundy ostrej bitki. Jeśli nadarzy się okazja do skończenia walki szybciej, to zrobię to, bo nie chcę, żeby mama płakała przez 15 minut.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

 

andrzej wasilewski

Maciej Sulęcki pokonał jednogłośną decyzją sędziów Gabriela Rosado i jest coraz bliżej walki o mistrzowski pas. – Maciej daje widowiskowe walki, w których są emocje. Świat boksu chce oglądać takich zawodników – mówi Andrzej Wasilewski w rozmowie z PoGongu.

Ile siwych włosów przybyło panu podczas dwóch ostatnich rund walki Macieja Sulęckiego z Gabrielem Rosado?

Andrzej Wasilewski: Myślę, że sporo mi ich już przybyło w trakcie negocjacji tego pojedynku. Jeśli chodzi o walkę, to rzeczywiście w dziewiątej rundzie zatkało nas, bo wydawało się, że Maciek ma kontrolę nad ringowymi wydarzeniami. Wszystko wskazywało na to, że to on skończy walkę przed czasem. Nikt się nie spodziewał, że Maciek usiądzie na czterech literach. Na tym polega piękno boksu. W tenisie, jak ktoś straci parę gemów, to nic się nie dzieje. W boksie trzeba być skoncentrowanym do ostatniego gongu. Kibice pewnie byli zachwyceni przebiegiem pojedynku i wynikiem, bo mieli zafundowane wielkie emocje.

Jak trudno było doprowadzić do podpisania kontraktu Macieja Sulęckiego z Eddiem Hearnem?

Chodziło mi głównie o to, żeby znaleźć rozwiązanie systemowe, bo podpisanie kontraktu na jedną walkę nie rozwiązałoby problemu. Byśmy ją stoczyli i znów pojawiłoby się pytanie: co dalej? Dość długo prowadziłem negocjacje, żeby podpisać kontrakt na pakiet walk. Oczywiście przy założeniu, że Sulęcki będzie wygrywał kolejne pojedynki. Pakiet jest na trzy walki. Pierwsza się odbyła i idziemy dalej.

Sulęcki przed podpisaniem kontraktu z Eddiem Hearnem bardzo się niecierpliwił. Udzielił wywiadu, w którym krytykował swoich promotorów. Przepraszał pana za te słowa?

Nie wracaliśmy do tego. Historia pokazała, że tamten wywiad był błędem, ale to chyba nie jest teraz najistotniejsze. Najważniejsze, że pracujemy dalej i dajemy kibicom walki na najwyższym światowym poziomie.

Eddie Hearn twierdzi, że w czerwcu Sulęcki będzie walczył z Demetriusem Andrade o mistrzowski pas. Brytyjskiemu promotorowi można wierzyć na słowo?

Wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że dojdzie do tej walki. Niestety, możemy mieć problem, bo Maciek po starciu z Rosado pojechał do szpitala na prześwietlenie, które wykazało, że w prawej ręce ma ubytek kości. Jest jakiś odprysk, ale nie można go zlokalizować. Ręka bardzo go boli. W poniedziałek albo we wtorek Maciek musi odwiedzić lekarzy, bo trzeba sprawdzić, co to jest za kontuzja.

Czyli czerwcowy termin stoi dzisiaj pod znakiem zapytania?

Z całą pewnością Maciek musi być wspaniale przygotowany do walki życia. Nie wyobrażam sobie, żeby wszedł do ringu z kontuzją lub po zbyt krótkim okresie przygotowawczym. Sulęcki ma taką pozycję, że nie musimy się nigdzie spieszyć. Walka o pas jak nie teraz to będzie za chwilkę. Wolelibyśmy oczywiście jak najszybciej stoczyć pojedynek o mistrzostwo świata, ale Maciek musi być zdrowy.

Zdrowy Sulęcki jest gotowy na konfrontację z Andrade?

Walka z Rosado potwierdziła po raz kolejny, że Maciek jest bardzo ciekawym pięściarzem. Ma duże umiejętności i mocny charakter. Daje widowiskowe walki, w których są emocje. Świat boksu chce oglądać takich zawodników. Pojedynek z Rosado pokazał też inną rzecz. Dla mnie i sztabu szkoleniowego o wiele ważniejszą. Chodzi o to, że Sulęcki po raz kolejny popełnia te same błędy. Musi pracować nad ich wyeliminowaniem, bo na najwyższym poziomie opuszczanie lewej ręki jest karane. Maciek odczuł to na własnej skórze już nie pierwszy raz.

Sulęcki leżał na deskach w walkach z Jacobsem i Rosado. Bardzo to pana martwi?

Najbardziej martwi mnie to, że padał na deski po podobnych akcjach, czyli ciosach nad jego lewą ręką. Ta ręka jest za nisko lub za bardzo wysunięta do przodu. Przeciwnicy znajdują przestrzeń, żeby uderzyć z kontry lub bezpośrednim prawym i niestety trafiają. Ja i trener Piotr Wilczewski jesteśmy od tego, żeby wytykać błędy, a nie tylko bić brawa. Niebawem z Piotrkiem i Maćkiem usiądziemy do stołu i zrobimy naradę. Porozmawiamy o tym, jakie trzeba zmienić elementy treningowe, bo te błędy nie mogą się powtarzać.

Jak ocenia pan współpracę Sulęckiego z Piotrem Wilczewskim?

Bardzo pozytywnie. Piotrek przeszedł chrzest bojowy w bardzo trudnych warunkach. Myślę, że już wie, czego można spodziewać się po Maćku. Mówię o ich relacji w narożniku i koncentracji. Widać, że jest między nimi chemia. Piotrek jest bardzo ambitnym człowiekiem. Też był wściekły po walce.

W szatni padły mocne słowa?

Oczywiście. Maciek sam był na siebie wściekły, bo niewiele brakowało, a wypuściłby z rąk wygraną walkę. On bardzo dużo od siebie wymaga i wie, że na tym poziomie nie można robić takich rzeczy.

Sulęcki przed walką z Danielem Jacobsem był niedoceniany w USA. Jak to wygląda dzisiaj?

Jest rozpoznawany, szanowany i wszyscy wiedzą, że daje widowiskowe walki.

Jak duże są szanse na walkę Kamila Szeremety z Giennadijem Gołowkinem?

Konkretnej oferty jeszcze nie dostaliśmy. Wydaje się, że ona jest w drodze. Gołębie pocztowe lecą do nas i zobaczymy, co przyniosą. Jeżeli oferta będzie ciekawa, to ją rozważymy. Konfrontacja z tak wielką gwiazdą jak GGG to okazja do pokazania się w świecie boksu. To podobna sytuacja do walki Sulęckiego z Jacobsem. Nie oszukujmy się, to jest także doskonała okazja do zarobienia dużych pieniędzy, ale z niczym się nie spieszymy. Skończył się projekt pt: Sulęcki vs Rosado. Od jutra biorę się za kolejnych zawodników. Między innymi za Szeremetę.

Czy możliwy jest występ Sulęckiego i Szeremety na jednej gali w USA?

Teoretycznie tak. Blisko współpracujemy z Eddiem Hearnem, dlatego wszystko jest możliwe.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

Maciej Sulęćki

Maciej Sulęcki od dawna przekonywał promotorów, że jest gotowy na duże wyzwania. – Dopiero jak wejdziesz do ringu z kozakiem, to poznajesz swoją wartość – mówił „Striczu”. Teraz wchodzi w kluczowy etap kariery. Na horyzoncie widać już walkę o mistrzowski pas.

Maciej Sulęcki do strefy wywiadów po walce z Jeanem Hamilcaro przyszedł w dobrym humorze. W Gliwicach się nie napracował, bo miał słabego rywala i w drugiej rundzie było już po wszystkim. – Zasługuję na duże pojedynki, na walki o tytuły i za duże pieniądze – mówił Sulęcki. Niewielu pięściarzy w Polsce może pozwolić sobie na takie deklaracje. Sulęcki mógł, bo obok Krzysztofa Głowackiego i Adama Kownackiego jest obecnie najgorętszym nazwiskiem w polskim boksie.

Przyjechał pan pięściarz

Kilka miesięcy wcześniej Sulęcki przegrał na punkty z Danielem Jacobsem. Z byłym mistrzem świata bił się bez kompleksów i udowodnił, że należy do światowej czołówki w kategorii średniej. W ostatniej rundzie leżał na deskach, ale werdykt pozostawił sporo do życzenia. Jeden z sędziów wypunktował 117:100 dla Amerykanina, co należy uznać za ponury żart.

Warto przypomnieć, że przed pojedynkiem w Barclays Center amerykańscy dziennikarze nie dawali Sulęckiemu żadnych szans i twierdzili, że jest to mismatch. Miał przyjechać chłopak z Polski i zebrać lanie. Przyjechał pan pięściarz i postawił twarde warunki. Po walce dziennikarze z USA pewnie zapisali nazwisko Sulęckiego w notesach. I to wielkimi literami.

Sulęckiego do pojedynku z Jacobsem przygotowywał Andrzej Gmitruk. Wówczas wydawało się, że współpraca tego duetu dopiero się rozkręca. Panowie po walce tryskali optymizmem, bo wiedzieli, że wykonali kawał dobrej roboty.

Sulęcki: będziemy najlepsi na świecie.

Gmitruk: dajcie nam pół roku.

Niestety, życie napisało czarny scenariusz. Andrzej Gmitruk zmarł nagle (kilkanaście dni po gali w Gliwicach) i Sulęcki został bez trenera.

Czytaj resztę wpisu »

mariusz wach

Mariusz Wach po raz kolejny wejdzie do ringu 6 kwietnia podczas gali MB Promotions, która odbędzie się w katowickim Spodku. Jego rywalem będzie Martin Bakole Ilunga. – Mariusz po walce z Arturem Szpilką praktycznie nie wychodzi z sali. Chcieliśmy rewanżu, ale Artur coś nie ma na to chęci. Zwycięstwo nad Bakole może przybliżyć Wacha do wielkich walk – mówi Piotr Wilczewski.

piotr wilczewski

Maciej Sulęcki wraca na amerykański ring. 15 marca na gali DAZN w Filadelfii rywalem polskiego pięściarza będzie Gabriel Rosado. – Maciek w końcu ma walkę, na którą sobie zapracował. Rosado jest wojownikiem i bójka z nim nie będzie wskazana, ale jeśli trzeba będzie zrobić bójkę, to się ją zrobi – mówi Piotr Wilczewski.

Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo.

cieslak_po_walce

Michał Cieślak nie miał żadnych problemów z pokonaniem Youriego Kalengi. Były tymczasowy mistrz świata federacji WBA po siódmej rundzie nie miał ochoty kontynuować walki. – Nie czułem żadnego zagrożenia z jego strony – mówił po pojedynku w Legionowie Cieślak. Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo.

zimnoch_foto

Krzysztof Zimnoch pojawił się w piątek na gali w Legionowie. W rozmowie z mediami mówił między innymi o głodówce, chorobie i powrocie na ring. Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo.

kamil sokołowski

Kamil Sokołowski pięć lat temu wyjechał do Anglii i tam rozpoczął zawodową karierę. Nie ma promotora, przegrał już 14 walk. Mówi, że jest journeymanem, ale od razu dodaje, że nie jeździ tylko po kasę. Zawsze chce wygrywać. W sobotę jego rywalem będzie Lucas Browne.

W najbliższą sobotę wchodzisz do ringu z Lucasem Brownem. Jesteś gotowy na wojnę?

Jestem bojowo nastawiony. Wygląda na to, że to będzie mój najtrudniejszy rywal w karierze. Jednak spokojnie pochodzę do tego pojedynku. To jest przeciwnik jak każdy inny. Ma dwie ręce i głowę. To jest waga ciężka i wszystko może się zdarzyć. W jedną i drugą stronę. Chcieliśmy walczyć z Brownem osiem rund, ale jego promotor się nie zgodził. Trochę wstyd, że taki zawodnik walczy tylko 6 rund.

Co wiesz o najbliższym przeciwniku?

Jak zerkałem na jego przygotowania, to wydaje mi się, że będzie w dobrej formie. Teraz pewnie będzie ważył mniej niż w walce z Whytem. Jednak bardziej skupiam się na sobie niż na nim.

Rok temu Browne został ciężko znokautowany przez Whyte.

Whyte walczył z nim zachowawczo, bo zrobili dużo szumu wokół Browne’a. Brytyjczyk miał dużo do stracenia, ja mogę tylko zyskać. Myślę, że Browne może mnie zlekceważyć.

Długo zastanawiałeś się nad przyjęciem oferty walki z Brownem?

Nie, bo biorę wszystko, jak leci. Nie mam na co czekać, bo lata uciekają, a ja chcę jeszcze trochę poboksować. Jak z nim wygram, to pewnie będę w TOP 10 wagi ciężkiej w Wielkiej Brytanii. Wygrana może otworzy mi drzwi do walki z Davidem Allenem.

Jak wyglądały twoje przygotowania do sobotniej walki?

Miałem trzy tygodnie na przygotowania, ale nie startowałem od zera, bo wcześniej szykowałem się na rewanż z Kashem Alim, ale on zrezygnował z walki. Trenowałem dwa razy dziennie. O piątej rano biegałem około 30-40 minut. Robiłem sprinty albo zwykły bieg. Później jechałem do pracy. Wieczorem robiłem drugi trening. Miałem dwóch sparingpartnerów. Chłopaki przyjechali z Londynu i trochę posparowaliśmy. Ogólnie to za dużo nie sparuję przed walkami, bo nie za bardzo mam taką możliwość. Wszędzie mam daleko, poza tym brakuje mi czasu.

Czym się zajmujesz zawodowo?

Pracuję na recyklingu, jeżdżę ciężarówką od godziny 7 do 15. Boks to moje hobby i zajmuje się nim po godzinach. Jestem journeymanem, ale nie takim, który jeździ tylko po wypłaty. Zawsze chcę wygrywać. Nie mam promotora, dlatego mój rekord wygląda tak a nie inaczej. Wielu rywali odrzuca propozycje walk ze mną, bo nie chcą zepsuć sobie rekordu.

Ostatnio zepsułeś rekord Nickowi Webbowi.

Nie tylko jemu, ale też innym pseudoprospektom. Mają oni porobione rekordy na Litwinach czy Bułgarach, ale jak postawisz im twarde warunki, to okazuje się, ile naprawdę są warci.

Co chcesz osiągnąć w boksie?

Jak mam być szczery, to nie zależy mi na rankingach. Wiem, na jakim jestem poziomie, dlatego nie będę gadał, że moim celem jest walka o mistrzowski pas. Muszę mierzyć siły na zamiary. Teraz chcę zrobić dobrą walkę z Brownem. Z rywalami do TOP 5 w Anglii mogę boksować, reszta jest poza moim zasięgiem. Walki z Duboisem i Allenem to już byłyby dla mnie wielkie wyzwania. Menedżer mówił mi, że Dubois chciał, żebym przyjechał do niego na sparingi, ale nie było konkretów i ostatecznie nie sparowaliśmy. Dubois jest bardzo młody, silny i duży, ale brakuje mu doświadczenia.

Miałeś oferty od polskich promotorów?

Nie i nie zależy mi na tym. Koncentruję się na walkach w Anglii, bo tutaj mieszkam i pracuję. Do Anglii wyjechałem pięć lat temu. Zaczynałem od turniejów Bigger’s Better, zrobiłem licencję bokserską. W Polsce walczyłem tylko w kickboxingu.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

POLECAMY:

michal_cieslak_wazenie

Czytaj resztę wpisu »

sokolowski.jpg

Kolejnym rywalem Mariusza Wacha będzie Martin Bakole Ilunga. Panowie spotkają się w ringu podczas gali „Ostatni Taniec” organizowanej przez MB Promotions. O opinię na temat pięściarza z Demokratycznej Republiki Kongo zapytaliśmy Kamila Sokołowskiego, który ma za sobą walkę z Bakole. 

Kamil Sokołowski: Walczyłem z Martinem Bakole Ilungą w październiku 2017. Byłem w tym pojedynku journeymanem. W drugiej rundzie trafił mnie podbródkowym i złamał nos. Leciała mi z niego krew i ciężko mi się walczyło. W piątej rundzie zaczynałem już go napoczynać, bo słabł kondycyjnie, ale walka była zakontraktowana tylko na sześć rund, więc zabrakło mi czasu. Gdybym miał jeszcze ze dwie rundy, to mógłbym go skończyć nawet przed czasem. Przegrałem na punkty, ale do werdyktu nie mam zastrzeżeń.

Bakole nie bije bardzo mocno, ale uderza z luzu. Nie wkłada dużo siły w ciosy, ale jak trafi, to czuć te uderzenia. Ma aktywny lewy prosty i jest niebezpieczny w 4-5 rundach, ale później słabnie i opuszcza nisko ręce. Jest wtedy o wiele łatwiejszy do trafienia. Czy jest odporny na ciosy? Myślę, że odczuwał moje uderzenia. Szczerze, to nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.

Bakole w walce z Michaelem Hunterem dotrwał do 10 rundy, ale przegrał przed czasem. Nie wytrzymał tej walki kondycyjnie. W Anglii jest o nim raczej cicho, ale znany jest z tego, że bardzo często sparuje z Anthonym Joshuą. Bakole ma dobrego promotora, który zainwestował w niego duże pieniądze, ale moim zdaniem jego rekord jest napompowany na słabych rywalach. Hunter go zweryfikował.

Dla mnie faworytem będzie Mariusz Wach. Na korzyść Polaka przemawiają doświadczenie i gabaryty. Mariusz powinien wygrać bez większych problemów. Może go nawet skończyć przed czasem jak Hunter. Tylko musi pracować lewym prostym i wywierać presję. Wtedy Bakole siądzie kondycyjnie, bo ma problem z rywalami, którzy idą na niego. Nie jest łatwo go trafić, bo jest gibki. Wach musi uważać na ciosy podbródkowe. Na pewno nie może walczyć w ślimaczym tempie, bo wtedy może być różnie. Myślę, że Bakole nie nadaje się do rywalizacji na najwyższym poziomie.

adam_balski_1

Adam Balski w mediach społecznościowych wydał oświadczenie, w którym poinformował o rozstaniu z grupą Tymex Boxing Promotion.  – Nie odechciało mi się boksu. Tylko chcę trenować jak zawodowy pięściarz – mówi w rozmowie z PoGongu.pl pięściarz z Kalisza. 

Dlaczego chcesz rozwiązać kontrakt z Tymex Boxing Promotion?

Ta decyzja długo we mnie dojrzewała i nie podjąłem jej pod wpływem emocji. Na pewno nie uderzyła mi woda sodowa. Trochę się tego uzbierało i stwierdziłem, że albo trenuję jak zawodowiec, albo odchodzę z grupy. Nie mam nic do promotorów i nie chcę się na nich skarżyć.

W oświadczeniu napisałeś, że straciłeś do nich zaufanie.

Nie mogliśmy się dogadać, często były kłótnie. Nasze relacje popsuły się z pół roku temu. Co innego było mówione, co innego robione. Może jestem nauczony innych zasad. Wyszło jak wyszło. Zdania nie zmienię, nie będę walczył w Tymexie.

Tymex wydał oświadczenie, że wciąż jesteś zawodnikiem tej grupy. Do kiedy masz podpisany kontrakt z grupą Mariusza Grabowskiego?

Szczerze mówiąc, to nie pamiętam. Jest w nim dużo zapisów, nie analizowałem ich. Mój menedżer Patryk Kieliszewski jest w kontakcie z adwokatami, którzy zajmują się szczegółami. Promotorzy Mateusz Borek i Mariusz Grabowski mają kontakt do mojego menedżera, więc niech załatwią to między sobą. Nie chcę być pośrednikiem, bo się na tym nie znam. Promotorzy mają też numer do mnie. Nie ukrywam się przed nimi. Choć nie chce mi się z nimi rozmawiać.

Patrząc na to wszystko z boku, można odnieść wrażenie, że wywracasz swoją karierę do góry nogami.

Przede wszystkim sam podejmuje decyzje. Mogę posłuchać czyichś rad lub podpowiedzi, ale później siadam w fotelu albo idę nad wodę i myślę, co będzie dla mnie najlepsze. Wszystko przemyślałem i uznałem, że odejście z Tymexu będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.

Rozważasz opcję, że zakończysz karierę?

Słyszałem opinie, że promotor może mnie zawiesić nawet na pięć lat. Jeśli tak by się stało, to wtedy będę musiał zakończyć karierę, ale chcę trenować i walczyć. Nie odechciało mi się boksu. Tylko chcę trenować jak zawodowy pięściarz. Wiele razy mówiłem promotorowi, że mógłbym przeprowadzić się na Florydę. Mogę tam ćwiczyć i pracować, bo chcę się rozwijać. Dwa miesiące trenuję z Gusem Currenem, a potem przez pół roku sam walę w worek. W ten sposób mogę być mistrzem podwórka.

Bierzesz pod uwagę, że sprawa rozwiązania twojego kontraktu może trafić do sądu?

Minęły dopiero trzy dni, więc nie wiem, co będzie dalej. Mam nadzieję, że ta sprawa nie będzie się długo ciągnąć. Dla mnie jest już skończona.

adam_balski

Miałeś jakieś zastrzeżenia do swoich przygotowań do walki z Siergiejem Radczenko?

Nie chcę się żalić, ale było trochę zamieszania. Miała być walka z Nikodemem Jeżewskim, ale została odwołana. Po powrocie z Florydy przez dwa miesiące byłem sam w Kaliszu. Później od nowa zaczynałem obóz. Nie chcę się tłumaczyć, bo Radczenko to dobry zawodnik. Czegoś mi zabrakło. Nie zawsze są piękne dni w życiu. Wygrałem walkę, ale nie było lekko.

Sobie nie masz nic do zarzucenia?

Na pewno nie uciekałem z obozu. Może promotor mnie nie lubi i dlatego mówił, że tak było. Jeśli wyjeżdżałem, to miałem jakiś powód i coś pilnego do załatwienia. Na treningach ostro zasuwałem, ale gdy miałem dużo wolnego, to jechałem do Kalisza. Bez sensu było siedzieć w miejscu.

Poinformowałeś trenera Currena o zakończeniu współpracy?

Miesiąc po walce z Radczenko dałem znać trenerowi, że nie będę z nim trenował, bo nie widzę w tym sensu. Pisałem z nim, bo nie gadam po angielsku. Wyjaśniłem mu, jak wygląda sytuacja. Z Gusem widzę się przez dwa miesiące, a potem pół roku ćwiczę indywidualnie. Do trenera nie mam żadnych pretensji, bo dobrze nam się współpracowało.

Jak Gus przyjął tę informację?

Na luzie. Gus wie, jak jest w boksie. Gdybym nie traktował boksu poważnie, to po robocie brałbym kilkurundowe walki i parę złotych by mi wpadło. Chcę trenować z jednym trenerem i robić postępy. Tracę motywację, gdy ich nie robię. To jest droga donikąd.

Co wiesz o sobie po walce z Radczenko?

Wyciągnąłem jeden wniosek. Albo trenuję normalnie i rozwijam się, albo idę do pracy. Muszę się za coś wziąć na poważnie, bo nie da się łapać dwóch srok za ogon.

Jak wyobrażasz sobie dalszą karierę?

Czekam na telefon od menedżera i mam nadzieję, że sprawa szybko się wyjaśni. Ze względu na kontuzję ręki na razie nie trenuję, ale przynajmniej mogę już jechać w trasę, bo wcześniej przez pięć tygodni musiałem trzymać rękę przy ciele i nawet nie mogłem prowadzić auta.

Wracasz do zawodu kierowcy?

Jeśli będzie możliwość, to na pewno polecę w trasę. Mam parę pomysłów, ale dzisiaj nie chcę jeszcze o nich mówić. Nie wiem, czy zostanę w Polsce. W przeszłości pracowałem w Holandii i Francji. Mam tam otwarte furtki. Chcę walczyć, ale nie wszystko zależy ode mnie. Zawsze mogę trenować w piwnicy, ale nie zależy mi na byciu mistrzem podwórka.

Rozmawiał: Krzysztof Smajek

michal_cieslak

Czytaj resztę wpisu »

zimnoch_2

Czytaj resztę wpisu »

zimnoch_foto

Czytaj resztę wpisu »

kownacki

Czytaj resztę wpisu »

pindera_foto

– Jeśli chodzi o sylwetkę Adama, to warto przypomnieć jego walkę z Dannym Kelly. Gdyby ktoś nie znał możliwości Kownackiego i patrzył tylko na wygląd pięściarzy, to powiedziałby, że walka skończy się po 2-3 rundach zwycięstwem Kelly’ego – mówi w rozmowie z pogongu.pl Janusz Pindera. W najbliższą sobotę Adam Kownacki wejdzie do ringu w Barclays Center i będzie chciał zrobić kolejny (już ostatni?) krok w kierunku walki o tytuł mistrzowski.

Czytaj resztę wpisu »

manny

Czytaj resztę wpisu »

pacquiaobroner_web

Trzeba przyznać, że jest to brawurowy matchmaking. Pięć na pięć gwiazdek. Zderzenie dwóch światów. Konfrontacja facetów, którzy chodzą innymi ścieżkami. Ich drogi skrzyżują się w MGM Grand w Las Vegas. 

Manny Pacquiao po 24 latach na zawodowych ringach jest postacią pomnikową. Zdobywał mistrzostwo świata w ośmiu kategoriach wagowych. Nigdy nikogo nie unikał, bo w jego DNA nie ma pierwiastka strachu. Jeśli nie oglądaliście jego walk z Oscarem de la Hoyą, Miguelem Cotto, Ricky’m Hattonem i kilku innych, to wejdźcie do szafy i siedźcie cicho. Filipińczyk jest legendą boksu. Mała poprawka. JEST LEGENDĄ BOKSU.

Broner w roli underdoga

Bukmacherzy w roli faworyta stawiają Pacquiao. – To jest niesprawiedliwe, że ludzie myślą, że Broner nie będzie dla mnie poważnym wyzwaniem. On jest byłym mistrzem świata i wojownikiem. Nie można go lekceważyć – twierdzi Pacman. – Nie przejmuję się, że jestem postrzegany jako underdog. Czuję, że nadchodzi mój czas – mówi Amerykanin.

Broner znalazł się na zakręcie. Nie jest już mistrzem świata, co chwila pakuje się w tarapaty. Wiele razy przekroczył nieprzekraczalną granicę. Jego kartoteka kryminalna to gotowy scenariusz na film o człowieku, u którego głupota ma stały adres zameldowania w głowie. „The Problem” nawet w trakcie przygotowań do walki z Pacquiao trafił na chwilę do aresztu.

– Nie spodziewam się łatwego pojedynku dla Pacquiao. Niezależnie od tego w ile skandali wplątał się Broner, nikt nigdy nie miał z nim łatwo. Nawet w przegranych pojedynkach potrafił dawać się rywalom we znaki – jak Maidanie w 11. rundzie, Porterowi w 12. i Garcii w trzech ostatnich. U szczytu formy Manny wygrałby w cuglach, ale jego 40-letnia wersja jest już wolniejsza i mniej aktywna w ringu. Wiele zależy też od tego, czy Pacman nadal widzi ciosy i czy nie da się zaskoczyć – mówi Leszek Dudek, ekspert bokserski.

Broner zawsze chciał być drugim Mayweatherem, ale przeholował i zaczął marnować talent. Przez przypadek nie zdobywał mistrzowskich tytułów, ale nigdy nie upolował tak grubego zwierza jak Filipińczyk. – Broner uwierzył, że jest kopią Floyda, lecz nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Cztery mistrzowskie tytuły mają dziś niewielkie znaczenie, bo wszystkie ważne pojedynki Amerykanina kończyły się jego porażkami – dodaje Dudek. Amerykanin niczym nie imponował w ostatnich walkach. Nie składał efektownych kombinacji ciosów i nie podejmował ryzyka. Postawił na minimalizm.

Chwile grozy żony Pacquiao

Pacquiao ma już 40 lat. W sobotę stoczy siedemdziesiąty pojedynek w karierze. Ostatnio związał się z projektem Premier Boxing Champions. Twierdzi, że walczy, bo wciąż kocha to robić. Gdy w grudniu 2012 roku Juan Manuel Marquez brutalnie go znokautował (to była ich czwarta walka), wydawało się, że jego kariera dobiegła końca.

Meksykanin trafił krótkim prawym prostym i wyciął Filipińczyka. Siedząca przy ringu żona Pacquaio przeżyła chwile grozy. Manny padł na twarz i się nie ruszał. Na szczęście wstał o własnych siłach. Po badaniach nie stwierdzono u niego poważnych obrażeń.
Czytaj resztę wpisu »

andrzej wasilewski

Mariusz Wach opublikował komunikat w mediach społecznościowych, w którym domaga się rewanżowej walki z Arturem Szpilką. „Wiking” stawia sprawę jasno: niech wygrany bierze wszystko. – Jeżeli jest to prawdziwa i przemyślana deklaracja, to świadczy o tym, że Mariusz czuje się bardzo pewny siebie i jest gotów zaryzykować – mówi w rozmowie z pogongu.pl Andrzej Wasilewski.

Czytaj resztę wpisu »

Układanie walk na papierze to przyjemna robota. Nie trzeba się martwić, czy pięściarz X zgodzi się na gażę, czy pięściarz Y będzie miał ochotę wejść do ringu akurat z tym rywalem. Konflikty promotorów i TV? Nie zwracamy na to uwagi. Co najważniejsze, nie musimy się martwić, kto za to wszystko zapłaci. Patrząc z punktu widzenia kibiców, wybraliśmy siedem walk polsko-polskich, które mogłyby zmrozić szampana bez wkładania go do lodówki.

Artur Szpilka vs Mariusz Wach 2

10. runda walki z Arturem Szpilką pewnie do dzisiaj śni się Mariuszowi Wachowi. „Wiking” nie potrafił znokautować naruszonego rywala i przegrał. Na gorąco wydawało się, że sędziowie punktowi pomylili się z werdyktem, ale po obejrzeniu powtórek trzeba przyznać im rację. Szpilka wygrał, ale Wach zasłużył na rewanż. Walka była wyrównana i trzymała w napięciu do końca. Skoro obejrzało ją w TV prawie dwa miliony ludzi, to znaczy się matchmaking był na piątkę. Andrzej Wasilewski w rozmowie z „Super Expressem” mówił, że organizacja tego rewanżu jest priorytetem. Oby się udało, bo polski boks potrzebuje takich walk. 

Typ: Szpilka na punkty

Szansa na pojedynek: Duża

Hasło na plakat: Czas wyrównać rachunki

Andrzej Fonfara vs Michał Cieślak

To zestawienie gwarantuje wojnę w ringu. Jeden i drugi lubią się bić. Cieślak jeszcze nie walczył z rywalem z półki Fonfary, więc mógłby się skaleczyć i to mocno. Do tej pory „Polski Książę” na zawodowych ringach nie spotykał się z rodakami. Po konfrontacji z Siłłachem mówił, że na razie nie jest zainteresowany takimi starciami. „Na razie nie myślę o pojedynkach polsko-polskich. Nie mówię nie, może kiedyś dojdzie do takiej walki, ale na pewno nie w najbliższym czasie.” Biorąc pod uwagę, na jakich etapach kariery są obaj panowie, zorganizowanie ich walki w najbliższych miesiącach wydaje się nierealne, ale na papierze to starcie wygląda kozacko.

Typ: Fonfara KO lub Cieślak KO

Szansa na pojedynek: Minimalna

Hasło na plakat: Wojna na wyniszczenie

Mateusz Masternak vs Krzysztof Włodarczyk

Gdy Krzysztof Włodarczyk był mistrzem świata, miał uczulenie na Mateusza Masternaka. Kilka lat temu „Diablo” nie chciał nawet słyszeć o żarcie na prima aprilis, że podpisał kontrakt na walkę z „Masterem”. „Napiszcie, że będę walczył Pudzianowskim lub kimś innym, ale nie z Masternakiem” – wkurzał się Diablo.

Później zmienił nastawienie i już nie skakało mu ciśnienie, gdy była mowa o jego konfrontacji z młodszym kolegą. Włodarczyk jest po przejściach, Masternak to samo. Obaj wypadli poza ścisłą czołówkę na świecie, ale wciąż są groźni i (chyba) nienasyceni. To jest nawet dobry moment, żeby zrobić taką walkę, bo za 2-3 lata może już być za późno. Teraz na pewno nie byłby to odgrzewany kotlet. Wręcz przeciwnie. Main event z dużym potencjałem.

Typ: Masternak na punkty

Szansa na pojedynek: Do zrobienia

Hasło na plakat: Lepiej późno niż wcale

Robert Parzęczewski vs Norbert Dąbrowski

Ich kariery są w innym miejscu. Parzęczewski idzie jak burza, Dąbrowski znalazł się na bocznicy. „Arab” po walce z Dariuszem Sękiem powiedział, że nie chce już walk z Polakami. Wspomniał też, że chciałby opuścić polskie podwórko. Wydaje się, że obrał właściwy kierunek, ale nie zmienia to faktu, że chętnie zobaczylibyśmy go w ringu z Norbertem Dąbrowskim. „Noras” nie pęka, zawsze jest solidnie przygotowany, więc mógłby postawić twarde warunki „Arabowi”, dla którego mógłby to być ostatni przystanek przed zagranicznymi wyzwaniami. Mateusz Borek twierdzi, że ani on, ani grupa Tymex Boxing Promotions nie są zainteresowani taką walką, więc raczej będziemy musieli się obejść smakiem.

Typ: Parzęczewski na punkty

Szansa na pojedynek: Minimalna

Hasło na plakat: Ostatni przystanek

Damian Jonak vs Robert Talarek

Obaj nie mają czasu na potknięcia. Damian Jonak wrócił do boksu po dłuższej przerwie i zanotował dwa zwycięstwa. Nie pali się do walk z rodakami. Przez kontuzję ręki wypadł z gali w Radomiu, a jego walka z Andrew Robinsonem została przeniesiona na kwiecień. Robert Talarek zmienił promotora i na razie odbudowuje pozycję po porażce z Dąbrowskim. W ostatnim czasie zbił trzech słabych rywali. Trudno powiedzieć, jaki pomysł na górnika z Rudy Śląskiej ma Tomasz Babiloński. Kontrakty na walkę Jonak vs Talarek można byłoby podpisać od razu na dwa pojedynki a nawet na trylogię. Patrząc jednak realnie, do tej walki raczej nie dojdzie. Alternatywą może być konfrontacja Talarek vs Czerkaszyn.

Typ: 50/50

Szansa na pojedynek: Mała

Hasło na plakat: Bitwa o Śląsk

Mateusz Tryc vs Tomasz Gromadzki

Andrzej Kostyra komentując walkę Tomasza Gromadzkiego z Wojciechem Wierzbickim stwierdził, że panowie rozpętali w ringu Trzecią Wojnę Światową. Gromadzki to pięściarz, który wchodzi między liny i nie kalkuluje. Dla takich zawodników jak on kibice kupują bilety. „Zadyma” wygrał cztery walki z rzędu, ale nie miał zbyt mocnych rywali. Czas na większe wyzwania, a takim na pewno byłaby konfrontacja z niepokonanym Mateuszem Trycem. Panowie w przeszłości zaczepiali się w mediach społecznościowych i na tym się skończyło. Zamiast się prowokować, niech wejdą do ringu. Kibice na pewno nie będą się nudzić. 

Typ: 50/50

Szansa na pojedynek: Do zrobienia

Hasło na plakat:  Cios za cios

Kamil Młodziński vs Rafał Grabowski 2

W Radomiu podczas „Wojny Domowej” niejednogłośną decyzją sędziów wygrał Kamil Młodziński. Po walce sporo dyskutowało się o werdykcie, więc warto obu panów jeszcze raz zaprosić do ringu. Wprawdzie Grabowski mówił po walce, że nie wie, czy będzie kontynuował karierę, ale pewnie już ochłonął i bez mrugnięcia okiem podpisze kontrakt na rewanż. Mateusz Borek nie ukrywa, że chętnie po raz drugi zorganizuje taki pojedynek. 

Typ: Grabowski na punkty

Szansa na pojedynek: Duża

Hasło na plakat: Grzmoty po meksykańsku

Skoro zamykamy rozdział pod tytułem „2018 rok”, to warto podsumować ostatnie 12 miesięcy w polskim boksie. Zrobiliśmy to w dwanaście rund.

1. runda

Tomasz Adamek dwa razy wszedł do ringu. Najpierw zbił Joe Abella w Częstochowie, później chciał oszukać przeznaczenie. Nie oszukał, bo Jarrell Miller był za wielki i za silny. Po czterech minutach Amerykanin odesłał „Górala” na emeryturę.

2. runda

Adam Kownacki jest coraz bliżej pojedynku o mistrzowski pas. Z Iago Kiladze miał trochę problemów, ale w końcu w szóstej rundzie posłał go na deski. Z Charlesem Martinem było już o wiele trudniej, bo Amerykanin miał serducho do walki. Kownacki zdał trudny test i już może szykować pięści na najlepszych.

3. runda

Artur Szpilka z Dominikiem Guinnem nie miał żadnych problemów. Wygrał po brzydkiej walce. Z Mariuszem Wachem przeżył chwile grozy w ostatniej rundzie, ale przetrwał i nie musiał wybierać między boksem a MMA. Co dalej? Musi znaleźć trenera i wspólnie z Andrzejem Wasilewskim ustalić plan działania.

Na rewanż ze Szpilką czeka Mariusz Wach, który w 2018 roku tylko raz pojawił się w ringu i był blisko zwycięstwa przed czasem. Wach miał też walczyć z Erikiem Moliną, ale nic z tego nie wyszło. Kariera znów na zaciągniętym ręcznym.

4. runda

Izu Ugonoh znów stoczył tylko jedną walkę. Choć nie wypada używać słowa „walka” w przypadku jego spotkania w ringu z Fredem Kassim. Rywala rozbolała głowa i przedstawienie skończyło się po 2. rundzie. Izu miał walczyć w grudniu o pas WBO Europe, ale gala Dariusza Michalczewskiego została odwołana. Czas ucieka, kariera Izu stoi w miejscu. Może Tiger jako promotor ją rozrusza. Jeśli nie, to chyba nic już z tego nie będzie.

5. runda

W lutym Krzysztof Głowacki był w tarapatach w walce z Radczenką. Zlekceważył rywala i mało brakowało, a jego kariera znalazłaby się na zakręcie. Później wygrał z Silgado, który przewrócił się od przeciągu w hali.

„Główka” dostał się do turnieju WBSS. Tam stoczył dwanaście trudnych rund z Własowem i wrócił do Polski z tymczasowym pasem mistrza świata federacji WBO. Następne miesiące mogą należeć do niego.

Spore problemy w walce z Radczenką miał także Adam Balski, który w ostatniej rundzie zebrał lanie życia na zawodowych ringach. Pięściarz z Kalisza musi się wziąć do roboty, bo z taką defensywą strach go wypuścić w świat.

6. runda

Mateusz Masternak stoczył dwa trudne pojedynki z Kalengą i Dorticosem. Jeden wygrał, drugi przegrał i znów wszystko musi zaczynać od nowa. Po ostatniej walce nazwaliśmy „Mastera” Syzyfem polskiego boksu, bo gdy jest blisko celu, zawsze musi zawracać.

7. runda

Od nowa swoją pozycję buduje też Krzysztof Włodarczyk. W 2018 roku wygrał trzy walki. Gadajew i Sands nie byli rywalami z jego półki, ale konfrontacja z Durodolą pokazała, że Diablo może być jeszcze groźny w ringu. Jednak w jego przypadku w mistrzowskie pasy już nie wierzymy.

8. runda

Andrzej Fonfara zmienił kategorię wagową i na polskiej ziemi obił Siłłacha. Po walce na Torwarze trudno jednoznacznie ocenić, czy „Polski Książę” pasuje do kategorii junior ciężkiej. Na pewno musi mniej przyjmować, bo teraz za rywali będzie miał większych chłopów niż w kategorii półciężkiej.

9. runda

Maciej Sulęcki w pojedynku z Danielem Jacobsem udowodnił, że należy do światowej czołówki w swojej kategorii wagowej. Sędzia, który wypunktował walkę 117-110 dla Jacobsa był po prostu głupi. „Striczu” musi teraz uzbroić się w cierpliwość, bo duże walki nie przychodzą z dnia na dzień.

10. runda

Kamil Szeremeta zdobył pas EBU, później go obronił, czyli ma za sobą bardzo dobry okres. Widać, że jego współpraca z Fiodorem Łapinem idzie w dobrym kierunku.

Fiodor Czerkaszyn jest powiewem świeżości w polskim boksie. Za chłopakiem ciągnie się ciekawa historia. Gołym okiem widać, że ma papiery do tego sportu. Niektórzy już zachłysnęli się jego talentem i wróżą mu mistrzowską karierę. Spokojnie. Dajcie mu czas. Niech trenuje i idzie do przodu. Jest w dobrych rękach.

11. runda

Robert Parzęczewski nikomu się nie kłaniał w ringu. Petardy odpalił jeszcze przed Sylwestrem, gdy bił w Radomiu solidnego Dariusza Sęka. „Arab” nie chce już walk z rodakami, ale zobaczylibyśmy go jeszcze w ringu z Norbertem Dąbrowskim. Jego kariera musi być prowadzona ostrożnie.

Paweł Stępień mógł pod koniec roku zaliczyć wpadkę w walce z Suchockim, ale wyszedł z opresji i wygrał. Potrzebna była mu taka walka, bo po wcześniejszych zwycięstwach nad słabszymi rywalami mógł uwierzyć, że już wiele może. Nie powinien walczyć z rywalami słabszymi od Suchockiego.

12. runda

Łukasz Wierzbicki krok po kroku idzie do przodu. W 2018 roku spędził 30 rund w ringu z solidnymi rywalami. Wyjaśnił sprawę z Michałem Żeromińskim, wygrał też z Claytonem i Kiduku. Wszystkie walki wygrywał na punkty, bo brakuje mu nokautującego ciosu. Unika ringowych wojen, ale to nie jest wada. Dzisiaj żaden ekspert nie powie, że Wierzbicki w przyszłości zdobędzie mistrzostwo świata, bo to ryzykowna teza, ale w Polsce „Pretty Boy” ma wyrobioną markę.

robert parzeczewski

Mateusz Borek po raz czwarty zorganizuje galę bokserską. Tym razem w ringu zabraknie Tomasza Adamka, który był twarzą poprzednich gal MB Promotions. Czy któryś z bohaterów „Wojny Domowej” może wejść w buty „Górala”? 

Wyobraźcie sobie, że widzicie faceta, który stoi na parapecie na 10. piętrze i nerwowo spogląda w dół. Pod blokiem stoją ludzie i zadają sobie pytanie: skoczy czy nie skoczy? Buzują w nich emocje. Takich właśnie emocji spodziewamy się podczas „Wojny Domowej” w Radomiu. 

– Marzy mi się, żeby to była impreza w wyspiarskim stylu, takie „British boxing made in Poland” […] W sobotę bukmacherzy będą mieć eldorado. Ludzie postawią pieniądze na kilka walk, ale nie wiadomo, kto je wygra – mówi Mateusz Borek w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

O lepszą przyszłość dla siebie i rodziny

W walce wieczoru „Wojny Domowej” do ringu wejdą Robert Parzęczewski i Dariusz Sęk. Obaj są po innej stronie rzeki. Wydaje się, że Sęk najlepsze lata ma już za sobą, ale przed konfrontacją z Parzęczewskim zapowiada, że znów jest w nim ogień. Sęk to charakterny chłopak i skoro mówi, że walczy o lepszą przyszłość dla siebie i rodziny, to możemy być pewni, że nie odpuści w ringu. Czy wystarczy mu amunicji? Raczej nie. 

– Jeśli przegram z Arabem, to będzie trzeba zdefiniować karierę na nowo. Na przykład mogę zacząć wyjeżdżać na walki za granicę, by trochę zarobić, a potem wziąć się za trenerkę – mówi Sęk „Super Expressowi”. Wydaje się, że po „Wojnie Domowej” będzie realizował ten scenariusz.

parzeczewski

Parzęczewski to głodny sukcesu młody wilczek. Ma jasno sprecyzowany cel, chce być mistrzem świata. Sęk też kiedyś miał podobne marzenia, ale życie i ring je zweryfikowały. Parzęczewski jest dzisiaj na piątym miejscu w rankingu WBO, więc w każdej chwili może dostać walkę o mistrzostwo świata. Choć piąte miejsce wcale nie oznacza, że na świecie jest tylko czterech lepszych od niego pięściarzy w wadze półciężkiej. 

– Robert to mądry chłopak. Niedawno poprosił o zaliczkę – nie na auto albo wczasy, ale na leworęcznych sparingpartnerów z Anglii, aby należycie przygotować się do starcia z Sękiem – mówi Borek i dodaje, że ma dla pięściarza z Częstochowy dobrą ofertę pojedynku na początku marca w Wielkiej Brytanii. Parzęczewski w przeszłości odrzucił propozycję walki z Siergiejem Kowaliowem, od którego jest dzisiaj wyżej w… rankingu WBO. Na porażkę z Sękiem nie może sobie pozwolić.

Pachnie trzecią walką

„Dopóki mnie nie zniosą na noszach, to nie schodzę z ringu” – takie zdanie wypowiedział w „Drodze do Wojny Domowej” Adam Balski. Na karcie walk gali w Radomiu jest kilku pięściarzy, którzy z pewnością podpisaliby się pod tymi słowami.

mlodzinski.jpg

Na pewno zrobiliby to Rafał Grabowski i Kamil Młodziński. Chłopaki nie pękają i lubią się bić. W swoich skrzyniach biegów nie mają wstecznego. Na zawodowych ringach więcej doświadczenia ma Młodziński. Do dzisiaj możemy mu bić brawo za dwie walki z Michałem Leśniakiem. Żadnej nie wygrał, ale za każdym razem zostawiał serducho w ringu. Dla Grabowskiego to będzie pierwszy poważny test na zawodowych ringach. Walka bez faworyta, klasyczne 50/50.

To samo możemy napisać o rewanżu Michała Chudeckiego z Damianem Wrzesińskim. Podczas „Nocy Zemsty” każdy z sędziów inaczej widział ich walkę. Obaj czuli niedosyt po gali w Częstochowie, więc rewanż jest oczywistą sprawą. Zakładamy w ciemno, że teraz sędziowie znów będą mieć problem ze wskazaniem zwycięzcy. Już teraz pachnie trzecią walką.

Wracamy do Adama Balskiego, który za rywala zamiast Nikodema Jeżewskiego dostał Serhija Radczenkę. Ukrainiec w przeszłości sparował z czołówką wagi junior ciężkiej. To twardy chłop. Wszyscy pamiętamy, że miał na deskach Krzysztofa Głowackiego, ale wiemy też, że to był wypadek przy pracy, jakich w tej branży jest sporo.

Balski ciężko trenował po okiem Gusa Currena. Czekamy na efekty pracy tych panów. Pięściarz z Kalisza powinien wygrać bez wydawania reszty, ale nastawiamy się na cały dystans. Mateusz Borek twierdzi, że Balski ma już oferty walk z zagranicy. W najbliższym czasie którąś z nich będzie musiał przyjąć.

Buty Tomasza Adamka

W Radomiu trudne zadanie czeka Damiana Jonaka. Andrew Robinson nie jest żadnym bombardierem, ale to solidny pięściarz, który może postawić Polakowi twarde warunki. Będziemy zdziwieni, jeśli Brytyjczyk przyjedzie tylko po wypłatę. 

Jonak w tym roku wrócił do boksu po trzyletniej przerwie i wygrał dwie walki. Ma rekord 41-0. Naprawdę trudno powiedzieć, w jakim kierunku zmierza jego kariera, ale chyba 35-latek ma większe ambicje niż wygrana z Robinsonem.  Szkoda, że Jonak nie chce bić się z rodakami, bo jego walka z Robertem Talarkiem to byłaby petarda.

wierzbicki_żeromiński_foto2

Łukasz Wierzbicki po rozliczeniu się z Michałem Żeromińskim (Michał z Vovkiem będzie miał pełne ręce roboty) idzie dalej i ma coraz wyżej podniesioną poprzeczkę. Twaha Kiduku był już w Polsce i bił się z Przemysławem Runowskim. Jeśli utrzymał formę z Radomia, to możemy być świadkami solidnych wymian w ringu. Na papierze faworytem jest Polak. 

Wierzbicki podobnie jak Balski czy Parzęczewski nie może pozwolić sobie na potknięcie. Może któryś z tych trzech panów kiedyś wejdzie w buty Tomasza Adamka. Przed nimi jeszcze długa droga. Na razie muszą wygrać „Wojnę Domową”. 

Transmisja gali od godz. 17:45 Polsat Sport / Polsat Sport Fight , od godz. 20:00 Super Polsat.